piątek, 7 marca 2014

* Dla nikogo nie było zaskoczeniem to, że nad Londyn nadciągały właśnie ciemne chmury. Mieszkańcy przywykli już do takiego stanu rzeczy i nie było dla nich różnicy czy nad miastem królowało słońce, czy też zostawało one przykryte przez burzowe chmury. Jednak od czasu do czasu zdarzał się wyjątek, który nienawidził takiej pogody, a już szczególnie w takim momencie.

Zayn szedł ulicą, czując na sobie wzrok wielu ludzi. Marudził pod nosem siarczyste przekleństwa lecące w stronę Louisa i Nialla. W tej chwili nienawidził ich z całego swojego serca. Gdyby nie oni, nie musiałby iść ulicą w szpilkach i spódniczce. Nie musiałby ogolić uprzednio nóg i każdej innej części ciała. A już w szczególności nie musiałby założyć peruki i się malować, na co, mimo wszystko musiał się zgodzić.

Od samego ranka Eleanor i Perrie znęcały się nad nim robiąc z niego „całkiem seksowną” kobietę, a wszystko to przez jeden, głupi zakład, który przegrał mulat. Teraz już wiedział, że niezależnie od wszystkiego nie może zakładać się ze swoimi przyjaciółmi, bo to nie przynosiło żadnych korzyści, a wręcz przeciwnie.

Chłopak westchnął cicho i poprawiając na ramieniu torebkę wszedł szklanymi drzwiami do ogromnego budynku. Z zachwytem przyglądał się wszystkiemu, co znajdowało się dookoła. Instynktownie zamknął buzię, czując się coraz dziwniej w tak wielkiej korporacji. Struchlały podszedł do sekretarza, który na takowego w ogóle nie wyglądał.

- Dzień dobry – przywitał się Zayn, siląc się na jak najbardziej kobiecy głos. – Nazywam się Veronica Malik i byłam dzisiaj umówiona z panem Stylesem – wyjaśnił, posyłając uśmiech do całkiem przystojnego młodego mężczyzny, na plakietce którego widniał napis „Liam James Payne”.

- Witam panią – Liam odwzajemnił uśmiech i przyjrzał się dokładniej Zaynowi. – Pan Styles oczekuje pani w swoim gabinecie. Proszę za mną – uśmiechnął się szerzej i wyszedł zza kontuaru, po czym ruszył przodem prowadząc Zayna do gabinetu szefa całej korporacji.

Chłopak przełknął ślinę przerażony, że jeśli teraz cokolwiek się wyda, będzie musiał chyba wyjechać z Londynu z powodu wstydu jaki pożerałby go każdego dnia. Nie mógł uwierzyć, że zgodził się na wykonanie tak idiotycznego pomysłu. Od teraz już wiedział, że nie należy ufać jego przyjaciołom i ich głupim, idiotycznym i cholernie beznadziejnym koncepcjom.

Liam zatrzymał się pod drzwiami gabinetu, na których znajdowała się tabliczka z napisem „Prezes. Robin Styles”.

- To tutaj – oznajmił i zapukał delikatnie, po czym uchylił drzwi przed Zaynem. – Szef oczekuje pani – powtórzył i otworzył je szerzej, tak, że Zayn dostrzegł fotel odwrócony tyłem do niego.

- Dziękuję – Zayn posłał uśmiech chłopakowi i wszedł do gabinetu, stukając tymi cholernymi szpilkami, których (jak obiecał sobie) nie założy już nigdy więcej. – Dzień dobry, moje nazwisko Malik.. Przyszłam w sprawie pracy – odezwał się, pilnując aby jego głos brzmiał kobieco.

W tym samym momencie krzesło obrotowe odwróciło się, a Zayn ujrzał siedzącego na nim młodego mężczyznę, na oko młodszego od niego i nie mógł uwierzyć iż jest to Robin Styles. Zwilżył wargi językiem i przełknął ślinę, czując, że ma sucho w gardle. Chłopak przyjrzał mu się dokładnie, lustrując wzrokiem jego ciało. Zayn widział jak ten podnosi się z miejsca i okrąża biurko, bezustannie się w niego wpatrując.

- Dzień dobry – zapiszczał Zayn, coraz bardziej zdezorientowany.

- Witaj – odparł zachrypniętym głosem, podchodząc coraz bliżej. – Panno Malik – wymruczał pod nosem, a Zayn z przerażeniem cofnął się o krok, kiedy ten chwycił jego nadgarstek i przyciągnął bliżej, na co Malik sapnął cicho, czując się dość… speszony.

- Zaczekam na zewnątrz – wymamrotał cicho, próbując wyrwać się z uścisku chłopaka, ale puszczenie Zayna nie było chyba jego zamiarem. Zamiast tego przygryzł wargę, wyglądając przy tym jak młody bóg seksu, a Zayn poczuł jak zimna kropelka potu spływa po jego plecach.

Mulat przełknął ślinę, kontrolując się, żeby nie zrobić czegoś głupiego, czego będzie żałował do końca życia. Nie sądził, aby chłopak trzymający go właśnie w objęciach gustował zarówno w kobietach, jak i w mężczyznach.

- Ja… chyba najlepiej będzie jak pan mnie puści – szepnął Zayn, nieudolnie starając się uwolnić z żelaznego uścisku ramion chłopaka.

Zayn poczuł jego ciepły oddech na szyi. Przerażony szarpnął się jeszcze raz, uświadamiając sobie jak blisko jego ust znajdują się wargi bruneta. W zupełności wystarczyłoby kilka sekund, aby połączyli je pocałunkiem. Na szczęście drzwi do gabinetu otworzyły się z hukiem, a młodzieniec odskoczył od Zayna robiąc z siebie grzecznego chłopca.

- Haroldzie, co się tutaj dzieje?! – ryknął basem mężczyzna stojący w drzwiach. Na sam dźwięk jego głosu, Zayn poczuł jak włosy na jego karku stają dęba, a na rękach pojawia się gęsia skórka.

- Nic takiego, ojcze. – Harry posłał niewinny uśmiech w kierunku swojego taty. – Pani Malik wpadło coś do oka, próbowałem pomóc – zerknął na Zayna, uśmiechając się już zupełnie inaczej. – Mam nadzieję, że już wszystko w porządku – stwierdził, aby dodać sobie na wiarygodności.

Zayn skinął tylko głową.

- T-taak, wszystko jest w porządku – potwierdził Mulat. – Bardzo Panu dziękuję. – Chłopak spojrzał na mężczyznę w drzwiach. – Witam, Pana – podszedł do niego i wyciągnął dłoń – Nazywam się Veronica Malik, przyszłam tu w sprawie pracy.



2.

Zayn opadł na poduszki rozwalone po całej kanapie. Jego usta opuścił głośny, gardłowy jęk, mieszający się z lecącą w tle muzyką. Chłopak rozejrzał się po swoich przyjaciołach z rządzą mordu w oczach.

- I co?! – pytał już po raz setny tego wieczora Niall, który równocześnie podskakiwał na łóżku z podekscytowania i tego, że musiał do łazienki, ale w obawie, iż Zayn powie cokolwiek, kiedy jego akurat nie będzie w salonie, wolał męczyć się z pełnym pęcherzem.

- Nie skacz tak – skarcił go Zayn, zamiast odpowiedzieć na zadane pytanie. – Ja twoich sików sprzątać nie będę – dodał i przełączył program w telewizorze, całkowicie ignorując naburmuszoną minę Nialla. – Dlaczego nic nie puszczają w tym cholernym pudle! – warknął pod nosem.

- Nie puszczają, bo wiedzą doskonale, że wisisz nam odpowiedź jak było na rozmowie o pracę – usłyszał głos Louisa, a kiedy podniósł wzrok, ujrzał go stojącego z chochlą w wejściu. Opierał się wygodnie o futrynę, a uśmiech zajmował pół jego twarzy. – Może i wyglądam niepozornie, ale gwarantuje ci, ta chocheleczka już nie jest tak delikatna jak ja.

Zayn zmrużył oczy, wpatrując się w swojego współlokatora.

- Nienawidzę was – warknął, a siedząca naprzeciwko niego Eleanor przewróciła oczami.

- Nie pierdol głupot, Zayn – burknęła Perrie, na co Els szturchnęła ją łokciem w żebra.

- Powiedz nam, co się stało! – poprosiła panna Calder. – Coś musiało się stać, gdyby nic się nie stało, nie byłbyś taki wściekły i nie burczał pod nosem, że nas nienawidzisz – uśmiechnęła się szeroko, niczym Dzwoneczek i odgarnęła swoje włosy na jedno ramię. – Hm? No dalej, Zee.

Chłopak przełknął ślinę i westchnął cicho nie mogąc się skupić. Z chęcią opowiedziałby im co się stało, ale fakt, że jego myśli cały czas uciekały ku synowi pana Stylesa, skutecznie odciągał go od tego pomysłu. Po raz kolejny przesunął wzrokiem po twarzach wszystkich obecnych i ponownie wbił spojrzenie w telewizor, ignorując ich wredne komentarze.

- Malik! Nie bądź pizda! – krzyknęła zirytowana Perrie, wyrzucając dłonie ku górze, w geście desperacji. – Mów, co się tam działo! – zawołała i rzuciła w niego leżącą pod ręką, oślinioną piłeczką Lokiego, którą Zayn oberwał w skroń.

Drgnął i spojrzał na nią z wyraźną chęcią zamordowania jej tu i teraz.

- Perrie, ty naprawdę nie chcesz mnie dzisiaj wkurzyć – powiedział, siląc się na łagodny ton. – Uwierz mi, kurwa, nie chcesz tego.

- Malik jest ciotą, Malik jest ciotą – śpiewała swoim sopranem, a pomieszczenie wypełnił jej dźwięczny głos.

Chwilę później Niall podchwycił tę durną melodyjkę i oboje darli się na cały pokój, doprowadzając Zayna na skraj wytrzymałości. Mulat zacisnął palce na piłeczce psa i westchnął cicho, próbując wyciszyć się i ignorować słowa wypływające z ust dwóch blond-stworzeń. W geście desperacji ułożył dłonie na skroniach i próbował oddychać spokojnie.

- MALIK TO PIZDA! – wrzasnęła na koniec Perrie, a Zayn nie wytrzymał.

- Zamknijcie już te mordy! – przekrzyczał ją, kładąc dłoń na oczach. – Powiem wam, ale proszę, skończcie śpiewać.

Perrie i Niall natychmiast ucichli i cała czwórka wbiła w niego spojrzenia, rozpraszając chłopaka. Zayn westchnął ponownie i spojrzał na osobę, której wiedział, że może zaufać pod tym względem iż ta nie powie na niego złego słowa. Eleanor posłała mu słodki uśmiech i skinęła głową, co miało go zachęcić do mówienia.

- Więc.. – zaczął Zayn, wpatrując się w dziewczynę, a po chwili opowiedział całą sytuację, która zaszła w biurze Robina Stylesa.

Cała grupa słuchała go uważnie spijając każde słowo, jakie wypłynęło z jego ust. Chłopak z przejęciem mówił o Harrym, który zachował się w taki, a nie inny sposób, co go jednym słowem zaszokowało.

- O kurwa jego mać – Perrie odezwała się jako pierwsza, otrząsając się z szoku.

- Ale… czegoś tu nie rozumiem. – Powiedział Niall nagle, przerywając panującą w pokoju ciszę. – Przecież miałeś tam pójść tylko raz. Już wykonałeś zadanie i nie musisz już nawet przekraczać progu tej korporacji, więc o co chodzi? – zapytał, wzruszając ramionami.

- Problem w tym, że… – odezwał się Lou. – że Zayn chce tam wrócić – zauważył trafnie, a Zayn spojrzał na niego przerażony. – Ha! – zawołał. – Mam rację! – wyszczerzył zęby w triumfalnym uśmiechu. – Ten cały Haroldzik wpadł naszemu Zaynowi w oko. – Louis pokiwał głową ze zrozumieniem.

Zayn spuścił wzrok na swoje ręce i za wszelką cenę próbował odpowiedzieć Louisowi coś głupiego, ale najzwyczajniej w świecie nie wiedział co. Bo to, co mówił Lou było prawdą.

- Co ja mam teraz zrobić? – zapytał chłopak, a w jego głosie dało się wyczuć nutkę rezygnacji.

- Moim zdaniem nie ma sensu tam wracać – stwierdziła Perrie. – Najwyraźniej ten Harry leci tylko i wyłącznie na Veronicę. Nie wiemy, jak postrzeże Zayna.

- Zawsze można spróbować zadziałać jako Veronica – stwierdził Tomlinson z szyderczą miną. – Jeśli przyjmą cię do tej pracy, to pochodzisz tam kilka dni, wyczujesz grunt i w razie potrzeby się zwolnisz, albo przyznasz się Harry’emu, że Veronica jest mężczyzną – wzruszył ramionami. – Jak dla mnie plan idealny.

Każdy miał inny pomysł na wkręcenie Zayna do pracy w korporacji Stylesów. Perrie kazała mu iść bez przebrania i powiedzieć, że Veronica, to jego siostra bliźniaczka, która została porwana przez Cygana chcącego wziąć ją za żonę. Niall z kolei wymyślił plan, w którym Zayn zmienia płeć i bez problemu chodzi do pracy jako Veronica. Eleanor stwierdziła, że najlepiej będzie od razu przyznać się i starać o pracę jako sekretarz, a Lou trzymał się swojej wersji.

Zmęczony teoriami spiskowymi Zayn westchnął głośno i podniósł ręce w geście kapitulacji.

- Koniec – mruknął. – Dajcie wy mi już wszyscy święty spokój – powiedział głośno i wyraźnie. – Mam dość jak na dzisiaj. Jeśli jutro zadzwonią, że dostałem tę robotę, to się coś wymyśli. Teraz nie ma sensu tego roztrząsać.

Els skinęła głową, a Perrie pokazała mu w odpowiedzi język.

- To ja idę siku – pisnął Niall i zerwał się z kanapy, po czym popędził do łazienki, przez co wszyscy obecni w pokoju parsknęli śmiechem i nawet Loki zawył radośnie, wskakując przy okazji na wypoczynek i ułożył się wygodnie z głową na kolanach Zayna.

- W takim bądź razie my zbieramy się już do siebie, nie? – zapytała Eleanor, a blondynka przytaknęła i podniosła się zaraz za nią.

Obie ucałowały Zayna w policzek i razem z Lou dołączyły do Nialla , który zdążył już wyjść z łazienki, po czym odprowadzili je do drzwi, gdzie Perrie cmoknęła oboje w policzek w policzek, a Els pożegnała się z Niallem i pocałowała Lou przeciągle oraz uśmiechnęła się do niego słodko, przez co zarówno Zayn, jak i Niall nie mogli pohamować znaczących uśmieszków.

- Dobranoc Malik, ty cioto! – zawołała w wyjściu Perrie, a następnie zamknęła za sobą drzwi opuszczając trójkę chłopaków.



3.

Zadzwonili! Zayn skakał właśnie po pokoju jak głupi, ciesząc się, że w końcu zadzwonili do niego z korporacji, oznajmiając że dostał tę pracę. Był w trakcie tańczenia koślawego w jego wykonaniu tańca irlandzkiego, kiedy do pokoju wkroczył Louis z kubkiem herbaty w ręce i ciastkami na talerzyku. Zmierzył Zayna zdziwionym spojrzeniem i zamrugał szybko.

- Niech zgadnę… masz tę robotę? – zapytał unosząc jedną brew.

Kąciki ust Zayna drgnęły, a ten podskoczył i z wyraźnym zadowoleniem w oczach pokiwał głową.

- Nic dziwnego, że tak gorąca sekretarka ją dostała – zachichotał Tomlinson, uśmiechając się słodko. – I jak, zdecydowałeś już co chcesz zrobić? – zapytał, sprowadzając tym Zayna na ziemię (nawet w dosłownym znaczeniu tego słowa).

Malik usiadł na podłodze i zaczął bawić się z Lokim, który, jak to szczeniak reagował wybuchem entuzjazmu na wszystko, co choć w niewielkiej części przypominało zabawę.

- Nie wiem – przyznał po chwili milczenia i westchnął cicho. – Naprawdę nie wiem. Wydaje mi się, że skorzystam z twojej rady i przez kilka dni pochodzę tam jako Veronica, co mnie kurwa przeraża, ale chyba nie mam innego wyjścia. Będę musiał się pomęczyć jeszcze trochę w sukience.

-Czego się nie robi dla seksownego syna szefa, hm? – zapytał Lou z ironicznym uśmieszkiem na ustach, a sekundę później na jego twarzy wylądowała szmaciana lalka, którą chwilę przedtem Loki miał w pysku.

-Zamknij się, Louis – warknął Zayn z przekąsem i zainteresował Lokiego swoimi palcami.



4.

Ubrany spódniczkę nad kolanko i włożoną w nią niebieską koszulę Zayn szedł przed siebie, niosąc pod pachą aktówkę i co chwilę poprawiając długie włosy, które uparcie łaskotały go w twarz. Chwiejąc się na obcasach, wszedł do środka wielkiego budynku, a jego wzrok padł na siedzącego za kontuarem Liama.

- Dzień dobry – przywitał się, uśmiechając delikatnie. – Jestem tu now…

- Nową sekretarką pana Stylesa – odpowiedział za niego Liam, odwzajemniając gest, jakim był uśmiech. – Witamy panią w naszych skromnych progach – powiedział radośnie. – Proszę mówić mi Liam.

-Veronica – odparł Zayn wyciągając w jego stronę dłoń w kobiecym geście, który ćwiczył z Eleanor.

-Bardzo mi miło, Veronico – uśmiechnął się szerzej Liam. – Pozwól, że zaprowadzę cię teraz do twojego biura – powiedział i ruszył przodem, co jakiś czas oglądając się na Zayna. – Mam ogromną nadzieję, że będzie ci się tu z nami dobrze pracowało – stwierdził i otworzył przed Malikiem szklane drzwi do małego gabinetu.

Na przeciwległej ścianie znajdowały się dwuskrzydłowe drzwi z hebanu, które cudownie prezentowały się na tle białych ścian obwieszonych czarno-białymi zdjęciami Londynu.

- Ostatnio prezes przyjął cię w zapasowym gabinecie, ponieważ ten przechodził maleńki remoncik – wyjaśnił Liam, stając twarzą do Zayna. – Na tą chwilę w tamtym stacjonuje Harry, syn szefa.

Na samo wspomnienie chłopaka, serce Zayna zaczęło walić jak młotem. Przełknął ślinę i wiedząc doskonale, że nie będzie w stanie nic powiedzieć, skinął tylko głową na znak iż zrozumiał, co Liam miał mu do przekazania.

- Także to chyba tyle, wszystkie szczegóły pracy uzgodnij z szefem, bo ja tak naprawdę nie mam pojęcia jakie są jego oczekiwania.

Zayn skinął głową i położył aktówkę oraz torebkę na krześle.

- Dzięki, Liam – uśmiechnął się łagodnie i wygładzając materiał spódniczki, podszedł do hebanowych drzwi, żeby zapukać w nie delikatnie.

Po usłyszeniu głośnego „Proszę, otworzył jedno skrzydło i zajrzał do środka, a jego mina zrzedła, w momencie, w którym ujrzał młodego chłopaka rozwalonego na czarnej, skórzanej sofie w rogu. Przełknął ślinę i posłał uśmiech swojemu nowemu szefowi.

- Pani Malik – uśmiechnął się do niego mężczyzna. – Niech pani wejdzie, zapraszam.

Chłopak, czując na sobie wzrok Harry’ego wszedł do pomieszczenia, kontrolując siebie i swoje odruchy.

- Dzień dobry – przywitał się grzecznie chłopak. – Przyszłam, aby zapytać szefa, czy życzy sobie szef czegoś do picia? – zapytał słodkim głosem, uśmiechając się do mężczyzny.

- Ja nie, dziękuję, a ty, Haroldzie?

Najmłodszy z nich uśmiechnął się zadziornie do Zayna i puścił mu kocie oczko tak, że jego ojciec tego nie zauważył.

-Poproszę mrożone karmelowe frappuccino – powiedział, na co Zayn skinął tylko głową i spojrzał z powrotem na szefa.

- W takim razie ja poproszę kawałek szarlotki, a później porozmawiamy.

- Już się robi – odparł Zayn i wyszedł tyłem z gabinetu, zamykając za sobą drzwi.

Wychodząc na korytarz odsapnął głośno, z całego serca prosząc Allaha, żeby taka sytuacja się już więcej nie powtórzyła. Nie chciał byś straszony widokiem Harry’ego, choć samo patrzenie na niego mu się bardzo podobało.

Zayn skarcił się w myślach za takie postrzeganie całej sytuacji. Z niechęcią zdawał sobie sprawę z tego, że nie powinien w taki sposób patrzeć na Harry’ego, bo to mogło skończyć się tylko jednym – złamanym sercem. Dla niego prawie pewne było to, że młody Styles jest stuprocentowym heretykiem, który nawet nie spojrzy na faceta, a szkoda.

Był w trakcie robienia kawy, kiedy cudze, silne ręce zacisnęły się na jego biodrach, a ten odwrócił się trochę za szybko, gdyż trzymana w rękach kawa wylała się wprost na białą koszulę młodego Stylesa.

- O słodki Allahu! – wyjąkał Zayn z przerażeniem w oczach. – Tak bardzo pana przepraszam, ja… J-ja nie chciałam.. – jąkał się, pamiętając o mówieniu o sobie w damskiej osobie.

- Nie szkodzi, Aniołku – Harry uśmiechnął się szelmowsko. – Nie przejmuj się koszulą – puścił mu oczko. – Mi jest raczej szkoda tej kawy.

- Już robię świeżą – sapnął Zayn, próbując wyrwać się z uścisku Harry’ego, ale ten chwycił jego dłonie i zbliżył swoją twarz do twarzy Malika.

- Spokojnie, panno Malik – wymruczał do ucha Zayna, zupełnie ignorując to, że próbuje mu się wyrwać. – Masz bardzo duże dłonie – powiedział cicho, a mulat poczuł jak jego serce zamiera na moment, kiedy pomyślał, że został zdemaskowany, ale Harry wymamrotał coś, czego Zayn by się nigdy nie spodziewał. – Lubię takie – usłyszał niebezpiecznie blisko swojego ucha.

- Proszę. Mnie. Puścić – cedził przez zęby chłopak, wyrywając się.

- Harry? – usłyszeli cichy głos, w wejściu, a kiedy oboje zerknęli do tyłu ujrzeli Liama. – Veronica? – zapytał zdziwiony, a jego brwi powędrowały ku górze – Co wy tutaj robicie?

Zayn przełknął ślinę przerażony i odsunął się od Harry’ego.

- Przez przypadek wylałam na pana Stylesa kawę – wyjaśnił przestraszony, wpatrując się w Liama.



5.

Właśnie minął drugi tydzień, od kiedy Zayn zaczął pracę w korporacji państwa Styles. Po pierwszej wpadce z kawą nie było już nawet śladu pamięci, a od tego czasu Harry nie zbliżył się do Malika nawet na krok, za to Zayn zbliżył się bardzo do Liama, który nie odstępował go nawet na krok.

Zayn wracał z pracy, zadowolony, że nie spotkało go dzisiaj nic strasznego, że Harry nie nadepnął mu na odcisk, a równocześnie mógł sobie na niego popatrzeć. Żyć nie umierać. Idąc powoli ulicą, westchnął cicho i zatrzymał się na przejściu dla pieszych, gdzie nagle dopadł go ktoś, chwytając za ramię, na co Zayn pisnął cicho. Odwracając się, ujrzał Liama.

- Nie strasz mnie, idioto – walnął w niego torebką i zaśmiał się cicho.

- Przepraszam, Ronnie – uśmiechnął się szeroko, na co Zayn tylko zmarszczył brwi.

- Ronnie?

- Veronica to tak oficjalnie – wzruszył ramionami. – Co powiesz na obiad? Chciałem z tobą pogadać – zapytał z uśmiechem.

- Nie ma problemu – odparł Zayn i uśmiechnął się do niego szeroko. – Mam nadzieję, że to nic, co dotyczy mnie – spojrzał na chłopaka odrobinę wystraszony, ale gdy tylko Liam pokręcił głową, odetchnął z ulgą.

Usiedli naprzeciwko siebie w małej, opuszczonej restauracji w samym kącie, za wielkim kwiatem, gdzie było pewne, że nikt ich nie dojrzy. Liam złożył ręce na blacie i wpatrywał się w swoje palce, kiedy Zayn przyglądał mu się ze zdziwieniem.

- Li, co się dzieje? – zapytał nagle, kładąc dłoń na jego rękach, ale cofnął ją w ułamku sekundy. – Przepraszam. – Bąknął.

Na kilka minut zapadła między nimi cisza przerywana jedynie rytmicznym tykaniem zegara z kukułką, który strasznie spodobał się Zaynowi.

- Ronnie… Ja… Muszę ci coś powiedzieć. – Wymamrotał Liam.

Zayn spojrzał na niego, unosząc brwi w pytającym geście.

-No mów! Nie zlinczuję cię przecież – zaśmiał się cicho.

Po chwili Liam nabrał powietrza w płuca i oznajmił: - Jestem gejem.

Ze zdziwienia Zayn otworzył usta.

- Nie miałe..am pojęcia – bąknął. – Ale przecież mi to nie przeszkadza – uśmiechnął się do chłopaka.

- Myślałem, że my..

Zayn zaśmiał się cicho i pokręcił głową.

- Nie martw się, Li. Między nami nic nie było – uśmiechnął się szczerze i nagle do głowy przyszedł mu pewien pomysł. – Skoro ty przyznałeś się mnie…

Liam zerknął na niego zszokowany, jakby przewidując, co Zayn powie.

- Nie mów, że jesteś lesbijką.

Mulat ponownie parsknął śmiechem i zaczął machać głową na prawo i lewo.

- Nie, Liam. Jestem mężczyzną.

Mina chłopaka siedzącego naprzeciwko zrzedła, a Zayn nie wytrzymał i wybuchł głośnym śmiechem, tym razem nie starając się nawet kontrolować swojego głosu. Kilka minut, a także kilka łez później uspokoił się i usiadł prosto wycierając mokre policzki.

- Twoja mina wyglądała cudownie.

- Jesteś trans…

- Nie, Li. Daj mi wyjaśnić – powiedział od razu Zayn. – Tylko proszę, słuchaj uważnie, bo więcej nie będę powtarzał – kiedy Liam skinął głową, Malik zaczął swoją historię. – Założyłem się z moimi przyjaciółmi o coś. Gdybym wygrał, oni musieliby zrobić rzecz, którą bym dla nich wymyślił, ale niestety przegrałem. W ramach tego wymyślili, że muszę przebrać się za kobietę i pójść na rozmowę o pracę. Raz. Nic więcej. Tak też zrobiłem. – Wzruszył ramionami. – Ale sprawa pokomplikowała się, kiedy na mojej drodze pojawiła się jedna osoba z naszej firmy..

- Harry – odezwał się od razu Liam, na co Zayn przytaknął.

- Tak, Harry. Wpadł mi w oko, a ja, idiota, aby móc się z nim widywać, skorzystałem z oferty złożonej przez prezesa. A teraz boję się przyznać – wyjaśnił.

Przez moment w pomieszczeniu zapanowała cisza, a Liam najwyraźniej próbował skonsumować słowa Zayna.

- Chcę cię zobaczyć bez makijażu, peruki i w normalnych ciuchach – bąknął. – Dopiero wtedy uwierzę.

- W porządku – zaśmiał się Zayn i wyciągnął swój telefon, żeby napisać wiadomość i wysłać ją na numer chłopaka. – To jest mój adres, przyjdź o osiemnastej – uśmiechnął się szeroko. – Przy okazji… przedstawię ci moich przyjaciół, w tym jednego, który jest gejem – puścił mu oczko. – A poza tym – wyciągnął w jego kierunku dłoń. – Jestem Zayn.



6.

Zayn założył na siebie szare rurki opinające jego nogi i czarny T-shirt z logo Nirvany. Spacerując po domu, próbował ignorować irytujące wycie Lokiego, równie mocno wkurzające burczenie pod nosem Louisa, który nie mógł znaleźć przepisu na ulubione danie Els oraz milion razy bardziej denerwującego miauczenia Nialla, który po dowiedzeniu się, że odwiedzi ich Liam, bał się jak jasna cholera, że zrobi coś głupiego i ten nie zwróci na niego uwagi. Na dodatek chwilę później do ich mieszkania wpadła Perrie i od razu rzuciła się na szyję Zayna, a nogami owinęła jego pas, wieszając się na nim.

- Co jest, Pezz? – zapytał zdziwiony Zayn obejmując ją mocno.

- Josh mi się oświadczył! – zapiszczała do ucha chłopaka. – Nialler! Tommo! Słyszycie to?! Już niedługo będę się nazywać Perrie Devine! – wrzasnęła, na czym ucierpiały bębenki w uszach Zayna.

- Gratulacje maleńka! - usłyszeli wołanie Louisa, który wbiegł do korytarza, a kiedy Zayn postawił Perrie na podłodze, Lou od razu zgarnął ją w objęcia. – Tak bardzo się cieszę! – zawołał.

- Pezz! Jesteś zajebista! – podbiegł do nich Niall i wyciągnął otwartą dłoń w kierunku Perrie, a ta przybiła z nim piątkę. – Gratuluję, Sunny!

- Zastanawiam się tylko, jak Josh z tobą jeszcze wytrzymuje – wymamrotał Zayn, za co oberwało mu się po głowie. – Żartuję księżniczko! – wrzasnął i z powrotem wziął ją na ręce. – Narobię ci takiego wstydu na weselu, że się w pantofelki nie zmieścisz! – okręcił ich wokół własnej osi i pocałował w policzek. – Gratuluję – postawił ją na podłodze, a ta zaczęła się chwalić swoim pierścionkiem zaręczynowym, który zaczęli komplementować z ożywieniem.

Zayn jeszcze raz przytulił do siebie Perrie. Kiedy trzymał ją w objęciach, usłyszał pukanie do drzwi, do których podbiegł Niall i otworzył je szeroko z szybko bijącym sercem.

- Hej – do uszu Zayna dobiegł głos Liama. – Jest Z.. – zaczął Liam, ale Niall nie pozwolił mu skończyć.

- Cześć, Zayn stoi w korytarzu – wyszczerzył zęby. – Jestem Niall, miło mi cię poznać, Liam – Zayn widział jak blondasek wyciąga w jego kierunku dłoń.

- Ej! Sunshine, wpuść go, nie witaj na progu, bo to niegrzeczne! – zawołał Louis, stojąc w drzwiach do kuchni. – Zayn! Twój gość – syknął. – Zainteresuj się!

Zayn jeszcze chwilkę przytulał do piersi Perrie, a gdy tylko Liam wszedł do ich mieszkania, ucałował czubek jej głowy, szepcząc po raz kolejny gratulacje i podszedł do odrobinę speszonego Liama.

- Oto ja – wyszczerzył zęby w uśmiechu.

- Wyglądasz zdecydowanie lepiej w męskiej wersji – zaśmiał się Liam, wywołując przy tym śmiech wszystkich domowników i Perrie.



7.

Brakowało jednego dnia, aby Malik mógł powiedzieć, że pracuje w korporacji Stylesów już miesiąc. Trzydzieści dni, podczas których Zayn męczył się w spódniczce i peruce, tylko po to, aby móc widywać Harry’ego. Na sam jego widok serce mulata biło jak oszalałe, a dłonie pociły się.

Podczas tych dni Zayn miał tylko kilka okazji by podejść do Harry’ego i zamienić z nim kilka słów. Poza momentem, w którym wylał kawę na młodego Stylesa ten już go nie dotknął, ale przez ten cały czas obserwował Malika uważnie.

Zayn wszedł do swojego gabinetu i zapukał w hebanowe drzwi. Nie czekając na żadne „Proszę” wszedł do środka, a jego mina zrzedła, kiedy ujrzał Harry’ego siedzącego za biurkiem.

- Cześć słoneczko – uśmiechnął się Harry. – Mój ojciec jest na trzytygodniowej delegacji. W tym czasie ja zarządzam całą firmą – oznajmił i puścił Zaynowi oczko.

„O kurwa” – była to jedyna myśl, jaka przemknęła w głowie Zayna. Przełknął ślinę, czując jak w jego gardle rośnie ogromna gula. Przerażał go fakt, że pole manewru Harry’ego zwiększyło się stukrotnie.

- Cieszę się, że mimo wszystko firma zostanie pod dobrą opieką – uśmiechnął się Zayn. – Życzy sobie pan czegoś? – zapytał.

- Chciałbym, abyś usiadła ze mną i opowiedziała mi coś o sobie – powiedział Harry, z zadziornym uśmiechem. – I proszę, mówi mi po imieniu.

Mulat skinął głową i posłusznie usiadł w wygodnym fotelu naprzeciwko chłopaka. Miał nadzieję, że Harry nie będzie zadawał głupich pytań, na które nie będzie wiedział jak odpowiedzieć.

- Co lubisz robić, Veronico? – zapytał.

- Rysuję, bardzo dużo – uśmiechnął się do Harry’ego. – A ty, Harry?

- To i owo – wyjaśnił zdawkowo. – Byłem na tyle miły, aby nie spoglądać w twoje CV, ani inne dokumenty, dlatego też nie wiem… Ile masz lat?

- Kobiet się o wiek nie pyta – odpowiedział mu Zayn.

- Nie sądzę abyś ty się obraziła – odparł chłopak, przygryzając wargę i dłonią zaczesując włosy pod górę.

- Dwadzieścia.

- Starsza – Wymruczał Styles. – Lubię starsze. Czy podobam ci się jako mężczyzna?

- J-ja.. Ni-Nie wiem.. Chy-chyba tak.. T-tak – przyznał Zayn, jąkając się, na co Harry uśmiechnął się pod nosem.

- W takim bądź razie, może umówimy się dzisiaj na kawę? Albo kolację? – zaproponował, a Zayn odniósł wrażenie, że jego serce za chwilę wyskoczy z piersi i zacznie tańczyć oberka, twista, czy cokolwiek. – Jeśli oczywiście chcesz – podkreślił Styles.

Jedyne co czuł w tej chwili Zayn to szaleńcze bicie serca, suchość w ustach i drżenie rąk. Nie mógł uwierzyć, że Harry zaprasza jego… Veronicę jakby nie patrzeć, na randkę. Uśmiechnął się pod nosem i skinął głową.

- Z chęcią, gdzie się spotkamy? – zapytał.

- Chciałbym po ciebie przyjechać..

- Nie, lepiej nie – uśmiechnął się Zayn. – Mam auto, mogę przyjechać na miejsce.

Kilka minut później Zayn wymaszerował z gabinetu z karteczką z zapisanym adresem restauracji. Zasiadł za swoim biurkiem, a z jego twarzy nie schodził uśmiech. Wyjął z torebki telefon i wybrał kilka osób, którym ma się wysłać wiadomość.

„Zaprosił mnie (Veronicę) na randkę! : ) xx”

Chwilę po tym dostawał raporty dostarczenia wiadomości do Perrie, Louisa, Nialla, Eleanor i Liama.



8.

Zaraz po wejściu do domu Zayn został zaatakowany przez rozentuzjazmowany tłum. Słyszał w jednej chwili kilka gratulacji na raz. Niall objął go od tyłu i okręcił się wokół własnej osi. Kiedy postawił mulata na podłodze, ten nie miał pojęcia jak powinien stać, żeby się nie przewrócić. Podekscytowana Perrie chwyciła jego rękę i pociągnęła go do łazienki, a za nimi podreptała Eleanor.

- Zrobimy cię na bóstwo – oznajmiła Pezz, uśmiechając się szeroko do Malika i pchnęła go na zamkniętą toaletę.

Els zdjęła mu z głowy perukę, a w tym samym czasie przyszła pani Devine znęcała się nad twarzą Zayna, zmywając z niej makijaż.

Po jakimś czasie Zayn był gotowy do randki. Dziewczyny z dokładnością przygotowały go do tego wieczoru, tłumacząc mu jak powinien się zachowywać, aby nie zostać zdemaskowany. Nauczyły go wszystkiego, co było potrzebne tego dnia.

- Stresuję się – bąknął Zayn, patrząc na dziewczyny.

- Malik, nie bądź pizda – burknęła Perrie i ujęła jego dłoń, po czym poprowadziła go do lustra w korytarzu.

Zayn zdał sobie sprawę, że jak przedtem wyglądał w miarę kobieco, teraz każdy mężczyzna obróciłby się za nim na ulicy. Jego ciało okrywała sięgająca trochę nad kolana czarna sukienka z koronki. Piersi jak zawsze zostały wypchane, a peruka upięta w efektownego koka prezentowała się nieziemsko.

- O kurwa, co wy żeście ze mną zrobiły? – zapytał Zayn, a jego usta ułożyły się w literkę „o”.

Nagle po pomieszczeniu rozległo się ciche gwizdanie, jak się okazało był to znak uznania dla dziewcząt od Louisa. Chłopak objął Eleanor od tyłu i oparł się brodą o jej ramię.

- Wykonałyście kawał dobrej roboty – przyznał Lou, wpatrując się w Zayna. – Nie wiedziałem, że w pokoju obok śpi tak gorąca kocica.

Zayn sięgnął po leżącą pod ręką szczotkę i rzucił nią w Louisa, ale skubany zdążył się pochylić, przez co przedmiot odbił się od grzejnika i wpadł do posłania Lokiego.



9.

Zayn zaparkował wysłużonego garbusa na parkingu restauracji i wysiadając z auta powtarzał w myślach wszystkie rady udzielane przez Eleanor i Perrie. Zamknął auto, a kluczyki wrzucił do torebki, z której wyjął paczkę papierosów i zapalniczkę. Zapalił jednego i zaciągnął się dymem, pamiętając, że „kobieta musi spóźnić się chwilę na randkę”, jak to powiedziała Perrie. Spacerując dookoła auta Zayn próbował uspokoić swoje zszargane nerwy, kiedy usłyszał dźwięk przychodzącej wiadomości dochodzący z jego torebki. Szybko wyjął telefon i odczytał sms-a od Nialla.

„UMÓWIŁEM SIĘ Z LIAMEM! :3 x”

Uśmiech na twarzy Malika powiększył się, a on sam miał ochotę skakać z radości. Wiedział doskonale, że z tej dwójki jeszcze coś będzie.

Zaciągnął się jeszcze dwa razy i wyrzucił niedopałek, po czym oddychając głęboko, ruszył w kierunku wejścia do restauracji. Była to spora knajpka na obrzeżach Londynu. Coś w stylu zajazdu dla bogaczy. Budynek był całościowo wykonany z drewna, co nadawało mu pewnego uroku.

- Dzień dobry – przywitał się Zayn, wchodząc do środka, a niska kelnerka uśmiechnęła się do niego szeroko.

- Witam, czy pani Malik?

Zayn skinął głową ściskając mocniej pasek od torebki,

- A więc zapraszam za mną – dziewczyna poprowadziła go do niewielkiej sali na tyłach restauracji, gdzie przy stoliku siedział Harry, sącząc czerwone wino.

Kelnerka odchrząknęła cicho, a ten od razu poderwał się z miejsca i spojrzał na Zayna, a jego oczy rozszerzyły się do wielkości spodków. Odkaszlnął i uśmiechnął się cwaniacko.

- Proszę przejrzeć karty – oznajmiła kelnerka. – Niedługo przyjdę spisać pańskie zamówienie – uśmiechnęła się do nich i opuściła tę dwójkę.

Harry wskazał dłonią na krzesło naprzeciwko siebie, na którym Zayn usiadł z gracją i posłał uśmiech Harry’emu, który usiadł od razu po tym, jak tyłek Malika dotknął krzesła.

- Cieszę się, że zaszczyciłaś mnie swoją obecnością – oznajmił szarmancko.

- A ja cieszę się, że miałam możliwość to zrobić – mulat uśmiechnął się do syna swojego szefa i sięgnął po kartę dań, z której po chwili wybrał sałatkę, ponieważ reszta dań od góry do dołu nafaszerowana była mięsem. – Naprawdę mnie to cieszy – podkreślił, widząc zaskoczoną minę Harry’ego.

Chłopak uśmiechnął się zabójczo i zamknął menu, po czym wbił swoje kocie spojrzenie w Zayna, podpierając podbródek na własnych dłoniach. W zabawny sposób uniósł brwi, a z jego ust wyrwało się cichutkie westchnienie.

- Jak wyobrażasz sobie przyszłość, Veronico? – zapytał zachrypniętym i bardzo seksownym (w mniemaniu Zayna) głosem.

- Jaką przyszłość? – odparł Malik, spoglądając na niego spod rzęs.

- Twoją.

- Nie wiem, Harry – szepnął kobiecym głosem i uśmiechnął się do niego delikatnie. – Nie myślę o tym. Łapię chwilę. Żyję dniem.

Do sali weszła ta sama kelnerka z małym notesem w dłoni gotowa zapisać zamówienie. Oboje podali jej nazwy dań, które chcą, a ta w odpowiedzi tylko ukłoniła się i opuściła pomieszczenie.

Zayn wpatrywał się w Harry’ego z zapartym tchem. Wyglądał nieziemsko w swojej fryzurze z podniesioną grzywką. Niby niechlujnie i buntowniczo, ale w rzeczywistości seksownie. Zmrużył oczy i przekrzywił trochę głowę, co Zaynowi przywiodło na myśl szczeniaczka.

Zjedli przyniesione posiłki wymieniając się spostrzeżeniami dotyczącymi działania korporacji. Jakby nie patrzeć, Zayn był wyraźnie zadowolony z takiego przebiegu sytuacji. Słuchał uważnie, co Harry miał do powiedzenia, po czym komentował jego pomysły.

- No, Veronico, co powiesz na spacer? Za tym budynkiem jest piękny ogród – uśmiechnął się, na co Zayn skinął głową.

- Z chęcią.

Harry podniósł się z miejsca i wyciągnął ku Zaynowi dłoń, którą ten ujął, a wesołe iskierki przebiegły po jego skórze, kiedy tylko ich palce zetknęły się. Młodszy posłał mu uśmiech i pociągnął do tylnego wyjścia.

Z ogromnym zdziwieniem Zayn uznał, że ogród za restauracją jest naprawdę cudowny. Rozciągał się przez spore tereny. Dookoła rosły różnorakie rośliny, przypominające Zaynowi jego dom, w którym zawsze było mnóstwo zieleni. Sam fakt, że Harry był obok, trzymał jego dłoń i sprawiał wrażenie zainteresowanego nim… nią, sprawiał, że Zayn czuł się niesamowicie.

- Skąd znasz to miejsce? – zapytał z uśmiechem.

- Mój ojciec poznał tu moją matkę. Tutaj też się zaręczyli – wyjaśnił Harry, a na jego ustach pojawił się łagodny uśmiech.

Za to serce Zayna wywinęło koziołki, kiedy zorientował się, że to miejsce jest naprawdę ważne dla młodego Stylesa.

Spacerowali przez bite pół godziny, kiedy w końcu Harry poprowadził ich do małej ławeczki, na której usiedli z cichym westchnieniem na ustach. Styles rozłożył ramię na oparciu ławki, udając, że nie zrobił tego specjalnie.

- Cieszę się, że mnie tu zabrałeś – powiedział cichutko Zayn. – Tu jest naprawdę przepięknie.

Chłopak spojrzał na Zayna i uśmiechnął się słodko. – To miejsce nie byłoby tak piękne, gdyby cię tutaj nie było – wyszeptał i położył dłoń na policzku Zayna. Zbliżył się do jego twarzy, bezustannie wpatrując się w czekoladowe tęczówki Mulata. Zerknął na jego usta, a potem w oczy, jakby prosząc o pozwolenie. Ostatnie centymetry dzielące ich twarze pokonał Zayn, przysuwając się do Harry’ego i pozwalając, aby wargi chłopaka otuliły jego własne.



10.

Kiedy Zayn wrócił do domu, panowała w nim cisza, co go zupełnie zadziwiło. Chłopak przeszedł korytarz, zaglądając do każdego pomieszczenia po kolei. Na koniec został mu salon. Wsunął głowę przez szparę między drzwiami, a futryną i z zaskoczeniem ujrzał czwórkę swoich przyjaciół i Liama, oglądających jakąś bajkę.

Chłopak zostawił ich na moment i uciekł do łazienki, wziąć szybki prysznic i przebrać się w swoje ciuchy. Musiał ochłonąć trochę po najlepszej randce, na jakiej był w życiu, po czym ponownie pojawił się w salonie i chrząknął cicho, zwracając w ten sposób uwagę wszystkich obecnych.

- Zayn! – zawołał Louis i wyszczerzył zęby.

- Jak poszło?! – zapytała głośno Perrie.

- Pocałował cię? – usłyszał głos Nialla.

- Gdzie byliście? – dodał swoje pytanie Liam.

- Jak się z tobą pożegnał? – zagaiła Eleanor.

Zayn uniósł dłonie wysoko, prosząc tym samym o to, aby się uciszyli. Posłał im szeroki uśmiech i zaczął.

- Byliśmy w takiej drewnianej knajpie na obrzeżach Londynu. Poszło świetnie, przynajmniej tak mi się wydaje – stwierdził wzruszając ramionami. – I tak… pocałował mnie – wymamrotał, rumieniąc się. – Pożegnał się ze mną buziakiem w policzek i prośbą, abym o nim śnił.

- Awwwwwwwwwwww! – zawyła Perrie i wyszczerzyła swoje białe ząbki.

- To wspaniale Zee! – dodał Niall, na co Zayn tylko skinął głową.

- Podziwiam cię człowieku – usłyszał Liama i uśmiechnął się do niego szeroko.

Zayn został pociągnięty do salonu, gdzie siłą posadzono go na fotelu i wyciągano od niego szczegóły randki z Harrym. Mulat czuł się osaczony i nie zawsze wiedział komu ma odpowiedzieć, gdyż w stronę jego osoby szybowały setki pytań. Najbardziej podekscytowana sytuacją okazała się być Perrie, która zadawała dziesiątki pytań na minutę i wyrzucała je z siebie, zanim Zayn zdążył odpowiedzieć na poprzednie.

Jakby nie patrzeć, odpowiadanie na pytania szło mu dość… topornie. To pewnie dlatego, że przez ten cały czas rozpraszały go wspomnienia, które napływały do jego umysły z każdym zadanym pytaniem. Były jak fala podczas przypływu. Sprawiały, że wyłączał się na moment, podziwiając.



11.

Od randki Harry’ego z Veronicą minęły trzy dni. W tym czasie młody Styles był dla Zayna niczym ninja. Pojawiał się w najmniej oczekiwanym momencie, kładąc dłonie na jego pasie i uśmiechając się seksownie. Starszy chłopak nie mógł tego wytrzymać. Nie chciał, aby Harry traktował tak Veronicę. Pragnął, aby to on był na jej miejscu.

Choć tak naprawdę byli jedną osobą, dla Zayna nie było to jednym i tym samym.

- Mówię ci, cholera! – zawołał Louis. – Zwolnij się z tej korporacji, bo tylko się dołujesz!

- Skończ Lou – skomentował Zayn, zakładając bardziej kobiece kolczyki.

Nie chciał tego, ba! Miał już tego serdecznie dość, ale sam fakt, że był to jedyny sposób, aby spotkać się z Harrym napędzał go. Dodawał mu sił, aby kontynuował to każdego, kolejnego dnia.

- Zee! Ja już mam dość patrzenia na ciebie w sukience! Zdecydowanie wolę twoją facecką wersję! – oznajmił Tomlinson, podchodząc do Zayna.

- Jak już to „męską”, Lou – poprawił go, na co starszy przewrócił tylko oczami.

- Jesteś nieznośny – burknął i kręcąc głową z niedowierzaniem podreptał do łazienki.

Mulat zapinał właśnie guziki białej koszuli i już miał iść po perukę, kiedy usłyszał dzwonek do drzwi. Wiedząc, że Louis tak prędko nie wyjdzie z łazienki, otworzył je, mając pewność, że na progu ujrzy Perrie, Eleanor lub Liama. Jak wielkie było jego zdziwienie, gdy zobaczył Harry’ego.

- Ver… - zaczął chłopak, ale zaraz po tym zamilkł, mrugając szybko oczami, jakby myślał, że to, co widzi to fatamorgana.

Serce Malika stanęło, podczas gdy Harry przyglądał mu się zszokowany.

- Zayn! Kto przyszedł?! – zawołał Louis z łazienki, ale jego pytanie pozostało bez odpowiedzi.

- Właściwie… to jestem Zayn – szepnął mulat, patrząc na Harry’ego.

- Jak… to? – wymamrotał Loczek i nagle, ku zdziwieniu Zayna upadł na podłogę, tracąc przytomność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz