*Zayn pamięta ten poranek, kiedy popełnił samobójstwo. Wspomina czerwone strużki krwi, znaczące jego nadgarstki niczym satynowe kokardy, i spływające do wanny wypełnionej wodą. Po tym wszystko stało się czarne, a on obudził się w tym miejscu. W małym miasteczku, które przez mieszkańców nazywane było The Shade.
Jest pochmurno i posępnie, a większość budynków znajduje się na granicy rozpadu, jednakże wciąż pozostają w pionie, co jest doprawdy niezwykłe. W ciągu dnia słońce intensywnie ogrzewa chodnikowe płyty, przez co można się z powodzeniem poczuć jak na wakacjach na Florydzie; w nocy za to jest trochę bardziej znośnie. Ludzie się nie uśmiechają. Zayn zaczyna myśleć, że po prostu fizycznie nie mogą, i kiedy sam próbuje, okazuje się, że ma rację.
Dostaje pracę w kawiarni, a właściciel jest na tyle miły, by zaoferować mu pokój na piętrze sklepu. Jest ciasny, zakurzony, i nie ważne jak szeroko rozciągnie zasłony, do środka nie wpada nawet odrobina światła słonecznego. Czasami przesiaduje przy oknie, i przygląda się bliznom na swoich nadgarstkach, żałując tego, co zrobił. To dziwne życie po śmierci było nawet gorsze od jego ziemskiego życia, ale czego oczekiwał? Raju?
Zayn ma nowego współlokatora. Jest energicznym Irlandczykiem o imieniu Niall, i dziwnie jest widzieć go w tym miejscu, w The Shade. Niall zawsze mówi w sposób bardzo ożywiony, ale nie jest w stanie się uśmiechnąć, przez co ostatecznie jęczy z frustracji.
- Jak mam pokazać, że jestem szczęśliwy? - pyta go jednego dnia.
Zayn wzrusza ramionami. - Myślę, że musisz po prostu powiedzieć, że jesteś szczęśliwy.
Niegrzecznym byłoby pytać, w jaki sposób ktoś się zabił, ale patrząc na siniaki wokół szyi Nialla, można dojść do wniosku, iż chłopak prawdopodobnie się powiesił. Niall nie kłopocze się ukrywaniem śladów. Nikt tak naprawdę nie się tym nie przejmuje, a ich blizny i siniaki są całkowicie na widoku, niczym ich własne opowieści.
- Muszę się stąd wydostać. - Zayn odkłada swoje piwo, i podchodzi do krawędzi dachu ich budynku. Razem z Niallem wychodzą tam czasem pod osłoną nocy, tylko po to, aby zobaczyć, jaką powierzchnię zajmuje miasto. Na razie za bardzo boją się nieznanego, by zacząć je odkrywać dla samych siebie.
- Wszyscy chcą się stąd wydostać. - Niall bierze kolejny łyk piwa. - Ale co masz zamiar zrobić? Zabić się?
Zayn robi jeszcze jeden krok w stronę krawędzi. - Jak myślisz, co by się stało? Gdybym znowu spróbował się zabić?
Niall podnosi się ze swojego miejsca, i odciąga Zayna od ceglanej półki budynku. - Nie bądź głupi.
Zayn pozwala mu, ponieważ tak naprawdę nie chciał sprawdzać, gdzie skończyłby tym razem. Wiedział, że jego czyny z pewnością doczekałyby się jakichś konsekwencji, jednak jednocześnie nie miał pojęcia, czy po prostu nie czekałaby go gorsza wersja dotychczasowej rzeczywistości. To nie było piekło, za co był prawdziwie wdzięczny. Żadnych demonów szturchających go widłami. Jednak on nawet nie czuł się martwy. Nie, czuł się niewiarygodnie żywy, choć zatrzaśnięty w tym miejscu, którego nigdy nie może opuścić. Więc może to jednak było piekło.
°¨° °¨° °¨° °¨°
Następnego ranka Zayn wyciąga Nialla z łóżka, i wpycha go do samochodu.
- Znajdziemy sposób, żeby się stąd wydostać. - mówi, a Niall jedynie pomrukuje w odpowiedzi, zwijając się na przednim siedzeniu, i ponownie zapadając w sen.
Wszystko, co może zobaczyć to niekończąca się pustynia, i zaczyna się już niepokoić, że będzie skazany na jechanie tą drogą przez resztę wieczności. Jednak wtedy dostrzega samotną postać, stojącą przy poboczu, co jest dość zaskakującym widokiem. Zatrzymuje samochód z piskiem opon, a przez nagły wstrząs Niall się budzi.
- Jasna cholera, Zayn. Co do diabła?
Zayn wskazuje na chłopca, który po prostu tam stoi, mrużąc oczy w słońcu, z plecakiem zawieszonym na ramionach. - Spójrz, chłopak.
Niall wygląda przez okno, i przeciera oczy. - Co, nigdy żadnego nie wiedziałeś?
Zayn opuszcza szybę, a nieznajomy podchodzi do nich, wyglądając na zmęczonego i wytrąconego z równowagi.
- Hej. - zdejmuje czapkę, żeby wygładzić znajdujące się pod nią brązowe loki, i zaraz z powrotem nasuwa ją na głowę. - Dokąd jedziecie?
Zayn nawet nie zna na to dobrej odpowiedzi, więc wzrusza ramionami i wskazuje przed siebie. - Um, gdzieś… tam?
Chłopiec podąża wzrokiem za kierunkiem, który wskazuje Zayn, i unosi brew. - Tam. Okej. Nieokreślone. Mogę liczyć na podwózkę?
Ma na imię Harry. Mówi im, że po śmierci skończył w innym mieście, i dostał się tutaj autostopem. Zayn odczuwa ulgę na wzmiankę o innych miastach, ale nie jest pewien, gdzie powinni się udać. Wierzy, że musi być miejsce lepsze od tego.
- Szukam sposobu, żeby się stąd wydostać. - Harry mówi. - Drogi powrotnej.
- Powrotnej dokąd? Do życia? - Niall prycha. - Jak myślisz, gdzie jesteś w takim razie?
Harry obserwuje przez okno wysuszony, pustynny krajobraz. - Nie powinienem tu być. To błąd. - twierdzi, że szuka ludzi sprawujących odpowiedzialność za ten świat, ponieważ oni muszą istnieć, nawet w pośmiertnym życiu. - Duchowi przewodnicy. - nazywa ich, i upiera się, że zawsze istnieją tacy duchowi przewodnicy odpowiedzialni za każdą duszę.
- Wierzysz w to? - Zayn pyta.
- Wędrujemy po świecie zamieszkanym przez zmarłych, i pytasz mnie, czy wierzę w nadprzyrodzone siły?
To zamyka Zaynowi usta. Może rzeczywiście gdzieś tam istnieją wyższe nieziemskie byty pociągające za sznurki, i jeśli Harry się nie myli, mogli zapytać ich o sposób wydostania się z tego miejsca.
°¨° °¨° °¨° °¨°
Chłopcy zmieniają się za kierownicą, i kiedy robi się późno, zjeżdżają na pobocze i śpią w samochodzie. Nocowanie w taki sposób zaczyna się negatywnie odbijać na ich ścierpniętych mięśniach, więc przeszukują każdą stację benzynową, obok której przejeżdżają, dopóki nie natrafiają na namioty i śpiwory. Zaynowi udaje się także dostać mapę, i teraz nie są już tak kompletnie nieświadomi terenu podczas swojej podróży.
Noce robią się odrobinę zimniejsze, więc Niall wczołguje się do swojego namiotu, i zasypia niemal natychmiast, ale Harry i Zayn pozostają na swoich miejscach. Siedzą blisko małego ogniska, od czasu do czasu dorzucając do ognia suchych gałęzi, aby nie przestało płonąć.
- Dlaczego to zrobiłeś? - Harry pyta, spoglądając na jego nadgarstki.
Zayn zaciąga rękawy na swoje blizny, a na jego twarzy pojawia się grymas. - Z tego samego powodu, co większość ludzi. Straciłem nadzieję we wszystko. Nie potrafiłem sobie wyobrazić, że coś może się zmienić na lepsze.
- To…
- Mało precyzyjne. Wiem. - Zayn na chwilę zatraca się w płomieniach, zanim ponownie przenosi spojrzenie na Harry’ego. - Co z tobą? Dlaczego to zrobiłeś?
Chłopak potrząsa głową. - Nie zrobiłem tego. To znaczy… chciałem tego czasami. Ale nie znalazłem się tutaj z wyboru. Wziąłem za dużo tabletek nasennych. Chciałem po prostu spać przez długi czas. Nie na zawsze.
- Dlaczego chciałeś tak długo spać?
- Myślę, że z tego samego powodu, co ty. - Harry wzrusza ramionami. - Straciłem nadzieję. Ale byłem gotów spróbować ponownie następnego dnia. Zwyczajnie nigdy nie dostałem na to szansy.
Zayn marszczy brwi, i przebiera patykiem w ognisku, nie do końca pewny, co odpowiedzieć na to zwierzenie. - Przykro mi. - mówi po długim milczeniu. - Nie powinieneś tu być.
- Tak, ale… nikt z nas nie powinien. Założę się, że cofnąłbyś wszystko, gdybyś tylko miał wybór.
Zayn nie odpowiada, a jedynie kiwa głową.
°¨° °¨° °¨° °¨°
Pytają okolicznych mieszkańców, czy wiedzą cokolwiek o ludziach zobowiązanych do troski o te wszystkie dusze. Krążą pogłoski, że jedni z Odpowiedzialnych ukrywają się gdzieś wśród nich, werbując tych, którzy mają ciekawy przypadek, a następnie wysyłają ich z powrotem do życia na ziemi, by mogli dostać drugą szansę. Ale to tylko plotki, i jak do tej pory chłopcy nie znaleźli jeszcze żadnych konkretnych dowodów na ich istnienie. Nikt prócz nich nie szuka wyjścia, jakby wszyscy w tym małym, przygaszonym świecie pogodzili się ze swoim losem. Chłopcy widzą poczucie beznadziejności w oczach każdego mieszkańca; w oczach mężczyzny pracującego na stacji benzynowej, u kelnerki, kiedy zamawiają obiad, i w tęczówkach kobiety przy stoisku z owocami, które minęli.
- To tak, jakby oni wszyscy się poddali. - Harry opiera podbródek na jego ramieniu, kiedy wygląda na zewnątrz przez otwarte okno. - Może gdybyśmy zostali tutaj wystarczająco długo, bylibyśmy tacy jak oni.
Zatrzymują się w jakimś tanim barze, zamawiając frytki i koktajle czekoladowe. Niall wciąga się w ożywioną rozmowę o piłce nożnej z chłopakiem siedzącym przy sąsiednim stoliku, podczas gdy Harry i Zayn cieszą się swoim posiłkiem. Dobrze, może nie do końca się z niego cieszą. Jedzenie nie jest tak przyjemne dla podniebienia, jak to, które pamiętają z ziemskiego życia. Frytki są zimne, rozgotowane i bez jakiegokolwiek smaku, a koktajle za to zbyt pieniste, i mające w sobie więcej mleka, niżli czekolady. Obaj rezygnują z jedzenia frytek, a w zamian ostatecznie zajmują się układaniem ich w abstrakcyjne kształty na swoich talerzach. Smażone ziemniaki są wystarczająco rozgotowane, by móc je dowolnie zginać, więc formują z nich drogi, drzewa, i nawet małe pojazdy.
- To ty. - Harry robi ze swoich frytek małego ludzika, i podnosi wzrok na Zayna. - Dałem mu ketchupowy uśmiech, ale nie wygląda zbyt realistycznie, prawda?
Zayn próbuje unieść kąciki ust do góry, ale to dosłownie fizycznie niemożliwe, i daje za wygraną już po kilku sekundach. - Uwielbiam obiady. - mówi. - Cóż, uwielbiałem, kiedy jeszcze byłem żywy. Były ekscytujące, wiesz? To taka mała pauza w środku wycieczki; siadasz, zwyczajnie odpoczywasz i czekasz, zastanawiając się, jak będzie przebiegać reszta podróży. Jakaś tania knajpka może też być miejscem docelowym po długiej nocy z przyjaciółmi, a ty jesteś trochę pijany, i naleśniki jeszcze nigdy nie smakowały ci tak bardzo, jak w tamtej chwili.
Harry rysuje keczupem uśmiech na postaci z frytek. - Twoja twarz jaśnieje, kiedy opowiadasz o swoim życiu. To mnie smuci.
- Dlaczego?
- Ponieważ cię omija, tak myślę. I wydaje mi się, że jest gorzej, kiedy popełniasz samobójstwo, a potem kończysz, przegapiając własne życie. Te wszystkie błahe rzeczy wydają się wtedy takie wielkie i wspaniałe. To po prostu smutne. - marszczy brwi. - Ze mną jest w porządku, ponieważ nie chciałem umrzeć, i wiem, że nie powinienem tu być. Ale ty…
- Ja powinienem. To chcesz powiedzieć?
Harry potrząsa głową. - Nie. Powinieneś być w lepszym miejscu.
°¨° °¨° °¨° °¨°
Noc zapada szybko, i Niall ponownie zwija się w swoim namiocie, zostawiając dwóch pozostałych chłopców przy ognisku. Zayn lubi najbardziej właśnie tą część dnia. Podoba mu się siedzenie w ciemności, z cieniem płomienia tańczącym na skórze Harry’ego. Zayn czuje się niemal dobrze w tym nowym świecie. Po prostu patrząc na niego, wie, że Harry nie należy do tego miejsca. Jest taki pełen życia i obietnicy. Ktoś taki nie powinien się marnować w ciemnym, beznadziejnym wymiarze.
- Jakie według ciebie miało być to całe życie po śmierci? - Zayn pyta.
Harry wpatruje się w płomień, i waha się lekko, zanim kręci głową. - Nie takie jak to, oczywiście. Myślałem, że będzie odrobinę jaśniejsze. Czystsze. Nie tak nieuporządkowane, czy zamazane, jakbyś patrzył na nie przez zepsute okulary. - ponownie przerywa, a jego usta drgają, jakby chciał się uśmiechnąć - Może to nieco zabawne, ale… wyobrażałem je sobie tak, jak Gandalf opisał Pippinowi w Powrocie Króla. - bierze głęboki wdech, i recytuje:
- Znika szara, deszczowa zasłona tego świata i wszystko spowija srebrzysty blask. A potem widzisz… Białe wybrzeże. I to, co za nim… daleką zieloną krainę, skąpaną w blasku wschodzącego słońca.
Zayn pozostaje cicho, i słychać jedynie trzask ognia. Przez moment bawi się małą nitką wystającą z rękawa, a później zniża głos. - Jeśli znajdziesz Odpowiedzialnych, myślisz, że oni wyślą cię do takiego miejsca?
- Nie wiem. - Harry spogląda na niego. - Właśnie to mnie przeraża. Wszystko tutaj jest całkowicie inne od moich wyobrażeń, więc teraz nie mam pojęcia czego się spodziewać. Ale każda rzecz jest właśnie taka, prawda? Zdaje ci się, że coś potoczy się w określony sposób, ale wcale tak się nie dzieje. Nie wiem, czemu myślałem, że po śmierci będzie inaczej.
- Myślisz, że to czyściec? Że jeśli zostaniemy tu wystarczającą ilość czasu, to będziemy mogli ruszyć dalej?
- Może. Biblia wspomina o czyśćcu, prawda? Może wszyscy nie Chrześcijanie są skazani na chrześcijańskie piekło, tylko dlatego, że to byłoby zabawne, a siły wyższe mają poczucie humoru.
- A dokąd idą Chrześcijanie?
- Na niekończący się, gejowski rejs po oceanie.
Zayn prycha. - To ty powinieneś być odpowiedzialny za ludzi po śmierci. Masz naprawdę kreatywne pomysły.
- Chciałbym. - Harry podnosi gałązkę i wrzuca ją do ognia. - Wysłałabym cię do miejsca, gdzie są lepsze frytki i koktajle.
- I białe wybrzeże. I to, co za nim?
- Białe wybrzeże, i to, co za nim.
°¨° °¨° °¨° °¨°
Gdy budzą się następnego ranka, Niall nie ma.
Zayn panikuje, wykrzykując imię blondyna tak długo, aż jego głos staje się ochrypły od nawoływania. Jest zmęczony i ma przemożną ochotę się rozpłakać, ponieważ stracił najlepszego przyjaciela. To wszystko jest ponad jego siły, i więcej niż może udźwignąć. Ludzie tutaj nie potrafią się uśmiechać, ale z całą pewnością mogą płakać, co odkrywa, gdy zaczyna szlochać w ramię Harry’ego. Zostają w obozowisku jeszcze kilka godzin, jednak w końcu są zmuszeni je opuścić. Harry prowadzi, a Zayn zwija się na przednim siedzeniu i zasypia.
Zatrzymują się w jakiejś knajpce, by wypić gorzką kawę, która pozostaje taka, nawet kiedy wsypują do niej ogromną ilość cukru. Oczy Zayna są zaczerwienione, ale czuje się trochę lepiej. Może Niall miał własny plan. Może jakimś sposobem zniknął z tego świata, by znaleźć się w lepszym miejscu. Harry ciasno oplątuje Zayna ramieniem, i nie puszcza go przez cały ten czas, kiedy siedzą w tej małej budce, jakby chciał mu w ten sposób przekazać, że on nie zniknie.
Razem kontynuują podróż, którą zaczynają odczuwać bardziej jako zwyczajną wycieczkę samochodem dwóch przyjaciół, niżli szukanie odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Zjeżdżają na pobocze, zbierając małe drobiazgi, jakby to były melodie wygrywane przez zegar i niesione z wiatrem, albo też niewielkie broszurki z poezją spisaną starym angielskim, który z ledwością mogą odczytać. A potem jedzą obiad w taniej restauracji, dzieląc na dwoje jeden talerz rozmokłych frytek, które zaczynają Zaynowi naprawdę smakować. Czasami zapomina, że jest martwy. Patrzy w oczy Harry’ego, i może przysiąc, że on także zapomina, jednak kiedy żywa zieleń jego tęczówek zachodzi lekko mgłą, wiadomo już, iż znowu przekradła się do nich szara rzeczywistość.
°¨° °¨° °¨° °¨°
Chłopcy natykają się na najbardziej osobliwą rzecz, jaką mieli do tej pory okazję oglądać. Znajdują ogromny obóz na obrzeżach jednego z miast, który składa się z około pięćdziesięciu osób. Najwspanialszą częścią tego odkrycia jest fakt, iż ci wszyscy ludzie szukają dokładnie tego samego, co oni. Lepszego miejsca.
Przywódca dla wszystkich zamiarów i celów to mężczyzna o imieniu Liam. Właściwie bardziej chłopiec, naprawdę. Mówi im, że jest tutaj już od półtora roku, i wciąż nie zaprzestał szukania drogi powrotnej. Na tą chwilę nie posiada stałego domu, ponieważ bycie w zastoju może się skończyć poczuciem beznadziejności i niepowodzenia. Jednakże na jakiś czas rozbili w tym miejscu obóz, okazyjnie wybierając się do miasta po zapasy, i w zorganizowanych grupach wyruszając na rozpoznania terenu. Życie w mieście oznacza rezygnację, ale egzystowanie w prezentowany sposób i w ciągłym ruchu jest dowodem na to, że nawet na chwilę nie przestali walczyć o swoje życie.
Namioty są rozłożone wokół ogromnego ogniska, które powoli maleje do wielkości trzeszczących płomyków, jednak z nadciągającą nocą, obozowicze dorzucają polan do ognia, dzięki czemu płomienie rosną, tańcząc i pnąc się do góry. Wszyscy zdają się grawitować, mówiąc ściszonymi głosami, rozmawiając o nadziei, możliwych drogach wydostania się stąd, i o Odpowiedzialnych. Wszyscy oni mogą być martwi, ale nie rezygnują z życia, i jest to najdziwniejsze stwierdzenie, jakie słyszał, jednak dla Zayna ma sens.
Jest sam w swoim namiocie, przeglądając naddarte strony książki z poezją, kiedy Harry wciska głowę pomiędzy dwie poły materiału.
- Chodź. Chcę ci coś pokazać. - jego oczy oświetla łuna światła z małej lampki, i wygląda jakby chciał się uśmiechnąć, jednak zaraz szybko znika na zewnątrz.
Zayn zamyka książkę, i wyczołguje się z namiotu w ślad za chłopcem. Lawirują pomiędzy innymi namiotami, i nie przerywają tego małego spaceru, dopóki nie mijają starego, opuszczonego kościoła, w którym to obozowicze organizują swoje cotygodniowe spotkania, bądź też używają go jako schronienia w razie złej pogody. Zatrzymują się dopiero, gdy docierają na plażę, widok której zaskakuje Zayna, ponieważ nie miał pojęcia, że znajdują się blisko oceanu.
- Skąd wiedziałeś, że tu jest? - pyta Harry’ego.
- Robiłem małe rozpoznanie, sprawdzając, co otacza kemping, i znalazłem ją. Szaleństwo, no nie? Zazwyczaj w pobliżu można zobaczyć ocean. - Harry siada, skopując buty, i wsuwając nagie stopy w piasek. - A co, jeśli ta plaża ukazała się tylko nam?
- Czy to możliwe?
- Tutaj wszystko jest możliwe.
Harry opiera głowę na jego ramieniu, i Zayn odczuwa w klatce piersiowej to znajome zamieszanie, które pojawia się już od jakiegoś czasu, zwłaszcza, gdy w pobliżu jest kędzierzawy chłopiec. Chce to uczucie ignorować, jednak za każdym razem, gdy to się dzieje, ucisk w środku staje się odrobinę silniejszy. To nieco kłopotliwe, a on nie ma czasu na takie doświadczenia, jednakże istnieją rzeczy, na które nie ma się wpływu.
- Kiedy byłem żywy - Zayn odzywa się - często chodziłem na plażę. Jednak nie spacerowałem w piasku, ani nie wchodziłem do wody. Po prostu szedłem na molo i robiłem zdjęcia wszystkiemu, co uznałem za interesujące. Najbardziej podobało mi się, jak odbicia słońca i księżyca wyglądały na tafli wody. Ten widok zawsze przypominał mi o Impresji, wschodzie słońca Moneta, a także o innych impresywnych obrazach, z tym, że to było… prawdziwe. I świadomość tego przytłoczyła mnie. Nie mam pojęcia, dlaczego to znaczyło tak wiele.
Harry odchyla się i patrzy na niego. Za krótką chwilę wyciąga dłoń i przejeżdża opuszkami po policzku Zayna, co powoduje intensywny wybuch doznań w jego brzuchu, tak bardzo inny od zwykłego zamieszania. Pochyla się do przodu pod wpływem dotyku Harry’ego, i odkrywa, że jego palce, i sposób w jaki one przebiegają po jego skórze to najbardziej komfortowa rzecz jaką czuje, od kiedy się tu znalazł.
- Jesteś żywy - Harry szepcze - i nigdy więcej nie waż się mówić, że jest inaczej. Mogę cię zobaczyć, mogę cię poczuć. Jesteś ciepły, i jesteś… jesteś po prostu najbardziej żywą osobą, jaką kiedykolwiek spotkałem.
Zayn niemalże czuje uśmiech unoszący kąciki jego ust, jednakże się on nie pojawia. Natychmiast dopada go poczucie wstydu, ponieważ oto obok niego siedzi chłopiec, prawdopodobnie najpiękniejszy chłopiec, jakiego kiedykolwiek widział na oczy, i mówi mu, że jest żywy w martwym świecie. Ma wszystko, czego kiedykolwiek pragnął, i nie może się nawet uśmiechnąć.
Tak więc, siedzą tam, pod płachtą bezgwiezdnego nieba, a palce Harry’ego wciąż błądzą po skórze Zayna, niczym po mapie, na której bez celu kreśli kierunki wędrówki. To najbardziej intymny rodzaj dotyku, jaki kiedykolwiek przyszło Zaynowi czuć, i nawet nie myśli, kiedy się pochyla, czekając na znak, zaproszenie, cokolwiek. Słyszy, że oddech Harry’ego jest urywany, a oczy stają łagodniejsze, i to wystarcza mu, by zmniejszyć dystans między nimi.
Ich usta się dotykają, i to doznanie wlewa w niego tchnienie nowego życia, wysyłając wzdłuż całego ciała falę elektryczności , i może przysiąc, że słyszy nawet bicie własnego serca. Usta Harry’ego są jak pierwsze zakosztowanie miodu, słodkie i obezwładniające, sprawiające, że zapomina, jak smakuje prawdziwa słodycz. Wszystko jest impulsywne, pośpieszne i desperackie, kiedy w amoku zdejmują z siebie kolejne ubrania. Chętni, by dać upust energii i uczuciom, które kumulowały się w nich już od samego początku. Jednak jak tylko Harry rozsuwa nogi, a Zayn wygodnie się pomiędzy nimi układa, ich myśli łączą się w jedną spójną. Tym razem ruchy są bardziej rozmyślne, ale nadal desperackie, nadal pełne pragnienia.
Zayn nie robił tego wcześniej, nie z innym chłopcem, i odkrywa, że Harry także. Szepczą do siebie słowa przeprosin pomiędzy pocałunkami, chcąc się roześmiać na całą tą niezręczność, jednakże się nie zatrzymują, ponieważ tego właśnie pragną. Czekali na tą chwilę już od momentu, gdy obserwowali płomienie ich pierwszego ogniska, które płonęło powoli, rozjaśniając ich twarze w ciemności. Tylko oni i ich oddechy.
Wszystko jest nowe, ale nie dziwne, i kiedy Zayn w końcu wślizguje w Harry’ego palce, chłopiec wije się i podrywa do góry, skomląc serię proszęproszęproszę, dopóki ich nie wyciąga. Spluwa na otwartą dłoń, używając śliny jako prowizorycznego lubrykantu i rozsmarowuje jej cienką warstwę na główce swojego penisa. Wsuwa się w niego, jednakże nie obywa się przy tym bez małych trudności. Harry wbija paznokcie w jego ramię, mówiąc mu - Czekaj - zanim daje znak, by kontynuował. Nie na długo, bo za krótką chwilę syczy i z jego ust wymyka się kolejne zaczekaj. Zayn jest cierpliwy, i myśli, że zachowanie Harry’ego jest nad wyraz urocze.
Wykonuje kilka pchnięć na próbę, i jęczy na uczucie ciepłego wnętrza Harry’ego, które zacieśnia się wokół niego. Porusza więc biodrami odrobinę szybciej, nieco bardziej chaotycznie, gubiąc rytm. Cały akt jest nieporządny i niezdarny, ale posiniaczone, pulchne usta Harry’ego są rozchylone w ekstazie, a palce wplątane we włosy Zayna, pociągając za ciemne kosmyki. Wszystko, co właśnie ma miejsce jest spontaniczne i szybkie, ale jednocześnie także umyślnie wykalkulowane. Między nimi istnieje wiele sprzeczności, które oni złączyli w jedno uczucie żywotności w martwym miejscu.
°¨° °¨° °¨° °¨°
Słońce wychyla się zza horyzontu, a głowa Harry’ego spoczywa na piersi Zayna. Nie zmrużyli oka, a jednak jeszcze nigdy nie czuli się bardziej rozbudzeni. Boją się opuścić obecność rzeczywistość dla czegoś mniej znaczącego jak sen, co dla nich obu zdarza się po raz pierwszy. Ten martwy świat stał się lepszy od ich snów.
Kiedy Zayn spogląda na ocean, wygląda on prawie, jak białe wybrzeże, i to, co za nim.
°¨° °¨° °¨° °¨°
Słychać pogłoski o pojawieniu się Odpowiedzialnych kilka mil stąd, i Harry jest zajęty planowaniem kolejnej wędrówki z resztą obozowiczów.
- Dlaczego mu nie powiesz? - Liam pyta go, patrząc znacząco na Harry’ego.
- Nie powiem mu czego? - Zayn dziwi się.
- Że jesteś w nim zakochany.
°¨° °¨° °¨° °¨°
Ma ich nie być tylko przez kilka godzin, więc Zayn nie martwi się tym za bardzo. Ale kiedy samochody nie wracają do kempingu aż do następnego dnia, rozgląda się nerwowo za Harrym, jednak nie ma go razem z nimi. Unikają jego spojrzenia, i mamroczą coś o utracie Harry’ego, i o tym jak przeszukali dla niego całe miasto, ale on po prostu jakimś cudem rozpłynął się w powietrzu.
Najpierw Niall, a teraz Harry.
Zayn jest całkowicie pewien, że jego serce nie zabije już nigdy więcej. Łamie się na milion kawałków, i cokolwiek pozostało mu z życia, teraz nieodwracalnie zniknęło. Potykając się, niezdarnie wczołguje się do namiotu, który dzielił z Harrym, i chwyta za poduszkę, przytulając ją mocno do piersi. Nadal jest przesiąknięta jego zapachem, i Zayn stara się wmówić samemu sobie, że Harry wróci. Może znalazł wyjście, i nie mógł zrezygnować z możliwości wydostania się stąd. Może wróci ze wszystkimi odpowiedziami. Jednak w głębi duszy Zayn wie, że Harry odszedł z tego świata na dobre. Z tego ciemnego, martwego świata, który na moment wydawał się być dla niego niebem.
Tej nocy z wdzięcznością poddaje się snom, i ma nadzieje, że przyniosą mu one choć cień ulgi. Wie jednak, że o poranku wszystko wróci ze zdwojoną siłą. Powinien był to przewidzieć. Śmierć nie jest lepsza od życia, i jej najgorszą częścią jest to, że nie można w szybki sposób uciec od problemu. Zayn godzi się z faktem, że jest skazany na snucie się po tej zacienionej krainie, dźwigając wewnętrzną pustkę, którą może wypełnić jedynie Harry.
Bycie z Harrym, pomyślał, było niczym niekończące się lato.
°¨° °¨° °¨° °¨°
Kiedy Zayn się budzi, wszystko jest inne. Nie jest w stanie od razu otworzyć oczu, i czuje się zmęczony, ospały oraz ciężki. Słyszy słaby dźwięk, który przypomina odgłos, jaki wydaje maszyna monitorująca pracę serca. I kiedy w końcu uchyla powieki, wszystko co widzi to tabelki na białych ścianach, kroplówka oraz bandaże owinięte wokół jego nadgarstków. Słyszy szybką, piskliwą od łez paplaninę swojej matki oraz niski, opanowany głos ojca, którym uspokaja Patricię. I kiedy rozgląda się za źródłem tych odgłosów, dostrzega ich przez małą szparę w drzwiach, rozmawiających na korytarzu z lekarzem.
Żyje.
Po szpitalnej sali roznosi się cichy jęk, i walcząc z rozmazanym obrazem, stara się zobaczyć postać rozciągniętą na łóżku. Chłopiec wierci się, a potem budzi, i kiedy wzrok Zayna nareszcie się wyostrza, jego serce prawie się zatrzymuje na widok wpatrujących się w niego, dużych zielonych oczu.
- Zayn… - Harry szepcze.
Ich spojrzenia się krzyżują, a na usta wstępują uśmiechy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz