niedziela, 9 marca 2014

*-Harry zaczął się wiercić, zerkając nerwowo na swojego przyjaciela. Niall zwrócił na niego swoje niebieskie oczy i uniósł brew oczekująco, popijając swoją kawę. Harry odwrócił wzrok, rozejrzał się po zatłoczonej kawiarni w której siedzieli po czym zaczął się bawić swoim kubkiem.

-Masz zamiar mi powiedzieć, czy będziemy tu po prostu siedzieć? – spytał w końcu Niall, mając dość milczenia swojego przyjaciela.

Harry odkaszlnął i poczochrał swoje loki, biorąc głęboki wdech.

-Więc, jest ta rzecz… - zaczął kładąc dłonie na stoliku – Muszę ci coś powiedzieć. Coś ważnego i trochę się denerwuję, bo kocham cię i nie chcę zniszczyć naszej przyjaźni…

-Harry po prostu to wykrztuś! – zawołał Niall, energicznie unosząc ręce do góry, niemal przewracając kubek z kawą.

Harry skrzywił się i ponownie odkaszlnął.

-Tak, jasne… Przepraszam – wymamrotał – Chcę ci powiedzieć, że… Jestem jakby zauroczony Louisem.

Niall patrzył się na niego przez sekundę z niedowierzaniem po czym wybuchł głośnym śmiechem. Tym razem naprawdę przewrócił swoją kawę, uderzając pięściami w stół i piszcząc, kiedy ciepły napój rozlał się na jego kolana. On i Harry sięgnęli po parę serwetek, sprzątając bałagan najlepiej jak umieli. Potem ponownie usiedli, Niall nadal cicho chichotał.

-Harry, wiem – zaśmiał się jeszcze bardziej widząc zdziwienie na twarzy Harry’ego – Wiedziałem w minucie, kiedy wszedłem do kuchni. Jesteś gejem, stary.

-Ja… Nie jestem gejem – wykrztusił Harry – Ja po prostu… Po prostu go lubię.

-Nie, Harry. Ty go kochasz – Harry zarumienił się, ale nadal siedział cicho, nie zaprzeczając, ani nie potwierdzając słów Nialla. Po chwili się odezwał.

-Więc… Nie przeszkadza ci to? – spytał niepewnie.

Niall prychnął i wyciągnął komórkę. Parę razy uderzył w ekranik telefonu, po czym obrócił go i pokazał Harry’emu zdjęcie chłopaka w prostymi blond włosami i brązowymi oczami. Jego twarz rozjaśniona była głupawym uśmieszkiem.

-Widzisz go? – spytał Niall. Jego własna twarz złagodniała w czułym uśmiechu – To Sean, mój chłopak.

Harry uniósł brwi zaskoczony.

-Twój chłopak? Od kiedy? – spytał zielonooki z niedowierzaniem.

Niall uśmiechnął się zerkając na zdjęcie.

-Od dwóch lat. Tak bardzo go kocham. Nie chciałem ci powiedzieć, bo nie byłem pewien jak zareagujesz, ale… Potem zobaczyłem ciebie i Louisa i przestałem się tak bać. To pierwszy raz od trzech lat, kiedy nie będę spędzał z nim Świąt – zakończył łagodnie.

-Zaproś go – powiedział nagle.

-Co? - brwi Nialla wystrzeliły do góry

-Zaproś go! Mój dom jest wystarczająco duży dla was dwóch, a mi to nie przeszkadza – wzruszył ramionami – Jeśli on może przyjechać to ja nie widzę problemu – Niall spojrzał na niego z nadzieją.

-Naprawdę? Naprawdę ci to nie przeszkadza, że będziemy we dwóch w twoim domu?

-Przecież i tak mnie tam nie będzie, skoro jestem u Lou – ozajmił Harry – A jeżeli chcesz i możesz go sprowadzić, to nie widzę powodu dla którego mielibyście nie spędzać świąt razem.

-Harry, jesteś najlepszy – powiedział Niall bliski łez, nachylając się nad stołem by przytulić przyjaciela. Harry zaśmiał się, ściskając Horana.

Kiedy blondyn się uspokoił, usiadł i złapał za telefon, wyglądając na szczęśliwego i niecierpliwego. Harry wywrócił oczami.

-Idź i do niego zadzwoń, idioto – zawołał loczek.

Niall uśmiechnął się szeroko po czym zerwał się na nogi i wybiegł z kawiarni. Harry uśmiechnął się, unosząc kubek i wypijając z niego resztki napoju. Później wyciągnął swój telefon z zamiarem napisania Louisowi, że będą mieli jeszcze jednego gościa w Święta. Uśmiech rozjaśnił jego twarz, kiedy zobaczył, że Louis napisał do niego pierwszy.

Skoro jesteś na mieście, możesz mi kupić więcej soku pomarańczowego? Pospiesz się xx - Louis

Harry wywrócił oczami, nadal się uśmiechając, kiedy mu odpisywał.

Kupię ci sok, Lou. Btw, Chłopak Nialla przyjedzie na święta. Powiedziałem, że mogą się zatrzymać u mnie. Miło mi, że za mną tęsknisz ;) xx – Harry

Harry schował telefon do kieszeni, wyglądając przez okno kawiarni, by zobaczyć Nialla rozmawiającego przez telefon i rumieniącego się, kiedy uśmiechał się do swoich butów

Harry uśmiechnął się szeroko, szczęśliwy widząc swojego przyjaciela tak zadowolonego. Jego telefon zawibrował, a Harry szybko wyciągnął go z kieszeni.

… Nie tęskniłem za tobą. Tęskniłem za moim sokiem. PRZYNIEŚ MI MÓJ SOK, KOBIETO xx - Louis

Nie jestem kobietą LouLou. Za to, że mnie tak nazwałeś chyba nie kupię ci tego soku xx - Harry

Nie!!! Przepraszam!!! Kocham cię, jesteś bardzo męski!!!!!! Proszę, kup mi sok :( xx - Louis

Cóż… Skoro jestem męski, to myślę, że mogę :P xx - Harry

Taaaaak! Daj mi go teeeeeeraz! Xx - Louis

Powiedziała xx - Harry

Jesteś niemożliwie dziecinny x – Louis

Mówi chłopak, który nalegał na pomarańczowy gips, bo kocha marchewki xx – Harry

GDZIE JEST MÓJ SOK, HAZ???? (zauważ subtelną zmianę tematu)xx – Louis

JUŻ IDZIE, USPOKÓJ SIĘ!!!! (Nie jesteś subtelny Lou :P)xx - Harry

Po prostu daj mi mój SOK xx – Louis

Nie jeśli będziesz tak na mnie krzycał. Ranisz mnie :( xx – Harry

Dobrze… Bardzo cię przepraszam, że zraniłem twoje uczucia, proszę przywieź mi sok. Dziękuję xx - Louis

Harry podskoczył, kiedy Niall usiadł naprzeciwko niego, uśmiechając się.

-Piszesz z Louisem? – spytał, jakby już znał odpowiedź.

-Skąd wiedziałeś? – spytał zaskoczony Harry

-Masz ten wyraz twarzy, która pojawia się zawsze, kiedy jesteś obok niego, albo ktoś o nim wspomni. To słodkie – powiedział Niall drocząc się z nim.

Harry wystawił język.

-Zakładam, że jest podobny do tego, który ty masz, kiedy mówisz o Seanie? Ten sam, który dopiero co miałeś, kiedy gadaliście przez telefon? – odparł Harry.

Niall uśmiechnął się jeszcze szerzej chociaż jego policzki nieco poczerwieniały.

-Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że właśnie przyznałeś, że jesteś zakochany w Lou?


Dziewczynki miały dwa tygodnie wolnego z okazji świąt. Przerwę zaczynały 23 grudnia. Harry i Louis włóczyli się po sklepach w poszukiwaniach prezentów. Anne opiekowała się dziewczynkami, kiedy oni wyszli na zakupy 22. Louis lubił robić zakupy z Harry’m… Były dużo lepsze niż kiedykolwiek w poprzednich latach. Poszli do galerii, chodząc po sklepach, szukając zabawek i rzeczy, które mogli by kupić dla dziewczynek. Skończyli rozmawiając o prezentach z jakąś przypadkową kobietą, pytając o jej opinię w sprawach prezentów co do których nie mogli się zdecydować. Niemal niemożliwym było wniesienie prezentów do domu tak, żeby dziewczynki nie zauważyły i wkrótce dziewczynki przewróciły Harry’ego. Położyły się na nim chichocząc, kiedy jęknął i krzyknął z prośbą o pomoc. Louis tylko śmiał się stojąc w drzwiach, ignorując prośby Harry’ego.

Zielonooki szybko odkrył, że Louis nie rozumie podstawowych zasad pakowania prezentów. Po trzecim źle zapakowanym, zirytowany chłopak powiedział szatyowi, żeby po prostu siedział i podawał mu taśmę klejącą i nożyczki, kiedy o to poprosi.

Dwudziestego czwartego, kiedy dziewczynki leżały już w łóżkach Harry zaczął układać prezenty pod choinką, sortując je według imion. Harry zaśmiał się łagodnie, kiedy Louis próbował wepchnąć jeden z większych prezentów pod drzewko.

-Lou –szepął – Lou, ja je ułożę.

Louis spojrzał na niego.

-Lubisz te duże, prawda Harry? – zaczął się drażnić z przyjacielem po cichu.

Harry prychnął, wywrócił oczami i podszedł bliżej do niego, by mu pomóc.

-Nadal masz na ręce gips, mały szaleńcu. Nie możesz przesuwać tych dużych – powiedział Harry łagodnie, wyjmując prezent spomiędzy dłoni Louisa – Nie chcę, żebyś się znowu zranił.

Po tym Louis już nie narzekał.

*~*~*~*




Harry jęknął, kiedy materac ponownie się poruszył. Mała stopa wylądowałą blisko jego żebra. Chłopak pisnął i odsunął się. Zaczął narzekać cicho, po czym ponownie przysunął się do Louisa chowając twarz w zgięciu szyji przyjaciela, i zacieśniając objęcia wokół szatyna. Tomlinson mruknął coś sennie nad jego głową, wtulając twarz we włosy Harry’ego i wplatając w nie dłonie. Harry westchnął przysuwając się jeszcze bliżej.

-Tatusiu!

-Wstawaj!

-Nie kładź się spać

-Louis obudź go!

-Louis wstawaj!

Łóżko poruszyło się, kiedy dziewczynki skakały wokół nich. Daisy skoczyła do przodu, obejmując plecy Harry’ego i potrząsając jego ramionami. On tylko ponownie jęknął i wtulił się w Louisa bardziej, napinając wszystkie mięśnie, by pozostać w pozycji leżącej. Phoebe zaskomlała cicho, upadając na kolana za Louisem i delikatnie uderzając go w plecy.

-Która godzina? – mruknął Louis.

Daisy pisnęła zadowolona słysząc jakiś znak życia, a Phoebe mu odpowiedziała.

-Jest siódma trzydzieści sześć, Lou – oznajmiła radośnie.

Harry jeszcze raz jęknął, desperacko próbując przysunąć się do Louisa jeszcze bliżej niż już był.

-Nie ma nawet ósmej – zapłakał w jego szyję.

Daisy i Phoebe wymieniły niedowierzające spojrzenia.

-Ale są święta – krzyknęły jednocześnie.

Louis powoli uniósł jedną powiekę i nieco podniósł głowę, by spojrzeć na Daisy. Harry jęknął w proteście, ciągnąc Louisa z powrotem na łóżko. Louis pogłaskał loki chłopaka, w zamyśleniu, a zielonooki westchnął zadowolony i poluźnił swój uścisk na ciele Louisa pozwalając dłoniom bawić się końcówkami jego włosów.

-Może pójdziecie obudzić babcię Anne? – zaproponował Louis sennie, pozwalając głowie opaść na poduszki, obok głowy Harry’ego.

Młodszy chłopak wydał z siebie cichy pomruk, zgody, ponownie przysuwając się bliżej Louisa. Daisy wywróciła oczami i razem z bliźniaczką zeskoczyły z łóżka, kierując się do drzwi.

Louis westchnął we włosy Harry’ego, powoli odpływając. Naprwdę nie chciał się ruszać. Było mu ciepło, wygodnie i czuł się bezpieczny, owinięty kocami i z Harry’m wtulonym w niego. Święta mogły zaczekać.

*~*~*~*




Jak się okazało, Święta nie mogły zaczekać. Niedługo później Louis leżał na dole z głową na kolanach Harry’ego podczas gdy dziewczynki przekopywały się przez prezenty. Usłyszał jak Harry ziewa nad jego głową. Zachichotał sennie po czym zwrócił wzrok na swoje siostry obserwując jak rozpakowują prezenty, wsłuchując się w podekscytowane piski i śmiechy, wypełniające pokój. Jednak dziewczynkom nie wystarczało otwieranie prezentów. Chciały, żeby Louis i Harry w tym uczestniczyli, więc Louis usiadł prosto i złapał prezent, który kupił dla Harry’ego podając go chłopakowi. Harry wziął pakunek, a Louis obserwował ze zdenerowaniem jak długie palce Harry’ego rozrywały papier. Kiedy zobaczył co było wewnątrz misternie zapakowanej paczki, zaśmiał się wesoło.

-Lou – zachichotał – Co to?

-Nie mogłem wymyślić co ci dać – wyszczerzył się – Więc zdecydowałem się na coś od serca.

Poklepał się po miejscu na klatce piersiowej gdzie znajdowało się jego serce, uśmiechając się sarkastycznie. Hary ponownie się zaśmiał, nachylając się do przyjaciela by go przytulić. Louis wyszczerzył się i objął młodszego chłopaka. Flick wydała niezadowolony jęk.

-Co to? – zażądała.

Harry odsunął się od Louisa, pokazując rysunek Harry’ego który Louis narysował na ich konkursie. Poza tym szczegółem, że Louis dorysował też siebie i obrazek wyglądał jak jeden z tych dziecięcych rysunków rodziny. Flick uniosła brew, niepewna jak zareagować. Harry ostrożnie odłożył obrazek, uśmiechając się łagodnie, zanim wręczył Louisowi swój prezent.

-Teraz się będziesz szczycił, prawda? – droczył się z nim Louis – No patrzcie, nawet zapakowany jest ładniej niż mój!

-To dlatego, że nie chciałeś słuchać, kiedy próbowałem ci wytłumaczyć jak się pakuje prezenty – powiedział Harry – Po prostu to otwórz mały szaleńcu.

Louis tak zrobił, delikatnie zdejmując papier z podarunku i prychnął.

-Kupiłeś mi „Sagę Zmierzch” na DVD? – spytał z sarkazmem, ale jednak zadowolony.

-Pomyślałem, że możesz chcieć obejrzeć filmy i porównać je do książek – dokuczył mu Harry.

Louis wystawił język.

-Tylko jeśli obejrzysz je ze mną - oznajmił

Harry zachichotał.

-Umowa stoi.

*~*~*~*




Liam i Zayn przyjechali na świąteczną kolację około szesnastej. Louis i Harry byli w kuchni, gotując razem i bałaganiąc przy tym niemiłosiernie. Sean i Niall przyjechali godzinę później, a kolacja nadal nie była gotowa. W tamtym momencie dziewczynki zaczęły już narzekać, że są głodne, więc Anne wywróciła oczami i weszła do kuchni. Chwilę potem zatrzymała się, zdumiona widokiem. Harry i Louis podnieśli wzrok i spojrzeli na kobietę. Ramiona Harry’ego otaczały talię Louisa, nie pozwalając mu uciec, dłonie Louisa obejmowały dłonie drugiego chłopaka, jakby nie były pewne, czy chcą żeby zostały w tym miejscu, czy żeby młodszy natychmiast je zabrał. Obaj chłopcy uśmiechali się szeroko, a ich twarze i ubrania pokryte były najróżniejszym jedzeniem. Kobieta pokręciła głową, mrucząc ciche „Nie chcę wiedzieć” i dosłownie wyrzuciła ich z kuchni żądając by poszli wziąć prysznic. Chłopcy przeszli przez salon gdzie siedzieli ich przyjaciele i dziewczynki, pokryci jedzeniem, uśmiechając się niewinnie.

Nie przejmowali się braniem prysznica, wiedząc, że zajęło by to zbyt dużo czasu, a Louis nie chciał owijać gipsu plastikową folią. Powoli ochlapali swoje twarze wodą. Louis specjalną troską obejmował loczki Harry’ego. Potem się przebrali i zeszli na dół, gdzie Anne jakimś cudem zdołała postawić kolację na stole w czasie kiedy ich nie było. Usiedli obok siebie, uśmiechając się do siebie przez całą kolację. Byli tak zajęci sobą nawzajem, że nie zauważyli jak ich przyjaciele wymieniają porozumiewawcze uśmieszki ponad stołem.

Kiedy skończyli jeść, wrócili do salonu. Zayn jednak zatrzymał się na chwilę w progu, powodując, że Harry i Louis zatrzymali się za nim. Potem mulat podbiegł do Liama, uśmiechając się złowieszczo do swoich dwóch przyjaciół. Niall zaśmiał się głośno.

-Chłopaki – powiedział – Spójrzcie w górę.

Serce Harry’ego opadło aż do żołądk. Już wiedział o co chodziło. Skrzywił się, widząc jemiołę zawieszoną ponad nimi. Louis wpatrywał się w roślinkę przez chwilę, zanim spuścił wzrok i spojrzał w oczy Harry’ego. Loczek nachylił się, cmokając go w policzek, próbując uniknąć niezręcznej sytuacji.

-Och stary! – zaśmiał się Zayn – To nie wystarczy!

-Właśnie – dodał Liam – Musisz go pocałować!

Harry zerknął na Louisa nerwowo, niepewny jakie będą odczucia chłopaka. Szatyn uśmiechnął się przepraszająco, wzruszając ramionami.

-Nie rób niczego z czym będziesz się czuł niekomfortowo – powiedział tak cicho, że tylko Harry mógł to usłyszeć.

Zielonooki przełknął ciężko i opuścił wzrok na usta Louisa. Język chłopaka przejechał po jego dolnej wardze i Harry nie mógł się powstrzymać. Nachylił się i chwycił twarz Louisa, przyciskając swoje usta do jego. To było krótkie. Cmoknięcie. Nic więcej, ale wystarczyło. Harry odsunął się, opierając swoje czoło o głowę drugiego chłopaka, szukając w jego twarzy jakichkolwiek oznak tego, że jest zły lub nawet wściekły, ale Louis po prostu poklepał biodro Harry’ego.

-Jest w porządku – szepnął.

-Nadal jesteśmy przyjaciółmi, prawda? – zapytał młodszy, próbując ukryć desperację w swoim głosie – To niczego nie zmienia?

-Nie, Harry – oznajmił łagodnie niższy. Jego kciuk łagodnie głaskał skórę na biodrze Harry’ego – To niczego nie zmienia. Nadal jesteśmy przyjaciółmi.

Po tych słowach odsunęli się od siebie, potrzebując trochę przestrzeni po tym co się właśnie wydarzyło. Harry usiadł obok Nialla, desperacko starając się zachowywać normalnie, wymuszając śmiech i starając się nie zerkać raz po raz na Louisa. Niebieskooki usiadł obok Zayna, odpowiadając na pytania skierowane do niego, z nieobecnym wyrazem twarzy, bardziej skupiając się na uczuciach wewnątrz niego, które spowodował pocałunek z Harry’m. Wniosek do którego doszedł był przerażający i chłopak nie do końca wiedział co z tym zrobić.

W którymś momencie, Louis zakochał się w Harry’m. Boże, był taki popieprzony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz