piątek, 14 marca 2014

*Zayn urządzał kolejną imprezę, coś dużego i niepotrzebnego, by świętować jego i Liama pierwszą miesięcznice. Całokształt pomysłu był zupełnie absurdalny, lecz ukryte za tym intencje były urocze i kim był Louis, by odpuścić darmowe piwa?

Dom był przepełniony ludźmi, nawet bardziej niż ostatnim razem, gdy Louis był na imprezie Zayna i wszystkie gorące wspomnienia z samochodu Harry’ego nieustannie zachęcały Louisa do picia jednego lub kilku drinków przez całą noc. Tańczył z kilkoma facetami, lecz kiedy dwóch próbowało wsypać coś do jego drinka, odseparował się od tłumu. Wyszedł na podwórko i opadł na puste, plastikowe krzesło tuż przy rozpalonym ognisku.

- Lou-wee! – zawołał głos z ciemności i Louis zamarł, obserwując, jak Harry niezdarnie przemierza powierzchnię ogródka Zayna. Gdy jego wzrok dostosował się do panującej ciemności, zauważył, jak przeszklone są oczy chłopaka i jak szeroki, złośliwy jest jego uśmiech.

- Wiesz co dziś jest? – zapytał niewyraźnie Harry, siadając przed Louisem i opierając głowę na własnych dłoniach, podpartych o kolana Louisa.

Szatyn odchrząknął. – Um… nie?

- Jak niegrzecznie – powiedział Harry, marszcząc brwi. – To miesięcznica! – zawołał, szeroko rozkładając ramiona. Kilka osób w oddali wiwatowało.

- Och, um… tak. To jest powód, dla którego Zayn urządza imprezę, prawda?

Harry spojrzał na Louisa i przechylił głowę, wyglądając na zdezorientowanego. – Powiedziałeś Zaynowi?

- Um… Czy Zayn nie wie? To jest jego dom. Plus ma obsesję na punkcie Liama, jest prawdopodobnie gotów świętować co miesiąc – powiedział Louis, parskając.

- O czym ty mówisz?

- O czym ty mówisz?

- Prawie miesiąc temu – rozpoczął Harry, przenosząc się na kolana i podtrzymując się po obu stronach krzesła Louisa – całowaliśmy się. Pamiętasz?

Louis zamarł, nie będąc w stanie wymyślić, co powiedzieć, obserwując zachwycony wyraz twarzy Harry’ego. Nie odważył się nawet złapać powietrza, kiedy Harry pochylił się bliżej; jego oddech cuchnął alkoholem. – To nasza miesięcznica.

Harry odchylił się, przegryzając wargę. – Powinniśmy świętować – powiedział po chwili namysłu.

Louis odnalazł swój głos, przełykając ślinę. Jego kubek był pusty i chciałby mieć trochę tequili, by oderwać się od uczucia, które kumulowało się na dnie jego brzucha, kiedy Harry powoli oparł swoje ręce o uda Louisa. – Co proponujesz? - udało mu się wydusić, drżąc, gdy Harry pochylił się i oddychał w jego szyję.

- Pozwól mi cię pieprzyć – powiedział wolno i wyraźnie Harry, ton jego głosu był niski i brzmiał prawie na trzeźwego, dopóki nie odchylił się i Louis zauważył, jak szerokie były jego źrenice, i jak starał powstrzymać się od kołysania, kiedy patrzył na Louisa i oblizywał wargi.

Nie wiedział, co działo się z nim w tej chwili, lecz wszystko o czym mógł myśleć to Harry i jak był tutaj i rozmawiał z Louisem po tak długiej przerwie, więc skinął głową w aprobacie. – Okej – wyszeptał, wstając i ciągnąc za sobą Harry’ego, pozwalając mu oprzeć się o własne ciało. – Okej, dobrze.

Po znalezieniu się w sypialni, Harry zabiera ręce Louisa od włącznika światła. Louis rozgląda się w około i rozpoznaje ciemne ściany pokoju oraz kompletnie nieużyteczne tuziny skórzanych kurtek wiszących w szafie, dochodząc do wniosku, że znajdują się w pokoju Zayna. By uprawiać seks. W łóżku Zayna. Cholera.


Harry nie wydaje się nawet zauważać niczego, zamiast tego atakuje ustami szyję Louisa, nadgryzając gdzieniegdzie, jak gdyby chciał się upewnić, że Louis o poranku będzie miał ciemnofioletową wstążkę siniaków. Szatyn jęczy, po czym pcha Harry’ego, chichocząc, gdy chłopak upada na łóżko i zaczyna zdejmować z siebie ubrania. Harry uśmiecha się i robi to samo, dopóki oboje nie zostają tylko w bieliźnie, gapiąc się na siebie z osobnych końców pokoju.

Louis przełyka ślinę. To ostatnia szansa, by się wycofać. Mógłby zabrać swoje rzeczy, otworzyć drzwi i nigdy nikomu o tym nie powiedzieć, nawet Harry’emu. Lecz wtedy chłopak pochyla się i przyciska dłoń do własnego, widocznego wybrzuszenia, jęcząc nisko i Louis zapomina o wszystkim, co chodziło mu po głowie, praktycznie biegnąc przez pokój, by skoczyć na Harry’ego.

- Kurwa. – Wydycha powietrze, gdy Harry łapie go z łatwością i łączy ich usta.

Louis siada na udach Harry’ego, gorączkowo wywołując tarcie, jego policzki są ciepłe, gdy całuje chłopaka. – Ściągaj swoje ubrania – szepta szorstko Harry, przerywając pocałunek i nadgryzając ucho Louisa. Głos Harry’ego stracił powolność, którą miał jeszcze kilka minut temu i Louis posyła mu pytające spojrzenie, ale wstaje szybko i ściąga swoje bokserki, pomagając zrobić to samo leżącemu chłopakowi. Harry wyciąga ręce, by przyciągnąć Louisa, po czym przekręca ich tak, że Louis jest przyciśnięty ciałem chłopaka, ich członki ledwo się dotykają. Szatyn jęczy, gdy Harry wypycha biodra do przodu i przygniata go, owijając się wokół ramion kędzierzawego. Czuje jak Harry odsuwa się i otwiera szafkę nocną, czuje motyle w brzuchu. Nie zdawał sobie sprawy, że wstrzymuje oddech, dopóki nie czuje zimnego, śliskiego palca delikatnie śledzącego jego otwór i natychmiast sapie, jego serce bije jeszcze szybciej.

Otwiera oczy, bo zobaczyć, że Harry obserwuje go uważnie, starając się odczytać wyraz twarzy Louisa z ciekawskim spojrzeniem. Powoli wprowadza pierwszy palec, przyglądając się, jak Louis wygina plecy, kiedy zagłębia się aż po kostki. Pracuje nim i cofa kilka razy, dopóki Louis nie otwiera oczu.

- Proszę Harry, cholera, jeszcze jeden. – Wydycha, patrząc jak chłopak przegryza wargę, kiedy dodaje drugi palec. Louis wije się pod nim, lecz wciąż opada głębiej na palec Harry’ego, dysząc ciężko, gdy zielonooki zmienia kąt, tak że uderza centralnie w prostatę szatyna.

- Mogę…? – zaczyna Harry i Louis przytakuje natychmiastowo, zdesperowany, by Harry w końcu go miał. Chłopak cofa palce i rozciąga prezerwatywę na całej swojej długości, wyciskając trochę więcej lubrykantu, po czym delikatnie naciska czubkiem na wejście Louisa. Szatyn może poczuć zimną, metalową cząstkę jego kolczyka, nawet przez zabezpieczenie i jęczy, próbując osadzić swoje ciało na członku Harry’ego. Harry łapie go w ramiona, z łatwością zgarniając nadgarstki Louisa w jedną dłoń i przyciskając je do ściany, trzymając mniejszego chłopaka w jednym miejscu. Powoli wchodzi w niego, tylko końcówką, lecz Louis wzdycha z przyjemności, mrucząc wdzięcznie, gdy Harry porusza biodrami w przód i w tył, centymetr po centymetrze, póki jego nie są dociśnięte do tych Louisa.

Szatyn otwiera oczy, zastanawiając się, kiedy zamknął je tak szczelnie i uśmiecha się nieśmiało do Harry’ego, który wpatruje się w niego intensywnie.

- Hej – mówi cicho, czerwieniąc się, gdy Harry przegryza wargę i uśmiecha się ciepło.

- Hej – odpowiada chłopak, puszczając nadgarstki Louisa i pochyla się, by pocałować jego usta, na co szatyn entuzjastycznie przystaje. Harry wychodzi z Louisa i szybko wchodzi ponownie. Oddech chłopaka jest urywany, gdy Harry uderza o jego prostatę i zaczyna nabierać prędkości, cofając się i przybliżając, aż jego klatka piersiowa jest zaczerwieniona od wysiłku.

Louis odwzorowywał ruchy Harry’ego, sięgając w dół, by obciągnąć sobie, kiedy czuje przyjemność budującą się w dolnych częściach brzucha. Harry to zauważa i dodaje własną dłoń, pracując nią, dopóki Louis nie wzdycha imienia kędzierzawego i dochodzi na ich ręce i własną klatkę piersiową. Harry jęczy i pieprzy Louisa szybciej, potrzebując niecałej minuty, by krzyczeć i opaść na sylwetkę Louisa; jego ciało trzęsące się po orgazmie.

Louis przyciąga Harry’ego do kolejnego pocałunku, tym razem wolniejszego i słodszego, jego język delikatnie krąży kółka wewnątrz ust chłopaka. Harry odchylił się i Louis jęknął odrobinę na uczucie pustki, lecz kiedy chłopak usłyszał dźwięk, jego język zaczął poruszać się z takim samym zaangażowaniem. Harry podniósł się i złapał paczkę chusteczek ze stolika nocnego, czyszcząc siebie i Louisa, zanim nie opada obok szatyna, przybliżając się i pieści jego szyję.

Louis odetchnął głęboko, zaspokojony i automatycznie uniósł dłoń, by śledzić linie szczęki Harry’ego. – To było miłe – powiedział cicho.

- Tak – odszeptał Harry. – Tak, było.

Oboje przez moment leżą w ciszy, dopóki Harry nie przemawia ponownie. – Dlaczego szepczemy? – zapytał i Louis zaczął chichotać, aż dołączył do niego Harry. Śmieją się przez chwilę i Louis czuje się błogo, póki nie słyszy odległego brzęczenia.

- Wydaje mi się, że to mój telefon – informuje automatycznie i uśmiech znika z jego twarzy, gdy zdaje sobie sprawę czemu ktoś miałby dzwonić.

Ponieważ się nim opiekują. Ponieważ jest ich przyjacielem. Przyjacielem, który powiedział, że nie będzie z Harrym. Louis już się nie uśmiecha.

- Muszę iść – mówi cicho i wyślizguje się z uścisku Harry’ego, w pośpiechu zakładając ubrania, unikając patrzenia w oczy drugiemu chłopakowi. – Cholera, muszę iść. To… nie powinienem tego robić. My nie powinniśmy tego robić, Harry.

Louis czuje wibracje swojego telefonu, więc sprawdza go. Ma kilka wiadomości i nieodebrane połączenia od Liama i Nialla, nawet jedno od Zayna, co oznacza, że Liam musi być naprawdę zdesperowany. Wkłada urządzenie ponownie do kieszeni i sięga do klamki.

- Dlaczego? – pyta Harry równie cicho, tak cicho, że Louis niemal tego nie zauważa. Jednak słyszy i zamiera, niepewny, co powiedzieć. – Dlaczego nie powinniśmy tego robić? – kontynuuje chłopak, jego głos wciąż jest prawie szeptem.

Louis stara się odzyskać zdolność mowy. – Ja… wiesz czemu Harry, mówiłem ci wcześniej, ja…

- Kurwa, Louis! – krzyczy Harry, zeskakując z łóżka tak, że stoi przed szatynem, całkowicie nagi. W każdej innej sytuacji Louis zacząłby się śmiać, lecz nie może oderwać wzroku od twarzy Harry’ego. – Czy ty w ogóle wiesz, co mi robisz? Przez co przechodzę za każdym razem, gdy cię widzę? – kontynuuje chłopak, podchodząc bliżej, więc plecy Louisa uderzają o drzwi. Harry nie jest o wiele wyższy od Louisa, lecz teraz zdecydowanie góruje, jego oczy są czarne.

- To był miesiąc. Cały pieprzony miesiąc – mówi Harry, zaciskając dłonie w pięści. – I próbowałem zrobić wszystko, co mogłem, by dać sobie z tobą spokój. Lecz to niemożliwe. I ja nawet… ja nawet nie znam cię za dobrze, Louis! Zajęło mi kilka dni, by mój świat stanął na głowie dla ciebie. I teraz nie mogę sobie odpuścić. Nie wiem, co mam robić. Wszystko o czym myślę, to ty. Twój uśmiech, twoje oczy, twoje… wszystko. Im więcej na ciebie patrzę, tym bardziej szaleje na twoim punkcie. A ty nawet nie patrzysz już w moim kierunku. Co, do cholery, powinienem zrobić, Louis? – kończy Harry, znacznie głośniej, niż gdy zaczynał.

Louis otwiera usta, lecz słowa po prostu nie chcą wyjść. Po prostu patrzy na Harry’ego, jego oczy zaczynają wypełniać się łzami. – Ja… - zaczyna, lecz przerywają mu usta chłopaka. Harry całuje go powoli i z tak ogromną adoracją, że Louis zaczyna płakać dokładnie w tamtym momencie. Kiedy Harry odchyla się, przegryzając wargę, Louis może zobaczyć milion niezadanych pytań lśniących w jego oczach i wszystko, co chce zrobić, to wskoczyć w ramiona tego chłopaka i całować go, dotykać, być z nim na zawsze. Lecz przegryza własny język, by nie zrobić niczego pochopnego i Harry zauważa.

- Dobrze – mówi, biorąc drżący oddech. – Dobrze, w takim razie, dobrze. Ja… ja nie wiem czemu myślisz, że musisz to robić, czemu nie możesz odwzajemniać moich uczuć, nawet jeśli wiem, że tego chcesz, Louis. Wiem, że chcesz tego tak samo jak ja.

Louis nie odzywa się, zamiast tego decyduje się patrzeć w ziemię, lecz Harry wsuwa palce pod brodę szatyna i przechyla ją tak, że ich oczy spotykają się.

- Zapamiętaj jednak sobie jedną rzecz – rozpoczyna Harry. – Mie zamierzam przestać próbować cię zdobyć. Możesz uciekać tak długo, jak chcesz, Louis, lecz znajdę cię. – Harry pochyla się i składa szybki pocałunek na wargach Louisa. – Zawsze.

Wtedy Louisowi udaje się otworzyć drzwi od sypialni i prawie spaść ze schodów, przepychając się między tłumem ludzi i wylać kilka drinków i potknąć się o własne stopu, kiedy powinien mieć koordynację godną tancerza, na boga i nie przestaje biec, dopóki nie znajduje Liama i Zayna przytulających się przy ognisku.

- Hej, Louis! – powiedział Zayn, unosząc brwi. – Czy ty… wszystko w porządku?

- Tak – powiedział Louis, łapiąc oddech. – Tak, wszystko jest dobrze, macie cokolwiek do picia?

Liam przewraca oczami i podaje Louisowi butelkę z wodą. Szatyn posłał mu nieuprzejme spojrzenie, lecz mimo wszystko posłusznie bierze łyk. – Dziękuję. Teraz, czy macie cokolwiek do picia?

- Lou! Mój mężczyzno! – wołał w tym momencie Niall, wychodząc z domu z czterema butelkami piwa w dłoniach.

- Nialler! – odpowiedział Louis z takim samym entuzjazmem, uśmiechając się i będąc zdzwionym, jak łatwo jego przyjaciele podnoszą go na duchu. – Jak leci?

- Dobrze, kolego – powiedział Niall rozdając każdemu piwo. – Właśnie zrobiono mi najlepszego loda na świecie w łazience Zayna – zakończył Niall, puszczając oczko, gdy Louis zarechotał.

- Dobrze dla ciebie, kolego – odpowiedział, biorąc duży łyk piwa.

- Hej, czy ktokolwiek widział Harry’ego? – zapytał Zayn i Louis zachłysnął się własnym drinkiem. Niall uniósł brwi na tę reakcję, gdy klepał szatyna po plecach. Zayn zmierzył Louisa wzrokiem. – To dlatego, że dzwoniłem do niego jakiś czas temu i nie odebrał, chcę tylko mieć pewność, że wszystko w porządku.

- Cześć chłopcy – zawołał niski głos i żołądek Louisa ścisnął się, gdyż łatwo mógł rozpoznać kto to.

- O wilku mowa – zawołał Zayn, uśmiechając się. – Co robiłeś przez całą imprezę Harold?

- To nie jest moje imię – powiedział Harry, marszcząc brwi, po czym podskoczył, gdy zobaczył nietknięte piwo Liama. – Miałbyś coś przeciwko, gdybym… - zapytał, wskazując na napój i Liam wstrząsnął głową, podając mu piwo. Harry wziął je z wdzięcznością, biorąc duży łyk, kiedy Louis stał obok i praktycznie roztapiał się na widok poruszającego się gardła Harry’ego, oświetlonego przez blask ogniska.

Harry skończył swojego drinka, wypuszczając powietrze z ulgą i spojrzał na Louisa, który wciąż się w niego wpatrywał. – Kurcze Louis, nie jest grzecznie tak się gapić – powiedział, uśmiechając się bezczelnie do szatyna i Louis rumieni się, biorąc duży łyk swojego piwa.

- Mniejsza o to – kontynuuje Harry, zwracając się do Zayna. – Niezbyt dużo. Przez większość czasu stałem w cieniu imprezy. Pilnowałem, by żadne twoje gówno nie zostało doszczętnie zniszczone. Byłem tak trzeźwy, że to niemal anielskie. To mój pierwszy drink tej nocy – zakończył, upewniając się, by spojrzeć w kierunku Louisa, gdy wymawiał ostatnie zdanie.

Louis przełknął. Oznaczało to, że Harry był całkowicie trzeźwy, gdy podpierał się wcześniej o kolana Louisa i szatyn nagle zdał sobie sprawę, że przez resztę wieczoru Harry nie zachowywał się jak ktoś pijany. Cholera, był dobrym aktorem. Louis zamierzał go zabić.

- Więc, chłopcy, – powiedział Harry, siadając na pustym krześle ogrodowym – co z wami? – Obrócił się, by spojrzeć na Tomlinsona. – Louis? Nie widziałem cię dzisiejszej nocy.

Louis skrzywił się. – Może po prostu cię unikałem – odpowiedział szorstko.

Harry zacisnął zęby i spojrzał w ognisko. – W takim razie nieźle ci to wyszło.

Louis zobaczył, jak Zayn spogląda między ich dwójkę zdezorientowany i wtedy Liam odchrząknął. – Okej! Dobrze, że mamy tutaj jasność. Teraz – powiedział, obracając się w kierunku Louisa i Nialla – potrzebujecie podwózki do domu, chłopcy?

- Z przyjemnością – powiedział Louis, upewniając się, że nie spojrzał na Harry’ego, nawet jeśli czuł jego wzrok na sobie.

- Ja właściwie mam cię dobrze – poinformował Niall. – Czy będzie w porządku jeśli dziś tutaj zostanę, Zayn?

- Tak koleś! Jesteś mile widziany – odpowiedział Zayn, uśmiechając się. – Ty również Louis, jeśli chcesz.

Louis zamarł. – Um… - zaczął, lecz na szczęście Liamowi udało się uratować go od zakłopotania.

- Louis ma… pewną rzecz jutro. Dla swoich sióstr. Z rana. Prawdopodobnie musi dostać się do domu tak szybko, jak to możliwe.

Harry prychnął i Louis spojrzał na niego tylko na sekundę, jego wzrok zaraz potem powędrował w kierunku Zayna. – Liam ma rację. Potrzebuję tak dużo snu, jak tylko mogę. To właściwie był okropny pomysł, by przychodzić dzisiaj na imprezę. – Jego oczy przeniosły się na Harry’ego, który nadal intensywnie wpatrywał się w ogień. – W ogóle się dobrze nie bawiłem – zakończył cicho, czując szarpnięcie w żołądku, gdy Harry ponownie zacisnął szczękę i przełknął.

- Och, dobrze… przepraszam? – powiedział zdezorientowany Zayn.

- Nie, nie, to nie twoja wina – powiedział Louis, przyklejając sobie uśmiech na twarz. – Po prostu mam dużo… rzeczy na głowie w tym momencie. Przepraszam. Liam? – powiedział, machając na pożegnanie do wszystkich i praktycznie biegnąc przez ogródek, zatrzymując się dopiero przy samochodzie Liama.

Chłopak pokazał się kilka minut później i bez słowa przyciągnął Louisa do uścisku.

- Ja… - zaczął Louis, lecz Liam uciszył go, rysując kółka na jego ramionach.

- Nie jesteś mi winny żadne wyjaśnienia – powiedział Liam i Louis zamknął oczy, jego serce bolało.

- Jestem – powiedział Louis i ręka Liama zamarła na moment, po czym ponownie zaczął nią gładzić plecy szatyna.

- Dobrze. W porządku, w takim razie nie dzisiaj, dobrze? – odpowiedział Liam. – Zawieźmy cię do domu.

Louis wsiadł do samochodu i patrzył się tępo przed siebie przez całą drogę; powrócił do rzeczywistości, gdy Liam delikatnie dotknął jego ramienia. – Jesteśmy, Lou – powiedział cicho i Louisowi udało się uśmiechnąć, gdy wysiadał.

- Dziękuję.

- Zawsze.

- Też jedziesz do domu?

- Uch, właściwie Zayn mówił, że…

- Bez obaw, kolego. Dobrze dla ciebie. Baw się dobrze! – powiedział Louis, mrugając i naprawdę się uśmiechając.

Liam wydawał się westchnąć z ulgą, kiedy odpowiadał uśmiechem. – Jesteś dupkiem.

- Dobranoc, Li.

- Dobranoc, Lou.

Louis wszedł do domu wystarczająco cicho i rozebrał się całkowicie, gdy dotarł do sypialni. Gdy znalazł się w łazience, zapalił światło i westchnął.

Harry dosłownie go naznaczył. Wydawało się, że ma miliony malinek, ponieważ wyglądało to, jakby Louis miał na szyi fioletowy szalik. Ostrożnie dotknął siniaków, krzywiąc się na małą dawkę bólu i wypuszczając długie westchnienie, badając własne, zmęczone odbicie w lustrze.

Szybko wziął prysznic i wczołgał się do łóżka, kompletnie nagi, z zamkniętymi oczami, lecz sen nie był mu pisany. Zamiast tego rzucał się, obracał z myślami o Harrym aż do czasu, gdy poddał się na próbach oszukiwania samego siebie w związku z jakimkolwiek odpoczynkiem i zaczął patrzeć w sufit, pozwalając, by zalała go masa wspomnień z wieczoru.

Kiedy kilka godzin później w końcu udało mu się zasnąć, i kiedy senność całkowicie odebrała mu kontrolę, Harry wciąż był w jego głowie.

——-

Harry nie żartował mówiąc, że nie przestanie próbować zdobyć Louisa. Było tak, że szatyn widział go wszędzie, szkoła był w tym najgorsza. Harry’emu udało się jakoś zmienić własny harmonogram, więc chodzi z Louisem na każde zajęcia i szatyn nie mógł zrobić niczego poza czerwienieniem się, gdy starał się chodzić naprawdę szybko przez całą przerwę.

Poza tym był o wiele bardziej towarzyski w ich spotkaniach, często w czasie rozmowy opowiadał najbardziej sprośny żart, jaki tylko mógł znać, przez cały czas patrząc na Louisa. Udawało mu się nawet dodać obsceniczne puszczanie oczek tu i tam.

Te akcje nie pozostały niezauważone przez Liama i Nialla, chociaż wzięli je za potwierdzenie, że Louis trzyma się tak daleko od Harry’ego, jak tylko może. Louisowi nie trzeba było mówić dwa razy. Unikał Harry’ego jak ognia, ku zaskoczeniu Liama i Nialla, i nigdy nie wspominał o nim w żadnej rozmowie. Nie miał absolutnie nic wspólnego z Harrym.

Oczywiście dopóki nie był pijany.

Chodzi o to, że Zayn miał wiele imprez. Louis nie żartował, gdy powiedział, że Zayn będzie świętował każdy tydzień jego związku z Liamem, i to jest dokładnie to, co robi Zayn - urządza ogromną jesteśmy-razem imprezę, co kilka tygodni.

Louis nie ma pojęcia, gdzie są rodzice Zayna lub skąd chłopak bierze pieniądze na alkohol, a Liam nawet nie pije, lecz Louis bierze każdą szansę, którą ma, by być totalnie pijanym i powodem jest jeden wysoki brunet o zielonych oczach.

Ponieważ gdy Louis jest pijany, jest również skupiony na jednej rzeczy. Zapomina o przeszłości, o bólu, o obietnicach, które złożył i cała jego uwaga skupiona jest tylko i wyłącznie na Harrym.

I Harry to kocha.

Louis nigdy nie wie czy Harry jest tak samo pijany jak on lub czy w ogóle jest pijany, lecz nie obchodzi go to, ponieważ gdy tylko są razem, dotykają się wzajemnie, ciągną się za włosy i ubrania, i tworzą ciemne siniaki na miękkiej skórze. On i Harry prawdopodobnie uprawiali seks w każdym pokoju w domu Zayna przynajmniej raz i kilka razy w samochodzie Harry’ego.

Louis musiał uważać, gdzie Harry robił mu malinki, szczególnie po jednym zawstydzającym treningu tanecznym, kiedy Perrie zrobiła wielkie zamieszanie o duży, wystający siniak na obojczykach szatyna. Lecz Harry pozwalał na naznaczanie siebie w każdym możliwym miejscu i Louis wykorzystał tę szansę, by podkoloryzować jego tatuaże, pióro na biodrze ozdobić czerwonymi znakami, kilka odcieni fioletowych siniaków na całej jego klatce piersiowej.

Seks był dobry. Niesamowity, tak naprawdę i zawsze oczarowywało Louisa jak nowe było poczucie Harry’ego w sobie. Myślał, że do teraz uda mu się tym wszystkim znudzić, lecz za każdym razem, kiedy Harry w niego wchodził, było jak po raz pierwszy i Louis zawsze na końcu zostawał błogim bałaganem.

Lecz to nic nie znaczyło. Nie mogło i Louis upewnił się, że Harry o tym wie. Nigdy nie zostawał na więcej niż kilka minut po tym, jak skończyli; może składał szybki pocałunek na ustach chłopaka, zanim od niego uciekał, nigdy nie łapał kontaktu wzrokowego, gdyż był na śmierć przestraszony, co dojrzałby w niemym spojrzeniu Harry’ego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz