sobota, 8 marca 2014

*Louis wyszedł spod prysznica, owijając się ręcznikiem, czując się dziwacznie z wielkim plastikowym gipsem na ramieniu, krępującym jego ruchy. Poszedł do swojego pokoju, nie przejmując się ręcznikiem, skoro drzwi były zamknięte i zaczął szukać jakichś ubrań.

Po ubraniu się i usunięciu warstwy wilgotnego plastiku z ramienia, ruszył na dół, by usiąść na kanapie jak poinstruował go Harry. Na początku niechętnie słuchał jego poleceń, ale kiedy Harry oznajmił, że nie słuchanie ich, może sprawić, że spowrotem trafi do szpitala, nie miał wyboru.

Po wejściu do salonu, zauważył mamę Harry’ego siedzącą na kanapie, najwyraźniej czekającą na niego. Tak naprawdę nie miał szansy odpowiednio się wczoraj przywitać, więc czuł się trochę niezręcznie. Pomachał do niej sztywno swoją zdrową ręką

-Er… Dzień dobry, pani Styles – przywitał się, krzywiąc się wewnętrznie na to, jak sztywno zabrzmiał.

Kobieta zachichotała

-Louis, będziemy spędzać razem całkiem sporo czasu, przez kolejne dni. Proszę mów mi Anne – oznajmiła lekko – Poza tym, nie mam na nazwisko Styles, tylko Cox. Zmieniłam je kiedy ponownie wyszłam za mąż.

-Och – mruknął cicho – Przepraszam… Nie wiedziałem.

Anne machnęła dłonią z rozbawieniem.

-W porządku. To naprawdę nic ważnego. Masz ochotę na herbatę, Louis?

Louis podniósł wzrok, zaskoczony nagłą zmianą tematu.

-Uh… Czemu nie. Mógłbym prosić z mlekiem i bez cukru?

Kobieta pokiwała głową, a na jej twarzy pojawił się uśmiech, kiedy ruszyła do kuchni by zrobić herbatę. Louis siedział na kanapie bawiąc się palcami, czekając aż wróci.

Kiedy to zrobiła, niecałe dziesięć minut później, niosła dwa kubki. Podała mu jeden, po czym usiadła obok siego na kanapie powoli pijąc herbatę. Zrobił to samo zerkając na nią ciekawsko znad krawędzi kubka. Kobieta oparła kubek na kolanach i spojrzała na niego nonszalancko.

-Mój syn mówił, że jesteście bardzo blisko – powiedziała figlarnie.

Na twarzy Louisa pojawił się łagodny uśmiech. Harry. On był tematem na który mógł rozmawiać nie czując się niezręcznie.

-Tak, to prawda. Zwłaszcza ostatnio, kiedy to wszystko się działo, a dziewczynki go uwielbiają – zachichotał – Ja zresztą też. Nigdy nie miałem przyjaciela jak on.

-Tak – mruknęła Anne do siebie – Spotkaliście się w przedszkolu, tak?

-Tak. To była trochę zawstydzająca sytuacja. Nie zorientowałem się, że to on jest nauczycielem, więc podszedłem i spytałem, czy wie gdzie znajdę nauczyciela. Jestem szczęściarzem, że się za to nie obraził – powiedział zamyślony – Szczerze, nie wyobrażam sobie mojego życia bez niego. Zwłaszcza teraz.

-A jakie są twoje zamiary wobec niego? – spytała mimochodem.

Louis zakrztusił się herbatą.

-P-przepraszam? – rzucił – M-moje zamiary?

-Tak – odparła – Kiedy masz zamiar się oświadczyć?

-Oświadczyć? Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie… Myślę, że mogła pani źle zrozumieć – uniósł dłonie w geście obronnym – Ja i Harry… My tylko się przyjaźnimy. My nie… Nie umawiamy się!

-Ale jesteś w nim zakochany – ozajmiła tonem, który nie pozwalał na dyskusję – Widać to po twojej mowie ciała.

-O czym pani mówi? – spytał z oburzeniem – Jaka mowa ciała?

-Twoja – odparła – Zacznijmy od wczoraj, dobrze?

Louis tylko skinął głową.

-Kiedy Harry, zabrał dziewczynki do parku, wykręcałeś swoje palce i zerkałeś w stronę drzwi, co kilka minut, aż wrócili. Kiedy już byli w domu, cały się wyprostowałeś, a twoja twarz się rozjaśniła, a kiedy usiadł obok ciebie twoje ciało automatycznie się rozluźniło. Potem usiadłeś obok niego na kolacji i nawet kiedy kroiłeś jedzenie na talerzu Daisy, twoje ciało było zwrócone w jego stronę, jakbyś próbował się skupić na Daisy, ale twoje ciało samo się odwracało. Obserwowałeś go przez cały posiłek z uśmiechem na twarzy i tym łagodnym, szczęśliwym spojrzeniem. Kiedy usiedliśmy oglądać film, wy skuliliście się po jednej stronie stronie kanapy to było odruchowe. Nie umawialiście się na to. Po prostu to zrobiliście, a potem zasnąłeś w jego ramionach. To samo wskazuje na to co do niego czujesz. Czujesz się przy nim wystarczająco swobodnie i wystarczająco mu ufasz, żeby pozwolić mu być przy sobie, kiedy jesteś najbardziej bezbronny. Zaufałeś mu, żeby się tobą zaopiekował i żeby cię obronił.

-To dlatego, że Harry się mną opiekuje. Opiekuje się nami wszystkimi – powiedział.

Anne rzuciła mu krótkie spojrzenie.

-No i kolejna rzecz. Dziewczynki są bardzo do niego przywiązane. Co zrobisz, kiedy wyzdrowiejesz i Harry wróci do siebie.

-Ja… Nie wiem. Naprawdę nie myślałem o tym –przyznał się.

-Więc może pora pomyśleć. Wpadliście w określony rytm. Może być już za późno, żeby to przerwać. Z tego co słyszałam i co widziałam, nie sądzę, żeby dziewczynki dobrze zniosły wyprowadzkę Harry’ego. Tobie też sprawiłoby to trudności – powiedziała łagodnie.

Louis spuścił wzrok na swoje kolana, na których spoczywał kubek z chłodną już herbatą.

-Nie będzie, aż tak daleko. Bliźniaczki i ja nadal będziemy widywać go w przedszkolu, poza tym będzie przychodził na sobotnie kolacje. Wpadliśmy w jakiś rytm jeszcze przed moim wypadkiem –lekko oburzony.

Anne poklepała go po koląnie.

-Nie był taki, jak ten w który wpadliście teraz – to nie było pytanie, bo oboje znali odpowiedź – Kocham mojego syna bardziej niż cokolwiek w świecie, ale on bywa trudny. Louis, wybacz jeśli to zbyt bezpośrednie, ale myślę, że powinieneś zaproponować mu, żeby się wprowadził. Na stałe. Nie, nie… Nie panikuj! – odezwała się szybko, widząc, że chłopak jest bliski paniki – Posłuchaj, dziewczynki kochają Harry’ego i to bardzo, to jest niezaprzeczalne. Harry też kocha dziewczynki, to też jest oczywiste, a między waszą dwójką… Jest niezwykła przyjaźń i widzę, że bardzo kochasz mojego syna. Nie mam wątpliwości co do tego, że on kocha cię tak samo mocno. Widzę tylko dobre strony tego rozwiązania!

-Tak, ale… Mogłoby się zrobić niezręcznie! Jesteśmy obaj chłopakami. Róże rzeczy… Rzeczy się zdarzają – powiedział Louis z desperacją.

Anne parsknęła śmiechem.

-Takie jak poprzedniej nocy?

-Powiedział ci? – Louis zbladł.

-Czemu jesteś taki zawstydzony? Wydawałeś się nie mieć z tym problemów dziś rano. W zasadzie, wydaje mi się, że całkiem nieźle się bawiłeś.

-Ja nie, nie – rzucił Louis, po czym westchnął – Po prostu… To jest dla mnie dziwne. To nie jest coś o czym wiedzą rodzice. Mam na myśli… Jasne w teorii, wiedzą, ale nie powinni słysześć, że coś takiego zdarza się ich dzieciom. To tak jakby dziecko myślało nad tym jak rodzice uprawiali seks, żeby ono mogło żyć. To… dziwne – Anne zaśmiała się łagodnie.

-Louis, powiem ci coś, czego nie wie nawet Harry – Kiedy był nastolatkiem, przyłapywałam go wiele razy, czasami był sam, czasami z dziewczyną. Za każdym razem kiedy to się zdarzało, po prostu wycofywałam się po cichu i zamykałam drzwi, a potem prosiłam, żeby przed kolacją umył ręce.

-To naprawdę zabawne – zachichotał Louis – Kiedy lata temu miałem pierwszego chłopaka, zaprosiłem go na noc. Spotykaliśmy się wtedy już kilka miesięcy, a że moi rodzice byli z dziewczynkami u dziadków, pomyślałem, że moglibyśmy zrobić krok do przodu. A oni wrócili do domu wcześniej, bo Georgia miała gorączkę – potarł swój kark – Mama usłyszała, jak… Wiesz… Ale myślała, że coś mnie boli. Och, boże… To było takie zawstydzające, kiedy weszła, a my… Byliśmy blisko… Najgorszą rzeczą było to, że nie powiedziałem mamie, że jestem gejem, więc dla niej to była niespodzianka. Potem dowiedziałem się, że ona wiedziała już od dawna i po prostu czekała, aż będę gotowy jej powiedzieć. Naprawdę za nią tęsknię.

Potarł swoje smutne oczy, a Anne poklepała go po kolanie. Zaśmiał się cicho.

-A teraz nigdy nie przerwie dziewczynkom, kiedy będą miały swoich pierwszych chłopaków. Nigdy nie poczują się winne, bo do pokoju weszła ich matka, ktoś kto myśałby, że coś je boli. Nigdy nie przedstawią jej pierwszego chłopaka, nie będą biegali po pomieszczeniu szukając swoich ubrań – ukrył twarz w dłoniach, trzymając kubek kolanami – To brzmi tak głupi, że to są rzeczy, przez które jestem smutny! Chciałem tego dla nich. Chciałem, żeby przeżywały te zawstydzające momenty bycia nastolatkiem. Chciałem, żeby miały przy sobie mamę, żeby miały normalne życie, a tak utknęły ze mną. Nie powinienem być ich ojcem, Anne. Powiniene być ich bratem. Spojrzał na nią desperacko szukając czegoś czego ona nie mogła mu zapewnić.

-Wiem Louis, ale to nie jest ci teraz dane. Może pewnego dnia, kiedy one dorosną będziesz mógł znowu być ich starszym bratem, ale teraz potrzebują ojca. Odwalasz kawał dobrej roboty opiekując się nimi. Wiem, że starasz się jak tylko możesz, żeby dać im normalne życie i nawet jeśli tego nie rozumieją, to kiedyś zrozumieją – powiedzieła przytulając go - Poza tym nie jesteś całkiem sam. Wiem, że Harry jest bardziej niż szczęśliwy, że może ci pomóc. To, że nie poprawił dziewczynek, ani razu, kiedy nazwały go ojcem jest dowodem. Jedyne co musisz zrobić to poprosić go, żeby z wami zamieszkał i nie ważne czy zostanie, czy nie, zawsze będzie z tobą.

-Dziękuję – mruknął przytulając się do kobiety – Przytulasz jak moja mama.

Anne mruknęła nie pewna jak na to zareagować.

-Proszę bardzo Louis – szepnęła w jego włosy – Jesteś teraz członkiem rodziny, to żaden probem.

-A jeśli Harry nie jest na to gotowy? Co jeśli nie jest gotowy żebym był częścią jego rodziny i żeby być częścią mojej? – spytał nagle Louis po krótkiej ciszy.

-Jest gotowy, skarbie – powiedziała Anne – Znam mojego syna i widziałam jak funkcjonuje z tobą i dziewczynkami i mogę ci powiedzieć, że jest. Jest bardziej niż gotowy.


*Kiedy Harry wrócił do domu, on i bliźniaczki zostali przywitani przez zapach ciasteczek i gwar rozmowy dobiegający z kuchni. Pomógł dziewczynkom zdjąć buty, a potem ruszył za nimi do kuchni.

Po wejściu zauważył dwie rzeczy: pierwsza, kuchnia była jednym wielkim bałaganem. Druga, jego matka i Louis siedzieli przy stole, śmiejąc się i rozmawiając jak starzy przyjaciele, pijąc herbatę i jedząc świeżo upieczone ciasteczka. Natychmiast zorientował się, że to Louis był powodem bałaganu. Louis miał mąkę na gipsie, grzywce i ubraniach oraz masło na twarzy i ramionach.

Harry denerwował się bałaganem, który najpewniej właśnie on będzie musiał sprzątać, jednak widząc uśmiechającego się Louisa po prostu nie mógł się gniewać. Kiedy chłopak zerwał się na nogi, by uściskać przyjaciela, jednak Harry go powstrzymał.

-Zwolnij Lou, nie mam ochoty być cały w mące – wyciągnął rękę i przeczesał grzywkę Louisa.

Na jego palcach pozostał biały puder. Chłopak zachichotał.

-Może najpierw się umyj. Wyglądasz jakbyś się kąpał w mące.

Louis spojrzał na niego sceptycznie.

-Dobrze, ale tylko jeśli potem mnie przytulisz – powiedział. Jego twarz rozjaśniła się, kiedy Harry rzucił krótkie „jasne” i popędził po schodach, krzycząc do Harry’ego, żeby się pospieszył.

Harry zignorował uśmieszek swojej matki i podążył za Lou. Znalazł chłopaka w łazience grzebiącego w szafce pod umywalką tylko w bokserkach. Podniósł wzrok na Harry’ego, kiedy wszedł do pomieszczenia. Trzymał w dłoni plastikową butelkę.

-Pomożesz mi, Haz? – spytał niewinnie – Nie mogę umyć włosów jedną ręką.

-Tak, jasne… Co robisz! Nie zdejmuj ich! – krzyknął Harry widząc, że Louis chciał zdjąć bokserki.

Chłopak zamarł po czym wywrócił oczami.

-Daj spokój, Harry! Jesteśmy chłopakami… Nie mam niczego, czego byś wcześniej nie widział – powiedział rozdrażniony.

-Nie Lou – rzekł Harry stanowczo.

Nagi Louis mógł być źródłem problemów, a Harry naprawdę nie chciał musieć się z nimi uporać. Louis westchnął i mruknął ciche „dobrze” i wyciągnął w stronę Harry’ego plastikową butelkę nadal rozdrażniony. Harry wywrócił oczami widząc dziecinne zachowanie przyjaciela. Chwycił plastikową osłonkę i owinął ją wokół gipsu. Kiedy upewnił się, że się nie odwiążę, podszedł do wanny, obracając pokrętła tak, że po chwili zbiornik napełniał się ciepłą wodą. Louis wszedł do wanny, obracając się dookoła, jak pies, zanim usiadł w wodzie. Oparł ramiona na brzegach, spoglądając na Harry’ego niewinnie.

-Dołączysz do mnie? – spytał słodko.

Harry zakrztusił się, a jego twarz zrobiła się czerwona. Szybko jednak opanował się, odchrząkując, by zatuszować swoją gafę.

-Nie… Myślę, że wolę zostać suchy – odparł.

Louis spojrzał na niego zamyślony zanim zanurzył zdrowe ramię w wodzie. Oczy Harry’ego rozszerzyły się, a on spróbował się pospiesznie cofnąć, kiedy zorientował się co chce zrobić jego przyjaciel.

-Nie, Louis, nie rób…

Woda chlusnęła prosto w jego twarz, przerywając mu. Parsknął, przez przypadek wdychając trochę wody. Potrząsnął głową, odrzucająs swoje mokre teraz loki, z twarzy. Otarł oczy i otworzył je. Louis zakręcił wodę, nadal się uśmiechając. Odwrócił się lekko nabierając wody w zdrową dłoń, po czym pozwolił jej prześliznąć się między palcami. Brzęczący dźwięk rozśmieszył Harry’ego.

-No to sobie nagrabiłeś – powiedział patrząc w oczy Louisa, kiedy zdjął przemoczoną koszulkę i ściągnął spodnie.

Louis pisnął i jeszcze raz chlusnął wodą w stronę przyjaciela, kiedy ten wchodził do wanny. Harry energicznie przycisnął się do brzegu, ledwo unikając ściany, jednak osiągnął swój cel. Wielka fala, zalała ich i podłogę wokół wanny. Louis krzyknął, śmiejąc się i ignorując strugi wody spływające po jego twarzy.

Przysunął się do przyjaciela, przypierając Harry’ego plecami do ściany. Chłopak zaśmiał się wesoło, obejmując przyjaciela w talii. Siłowali się tak zalewając łazienkę wodą, kiedy chlapali się, obracali i kręcili, przemieszczając się w wannie. Ochrypły śmiech, wypełnił dom.

Anne podniosła wzrok, patrząc na sufit. Z góry dobiegł odgłos uderzenia, a zaraz po nim radosny śmiech. Parsknęła i ponownie spojrzała na planszę gry w którą grała z bliźniaczkami. Daisy przesunęła czerwony pionek o trzy pola po czym spojrzała na Anne.

-Babciu Anne – spytała – Czemu Tatuś i Louis nie całują się, jak normalni rodzice?

Anne zachichotała.

-Oni nie są normalnymi rodzicami, prawda? – spytała, kiedy Phoebe rzuciła kostką.

-Dlatego, że są obaj chłopcami?

-Przecież się kochają. Czy to nie wszystko co się liczy? – wysepleniła Phoebe.

-Oczywiście, że tak, skarbie – odparła Anne – Ale Harry i Louis nie są razem.

-Tak, ale… Dlaczego?- Spytała Daisy rozdrażniona rzucając kostką – Przecież przytulają się cały czas!

-A Louis nigdy się naprawdę nie uśmiechał, dopóki nie poznał Harry’ego. Nawet przed przeprowadzką – dodała Phoebe.

Daisy spojrzała na siostrę.

-Nie, nie! To nie prawda – powiedziała jej – To po prostu jego uśmiech. Teraz jest inny. Szczęśliwszy – Phoebe uśmiechnęła się rozmarzona.

-Tak… Flick i Lottie już planują ich wesele – powiedziała Anne zadowolona.

Kobieta uniosła brwi w odpowiedzi.

-Naprawdę? – spytała z ciekawością.

Daisy i Phoebe skinęły głowami. Gra została puszczona w niepamięć. Podniosły wzrok przerywając na chwilę rozmowę, kiedy na górze rozległo się uderzenie i krzyk, po czym rozległ się chichot. Anne pokręciła głową, uśmiechając się.

-Jeżeli ich relacje będą rozwijać się w takim tempie, to faktycznie będzie niedługo potrzebne.

Twarze Daisy i Phoebe pojaśniały, a na nich pojawiły się identyczne uśmiechy.

-Naprawdę? – spytały równocześnie.

Anne zaśmiała się.

-Nie wiem, skarby. Będziecie musiały spytać Harry’ego, kiedy zdecyduje się spytać Louisa, żeby wziął z nim ślub – powiedziała, a na ich zwykle niewinnych twarzach pojawiły się psotne uśmiechy.

-Dobrze, dosyć tego plotkowania. Wracamy do gry.

*~*~*~*

Lottie upuściła plecak na ziemię i podążyła za Flick do kuchni, gdzie Anne i Georgia robiły coś do jedzenia. dropped her back pack on the ground, following Flick into the kitchen, where Anne and Georgia where making something to eat.

-Gdzie jest tata i Lou? – spytała zabierając jedno ciasteczko z talerza.

Anne wskazała w kierunku salonu.

-Tam – powiedziała – Louis chyba śpi

Lottie skinęła głową i ruszyła szukać swojego brata oraz jego przyjaciela. Zamarła wchodząc do salonu.

Harry zerknął znad książki, zauważając Lottie i uśmiechnął się do niej.

Harry glanced up from his book, noticing Lottie and smiling at her.

-Witaj skarbie – przywitał się – Jak w szkole?

Lottie przysunęła się trochę, zerkając na jego mokre włosy.

-Nieźle – odpowiedziała powoli – Nie jest ci niewygodnie?

-Czemu? – spytał zdziwiony

Lottie zaczęła gestykulować w jego stronę, a on zerknął w dół.

-Och, nie. Jest w porządku, śpi głęboko i nie wierci się za bardzo, chociaż mówi przez sen.

-Nie jest ciężki? – spytała zerkając ciekawsko na brata, który leżał przytulony do klatki piersiowej Harry’ego z twarzą ukrytą w szyi przyjaciela.

Harry jeszcze raz spojrzał na Louisa, z łagodnym uśmiechem na twarzy.

-Troszkę. Śpi, więc to jest ciężar jego bezwładnego ciała, ale nie przeszkadza mi to. Nie spał za dobrze w nocy, przeszkadzał mu gips – przesunął nieco książkę tak, że oparta była o plecy Louisa – Poza tym to pierwszy raz od tygodni, kiedy mogę poczytać, więc mi to nie przeszkadza.

-Czemu wy nie jesteście małżeństwem? - spytała nagle.

Harry spojrzał na nią z niedowierzaniem.

-Przepraszam?

-Dlaczego ty i mój brat nie jesteście małżeństwem? – powtórzyła Lottie.

Harry spojrzał na nią.

-Bo nie jesteśmy w sobie zakochani – oznajmił surowo.

-Jasne. Już ci wierzę. Bo nie przytulacie się właśnie, ani nie robicie nic romantycznego – zaszydziła – Posłuchaj, tato, musisz po prostu się zebrać na odwagę i zaprosić go gdzieś… Zanim zrobi to ktoś inny – oznajmiła po czym poprawiła włosy i wróciła do kuchni, chichocząc kiedy usłyszała jak Harry krzyczy za nią.

-Nie pozwalaj sobie, młoda damo!

*~*~*~*

Pół godziny później, Georgia poszła po brata, szukając kogoś kto zabierze ją do parku. Babcia Anne odesłała ją do Louisa i Harry’ego, mówiąc, że Louis powinien wreszcie wstać. Dziewczynka ruszyła do salonu i ujrzała swojego brata razem z Harrym na kanapie. Harry, który poprzednio czytał, teraz spał, jego prawe ramię zwisało bezwładnie za oparciem kanapy. W dłoni trzymał książkę. Lewym ramieniem obejmował tłów Louisa. Georgia usiadła na kanapie delikatnie wyjmując książkę z dłoni Harry’ego i odkładając ją na stolik do kawy. Potem ponownie podbiegła do kanapy i wyciągnęła palec, dźgając Harry’ego w twarz.

-Tatusiu – jęknęła – Tatusiu, Tatusiu, Tatusiu, Tatusiu – każde słowo poprzedzało dźgnięcie go w twarz.

W końcu Harry poruszył się, zamrugał i spojrzał na nią.

-Georgia – mruknął zaspany – Która godzina?

-Dochodzi piąta – odpowiedziała delkatnie, jakby przed chwilą nie szturchała go w twarz.

Westchnął poruszając się nieco, pod ciałem Louisa, obejmując przyjaciela drugim ramieniem i jeszcze raz zamykając oczy.“Nearly five,” she answered daintily, as though she hadn’t just accosted his face. He sighed through his nose, shifting slightly under Louis’ body, wrapping his other arm around his friend, and closed his eyes once again.

-Obudź nas, kiedy będzie kolacja, dobrze? – mruknął sennie.

Georgia zmarszczyła nos.

-Ale ja chcę iść do parku – oznajmiła.

Harry ponownie westchnął.

-Przepraszam skarbie,. Nie dam rady, jestem zmęczony. Poproś babcię Anne. Ja zabiorę cię jutro, obiecuję.

Georgia zirytowała się niemniej jednak, zgodziła się. Wyszła jeszcze raz, ponownie szukając, jednak tym razem babci.

*~*~*~*

Kiedy Harry ponownie się obudził, było ciemno, a jemu było zimno. Jego pierwszym odruchem była chęć znalezienia Louisa, który powinien być z nim. Jego ręka przesunęła się po kanapie, a on skrzywił się. Usiadł i potarł sennie oczy. Kręciło mu się w głowie, a widok przed oczami był niewyraźny. Wstał powoli i ruszył w kierunku włącznika światła w kuchni. Louis podniósł wzrok, kiedy Harry wszedł do pomieszczenia, uśmiechając się, kiedy jego dłonie zasłoniły oczy przed ostrym światłem.

-Hej śpiochu –zachichotał.

-Cześć – mruknął Harry – Która godzina?

-Dochodzi dziewiąta – odpowiedział Louis.

Harry chrząknął i przysunął się do Louisa, obejmująąc go i chowając twarz w jego szyi, po czym westchnął.

-W takim razie przegapiłem kolację – mruknął – Kiedy wstałeś?

-Jakieś pół godziny temu – poinformował go Louis – Robię makaron, masz ochotę?

-Jasne. Gdzie jest mama i dziewczynki?

-Lottie i Anne są na dole, oglądając jakiś babski film, a twoja mama położyła spać Georgię i bliźniaczki za nas. Flick coś czyta na górze – wyjaśnił Louis, poruszając się lekko, starając się nie poruszyć Harrym. Chłopak ponownie chrząknął. Louis zerknął na loki otaczające głowę przyjaciela.

-Zasypiasz na mnie Haz?

Harry jęknął w szyję Louisa, a ten się zaśmiał.

-No skarbie, jemy i idziemy spać.

Harry westchnął po czym wstał i opadł ciężko na krzesło. Jego głowa opadła na stół. Louis napełnił talerz makaronem, chichocząc i podszedł do Harry’ego, zajmując miejsce obok niego. Harry uniósł głowę i chwycił widelec, nabierając jedzenia i powoli unosząc go do ust. Louis szybko zjadł swoją porcję i spojrzał na Harry’ego, który jadł powoli, jak w letargu. Wywrócił oczami, kiedy jego przyjaciel nie trafił widelcem do ust, a na jego policzku pozostał ślad po sosie. Przez twarz Harry’ego przemknęło zdziwienie. Chłopak nie do końca zdawał sobie sprawę z tego dlaczego jego twarz jest mokra. To sprawiło, że Louis wybuchł śmiechem, a Harry spojrzał na niego jeszcze bardziej zdziwiony. Kiedy śmiech Louisa ucichł, chłopak podniósł serwetkę i chwycił brodę Harry’ego zwracając jego twarz w swoją stronę, żeby mógł wytrzeć sos z jego policzka. Wyjął widelec z luźnego uchwytu Harry’ego i przysunął do siebie jego talerz.

-Otwórz usta – nakazał

Harry wykonał jego polecenie, jego oczy nadal były zamknięte z wyczerpania. Kiedy Harry skończył przeżuwać, jeszcze raz otworzył usta pospieszając Louisa, krótkim, gardłowym „aaa”. Louis zachichotał i nabrał jedzenia ponownie podsuwając widelec Harry’emu.

-Chodź – powiedział Louis, kiedy skończyli.

Harry pokiwał głową i wstał. Zaczekał, aż Louis odniesie ich talerze do zlewu, po czym podążył za nim do sypialni. Chłopak przez chwilę męczył się z guzikiem spodni. W końcu odpuścił,ściągnął koszulkę i ruszył w kierunku łóżka, na którym leżał już Louis. Chłopak spojrzał na niego, jakby coś rozważał. Westchnął, po czym przysunął się do krawędzi siadając i przyciągając Harry’ego do siebie za szlufki. Jego spodnie po chwili opadły na wysokość kostek.

Louis przesunął się do ściany, a Harry wspiął się na łóżko. Jego umysł podświadomie popchnął go w stronę Louisa. Objął go w talii i przyciągnął go do siebie, przytulając do swojej klatki piersiowej. Louis westchnął z zadowoleniem i ułożył głowę pod brodą Harry’ego. Jego dłoń spoczęła na obojczyku przyjaciela.

-Dobranoc, Haz – mruknął sennie.

-Dobranoc, Lou.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz