*Sobotni świt był jasny i zimny. Trawnik przed domem zamarzł i lód pękał z cichym trzaskiem pod kapciami Louis’ego, kiedy ten wyszedł po gazetę.
W każdą normalną Sobotę, Louis wstałby około wpół do ósmej, kiedy bliźniaczki weszłyby narzekając, że są głodne. Zabrałby je na dół i usadził przy stole i dałby im jakieś płatki lub jajka, po czym wyszedłby po gazetę. Potem wróciłby do środka i usiadłby z bliźniaczkami, czytając gazetę podczas gdy one jadłyby śniadanie. Jednak tego ranka Louis miał problem ze skoncentrowaniem się na czymkolwiek. Usiadł przy stole, jak zwykle, Daisy i Phoebe rozmawiały jedząc płatki. Odkaszlnął, przewracając stronę gazety i starając się skupić na tekście artykułu. Udało mu się przeczytać trzy zdania kiedy bliźniaczki już skończyły jeść. W końcu poddał się, odłożył gazetę i włożył miski dziewczynek do zlewu. Wspięli się razem po schodach i ruszyli do pokoju bliźniaczek, gdzie Louis pomógł im wybrać ubrania. Zdecydował się na coś prostego, żeby mógł je później przebrać i by ich ubrania nie były brudne, kiedy Harry przyjdzie.
Spędził dzień maniakalnie sprzątając i zastanawiając się jak w ogóle mógł żyć w takim stanie, oraz jak to możliwe, że dziewczynki jeszcze żyją. O siedemnastej był tak spanikowany, że dziewczynki mogły tylko patrzeć i go obserwować. Jeszcze raz, dlaczego zaprosił Harry’ego? Nie mógł go odwiedzić w tym chlewie! A co jeśli Harry pomyśli, że jest obrzydliwy i nie będzie chciał z nim więcej rozmawiać. Louis podniósł wzrok, kiedy Georgia pognała przez pokój chwilę później. Z korytarza dobiegł ich podekscytowany krzyk.
-Liam!
Dzięki Bogu… Liam wszedł do pokoju z Georgią na rękach, uśmiechając się na widok wyczerpanego Louis’ego.
-Wszystko w porządku, Lou? – uśmiechnął się chłopak.
-Nie, nie jest w porządku! Czemu jestem takim niechlujem? Harry zobaczy ten bałagan i pomyśli, że jestem okropny i nie będzie chciał mnie więcej widzieć, a ja nie mogę…
Liam położył dłoń na jego ramieniu przerywając potok słów wydobywający się z ust przyjaciela.
-Lou, uspokój się. To miejsce wygląda świetnie! Lepiej niż kiedykolwiek, więc przestań się martwić. Zabrałeś się już za kolację?
Louis potrząsnął głową, a Lottie parsknęła cicho.
-Nie miał okazji. Był zbyt zajęty panikowaniem.
Louis spojrzał na nią.
-Cicho, Lottie. Wcale nie panikowałem.
Flick wybuchła śmiechem.
-Och, panikowałeś. Uwierz mi – zachichotała.
-Ty też bądź cicho – wystawił język.
Liam przewrócił oczami.
-Powiem ci coś. Zabierz się za kolację, a ja przebiorę młode, a potem cię zastąpię, żebyś ty mógł się przebrać. Ok?
Louis skinął z wdzięcznością.
-Brzmi jak plan.
*~*~*
Kiedy Zayn wszedł do mieszkania, kwadrans później, zastał Louis’ego na podłodze, ze spuszczoną głową i dziewczynkami usadzonymi dookoła grającymi w różne gry. Szturchnął chłopaka stopą.
-Jest Liam?
-W kuchni – mruknął Louis w kierunku podłogi.
Zayn wszedł do kuchni, gdzie zastał Liama gotującego kolację. Chłopak skinął głową w kierunku Zayn’a, który wskazał kciukiem za siebie.
-Czemu Lou jest na podłodze?
Liam parsknął.
-W końcu się załamał. Przyszedłem jakieś pięćdziesiąt minut temu, a on wariował. Musiałem zrobić wszystko za niego, bo on nie był w stanie zaopiekować się dziećmi. Wolałem mu nie powierzać gotowania. Jeszcze wybuchłby pożar – oznajmił Liam wywracając oczami.
Obaj podnieśli wzrok, kiedy do ich uszu dotarł zduszony jęk z salonu.
-MOJE ŻYCIE JEST SKOŃCZONE. PODDAJĘ SIĘ. TO KONIEC. ŻYJCIE DALEJ, BEZE MNIE.
Mężczyźni parsknęli śmiechem.
-Dramatyzuj.
Zayn pokiwał głową.
-Czemu mamy żyć dalej bez ciebie? I czemu jesteś na podłodze?
Przez kuchenne drzwi usłyszeli nieznany im, rozbawiony głos. Zay zerknął na Liama, kiedy pisk Louis’ego i hałas, który najprawdopodobniej oznaczał, że chłopak podniósł się z ziemi.
-To musi być Harry.
Liam i Zayn wymienili złośliwe spojrzenia, zanim pobiegli przywitać się z najnowszym gościem.
Harry stał przed Louisem, plecami odwrócony do Zayn’a i Liama, ale oni widzieli twarz Louis’ego. Był cały czerwony i wydawało się, że nie mógł spojrzeć Harry’emu w oczy. Obserwowali jak Harry robi krok w przód.
-Lou, co jest?
Jego twarz zmieniła wyraz. Chłopak nie był już rozbawiony, a raczej zaniepokojony. Louis w końcu podniósł wzrok i spojrzał na niego.
-Nic. Po prostu trochę wariowałem, bo wydawało mi się, że dom jest brudny… Po prostu zdziwaczały ja – uśmiechnął się zakłopotany.
Harry uśmiechnął się, rozglądając się po pomieszczeniu.
-Jest trochę zabałaganiony – zaśmiał się delikatnie.
Louis wystawił język i lekko popchnął Harry’ego. Zayn i Liam obserwowali jak Harry przytula Louis’ego, a on rozpływa się pod jego dotykiem. Jego ramiona owinęły się wokół Harry’ego. Wyglądał na zaskoczonego, kiedy napotkał ich spojrzenie, nad ramieniem chłopaka, ale zrelaksował się kiedy Harry ścisnął go lekko zanim się cofnął. Obrócił go lekko, wskazując na przyjaciół.
-To są Zayn i Liam. Liam gotował, a Zayn chyba mu pomagał…
“That’s Louis zamilkł, a Harry odwrócił się w jego stronę uśmiechając się.
-Leżałeś na tej podłodze cały czas.
To nie było pytanie, więc Louis nie czuł potrzeby odpowiadania mu, zmarszczył jedynie nos, wywołując u Harry’ego chichot, zanim wyciągnął rękę po kolei do Zayn’a i Liama.
-Harry Styles, miło mi.
-Zayn Malik, Pracuję z Louisem
-Liam Payne, też z nimi pracuję. Chociaż oni raczej gadają i muszę obsługiwać wszystkie stoliki.
-Wcale nie! – zaprotestował Louis, a Zayn pokiwał głową.
-W zasadzie, to tak, Lou.
Zayn uśmiechnął się do niego, a chłopak wywrócił oczami.
Ich głowy odwróciły się, kiedy usłyszeli tupot małych stóp na schodach. Daisy i Phoebe wpadły do pokoju z uśmiechami na twarzach. Kiedy zobaczyły Harry’ego pisnęły i rzuciły się na niego. Chłopak zaśmiał się i kucnął obejmując je, pozwalając im opowiadać o swoim dniu. Uśmiechnął się kiedy wspomniały jak szalał. Louis zaczerwienił się lekko. Potem dziewczynki zaczęły ciągnąć Harry’ego w kierunku salonu.
- Pokolorujesz z nami Harry?
-Przygotowanie kolacji jeszcze trochę potrwa…
-Bo Liam wolno gotuje…
-Poza tym prawie zawsze musi wyrzucić pierwszą próbę…
-I zacząć od początku!
Zayn zaśmiał się widząc oburzoną minę Liama i uściskał go mocno.
-To prawda. Ale nie bój się. Super Zayn tu jest, by uratować dzień! – wykrzyknął po czym wciągnął Liama do kuchni.
Harry zerknął na Louis’ego, który wzruszył ramionami.
-Zayn i Liam są przyjaciółmi od małego. To pewnie jakiś wewnętrzy żart.
Harry pokiwał głową, chichocząc kiedy Daisy i Phoebe zaczęły niecierpliwie ciągnąć go w kierunku pomieszczenia.
-Dobrze, dobrze. Chodźmy.
Dziewczynki pisnęły i popędziły do salonu, by rozłożyć swoje kredki
Harry ruszył za nimi odwracając się jeszcze by sprawdzić, czy Louis idzie. Zatrzymał go jednak donośny krzyk z kuchni.
-LOUIS POWIEDZ ZAYN’OWI ŻEBY TRZYMAŁ SIĘ Z TĄ ŁYŻKĄ Z DALEKA ODE MNIE.
Louis zachichotał i wzruszając przepraszająco ramionami ruszył w kierunku pomieszczenia. Skrzywił się kiedy przeraźliwy krzyk rozdarł powietrze. Wywrócił oczami myśląc nad dziwactwami jego przyjaciół. Harry natomiast podążył za bliźniaczkami do salonu, siadając obok dziewczynek przy stoliku do kawy, wziął zieloną kredkę i zabrał się za kolorowanie ogona Arielki.
W kuchni Liam i Zayn zarzucali Louis’ego pytaniami, nie zważając na makaron gotujący się w garnku za nimi.
-Więc Lou… Co się stało z nie umawianiem się z nim? – zaczął Zayn
Louis wyglądał na zdezorientowanego.
-Nie umawiam się z nim.
-Lou, ludzie którzy są znajomymi, nie przytulają się w ten sposób – oznajmił Liam patrząc na niego z matczyną surowością. Louis wywrócił oczami.
-Nieważne chłopaki. My się nie umawiamy, jasne? Po prostu odpuśćcie.
Liam i Zayn wymienili spojrzenia, jakby chcieli jeszcze dyskutować. Bulgotanie wody w której gotował się makaron ocaliło Louis’ego od dalszych pytań. Zayn odwrócił się w tamtą stronę i krzyknął na przyjaciela.
-LIAM PRZYNIEŚ DURSZLAK, SZYBKO.
Louis wymknął się z kuchni pędząc do salonu. Po ostatnim, zdecydowanie nie chciał uczestniczyć w piekle, które miało zaraz nastąpić. Zobaczył Harry’ego siedzącego przy stoliku do kawy, rozmawiającego z Daisy i Phoebe o wszystkim co przeszło im przez myśli.
-Harry, wóz strażacki, musi być czerwony!“You have to color the fire truck red, Harry—”
-Właśnie. Nie możesz pokolorować go na niebiesko.
-Pokoloruj niebo na niebiesko, a wóz na czerwono.
-Ale nie koloruj okien na czerwono!“But don’t color the windows red—”
-Bo strażak ich nie zobaczy i wpadną na nie.
-A ludzie zginą w pożarze.
Cała trójka podniosła wzrok patrząc na Louis’ego, który usiadł obok Harry’ego. Twarze bliźniaczek pojaśniały.
-Yay! Teraz ty i Louis możecie zrobić konkurs na rysowanie.
-Właśnie Harry, obiecałeś!
Chłopak zaśmiał się cicho.
-Dobrze, dobrze. Co mamy narysować?
-SIEBIE NAWZAJEM! – pisnęły zgodnie.
Louis wzruszył ramionami i przyciągnął do siebie kartkę papieru oraz kredki. Rysowali przez chwilę w ciszy, podczas gdy Daisy i Phoebe rozmawiały. Louis skrzywił się. Jego rysunkowy Harry wyglądał okropnie. W zasadzie był złożony z paru kresek i kilku loków. Przynajmniej na rysunku jego oczy były zielone. Kogo on oszukiwał? To było paskudne. Zakrył rysunek ręką zerkając na dzieło Harry’ego. Chłopak to zauważył i szybko zakrył kartkę ramieniem. Louis wystawił w jego stronę język, a Harry w odpowiedzi wywrócił oczami.
-Koniec czasu! –krzyknęła Daisy wymachując swoją różową kredką.
Harry pokazał swój rysunek, a Louis’emu opadła szczęka.
-Co? To nie fair! Jesteś też artystą? Czy istnieje cokolwiek w czym jesteś słaby? NO I JAK UDAŁO CI SIĘ NARYSOWAĆ TO KREDKĄ?
Harry wybuchł śmiechem. Wzruszył ramionami po czym nadal chichocząc wskazał na kartkę Louis’ego.
-W takim razie pokaż co ty narysowałeś, Lou.
Louis był pochłonięty poczuciem nieudolności. Jęknął cicho przyciskając rysunek do piersi. Harry uniósł brew ponownie wyciągając rękę po rysunek.
-Daj spokój Louis. Podaj mi go.
Louis potrząsnął figlarnie głową uśmiechając się z zadowoleniem.
-Nie Haz, nigdy w życiu nie pokażę tej katastrofy.
Harry uśmiechnął się.“Nope, Haz, you’re never going to see this disaster.” Harry smirked.
-Na pewno?
Louis spojrzał na niego ostrożnie.
-Tak…
Uśmiech Harry’ego stał się jeszcze szerszy, kiedy chłopak rzucił się na Louis’ego przypierając go do ziemi. Louis pisnął zawstydzony, próbując wyrwać się młodszemu, nadal kurczowo ściskając kartkę z rysunkiem. Siłowali się przez kilka minut. W końcu Harry’emu udało się przycisną, swoją miednicą, biodra Louis’ego do ziemi. Walcząc z Louis’em by wyciągnąć z jego dłoni rysunek. W końcu wyrwał go z uścisku chłopaka, odbiegając na bezpieczną odległość, zanim spojrzał na kartkę. Jego oczy rozszerzyły się, zanim uśmiech wpłynął na jego twarz, rozjaśniając ją radością, a śmiech wydobył się z jego ust. Wtedy Louis uznał, że jeśli taka była reakcja Harry’ego na jego rysunki to mógłby dla niego rysować codziennie, byle tylko zobaczyć go takiego. Harry odwrócił kartkę wskazując na kartkę z zachwytem i niedowierzaniem na twarzy.
-Naprawdę tak dla ciebie wyglądam?
Louis uśmiechnął się zmieszany.
-Nie, ale sztuka nigdy nie była moją mocną stroną.
Harry spojrzał na niego sarkastycznie.
-Naprawdę Louis? Nigdy bym się tego nie domyślił – wywrócił oczami, uśmiechając się lekko.
-Ptaszki, kolacja gotowa! – z jadalni dobiegł ich głos Zayn’a.
Louis wyciągnął dłoń do Daisy, którą po chwili chwyciła.
-Chodźmy, czas coś zjeść – oznajmił Louis.
Phoebe upuściła kredkę podbiegając do Harry’ego, łapiąc go za dłoń i idąc z nim do jadalni.
*~*~*~*
-Kolacja w rodzinie Tomlinsonów zawsze była hałaśliwa. Było dużo rozmów, szczękania sztućców i krzyków takich jak „Daisy widelce nie są bronią!”. W którymś momencie Georgia, Daisy i Phoebe zawsze zaczynały rzucać jedzeniem. Zayn i Liam nigdy nie byli pomocni w takich chwilach. Wręcz przeciwnie. Zachęcali dziewczynki i sami często brali udział w bitwie. Dla nich to było w porządku. W końcu to nie oni musieli po tym sprzątać. Louis był bardzo zdenerwowany tego wieczora. Nie chciał, żeby Harry pomyślał, iż nie ma kontroli nad swoimi siostrami. Między innymi dlatego usadził je po przeciwnych stronach stołu, a Zayn’a i Liama u szczytów. Lottie siedziała najbliżej Zayn’a, Flick i Georgia po dwóch bokach Liama. Daisy siedziała obok Louisa, naprzeciwko swojej bliźniaczki, która rozmawiała wesoło z Harry’m. Louis nachylił się krojąc makaron w talerzu Daisy, kiedy Georgia kopnęła ją pod stołem. Louis rzucił siostrze spojrzenie, lekko kręcąc głową. Ona tylko uśmiechnęła się łapiąc łyżkę i napełniając ją groszkiem.
-Georgia, nie – powiedział Louis surowo.
Dziewczynka wymierzyła w Daisy i rzuciła w siostrę zawartością sztućca. Groszek poleciał w różne strony. Jego część trafiła w cel, a część opadła na podłogę. Daisy spojrzała na nią podnosząc trochę spaghetti i robiąc zamach, gotowa rzucić. Louis szybko złapał ją za rękę, zmuszając do upuszczenia makaronu na talerz. Ze wszystkich nocy, musiały wybrać akurat tą pomyślał Louis, patrząc surowo na dziewczynki.
-Nie dzisiaj dziewczynki. Jeśli spróbujecie jeszcze raz rzucić jedzeniem, pójdziecie spać bez skończenia kolacji.
Georgia żachnęła się, jednak chyba dotarła do niej wiadomość. Tymczasem po drugiej stronie Lottie się uśmiechała. Louis spojrzał na nią z uniesioną brwią.
-Zależy ci na zaimponowaniu dzisiaj, co Lou? – uśmiechnęła się.
Louis spojrzał na nią. Był zestresowany i zmęczony tym, że ludzie nie biorą go poważnie.
-Wiesz Lottie? Jestem zmęczony twoim nastawieniem. Ich śmierć uderzyła nas wszystkich i jestem zmęczony tym, że zachowujesz się, jakby dotyczyło to tylko ciebie. Nie zdajesz sobie sprawy z tego ile dla was robię, a ty nawet raz mi nie podziękowałaś. Bądź smutna, złość się, dobrze, ale przestań się na nas wyżywać.
Lottie zamarła na chwilę zanim gwałtownie odsunęła się od stołu.
-Przepraszam na chwilę – dziewczyna wybiegła z pokoju, a jej oczy zachodziły łzami.
Harry powiódł za nią wzrokiem przepełnionym smutkiem, po czym skierował oczy na Louis’ego.
-Będzie ci przeszkadzało, jeśli pójdę z nią porozmawiać?
Louis potrząsnął głową.
-Proszę. Ja nie mogę niczego z niej wyciągnąć, a dobija mnie kiedy jest smutna.
Harry skinął głową po czym wstał od stołu i ruszył do pokoju dziewczyny. Zatrzymał się przed drzwiami pukając lekko. Zza drzwi odezwał się jej schrypnięty, zasmucony głos.
-Odejdź Louis. Nie powinieneś zajmować się swoimi gośćmi?
-To nie Louis. To ja, Harry. Mogę wejść?
Nastała krótka cisza, po czym drzwi uchyliły się powoli. Lottie spojrzała na niego oczami pełnymi łez. Podszedł ostrożnie do jej łóżka siadając na nim i nakazując jej usiąść obok siebie. Zamknęła drzwi i wykonała jego polecenie. Chłopak spojrzał na nią wesoło.
-Wiem jak to jest stracić rodzica. Mój ojciec zmarł, kiedy byłem w twoim wieku, a moja mama ponownie wyszła za mąż. To musi być jeszcze trudniejsze dla ciebie, skoro straciłaś oboje rodziców i musiałaś się przeprowadzić.
W oczach Lottie pojawiło się jeszcze więcej łez, a dziewczyna wzięła głęboki wdech.
-Po prostu, czuję się, jakby wszyscy poszli dalej, a ja jestem jedyna, która utknęła w rozpaczy. Nie chcę tęsknić za nimi cały czas. Nie lubię współczucia czy uwagi, którą wszyscy na mnie zwracają z tego powodu. Po prostu chcę wrócić do czasów, kiedy Louis był moim bratem. Nie moim ojcem – szepnęła, takim tonem jakby wyjawiała jakiś okropny sekret.
Harry poklepał ją pocieszająco w kolano.
-Kiedy mój tata umarł, zachowywałem się dokładnie jak ty. Moja mama i siostra poszły dalej, po prostu to akceptując. Ja byłem zbyt młody. Moja siostra wyprowadziła się niedługo później. Pojechała na uniwersytet, a ja zostałem w domu z matką i ojczymem, który jak pewnie się domyślasz, niezbyt przypadł mi do gustu. Czułem się jakby wszyscy próbowali usunąć z domu wspomnienia o moim ojcu, i zastąpić go moim ojczymem. Byłem wściekły. Niemal zawaliłem rok w szkole. To był prawdopodobnie najgorszy okres w całym moim życiu. Chcesz wiedzieć jak przez to przeszedłem?
Lottie pokiwała energicznie głową.
-Udało mi się to, bo pozwoliłem ludziom rozmawiać ze mną. Kiedy stracisz kogoś bliskiego, czujesz się zraniony, zdradzony, jakby cię porzucił. Twój pierwszy odruch to chęć zamknięcia się przed światem, nie dopuszczania nikogo do siebie, żeby cię nie zranili. Tak naprawdę jest to najgorszy możliwy sposób. U mnie zaczęło się polepszać dopiero kiedy przestałem walczyć ze wszystkim i wszystkimi dookoła mnie. Dopiero wtedy mogłem znowu spróbować być szczęśliwy. Ty jesteś szczęściarą. Jedyną osobą którą wtedy miałem był mój najlepszy przyjaciel, Niall. Moja matka była bardzo zajęta sprawami ślubu, jednak kiedy coś się stało zawsze mogłem do niej przyjść, a moja siostra była na uczelni. Twój starszy brat robi wszystko co może i wychodzi mu to naprawdę dobrze. Dba o to, żebyście wszystki ebyly bezpieczne, szczęśliwe i zdrowe. Nie mówię, że masz przestać cierpieć. To zajmuje sporo czasu, ale w końcu ci się uda. Mówię po prostu, że zamiast spędzać cały dzień w swoim pokoju, mogłabyś spędzać trochę więcej czasu z Louis’em i siostrami. Oni czują się podobnie, a ze wszystkich ludzi na świecie, właśnie Louis najlepiej rozumie przez co przechodzisz. Może tego nie okazywać, ale ja wiem, że jest smutny i bardzo za nimi tęskni. On po prostu czuje, że musi być dla was silny. Myślę, że byłoby dobrze, gdybyście współpracowali. Myślisz, że mogłabyś spróbować?
Lottie pociągnęła nosem i skinęła leciutko głową. Harry uśmiechnął się i jeszcze raz poklepał ją po kolanie zanim wstał i podniósł ją na nogi.
-W takim razie chodźmy zobaczyć jak się ma twój brat.
Razem wrócili do salonu, gdzie Louis czekał z Zayn’em i Liamem. Kolacja się już skończyła i jadalnia była sprzątnięta. Chłopak podniósł wzrok, a na jego twarzy wymalowana była troska, kiedy Harry i Lottie weszli do pokoju. Lottie puściła dłoń Harry’ego i podbiegła do brata wspinając się na jego kolana, tak jak to robiła, kiedy była młodsza. Przytuliła się do niego mocno, szeptając w jego szyję przeprosiny. On po prostu trzymał ją i głaskał ją po plecach, powtarzając, że wszystko jest w porządku. Bo już niedługo wszystko miało być w porządku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz