Louis.
Minęło kilka dni zanim dotarło do mnie, że Harry naprawdę zniknął. Bałem się samotności, bałem się przebywania ze samym sobą. Te wszystkie natrętne myśli i wspomnienia, choć niezwykle ciepłe, sprawiały mi ból każdego kolejnego dnia. Moje życie było puste. Eleanor poleciała do Szwajcarii, by spędzić cztery tygodnie na obozie dla dziewczyn takich jak ona. Czuła się dobrze, była chyba nawet odrobinę podekscytowana. Cieszyłem się, że pozna nowych ludzi i odpocznie od wszystkiego, co ją tutaj przytłaczało. Niall ponownie wyjechał na trochę z Londynu. Liam i Danielle zachowywali się ostatnio trochę dziwnie. Byli zupełnie nierozłączni. Zayn budował swój nowy wizerunek skurwiela. Nie chciałem mu zbytnio przeszkadzać. Słyszałem, że poznał jakąś wielce urokliwą brunetkę i zamierza należycie sie nią zabawić. Nie popierałem jego metod, ale wiedziałem, jak się czuje. Kochał Perrie, była jego ideałem. Tak więc.. zostałem sam. Nic nie trzymało mnie w Londynie. Powietrze nagle stało się gęste, niedogodne, tak ciężko się tu oddychało. Pogoda zwiastowała deszczową jesień. Zdążyłem już nawet zapomnieć jak wygląda słońce. Wszystko, dosłownie wszystko zdawało się dopasowywać do mojego nastroju. Leniwie zsunąłem się z łóżka, gdy ktoś począł natrętnie pukać do drzwi. Zszedłem po chodach, ziewając dyskretnie. Uchyliłem ostrożnie drewniane drzwi. Spojrzałem uważnie na jegomościa trzymającego w dłoni kremową kopertę.
- Pan Louis T.. ? - gdy tylko dotarło do mnie, że to może być list od Francuza, wyrwałem kopertę z dłoni zdezorientowanego faceta.
- Tak, tak.. - machnąłem wolną dłonią i zamknąłem mu drzwi przed nosem. Pobiegłem na górę, do swojego pokoju. Na powrót zająłem miejce na łóżku i uważnie przyjrzałem się kopercie. Mała wieża Eiffla w lewym rogu odwracała uwagą od nieco koślawych liter. Pierwszy list od Harry'ego. Ostrożnie rozdarłem kopertę i wyjąłem z niej białą kartkę. Przez chwilę wydawało mi się, że czuję zapach jego perfum. Wyobraźnia chyba płata mi figle. Zerknąłem na treść.
Louis,
zastanawiam się jak się czujesz; o czym myślisz i co robisz. Tęsknię za Londynem,
tęsknię za Wami. Jestem ciekaw, jak mają się pozostali. Mój kontakt z Liam'em
nigdy nie należał do godnych pozazdroszczenia, więc uznałem, że stosowniej
będzie wypytać Ciebie. Z Eleanor wszystko w porządku? Zayn nadal stara się
skrywać prawdziwego siebie pod maską bad boy'a? A Niall? Opowiedz mi, jak
mijają Wam dni.
Francja przywitała mnie przepychem. Od pierwszej chwili czułem się
tutaj jak więzień lub niezadowolony turysta.Czuję się jak na kiepski wakacjach.
Mama powtarza, że już nigdzie nie puści mnie samego. Powinna być dumna,
nie uważasz? Teraz troszczy się o mnie nawet bardziej niż Ty, podczas ostatnich
dni mojego pobytu w Wielkiej Brytanii. Czuję się zagubiony, nie potrafię
tu malować. Zacząłem pierwszy semestr na uczelni związanej ze sztuką.
Wszyscy tutaj są tacy jak ja. Nigdy wcześniej nie czułem się tak bardzo normalny.
Powinienem czuć się swobodnie wśród ludzi o podobnych zainteresowaniach,
a ja tracę oddech w drodze na kolejne zajęcia. To chyba strach przed myślą,
że istnieją jednostki władające pędzlem o niebo lepiej ode mnie. Lody miętowe
smakują tu zupełnie inaczej. Spory wpływ ma na to fakt, że teraz znowu jadam je sam.
Odzwyczaiłem się.
Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie dobrze i że nie narażasz się na
niebezpieczeństwo pod moją nieobecność. Będę pisał często, byś miał świadomość,
jak się czuję. Nie chcę Cię niczym obarczać, ale czułem, że potrzebujesz moich słów.
Niczego przede mną nie skrywaj. Bądź sobą, Louis. Nawet wśród myśli przelanych na papier.
Harry
Z uśmiechem przesunąłem opuszkiem palca wzdłuż ostatnich słów. Czuł się tak samo jak ja; obco. Byłem pewien, że pragnął powrotu do Francji, że potrzebował wrócić do własnej codzienności. On sam chyba nie zdawał sobie sprawy jak bardzo będzie tęsknił. Chciałbym by wszystko układało się po jego myśli, by wynosił z uczelni coś poza troskami odnośnie własnego talentu. Musiałem wiedzieć, że czuje się dobrze. Ta wiedza była mi niezbędna do normalnego funkcjonowania. Teraz, kiedy własnymi słowami nakreśli mi obraz swojego samopoczucia, tęsknię jeszcze dotkliwiej. Na tę chwilę nie wyobrażam sobie dalszej egzystencji pozbawionej jego udziału. Na przestrzeni kilkunastu dni stał się najbliższą mi osobą. Czułem, że jestem dla niego równie ważny.
Harry.
Nienawidzę szkicować. Nie sądziłem, że dożyję dnia kiedy dojdzie do mnie ów fakt. Nienawidzę sztuki. Mam dość pasteli, zapachu farb i smug po ołówku pozostawionych na dłoniach. Mam dość narzucania mi myśli. W tej szkole stanę się jedynie mechanicznym odpowiednikiem artysty, pozbawionym własnej woli. Sądziłem, że pozwolą mi malować co i kiedy zechcę. W jak wielkim byłem błędzie okazało się dopiero po zajęciach z panem Ganthier, który stłamsił w zarodku moją wizję dotyczącą przyszłości Paryża. Jego nieludzkie podejście do kreatywności wybiło mnie z rytmu. Dlatego omijam jego lekcje szerokim łukiem, mając świadomość, że bez jego oceny nie zdam roku. Powitałem nieodpowiedzialność z szeroko otwartymi ramionami. W Londynie odnalazłem w sobie człowieka. Byłem szczęśliwy. Chętnie spotykałem z się z ludźmi, spędzałem czas tak, jak lubiłem. Uświadomiłem sobie, że to Francja mnie wykreowała. To miejsce jest odpowiedzialne za moją bezuczuciowość.
Wróciłem do domu tuż po zajęciach, by nie dawać mamie zbytnich powodów do troski. Traktowała mnie jak małego chłopca, który potrzebował nieustannej opieki. Czułem się jak wariat. Nie sądziłem, że taka będzie cena ratowania czyjegoś życia. Potrzebowałem więcej przestrzeni. Oczywiście nie miałem za złe mamie, że się martwi, po prostu czułem się tutaj jak intruz.
- Jak było na uczelni, synku? - spytała ciepłym głosem, witając mnie w przedpokoju. Do mojego nosa dotarł zapach makaronu z serem.
- Jak zazwyczaj. - szepnąłem, zdejmując z ramion łososiową marynarkę. Mama doskonale wiedziała, że nie lubię większości zajęć, a niektóre projekty uważam za absurdalne. Wszedłem do kuchni i oparłem się o blat stołu, uprzednio nalewając trochę wody do wysokiej szklanki.
- Jak się czujesz?
- Dobrze, mamo. Jestem tylko trochę zmęczony. - umoczyłem wargi w chłodnej wodzie i od razu poczułem specyficzną ulgę. Rodzicielka podeszła do mnie i wsunęła w moją dłoń białą kopertę. Była pewna, że to list od Liam'a. - Louis.. - szepnąłem spokojnie, a kąciki moich warg delikatnie się uniosły. Ostrożnie musnąłem policzek mamy i pośpiesznie otworzyłem kopertę. Usiadłem przy biurku, w swoim pokoju.
Curly,
tęsknię za Tobą. Tęsknię za Twoim zabawnym akcentem, chodzącym za Tobą
krok w krok zapachem papierosów i tym denerwującym uśmiechem, który otulał
Twoje wargi gdy tylko sobie tego życzyłeś. Jak się czujesz? Wszystko jest
w porządku? Twoja mama na pewno należycie się Tobą opiekuje. Mam nadzieję,
że jej o mnie opowiedziałeś i nie jest zła, że pozwoliłeś by zamiast mnie, zraniono Ciebie.
Wciąż jestem Ci za to wdzięczny, nie potrafię zapomnieć.
Jestem tutaj sam. Eleanor i Niall opuścili Londyn. Zayn bawi się kobietami, a Liam i Dan
zachowują się jak młode małżeństwo. Nie potrafię się tutaj odnaleźć bez Ciebie.
Nie pamiętam już jak to jest żyć bez kogoś takiego jak Ty, u swego boku. Rozumiem więc,
jak się czujesz. Chciałbym by Twoje życie było doskonałe. Byś cieszył się z możliwości
chodzenia na zajęcia i potrafił malować, jak jeszcze nigdy dotychczas. Teraz,
kiedy wiem że i Ty jesteś zagubiony, martwię się i nie wiem na czym skupić myśli.
Postanowiłem, że znajdę pracę. Nic trudnego, na początek coś co będzie sprawiać mi
przyjemność. Mógłbym pracować w cukierni na rogu. Wyobrażasz mnie sobie w niebieskim
fartuszku, z nienagannym uśmiechem na ustach podającego dzieciom eklerki i gofry?
Chyba zupełnie zwariowałem. Nie śmiej się, Hazz, muszę znaleźć jakieś zajęcie, a nie jestem
artystą, jak Ty. Nie potrafię tworzyć.
Dziękuję za list, choć wolałbym korzystać z komputera, ale szanuję Twój wybór.
Zmuszasz mnie do używania długopisu, spryciarzu. Nie myśl sobie, że zapomniałem
o podstawowych zasadach ortografii. Tęsknię i czekam na kolejne słowa.
Louis
Nie sądziłem, że znajdzie czas by od razu odpisać. Uśmiechnąłem się mimowolnie i odłożyłem kartkę na fiołkową pościel. Tęskni i czuje się tak samo jak ja. Zrobiliśmy sobie krzywdę tą znajomością. Teraz musimy nauczyć się żyć po swojemu. On tam, a ja tutaj. Byłem pewien, że nie odczuje mojego braku, przecież ma wielu znajomych. Potrzebował mnie. Pokręciłem głową, mając nadzieję, że ten błahy ruch wypędzi z mojej głowy niechciane myśli. Po chwili do pokoju zajrzała mama. Uparcie wycierała dłonie w małą ściereczkę.
- Co pisze Liam? - spytała z ciekawością, leciutko unosząc ku górze brwi.
- To Louis. Pamiętasz? Opowiadałem Ci o nim. - kobieta skinęła twierdząco głową i podeszła nieco bliżej. Martwiła się o mnie, jakby słowa napisane przez Brytyjczyka miały mnie zranić.
- Ten, za którego dałeś się pokroić, tak?
- Mamo.. - jęknąłem żałośnie, na co rodzicielka wywróciła tylko oczyma. - Tęskni za mną. - dodałem ciszej, po czym spokojnie wypuściłem zalegające w płucach powietrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz