*Po tym wieczorze, Harry stał się stałym gościem sobotnich kolacji. Potem kiedy pewnego razu zasiedział się u Louisa do późna, skończyło się na nocowaniu i od tamtego czasu spędzali razem również Niedziele. Louis i Harry zbliżyli się do siebie i spędzali razem więcej czasu niż kiedykolwiek. Dziewczynki wielbiły Harry’ego, co dawało mu kolejny powód do częstych odwiedzin. W piątki po przedszkolu Harry zabierał Daisy i Phoebe do siebie, a Louis dołączał do nich z pozostałą trójką. Tomlinsonowi podobało się to rozwiązanie. Pozwalało mu pracować trochę dłużej, a to poszerzało ich perspektywy.
Październik minął i przyniósł Listopad, który niespodziewanie przeszedł w Grudzień. Louis i dziewczynki zaczęli traktować Harry’ego jak członka rodziny. Stał się pierwszą osobą do której przychodzili z każdym problemem, lub z prośbą o radę, zwłaszcza Lottie, której łatwo przychodziła rozmowa z Harrym i która uważała go za bardzo podobnego do ojca. Szła do niego z problemami z którymi nie mogła pójść do Louisa, a relacja między nimi stała się podobna do takiej między ojcem i córką, chociaż nikt by jej tak nie zakwalifikował, bo to oznaczało by uznanie tej dziwnej, szybko rozwijającej się relacji między Harrym i Louisem, którzy walczyli z uczuciami, które rosły w nich z każdym dniem. W końcu, Harry był hetero, a Louis… Louis nie był zakochany w swoim najlepszym przyjacielu.
*~*~*~*
-Halo?
-Potrzebuję przysługi – Louis był wyraźnie zestresowany.
-Co się stało?
Harry usłyszał westchnienie Louisa.
-Właśnie dostaem telefon ze szkoły Lottie. Ma kłopoty. Chcą, żebym ją odebrał, ale jestem w pracy i nie mogę się wyrwać, bo mnie zwolnią. Myślisz, że mógłbyś ją zabrać?
W głosie Louisa dało się słychać błaganie i Harry nie potrafił mu odmówić.
-Żaden problem. Podaj mi tylko adres.
-Oczywiście, masz długopis?
Harry wyjął z szuflady pisak i skrawek papieru. Zapisał szybko adres, podczas gdy Louis dawał mu wskazówki jak dojechać.
-Dobrze, dam radę. Co mam powiedzieć dyrektorowi?
-Powiedz po prostu, że jesteś przyjacielem jej brata i jesteś tam, bo on nie mógł wyjść z pracy. Naprawdę nie wiem jak ci za to dziękować.
Harry zarumienił się lekko.
-To naprawdę nie problem. Cieszę się, że mogę pomóc – mruknął do słuchawki.
Louis ponownie westchnął“
-W każdym razie dziękuję. Słuchaj, muszę wracać do pracy, mógłbyś ją wziąć do siebie, a ja bym ją odebrał po zmianie? Wiem, że proszę o dużo, ale…
-Lou, to żaden problem! A jeśli spróbujesz mi podziękować jeszcze raz to… Wracaj do pracy. Zobaczymy się później.
-Jestem ci naprawdę wdzięczny. Do zobaczenia.
-Pa Lou.
-Pa Haz.
Kiedy usłyszał sygnał po drugiej stronie, złapał swój portfel i kluczyki i chowając je do kieszeni, opuścił mieszkanie. Droga do szkoły minęła cicho. Był środek dnia, więc nie panował duży ruch. Chwycił kierownicę, czując jak z nerwów skręcają mu się wnętrzności. Wcześniej odbywał wiele spotkań tego typu, ale nigdy nie był w roli rodzica. Nie żeby uważał się za rodzica Lottie, ale… Dyrektor na pewno będzie chciał z nim porozmawiać o tym co zrobiła dziewczyna, a on będzie musiał przekazać to Louisowi.
Wjechał na parking, drżącymi dłońmi wyłączając silnik. Wspiął się po stopniach do szkoły, otwierając drzwi i wchodząc do biura. Oparł łokcie na blacie zerkając na recepcjonistkę.
-Dzień dobry. Przyszedłem po Lottie Tomlinson? – powiedział cicho.
Kobieta podniosła wzrok, spojrzała na niego uprzejmie i wskazała na drzwi z matowego szkła w korytarzu za nią.
-Jest w gabinecie dyrektora. Tamte drzwi.
Pokiwał głową i uśmiechnął się do niej mamrocząc ciche „Dziękuję”, kiedy odszedł od blatu i stanął przed drzwiami. Zapukał w szkło, a w jego uszach rozbrzmiał nieprzyjemny hała. Kiedy wszedł do pomieszczenia, a Lottie go zobaczyła, jej ramiona opadły w uldze.
-Harry! – wykrzyknęła i zeskoczyła z krzesła, by go uścisnąć.
Objął ją ramionami, szczęśliwy, że była tak podekscytowana widząc go. Nadal ją obejmując, delikatnie poprowadził ją z powrotem na krzesło, zanim uścisnął dłoń dyrektora.
-Proszę zająć miejsce, panie Tomlinson. Musimy porozmawiać o zachowaniu pańskiej córki –oznajmił mężczyzna zajmując swoje miejsce za biurkiem.
Harry skrzywił się lekko, nagle czując się dziwnie.
-Właściwie nazywam się Styles. Harry Styles. Jestem przyjacilem jej brata.
Dyrektor uniósł brwi, wyraźnie zdziwiony.
-Och strasznie przepraszam. Doszedłem do wniosku, że jest pan jego partnerem.
Harry zerknął na Lottie, kiedy dziewczyna prychnęła słysząc komentarz dyrektora.
-Nie, on po prostu nie mógł wyrwać się z pracy, dlatego tu jestem. Jestem pewien, że Lottie zdaje sobie sprawę z tego, jakie to dla niej szczęście. Louis nie jest z ciebie zadowolony młoda damo – oznajmił Harry spoglądając na dziewczynę surowo.
Dyrektor poprawił okulary, a Lottie zaczęła się wiercić na swoim krześle.
-Właśnie dlatego tu jesteśmy, by o tym porozmawiać. Zostało powiedzianych parę rzeczy i Lottie uderzyła chłopca ze swojej klasy.
Brwi Harry’ego powędrowały do góry.
-Jakie rzeczy?
Lottie spojrzała na Harry’ego, a na jej twarzy pojawił się grymas smutku.
-Pamiętasz tn esej, który mieliśmy napisać na angielski? O naszym bohaterze?
Harry skinął głową. Lottie wzięła drżący wdech zanim zaczęła mówić.
-Napisałam o Lou, bo on robi dla nas tyle i nigdy nie pokazuje jak smutny jest. Przyjął tą pracę, bo to było najlepsze dla nas, nawet jeśli jej nie lubi. Dlatego kiedy Hank nazwał go ofiarą, a potem jeszcze dodał, że to była wina rodziców, że umarli, nie mogłam pozwolić mu tak mówić. Więc jego twarz jest teraz tak spuchnięta, że pasuje do reszty jego ciała – wzruszyła ramionami.
Harry walczył z chęcią, by jej pogratulować. Szybko ukrył tą dumę. To było niestosowne i mógł z tym zaczekać do momentu kiedy znajdą się w samochodzie.
-Dlatego obawiam się, że musimy ją zawiesić. Hank jest zawieszony za podżeganie, ale boję się, że Lottie będzie zawieszona na dłużej, ponieważ jej wykroczenie jest poważniejsze, a my nie tolerujemy przemocy. Będzie miała trzy dni zawieszenia poza szkolnego i dwa wewnątrz szkolnego. Nie będzie mogła nadrobić niczego co będzie przerabiane podczas zawieszenia poza szkolnego nie wliczając sprawdzianów, a podczas zawieszenia wewnątrz szkolnego będzie robiła inne prace. Ma pan jakieś pytania panie Styles?
Harry westchnął przecierając oczy.
-Nie, nie wydaje mi się. Jeśli Louis będzie miał, może zadzwonić do szkoły, czy jest jakiś specjalny numer, który mam mu podać?
-Nie, wystarczy zadzwonić do szkoły. Życzę miłego dnia, panie Styles.
-Panu również.
Mężczyźni uścisnęli swoje dłonie. Harry schylił się i podniósł z ziemi torbę Lottie wyprowadzając ją z gabinetu. Dziewczyna szła ze spuszczoną głową, nie odzywając się słowem. Harry był zaskoczony, kiedy chwyciła go za dłoń, ale zacisnął palce na jej ręce, ściskając ją pocieszająco. Kiedy wsiedli do samochodu Harry’ego a plecak Lottie spoczywał na jednym z tylnich siedzeń, chłopak zerknął na nią.
-Jakkolwiek zły będzie Louis, muszę przyznać, że jestem z ciebie dumny. Pokazałaś temu dzieciakowi gdzie jego miejsce. Tylko nie mów Lou, że to powiedziałem. Urwie mi głowę.
Lottie zachichotała.
-Jesteś beznadziejnym partnerem. Tak podważać autorytet swojego męża?
Harry poczuł jakby w jego brzuchu poderwało się do lotu stado motyli. Jego policzki przybrały barwę dojrzałej piwonii, a chłopak jęknął.
-Ty też to robisz! Poza tym, czemu wszyscy myślą, że jesteśmy po ślubie, czy coś w tym stylu?
Lottie wzruszyła ramionami.
-Nie możesz ich winić. Naturalnym jest, że uważają cię za mojego ojca, jeśli pojawiasz w szkole się na spotkaniu rodzic-nauczyciel. Po tym, biorąc pod uwagę to, że dyrektor jest świadomy mojej sytuacji rodzinnej, nie trudno zakładać, że jesteś mężem mojego brata.
Jej ton był rozsądny, jednak w głosie dziewczyny dało się wyczuć zadowolenie z siebie. Harry pokiwał głową, skrępowany.
-Może i tak… Ale to nie tylko on, wiesz? Moja mama też na początku myślała, że się spotykamy, a ona nigdy nawet nie spotkała Louisa! Po prostu rozmawialiśmy pewnego dnia, a ona spytała co u mojego chłopaka. Byłem zdziwiony, dopóki nie sprecyzowała, że mówi o nim.
Harry zdecydował, że nie będzie wspominał o cieple, które poczuł, kiedy jego matka o tym mówiła.
-Jestem hetero. Myślałem, że to wie.
Lottie spojrzała na niego uważnie.
-A może, ona wie, że wcale nie jesteś.
-C-co? Co masz na myśli? – rzucił nerwowo.
-Matki zawsze wiedzą najlepiej. Nasza mama też wiedziała o orientacji Louisa, zanim on się o tym dowiedział – wspomniała.
Serce Harry’ego zatrzymało się na krótką chwilę.
-Louis jest gejem? – spytał czując nagle zawroty głowy.
Lottie spojrzała na niego wielkimi oczami.
-Nie powiedział ci? – Harry potrząsnął głową – Och. Myślałam, że to zrobił… Jesteście tak blisko. To… To nie jest problem, prawda?
-Nie! Nie, skąd. Po prostu ja… Mam na myśli… Ja nie… Ja… Kocham Louisa. To, że jest gejem niczego nie zmienia.
Na twarz Harry’ego wpełzł gorący rumieniec, kiedy Lottie obdarzyła go jednym z tych wszystko wiedzących spojrzeń.
-Jak daleko sięga ta miłość?
Harry wyglądał na zaskoczonego. Nie tego pytania się spodziewał. Lottie uniosła brew, kiedy zwlekał z odpowiedzią.
-Gdyby na przykład znalazł chłopaka. Nie przeszkadzało by ci to?
Harry zacisnął dłonie na kierownicy tak mocno, aż pobielały mu knykcie. Nie – pomyślał – to zdecydowanie nie byłoby w porządku.
Lottie spojrzała na niego uważnie.
-Jesteś zły za to, że byłby to chłopak, czy złości cię myśl, że byłby to chłopak Louisa?
-To drugie – warknął krótko.
Lottie uśmiechnęła się.
-A czemu myśl o tym, że Louis mógłby mieć chłopaka, tak cię wścieka?
Nie myślał nad tym co mówi, niezrozumiały gniew nadal przesłaniał mu myśli.
-Bo on jest mój, do diabła.
Zignorował pewny siebie uśmieszek Lottie i wcisnął pedał gazu. Nie pamiętał jazdy z powrotem do swojego domu. Spojrzał na nią, kiedy odpinała pas, a jej uśmiech wyrwał go z furii. Jego umysł jeszcze raz przebiegł przez całą rozmowę, a krew napłynęła do jego policzków, kiedy zdał sobie sprawę z tego co insynuował.
-Miałem na myśli… On jest moim najlepszym przyjacielem. Mówiąc „mój” nie miałem na myśli, że chcę się z nim zestarzeć, tylko że nie chcę zostać zastąpiony – wyjaśnił pospiesznie.
Lottie nadal się uśmiechała.
-Możesz przestać z tym spojrzeniem? Nie jestem zakochany w Lou! – krzyknął – Jestem hetero, wolę dziewczyny i zdecydowanie nie jestem zakochany w twoim bracie.
Lottie zachichotała.
-Bronisz się – parsknęła śmiechem.
-Nie – jęknął – Nie bronię się. Jestem szczery.
Lottie uniosła brew
-Jakoś w to wątpię – mruknęła.
Harry spojrzał na nią groźnie.
-Po prostu odpuść, dobrze? Lubisz gorącą czekoladę? Mogę ci zrobić.
Lottie wywróciła oczami, widząc jego upór niemniej jednak, uśmiechnęła się.
-Jaka dziewczyna nie lubi?
Harry uśmiechnął się.
-Chodź. Poza tym, chcę usłyszeć więcej o tej sytuacji z Hankiem.
Lottie przełknęła nerwowo, ale skinęła głową. Wisiała mu to. Wysiedli z samochodu i weszli do domu, po czym zabrali się za robienie gorącej czekolady.
*~*~*
Kiedy Louis zapukał do drzwi, było około 16 popołudniu. Spojrzał na Harry’ego z obawą, kiedy chłopak złapał go za dłoń i poprowadził go do kuchni sadzając go przy stole. Harry nie puścił jego dłoni, a kiedy zajął swoje miejsce, ścisnął ją lekko.
-Gdzie jest Lottie? – spytał Louis ostrożnie.
Harry uśmiechnął się delikatnie.
-Wszystko w porządku. Jest na górze. Odpoczywa. Była wykończona, miała bardzo wyczerpujący dzień – wyjaśnił.
Louis westchnął unosząc wolną dłoń i ściskając lekko nasadę nosa.
-Więc o co chodziło? – wychrypiał cicho.
Harry ponownie ścisnął jego dłoń.
-Została zawieszona – oznajmił łagodnie.
Louis natychmiast podniósł głowę. Na jego twarzy malował się szok i złość.
-Co?!
-To nie całkowicie jej wina, Lou i szczerze, nie będziesz na nią zły, kiedy usłyszysz co się stało –oznajmił łagodnie – Chłopak w jej klasie nazwał cię ofiarą i powiedział, że to wina waszych rodziców, że umarli. Szczerze, na miejscu Lottie, każde dziecko by go uderzyło. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że ten chłopak tak zareagował po tym jak przeczytała swój esej o jej bohaterze. Napisała o tobie Lou. Jest bardzo wdzięczna za wszystko co dla nich robisz i bardzo cię kocha.
Głowa Louisa ponownie opadła, ale tym razem nie w złości. Harry był zaskoczony, kiedy ramiona Louisa zaczęły się trząść, a chłopak wysunął rękę z jego uścisku zakrywając nią twarz. Cholera, tak bardzo starał się nie płakać. Wytrzymał cztery miesiące i teraz nie wytrzymał. Wyrwał mu się cichy szloch. Zesztywniał, kiedy poczuł ramiona otaczające go, a potem znowu się rozluźnił, chwytając się szerokich ramion przyjaciela i chowając twarz w jego szyi. Harry ukrył twarz we włosach Louisa i zaczął szeptać mu do ucha jakieś pocieszające bzdety. To sprawiło, że chłopak rozpłakał się jeszcze bardziej. Jego palce zacisnęły się na koszulce Harry’ego, kiedy zawodził jak dziecko w szyję swojego przyjaciela. To było jak zniszczenie tamy i pozwolenie na popłynięcie łzom, nawet nie starając się ich kontrolować. Żal był uwięziony w jego klatce piersiowej, a teraz przekraczał wszelkie granice. Był jak potwór z ostrymi zębami i długimi pazurami, a on był pewny, że bez ramion Harry’ego wokół swojej talii i bez jego głosu szepczącego do ucha, potwór rozerwał by go na strzępy od wewnątrz.
To gryzło jego serce i szarpało wątrobę wystarczająco, żeby bolało, żeby uwolnić napięcie, ale nie wystarczająco by wyrządzić jakieś trwałe szkody. Harry był okowami na ramionach i szyi tego potwora, trzymał go na uwięzi, ale pozwalał mu robić to co musiał robić.
Louis poczuł jak Harry przyciska usta do jego włosów. To sprawiło, że potwór zamruczał i się wycofał. Ręce chłopaka zataczały koła na plecach Louisa, łagodząc tego potwora i usypiając go.
-Jest w porządku Lou – wyszeptał – Jestem z tobą
Potwór ziewnął i ponownie skulił się w jego klatce piersiowej, by zaczekać, aż coś ponownie wyprowadzi chłopaka z równowagi.
Louis odsunął się, pociągając nosem i pocierając oczy. Harry’ego na chwilę uderzyło to jak dziecięco wyglądał. Jego serce zadrżało, Louis był o wiele bardziej załamany niż Harry myślał. To wywołało uczucie w jego klatce piersiowej, które wybuchło w jego klatce piersiowej. Czuł, że musi chronić Louisa. Poczuł potrzebę przyciągnięcia przyjaciela do siebie i objęcia go mocno. Powstrzymał się od tego i po prostu ułożył dłonie na przedramionach Louisa, pocierając je delikatnie. Poczuł delikatne ciepło piekące go w dłonie.
-Wszystko w porządku? – spytał łagodnie.
Louis sapnął krótko po czym zaśmiał się cicho, ocierając oczy wierzchem dłoni.
-Będzie w porządku. Po prostu… Nie wiem. Chyba jeszcze nie skończyłem żałoby. Albo jeszcze nie zacząłem – wymamrotał, a Harry zmrużył ocy.
-Co to miało znaczyć? – zapytał powoli.
Louis przymknął oczy i wzruszył krótko ramionami.
-Byłem zbyt skupiony na dziewczynkach. Nie miałem czasu na żal. Pewnie dlatego miałem to małe załamanie – wymamrotał.
-Louis! – wykrzyknął Harry – Nie możesz tego robić. To niezdrowe!
-Nie żebym miał nad tym jakąś kontrolę. Muszę być silny dla dziewczynek, a gdyby one zobaczyły, że jestem smutny, dłużej zajęłoby im uporanie się z tym wszystkim – argumentował chłopak – Poza tym nie jestem w tym za dobry. W żałobie. Zawsze była moja matka, której mogłem się po prostu wyżalić. Teraz jej nie ma, a ja nie ufam sobie na tyle, by pozwolić takiej rzeczy jakoś na mnie wpływać. Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić.
-Mnie się możesz wyżalić – wyrwało się Harry’emu. Podniósł szybko głowę, żeby skorygować to co powiedział – Miałem na myśli… Pomogę ci przejść przez to. Musisz przejść przez żałobę, Lou. Im dłużej to odkładasz tym trudniejsze będzie uporanie się z tym później. Nie chcę, żebyś przez to umierał, kiedy jest łatwiejszy, lepszy sposób.
-Kocham cię, wiesz? – wymamrotał Louis cicho.
Harry uśmiechnął się i nachylił się, przytulając przyjaciela. Louis westchnął i oparł głowę na ramieniu Harry’ego.
-Też cię kocham, Boo Bear – szepnął Harry we włosy Louisa.
Zapach szamponu chłopaka działał na niego kojąco.
-Aww…
Chłopcy odsunęli się od siebie rozglądając się dookoła, by ujrzeć Lottie stojącą za nimi w jednej z za dużych koszulek Harry’ego. Uśmiechnęła się do nich sennie.
-Jesteście tacy słodcy.
-Naprawdę myślisz, że to rozsądne śmiać się ze mnie teraz, Lottie? Jakkolwiek jestem z ciebie dumny za bronienie mnie, mamy i taty, to uderzenie tego chłopca nie było wyjściem. Zostałaś zawieszona, Lottie - ręka Louisa zacisnęła się na ramieniu Harry’ego, kiedy chłopak upominał siostrę – Nie mogę nie dać ci kary.
Lottie spuściła wzrok, bawiąc się rąbkiem koszulki.
-Próbowałam być dzielna, jak ty – szepnęła.
Oczy Louisa złagodniały, a uścisk na ramieniu Harry’ego stał się luźniejszy. Podszedł do niej, obejmując ją ostrożnie i pochylając się, by pocałować jej włosy.
-Wiem kochanie. Wiem. Ale na to będzie czas i miejsce. Nie możesz bić ludzi w szkole… Czuję, że powinienem dodać „i nigdzie indziej”, ale ja bym pewnie zrobił to samo. Masz tylko szlaban na telewizor, kiedy jesteś zawieszona poza szkolnie i to by było na tyle – zerknął na zegarek –A teraz lepiej się pospieszmy. W drodze do domu musimy odebrać Daisy i Phoebe i nie mogę się spóźnić po Flick i Georgię. Idź się ubierz i lecimy.
Lottie pokiwała głową i jeszcze raz uścisnęła Louisa zanim pobiegła na górę. Louis tymczasem odwrócił się i ruszył w stronę Harry’ego, który wyciągnął do niego ramiona. Louis z radością przyjął ofertę. Wyglądał na wyczerpanego.
-Poszło o wiele lepiej niż myślałem – rzekł Harry.
Louis parsknął śmiechem w jego szyję.
-Tak, zdecydowanie lepiej. Spodziewałem się łez, krzyków, może trochę trzaskania drzwiami – westchnął Louis jeszcze bardziej wtulając twarz w szyję Harry’ego – Myślę, że to dzięki tobie. Gdybym ja ją odebrał, to poszłoby zdecydowanie gorzej. Nie wiem jak ci podziękować. Tak naprawdę to jesteś dla nas już częścią rodziny.
Na policzki Harry’ego wpełzł rumieniec, a na jego ustach pojawił się uśmiech.
-Wy dla mnie też. Kocham cię Lou – mruknął.
Poczuł jak Louis uśmiecha się w jego szyję.
-Też cię kocham, Hazza – wymamrotał.
*~*~*~*
Po wyjściu Louisa i Lottie, Harry usiadł na kanapie z książką i kocem. Jak dziwne by to nie było, już za nimi tęsknił. Jego mieszkanie wydawało się dziwnie puste zwłaszcza przez ostatnie miesiące, od kiedy poznał Louisa.
Kogo on oszukiwał, kochał tego chłopaka. Nie w ten romantyczny sposób, do diabła, był hetero, kochał go raczej w sposób jesteś-moim-najlepszym-przyjacielem-nigdy-nie-spotkałem-nikogo-takiego-jak-ty. Louis po prostu był taki, że przy nim Harry czuł się szczęśliwy i opiekuńczy. To było dziwne połączenie, ale nadal nie mógł się pozbyć uczucia, że Louis potrzebuje kogoś kto się nim zaopiekuje.
Harry chciał być tym kimś.
To nie było dziwne, prawda? Ludzie opiekowali się swoimi najlepszymi przyjaciółmi. To się zdarzało.
Nie w sposób w jaki ty tego chcesz wyszeptał jego umysł. Ty chcesz go trzymać, całować go, kochać go i wyjść za niego, zawołał śpiewnie. Brzmiał zadziwiająco podobnie do Lottie. Właśnie dlatego nie powinien zwracać na niego uwagi. Nie potrzebował rady sercowej od dziesięciolatki nieważne jak bardzo ją kochał.
Był zdezorientowany. Usiadł, żeby poczytać i co robił? Myślał o Lou. Wszystko w jego życiu ostatnio kręciło się wokół Louisa.
Podskoczył kiedy jego telefon zadzwonił, na stoliku obok niego. Na wyświetlaczu widniało Boo Bear. Uśmiechnął się lekko odbierając telefon z krótkim „Hej!”.
-Ha-Harry? – głos Lottie trząsł się po drugiej stronie linii.
Harry usiadł prosto, spuszczając nogi na podłogę.
-Lottie? Czy wszystko w porządku? – spytał zdenerwowany.
-N-nie. Mieliśmy wypadek. Lou-Louis jest nie przytomny. Mężczyzna zadzwonił po k-karetkę, ale j-ja się boję – jej głos się załamał, kiedy zaczęła płakać – Co jeśli się nie obudzi? Jeśli nie dojechali na cz-czas?
Serce Harry’ego zatrzymało się na moment, rozpadając się na milion kawałeczków. Jego mózg krzyczał tylko, że Louis jest nieprzytomny, a Lottie była w kłopotach. Musiał tam jechać. Lottie wydała z siebie dźwięk, który przypominał coś między czknięciem, a kaszlnięciem, ten dźwięk na chwilę przerwał linię i spowodował, że Harry zerwał się na równe nogi i rusyzł w kierunku drzwi.
-A z tobą w porządku? Nic ci się nie stało? Jak dotarłaś do szpitala? – zapytał szybko.
Usłyszał, że Lottie bierze drżący wdech.
-N-nic mi nie jest. Przyjechałam karetką. Nie mogę zostawić Louisa – jej głos załamał się, kiedy powiedziała imię brata.
Harry złapał kluczyki, zakładając buty.
-Który to szpital?
-Świętej… Świętej Marii – pisnęła.
Harry zatrzasnął za sobą drzwi, zbiegając po stopniach i wsiadając do samochodu, odpalając go i zapinając pas.
-Przyjadę najszybciej jak mogę, ale muszę się rozłączyć, żeby nie mieć wypadku – Lottie pisnęła na te słowa – Wiem kochana, wiem. Czekaj tam. Jesteś silną dziewczynką, Louis też jest silny. Wyjdzie z tego.
-D-dobrze, tylko proszę pospiesz się, Tatusiu – wymamrotała Lottie.
Serce Harry’ego stopniało, a w kącikach jego oczu zaczęły zbierać się łzy.
-Dobrze, kochanie. Będę tam niedługo – szepnął.
Dziewczyna wymamrotała krótkie „Pa”, na które odpowiedział, po czym rozłączył się. Harry wyjechał z parkingu i ruszył do szpitala Świętej Marii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz