wtorek, 4 marca 2014

Harry.
To zabawne. Byłem taki łatwowierny. Louis po prostu mną kierował, a ja karmiłem się jego słowami jak lekiem, który zdolny był uleczyć każdą dolegliwość ciała i ducha. Byłem gotowy by wrócić do Londynu. Nalegałem jednak, by mój przyjaciel pozwolił się oprowadzić po stolicy Francji. Chciałem pokazać mu gdzie zazwyczaj spędzam swój wolny czas. Co przyprawia mnie o uśmiech, a co denerwuje. Jedliśmy bagietki pod wierzą Eiffla. Louis był szczęśliwy. Widziałem w jego oczach zachwyt spowodowany nie samym miejscem, a faktem, że jest tutaj ze mną. Dwa dni minęły bardzo szybko. Zdążyłem zrezygnować ze szkoły i namówić mamę, by pozwoliła mi na nowo cieszyć się pobytem w Wielkiej Brytanii. Była zła, że ośmielam się o to prosić, ale zgodziła się pod warunkiem częstych telefonów. Przystałem na to, cóż innego mogłem zrobić? Martwiła się. Miałem jednak nadzieję nie wpadać w kłopoty. Pragnąłem tylko spokoju w miejscu, które rozkochało mnie w sobie do granic możliwości. Żegnaj Francjo, nie zamierzam tęsknić.

Samolot dotknął płyty londyńskiego lotniska w poniedziałkowe popołudnie. Louis był niezmiernie podekscytowany, a ja tłumiłem w sobie ogrom szczęścia, by nie dawać mu satysfakcji. Będe mieszkał z Eleanor. Będę mógł o nią dbać, codziennie wpychając w nią odpowiednią ilość jedzenia. Stęskniłem się za nią i jej uroczym uśmiechem. Cieszę się, że to właśnie ona będzie moją wspólokatorką przez.. jakiś czas. Po chwili zamieszania wśród tłumu, wsiedliśmy do taksówki, a Louis odetchnął z ulgą. Spojrzałem na niego z zaciekawieniem.
- Co. - burknął cicho, poprawiając palcami kołnierzyk białej koszuli. Kąciki moich warg same się uniosły. Ja i Louis w Londynie. Znowu. Czyż to nie za tym tak nieludzko tęskniłem?
- Zastanawiam się, w jaki sposób będę Cię dręczył. - wyszeptałem spokojnie, a już po chwili zwróciłem twarz w stronę szyby, by nacieszyć oczy londyńskimi ulicami, wzdłuż których wolno przechadzali się ludzie.
- Ty będziesz mnie dręczył? Błagam, Curly. Będziesz wszystkim, co najlepsze. - pewność w jego głosie przyprawiła mnie o dziwne uczucie, którego wcześniej nie znałem. Nie zamierzałem się jednak rozwodzić nad tym w chwili obecnej. - Jeszcze wieczorem wyciągniemy El, Zayn'a i Niall'a na kolację. Musimy należycie Cię przywitać.
- Wolałbym wino na werandzie. Bardziej kameralnie. - wyjaśniłem spokojnie, a Brytyjczyk skinął tylko głową. Znał mnie i nie zamierzał wtrącać w moje życie nowych nawyków. Po kilku minutach jazdy znaleźliśmy się pod domem kochanej Calder. Szatynka stała przed drzwiami, nerwowo skubiąc palcami materiał swetra, który miała na sobie. Gdy tylko wysiadłem z samochodu, podbiegła do mnie i otuliła rękoma moją szyję.
- Tak się cieszę, że tu jesteś. - wyszeptała w moje ramię, po czym zerknęła na moją twarz i nieśmiało się uśmiechnęła. Była taka delikatna, w porównaniu do całej reszty. Czasem bałem się, że nawet najsubtelniejszym dotykiem mógłbym wyrządzić jej krzywdę.
- To Twoja zasługa. - powiedziałem spokojnie, po czym ostrożnie musnąłem wargami jej blady policzek. Odsunęła się i doskoczyła do Lou, by należycie go przytulić. Chłopak stęknął tylko z bezradności, a ja cicho się zaśmiałem. Wyjałem z bagażnika swoje torby i zapłaciłem kierowcy.
- Dobrze. - zaczęła szatynka. - Pokażę Ci Twój pokój, a później..
- Później odwiedzi nas Zayn i Niall. - wyjaśnił Lou, a dziewczyna skinęła głową. - Już do nich napisałem. Zgodzili się.
Po kilku minutach wniosłem swoje rzeczy do nowego pokoju. Był duży, urządzony naprawdę gustownie. Poddasze u cioci było dla mnie odpowiedniejsze. Tutaj czułem się ciut nieswojo. Błękitne ściany i te jasne zasłony, zdobiące okno. Owszem, miałem tu wszystko czego potrzebowałem. Nie sądziłem, że dostanę tak ładny pokój. Być może Eleanor pozwoli mi zmienić wystrój choć odrobinę? Swoją drogą, zawsze mogę malować u ciocia. Nie korzystają z poddasza. Tam czułem się naprawdę swobodnie.


Louis.
Wciąż nie mogłem uwierzyć, że miałem przy sobie Harry'ego. Był w swoim pokoju, kiedy ja i Eleanor przygotowywaliśmy przekąski. Był jak gdyby powodem mojego szczęścia. Wszystko inne zeszło na boczny tor. Liczył się tylko on i jego dobre samopoczucie. Pragnąłem, by czuł się z nami swobodnie. By każdy kolejny dzień był powodem do błahego uśmiechu. Był jak brat, którego nigdy nie miałem. Był człowiekiem, który poświęcił się dla mnie zupełnie bezinteresownie. Był moim najlepszym przyjacielem. Sądzę, że przełamaliśmy stosowną barierę. Harry odgradzał się od ludzi wysokim murem. Mnie jednak udało się zburzyć jedną ze ścian i podstępnie wślizgnąć się do środka. Francuz nie był ów faktem przesadnie rozradowany, ale nie mógł nic zrobić. Była miedzy nami więź, której nikt nie potrafiłby zgładzić i choć na tę chwilę odważniejsze słowa kierowaliśmy do siebie na kartkach papieru wiem, że przyjdzie taka chwila w której Curly zupełnie się otworzy i pozwoli mi wejsć do swoich myśli. Potrzebował czasu, a ja musiałem mieć pewność, że jestem dla niego najważniejszy. Kierowałem swe kroki w stronę salonu uznając, że wieczór jest zbyt chłodny, by spędzać go na zewnątrz. Ułożyłem na blacie szklanego stolika mały talerzyk z ciastkami ze słonecznikiem. Gdy tylko porcelanowe naczynie musnęło szkło, ktoś mocno zapukał w drewniane drzwi, przy których już po chwili stała El. Uchyliła je ostrożnie, by przeciągłym buziakiem w policzek przywitać naszego niegrzecznego bruneta i odrobinę bardziej ułożonego blondyna. Uśmiechnąłem się w kierunku chłopaków. Zayn mimo wszystko wyglądał dobrze. Ten dwudniowy zarost dodawał mu specyficznego uroku, idealnie komponując się z nieładem w jaki układały się jego włosy. Kamizelka niechlujnie zarzucana na białą koszulkę dopełniała całość. Był seksowny, czasem. Tak twierdziła Eleanor. Ja widziałem w nim wciąż Zayna zakochanego w wątłej blondynce, który lubił wyglądać ciut grzeczniej. Niall natomiast przyniósł ze sobą sporo uroku. Pastelowy fiolet jego bluzy podkreślał oczy, a delikatnie zaczerwienione wargi wykrzywione w uśmiech sprawiły, że poczułem się lepiej. Zanim zdążyłem podejść by uścisnąć dłonie obu chłopaków, ze schodów zszedł Harry. Odsunął z czoła gęsty, brązowy lok i należycie przywitał się z przyjaciółmi. Cieszyli się na jego widok. Francuz wniósł w nasze życia naprawdę sporo pozytywnych aspektów. Po kilku chwilach cała nasza piątka zajęła miejsce na dwóch sofach.
- Jak długo z nami zostaniesz? - spytał nieśmiało blondyn, uprzednio upychając w policzkach kawałek wafelka oblanego czekoladą. Harry uśmiechnął się czule na ten widok.
- Niczego nie planowałem. Kto wie? - wzruszył ramionami, po czym otulił pytajacym spojrzeniem szatynkę, która uparcie wtulała policzek w rękaw mojej koszuli.
- Ja Cię nie wyrzucę. - szepnęła spokojnie, a Zayn umoczył wargi w gorzkim piwie. Wyglądał na podekscytowanego. Nic po za tym nie odczytałem z jego ciemnych tęczówek. Był cholernie tajemniczy.
- Wyjdziemy zapalić? - spytał po chwili, a Curly skinął tylko głową. Usłyszałem trzask drzwi. El ziewneła przeciągle. Zaśmiałem się cicho, zasłaniając dłonią jej blade usteczka.
- Jesteś zmęczona? - spytałem z troską, a ona odruchowo pokręciła głową na "nie". Niall westchnął spokojnie i oparł głowę o spora, puchatą poduszkę. Czyżby nagle wszyscy opadli z sił?

Po godzinie intensywnych rozmów każdy z nas marzył jedynie o własnym łóżku. Nawet Harry nie ukrywał zmęczenia. Eleanor odprawiła mnie z kawałkiem ciasta zapewniając, że wszystko będzie w porządku, a Harry szybko się zadomowi. Martwiłem się o niego jak o małego chłopca, który będzie za mną tęsknił nazbyt przesadnie. Niepotrzebnie wszystko wyolbrzymiałem, ale moje ego chyba tego potrzebowało. Począłem planować każdą kolejną godzinę, którą spędzę u boku przyjaciela. Zastanawiałem się dokąd mógłbym go zabrać. Powinien poszukać odpowiedniej dla siebie uczelni. Nie warto marnować czasu, zresztą.. ja muszę pracować. Nie odpowiada mi fakt, że Curly będzie spędzał przedpołudnia beze mnie. Przesadzam?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz