Harry.
Opuściłem szpital po dwóch tygodniach pobytu. Byłem niezmiernie podekscytowany dzisiejszym powrotem do Francji. Jeszcze wieczorem uściskam mamę i nacieszę oczy widokiem Sekwany. Popołudnie mijało spokojnie. Ciocia Alice przygotowała ciasto z truskawkami, a Louis nie odstępował mnie nawet na krok. Czuł się za mnie odpowiedzialny, jak twierdził. Uważałem jego troskę za zupełnie zbędną, ale nie potrafiłem poskąpić mu czegokolwiek. Był szczęśliwy, że skończyło się tylko na bliznach, a jednocześnie smutny, bo nie miał wystarczajaco dużo czasu by mi się odwdzięczyć. Uważałem to za absurd, oczywiście, przecież niczego od niego nie oczekiwałem. Był moim przyjacielem, odnalazłem w nim bratnią duszę. Obiecałem, że będę go zasypywał listami. Skrzywił się, ale przystał na moją propozycję. Samolot wylatywał kilka minut przed 21. Miałem zatem prawie pięć godzin, by należycie pożegnać się z Wielką Brytanią i z ludźmi, których tu poznałem. Byli wszyscy; Liam i Danielle, Zayn, Niall, Eleanor i oczywiście Lou. Pod moją "nieobecność" cała grupa dowiedziała się prawdy o Louis'ie. Wszyscy przyjęli go ciepło, że też w to wątpił. Dla nich będzie zawsze tym samym człowiekiem, bez względu na to, czy ugania się za kobietami czy za facetami. Nie obyło się bez pożegnalnych prezentów, którym ja byłem jak najbardziej przeciwny, ale cóż mogłem zdziałać w pojedynkę?
- Weź. Cały Ty. - mruknał przyjaźnie Zayn, układając wargi w ciepły usmiech. Delikatnie ująłem w dłonie zawinięty w blado niebieski papier, podarunek. Rozdarłem szybko opakowanie, a moim oczom ukazała się niesamowita, miętowa koszula.
- Będzie podkreślała Twoje oczy. - dodała nieśmiało El, zerkajac przez moje ramię. Podziękowałem brunetowi przyjacielskim uściskiem. Po chwili wciąż stojąca za mną szatynka odwróciła mnie w swoją stronę i wsuneła w moja dłoń małą torebkę. Pokręciłem głową, a na co ona tylko westchnęła. - Zauważyłam, że lubisz kolorowe sznureczki okalające Twojke nadgarstki, więc.. zrobiłam coś dla Ciebie. - wyjąłem małą, skąpaną w pastelowych barwach bransoletkę, po czym ponownie uniosłem wzrok na El.
- Zrobiłas ją sama? - spytałem ze zdumieniem, a dziewczyna skinęła głową uśmiechając się przy tym dumnie. - Jesteś niesamowita, dziękuję. - pośpiesznie założyłem prezent na rękę, by zaraz potem porwać wątłą szatynkę w swoje objęcia i mocno ją przytulić. Z bok niepewnie czaił się Niall. Zachęciłem go uśmiechem i delikatnym skinieniem dłoni.
- Właściwie.. to od mojej mamy. - wysunął w moją stronę małe pudełko, w którego wnętrzu znajdowała się niewielka butelka z jakimś mętnym napojem. No tak, rodzice Irlandczyka słynęli z własnych alkoholi. Ten mały blondasek naprawdę wie, co lubię. Zaśmiałem się cicho, po czym otuliłem go wolną ręką i lekko przycisnałem jego ciało do swojego torsu. - Będę tęsknił. - wyszeptał wprost do mojego ucha, a ja odruchowo zerchnałem w jego nieziemskie tęczówki. Kąciki moich ust same się uniosły.
- Wiem, Niall. Ja też będę tęsknił. - czułem z nim.. dziwną więź. Nie było w tym nic ordynarnego, ja po prostu.. uważałem, że jest niezwykle urokliwy. Będe tęsknił za jego natrętnym spojrzeniem i tą uroczą, blond czupryną.
- Danielle uparła się, że sprezentuje Ci coś interesującego. - Liam podał mi papierową torbę, a Dan szeroko się uśmiechnęła. Byli razem tacy naturalni, stworzeni dla siebie. Uśmiechnałem się do swoich myśli, gdy dziewczyna wpadła w moje ramiona.
- Słyszałam, ze lubisz książki tego autora. Ta książka.. - wskazała na trzymaną przeze mnie torbę. - .. była według mnie godna największej uwagi. - skinąłem głowa i nawet nie zauważyłem, gdy stanął przede mną Louis. Był bardzo z siebie zadowolony. Skrzyżowałem więc ręce na wysokości klatki piersiowej, uważając na rany, które wciąż dawały mi o sobie znać i otuliłem jego twarz uważnym spojrzeniem.
- Więc ja.. Żebyś o mnie pamiętał. - dodał nieco ciszej i podał mi koszulkę w paski. Była zwykła, po prostu, ale byłem pewien, ze zawsze będzie mi o nim przypominała. Uściskałem go ostrożnie, a on pogłaskał otwartą dłonią moje plecy i wyszeptał jeszcze ciche "dziękuję".
Louis.
Chciałbym by czas bez Harr'ego płynął choć w połowie tak szybko, jak ten spędzany z nim. Zyskałem przyjaciela, ale to normalne, że musi wrócić, prawda? Ma tam dom, mamę, być może znajomych. To tam ukształtował się jego charakter, to tam narodził się ten wielki talent. Dlaczego więc wierzyłem, że Styles mógłby zostać w Londynie na stałe? Znaleźć tutaj jakąś niezobowiazującą pracę, koontynuować naukę, jeśli zechce, zaprosić tu mamę, by razem mogli zacząć coś nowego.. Byłem zbyt wielkim egocentrykiem by pojąć, że we Francji czuł się po prostu szczęśliwy i spelniony. Być może nie potrzebował mnie tak bardzo, jak ja jego?
- Jest niezła, Louis, dzięki. - jego nienaganny wzrok muskał każdy cal koszulki, którą uparcie ściskał w dłoniach. Nie byłby sobą, gdyby i dla nas czego nie przygotował, więc nie zdziwił mnie fakt, że po chwili nieobecności wrócił do salonu ze sporym szkicem, przedstawiającym nas wszystkich. Byłem pod wrażeniem, zupełnie tak jak cała reszta.
- Wykonałem go jeszcze podczas pobytu w szpitalu. Przywiązałem się do Was, ale.. nie mówcie nikomu, że mam serce. - szatyn uśmiechnął się w ten specyficzny dla siebie sposób i podał rysunek Eleanor, wokół której zaraz znaleźli się Zayn i Niall.
Reszta wieczoru minęła bardzo szybko. Wszyscy wrócili do domów, poza mną i Dan, która nie potrafiła odkleić się od Liam'a. Bardzo chciałem odwieźć Harr'ego na lotnisko razem z Alice, ale.. chciałem już mieć za sobą to pożegnanie. Chciałem wrócić do domu i nauczyć się żyć bez tego tak bardzo istotnego pierwiastka, jakim była obecność Francuza. Już zawsze będzie dla mnie kimś wyjątkowym nie tylko przez wzgląd na to, że prawdopodobnie ocalił moje życie. Czułem, ze więź między nami jest naprawdę silna i nie zamierzałem o tym zapominać. Musiałem po prostu przywyknąć do realiów. Musiałem dopuścić do siebie myśl, że Curly ma własne życie. Po 20 widziałem go po raz ostatni. Jego bagaże wylądowały w bagażniku samochodu Liam'a. Wyszedł z domu i od razu odpalił papierosa, a ja zająłem miejsce tuż obok, na marmurowych schodkach.
- Paryż, taa? - mruknąłem cicho, chowając swoje dłonie między kolanami. Chłopak spojrzał na mnie, po czym leniwie wypuścił z ust tytoniowy dym. Ukazywałem mu swoją słabość, ale nie zamierzałem już nikogo przed nim grać.
- Jedź ze mną. - powiedział bez zawahania, by zaraz potem przyozdobić wargi czułym uśmiechem.
- Co?
- Jedź ze mną. - powtórzył dobitnie, a moje serce nie wiedzieć czemu nagle przyśpieszyło biegu. Jego slowa były jak światełko w tunelu i choć propozycja wydawała się absurdalna przez chwilę pomyślałem, że mógłbym.
- Harry.. możemy jechać? - Pani Alice wychyliła się z samochodu i przyjaźnie skinęła głową. Styles wstał i zgasił niedopałek podeszwą swojego buta. Podniosłem się i utkwiłem spojrzenie w jego twarzy. Był ciut wyższy, odrobinę mnie to irytowało.
- Trzymaj się, Louis. Będę pisał. - poklepał moje ramię, po czym ruszył w stronę samochodu, by już po chwili zniknąć w jego wnętrzu. Dźwięk silnika na moment zagłuszył moje myśli. Będzie pisał.
Wróciłem do domu kwadrans przed 21. Czułem się tak, jakbym wypuścił z dłoni coś niezwykle cennego. Czułem pustkę. Wiedziałem jak bardzo będę tęsknił, ale nie sądziłem, że poczuję to jeszcze dziś. Trudno, Louis. Masz tutaj innych przyjaciół. Oni wypełnią ci sobą twój wolny czas. Będzie doskonale. No tak, nie ma to ja motywujące monologi wewnętrzne. Wszedłem do swojego pokoju i usiadłem na blacie pustego biurka. Odetchnąłem spokojnie i na krótką chwilę przymknąłem powieki. Kiedy znowu zobaczę Harre'go? Nie wiem. Nie wspominał nic o szkole, ale zapewne skupi się na rozwijaniu swoich talentów i zapomni, że poznał kogoś takiego jak ja. Curly jest na ogół.. bardzo prosty. Gra zarozumialca, stara się odsuwać od siebie ludzi. Dba o to, by nikogo nadto nie zainteresować swoją osobą. Sęk w tym, ze mimo wszystko jest tylko człowiekiem. Potrzebuje w swoim życiu ludzkiej ingerencji. Nie ma nikogo, kto jest do końca sam. Przez naszą egzystencję przewija się masa ludzi ważnych i mniej ważnych. Takich, których twarze zapamiętujemy i takich, których nie chcemy pamiętać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz