sobota, 8 marca 2014

*Kiedy Harry wszedł do poczekalni szpitala, zobaczył płaczącą Lottie. Podbiegł do dziewczynki, a ona objęła go mocno, wtulając się w jego klatkę piersiową niczym małe dziecko. Schylił się i z pewnym wysiłkiem podniósł ją. Jęknęła w jego szyję, a on szeptał jej coś do ucha. Płakała, chrypiała i krzyczała. Robiła dużo hałasu. Koszulka Harry’ego była cała mokra od jej łez, kiedy jakieś dziesięć minut później dziewczynka zasnęła zmęczona zawodzeniem.

Poruszył nią lekko w swoich ramionach. Jej dziesięcioletnia sylwetka nie pasowała do jego ramion. Powoli ruszył do ławki i usadził dziewczynkę na jednej z nich, okrywając ją swoją kurtką, zanim podszedł do pielęgniarki.

-Przyszedłem do Louisa Tomlinsona? – spytał nerwowo.

Jedna z kobiet z jasno rudymi włosami spiętymi w koka na czubku głowy, podeszła do niego

-Jest pan spokrewniony? – spytała.

-Ja… Tak. Tak jestem – powiedział, a motyle w jego brzuchu ponowne dały o sobie znać.

Spojrzała na niego, po czym westchnęła.

-Obawiam się, że nie może pan go jeszcze zobaczyć. Jest operowany. Damy panu znać kiedy coś się zmieni, ale na razie radziłabym po prostu czekać. Jeżeli mała będzie czegokolwiek potrzebowała, proszę pytać bez wahania – oznajmiła uprzejmie – Biedne dziecko, jest załamane. Cały czas pytała o tatusia. Myślę, że nie wytrzymałaby bez pana dłużej.

Uśmiechnął się w jej stronę, mamrocząc ciche podziękowanie, zanim wrócił na ławkę, gdzie spała Lottie. Delikatnie uniósł jej głowę i ułożył ją na swoich kolanach, głaszcząc ją po włosach. Coś w jej kieszeni zaczęło wibrować, więc nachylił się i wyciągnął z niej telefon Louisa. Na wyświetlaczu wyświetliło się imię Caroline. Harry zamarł.

-Halo? – odebrał.

-Pan Styles? – Caroline była zmieszana – Czemu odbiera pan telefon Louisa?

-Jestem w szpitalu. Miał wypadek samochodowy. Naprawdę nie mogę teraz rozmawiać – powiedział szybko.

-Mój boże! Nic mu się nie stało? Przyjechałam do jego domu, żeby odstawić Daisy i Phoebe i zastałam jego dwie siostry siedzące na schodach – wyjaśniła – Czy mogę coś zrobić, żeby pomóc? Mam je tam zabrać?

-Tak naprawdę, to mogłabyś nam pomóc i to bardzo – Harry odetchnął z ulgą – Lottie jest tu ze mną i nie chce się stąd ruszyć, w razie gdyby coś się stało jej bratu. Po prostu… Powiedz Flick i Georgii, że się ze mną zobaczą. Jestem w szpitalu Świętej Marii.

Usłyszał jak kobieta wypuszcza powietrze.

-Oczywiście. Do zobaczenia panie Styles.

*~*~*~*

Harry nawet nie zorientował się, że zapadł w drzemkę dopóki nie obudziły go rozmowy bliźniaczek. Jego lewa ręka zdrętwiała od podtrzymywania głowy i stracił czucie w nodze na której spoczywała głowa Lottie.

Georgia zauważyła go pierwsza. Jej przerażone oczy spotkały się z jego już kiedy weszła do poczekalni. Podbiegła do niego natychmiast. Kiedy stanęła przed nim, przyciągnął ją ostrożnie do swojej klatki piersiowej, tak żeby jej nogi nie uderzyły w głowę Lottie. Dziewczynka chwyciła się go mocno, mamrocząc w jego szyję.

-Mamusia i Tatuś umarli w szpitalu – szepnęła – Poczekalnia wyglądała tak samo jak ta i Louis zostawił nas na chwilę z pielęgniarką, kiedy poszedł ich zobaczyć. Wrócił płacząc. Proszę, nie wracaj płacząc.

Serce Harry’ego pękło, kiedy usłyszał te słowa wyszeptane w jego szyję. Te dziewczynki już straciły rodziców, czy naprawdę miały stracić też brata?

Flick znalazła się po jego lewej i chwyciła jego dłoń, jej policzki były mokre od łez. Uścisnął jej dłoń nie bardzo wiedząc co jeszcze może zrobić. Caroline podeszła bliżej, a Daisy i Phoebe ucichły kiedy zobaczyły w jakim stanie są ich siostry. Podbiegły i chwyciły się nóg Harry’ego. Caroline otuliła się ściśle swoim cardiganem.

-Ma pan jakieś wieści, panie Styles? Z Louisem będzie w porządku?

-Możesz mnie nazywać po prostu „Harry”? Naprawdę nie mam teraz siły na „Pana Stylesa“. Poza tym nie, nie wiem – wymamrotał gorzko.

Caroline skinęła głową poruszając się nerwowo.

-Mogę spytać, jak to się stało, że dziewczynki cię znają? Po prostu… Wydajecie się być naprawdę blisko -

“Do you mind me asking how the girls know you? It’s just… You all seem really close – urwała.

-Nie, w porządku. Louis i ja jesteśmy blisko. Często ich odwiedzam, a w piątki opiekuję się Daisy i Phoebe, a Louis przyprowadza pozostałe dziewczynki, kiedy wrócą ze szkoły – poprawił Georgię siedząca na jego nogach tak by jej kolano nie spoczywało na jego kroczu – Są dla mnie niemal jak rodzina.

Oczy Harry’ego spojrzały nad ramieniem Caroline. Zauważył doktora, podchodzącego do rudej pielęgniarki. Ona zerknęła na niego, po czym ponownie zwróciła wzrok na doktora, zanim skinęła głową i coś powiedziała. Lekarz odwrócił się i przeszedł przez podwójne drzwi. Kobieta podeszła do dziewczynek, które otaczały Harry’ego.

-Proszę pana?

Usiadł prosto, delikatnie odciągając od siebie Georgię.

-Czy mogę z panem porozmawiać na osobności? Nie wiem czy rozsądnie było by omawiać stan pana męża przy małych – szepnęła, jednak Flick i Caroline usłyszały jej słowa.

Harry westchnął i skinął głową zanim ostrożnie postawił Georgię na podłodze oraz zdjął głowę Lottie z kolan. Bliźniaczki, jednak nadal mocno trzymały się jego nóg, a Flick i Georgia próbowały zastąpić mu drogę. Zerknął prosząco na Caroline, która ukucnęła i delikatnie odciągnęła od niego bliźniaczki oraz namówiła Georgię i Flick by usiadły obok niej na ławce. Harry jeszcze raz się odwrócił, zapewniając, że wszystko będzie dobrze i że szybko wróci, zanim podążył za pielęgniarką. Ona złapała podkładkę i przejrzała kartki z ponurym wyrazem twarzy.

-Louis Tomlinson, tak? – Harry skinął – Panie Tomlinson, pana mąż będzie zdrowy, jednak całkowity powrót do zdrowia zajmie trochę czasu. W wypadku uderzył głową w szybę samochodu, a w jego ramię wbiły się spore odłamki szkła. Wyjęliśmy je już i zaszyliśmy ranę, jednak nie będzie mógł ruszać tą ręką przez jakiś czas, szkło wbiło się stosunkowo głęboko i uszkodziło kość. Ma jednak szczęście. Jeszcze trochę i uszkodziło by arterię. Zmienimy bandaż i szwy jutro rano i będziemy musieli założyć gips na cztery tygodnie. Potem przyjdą państwo na kontrolę, zdejmiemy gips i szwy. Od tamtego czasu, zobaczymy… Czasami takie rzeczy goją się naprawdę dobrze i szybko, jednak inni nie są takimi szczęściarzami. Pan Tomlinson jest teraz przytomny, gdyby chciał go pan zobaczyć. Obawiam się jednak, że nie możemy wpuścić całej rodziny na raz. Najlepiej będzie jak pan porozmawia z nim pierwszy, a potem małe będą wchodzić dwójkami lub pojedynczo. Chce pan go zobaczyć?

Harry pokiwał energicznie głową. Ulga i nadzieja odebrały mu głos. Podążył za rudowłosą pielęgniarką przez podwójne drzwi, przez biały korytarz z dużą ilością okien i drzwi. Wsiedli do windy, która zawiozła ich na trzecie piętro. Przeszli przez kolejny długi korytarz, aż do przeszklonych drzwi, które otworzyły się przed nimi automatycznie.

Tam na łóżku, ze sztywnym białym bandażem wokół głowy siedział Louis. Wyglądał na kompletnie niewzruszonego otoczeniem. Jednak w momencie w którym zobaczył Harry’ego jego twarz pojaśniała. Harry poczuł ulgę rozlewającą się po jego żyłach i przysłoniła jego świadomość tak, że nie był w stanie robić niczego poza patrzeniem na swojego przyjaciela. W końcu podszedł do łóżka. Louis spojrzał na niego z nerwowym uśmiechem. Po minucie nie mógł wytrzymać i delikatnie dotknął ramienia Harry’ego.

-Harry? –szepnął.

Harry dalej patrzył na niego, po czym uderzył go w ramię.

-Ał! – pisnął Louis – Za co to?

-To za to, że myślałem, że jesteś martwy! Boże, Lou, nie waż się więcej mnie tak straszyć – odpowiedział Harry. Jego twarz szybko zmieniła wyraz ze złości na zmęczenie i smutek – Myślałem, że umarłeś, Lou.

Twarz Louisa złagodniała, a chłopak złapał nadgarstek Harry’ego, przyciągnął go do siebie i przytulił. Harry topniał pod jego uściskiem, a jego biodra opadły kiedy usiadł obok Louisa na łóżku. Harry zamrugał, kiedy poczuł pieczenie oczu. Nie, pomyślał, Obiecałem, że nie będę płakać. Boże, Styles, jesteś beznadziejny, ale oczy nie przestawały go kłuć, więc zacisnął ramiona mocniej wokół swojego przyjaciela i ukrył twarz w jego szyi.

Próbował. Naprawdę się starał, ale myśli nie chciały go opuścić. Siedział obok swojego idealnego przyjaciela, który miał szwy na ramieniu i bandaż wokół głowy, a dziś niemal go stracił. Prawie stracił jego, jego objęcia, jego uśmiec, jego śmiech, jego stuknięty styl, jego obsesję na punkcie marchewek i… Boże, tak się czuje kiedy wyrwą serce z piersi?

-Jesteś moim najlepszym przyjacielem – zapłakał – Nie możesz mnie zostawić.

Louis nic nie powiedział, tylko pogłaskał go po plecach kołysząc go. W końcu Harry uspokoił się wystarczająco, żeby przesunąć się i przytulić się do niego na łóżku opierając głowę na ramieniu Louisa. Lou przeczesał jego włosy, tak jak Harry to robił pół godziny temu z Lottie. Podniósł wzrok i spojrzał na swojego przyjaciela, wciąż nie mogąc pojąć jak to możliwe, że mógł go dziś stracić.

-Haz? – spytał Louis, z jakiegoś powodu czując, że musi szeptać – Co się stało?

-Dostałem telefon od Lottie niedługo po tym jak wyszliście – zaczął biorąc wdech – Z nią wszystko było w porządku. Powiedziała mi, że mieliście wypadek i że karetka zabrała was do szpitala Świętej Marii… Gdzie teraz jesteśmy, gdybyś się zastanawiał, więc przyjechałem. Kiedy tu dotarłem to… Szczerze, Lou, nigdy nie widziałem, żeby ktokolwiek był tak załamany. Dosłownie zasnęła z płaczem. Po prostu usnęła w środku płaczu, a potem nie pozwolili mi cię zobaczyć, bo miałeś operację czy coś, więc czekałem z Lottie. Wtedy zadzwoniła Caroline i przyjechała z pozostałymi dziewczynkami i czeka z nimi w poczekalni. Pielęgniarka powiedziała, że nie możemy wejść wszyscy na raz, bo to byłby dla ciebie szok. Ach, a przy okazji, ona myśli, że jesteśmy małżeństwem.

-Co masz na myśli mówiąc, myśli, że jesteśmy małżeństwem? – brwi Louisa powędrowały do góry.

Harry uśmiechnął się niewinnie.

-Powiedziałem, że jestem z tobą spokrewniony, żeby pozwoliła mi ci zobaczyć, a ona od razu przeskoczyła do „męża”, bo Lottie pytała o tatusia i wariowała w tej poczekalni dopóki nie przyszedłem – Harry wzruszył ramionami – Nie mówiłem nic o tym, że jesteśmy małżeństwem, czy że jestem ojcem Lottie.

“I told her I was your kin, so she’d let me see you, and everything. She made the jump to ‘husband’ because Lottie was asking for her daddy and freaking out in the waiting room, and only stopped when I got there,” Harry shrugged, “I didn’t actually say we were married or that I was Lottie’s dad. Okoliczności same ułożyły się w jej głowie w ten pomysł.

Louis prychnął.

-Oczywiście, że tak. Okoliczności często na to ostatnio wskazywały – rozbawione spojrzenie Louisa spoczęło na Harrym, a oni zaśmiali się cicho.

Przerwało im wejście rudowłosej pielęgniarki ze zmęczonym wyrazem twarzy.

-Przepraszam panie Tomlinson, pańska córka się obudziła i ona… Pyta o pana – zakończyła speszona.

Harry usiadł i westchnąwszy, niechętnie wyplątał się z uścisku Louisa.

-Może lepiej pójdę opanować sytuację. Zaraz wrócę – oznajmił ze znużeniem.

Spojrzał jeszcze na Louisa i nie zastanawiając się nad tym co robi, schylił się i pocałował go w policzek.

-Spróbuj uniknąć kłopotów, kiedy mnie nie będzie, dobrze?

Louis bezczelnie wystawił język, a Harry mrugnął w odpowiedzi zanim wyszedł za rudowłosą pielęgniarką z pokoju i ruszył korytarzem. Kiedy byli w windzie, ona uśmiechnęła się lekko i nachyliła się, by wyszeptać do ucha Harry’ego.

-Jesteście piękną parą. No i macie najbardziej urocze małe dziewczynki. Prawdziwe córeczki tatusiów – uśmiechnęła się szeroko.

Harry nie wiedział co powiedzieć, więc po prostu uśmiechnął się i pokiwał głową mamrocząc podziękowanie, żeby nie wyjść na niegrzecznego, jednak ta sytuacja była dla niego krępująca.

Weszli do poczekalni, a Harry automatycznie spojrzał na Lottie. Jego serce zatrzepotało, a jego żołądek opadł.

-Nie – krzyczała – Nie chcę ciebie. Chcę do taty. Teraz.

Harry podszedł do niej delikatnie kładąc dłoń na jej ramieniu. Ona odwróciła się, a na jej twarzy pojawiła się ulga, kiedy go zobaczyła. Rzuciła się na niego i objęła go mocno. Cofnął się parę kroków, otaczając ją ramionami, ona objęła go w pasie, a chłopak nachylił się, żeby złożyć pocałunek na jej włosach.

-Wszystko w porządku, kochana? – spytał.

Ona przycisnęła twarz do jego klatki piersiowej, kiwając głową i potwierdzając, mruknięciem. Spojrzał na Caroline, która posłała mu dziwne spojrzenie. Pokręcił tylko głową, jakby mówił „nie teraz”.

-Chcecie zobaczyć Louisa?

Głowa Lottie natychmiast wystrzeliła do góry, a w jej oczach pojawiły się łzy.

-Wszystko jest w porządku? - wychrypiała

-Lou ma się dobrze – odpowiedział uśmiechając się łagodnie – Ma trochę bandaży, ale ma się dobrze.

Lottie pokiwała głową z ulgą. Harry uśmiechnął się do niej i chwycił jej rękę prowadząc ją w stronę drzwi.

-Chodźmy. Zobaczymy jak się ma.


-Dziewczynki, zwolnijcie, muszę najpierw otworzyć te drzwi! – krzyknął Harry, kiedy Lottie i Flick zaczęły biec w kierunku drzwi. Pomógł wysiąść z samochod Daisy, Phoebe i Georgii zanim zamknął samochód i ruszył za dziewczynkami do drzwi. Kiedy je otworzył, wszyscy wpadli do środka, biegnąc do siebie.

Harry i Louis zgodzili się w kwestii, że Harry powinien zostać u nich jakiś czas, dopóki Louis nie będzie w stanie zająć się sobą i dziewczynkami. Harry zaproponował również, że zaprosi swoją mamę na jakiś czas, żeby opiekowała się Lou, kiedy Harry będzie w pracy. Louis niechętnie się zgodził po tym jak Harry wspomniał, że byłby sam w domu, w ciągu dnia, bo on, Liam i Zayn będą w pracy, a dziewczynki będą w szkole. Poza tym mógłby coś sobie zrobić, a nawet jeśli nie to nudziłby się niemiłosiernie. Poza tym mama Harry’ego umierała z chęci poznania Louisa. Chłopak usłużnie wspomniał mu, że jeśli się zgodzi na pobyt mamy Harry’ego u nich, to na ten czas on i Harry będą musieli dzielić pokój. To nie pomagało Harry’emu w odpędzeniu rosnących w nim uczuć, ale wzruszył ramionami, tak nonszalancko jak tylko mógł i nie, nie zarumienił się, więc przestańcie tak na niego patrzeć.

Dochodziła ósma wieczorem, kiedy ta zbieranina wróciła ze szpitala. Dziewczynki zareagowały zaskakująco spokojnie widząc swojego brata w szpitalnym łóżku, bo rozumiały, że Louis ma się dobrze i że wyzdrowieje niedługo. To co zajęło im najwięcej czasu to niechęć Harry’ego do zostawiania Louisa. Caroline poszła do domu, bo rodzina jej potrzebowała. Dziewczynki siedziały przed pokojem Louisa nudząc się, podczas gdy Harry i Louis rozmawiali przez dobre dwie godziny.

W końcu Lottie przyszła do Sali mówiąc

-Nie chcę wam przeszkadzać ptaszki, ale jesteśmy głodne, więc… Możemy iść?

Harry spojrzał na nią z niechęcią, a ona tylko wywróciła oczami.

-Tato, przecież wrócimy jutro.

Louis uśmiechnął się bezczelnie, widząc jak Harry się czerwieni, nadal nie mogąc się przyzwyczaić do zwyczaju nazywania go tatą. Niechętnie zgodził się i przyprowadził dziewczynki, żeby mogły pożegnać się z Lou. Lottie objęła brata mocno i szepnęła do jego ucha krótkie „Kocham cię”. Harry podszedł do łóżka niepewny jak ma się pożegnać z przyjacielem. Louis wywrócił oczami widząc onieśmielenie Harry’ego. Złapał go za dłoń i przyciągnął do siebie, żeby go objąć. Harry czując jego ramiona wokół siebie zrelaksował się. Louis jeszcze podniósł się i cmoknął go w policzek szepcząc w skórę Harry’ego „dziękuję” i „kocham cię”. Harry zadrżał i poczuł jak jego policzki robią się ciepłe, w jego brzuchu trzepoczą skrzydłami motyle, a jego serce tłucze się o . Po krótkiej chwili zorientował się jednak, że Louis nie mówił tego w sposób w jaki chciał to od niego usłyszeć i odszepnął mu to samo, starając się ukryć nutkę rozczarowania.

Potem wyszli, a Harry jakimś cudem zdołał usadzić dziewczynki w ich fotelikach, w swoim samochodzie i pojechał do domu Louisa, słuchając rozmów dziewczynek i ignorując uśmiech Lottie.

Ugotował dziewczynkom makaron, bo było to szybkie i łatwe, a on naprawdę nie miał siły na gotowanie czy cokolwiek co zajęłoby więcej czasu. Dziewczynki zadowolone zjadły, rozmawiając o tym jak to będzie mieszkać z Lou, Harrym i mamą. Potem przygotowały się do spania. Harry pomógł Daisy i Phoebe przebrać się w ich piżamy i nadzorował to jak myły zęby, a potem ułożył je w łóżkach i przeczytał im bajkę na dobranoc („Musisz zmieniać głos, Tatusiu, tak jak Louis.”) i pocałował je w czoła, zanim zabrał się do położenia Georgii.

Harry był wyczerpany po zapewnianiu Flick, że Louis nie umrze we śnie i że zobaczy go jutrzejszego popołudnia. Zamknął jej drzwi wzdychając cicho i opierając się o nie czołem, zbierając się w sobie, zanim poszedł sprawdzić co u Lottie.

Leżał z nią blisko pół godziny, śpiewając i szepcząc jej do ucha, uspokajając ją, by zasnęła. Była roztrzęsiona przez wypadek. W zasadzie, bardziej przez obrażenia, które odniósł Louis niż przez samo zdarzenie, chociaż nie pokazywała tego w drodze do domu. Rozumiała, że pokazywanie jak źle się czuje w takich okolicznościach, nie pomogłoby nikomu. Jednak teraz bez młodszych sióstr w pobliżu, źle reagowała na stres. Potrzebowała, żeby ktoś ją uspokoił, a jedyną osobą od której tego oczekiwała, nie licząc Louisa, był Harry.

Później chłopak wyplątał się z jej rozluźnionego przez sen ciała, ostrożnie zamykając za sobą drzwi i wyczerpany dowlókł się do kanapy na dole, gdzie zadzwonił do mamy, po czym zapadł w sen.

*~*~*~*

Następnego ranka Harry obudził się o wpół do siódmej. Kanapa była niewygodna i od spania na niej, bolały go plecy, a jak mówił, jego wczesna pobudka nie miała nic wspólnego z tym, że Louis wracał tego dnia do domu. Jego matka przyjechała około 10.30, żeby zaopiekować się dziewczynkami kiedy Harry pojedzie po Louisa do szpitala. Dzięki temu miał uniknąć zbędnych opóźnień, a Louis miał mieć szansę przygotowania się na wybuch ekscytacji, który miał nastąpić, kiedy tylko chłopak przekuśtyka przez próg.

Nie zniknął na tak długo, jednak dla dziewczynek było to jak cztery miesiące i chociaż tego nie okazywały, jego widok w łóżku szpitalnym wstrząsnął nimi wszystkimi.

Około 7 Daisy i Phoebe zbiegły po schodach, z blond włosami rozczochranymi od snu. Kiedy zobaczyły, że Harry nie śi natychmiast zaczęły prosić go o naleśniki. Chłopak łatwo się zgodził, desperacko szukając czegoś co odciągnie jego myśli od tego niebezpiecznego, przerażającego miejsca gdzie kryły się jego uczucia do Louisa.

Daisy i Phoebe usiadły przy stole, rozmawiając z podekscytowaniem, kiedy Harry krzątał się po kuchni robiąc naleśniki. Dziewczynki nie zwracały na niego uwagi dopóki naleśniki nie stanęły przed nimi na stole.

-Tatusiu? – spytała Phoebe, powodując, że Harry się zakrztusił.

Nie zdawał sobie sprawy z tego, że pozostałe dziewczynki też go tak nazywają. Nie był pewien czy to było dobre, czy nie.

-Tak, Phoebe?

-Kiedy twoja mama, przyjedzie, jak mamy ją nazywać?

-To dobre pytanie, skarbie – odpowiedział marszcząc brwi – Naprawdę nie wiem jak na to odpowiedzieć. Będziecie musiały ją zapytać.

-Możemy do niej mówić babciu? – tym razem odezwała się Daisy - Bo ty jesteś tatusiem, a ona jest twoją mamą, czyli babcią, prawda?

Harry zamarł z naleśnikiem w połowie drogi do ust.

-Daisy, wiecie, że nie jestem naprawdę waszym tatusiem, tak?

Ona spojrzała na niego zdziwiona.

-Tak, ale jesteś w połowie drogi. Kochasz Louisa, który jest zupełnie jak nasz tatuś, a Louis kocha ciebie. Pewnego dnia weźmiecie ślub i naprawdę będziesz naszym tatusiem. Więc możemy cię tak nazywać, prawda?

Harry zakrztusił się, a na jego policzkach zakwitły rumieńce, kiedy o tym pomyślał. Tak pomyśał o tym. Ślub… Rodzina… Pocałunki… Miesiąc miodowy… Och, boże dość. Nie możesz tego robić, kiedy one są w pokoju, a Daisy czeka na odpowiedź. Odpowiedz jej kretynie.

Harry odkaszlnął.

-Eee… Tak… Myślę, że tak.

Twarze bliźniaczek pojaśniały, a dziewczynki były najwyraźniej zadowolone z tego, że wszystko zostało wyjaśnione.

Kiedy skończyli jeść, Harry zabrał je na górę, by się ubrały, zobaczył, że Georgia również się obudziła i jej również pomógł się ubrać. Potem usiadł z nimi przed telewizorem oglądając Spongeboba, Georgia z talerzem naleśników stojącym na stoliku przed nią. W końcu ruszył, żeby przygotować posłanie dla swojej mamy. W piwnicy był pokój gościnny, więc chłopak zaścielił łóżko czystą pościelą i posprzątał pomieszczenie, uważając by nic nie wyrzucić.

Zajęło mu to zaskakująco dużo czasu i kiedy skończył była 10. Wrócił na górę, gdzie ujrzał wszystkich poza Lottie na kanapie przed telewizorem kompletnie pochłoniętych bajką. Nałożył kolejne dwa talerze podgrzanych naleśników, po czym jeden z nich postawił przed Flick, a z drugim ruszył na górę, by obudzić Lottie.

Uchylił drzwi i zajrzał do pokoju. Parsknął, kiedy zobaczył ją rozciągniętą na całym łóżku, zajmującą tak wiele miejsca jak to tylko możliwe. Otworzył lekko drzwi, na palcach podszedł do jej łóżka i potrząsnął delikatnie jej ramieniem.

-Lottie – szepnął, uśmiechając się, kiedy odowiedział mu tylko jęk – Wstajemy, skarbie, musisz wstać. Chcę, żebyście były ubrane, kiedy przyjedzie moja mama, więc wstań proszę.

Lottie podniosła głowę i spojrzała na niego zaspana.

-Śpię – mruknęła nierwyraźnie, ponownie chowając twarz w zgięciu łokcia.

Harry zaśmiał się cicho.

-Właśnie widzę. Nie jesteś ani trochę podekscytowana tym, że Louis wraca do domu?

Jej głowa wystrzeliła do góry, a ona wstała opierając się na wszystkich czterech kończynach, po czym przysiadła na piętach.

-Louis wraca do domu? Ach tak! Wraca do domu! – uśmiechnęła się, a w jej oczach zamigotały radosne iskierki.

Harry również się uśmiechnął.

-Tak, a moja mama przychodzi, żeby się wami zająć, żebym mógł po niego pojechać, więc wstawaj z tego łóżka, dziewczyno!

Zaśmiała się po czym wyskoczyła z łóżka i podbiegła do szafy. Harry opuścił pokój schodząc na dół. Lottie dołączyła do nich kilka minut później i usiadła przy stole przysuwając do siebie talerz z naleśnikami.

Kiedy minuty mijały, Harry był coraz bardziej niecierpliwy. Był gotowy do wyjścia, chciał już pojechać do Louisa. Kiedy jego matka, Anne w końcu przyjechała, pospiesznie przedstawił ją dziewczynkom. Kiedy doszedł do Daisy, ona uśmiechnęła się radośnie, a w jej oczach widniało pytanie.

-Możemy nazywać cię babcią? Tatuż powiedział, że mamy spytać ciebie, bo on nie wie – spytała niewinnie.

Brwi Anne powędrowały do góry. Rzuciła Harry’emu jedno ze spojrzeń typu „porozmawiamy o tym później”. On tylko wzruszył ramionami zbyt nieciepliwy, żeby się zawstydzić.

-Nie widzę powodu, żebyście nie mogły. Mi to nie przeszkadza – powiedziała powoli uśmiechając się.

Bliźniaczki pisnęły cicho. Harry ponownie zerknął zniecierpliwiony na zegar. Jego matka zauważyła to z rozdrażnieniem.

-Harry po prostu jedź po niego. Przez ciebie sama się denerwuję, kiedy tak tu stoisz – parsknęła.

Uśmiech, który pojawił się na ustach chłopaka był oślepiając. Nachylił się, by cmoknąć ją w policzek, zanim ucałował dziewczynki na pożegnanie i wybiegł przez drzwi.

*~*~*~*

Rudowłosa pielęgniarka, którą pamiętał ze wczoraj przywitała go z uśmiechem.

-Właśnie się ubiera. Zejdzie tu za chwilę. Proszę zaczekać chwilę – powiedziała łagodnie.

Rozpromienił się, praktycznie biegnąc w podskokach, by usiąść w poczekalni. Nie powinienem być tak podekscytowany, że go zobaczę, pomyślał, więc czemu jestem? Szybko stłumił tą myśl w swojej głowie, nie chcąc by jego umysł odbiegł w to nadal mylące miejsce, gdzie ostatnio często bywał.

Podniósł wzrok, kiedy przez podwójne drzwi wyszła inna pielęgniarka popychając wózek inwalidzki na którym siedział Louis. Jego ramie było zakryte pomarańczowym gipsem, jego głowa była obandażowana, a jego twarz podekscytowana. Jego oczy od razu odnalazły oczy Harry’ego, a na twarzach obu chłopców zakwitły identyczne uśmiechy. Harry podniósł się i podszedł do przyjaciela, który ignorując protest pielęgniarki podniósł się z wózka i wpadł w wyciągnięte ramiona przyjaciela. Obaj zaśmiali się radośnie. Radość Harry’ego wynikała z widoku Louisa opuszczającego miejsce, gdzie mógł zginąć, a Louis bo wreszcie wychodził z tego dusznego, starego szpitala. Ich śmiechy były wesołym dźwiękiem, który rozbrzmiał w uszach każdego dookoła. Uścisnęli się, upewniając drugiego, że u nich w porządku, a to naprawdę się dzieje.

Harry odsunął się, uśmiechając się na widok przepięknej twarzy Louisa. Louis automatycznie odwzajemnił uśmiech, wspinając się na palce, by złożyć na policzku przyjaciela czuły pocałunek. Harry parsknął śmiechem.

-Chodź szalony Lou. Zabierzemy cię z tąd – rzucił Harry dokuczliwie. Louis pisnął lekko oszołomiony, jednak wyrwał się z ramion Harry’ego i pobiegł w kierunku drzwi. Uśmiech Harry’ego złagodniał, kiedy poszedł za Lou, wspierając go – Zwolnij, tygrysie. Proszę, spróbuj się znowu się nie uszkodzić – powiedział łagodnie.

Poprowadził Louisa do samochodu żegnając się z pielęgniarkami, kiedy odjeżdżali.

*~*~*~*

Podczas jazdy samochodem wyjąc razem z wykonawcami, których piosenki puszczali w radio, przerywając tylko na chwilę, by trochę porozmawiać. Kiedy wjechali na podjazd, Louis zaczął bawić się i wykręcać swoje palce ze zdenerwowania. Harry spojrzał na niego.

-Wszystko w porządku, Lou? – spytał łagodnie.

Louis spojrzał na niego, a po wyrazie jego twarzy widać było, że jest zdenerwowany.

-Denerwuję się poznaniem twojej mamy – przyznał – Co jeśli mnie nie polubi?

-Polubi cię – obiecał Harry – bo ja cię lubię. Po prostu… Spróbuj się nie denerwować. To jedyna rzecz, której nie lubi. Kiedy ludzie się denerwują w jej obecności. Jest bardzo przyjazną i otwartą osobą, więc nie lubi, kiedy lydzie czują, że nie mogą z nią porozmawiać i po prostu powiedzieć co im chodzi po głowie.

Louis westchnął.

-Dobrze. No to lećmy.

Harry uśmiechnął się i poklepał go po plecach.

-O tym mówiłem, Lou. W takim razie, chodź.

Wysiedli z samochodu, a Louis zachwiał się lekko, ale udało mu się utrzymać w pionie bez pomocy. Harry podszedł blisko niego, gotowy złapać go, gdyby było to potrzebne. Popchnął drzwi i wszedł do środka przed Lou. Dziewczynki Dziewczynki wypadły pędem z korytarza z szerokimi uśmiachemi przyklejonymi do twarzy, na widok których Harry uniósł ręce z wahaniem.

-Dziewczynki, dziewczynki, wolniej. Ostrożnie, dobrze? Dopiero wyszedł ze szpitala i nie jest jeszcze w stuprocentowej formie – powiedział surowo.

Dziewczynki pokiwały głowami i zbliżyły się do brata o wiele ostrożniej. Każda po kolei przytuliła go mocno. Mama Harry’ego stała w korytarzu obserwując zaistniałą sytuację z zainteresowaniem.

Na jej twarzy pojawił się uśmiech, kiedy Harry kucnął tak, że jego twarz znajdowała się na wysokości buzi Phoebe i spytał czy dobrze się bawiła. Dziewczynka uśmiechnęła się i pokiwała gwałtownie głową wyciągając ręce w jego stronę. Harry przytulił ją do siebie, obejmując ją ramionami i opierając ją na swoim biodrze. Ona oparła główkę na jego ramieniu, a z jej ust wyrwało się ciche westchnienie. Anne uśmiechnęła się do Georgii, kiedy dziewczynka podeszła do niej i objęła ją ramionami w talii. Właśnie na to czekała. Na rodzinę. Na wnuki. Miała tylko nadzieję, że Harry tego nie zepsuje.

Obserwowała ich przez cały dzień i zauważyła, że Harry jest bardzo blisko z dziewczynkami i ich bratem. Wszystkie nazywały go tatą, lub tatusiem, a Harry wytumaczył jej, że to ich niedawno rozpoczęty nawyk, który przyjął się po wypadku. Spędzili cały dzień kręcąc się w okolicy domu. Harry zabierał Daisy, Phoebe i Georgię do parku na końcu ulicy, kiedy zaczęły nudzić się w domu i zaczęły trochę za bardzi szturchać Louisa.

Kolacja była około 18, a jadalnię wypełnił gwar dziecięcych rozmów. Dziewczynki pochłaniały jedzenie z talerzy jakby nie jadły od wieków. Później Harry włączył film „Shrek”, a wszyscy zebrali się w salonie, żeby obejrzeć go razem. Georgia przytuliła się do boku Anne, zaspana śmiejąc się z bajki. Harry usiadł tak, że plecami opierał się o podłokietnik kanapy, Louis usadowił się między nogami Harry’ego, a ramiona chłopaka objęły jego plecy. Anne cały czas obserwowała ich kątem oka, uśmiechając się, kiedy Louis ukrywał twarz w szyi Harry’ego, a dłoń jej syna automatycznie wędrowała do włosów drugiego chłopaka, żeby go po nich pogłaskać. Louis zasnął po trzech kwadransach opadając na klatkę piersiową Harry’ego. Anne zakryła uśmiech dłonią, kiedy jej syn zaczął się wiercić dopóki Louis nie znalazł się w jego ramionach, w sposób w jaki trzyma się panny młode i zabrał chłopaka z pokoju, jak wywnioskowała, do łóżka. Harry wrócił kilka minut później, obserwując zaspane twarze dziewczynek i decydując się wyłączyć film. Dookoła rozległy się protesty, jednak wszyscy byli wyczerpani po długim i ekscytującym dniu. Harry wziął Phoebe na ręce i zaniósł ją do jej pokoju. Daisy uczepiła się jego dłoni i pozwoliła się pociągnąć na górę.

Anne pomogła Harry’emu położyć dziewczynki spać, zajmując się głównie Georgią, która po ułożeniu ją do łóżka przez Anne, poprosiła ją o przekazanie Harry’emu (albo Tatusiowi) że może przyjść pocałować ją na dobranoc. Uśmiechnęła się i poszła znaleźć Harry’ego. Znalazła go, zamykającego drzwi do pokoju bliźniaczek. Potem ruszył do pokoju Georgii i pocałował ją na dobranoc, szepcząc „słodkich snów, skarbie”. Anne cofnęła się ze łzami w oczach zastanawiając się jak to możliwe, że Harry nie widzi jak bardzo ta rodzina go kochała i potrzebowała. Jak bardzo on kochał i potrzebował ich. Po cichu zamknął drzwi pokoju dziewczynki, podchodząc do matki i całując ją w policzek, mamrocząc krótkie dobranoc, zanim ruszył korytarzem do pokoju Flick. Anne zeszła po schodach nie chcąc przeszkadzać uśpionym już mieszkańcom i ruszyła do swojego pokoju.

*~*~*~*

Harry sapnął ciężko. Pot perlił się na jego szyi. Chłodne palce zacisnęły się na jego lokach, a palce drugiego mężczyzny paliły jego skórę z każdym czułym i przyciągającym go dotykiem. Harry przycisnął go mocniej do ściany, a jego biodra zetknęły się z miednicą mężczyzny. Pochylił się łapiąc między zęby delikatną skórę na szczęce mężczyzny, czując na ustach drapiący, kilkudniowy zarost. Mężczyzna wplótł palce głębiej w włosyHarry’ego i odchylił głowę uderzając nią o ścianę. Harry spojrzał na niego spod rzęs napawając się widokiem roztrzepaej grzywki i delikatnych kości policzkowych. Mężczyzna zauważył, że Harry zaprzestał wykonywania czynności, otworzył oczy i spojrzał na niego najbardziej niebieskimi oczami jakie Harry kiedykolwiek widział.



Louis pociągnął Harry’ego za loki, domagając się kontynuowania przerwanych czynności. Z gardła Harry’ego wyrwał się jęk, a on szarpnął biodrami do przodu, zderzając się z miednicą Louisa, zanim opuścił głowę i ukrył twarz w zagięciu szyi chłopaka.



Przycisnął nos do skóry za uchem Louisa. Zapach był tak słodki, że nie mógł się powstrzymać od wysunięcia języka i posmakowania jej. Louis jęknął, a Harry uśmiechnął się. Jego język jeszcze raz przebiegł po skórze za uchem Louisa drażniąc językiem to miejsce, jak kot. Louis zakołysał biodrami, a jego powieki opadły. W odpowiedzi Harry podniósł go nadal przyciskając do ściany. Nogi Louisa automatycznie owinęły się wokół talii Harry’ego. Harry jęknął, nowe położenie dawło mu o wiele więcej dostępu. Ponownie wypchnął biodra w kierunku Louis, niemal mdlejąc z powodu odczuć. Wrócił do szyi Louisa i zaczął ssać czując jak skóra chłopaka puchnie. Puścił ją i przebiegł językiem po siniaku, łagodząc ból. Louis poruszył się, a jego plecy wygięły się w łuk, kiedy wypchnął biodra w stronę Harry’ego. Wyciągnął szyję, a jego usta musnęły ucho Harry’ego.

-Harry – szepnął ponaglająco – Harry… Harry, wstawaj. Harry.

To nie miało żadnego sensu. Dlaczego Louis kazał mu wstawać, przecież dopiero zaczynała się ta dobra część.

Harry… Na miłość boską! Harry nie jesteś psem. Proszę obudź się i przestań kopać mnie w nogę.

Głos Louisa był rozbawiony, ale rozdrażniony. Ten dźwięk wstrząsnął Harrym i



Natychmiast go obudził.

Pierwszą rzeczą, którą zauważył było to, że był boleśnie twardy. Drugą rzeczą, którą zauważył, był Louis zerkający na niego z rozbawieniem. Popukał Harry’ego w klatkę piersiową.

-Chyba powinieneś pójść do łazienki i… Zająć się twoim problemem – uśmiechnął się – Wróć, kiedy się doprowadzisz do ładu.

Harry jęknął czując jak upokorzenie przepływa przez jego żyły. Boże, pomyślał, co się z tobą dzieje, Styles? Stoczył się z łóżka i kaczkowatym krokiem ruszył do łazienki obok pokoju Louisa ignorując chichot dochodzący z jego sypialni.



Zamknął drzwi i przekręcił klucz w zamku, by mieć pewność, że nikt mu nie przerwie. Miał dość wstydu jak na jedną noc.

Wsunął rękę do bokserek i jęknął desperacko próbując nie myśleć o mężczyźnie czekającym na niego w sypialni. Och, Boże, on czeka na mnie w sypialni. To mogło zostać uznane za eufemizm. Ta myśl sprawiła, że z jego ust wyrwał się kolejny jęk. Szybko zdjął bokserki, nie za bardzo uśmiechało mu się kupowanie nowych po wszystkim. To bez wątpienia wywołało by o Louisa śmiech.

Usiadł na brzegu wanny. Chłodna porcelana działała kojąco na jego rozpaloną skórę. Jego dłonie pracowały szybko, szarpiąc i ciągnąc. Jego oddech przyspieszył i stał się urywany i nierówny, z każdym ruchem jego palców. Twarz Louisa przemknęła przed jego oczami. Najpierw ujrzał Louisa ze swojego snu, na ten widok poczuł ogień płynący przez jego żyły, a skóra zaczęła go palić, dopóki obraz nie przekształcił się w jego Louisa. Louisa, który żartował za każdym razem, gdy zdarzyła się ku temu okazja, Louisa który kochał swoje siostry bardziej niż cokolwiek innego, Louisa który był zawzięty, kochający i piękny. Louisa, który codziennie powtarzał mu, że go kocha. Słyszał jak szepcze te słowa do jego ucha. Kocham cię.

Z tą myślą szczytował. Jego plecy wygięły się w łuk, a z jego gardła wyrwał się bolesny, zduszony jęk. Osunął się po wannie, jego mięśnie zwiotczały z wyczerpania.

Spojrzał na ścianę i jęknął. Narobił niezłego bałaganu, czyż nie? Westchnął i podniósł się zaciągając zasłonę prysznica, zanim włączył wodę. Uderzyła o ścianę i zmyła z niej wszystko, podczas gdy on zastanawiał się co to właściwie znaczyło.

Tak naprawdę wysnuwał tylko jeden wniosek i był głupcem próbując wcześniej temu zaprzeczyć. Naprawdę, zakochiwał się w swoim najlepszym przyjacielu.

To zdecydowanie nie było w porządku. Nie mógł tego zrobić. Nie tylko dlatego, że nie był gejem, ale Louis był jego najlepszym przyjacielem i potrzebował go, żeby trzymać się w kupie, nie żeby jeszcze bardziej rozrywać go na strzępy, do czego nieuchronnie prowadziło zakochanie się w najlepszym przyjacielu. Jeśli jego uczucia nie były odwzajemnione to mogło zniszczyć ich obu.

Harry obrócił się nieco, pozwalając strugom wody spłynąć po jego ramionach. Z drugiej strony, jeśli było odwzajemnione… Nie. Nie mógł iść tą drogą. To prowadziłoby do zrobienia sobie nadziei , a nadzieja do złamanego serca.

Gwałtwnie zakręcił korki, wyłączając wodę i stając na podłodze. Wytarł się szybko, zanim ponownie założył bokserki. Otworzył drzwi i potykając się w ciemnym korytarzu kiedy ruszył z powrotem do pokoju Louisa. Delikatnie otworzył drzwi i ujrzał Louisa w łóżku, zwróconego plecami w jego stronę. Ostrożnie i po cichu wszedł do sypialni, unikając piszczącej podłogi w okolicach łóżka i omijając ubrania rozrzucone po podłodze. Uniósł kołdrę i wsunął się pod nią kładąc się za Lou. Louis mruknął coś przez sen, poruszając się troszkę i przewracając się, układając głowę przy głowie Harry’ego.

-Jak tam, skarbie? – mruknął w szyję Harry’ego.

Chłopak poczuł, że jego policzki płoną z upokorzenia. Jęknął.

-Nigdy nie pozwolisz mi o tym zapomnieć, prawda? – spytał go.

Poczuł jak Louis uśmiecha się w jego szyję

-Nie – zachichotał – To zbyt zabawne. A teraz idź spać i nie budź mnie znowu. Spróbuj się kontrolować, dobrze?

Harry wywrócił oczami i ostrożnie objął Louisa w talii.

-Dobrze, a teraz zamknij się głupku – mruknął.

*~*~*~*

Następny ranek był niewiarygodnie niezręczny dla Harry’ego. Louis nie widział nic złego w dokuczanio mu przy wszystkich, wliczając jego mamę. Każde zdanie, które powiedział, zawierało jakiś zmyślnie ukryty eufemizm, nie pozwalając twarzy Harry’ego powrócić do normalnej barwy.

Po boleśnie długim śniadaniu, Louis ogłosił, że idzie wziąć prysznic, mrugając do Harry’ego kiedy opuszczał pomieszczenie. Mama Harry’ego oczywiście wszystko widziała i zaciągnęła Harry’ego do kuchni.

-Mamo, muszę pomóc Daisy i Phoebe przygotować się do szkoły –zaprotestował słabo – Musimy wyjść za kwadrans.

Jego matka wywróciła oczami.

-Harry myślę, że możesz poświęcić parę minut na rozmowę z matką – oznajmiła surowo – Więc wyjaśnij mi, kiedy ty i Louis zaczęliście ze sobą spać?

-C-co? O czym ty mówisz? – wyrzucił z siebie – Nie śpię z Lou! Znaczy… Śpię, ale nie w ten sposób.

-Harry, coś się stało poprzedniej nocy – oznajmiła pewnie – A ty mi powiesz co to było.

-Er… - zaczął niezręcznie – Ja… Uh… Mogłem… Mogłem mieć… Er… Sen poprzedniej nocy i… och, Boże. Nie mogę ci tego powiedzieć!

-Miałeś erotyczny sen o nim, prawda?

-Ja… Nie! – oznajmił pospiesznie – Nie, ja zdecydowanie nie… Dobrze, tak miałem.

Jego matka wywróciła oczami.

-Boże, to takie zawstydzające. W tym śnie ja… No wiesz… Byłem z nim i ja, uh… Ja… Odbywałem stosunek… Z nim…?

Jego matka zacisnęła usta w wąską linię, próbując ukryć rozbawienie, dając mu sygnał, by kontynuował. Harry westchnął.

-Louis obudził się, a potem obudził mnie i powiedział mi, żebym… Zajął się swoim problemem i wrócił, kiedy skończę.

-I to zrobiłeś. Zająłeś się swoim problemem, a potem znowu położyłeś się z nim do łóżka.

Harry potarł swój kark, zażenowany. Nigdy nie myślał, że będzie rozmawiał o tym z matką. Oczywiście, kochał ją i ufał jej radom, ale to było przekroczenie linii. Jego matka nie powinna wiedzieć, że to robił. Nigdy. Po prostu… Po prostu nie.

-Harry, zadam ci pytanie i chcę, żebyś odpowiedział na nie szczerze – matka spojrzała na niego uważnie – Czy jesteś w nim zakochany?

Harry zawstydzony zacisnął powieki.

-Nie, ale sądzę, że jestem tego bliski – mruknął cicho.

Anne westchnęła. Jej syn brzmiał jakby był załamany z tego powodu.

-To nie jest zła rzecz, Harry. Nikogo nie będzie obchodziło czy go lubisz – powiedziała łagodnie.

Syn spojrzał na nią pokonany.

-To nie prawda. Jego może to obchodzić. Nie mogę go stracić, mamo. Wolę być jego przyjacielem niż w ogóle nie móc przy nim być – szepnął smutno.

Jej oczy złagodniały i otworzyła usta, by powiedzieć mu co o tym muśli, kiedy Daisy weszła do kuchni trzymając swoje buty. Harry odwrócił się do swojej matki po tym jak wziął od Daisy buty.

-Przepraszam, ale naprawdę musimy iść. One mają szkołę, a ja pracę. Porozmawiamy później, obiecuję.

Pocałował ją w policzek, po czym ruszył za Daisy na schody gdzie siedziała Phoebe. Odłożył buty Daisy schylając się i zawiązując najpierw buty Phoebe, zanim podniósł Daisy i usadził ją na schodach, by zawiązać jej. Cała trójka krzyknęła pożegnanie, po czym wzięła swoje torby i ruszyła do szkoły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz