wtorek, 4 marca 2014

*Harry.
Okey. Będę wujkiem. Jasne. Czy to nie brzmi absurdalnie? Liam się postarał. Ciocia wyglądała na szczęśliwą, ale wiem co skrywa wewnątrz. Miała nadzieję, że jej synek najpierw zdobędzie karierę jako prawnik albo lekarz i dopiero potem założy rodzinę. Niespodzianka! Nie mam uczuć, wiem. Moje racjonalne myślenie w ostatnich dniach sprowadza się do blondyna w moim łóżku. Nie, żebym jakoś dotkliwie za nim tęsknił, ale chyba potrzebuję poczuć to co wtedy. Wyższość. Niestety, tego typu potrzeby muszą odrobinę zaczekać. Ostatnio zaniedbałem Louis'a. Chcę spędzić z nim wieczór poza domem. Mam nadzieję, że będzie miał ochotę na moje towarzystwo. Ostatnio jest.. nadwyraz spokojny. Jakby chciał każdym gestem, oddechem i uderzeniem serca sprawić, by się uśmiechnął. Jakby wszystko co robił, robił dla mnie. Jakby jego życie było uzależnione od mojej osoby. Cóż, czułem względem niego coś na ten sam kształ, ale nie zamierzałem pozwolić umknąć temu na zewnątrz. Wciąż nie przywykłem do posiadania przyjaciela. Muszę się ze wszystkim oswoić. Muszę bezgranicznie mu zaufać. Najpierw jednak spędzę przedpołudnie ze szkicownikiem. Spacer to kusząca alternatywa. Należy wykorzystać okazję, że Redbridge to w większości lasy i parki. Zdecydowałem, że usiądę wśród drzew. Miałem nadzieję, że pomysł na szkic przypląta się sam.
Ułożyłem swoją marynarkę na trawie tylko po to, by na niej usiąść. Powietrze pachniało ciszą i margaretkami, które rosły dosłownie wszędzie. Niebo było błękitne. Wisiało na nim tylko kilka białych chmur. Westchnąłem spokojnie i ułożyłem szkicownik na swoich udach. Przez głowę przemknął mi pomysł. Chłopak z potarganymi włosami. Wyraźnie nakreślone kości policzkowe. Drobny nos. Zaczałem przesuwać ołówkiem po białej kartce. Właściwie.. wszystko szkicowało się samo. Widziałem go w moich myślach. Widziałem jak niepozornie się uśmiecha, jak wzdycha, gdy jest zażenowany i jak marszczy nos, gdy włada nim zakłopotanie. Widziałem go, choć był tylko wymysłem mojej wyobraźni. Był delikatny, ale miał nietuzinkowy charakter. Po kilku dłuższych chwilach rysunek był gotowy. Portret pozbawiony oczu, a właściwie samych tęczówek. Nie mogłem zdecydować się między błękitem, a intensywnym brązem. Za pomocą ołówka można nakreśli bardzo dużo szczegółów. I choć efekt końcowy nie emanuje kolorami, jest łatwy do odczytania. Odłożyłem zeszyt i odpaliłem papiera. Zaciągnąłem się z błogim westchnieniem, po czym opadłem plecami na trawę. Przed moim oczami wisiała twarz Louis'a.
- Sacrébleu! - wzdrygnąłem się delikatnie i na moment przymknałem powieki. - Co Ty tu do cholery robisz? - nie spodziewałem się tutaj nikogo. Zapewne Els powiedziała mu, dokąd poszedłem. Nie bywam strachliwy, po prostu mnie zaskoczył.
- Gapiłem się na Ciebie. - wzruszył ramionami od niechcenia i usiadł obok mnie. Zapach jego perfum dotarł do mnie w trybie natychmiastowym. Zaciągnąłem się po raz kolejny i uważnie spojrzałem na jego opaloną twarz.
- Pójdziemy dziś do klubu? - spytałem spokojnie, a Lou skinął głową. - Właściwie.. dlaczego nie jesteś w pracy? - ściągnałem brwi,a szatyn lekko się uśmiechnął. Czyżby satysfakcjonowała go myśl iż wiem, o której zaczyna i kończy pracę?
- Szefowa zatrudniła jakąś dziewczynę. Dałem jej kilka wskazówek i sobie poszedłem. Mam wolne do końca tygodnia. - jego głos był przesycony jakąś obawą. Odniosłem wrażenie, że jest zawiedziony, ale nie z powodu etatu w cukiernii. - Rozmawiałem z Eleanor, wiesz? A ona z kolei z Niall'em..
- O tym, że się z nim pieprzyłem. - dokończyłem za niego i zajrzałem w jego oczy. Nie potrafił kłamać, nie potrafił skrywać przede mną uczuć. Jego myśli wręcz błagały mnie o poznanie. - To żadna tajemnica.
- Więc dlaczego mi o tym nie powiedziałeś? Nie sądziłem, że jakiś chłopak stąd przykuł Twoją uwagę. - jego słowa brzmiały jak wyrzut, ale nim nie były. Brytyjczyk był spokojny. Jego entuzjazm nagle przygasł, ale przecież nie można wciaż się uśmiechać, prawda?
- To ważne, z kim uprawiam seks? - uniosłem brwi ku górze, a Louis pokręcił głową na boki. Wiedziałem o co chodzi. Jesteśmy przyjaciółmi, chciał wiedzieć o mnie wszystko. Chciał rozmawiać ze mną o wszystkim. Ułożyłem dłoń na jego ramieniu, które lekko poklepałem. - To nie miało znaczenia, Louis. To tylko zabawa.


Louis.
Szczerze? Zaskoczył mnie. Niall nie jest w jego typie. Co mi do tego. Może i ja powinienem korzystać z życia, zamiast chodzić wciąż za przyjacielem, który nie wiedzieć czemu nie potrafi zaufać mi w stu procentach? A Niall? Od kiedy on właściwie interesuje się facetami? W moim świecie nie wszystko sprowadza się do seksu, ale ja chyba jestem idiotą. Cóż, to bez znaczenia. Za kilka chwil wychodzę z Harry'm do klubu. Odwiedzimy razem miejsce, w którym już raz się spotkaliśmy. Właśnie tam poznał prawdziwego mnie. Lubię to wspomnienie. Podszedłem do swojej szafy, by wygrzebać z niej coś odpowiedniego. Postawiłem na ciemno czerwone spodnie, koszulkę w kolorze atramentu i cieniutkie czarne szelki. Po kilku chwilach usłyszałem pukanie do drzwi, więc szybko zbiegłem po schodach by przywitać Francuza. Jego nienaganny uśmiech zbił mnie z tropu. Czyżby miał aż tak wielką ochotę na zabawę? Otuliłem ramiona swetrem w paski i wyszedłem z domu. Harry miał na sobie dopasowane jeansy i białą koszulkę. Rękawy karmelowej marynarki były jak zazwyczaj podwinięte do łokci. Gdy tylko ruszyliśmy przed siebie, chłopak odpalił papierosa. Przy nim czułem się bezpiecznie. Nie dlatego, że już raz uratował moje życie. Był wyjątkowy, każda troska i obawa pozwalała o sobie zapomnieć, gdy był blisko. Liczył się tylko jego uśmiech. Miałem ochotę na jakiegoś kolorowego drinka i odrobinę przesadnie głośniej muzyki. Klub był najtrafniejszym rozwiązaniem na ten wieczór. Mogłem spokojnie bawić się aż do świtu. Zerknąłem na szatyna, który po raz ostatni zaciągnął się dymem.
- O której Els kazała Ci wrócić? - spytałem kpiąco, a chłopak tylko mruknął coś po francusku pod nosem. Zaśmiałem się cicho i wsunąłem dłonie do kieszeni swoich spodni. To dziwne, że bez skrępowania wybieram się z przyjacielem do klubu dla homoseksualistów. Gdyby nie Harry, wciąż ukrywałbym to przed wszystkimi. Czasem chyba.. starałem się to ukryć nawet przed samym sobą. Po kilku chwilach stanęliśmy przed wejście do klubu. Wziąłem ostatni wdech świeżego powietrza, by po chwili ruszyć za Harry'm wgłąb zatłoczonej sali. Z ledwością udało nam się dotrzeć do oświetlonego baru. Curly zamówił dwa mocne drinki, a ja zająłem miejsce na wysokim krześle. Po upływie zaledwie minuty, moje podniebienie otulił smak soku z wódką. Skrzywiłem się mimowolnie, a Styles dotknął dłonią mojego uda i głupawo się uśmiechnął. Był lepszy w spożywaniu trunków. Ba, był w tym mistrzem. Nie byłem jednak do końca pewien, czy miał się czym chwalić. Nie miałem zamiaru upić się do nieprzytomności, więc sączyłem specyfik bardzo powoli. Harry zdążył w tym czasie wypić ze trzy. Nie, żebym mu liczył. Czas płynął wolno. Wszyscy dookoła świetnie się bawili. Kończyłem właśnie swój napój, gdy na moim ramieniu spoczęła czyjaś dłoń. Byłem pewien, że to Francuz. Lubiłem gdy mnie dotykał, czasem zupełnie nieświadomie. Zdziwiłem się więc, gdy spojrzałem za siebie i dostrzegłem opalonego, wysokiego bruneta. Jego jasne tęczówki migotały przyjacielsko, odbijając kolorowe światło. Kąciki moich ust lekko się uniosły.
- Cześć, jestem Oliver. - podał mi dłoń, więc uścisnąłem ją nieśmiało. Byłem zaskoczony, ze zwrócił na mnie uwagę. Niepewnie spojrzałem w jego oczy z nadzieją, że znajdę w nich odpowiedź na każde nurtujące mnie w tej chwili pytanie. - Widziałem Cię tutaj raz czy dwa. Przejdziemy się?
- Ja.. - zawahałem się na moment. Miałem ochotę z nim pójść. Miał ciepłe spojrzenie i nienaganny uśmiech.
- Wybacz, on jest ze mną. - znajomy, zapchrypnięty głos dotarł do moich uszu, a ja skrzywiłem się odruchowo. Curly powiedział że co? Zaraz, zaraz.. Złapałem nowo poznanego bruneta za skrawek błękitnej koszuli i podniosłem się z krzesła. Miałem ochotę podroczyć się z Francuzem. Pokazać mu, że jeśli on pieprzy się z kim chce, to ja również mogę. Nachyliłem się nad jego twarzą, by szepnać mu do ucha.
- To nie ma znaczenia, Harry. To tylko zabawa. - szatyn zacisnął na moment wargi. Był zły, ale jednocześnie dumny w jakimś sensie. Moje zachowanie chyba mu się podobało. Imponowało mu, że się sprzeciwiam.
- Owszem, ma. - chwycił mnie za nadgarstki, a ja spojrzałem na jego twarz. To egoistyczne z jego strony, że nie pozwolił mi pójść. Zachował się co najmniej dziwnie. Powodem był zapewne krążący w jego żyłach alkohol, ale nie zamierzałem się nad tym rozwodzić. Gdy zerknąłem przez ramię, tajemniczego bruneta już nie było. Westchnąłem ciężko. - Chodź, zatańczymy. - zanim zdążyłem wyrazić jakikolwiek sprzeciw, chłopak pociągnął mnie w stronę parkietu. O mały włos nie wylądowałem na podłodze. Poczułem jednak dłonie, ciepłe, znajome na swoich biodrach. Moje ciało samo zaczęło kołysać się w rytm głośnej muzyki, a Curly się uśmiechnął. Czysto, czule, idealnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz