wtorek, 4 marca 2014

*Eleanor.
Właściwie.. kim jesteśmy dla siebie? Jako ludzie, którzy znają się od chwil spędzanych w piaskownicy, poprzez mijanie się na szkolnych korytarzach, aż po zarywanie nocy na rozmowach? Jesteśmy dorośli, a ja wciąż trzymam go za rękę jak zakochana sześciolatka, dla której liczył się tylko fakt, że miał najładniejsze kredki. To unoszące się w powietrzu uczucie, które widać na każdym kroku wśród ludzi mi najbliższych przyprawia mnie o zbędne myśli. Jak to się stało, że tylko ja pozostałam sama, czekając na.. właśnie, na co? Danielle popadła w bezkresną fascynację Liam'em jeszcze rok przed tym, jak chłopak zwrócił na nią konkretną uwagę. Zakochała się w jego ciemnych tęczówkach, tak ciepłych i nieprzeniknionych. W jego dobroci, odpowiedzialności i braku chęci upodobnienia się do innych. Liam z kolei był oczarowany faktem, jak na przestrzeni kilku miesięcy kobieta potrafi się zmienić. Gdy Dan nabrała pewności siebie, wypiękniała także zarówno na duszy jak i ciele. Można by więc rzec, że to przeznaczenie. Czekali na siebie wzajemnie. Louis i Harry są kolejnym przykładem. Uśmiechnęłam się lekko na wspomnienie spojrzenia, jakim się otulali. Po chwili drzwi na dole uchyliły się cicho jak gdyby z obawą, że kogoś ów dźwięk obudzi. Wiedząc, że to Francuz opuściłam łóżko i zbiegłam po schodach. Był zaskoczony moim widokiem. Odwieszał marynarkę.
- Dlaczego nie śpisz? - spytał szeptem, po czym zrobił krok w moją stronę. Wyglądał na odrobinę zaniepokojonego. Moje usta wykrywiły się w zachęcający uśmiech, by dodać mu otuchy.
- Byłam ciekawa, o czym rozmawialiście i czy..
- Tak. - przerwał mi. - Rozmawialiśmy o nas. - wzruszył ramionami i skierował swe kroki w stronę schodów. Wiszący na przeciwległej ścianie zegar wskazywał piętnaście minut po czwartej. Ta jego tajemniczość powoli dawała mi się we znaki. Ruszyłam za nim.
- Wynik tej rozmowy? - szepnęłam tuż obok jego ucha, a on odwrócił się odruchowo i spojrzał na moją twarz. Pokręcił głową i usiadł na przedostatnim stopniu drewnianych schodów. Jego dłonie spoczęły na mojej talii, a już po chwili siedziałam na jego kolanach.
- Pozytywny. - mruknął z uśmiechem, przyglądając się moim odkrytym ramionom. Chciał porozmawiać. Emanował nieopisanym szczęściem. Jego arogancja nie potrafiła tego zatuszować. Czyżbym go rozgryzła? Westchnął spokojnie jakby znając moje myśli. - Nie byłem taki, rozumiesz?
- Jaki? - spytałam podejrzliwie, otulajac ręką jego szyję.
- Uzależniony od kogoś. Jeśli miałem ochotę na faceta, szedłem do klubu. Po wspólnie spędzonej nocy żegnaliśmy się bez zażyłości. Zapominałem, bo nie było o czym pamiętać. Teraz czuję się dojrzalej. Jakbym pokonał jakiś mur, zaczął coś nowego. - słowa z jego ust toczyły się wolno. Wyłapywałam każde, by należycie zrozumieć sens który się w nich krył. Harry nieco mocniej wtulił mnie w swój tors. - Louis jest..
- Wyjątkowy. - wtrąciłam się, a on skwitował to czułym uśmiechem. W jego tęczówkach mimo półmroku dostrzegałam niezmącone niczym uczucie.
- Tak. Na swój sposób mnie do siebie przywiązał. - Francuz skrzywił się, ale wydawał się być dumny z tego powodu. - Nie wyobrażam sobie by pozwolić mu tonąć w ramionach kogoś innego. Na razie tyle.
- Jesteś zakochany. - powiedziałam cicho, a chłopak na moment zacisnął wargi w wąską linię. Byłam pewna, że ma w głowie totalny mętlik, ale nie zamierzałam mu pomagać się z nim uporać.
- Już raz byłem i na tę chwilę trudno mi powiedzieć co czuję. Nie męcz mnie, Els. Złaźź.. - zepchnął mnie ostrożnie ze swoich kolan, a ja zaśmiałam się głośno i jeszcze mocniej przytrzymałam jego szyi. Harry nie był skory do szczerych rozmów. Nigdy. Szanowałam to, choć ciekawość wyżerała mi rozum. Ciekawe co ma mi do powiedzenia Lou.. On zapewne odebrał to wszystko o niebo dotkliwiej. Cóż, pozostaje mi uzbroić się w cierpliwość. Chciałabym by byli ze sobą szczęśliwi, bo przecież.. są dla siebie stworzeni. Są jak słońce i deszcz. Uzupełniają się niejako, na razie zupełnie nieświadomie. Czy tylko ja to widzę?
Po kilku chwilach wróciłam do łóżka, do którego Harry wsadził mnie siłą. Jest taki uroczy, gdy włada nim coś pozytywnego. Jest naprawdę sobą, gdy się uśmiecha i robi głupie rzeczy. Niczego nie skrywa, nie musi. Mnie natomiast na powrót dopadły przemyślenia odnośnie bycia z kimś. Streszczenie wieczoru, które szatyn przed momentem mi zaserwował wszystko spotęgowało. Na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy myślałam tylko o karierze. Byłam ślepo zapatrzona w przyszłość. Później walczyłam z nieodpowiedzialnością. Teraz.. czuję się samotna. Mam wspaniałych przyjaciół, za których mogłabym oddać życie, ale nie tego łaknie moja dusza. Potrzebuję poczuć się wyjątkowa. Potrzebuję czuć, że ktoś darzy mnie czymś ponad przyjaźń. Czas pokaże, niech się dzieje co chce.


Louis.
Obudziłem się kwadrans przed dziewiątą. Oczy piekły, a płuca błagały o świeże powietrze. Podniosłem się powoli i uchyliłem niewielkie okno, by wpuścić do sypialni odrobinę tlenu, wymieszanego z zapachem rosy. Zaciągnąłem się nim i na powrót opadłem na ciepłą pościel. Wpadałoby coś zjeść i jakoś wykorzystać kolejny wolny od pracy dzień. Noc była.. przełomowa, jeśli można tak powiedzieć. Dlaczego więc czuję pustkę? Jakbym zrzucił z ramion coś co ciążyło mi od dawna, a przecież jest zupełnie na odwrót. Niechętnie opuściłem łóżko i zszedłem do kuchni. Naszła mnie ochota na kawę i słodkie tosty. Mamy oczywiście nie było, zapewne zabrała dziewczynki na zakupy. Wstawiłem wodę, a z lodówki wyjąłem konfiturę z wiśni. Ziewnąłem, a po chwili do moich uszu dotarł dźwięk telefonu. Pośpiesznie wróciłem do pokoju, by wygrzebać go spod poduszki. Na wyświetlaczu zachęcajaco migotało "Curly". Uśmiechnąłem się i nacisnąłem zieloną słuchawkę.
- Jadłeś już? - jego zachrypnięty głos przyprawił mnie o dreszcze. Był stanowczy, nie odnalazłem w wypowiedzianych przez niego słowach nawet grama czułości. Cały Harry.
- Zamierzałem.
- Chrzanić to. Zaraz u Ciebie będę. - chciałem spytać co się stało, ale zanim uchyliłem wagi, rozłączył się. Westchnąłem cieżko i pokręciłem głową.
Wygrzebałem z szafy spodnie i koszulkę, by nie przywitać go w samej bieliźnie. Zszedłem do kuchni i zrobiłem kawę. Dla siebie i dla niego. Niedługo po tym ktoś począł zacięcie pukać do drzwi. Uniosłem kąciki warg i otworzyłem je. Szatyn, ubrany w jasną koszulę której dwa pierwsze guziki były odpięte, podszedł i przywitał mnie delikatnym uściskiem. Spojrzałem w jego jasne tęczówki i zamyśliłem się na moment. Były inne niż zazwyczaj, a sam Harry był chyba odrobinę zdenerwowany. To do niego nie podobne. Zazwyczaj był przesadnie pewny siebie, co mnie irytowało, ale jego obecny stan budził we mnie niepokój. Zaprosiłem go do środka. Chłopak od razu skierował swe kroki do kuchni, zapewne wyczuwając w powietrzu aromat kawy. Poszedłem za nim. Milczał. Odniosłem wrażenie, że potrzebuje rozmowy, ale nie wie jak zacząć. Zakłopotany Harry Styles, a to dobre.
- Chcesz porozmawiać? - spytałem cicho, ujmując w dłonie kubek z gorącym napojem.
- Nie. - zaprotestował szybko. - Byłem tylko ciekaw jak się czujesz.
- Co? - ściągnałem brwi i na moment umoczyłem wargi w kawie. Szatyn uśmiechnał się w ten specyficzny dla siebie sposób i wzruszył ramionami. Dotychczas nie przykłądał zbyt wielkiej wagi do sprawdzania jak się miewam. Poza tym byłem pewien, że obudzi się dopiero przed południem. To dziwne.
- Nie patrz na mnie jak na wariata, okey? - powiedział z pretensją i usiadł na szarym parapecie, tuż obok donicznki z lawendą. Nie byłem pewien, co chodzi mu po głowie, ale to żadna nowość. Mozliwość wtargnięcia do jego głowy równała się z cudem.
- Okey. - szepnąłem i zajałem miejsce obok niego. Cisza była przyjemnie krępująca. Uśmiechaliśmy się, co kilka chwil zagarniając kolejny łyk kawy. Sytuacja była komiczna, a fakt, ze oboje zdawaliśmy sobie z tego sprawę jeszcze wszystko potęgował. Po głowie choidziła mi głupawa, francuska melodyjka która idealnie pasowałaby do tej scenki. - Mam się dobrze. - nie wytrzymałem w końu. - I co teraz?
- Skończę kawę i pójdę. - powiedział stanowczym tonem, a gdy spojrzałem na jego twarz oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Wtuliłem policzek w jego ramię, a gdy zapach jego skóry wymieszany z odrobiną perfum dotarł do moich zmysłów, mimowolnie przymknąłem powieki. Czułem się jak dzieciak. To niesamowite, że potrafimy czuć się ze sobą dobrze w każdej sytuacji. Chyba powinienem się przygotować na bezpodstawne wizyty i nie mające sensu wypowiedzi. Harry postanowił się zaangażować. Byłem tego pewien. A ja? Ja pragnąłem tylko mieć go każdego dnia, krok po kroku, coraz bardziej. Powoli. Gdyby odczuł, że jestem uległy, mógłby uznać mnie za zbyt łatwy cel i po prostu zrezygnować. Chyba popadam w lekką paranoję. To niestosowne, że w zachowaniu mojego przyjaciela doszukuję się jakiejś intrygi. Bez względu na to co się wydarzy zawsze będziemy przede wszystkim przyjaciółmi. Owszem, z czasem obaj zapragnęliśmy czegoś więcej. Potrzebujemy mieć siebie na wyłączność. Bycie ostrożnym jest dojrzałe. Tak, Louis, tak będzie cool.
- Wolny dzień, Tomlinson. - machnął mi dłonią przed nosem, a ja uniosłem brwi. - Plany?
- Brak, Styles. - burknąłem cicho, a chłopak uśmiechnął się szeroko. - Szczerze powiedziawszy mam ochotę na leniwy dzień z jakimś mało interesującym filmem w tle.
- Idealnie. - szepnął i dopił resztkę kawy. - Najpierw jednak przyprawię Twoje podniebienie o coś niewyobrażalnie przyjemnego. - tajemniczość w jego głosie wymalowała na mojej twarzy dziwny grymas. Harry westchnął i przesunął palcami wzdłuż swojego prawego policzka. - Muffinki, głupolu.
- Ach! - stęknąłem bezradnie, a Curly pokręcił głową. - To do roboty. - zsunąłem się z parapetu i wstawiłem puste kubki do zlewu. Nie byłem pewien od czego należy zacząć, więc przystanąłem przy kuchennym blacie i wlepiłem w szatyna błagalne spojrzenie.
- Rodzynki? - pokręciłem głową na nie, a Francuz zamyślił się na moment. - Wiórki kokosowe?
- Ble. - wysunałem koniuszek języka, krzywiąc się przy tym jak niezadowolony z deseru chłopiec. Curly westchnął bezradnie i wlepił we mnie czułe spojrzenie. Odruchowo zmarszczyłem nos i wsunąłem dłonie do kieszeni spodni.
- Współpracuj, Chéri. Czekolada? - spytał cicho i zbliżył się na krok. Skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej i spojrzał na mnie podejrzliwie. Skinąłem głową uznając, że to najlepsza opcja. Harry podszedł jeszcze bliżej. Zapomniałem, że za mną znajduje się duży, kuchenny segment więc wpadłem na niego, co uniemożliwiło mi jakikolwiek ruch. Szatyn uśmiechnął się z wyższością i ułożył dłonie na jasnym blacie, naokoło moich bioder. Zadrżałem, gdy otulił moją twarz ciepłym spojrzeniem. Przysunął czerwone usta do moich i wyszeptał w nie powoli i spokojnie. - Potrzebuję mąki, jajek, oleju, mleka i Twoich rąk do pomocy. Da się to zrobić?
- Emm.. Yup.



*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz