*Wtorek, Środa i Czwartek minęły szybko i stosunkowo spokojnie. Daisy i Phoebe były zadowolone z nowej szkoły i dosłownie uwielbiały Harry’ego. Sam Louis polubił nauczyciela. Każdego ranka tego tygodnia Louis przywoził dziewczynki do przedszkola wcześniej i spędzał blisko dziesięć minut na rozmowie z chłopakiem, zanim ruszał do pracy. Każdego dnia po szkole, Louis zostawał w Sali, rozmawiając z Harry’m, dopóki dziewczynki nie zaczęły narzekać, że są głodne i że i tak muszą już iść, bo Lottie, Flick i Georgia niedługo będą w domu, a on musiał tam być, by otworzyć im drzwi.
Harry naprawdę poprawiał nastrój Louis’ego i każdy zauważył zmianę w jego postawie. Louis potrafił wejść do pracy tanecznym krokiem, witając każdego z uśmiechem i energicznym „dzień dobry”. Obsługiwał najmniej uprzejmych klientów z uśmiechem na twarzy, to samo w sobie było imponujące. To trwało cały tydzień, a kiedy Louis sunął przez korytarz w piątkowy ranek, ledwie zdążając na czas, po raz piąty w tym tygodniu, Zayn pękł.
-Poznałeś dziewczynę, czy co? – Louis zerknął na niego zdezorientowany.
-Nie… Czemu tak myślisz?
-Prawie się spóźniłeś, każdego dnia w tym tygodniu! Poza tym cały czas chodzisz z uśmiechem od ucha do ucha i wspaniałym nastawieniem. Przepraszam stary, ale nawet biorąc pod uwagę jak radosny i miły jesteś na co dzień, to jest lekką przesadą i to nie jesteś ty. Przynajmniej ten, którego ja znam.
Louis wzruszył ramionami w odpowiedzi.
-Spóźniam się, bo muszę odwozić dziewczynki do przedszkola, a moje życie jest teraz o wiee łatwiejsze, bo nie muszę szukać kogoś, kto się nimi zajmie. Wracają do domu i natychmiastowo zasypiają bo są tak zmęczone po całym dniu w przedszkolu. Harry mówi, że są bardzo aktywne podczas różnych zabaw i dużo biegają podczas przerw, więc kiedy wracają do domu są kompletnie wyczerpane.
Zayn uniósł brew.
-Harry? Kim jest Harry?
-Nauczycielem bliźniaczek z przedszkola.
Brwi Zayn’a sięgnęły niemal linii jego włosów.
-Zwykle nie zadaję się z nauczycielami moich sióstr lub dzieci, ale czy nie powinieneś zwracać się do niego tak jak dzieci? No wiesz… Panie… Jakkolwiek ma na nazwisko?
-Ja i Harry jesteśmy kolegami… Czy coś w tym stylu… Nie spędzamy razem czasu, ani nic w tym stylu, ale nasze stosunki są na tyle przyjacielskie, że byłoby dziwne, gdybym zwracał sę do niego „Panie Styles”, a on do mnie „Panie Tomlinson”. Och, przypomniałeś mi… Mógłbyś popilnować dziś wieczorem dziewczynek? Tak od dziewiętnastej do dwudziestej?
-Jasne… A co?
-W przedszkolu jest noc rodziców.
Zayn uśmiechnął się.
-Będziesz rozmawiał ze swoim nowym ‘kolegą’? – uniósł dłonie przesadnie zaznaczając cudzysłów przy słowie „kolega”.
Louis wywrócił oczami.
-Szczerze mówiąc to nie wiem. Mogę nawet nie mieć szansy z nim porozmawiać. Ta będzie dużo rodziców.
-Będzie dużo MKCP*, próbujących ukraść twojego mężczyznę?“
-Czemu insynuujesz, że Harry jest „moim mężczyzną”?
-Stary, to oczywiste, że on jest powodem przez który chodzisz taki wesoły cały tydzień. On jest jedyną rzeczą, która tak naprawdę ostatnio zmieniła się w twoim życiu.
Louis spuścił wzrok.
-Tak naprawdę, wszystko się zmieniło. Harry sprawia, że czuję się normalnie. Nie jak… Ojciec. Nie byłem tak szczęśliwy i nie czułem takiej atmosfery w domu odkąd moi rodzice zmarli. W tym momencie w moim życiu, nie kwestionuję tego. Po prostu chcę… Być w tym, chociaż raz. Nie twierdzę, że ty i Liam nie jesteście świetni, ale… Sam nie wiem… On sprawia, że to jest łatwiejsze. Kiedy z nim rozmawiam zapominam, że mam jakieś obowiązki, że moi rodzice umarli i że sam jestem teraz rodzicem. Czuję się znowu jak dzieciak. On po prostu… Sam nie wiem. Sprawia, że czuję się lepiej.
Zayn spojrzał na niego łagodnie, ze smutnym uśmiechem.
-Łapię Lou. O której mam być u ciebie?
Louis uśmiechnął się łagodnie.
-Gdzieś tak za dwadzieścia dziewiętnasta? To trochę wcześnie, ale będę miał przynajmniej czas wytłumaczyć ci, co musisz zrobić i może zdążę być tam trochę wcześniej.
Zayn pokiwał głową i otoczył przyjaciela ramieniem.
-Jasne, a teraz chodź. Zmarnowaliśmy masę czasu i Liam pewnie będzie na nas wściekły, jeśli będzie musiał sam obsługiwać stoliki, chociaż chwilę dłużej.
*~*~*~*
Kiedy Zayn dotarł do domu Tomlinsonów, był zaskoczony, że to Flick otworzyła mu drzwi. Uśmiechnęła się do niego i wyciągnęła ręce, by ją przytulił.
-Ty nas dzisiaj pilnujesz, Zayn?
Chłopak uśmiechnął się do ośmiolatki i cmoknął ją w policzek.
-Tak, kochanie. Gdzie jest twój brat?
Flick zachichotała wskazując na schody
-Ma jeden ze swoich „momentów”. Daisy i Phoebe są na górze włażą do wszystkiego i—
-Daisy jeśli dotkniesz chociaż jednej rzeczy, to powiem Zayn’owi, żeby cię zamknął w pokoju i nie będzie żadnej telewizji, ani słodyczy, i pójdziesz spać wcześniej. Rozumiesz?
Zayn pokręcił głową. Może powinien pojawić się wcześniej, pomóc mu się przygotować. Westchnął i odwrócił się w stronę Flick.
-Wracaj do salonu. Zobaczę, czy mogę mu pomóc.
Dziewczyna skinęła głową i odbiegła. Zayn tymczasem odwrócił się i wbiegł po schodach przeskakując po dwa stopnie na raz. Kiedy dotarł na górę skręcił w prawo, gdzie znajdowały się sypialnie Lou, Georgii, Daisy, Phoebe i wszystkie inne. Zastukał do drzwi znajdujących się naprzeciwko pokoju Lottie, na drugim końcu korytarza. Zanim drzwi się otworzyły chłopak usłyszał skowyt i szuranie. W końcu ujrzał przyjaciela rozczochranego i bez koszulki oraz nieco wystraszone Phoebe i Daisy. , and a slightly frightened looking Phoebe and Daisy. Zayn prychnął, zerkając na niego przelotnie, zanim odwrócił się w stronę dziewczynek.
-Zapraszam panienki na dół. Wasz brat musi wybrać ubranie. Musi zrobić wrażenie, prawda?
Daisy i Phoebe podbiegły do niego, przytulając się do jego nóg.
-Dzięki, stary. Nie wiem co bym bez ciebie zrobił – Louis posłał mu wyczerpany, ale wdzięczny uśmiech.
-Spoko. W końcu od czego są przyjaciele? Zejdź na dół jak będziesz gotowy. Będę w salonie z dziewczynkami – oznajmił Zayn zanim odwrócił się i odszedł z chichoczącymi bliźniaczkami uczepionymi jego nóg.
*~*~*~*
Za siedem dziewiętnasta, Louis zbiegł po schodach, łapiąc po drodze swoje buty, zanim wpadł do salonu. Miał nadzieję, że uda mu się założyć but na stopę i dopiero po chwili zorientował się, że to była zła stopa. Zamienił ją i zerknął na Zayn’a.
-Okej, Daisy, Phoebe i Georgia muszą zacząć przygotowywać się do snu o wpół do ósmej. Położę je spać, kiedy wrócę, ale jeśli będę tam dłużej niż do wpół do dziewiątej, nie krępuj się, każ im iść do łóżek. Napiszę do ciebie, jeśli to się zdarzy.
Zaczął zakładać drugiego buta, zatrzymując się na chwilę by wyjąć ze środka sznurowadła.
-Flick, powinna się zacząć szykować około ósmej, ale około tej godziny powinienem być w domu, więc nie martwiłbym się tym zbytnio. Znowu, jeśli coś się zmieni, napiszę do ciebie. Upewnij się, że Georgia wzięła lek na kaszel, zanim umyje zęby. Położyłem go na blacie obok umywalki w łazience… Nie oglądajcie telewizji dłużej niż pół godziny. Wolałbym, żeby się bawiły albo czytały albo robiły coś innego. Jeśli chcą, mogą dostać jedną łyżkę lodów, każda – tu zerknął na bliźniaczki i Georgię – Ale nie więcej, bo nie będą chciały potem spać. To chyba tyle. Masz mój numer, a numer przedszkola wisi na lodówce, na wszelki wypadek. Bawcie się dobrze, kochani. Wrócę niedługo.
Schylił się, by ucałować i przytulić dziewczynki, potem zerknął na Zayna.
-Wielkie dzięki, za to. Zobaczymy się później.
Zayn uśmiechnął się lekko.
-Dobrej zabawy z Harry’m stary
Zayn mrugnął do niego, a Louis wywrócił oczami w odpowiedzi. Wyszedł przez drzwi rzucając przez ramię krótkie pożegnanie.
*~*~*~*
Louis wchodząc do klasy zdał sobie sprawę z tego, że wiele rodziców było takich jak przewidywał. Szybki rzut oka dookoła pokoju i zobaczył, że większość ludzi przyszło z osobą towarzyszącą i poczuł, że jest nie na miejscu. Może to nie był taki dobry pomysł. Nikt nie zauważył jego przyjścia, więc zawsze mógł jeszcze wyjść. Jego plan ucieczki został jednak udaremniony, kiedy podszedł do niego rozpromieniony Harry trzymając plakietkę z imieniem.
-Przyszedłeś! Proszę. Napisz swoje imię i imiona bliźniaczek pod spodem. To pomoże ludziom cię rozpoznać – Harry wyciągnął w jego stronę identyfikator, obserwując jak Louis przez chwilę patrzy na przedmiot po czym wywraca oczami i odbiera przedmiot. Odkleił część chroniącą klej, przed wyschnięciem i przylepił plakietkę do kieszeni na piersi. Harry tymczasem odetkał pióro i starannie napisał.
Louis Tomlinson. Daisy i Phoebe Tomlinson.
Louis’emu trudno było się nie wiercić, odczuwając to dziwne uczucie, kiedy ktoś po nim pisze, nawet jeśli przez ubrania i etykietkę. Harry wyprostował się, kiedy skończył, patrząc na Louisa i zatykając pióro. Poklepał policzek Louis’ego palcem.
-Nie bój się tak. To tylko rodzice. Chodź, przedstawię cię niektórym – Harry delikatnie pociągnął Louis’ego w kierunku małej grupki rodziców po ich lewej.
Uśmiechnął się szeroko, kiedy dotarli do celu, a jego ręka zsunęła się na nadgarstek chłopaka, delikatnie go trzymając, jakby Styles chciał powiedzieć „Jest w porządku. Jestem z tobą”. Rodzice podnieśli oczy, uśmiechając się uprzejmie w stronę dwóch młodych mężczyzn.
-Hej, wszystkim. To jest Louis Tomlinson. Jest nowy w mieście, więc nie zna jeszcze zbyt wielu osób – powiedział Harry uśmiechając się do grupki.
Oni zlustrowali Louisa wzrokiem, a on poczuł się strasznie niekomfortowo pod ich badawczym spojrzeniem. Pomachał i wymamrotał ciche powitanie. Blondynka ze zbyt dużą ilością różu na policzkach spojrzała na niego krytycznie.
-Nie jesteś trochę za młody na rodzica? Ile w ogóle masz lat? – spytała nieco niegrzecznie.
Louis poruszył się nerwowo.
-Dwadzieścia, ale nie jestem rodzicem. Mam prawo do opieki nad moimi młodszymi siostrami i dwie z nich są tu zapisane. Chodzą do przedszkola kiedy jestem w pracy.
Nieśmiało wyglądająca brunetka zerknęła na niego ostro.
-Jakim cudem masz prawo do opieki nad nimi? I ile ich w ogóle masz?
Louis zerknął na nią. Poczuł jak uścisk Harry’ego zacieśnia się na jego nadgarstku, uziemiając go. Wziął krótki wdech zanim był ponownie zdolny do rozmowy.
-Pięć i mam prawo do opieki, bo cztery miesiące temu moi rodzice zmarli w wypadku samochodowym. Jestem najstarszy, a nie chcę ich rozdzielać i odsyłać do domu dziecka – wyrzucił te słowa jakby parzyły go w język – Zgodziłem się wziąć na siebie odpowiedzialność za nie.
Był bardziej niż trochę zaskoczony, gdy młoda brunetka około trzydziestki uśmiechnęła się w jego stronę. Otoczyła ramieniem stosunkowo młodo wyglądającego mężczyznę ostrzyżonego krótko. Ich etykietki głosiły „Caroline Murs i Olly Murs”
-Myślę, że to godne podziwu. Musiałeś tyle poświęcić dla swoich sióstr i myślę, że teraz tego nie rozumieją, ale kiedy dorosną, będą ci wdzięczne – powiedziała słodkim tonem.
Natychmiast polubił tą kobietę, nie tylko za to, że zrozumiała jego sytuację, ale też dlatego, że ona i jej mąż wydawali się być bardzo miłymi ludźmi. Po prostu otrzymywał te… pozytywne wibracje od niej. Jej uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej, kiedy przeczytała co jest napisane na jego plakietce.
-Jesteś opiekunem Daisy i Phoebe? Mój syn je uwielbia. Nie przestaje o nich mówić. Ma problem z rozróżnieniem ich, więc mówi jakby były jedną osobą. Słyszałam też, że są bardzo inteligentne.
Louis uśmiechnął się do niej. Tak, zdecydowanie polubił tą kobietę. Razem z Caroline nieźle się dogadywali i nawet nie zauważyli, kiedy reszta rodziców ich opuściła. Olly i Harry stali między tą dwójką i rozmawiali o sporcie i innych rzeczach. Ostatecznie Louis i Caroline wymienili się numerami i planowali umówić bliźniaczki na zabawę z jej synem Johnatanem. Chłopak posmutniał, kiedy wybiła ósma i nadszedł czas, by iść. Czekał z Harry’m, aż ten pożegna się ze wszystkimi rodzicami. Kiedy zostali sami, Harry zgasił światła i zamknął za nimi drzwi Sali. Uśmiechnął się do Louisa.
-Dobrze się bawiłeś?
Louis zaśmiał się.
-Tak… Na końcu. Na początku byłem trochę przerażony, niektórzy rodzice wydawali się naprawdę okropni, ale Caroline jest wspaniała. Jestem naprawdę szczęśliwy, że mogłem ją poznać – oznajmił Louis lekko.
Kiedy szli do samochodów, wpadł na pomysł.
-Może wpadniesz jutro? W soboty moi koledzy z pracy przychodzą na kolację i tak będę gotował dla ośmiu osób, więc dziewiąta to nie problem. Chyba, że jesteś zajęty…
Harry zerknął na niego z lekkim niedowierzaniem.
-Serio? To nie będzie dziwne?
Zatrzymali się na chwilę przy samochodzie Louis’ego, a ten gwałtownie potrząsnął głową
-Nie! Skąd! Daisy i Phoebe będą zachwycone, a ja naprawdę chciałbym, żebyś przyszedł! Proszę?
Harry wbił wzrok w ziemię przygryzając wargę, jakby rozważał, chociaż w rzeczywistości po prostu powstrzymywał uśmiech. Spojrzał na drugiego z powrotem.
-Jasne. Z wielką chęcią.
Louis rozpromienił się, wystrzelając w kierunku przyjaciela i zarzucając mu ramiona na szyję. Harry zamarł na chwilę, zanim ostrożnie otoczył ramionami talię Louis’ego. Powoli zrelaksował się czując przyjemne ciepłe uczucie w brzuchu. W końcu Tomlinson odsunął się, wiedząc, że musi położyć dziewczynki, a już przecież minęła ósma.
-Wspaniale – uśmiechnął się – Kolacja będzie o wpół do siódmej, ale możesz przyjść o szóstej. No i dziękuję… Za wyciągnięcie mnie tu dzisiaj.
Harry uśmiechnął się.
-To nic wielkiego. Dobranoc Lou.
Louis otworzył drzwi samochodu, kiedy Harry zaczął odchodzić.
-Dobranoc Haz.
*MKCP (ang. MILF) Mother I’d Like to F***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz