środa, 12 marca 2014

*Zaczęło się raczej zwyczajnie. Poznali się kiedy Harry miał piętnaście, a Louis siedemnaście lat, a po tym to jakby przeznaczenie sprawiło, że byli niemal nierozłączni. Po kilku miesiącach znajomości pocałowali się i żaden z nich nie spojrzał już na nikogo innego w ten sposób, jaki patrzyli na siebie.

Przez następne kilka lat żyli jakby w swoim świecie. Kiedy Louis nie mógł znieść swoich czterech sióstr, uciekał do domu Harry’ego. Kiedy kot siedemnastoletniego Harry’ego zdechł, ten płakał przez cztery godziny w ramionach Louisa.

Gdy Harry skończył osiemnaście lat, dowiedział się, że jego ojciec, który zmarł gdy Harry był dzieckiem, zostawił go z funduszem powierniczym, liczącym ponad 3 mln funtów. Miesiąc później zabrał Louisa do Las Vegas, gdzie upili się do tego stopnia, że około czwartej nad ranem, trzynastego marca, wzięli ślub.

Kilka miesięcy później Harry kupił im dom w Londynie i idąc za ciosem skończył na kupnie wytwórni muzycznej – w porządku, kupnie połowy wytwórni muzycznej, druga połowa pozostała z synem mężczyzny, który początkowo był jej właścicielem.

Więc ledwo skończywszy osiemnaście lat, Harry wyszedł za mąż za mężczyznę swoich marzeń, posiadał połowę gigantycznej wytwórni muzycznej i tak właściwie to był na szczycie świata.

~*~

To było jednak około siedem lat temu, a teraz rzeczy nie mogłyby różnić się bardziej.

Tak, ciągle byli małżeństwem i tak, Harry ciągle był współwłaścicielem wytwórni z Zaynem Malikiem, ale poza tym rzeczy zmieniły się na gorsze.

Był lipiec i Harry nie widział Louisa od przeszło dwóch tygodni. Jedyny powód, dzięki któremu wydawało się, że Louis ciągle był żywy – prawdopodobnie w Kairze – były rachunki z karty kredytowej, które młodszy dostawał. Louis kupił bilet powrotny i teoretycznie był teraz w domu.

Harry siedział w biurze, przesłuchując nowe demo jakiegoś australijskiego zespołu, które Zayn przekazał mu wcześniej, kiedy drzwi otwarły się i Perrie, recepcjonistka i żona Zayna od kilku lat, weszła do pokoju.

- Co tam? – spytał, łapiąc mały pilot z biurka i kliknął pauzę, by zatrzymać muzykę.

- Um, jakiś facet chce cię widzieć – powiedziała, zakładając kosmyk blond włosów za ucho. Harry uniósł brew. - Wydaje się być raczej wkurzony, ale mówi, że jest twoim mężem. Louis?

- Ja pierdolę – Harry jęknął. - W porządku, wpuść go – westchnął. Perrie skinęła, wychodząc z pokoju i zamykając za sobą drzwi. Harry przeczesał dłonią swoje włosy, zanim wyprostował papiery na biurku i drzwi po raz kolejny otworzyły się. Podniósł spojrzenie, by zobaczyć bardzo złego, ale nie mniej przepięknego mężczyznę wpadającego do biura z opalenizną nieco bardziej promienną po kilku tygodniach w Kairze i zwężonymi niebieskimi oczami.

- Dlaczego kurwa mój klucz nie pasuje do drzwi? – spytał, podchodząc i upuszczając mały, metalowy klucz na biurko, który uderzył w pilot wduszając start, przez co muzyka zaczęła wyć. Harry zatrzymał to ponownie.

- Miło cię widzieć, kochanie. Jak było w Egipcie? – Harry spytał swobodnym tonem. Louis założył dłonie na biodra, a jego usta ściągnęły się nieznacznie.

- Klucz. Dom. – Podniósł klucz i pomachał nim przed Harrym, który sięgnął i zacisnął dłoń wokół dłoni Louisa.

- Powiedziałbym ci dlaczego twój klucz nie pasuje do drzwi, gdybyś odbierał telefon albo chociaż odsłuchiwał moje wiadomości. Ktoś włamał się do domu tydzień temu i musiałem zmienić zamki – Harry wytłumaczył, wysuwając szufladę i wyciągając białą kopertę. Otworzył ją i zabrał klucz. - Proszę. Ten powinien działać.

- Dzięki – Louis wymamrotał, biorąc klucz z wielkiej dłoni Harry’ego, przez co ich palce otarły się przez moment. - Miła sekretarka swoją drogą.

- Perrie? – Harry zaśmiał się, potrząsając głową. - Ta, nie rozumiem czemu ciągle tu pracuje, skoro mogłaby być taka jak ty i latać po całym świecie na pieniądzach swojego męża, mając wszystko gdzieś.

- Hm – Louis zadumał, wywracając oczami. - Może jest głupia?

- Możesz już wyjść. – Harry potrząsnął głową.

- Oh, szykuje się mały romansik, no nie? - Louis uśmiechnął się, choć jego głos zadrżał nieznacznie.

-Nie, ona jest żoną mojego najlepszego kumpla – wiesz który, Zayn? To ten facet z którym współdzielę firmę. To znaczy, wiem że nie przyszedłeś na ślub, ale mam zdjęcia na górze w domu.

- Spierdalaj – Louis warknął, potrząsając głową, gdy skierował się do wyjścia z biura.

Harry westchnął, pochylając się do przodu i skrzyżował ramiona na biurku, opierając na nich głowę.

To był jeden z powodów, dla których nie widział już Louisa tak często. W którymś momencie ich związku coś się wydarzyło, zaczęli oddalać się od siebie i ledwo widywać się nawzajem. Teraz, wytrzymywali ze sobą przez dłuższy okres czasu jedynie kiedy mieli alkohol.

- Harry? – Rozległo się delikatne pukanie do drzwi. Harry spojrzał w górę, by zobaczyć zerkającą Perrie z nieznacznie zmarszczonymi brwiami.

- Tak, o co chodzi? – Harry spytał, przebiegając dłonią przez twarz.

- Dobrze się czujesz? – spytała, podchodząc, by usiąść na końcu jego biurka. Harry skinął powoli.

- Tak, jestem po prostu zmęczony. – Potrząsnął głową.

Perrie wyciągnęła rękę, by podnieść ramkę na zdjęcia z jego biurka, która mieściła sześć zdjęć jego i Louisa – jedno z lata, kiedy się poznali, jedno z nocy, kiedy wzięli ślub w Vegas, jedno z dwudziestych pierwszych urodzin Louisa, jedno zrobione przez mamę Harry’ego, kiedy śpią przytuleni na kanapie, jedno z czasów, gdy Louis miał dwadzieścia trzy, a Harry dwadzieścia jeden lat i ich rodziny przyczyniły się do odnowienia ślubowania, by mogły przy tym być i jedno z nimi po prostu robiącymi głupie zdjęcia, gdy Harry wyciągnął swój telefon z Louisem wciśniętym pod ramię.

- Wyglądacie na nich na naprawdę szczęśliwych – powiedziała miękko, spoglądając ponad zdjęciami. Harry nie był nawet pewien , czy Louis wiedział, że trzymał je w swoim biurze, szczególnie jeśli ich związek wyglądał jak wyglądał w ostatnim czasie. Harry po prostu lubił mieć przypomnienie, że może Louis w którym zakochał się dziesięć lat temu, ciągle gdzieś tam był.

- Taa – Harry westchnął, sięgając, by zabrać ramkę od Perrie. - Tak naprawdę nie wiem, co się stało. On ledwo się do mnie odzywa i ja po prostu chciałbym, żeby wrócił do mnie. To po prostu – Pez, co ty byś zrobiła jeśli wy bylibyście tacy? Mam na myśli, ty i Zayn?

- Co ja? – Zayn spytał, wchodząc. Przycisnął delikatny pocałunek do policzka Perrie, obracając płytę w powietrzu. - Nowy artysta, twoja kolej do przesłuchania najpierw. – Położył płytę na biurku.

- Pytał, co bym zrobiła jeśli stalibyśmy się tacy jak on i Louis – z, jak sądzę, mną wylatującą każdego dnia i potem kłócącą się z tobą kiedy bylibyśmy razem?

- Nie– zatrzymał się, spoglądając na swoją żonę. – Nie wiem? – Brzmiał na zmartwionego i Perrie zaśmiała się, całując go lekko zanim potrząsnęła głową.

- To w porządku. – Harry potrząsnął głową, wstając i łapiąc pudełko z płytą. - Dlaczego po prostu nie wysłałeś mi mailem demo?

- Ponieważ to twoja kolej do pierwszego przesłuchania – Zayn uzasadnił.

- W porządku. Dobra, idę do domu upewnić się, że Louis niczego nie rozwalił przez to, że nie mógł dostać się wcześniej do domu, więc zobaczymy się jutro. Przesłucham to wieczorem. – Pomachał, przytulając każdego i przyjmując delikatnego całusa w policzek od Perrie, zanim skierował się do wyjścia.

Kiedy dotarł do domu, w środku było cicho, a drzwi były otwarte. Harry westchnął, zamykając za sobą drzwi i zsuwając buty.

- Louis? – zawołał, a głos odbił się echem w wielkim domu. – Wróciłem. Chcesz żebym – ja pierdolę!* – wydyszał, kiedy Louis pojawił się przed nim nagle, gdy szedł wzdłuż holu.

- Nie, raczej nie, dzięki – Louis parsknął szorstko. - Co to do cholery było w biurze? Wiem, że nie przyszedłeś na ślub. Ta, bo to wcale nie dzięki tobie! To nie moja wina, że miałem infekcję w nodze, kiedy to ty zabrałeś mnie na nurkowanie z akwalungiem, a potem zostawiłeś mnie w tym pieprzonym szpitalu!

- Nie zostawiłem cię w szpitalu – Harry odparował. - Byłeś nieprzytomny po lekarstwach, więc poszedłem na ślub gdzieś na godzinę! Co mam poradzić na to, że się obudziłeś i zacząłeś wariować, bo nie trzymałem twojej ręki?

- Nie musiałeś poruszać tego tematu. Wiem, że całe piętro nas podsłuchiwało.

- Nie moja wina, że jesteś taki głośny. – Harry wzruszył ramionami, wchodząc do sypialni i zatrzaskując za sobą drzwi. Jego głowa pulsowała, gdy z westchnieniem się po nich osunął.

Rozejrzał się po dużym pokoju, chociaż to nie była ich sypialnia. Żaden z nich już tam nie spał. Kiedy zaczęli się kłócić, Harry wybrał jeden z pokoi gościnnych, a Louis wkrótce poszedł za jego przykładem, twierdząc, że sypialnia cuchnęła Harrym. Teraz minęło dużo czasu od kiedy był tam jeszcze zapach któregoś z nich – spali na przeciwnych krańcach domu od ponad roku.

Harry nie mógłby – nie chciałby – wrócić do ich sypialni. Nie bez Louisa.

~*~

Mniej więcej tydzień później, Harry obudził się przez walenie do jego drzwi.

- Spadaj, jest dopiero – Harry podniósł głowę, by spojrzeć na swój budzik. - Kurwa, nie ma nawet szóstej, daj mi spać!

- Ktoś przyszedł i chce z tobą porozmawiać, więc rusz swoją dupę z tego wyra! – Louis krzyknął zza drzwi. Harry jęknął, przerzucając nogi przez łóżko i wciągnął na siebie dresy i sweter, z racji tego, że Louis naciskał, by utrzymać dom w nierozsądnie niskiej temperaturze.

Harry otworzył z zamachem drzwi i stanął na przeciwko Louisa opierającego się o ścianę. Jego kolana były lekko ugięte, ramiona splecione na piersi, a włosy w kompletnym nieładzie.

- Nareszcie kurwa. – Louis wyprostował się i odwrócił, zanim pomaszerował w kierunku kuchni, skąd Harry mógł słyszeć wrzenie z czajnika. Przemknęło mu przez myśl, dlaczego Louis był na nogach tak wcześnie, ale wzruszył tylko ramionami i ruszył do frontowego wejścia.

Zatrzymał się, kiedy zobaczył Liama, jednego z gości z którymi pracował, chociaż Liam zazwyczaj załatwiał sprawy z Zaynem.

- Cześć Liam. – Harry uśmiechnął się, podchodząc do niego. Liam odpowiedział uśmiechem – wyszli kilka razy na drinka, więc prywatnie byli w dobrym stosunkach.

- Cześć Harry. Zayn wysłał mnie z – Liam przerwał, wyciągając kopertę z wewnętrznej kieszeni jego kurtki – tym. Powiedział, żeby dać ci to i masz trzy godziny.

- Trzy godziny? – Harry zapytał, biorąc nieśmiało kopertę.

- Ta, nie pytaj, bo naprawdę nie wiem – Liam zaproponował. - Powiedział, żebyś do niego zadzwonił, jeśli chcesz, bo on już nie śpi. Więc – pa. – Liam pomachał, odwracając się i wychodząc na zewnątrz. Harry stał tam przez kilka minut, trzymając kopertę, zanim usłyszał zbliżające się kroki.

- Co tam masz? – Louis spytał. Harry odwrócił się, by spojrzeć na podchodzącego do niego z kubkiem herbaty w dłoniach szatyna.

- Um, nie wiem. Coś od Zayna. – Harry wzruszył ramionami, rozdzierając kopertę, żeby wyciągnąć kawałek białej kartki, zapisanej schludnym, pochyłym pismem należącym do Perrie. Zapach zmieszanych perfum Perrie i wody kolońskiej Zayna uciekł z koperty.

- Wow, ten list jest chyba kurewsko ważny skoro musiał być dostarczony o pieprzonej szóstej rano w sobotę.

- Czemu właściwie jesteś na nogach tak wcześnie? – Harry spytał, odwracając się i spoglądając na Louisa, który znieruchomiał na moment, a panika wkradła się na jego twarz, zanim na powrót się rozluźnił.

- Źle się czuję – strefa czasowa. – Potrząsnął głową, wychodząc z przejścia w drzwiach. Harry westchnął, wracając do krótkiego listu od Zayna.

Przeczytał to cztery razy, zanim odwrócił się, przeklinając pod nosem. Louis mierzył go wzrokiem, siedząc przy oknie z kubkiem parującej herbaty w dłoniach. Spojrzał na Harry’ego, ale ten zignorował go, chwytając telefon i wybierając numer Zayna, który odebrał już po pierwszym sygnale.

- Co to ma kurwa być, Zayn? – Harry warknął, na co Zayn zaśmiał się na drugim końcu linii.

- Hej, H. Spodziewałem się, że niedługo zadzwonisz – powiedział głosem trochę leniwym, ale Harry mógł usłyszeć w nim uśmiech. - Co tam, stary?

- Co tam? Co tam? - Harry odwrócił się, by nie stać przodem do Louisa. - Och, nie wiem – może list? Czy ty sobie kurwa ze mnie żartujesz?

- W najmniejszym stopniu. Byłeś ostatnio skończoną suką i spytałeś mnie i Pez, co my byśmy zrobili, więc doszliśmy do wniosku, że pojechalibyśmy na romantyczną wycieczkę dla dwojga. Byłeś w ogóle kiedykolwiek na tej wyspie?

- Nie o to chodzi, Zayn! – Harry jęknął, odwracając się lekko, więc mógł spojrzeć na Louisa, który wyglądał przez okno na wschodzące słońce, jawnie ignorując młodszego. Harry zniżył swój głos do szeptu, wychodząc z pokoju. - Zayn, nie mogę go do tego przekonać. On mnie nie słucha.

- Cóż, zmuś go – Zayn powiedział, przeciągając słowa. - Słuchaj, w pracy nikt nie pozwoli ci wejść do budynku ani otworzyć żadnych maili, dopóki ja na to nie pozwolę. Rozmawiałem z waszym pilotem, wylatujecie za trzy godziny, więc zdąży wrócić do jutra na dziewiąte urodziny swojej córki. To tylko trzy tygodnie.

- Kochamy cię, pa! – Głos Perrie dobiegł z końca linii, zanim połączenie zostało przerwane. Harry jęknął, opadając plecami na ścianę.

- Tylko trzy jebane tygodnie – Harry wymamrotał pod nosem.

- Tylko trzy tygodnie do czego? – Louis spytał z odrobiną sarkazmu ukrytą w jego głosie, kiedy wszedł do korytarza z pustym kubkiem.

- Jedziemy na trzytygodniowe wakacje albo Zayn nie pozwoli mi wrócić do biura – Harry zaczął zwyczajnie, przechodząc za Louisem. - Spakuj się na ciepłą pogodę.

- Zaczekaj pieprzoną sekundę. – Louis chwycił Harry’ego za tył jego koszulki. - Nie możesz po prostu oczekiwać ode mnie, że rzucę wszystko, żeby pojechać z tobą na wakacje! Mam życie, wiesz? Planowaliśmy z Eleanor –

- Nie, wiesz co? Możesz rzucić wszystko inne, żeby polecieć gdziekolwiek z jednym z twoich przyjaciół kiedy jest coś, na co chciałbym żebyś przyszedł, więc jeśli nie pojedziesz ze mną, odcinam wszystkie twoje karty kredytowe – Harry warknął, odwracając się twarzą do Louisa, którego szczęka opadła.

- Ty pieprzony –

- Spakuj się na ciepłą pogodę – Harry powtórzył, wyrywając się z uścisku Louisa i rzucił się do swojej sypialni. Słyszał głośne wrzaski Louisa, zanim zamknął drzwi.

Louis nie był pod wrażeniem, kiedy byli na pokładzie samolotu Harry’ego. Usiadł na odległym końcu ze słuchawkami w uszach, z których muzyka dudniła tak głośno, że Harry mógł ją usłyszeć.

Wylatywali na prywatną wyspę, którą Harry kupił kilka lat temu, o czym Louis nie miał pojęcia. Myślał, że lecieli na Hawaje czy na Kubę – gdzieś, gdzie mógłby uciec od Harry’ego.

Harry zasnął, zanim samolot wystartował

* to już tradycyjnie – „fuck” ma wiele znaczeń, może jednocześnie oznaczać przekleństwo, jak i seks.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz