czwartek, 6 marca 2014

*Od felernego wydarzenia w kuchni minęło pół godziny. Zayn przebywał w pokoju Megan, natomiast Liam siedział w salonie, oglądając jakiś serial. Ściskał w ręce szklankę z napojem, natomiast w drugiej trzymał lód, przyciskając go do policzka.

- Pierdolony Malik – syknął, gdy zimno spotkało się z rozpaloną skórą.

Liam wiedział, że przybycie Malików do jego domu zapoczątkuje kłopoty. Nie mylił się. Ciągłe kłótnie, bójki i docinki były na porządku dziennym, więc nie było to czymś, czego nie można było znieść. Niestety do tego doszło coś jeszcze, czego Liam nie potrafił nazwać. Nie podobało mu się to, co robili. Nie podobało mu się to, że Zayn go pocałował, a jeszcze bardziej przerażało go to, że oddał pocałunek. Jego ciało nie powinno zareagować w ten sposób na dotyk innego mężczyzny, zwłaszcza, że był to ktoś kogo nienawidzi od zawsze. Im dłużej o tym myślał, tym większy mętlik tworzył się w jego głowie.

W chwili, gdy postanowił dać sobie spokój z tą całą sprawą, do pokoju wbiegła Jane. Nie fatygowała się nawet ze zdjęciem butów, od razu znajdując się przy chłopaku. Po chwili obok niej znalazł się Mark, więc teraz oboje przypatrywali się Liamowi, który skrupulatnie dociskał lód do twarzy.

- Co wy znowu zrobiliście? – zapytała zmęczonym głosem, głośno wzdychając.

- A co mieliśmy zrobić?

- Liam, nie udawaj dobrze? – odsunęła rękę, a im oczom ukazał się sporej wielkości siniak. – To jest nic?

Liam jedynie wzruszył ramionami, nie miał ochoty się spowiadać. Niestety, ani jego mama, ani Mark nie dawali za wygraną. Mężczyzna uważnie przyglądał się Liamowi, a już po chwili zrobił klika kroków do przodu.

- Nie wygląda to najlepiej – odezwał się, wskazując na ranę.

Szatyn odruchowo dotknął wskazywanego miejsca, lecz po chwili skrzywił się, żałując tego.

- Powiesz mi co się stało? – zapytał Mark.

- Po prostu się nie dogadaliśmy – wzruszył ramionami, wpatrując się gdzieś w przestrzeń.

- A coś dokładniej na ten temat? – dopytywała Jane.

W tym momencie usłyszeli kroki. Liam nie podniósł głowy, ponieważ nie mógł być to kto inny, niż Meg lub Zayn.

- Zayn – kobieta próbowała utrzymać spokojny głos. – Możesz mi wyjaśnić co się stało?

- Nic – odpowiedział. Liam prychnął na tę odpowiedź po raz kolejny zwracając na siebie uwagę wszystkich.

- Nic? Raczej sam sobie tego nie zrobił – powiedział Mark, wskazując na opuchliznę pod okiem szatyna.

Zayn wzruszył jedynie ramionami, ruszając z pustą szklanką do kuchni. Jednak po kilku krokach zatrzymał go ostrzejszy ton Marka.

- Zayn – syknął, tracąc cierpliwość. – Czemu uderzyłeś Liama?

- Bo sobie zasłużył? – prychnął, patrząc z przewagą na szatyna.

- To był ostatni raz, rozumiesz? Nie obchodzi mnie jakie stosunki was łączą, macie dojść do porozumienia nie używając pięści. W tym domu nie będzie więcej bójek – powiedział Mark, nie spuszczając wzroku z Zayna.

- Okej – brunet wzruszył ramionami. – To wszystko? Czy mogę w końcu odnieść tę cholerną szklankę?

- Oddaj telefon – oznajmił Mark, wyciągając przed siebie rękę.

- Co? – szepnął Zayn, patrząc niedowierzająco na ojca.

- Nigdy nie stosowałem kar, ale to musi się skończyć. Oddaj mi telefon.

- Nie oddam ci swojego telefonu! – krzyknął zdenerwowany już chłopak.

- Oddaj mi telefon – Mark brzmiał nadzwyczaj spokojnie, jednak inaczej, niż zwykle. – Myślę, że opcja szlabanu byłaby dla ciebie dużo gorsza.

Oczy Zayna rozszerzyły się kilkukrotnie. Patrzył na ojca, jakby pierwszy raz w życiu usłyszał takie żądanie. Skrzywił się nieco, rozmyślając nad słowami ojca. Ostatecznie sięgnął wolną ręką do kieszeni, z gniewem wręczając mężczyźnie urządzenie.

- Zadowolony? – syknął, oddalając się z powrotem na górę, zapominając że nadal trzyma pustą szklankę.

- I jeszcze jedno, koniec ze spaniem w salonie – krzyknął za idącym po schodach synem. – Od dziś wracasz do pokoju Liama.

Szatyn spojrzał zaskoczony za matkę, która z widoczną dumą przyglądała się Markowi. Nie powiedział ani słowa, spuścił wzrok, nadal przykładając lód do kości policzkowej.

- Liam – odezwał się kobiecy głos. Głowa Liama od razu powędrował ku górze. – Słyszałeś, zero bójek pod tym dachem, inaczej będziemy stosować kary.

Chłopak jedynie skinął głową, ukazując, że rozumie słowa matki. Stwierdził, że mówienie czegokolwiek w tej chwili było zbędne. Ostatnie czego pragnął to utrata telefonu lub szlaban.

- No i to leży również w twoim interesie, by Zayn pojawił się w waszym pokoju.

Słowo wasz niezwykle rozłościło Liama. Chciał zmarszczyć brwi i odgryźć się matce, jednak szybki ruch spowodował tępy ból po lewej stronie twarzy. Umiejscowił się wygodniej na kanapie, biorąc łyk wody. Skinął delikatnie głową, by dać znak, że rozumie, mimo że miał niezwykłą ochotę wykłócać się na ten temat.

- I mówię poważnie Liam, zero bójek i tym razem macie dzielić razem ten pokój. Zbyt długo nic z tym nie robiliśmy, czas wprowadzić jakieś zasady do tego domu – powiedziała władczym tonem, który chłopak słyszał tylko w momentach, gdy było już bardzo źle. Wiedział, że tym razem muszą się podporządkować, nie mają wyjścia.

W tym samym czasie wściekły Zayn wbiegł do pokoju siostry. Siedząca przy biurku dziewczyna podskoczyła, gdy brunet zatrzasnął za sobą drzwi. Spojrzała na niego zaciekawionym wzrokiem, dokładnie lustrując jego rozwścieczoną twarz.

- Co? – warknął.

- Nic – westchnęła dziewczyna. – Coś się stało?

- Ten debil zabrał mi telefon! Za to, że uderzyłem Payne’a – z głośnym hukiem ostawił szklankę, chodząc po pokoju.

- Mam dziwne wrażenie, że mówisz o naszym ojcu. Zayn, proszę, trochę szacunku on…

- Ja mam mieć do niego szacunek?! Ja? Rozumiesz? Uderzyłem tego kretyna, bo cię obraził, a Mark tak po prostu zrzucił wszystko na mnie i zabrał mi telefon.

- Wspominam, że nadal mówisz o naszym ojcu. Nie o żadnym debilu, ani o Marku.

- Megan, daj spokój – syknął.

- Nie Zayn, zrozum, on naprawę się stara. Nie powinieneś był uderzyć Liama, nawet jeśli mówił okropne rzeczy. Braciszku, nie jesteście już w szkole. Nie możecie się tak po prostu pozabijać, okej? – podeszła do stojącego przy oknie brata, wtulając się w jego bok. – Oni chcą nad wami zapanować. Nie wiń ich za to.

Brunet wiedział, że jego siostra ma rację. To co się dzieje w tym domu od kilku dni jest totalnym cyrkiem. Nie powiedział nic więcej, po prostu przyciągnął Megan w ciasnym uścisku, kładąc bodę na czubku jej głowy.

****

- Co się stało z twoją twarzą? – zapytał Niall, gdy szatyn przekroczył próg jego mieszkania.

- Nie widać? – wzruszył ramionami, siadając obok Louisa.

- O co poszło tym razem? – zapytał najstarszy, przeskakując pilotem po programach.

- A musiało im o coś pójść? – zadrwił Niall, przynosząc z kuchni trzy kubki herbaty.

Liam spojrzał na chłopaków, którzy wysyłali sobie rozbawione spojrzenia. Westchnął głośno, wychylając się i podbierając blondynowi kanapkę.

- Hej! – syknął chłopak, uderzając Liama w ramię. – Chcesz to sobie zrób.

- Dostałem od matki ultimatum – wtrącił nagle szatyn, zwracając na siebie uwagę.

- Coś więcej? – dopytał Louis.

- Nie wiem co w nią wstąpiło, powiedziała, że albo zacznę dogadywać się z Malikiem, albo zastosuje szlaban.

- Szlaban? – zdziwił się Louis. – Jane nigdy nie stosowała kar.

- Musieli ją nieźle wkurzyć – zaśmiał się blondyn, wpychając do ust kanapkę.

- Spójrz na niego. Jego twarz, wcale jej nie przypomina – zaśmiał się najstarszy. – Dziwisz się, że w końcu straciła cierpliwość?

- Może trochę przegięliśmy – powiedział nieśmiało Liam.

- Ponawiam pytanie, o co poszło? – zapytał ponownie Louis.

- Możliwe, że powiedziałem Malikowi coś o pieprzeniu jego siostry – z ostatnimi słowami chłopaka w pokoju nastała cisza.

Liam milczał, patrząc jak Louis z Niallem po raz kolejny wymieniają spojrzenia. Zaczął się irytować, ponieważ ta dwójka coraz częściej zamiast go wspierać, wytykała wady. I tym razem było podobnie.

- Szczerze? – odezwał się Louis. – Gdybyś powiedział tak o mojej siostrze, już dawno leżałbyś kilka metrów pod ziemią. Serio.

- Dzięki – prychnął Liam.

- Tak tylko mówię. Malik widocznie był bardzo łaskawy niszcząc tylko twoją twarz – skrzywił się patrząc na opuchliznę przyjaciela.

- Możemy skończyć temat? Obejrzyjmy ten durny film, bo nie mam ochoty wracać do domu – syknął, nie zwracając uwagi na przyjaciół.

Kiedy na ekranie pojawiły się napisy, a miska po chipsach była pusta, Liam podniósł się, zerkając na zegarek. Dochodziła dwudziesta pierwsza, więc ze względu na poranne lekcje, musiał udać się do domu.

Od domu Nialla do swojego miał około trzydzieści minut drogi, jednak nie miał najmniejszej ochoty łapać autobusu. Postanowił przejść się, opóźniając swój powrót. Szedł przez oświetlone dzielnice, obserwując wszystko dookoła. Patrzył na zabieganych ludzi i samochody, które stały w korkach. Wszyscy się spieszyli, nie przejmując się niczym. To był Londyn, miasto, które nigdy nie zasypiało.

Szatyn skręcił w uliczkę, która przybliżyła go do celu. Z daleka widział już swój dom, a także brak światła, co wskazywało na to, że wszyscy już śpią. Spojrzał na zegarek, a wskazówki wybijały dwudziestą drugą. Szedł znacznie dłużej niż myślał…

Wszedł na schody, a jego oczom ukazała się postać siedząca na ławce. Nie było oświetlenia, jednak dym zbierający się wokół tej osoby wskazywał na Zayna. Szatyn przystanął, opierając się o jedną z belek, od razu zwracając na siebie uwagę drugiego chłopaka.

- Co? – zapytał Zayn przyciszonym głosem.

- Nic, zastanawiałem się w jaki sposób powinienem ci przyłożyć, żebyś wyglądał gorzej niż ja.

- Nie da się Payne, nie da się – zaśmiał się brunet. – A poza tym, należało ci się.

- Nie sądzę – prychnął chłopak. – Zacznijmy od tego, kto zaczął.

- Proszę cię – wtrącił Zayn. – Nadal nie zauważyłeś, że tutaj nie ma tego, który coś rozpoczyna? Żaden z nas nie jest winny bardziej lub mniej.

W głębi duszy wiedział, że Zayn ma rację. To była już rutyna. Mogli się pohamować, ale nie chcieli. Nie chcieli lub nie potrafili. Liam obserwował bruneta, nie komentując jego wcześniejszej wypowiedzi. Nie chciał w żaden sposób dawać mu powodu do satysfakcji, popierając jego zdanie. Dlatego też nie odezwał się ani słowem, po prostu stał i obserwował jak chłopak gasił papierosa. Kiedy zobaczył, że tamten wstaje z miejsca, ruszył do domu, nie czekając na niego.

Od razu skierował się do swojego pokoju. Spojrzał na telefon, dostrzegając nieodebrane połączenie od Sophie. Nie przejmując się jednak tym, rzucił urządzenie na biurko, po czym poszedł do łazienki wziąć prysznic.

Po kilkunastu minutach leżał w swoim łóżku, wymieniając wiadomości ze swoją dziewczyną. Blondynka zastanawiała się nad wyborem kreacji na urodziny swojej siostry. Poprosiła Liama, by mogli pojechać w sobotę do galerii i znaleźć coś odpowiedniego.

W chwili, gdy Liam naciskał opcję wyślij do jego uszu dobiegło ciche pukanie, już po chwili drzwi otworzyły się z małym skrzypnięciem. Głowa szatyna powędrowała w tamtym kierunki, a jego oczy spoczęły na półnagim ciele Zayna. Stał w wejściu w samych bokserkach, przyglądając się uważnie szatynowi. Jego twarz nie ukazywała żadnych emocji, jednak błądzące po pokoju oczy zdradzały lekkie zmieszanie.

- Um… - zaczął. – Mógłbyś pożyć mi na chwilę swój telefon?

Liam patrzył na niego niedowierzając. Czy właśnie wielki pan Malik poprosił go o przysługę? To było niesłychane i sprawiło, że chłopak nie mógł się skupić. Atmosfera zrobiła się niesłychanie dziwna, a ciszę przerwało ciche odchrząknięcie Zayna.

- Megan śpi, a muszę skontaktować się z Harrym. Chciałem znaleźć swój, ale nie wiem, gdzie…

- Okej.

- Okej? – powtórzył zaskoczony brunet.

- No tak – powiedział, wyciągając rękę i podając chłopakowi telefon. Sam nie wiedział co w niego wstąpiło, ale czuł, że nie jest to nic dobrego.

Zayn podszedł blisko łóżka odbierając urządzenie. Nie ruszając się z miejsca pisał wiadomość do Harry’ego. Liam w tym czasie obserwował jego półnagie ciało, skalując je milimetr po milimetrze. Wiedział, że nie powinien, ale nie mógł się powstrzymać. Patrzył na jego napięte mięśnie, nie omijając twarzy, która wyglądała nad wyraz spokojnie. Spuścił wzrok dopiero wtedy, gdy Zayn pochylił się lekko do przodu, oddając telefon.

- Dziękuję – powiedział, wahając się przez moment. To było dziwne, ponieważ Liam pierwszy raz słyszał jak Malik komuś dziękuje.

Chłopak miał wrażenie jakby brunet chciał o coś zapytać, ale w ostatniej chwili zrezygnował. Patrzył jak tamten wycofuje się w stronę wyjścia. Obserwował jego nagie plecy i… Gdy jego wzrok zjeżdżał niżej, opanował się.

- Czekaj – zatrzymał go, kiedy w kolejnej chwili coś do niego dotarło. – Gdzie idziesz?

- Jak to gdzie? – Zayn odwrócił głowę, spoglądając przez ramię.

Na początku Zayn zupełnie nie wiedział o co chodzi, ale gdy podążył za spojrzeniem szatyna, jego wzrok wylądował na pustym łóżku, znajdującym się naprzeciwko tego, które należało do Liama. Zaskoczony wpatrywał się w mebel zastanawiając się czy chłopak żartuje.

- Serio? – tylko tyle dał radę z siebie wykrztusić.

- A jest jakieś wyjście? Wybacz, ale nie mam zamiaru dostać szlabanu, a telefon jest dla mnie ważny – powiedział, przekręcając się na bok. – Nie myśl sobie, że tak bardzo zależy mi na twoim towarzystwie.

- Nie śmiałbym – zaśmiał się, a jego śmiech rozniósł się po całym pomieszczeniu, budząc u Liama dziwne uczucie. – Na pewno ci to nie przeszkadza?

- Przeszkadza – odpowiedział, szybko przekręcając się na drugi bok, aby nie móc patrzeć dłużej na Zayna.

Słyszał jak tamten kładzie się na miękkim łóżku, lekko wzdychając. Liam o niczym nie myślał. Liam niczego sobie nie wyobrażał. Niby dlaczego miałby to robić? I, gdy Zayn już spał, Liam wcale nie przysłuchiwał się jego miarowemu oddechowi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz