piątek, 14 marca 2014

*Louis był spóźniony. Tak bardzo spóźniony.

Ale przecież to nie była jego wina, że zaspał, prawda? Miał próbę do 10 i poszedł do łóżka, gdy tylko skończył zadanie domowe, co było prawdopodobnie jakoś koło 2 nad ranem. Nie zamierzał wciskać miliony razy drzemkę i przespać wszystkie budziki.

Dobra. To może była trochę jego wina.

Wzdycha, gdy otwiera swoją szafkę, wrzuca torbę i zgarnia książkę do historii, kiedy dzwonek oznajmujący czas trzeciej przerwy rozlega się po korytarzu. Uczniowie zaczynają opuszczać klasy i Louisowi udaje się bez trudu wmieszać w tłum dzieciaków, uśmiechając się do tych, którzy wypowiadają jego imię.

Był pierwszą osobą, która dotarła do klasy, wystarczająco ironiczne i usadził się wygodnie na swoim zwyczajowym miejscu w ostatnim rzędzie, oddychając z ulgą i pochylając się do przodu, by oprzeć głowę o ramię. Słyszy jak kilka osób wchodzi, lecz nie zwraca na nich uwagi, zdeterminowany, by uciąć sobie krótką drzemkę przed zajęciami.

- Siema! Twinklinson! – słyszy wołający go głos i wzdycha ponownie, powoli unosząc głowę, by rzucić - ma nadzieję - wystarczająco dobre, wściekłe spojrzenie na osobę, która zdecydowała się go obrazić.

Nie jest zaskoczony widząc Zayna, biorąc pod uwagę fakt, że jest on prawdopodobnie jedyną osobą w całej szkole, która mogłaby pozwolić sobie na takie traktowanie Louisa.

To po części dlatego, że Zayn jest trochę zarozumiałym dupkiem, często wykorzystującym własną orientację jako licencję, by podbijać do innych gejów i po części dlatego, że Liam, który pobiłby każdego kto odważy się obrazić Louisa, praktycznie rozpływa się na widok Zayna, czerwieniąc się i bełkocząc głupoty, kiedy tylko przechodzi koło nich mulat.

- Żałosne – powiedział pewnego razu Louis podczas lunchu, przyglądając się Liamowi pijącemu mleko, gdy Zayn mrugnął w jego stronę. – Jesteś zakałą ludzkiego gatunku.

Liam po prostu gapił się na niego, dopóki jego wzrok nie powędrował ponownie w stronę Zayna i spędził resztę lunchu wpatrując się w tył głowy chłopaka, ku rozczarowaniu Louisa.

- Dobre – odpowiedział Louis; jego głos ociekał sarkazmem. – Proszę, kontynuuj.


- Więc, – powiedział Zayn, ignorując postawę Louisa – powiedz mi więcej o Liamie.

To sprawiło, że Louis wyprostował się nieco. – Co?

- Liam? Twój przyjaciel? Jesteście dość blisko, prawda? Jaki jest jego problem?

- Co masz na myśli, mówiąc „jego problem”?

- Jakby… jest gejem? Jest niezdecydowany? Lub po prostu lubi gapić się na ładnych chłopców?

To rozśmiesza Louisa. Rzuca okiem na Zayna i odchrząkuje. – Tańczysz?

- Uch… Co?

- Czy potrafisz tańczyć?

- Nie rozumiem, co to ma wspólnego – mówi Zayn, marszcząc brwi.

- Liam jest tancerzem. Umawia się tylko z chłopakami, którzy tańczą – tłumaczy Louis.

To całkowita bzdura, Liam w ciągu sekundy padłby na kolana przed Zaynem, gdyby tamten poprosił i Louis to wie. Lecz Zayn nie i informacja od Louisa sprawiła, że mulat kuli się trochę, co daje mu chore poczucie satysfakcji.

- No, no! – mówi Louis, trzepocąc rzęsami. – Mały zły chłopiec nie wie, jak się ruszać? Co za szkoda. Ty i Liam stworzylibyście taką słodką parę.

- Odwal się, Tomlinson – mówi Zayn, mamrocząc coś o wyniosłości tancerzy, gdy zajmuje swoje miejsce.

Louis odchyla się na swoim krześle i uśmiecha się. Kąciki jego ust opadają, gdy nieznane ciało zajmuje miejsce przed nim. Louis klepie ramię tajemniczego faceta. – Hej. To krzesło jest zajęte.

- Naprawdę? – odpowiada głęboki głos i chłopak przed nim obraca się i och. – Nie wiedzę na nim imienia – kontynuuje, uśmiechając się.

Louis był zbyt zafascynowany dołeczkami chłopaka, by odpowiedzieć natychmiast, lecz otrząsa się wystarczająco szybko. – Równie dobrze może tam być.

Chłopak przekrzywia lekko głowę, jego wzrok prześlizguje się po ciele Louisa. – Jak mniemam, twojego przyjaciela?

- Najlepszego przyjaciela.

- Ach – mówi chłopak, uśmiechając się ponownie i wstając. – Nie chciałem wchodzić temu w drogę. Prawdziwa braterska przyjaźń jest trudna do znalezienia w dzisiejszych czasach.

Louis uśmiecha się bezwiednie, nawet bardziej, kiedy zauważa długie, szczupłe, odziane w skórę ciało chłopaka. Przeciąga się, eksponując blady pasek skóry na biodrze, oznaczony kilkoma niezrozumiałymi liniami tuszu i Louis musi fizycznie powstrzymać się od sięgnięcia i prześledzenia palcami tatuaży chłopaka.

- Jak masz na imię? – udaje mu się wykrztusić, gdy chłopak poprawia swoją beanie i podchodzi do miejsca, gdzie siedzi Zayn.

- Harry.

- Jesteś nowy, czy coś?

Chłopak, Harry, śmieje się, a jego śmiech jest wystarczająco głęboki, by sprawić, że żołądek Louisa ściska się nerwowo. – To takie oczywiste?

- Nie – mówi szybko Louis. – Lecz… Zdecydowanie zapamiętałbym, gdybym gdzieś cię widywał.

- Ach – mówi Harry, mrugając do Louisa. – Więc widzimy się gdzieś tam…?

- Louis.

- Loo-wee – bada Harry, uśmiechając się. – Miło cię poznać.

Harry zbliża się do Zayna, opadając na siedzenie obok niego, gładko unosząc brwi, widząc dezaprobatę Zayna.

- Ej, stary. To siedzenie jest zajęte.

- Dobra, cholera. Czy gdziekolwiek w tej klasie jest miejsce i można usiąść bez bycia zaczepianym przez innego geja?

Zayn przez chwilę po prostu patrzy na Harry’ego i następnie przełamuje się z uśmiechem. – Wiesz co? Dobrze jak tu usiądziesz. Jestem Zayn.

- Harry.

Louis obserwuje interakcje tej dwójki i śmieje się pod nosem, ponieważ to będzie cud, jeśli Zayn nie spróbuje dostać się do spodni Harry’ego do końca tego tygodnia.

Wciąż uśmiecha się na widok tej dwójki, kiedy wpada Liam, trochę zdyszany i opada na krzesło przed Louisem.

- Coś ty do cholery robił? – pyta Louis.

- Gdzie byłeś rano? – odpowiada Liam.

- Zapytałem pierwszy.

- Musiałem porozmawiać o czymś z moim nauczycielem angielskiego.

- Och, miałem próbę do późna.

- Augh. Baletnice. Jesteście absurdalni.

- Skończyłeś?

Liam jak zawsze spogląda w kierunku Zayna, kiedy chłopak jest obrócony i marszy delikatnie brwi, kiedy zauważa Harry’ego. – Kto to? – pyta.

Louis wyczuwa zazdrość w głowie Liama i przewraca oczami w odpowiedzi. – Nowy dzieciak. Ma na imię Harry.

Liam tylko chrząka w odpowiedzi, wciąż wpatrując się w dwójkę chłopców, którzy obecnie żartują i zachowują się tak, jakby znali się od wieków.

- Myślę, że stworzyliby dość dobrą parę – dokucza Louis. – Nieprawdaż?

Liam tylko obrzuca Louisa spojrzeniem i obraca się do tablicy, gdy nauczyciel rozpoczyna swoją mowę.

- Li! – mówi szybko Louis, pocierając jego ramiona. – Wiesz, że żartowałem. Ego złego chłopca Zayna jest zbyt duże, by pozwolić innemu dzieciakowi go przyćmić. Chce twoje słodkie, małe, dziewicze pośladki.

Liam po prostu odpycha Louisa, lecz to była dobra wskazówka, że Liam zaakceptował jego przeprosiny, więc szatyn ponownie opada na krzesło, wzdychając, gdy spogląda za okno. Jego wzrok przenosi się niżej, by zobaczyć, że Harry przygląda mu się uważnie i posyła mu uśmiech, gdy ich oczy spotykają się.

Louis porusza palcami w jego kierunku, w najbardziej ekstrawaganckim sposobie machania, jaki mógł wymyśleć i uśmiecha się, gdy chłopak wybucha śmiechem.

Odwraca się w stronę tablicy, nucąc, gdy przegląda podręcznik.

Zapowiadało się interesująco.

—-

Louis nie widział Harry’ego ponownie do czasu lunchu, gdzie nie jest zaskoczony, widząc go siedzącego na zewnątrz z ekipą Zayna, palącego papierosy i śmiejącego się, jak gdyby starał się torturować Louisa swoją twarzą.

Liam również ich obserwuje, lecz z zupełnie innego powodu.

- Nie lubię go – stwierdza bez ogródek Liam, gdy on i Louis zajmują swoje miejsca. Nie musi wyjaśniać kim jest „on”, lecz Louis po prostu przewraca oczami.

- Jezu, Liam.

- Nie lubię sposobu w jaki Zayn na niego patrzy.

- Dobrze, Zayn pytał dziś o ciebie.

- Co?! – Liam obraca się w kierunku Louisa tak szybko, że krzywi się nieco, pocierając szyję, piorunując wzrokiem szatyna, gdy ten chichocze. – Zamknij się. Co powiedział?

- Pytał o co z tobą chodzi.

- Dobrze, co do cholery to miałoby oznaczać?

- Najwyraźniej nie jesteś wystarczająco ekstrawagancki w stosunku do niego, by mógł wziąć cię na serio.

Liam milczy i wygląda na odrobinę zdezorientowanego, więc Louis przewraca oczami i kontynuuje.

- Nie wie czy jesteś gejem, czy nie, ty idioto.

- Och – Liam jest cichy przez chwilę. – Więc to oznacza, że mnie lubi?

- Może. Lecz powiedziałem mu, że umawiasz się tylko z tancerzami.

Liam kopie Louisa w łydkę, mocno, lecz szatyn po prostu śmieje się. – Dlaczego miałbyś to zrobić?

- Proszę. Zayn totalnie nie potrafi tańczyć. Pamiętasz, gdy pewnego dnia pokazywaliśmy nasz układ po szkole i on myślał, że mógłby nas naśladować, a skończył robiąc z siebie cholernego głupka?

Liam wzrusza ramionami. – Moim zdaniem to było słodkie.

- Ta, dobra, lecz jeśli jest jakakolwiek szansa, by górować nad Zaynem, zamierzam ją podjąć.

- Jesteś dupkiem.

- Co mówiliście o tyłku Louisa? – woła ktoś i chłopcy obracają się, by zobaczyć uśmiechniętego blondyna, opadającego na siedzenie obok Louisa.

- Nialler! – lamentuje Louis, przyciągając przybysza do uścisku. Chłopak śmieje się i odwzajemnia działanie, po chwili odsuwając się, by zacząć pracę nad swoją olbrzymią tacą pełną jedzenia.

- Co? Nie dostanę od ciebie przytulańca, Li? – pyta Niall.

- Widzieliśmy się wczoraj –protestuje Liam.

- I co z tego? – grymasi Niall.

Liam przewraca oczami, lecz na jego twarzy widnieje uśmiech. – Może gdybyś nie był otoczony przez tacę tłustego żarcia i nieznośnego idiotę, okazałbym ci trochę miłości.

Louis pokazuje mu język, a Niall tylko wybucha śmiechem, konsumując produkty. – Co tym razem zrobił Louis?

- Jestem pewny, że jego życiowym celem jest nie dopuszczenie, by Zayn zaprosił mnie na randkę.

- Mówię tylko, że mogłeś wybrać lepiej – mówi Louis, wzruszając ramionami.

- Uch, TY mógłbyś wybrać lepiej – odpowiada Liam.

- Co? Jest jakiś nowy koleś w życiu Louisa? – pyta Niall, spoglądając między nich.

Liam wskazuje na stolik Zayna i Niall rzuca okiem. Gdy odwraca się, mały grymas wykrzywia jego twarz. – Och – mówi, wyraźnie niezadowolony.

- Co „och”? Dlaczego „och”? – mówi Louis, również marszcząc twarz.

- Harry, prawda? – pyta Niall i kontynuuje, gdy Louis przytakuje. – Ta, wprowadził się kilka domów dalej od mojego. Wystarczająco miła rodzina.

-…lecz? – kwestionuje Louis.

Niall wzdycha. – Nie wiem, on po prostu nie wydaje się być dobrym kolesiem, wiesz? Wygląda na to, że jest zaangażowany w wiele dziwnych rzeczy. Widziałem jak rozmawiał z jakimś pięknym, wyglądającym na puszczalskiego kolesiem z miasta. Mógłbym się mylić, wiesz, ale… Unikałbym go, gdybym miał wybór.

Liam przytakuje w aprobacie. – Dobrze. Postanowione. Poza granicami Louisa.

- Hej! – woła Louis, wydymając wargę. – Kto umarł i pozwolił ci decydować?

- Każdy związek jaki kiedykolwiek miałeś – odpowiada Liam, rzucając wzrokiem na Nialla i patrząc surowo na Louisa.

Louis jęczy i układa głowę na stołówkowym stoliku, pokonany. – Dobrze, – mamrocze – żadnego Harry’ego.

——————

- Podrzucam cię, prawda?

- Nie unoś się Payne, już idę! Daj mi pięć minut.

Liam wzdycha po drugiej stronie linii. – Dobrze. Lecz jeśli dostanę mandat za parkowanie koło szkoły w ten sposób, wtedy…

Louis szybko kończy połączenie, wyobrażając sobie, jak w tym momencie musi wyglądać twarz Liama i kontynuuje wpakowywanie książek do plecaka. Łapie swój płaszcz i zamyka drzwiczki, podskakując odrobinę, gdy zauważa Harry’ego tuż za nim.

- Przepraszam – mówi Harry, uśmiechając się.

Louis zbywa go machnięciem ręki i rusza w stronę parkingu; jego serce biję trochę szybciej, gdy zdaje sobie sprawę, że Harry idzie tuż obok niego.

- Potrzebujesz czegoś? – pyta, unosząc brew w kierunku wyższego chłopaka.

- Dokąd idziesz?

- Próba.

- Do czego?

- Tańczę.

Oczy Harry’ego rozszerzają się. – Naprawdę? Co dokładnie?

Louis otwiera usta, po czym waha się. – Będziesz się śmiał.

Harry uśmiecha się, lecz próbuje to powtrzymać. – Nie, nie będę. Obiecuję.

Louis przewraca oczami. – Balet – mówi, oceniając reakcję Harry’ego.

Jego oczy rozszerzają się nawet bardziej i przez chwilę jest cicho, po czym delikatne parsknięcie ucieka z jego ust i Louis przewraca oczami, przyspieszając kroku.

- Nie, poczekaj! Przepraszam – mówi Harry, ponownie doganiając Louisa. – To nie jest zabawne. To godne podziwu.

- To coś nowego – mówi Louis, uśmiechając się znacząco.

- Dużo kosztuje, by być baletnicą, prawda? Wiem. Oglądałem „Czarny Łabędź”.

- Ach, oczywiście.

- Nie, naprawdę, to miłe. Balet? Jest… słodki.

Louis przewraca oczami i zatrzymuje się. Harry robi to samo, marszcząc brwi. Louis zrzuca buty i porusza palcami, obserwując, jak Harry bierze gwałtowny oddech.

Louis wie, że jego stopy nie są ładne, lecz były doskonałym dowodem dla innych, jak ciężkie to było. Było na nich pełno siniaków w różnych kolorach i przynajmniej jeden z palców był odkształcony.

- Dość słodkie, co nie? – zapytał Louis.

- Cholera, koleś.

- Mniej więcej. – Wtedy Louis założył buty i ruszył ku wyjściu. – Do zobaczenia jutro, tak mi się wydaje.

Harry otrząsa się, patrząc na Louisa z niejasnym wyrazem twarzy/ – Uch. Tak. Okej?

Louis macha mu delikatnie, po czym znajduje samochód Louisa, wślizgując się do niego z gracją.

- Zdecydowałeś się w końcu uraczyć mnie swoim przybyciem? – pyta drugi chłopak, uruchamiając samochód.

- Proszę bardzo – Louis odwzajemnia uśmiech, rozsiadając się wygodniej.

——————

- Dziewczęta – mówi Louis tak zmysłowo, jak to tylko możliwe, opierając się o framugę drzwi w śmiesznej pozie. – Przybyliśmy.

Dzięki temu dostaje kilka razy butami w twarz, których wdzięcznie unika, śmiejąc się, gdy odkłada swoje rzeczy. – Hej – mówi, wskazując na swoją twarz. – Nie krzywdźcie maszynki do robienia pieniędzy.

- Proszę, kochanie – odpowiada Perrie, sięgając, by szczypnąć go w tyłek. – Wszyscy wiemy, kto jest prawdziwą maszynką do robienia pieniędzy.

- Uważaj sobie, Edwards – mówi Louis, łapiąc ją i przerzucając sobie przez ramię, szczypiąc jej pośladki, gdy piszczy i śmieje się, domagając się odstawienia.

- Panie Tomlinson.

Louis zamiera, automatycznie stawiając Perrie na ziemi. Podbiega ona do innych dziewczyn, które również przestały chichotać. Louis bierze oddech i odwraca się, by stanąć twarzą w twarz ze swoją instruktorką z czymś, co ma nadzieję, jest olewającym uśmiechem.

- Alina! – mówi, podchodząc, by objąć jej talię. – Jak się dziś miewasz?

- Tak samo jak i wczoraj – odpowiada, wskazując na stado dziewczyn w kącie pokoju. – Mogłeś wybrać lepiej – mówi z uśmiechem na twarzy.

Louis natychmiastowo odpręża się, wybuchając śmiechem na widok urażonych wyrazów twarzy dziewcząt. – Dalej, dalej panie. Jest mnie wystarczająco dużo dla was wszystkich.

- Powiedziałabym to samo – odpowiada Perrie, śmiejąc się, gdy Louis ponownie ją podnosi.

——————

- It’s Friday!* – śpiewa Louis, poruszając się tanecznym krokiem po sali historycznej; Liam powtarza po nim. Skacze do jeté*, lądując miękko na stopach. Ktoś zaczyna klaskać i Louis obraca się, by zobaczyć Harry’ego, bijącego radośnie brawo, śmiejącego się, gdy Louis czerwienie się niczym kokarda.

- Myślałem, że pokój jest pusty – zaczyna Louis, wzruszając ramionami. – Sorki.

- Nie, nie przepraszaj – mówi Harry. – To było miłe. Zdecydowanie nie słodkie.

Na twarzy Louisa pojawia się uśmiech i Liam spogląda między nich zdezorientowanym wzrokiem.

- Hazza! – krzyczy Zayn, gdy przychodzi i zatrzymuje się tuż za Liamem, który wciąż jest na środku przejścia. Louis spogląda, by zauważyć figlarny uśmieszek na twarzy Zayna, gdy powoli kładzie dłonie na biodrach Liama, dotykając większej powierzchni skóry, niż to konieczne i szybko obracając go tak, że ich klatki piersiowe stykają się. Liam jest purpurowy i nie wygląda na to, by nawet oddychał, lecz Zayn zdaje się tego nie zauważać, ponownie obracając go przodem do klasy.

- Wybacz mi, kochanie – słyszy jego szept Louis i obserwuje, jak praktycznie ociera się o Liama, idąc w kierunku końca klasy i opadając na krzesło.

Louis podchodzi do Liama i kilka razy pstryka go palcami w twarz. – Liam, misiaczku, oddychaj.

Liam bierze głęboki oddech i Louis może wyczuć szalone bicie jego serca, gdy łapie go w tali i usadawia na miejscu. – On tak bardzo ma cię w garści, koleś. Jesteś skończony.

Dopiero wtedy Louis przypomina sobie o egzystencji Harry’ego i jest zaskoczony, widząc, że chłopak wciąż przygląda się jemu i Liamowi. – Czy Zayn na ciebie nie czeka? – pyta Harry’ego.

- Dlaczego Zayn miałby na mnie czekać?

- Czy wy we dwoje… jakby nie…?

Przez chwilę Harry marszczy brwi, potem uśmiecha się, a potem wybucha śmiechem. – Co? Naprawdę, Louis? Znam go przez jakieś 24 godziny.

Louis wzrusza ramionami. – Zayn porusza się szybko.

Śmiech Harry’ego cichnie, uśmiecha się on tylko w kierunku Louisa. – Wydaje mi się, że jesteśmy przyjaciółmi, ale… on zdecydowanie ma oko na kogoś innego. – Harry przenosi wzrok na Liama, potem ponowie na Louisa, uśmiechając się z zadowoleniem.

- Dobrze, dzięki Bogu jest to w końcu potwierdzone – mówi Louis. – Starałem się przygotować Liama na zawód miłosny od wieków, szczególnie, gdy pojawiłeś się ty, lecz…

- A niech to, czy wszyscy myślą w ten sposób o mnie i o Zaynie?

- Prawdopodobnie nie. My po prostu mamy tendencje do pochopnych wniosków.

- To wyjaśnia zimne powitanie od Liama.

- Będąc szczerym, nie zostałeś jeszcze prawidłowo przedstawiony.

- W takim razie to twoja szansa – mówi Harry, wzruszając ramionami.

- Er… - zaczyna Louis, spoglądając między Liama a Harry’ego. – Ja, um, myślę, że zostawię to Zaynowi. Dwie pieczenie na jednym ogniu i tak dalej, wiesz. – Odwraca się w kierunku Harry’ego. – Ale jestem ciekawy… wykonałbyś jakiś ruch, gdyby Zayn nie był tak dziwnie zaobserwowany torturowaniem Liama?

Harry śmieje się. – Zayn jest fajny i naprawdę ładny, lecz jak już prawdopodobnie zauważyłeś, um, nie jest w moim typie.

- Mówisz serio? – pyta Louis. Zauważa nauczyciela wchodzącego do klasy, więc zajmuje swoje miejsce, obraca się do przodu i zaczyna wypakowywać plecak.

- Widzisz – mówi cicho Harry, pochylając się do przodu tak, że jego usta wręcz ocierają się o ucho Louisa. – Kręcą mnie baleriny.

Wszystko co może zrobić Louis, to czerwienienie się i przeklinanie własnego ciała, za to jak czerwone się stało. Nie odwraca się, by zobaczyć jak Harry podchodzi do Zayna, by zająć miejsce, lecz jego ucho wciąż mrowi od dotyku warg chłopaka i to wszystko o czym myśli Louis do końca lekcji.

——————

- Nie mogę tego zrobić – jęczy Louis, opadając ponownie na łóżko Nialla. Unikał Harry’ego przez resztę szkolnego dnia, nawet jeśli nie chciał. Jak zawsze znalazł jakiś pretekst, by być poza zasięgiem Harry’ego, a pokonany wyraz twarzy chłopaka na koniec dnia, całkowicie złamał serce Louisa. – Jest tak dobrze zbudowany, chłopaki, nie mogę.

Nie przegapił spojrzenia, które rzucili sobie Niall i Liam, zanim Niall wczołguje się na łóżko obok Louisa.

- Oboje jesteście okropnymi osobami – grymasi Louis. – Co stało się z nieosądzaniem książki po okładce?

- Staramy się tylko o ciebie dbać, kolego – mówi Niall.

- Złamane serce oznacza złamanego Louisa, co oznacza podwójne obowiązki najlepszych przyjaciół dla mnie i Nialla – mówi Liam, przewracając oczami na wyraźną dezaprobatę Louisa. – Tylko stwierdzam fakty. Kiedy Stan z tobą zerwał przytyłem prawie dwa kilo od twojego objadania się lodami.

- Stan był dupkiem – zaznacza Louis. – Harry taki nie jest.

- Nie wydaje się taki być – poprawia Niall. – Znasz go tylko dwa dni.

Louis wzdycha. – Dobra. Nieważne. Będę użalał się sam i zostawię was w spokoju.

- Nowe tematy! – lamentuje Niall, podpierając się na łokciu ułożonym na brzuchu Louisa, ignorując jego protesty. – Jakie są nasze plany na ten weekend?

- Właściwie mamy już wolny weekend – mówi Louis, kręcąc się i starając się zrzucić Nialla ze swojego brzucha. – To prezent sam w sobie.

Liam odchrząkuje. – Jest, um, jest taka impreza.

Oboje, Niall i Louis, zamierają w czasie swojego starcia na łóżku i gapią się na Liama z otwartymi ustami.

- Liam proponuje imprezę? Gdzie zmierza ten świat? – mówi Louis, uśmiechając się.

- Okej, kolego! – mówi Niall siadając i przewracając oczami na westchnienie ulgi Louisa. – Szczegóły?

- Dobra, um – zaczyna Liam, pocierając kark. – Jest jutro wieczorem. To, um, w… domu Zayna?

- No nie! Zaprosił cię? – pyta Niall.

- Po prostu napisał mi o tym wcześniej, więc…

- Ma twój numer? - wykrzykuje Louis. – Jak długo wy dwoje wysyłacie sobie erotyczne wiadomości?

- Nie robimy tego! – mówi Liam, marszcząc brwi na chichot Louisa. – Dałem mu mój numer jakiś czas temu. Nieważne. On ma zespół, wiecie, jest świetnym piosenkarzem i tego typu rzeczy i będą grać na jego imprezie jutro. Powiedział, że mogę przyprowadzić kogokolwiek zechcę, więc wydaje mi się, że utknąłem z wami, idioci.

Zarówno Louis, jak i Niall podskakują radośnie.

- Impreza! – krzyczy Louis. – Im-pre-za, im-pre-za! – zaczyna śpiewać z entuzjazmem i Niall dołącza się, chichocząc. Wstają z łóżka i zaczynają skakać po łóżku Nialla, krzycząc na całe gardło, zatrzymują się, gdy widzą wyraz twarzy Liama.

- Jestem skończony z waszą dwójką – mówi Liam.

- Czekaj, wstrzymaj się – mówi Louis, zeskakując z łóżka na podłogę. – Dom Zayna. To oznacza, że Harry też tam będzie.

- Um, tak, prawdopodobnie? – mówi Liam.

- To nie jest w porządku. Najpierw mówicie, że nie mogę się z nim umawiać i wtedy zmuszacie mnie do pójścia na imprezę, gdzie będzie on, pijany i napalony, i słodki?

- Okej. Po pierwsze, nikt nie zmusza cię do pójścia na tę imprezę. Będąc całkowicie szczerym, byłbym prawdopodobnie szczęśliwszy, gdybyś się nie pojawił. A po drugie, skąd do cholery możesz wiedzieć, że będzie napalony?

Louis decyduje się zignorować pierwszą część wypowiedzi Liama. – Żartujesz sobie? Wygląda na najbardziej napaloną osobę jaką znam. Nawet bardziej niż Zayn. A to coś sugeruje. Co przypomina mi – obraca się do Nialla – najlepszą rzecz jaka przydarzyła się dzisiaj Liamowi.

- Oooch! Powiedz więcej, powiedz więcej, jak daleko dobrnął? – W połowie śpiewając, Niall mruga do Liama.

- Czekaj, stań przede mną – mówi Louis, po czym odtwarza działania Zayna na chichoczącym Niallu. Pod koniec oboje, Louis i Niall, śmieją się do łez, a Liam jest po prostu czerwony, jak wtedy, gdy wszystko się działo.

- Nie jesteście jednak zaproszeni na imprezę – mówi, lecz Louis i Niall po prostu pokazują mu języki.

- Okej. – Louis odchrząka, trzymając wyciągnięte przed sobą ręce. – Alkohol – mówi, unosząc lewą dłoń – i Harry – kontynuuje podnoszącą prawą. Porusza nimi w górę i w dół, dopóki jego lewa ręka nie zatrzymuje się wyżej niż prawa. – Wydaje mi się, że alkohol wygrywa.

- Dobrze. W takim razie ja prowadzę.

- Boo, jesteś osobą, która psuje zabawę – krzyczy Niall, łapiąc Liama za szyję i targając jego włosy.

Liam wydostaje się z uchwytu Nialla, poprawiając koszulę. – Jeśli którykolwiek z was zwymiotuje w ten weekend w moim samochodzie, nigdy więcej was nigdzie nie zawiozę.

- Przestań być takim pesymistą! Będzie dobrze, obiecuję. Dawaj – mówi Louis, łapiąc Liama w tali i przyciągając go bliżej. – Zastanówmy się w czym olśnisz jutro Zayna.

_________
It’s Friday! - 'Friday' Rebecca Black
jeté - z fr. ‘rzucać’. Jest to ruch w balecie, kiedy tancerz wypuszcz jedną nogę w przód, drugą jak najdalej w tył, podczas skoku. Istnieją różne odmiany przeskoku, najpopularniejsza przypomina ‘szpagat w powietrzu’.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz