*wciąż listopad, Londyn
Perspektywa Louis'a.
- Jesteś zawiedziony? - spytałem półszeptem, przekraczając próg domu Eleanor. W przedpokoju pachniało lawendą.
- Skądże. Cudownie było móc patrzeć jak się uśmiechasz.
Westchnąłem.
- Mam dla Ciebie nagrodę. - dopowiedział po chwili, po czym uważnie rozejrzał się po salonie jakby upewniając, że jesteśmy sami.
- Przecież moja drużyna przegrała. - zmarszczyłem brwi.
- Shh, nie psuj chwili, okey? Chodź. - przyciągnął mnie ku sobie z tak wielką łatwością, że aż się zachwiałem.
Jego tęczówki natrętnie muskały moją twarz. Był skupiony na detalach, drobnych szczegółach, których nikt na co dzień nie zauważa. Czasem miałem wrażenie, że obserwuje moją duszę. Spokojnie, bez pośpiechu. Był taki czuły, a jednocześnie zdecydowany. Kochałem w nim sprzeczności; jednego dnia był jak lód, a innym razem emanował przesadną czułością. Trudno było wyczuć w jakim jest nastroju. Jemu należało się.. po prostu poddać. Co miałem do stracenia?
- Pachniesz miętą. - szepnąłem z uśmiechem, otulają dłońmi jego szyję. Zacisnął na moment wargi.
- Eleanor wpychała mi do ust cukierki. Była podekscytowana Twoją grą.
- A Ty nie?
- Moje myśli krążyły, owszem, wokół Ciebie, ale nie miały nic wspólnego z piłką nożną.
Uśmiechnąłem się na jego słowa. Chyba tylko on potrafił wpędzić mnie w zakłopotanie. Tylko względem mnie był naprawdę szczery. Nie krył myśli ani uczuć, bez obaw postawiał mi je pod nos. Był ostatnią osobą, którą ośmieliłbym się jakkolwiek zranić. Był dla mnie swego rodzaju świętością, jakby zbudowany ze szkła. Czasem bałem się, że go stracę. Tak po prostu. Ale czy to nie naturalne? Przesadna pewność siebie nigdy nie wnosi w życie nic dobrego.
Być naiwnym w szczęściu, to być naprawdę sobą.
Nie wiem jak udało nam się dotrzeć do sypialni, nawet na moment nie przerywając pocałunku. Byłem w transie, potrzebowałem go bardziej i mocniej i wciąż.. Jego wargi były słodkie, miękkie, delikatne; idealne. Jego stanowczo zaciśnięte na mojej koszulce palce wskazywały na to, że był zniecierpliwiony. Co tak właściwie nami władało? To pożądanie wzięło się znikąd, nigdy nie czułem czegoś podobnego. Nie sądziłem, że można tak nieludzko kogoś pragnąć. Że można tak mocno kochać. Nic nie miało znaczenia, tylko on i jego wargi mocno łączące się z moimi w kolejnych pocałunkach. Postradam zmysły.
Gdy moje odkryte plecy dotknęły materiału pościeli syknąłem cicho porażony chłodem. Harry uśmiechnął się przepraszająco i spojrzał na mnie z góry. Przez krótką chwilę czułem się skrępowany. Jego wzrok przeszywał moje wnętrze. W źrenicach doszukałem się zachwytu i czegoś niecodziennego. Uniosłem ku górze drżącą dłoń i przesunąłem palcami wzdłuż jego kości policzkowej. Ponownie się uśmiechnął i przymknął powieki. Mój dotyk dawał mu spełnienie. Był jego powietrzem, pompował jego krew. Zawyżałem wartość swoich poczynań. Uwielbiałem to z całego serca, a on po prostu mi pozwalał wiedząc, że to nic zdrożnego. Splotłem palce obu swoich dłoni na jego karku, by z łatwością przysunąć jego twarz nieco bliżej. Dotknął koniuszkiem nosa mojego czoła i odetchnął z ulgą.
- Co z moją nagrodą? - spytałem szeptem, nie ukrywając cisnącego się na usta uśmiechu.
- No dobrze. Rozluźnij się i ani drgnij. - mruknął surowo i przesunął palcami wzdłuż moich przedramion aż do nadgarstków, które otulił mocnym uściskiem.
Dublin
Perspektywa Niall'a.
Nasza znajomość zyskiwała na intensywności z godziny na godzinę. Nie przeszkadzało to ani jej, ani mnie, więc dlaczego miałbym pominąć to małe wyzwanie? Czułem się dobrze, tutaj, w klubie, z nią. Jakby była moja, w czułym tego słowa znaczeniu. Nie traktowałem jej jak kandydatkę do tygodniowego romansu. Rodziła się między nami wieź, której nie chciałem rozkładać na pierwiastki. Nie potrzebowałem jej rozumieć. Ona określała to mianem "przyjaźni z odrobiną pikanterii". Nic zobowiązującego.
Niezależność była niczym w porównaniu z tym, co czekało na jego myśli.
Byłem zmęczony. Miałem ochotę na powrót do hotelu. Szary pokój, z niewielkim łóżkiem i stolikiem zdawał się być bardziej kuszącą alternatywą. Jej spojrzenie dawało mi do zrozumienia, że to jeszcze nie czas. Że należy się bawić, do utraty tchu, jakby ten wieczór był ostatnim, nie tyle dla nas, co dla wszystkich i wszystkiego. Nie potrafiłem się oprzeć tym przenikliwym, czystym tęczówkom. Byłem na siebie odrobinę zły, że działały na mnie w taki sposób. Nie lubiłem czuć się od kogoś uzależniony. Nie lubiłem przywoływać wspomnieć nazbyt obrazowo. Liczyła się chwila, a późniejsze myśli miały być dogodne przede wszystkim dla mnie. Kolorowy alkohol tuszował to, czego nie chciałem pamiętać.
- Powinniśmy już iść, nie uważasz? - powiedziałem wprost do jej ucha, by mogła wyłapać moje słowa z pomiędzy dźwięków głośnej muzyki.
- Od kiedy jesteś zagorzałym fanem poprawności? - uniosła brwi i uśmiechnęła się kpiąco.
- Wolałbym spędzić noc w ciszy. - wyjaśniłem, kończąc drinka.
- Tutaj mogę dać Ci o wiele więcej.
- Ach, tak?
Nie wychwyciłem momentu, w którym nasze wargi się złączyły. Jej ręce ściśle okalały moją szyję, jakby się bała, że się odsunę. Niepewność do niej nie pasowała, ale czy powinienem się nad tym rozwodzić? Ona po prostu to zrobiła; pocałowała mnie.
Londyn
Perspektywa Eleanor.
Cały dzień poza domem powoli dawał mi się we znaki. Dlaczego Louis nie odbiera telefonu wtedy, kiedy najbardziej potrzebuję jego obecności? Jakie to typowe. Wciąż włada mną gniew związany z ostatnio zaistniałą sytuacją. Malik jest zbyt pewny siebie, potraktował mnie nad wyraz przedmiotowo. Jednym ruchem odebrał mi wszelkie prawa. To było jak cios w policzek, nie tyle wymierzony mnie, co Perrie. Miałam świadomość, ze ta scenka miała wzbudzić w blondynce zazdrość i na tę myśl.. uch, mam ochotę rozszarpać tego tępego jegomościa. Nie mam zamiaru być rzeczą w jego dłoniach. Czasem mam wrażenie, że Zayn zapomina, że ludzie dysponują uczuciami lub po prostu nie chce o tym pamiętać.
Nienawidzić miłości, to kochać nienawiść?
Przyjemny dla ucha dźwięk otulających brzeg szklanki bąbelków dotarł do moich uszu, gdy Ethan podał mi drinka. Skinęłam głową z wdzięcznością mając nadzieję, że alkohol wszystko zniweluje. Zatęskniłam za obecnością szatyna. Brakowało mi jego specyficznego uśmiechu i szczerości, której nigdy mi nie szczędził. Poznałam go dzięki Danielle, ponad rok temu. Od tamtego czasu spotykamy się.. gdy któreś z nas ma jakiś problem. To zabawne, ale ów fakt wcale nam nie przeszkadzał. Mogłabym go wyciągać na herbatę codziennie, ale chyba tego nie potrzebowałam. On również. Przycisnęłam szklankę do ust i zagarnęłam spory łyk dzisiejszego "lekarstwa".
- Zayn jest..
- Cudowny? Męski? Wyjątkowy? - przerwał mi i począł głupawo się uśmiechać.
Czy ja kiedykolwiek opisywałam bruneta takimi słowami? Nie przypominam sobie..
- Nie? - skrzywiłam się. - Jest dupkiem.
- Oczywiście, Eleanor. Jest dupkiem. - skinął głową i zacisnął wargi.
Ignorant.
- Nie znoszę go. - wysyczałam przez zęby i po raz kolejny umoczyłam wargi w piekącym napoju.
- Czy Ty aby odrobinę nie przesadzasz?
- Ethan, on się mną bawi. Wykorzystuje mnie do wzbudzania zazdrości w swojej byłej! - oburzyłam się.
- A Ty go kochasz. - stwierdził szybko i odsunął się, jakbym miała go uderzyć.
Fakt, miałam ochotę.
- Co?! Nie! - pokręciłam odruchowo głową.
- Więc jak nazwiesz to, co do niego czujesz? - spytał z ciekawością, otulając moją twarz uważnym spojrzeniem.
- Może.. nie znoszę go, ale potrzebuję? - zaproponowałam nieśmiało.
- Huh, to gorące. Wiesz, trochę jak masochizm.
Wywróciłam młynka oczyma.
- Jaki stosunek ma do tego Perrie? - spytał cicho, wciąż na mnie patrząc.
- Jak najbardziej obojętny. Ma świadomość tego, że Zayn wciąż jest podatny na jej uroki i chyba uwielbia to wykorzystywać. No i.. jest szczęśliwa z Tom'em. Odrobinę wydoroślała. - wyjaśniłam spokojnie, starając się niczego nie pominąć.
- Sądzisz, że byłaby zła, gdybyś związała się z Malik'iem?
- Jej aprobata to ostatnie, czego mi potrzeba.
Szczerość mojego znajomego okazała się bardziej zaszkodzić, a niźli pomóc. A może to alkohol? Z odrobiną trudności wsunęłam mały kluczyk w drzwi i zgrabnie go przekręciłam. W przedpokoju i salonie było ciemno. Byłam pewna, że zastanę Harry'ego przy kubku z kawą wśród ciszy. Zdjęłam buty i odwiesiłam płaszcz. Uśmiechnęłam się na myśl, że odrobinę kręci mi się w głowie. Grunt, to mieć świadomość. Tuż przed wejściem na schody do moich uszu dotarły dziwne dźwięki. Coś jakby.. westchnienia, odrobinę przygaszone. Odetchnęłam spokojnie i przetarłam powieki wnętrzem dłoni. Zagadka rozwiązana. Już wiem, gdzie jest Louis...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz