wtorek, 11 marca 2014

*nieżnobiała mgła zalegała nad miastem, otaczając wszystkie budynki jak macki ogromnej ośmiornicy, chcącej zgarnąć do siebie wszystko co znajduje się w zasięgu jej wzroku, gdy czarny samochód sunął po gładkiej powierzchni asfaltu zmierzając ku dzielnicy, która znajdowała się kilka przecznic od centrum.
Kierowca delikatnie dociskał udem zeszyt, który umieścił między swoją nogą a gładką, skórzana tapicerką siedzenia, bojąc się, że gdy podczas jazdy nie będzie blisko niego coś może się z nim stać i wszystkie niezbędne zapiski znikną, tak szybko jak się pojawiły, zostawiając ich z ogromną pustką i niewiedzą.
Samochód wjechał na wolne miejsce na parkingu przed osiedlem, a niebieskooki chłopak westchnął cichutko, wydobywając notatnik i przejeżdżając palcami po delikatnej, jasnobrązowej oprawie.
Na jego ustach od razu zamajaczył niewielki uśmiech, a wspomnienia same zaczęły napełniać jego umysł, sprawiając że przymknął delikatnie powieki, wspominając swoje dzieciństwo, które mimo biegu lat nie zamazało się ani trochę w jego pamięci.
Wciąż pamiętał dokładnie zapachy wypieków jego babci i popołudnia spędzone z dziadkiem w ogromnym ogrodzie, który znajdował się za ich domem na wsi.
Lubił raz na jakiś czas przyjeżdżać tam i po prostu zaszyć się w ogrodzie by spędzić w nim cały dzień, leniwie wylegując się na zielonej trawie, lub przekładając różne rzeczy w niewielkiej szopie, która znajdowała się w rogu działki.
Ostatnio nie miał na to czasu, przede wszystkim ze względu na Harry’ego ale siedząc w samochodzie w ten ponury poranek obiecał sobie, że prędzej czy później go tam zabierze i pokaże mu dosłownie każdy najmniejszy zakamarek, każde załamanie w podłodze i każde miejsce, które byłoby odpowiednie do zrealizowania porządnej sesji przytulania.
Uśmiechnął się do siebie i powoli wyślizgnął się z auta, ruszając w stronę przejścia dla pieszych, lecz gdy jego spojrzenie przykuła kawiarnia, zawrócił na pięcie i pchnął szklane drzwi, wchodząc do środka co zasygnalizował niewielki złoty dzwonek wiszący nad wejściem.
Podszedł do lady, napawając się zapachem świeżej kawy i uniósł głowę , mrużąc oczy gdy jasne światło bijące z tablicy, na której znajdowało się menu, poraziło jego tęczówki.
-Dzień dobry, w czym mogę służyć?- brązowooka blondynka ubrana w firmowy fartuszek wyłoniła się przed nim jakby znikąd i uśmiechnęła się do niego w ten sztuczny i niemiły sposób.
-Poproszę.. Dwie latte i dwa kawałki tego ciasta na wynos- wskazał palcem na odpowiedni wypiek, nawet nie zaszczycając dziewczyny spojrzeniem po czym wydobył telefon z kieszeni czując jak wibruje kilka razy.

[1] Message
Harry
9:12

Gdzie jesteś?

Tomlinson westchnął cicho, spoglądając na godzinę. Cholera, był spóźniony już prawie kwadrans.
Przygryzł delikatnie dolną wargę i wystukał szybko odpowiedź, mówiącą że będzie za kilka minut, następnie wsuwając komórkę do kieszeni ciemnych jeansów i układając dłoń płasko na kremowym blacie, by wystukać palcami nieznany nikomu rytm.
Rzucił krótkie spojrzenie w stronę dziewczyny, która przygotowywała właśnie kawy, przy ekspresie stojącym po prawej stronie i zmarszczył mocno brwi, dostrzegając ledwie widoczny blask promieniujący od jej skóry.
Był niewielki i pulsował bardzo delikatnie, tak jakby próbowała go w sobie skryć jak najlepiej potrafiła.
Lecz najwidoczniej nie była na tyle silna, ponieważ Louis dokładnie widział zakłopotanie malujące się na jej twarzy, gdy spostrzegła, że patrzy na nią uważnie.
-Razem będzie cztery funty- powiedziała, nieśmiało stawiając przed chłopakiem jego zamówienie i wystukując coś na kasie.
Niebieskooki chłopak, przypatrywał jej się, powoli wyciągając portfel z kieszeni kurtki i przez cały czas mocno marszcząc brwi.
Był cholernie pewny że miał do czynienia z aniołem.

|PB|

-Looou! Nawet nie wiesz jak bardzo tęskniłem!- ciepłe ramiona otoczyły ciało Tomlinsona w tym samym momencie, w którym uchylił drzwi, by wejść do środka mieszkania.
Zatoczyli się lekko do tyłu, aż do momentu w którym plecy Louisa natrafiły na ścianę w holu i Harry zachichotał miękko, odsuwając się trochę od chłopaka by złożyć na jego ustach delikatny pocałunek.
I mimo pośpiechu i szybkiego oddechu starszy chłopak oddał go, owijając rękę w której znajdował się notatnik wokół talii młodszego, a drugą, w której trzymał tackę z dwoma kubkami i reklamówkę z ciastem, nadal trzymając wysoko nad ich głowami, by nie upuścić żadnej z tych rzeczy.
Styles mruknął cicho w jego wargi i odsunął się, marszcząc brwi, lecz nadal owijał delikatnie ramiona wokół jego barków.
-Dyszysz. Coś się stało? -mruknął cicho, patrząc na niego pytająco. Spuścił wzrok na jego bark i poszybował nim wzdłuż jego ręki dostrzegając kawy i ciasto.- Och, Looou kupiłeś mi kawę?- uśmiechnął się szeroko ukazując wszystkie swoje zęby i chwycił wolną dłoń swojego chłopka, wciągając go do mieszkania.
-Wszystko w porządku? -Louis uniósł wysoko brwi, odkładając wszystko co trzymał w dłoni na półkę w przedpokoju i zsunął ciemną, skórzaną kurtkę ze swoich ramion, by następnie zawiesić ją na drewnianym kołku.
-Tak! Dlaczego pytasz? -odparł entuzjastycznie drugi, nie patrząc na niego, lecz zabierając jedną z kaw i od razu pociągając kilka łyków z opakowania.
-Um, jesteś taki… Podekscytowany? -spróbował Louis i zrzucił niedbale buty ze swoich stóp, po czym podszedł do Harry’ego i ułożył dłoń na jego prawym biodrze, wsuwając kciuk pod koszulkę i jeżdżąc nim po bladej skórze.
-Po prostu dzisiaj będziemy ćwiczyć pierwszy raz i jestem cholernie ciekawy jak to będzie!- wyrzucił z siebie szybko i ponownie przyłożył kubek do warg.- Po prostu… Chcę wiedzieć jakie mam moce i jakie to uczucie je posiadać- uśmiechnął się szerzej i wystawił język, chcąc zlizać kilka kropel, które pozostały na jego dolnej wardze, lecz Louis go wyprzedził, wzbijając się szybko na palce i zlizując je swoim językiem, czemu towarzyszyło głośne mruknięcie wyższego chłopaka.
Tomlinson opadł na całe stopy i pokiwał ze zrozumieniem głową, chwytając resztę rzeczy i kierując się do kuchni.
Miał zamiar powiedzieć Harry’emu o swoim odkryciu, ale teraz widząc jego ekscytację, stwierdził, że był to zły pomysł, ponieważ znając Harry’ego natychmiast wybiegłby z mieszkania, chcąc jak najszybciej spotkać tę dziewczynę i zadać jej masę zapewne krępujących pytań, lecz to nie był jedyny powód.
Louis bał się, że dziewczyna od razu poinformuje inne anioły i drabinę o swoim odkryciu, a wtedy mogliby zabrać Stylesa i zapewne już nigdy by go nie zobaczył.
Bo.. Cóż.. Był w stu procentach pewny, że związek czytnika z wampirem nie był do końca.. Legalny.
-Mam jeszcze ciasto- powiedział, podchodząc do szafki wiszącej nad zlewem i wyciągając z niej dwa talerze. Ułożył je na blacie i wydobył z szuflady srebrne widelczyki, po czym zasunął ją delikatnym uderzeniem biodra, zdobywając tym samym głośny pomruk chłopaka stojącego za nim i przyglądającego mu się uważnie znad kubka z kawą.
Louis złapał jego spojrzenie, uśmiechając się szeroko na sposób w jaki długie palce obu dłoni Harry’ego otaczały kubek, którego nawet na chwilę nie oderwał od swoich warg.
-Muszę kupić sobie taki ekspres i będziesz mi robił latte każdego ranka- mruknął zielonooki, bardziej do kubka niż do Louisa, ale to było w porządku, ponieważ sposób w jaki Harry się rumienił był tak cholernie uroczy i Tomlinson był pewny, że drugi chłopak zauważył, iż poprzez pomruk Styles potwierdził, że przygląda się dolnym partiom jego ciała, gdy ten nie patrzy.
-Zrobię co tylko zechcesz- zachichotał cicho w odpowiedzi i odwrócił się, nakładając po kawałku ciasta na oba talerze i pamiętając o tym, by odpowiednio zarzucić biodrami, ponieważ cholernie pragnął dowiedzieć się jak bardzo może zawstydzić tym Harry’ego.
Zachichotał jeszcze bardziej, gdy spostrzegł po swojej prawej stronie dłoń odkładającą kubek na blat i następnie obserwował jak przesuwa się w jego kierunku, powoli wślizgując się na jego biodro.
-To cholernie gejowskie i seksowne gdy tak robisz, Lou- mruknął cicho do jego ucha, układając drugą dłoń po lewej stronie miednicy chłopaka.
-Naprawdę? -niższy odrzucił głowę w tył, opierając ją na ramieniu wyższego i zamrugał niewinnie, patrząc prosto w jego oczy.
-Uhm - odmruknął cicho i złożył mokry pocałunek na jego policzku, zostawiając tam usta chwilkę dłużej niż zawsze.
-Uh.. Sądzę, że.. -wymruczał cicho Louis, czując, jak usta Harry’ego przenoszą się na linię jego szczęki, a następnie zsuwają się na szyję, zostawiając na niej dziesiątki pocałunków. -Mieliśmy ćwiczyć.. Uhm..
Harry jęknął cicho w odpowiedzi i przeniósł dłoń na blat, by zabrać z niego jeden z talerzy. -Jak chcesz.. -wzruszył ramionami i ponownie chwycił swoją kawę, odsuwając się od chłopaka.
Tak naprawdę jeszcze nigdy nie robili żadnej z tych intymnych rzeczy, mimo tego, że byli ze sobą już kilka miesięcy, ponieważ Louis wciąż znajdował jakąś wymówkę, a „Boję się, że się zapomnę i cię skrzywdzę” było tą, której używał najczęściej.
Tomlinson mruknął cicho i zabrał wszystkie rzeczy, ruszając za swoim chłopakiem do niewielkiego salonu, oddzielonego wysepką z wysokimi barowymi krzesłami od kuchni.
Usadowili się na ciemnej kanapie, a Lou odstawił swoją kawę i ciasto na stół by przewertować kartki dziennika i otworzyć go na najbardziej ciekawiącej ich stronie.
-Cóż.. Czytałem już trochę i dowiedziałem się kilku istotnych szczegółów- szepnął, cały czas patrząc na zapisaną pochyłym pismem kartkę pożółkłego już papieru. Harry mruknął jedynie cicho, zatapiając widelec w boku ciasta.- Po pierwsze musisz być maksymalnie skupiony…
-W takim razie musisz wyjść- przerwał mu Styles, nie przejmując się tym, że ma pełną buzię.
-Uh.. Co? -Louis uniósł wysoko brwi, unosząc na niego wzrok.
-Musisz wyjść -wzruszył ramionami, powoli przełykając kęs ciasta, znajdujący się w jego ustach.- Nie będę mógł się skupić, jeżeli będziesz tutaj, obok mnie.
-Muszę tutaj być, żeby przywrócić cię, gdyby działo się coś złego- zarumienił się delikatnie, spuszczając ponownie wzrok na notatnik.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że mimo ogólnego poglądu ludzi wampiry tak naprawdę nie były blade przez cały czas. Louis potrafił się rumienić i to bardzo mocno, ponieważ kiedyś, bardzo dawno temu był człowiekiem i niektóre cechy, takie jak rumienienie się, nadal w nim tkwiły.
-Okej, okej -mruknął cicho i odłożył talerz na stół, następnie wypijając kilka łyków kawy.
-Um.. Harry?- Louis przesunął się niepewnie w jego kierunku i położył dłoń na jego udzie- Mógłbym cię o coś prosić zanim spróbujesz?
Chłopak mruknął, jednocześnie kiwając głową na potwierdzenie i przekręcił się delikatnie, tak, żeby być przodem do Louisa, który pochylił się delikatnie w jego stronę.
-Mógłbyś.. Nie czytać mojej księgi?- szepnął cicho, gładząc palcami jego udo i patrząc głęboko w jego oczy.
Tomlinson naprawdę nie chciał używać na Harrym daru przekonywania. Naprawdę, uwierzcie mu. Ale po prostu.. Nie chciał, by chłopak znał jego każdy, nawet najmniejszy występek. Bo.. Cóż.. Louis dzięki swojemu instynktowi wpojenia, pragnął być idealny w oczach drugiego chłopaka. Bardzo, bardzo idealny.
-Oczywiście, kochanie. Obiecuję. To żaden problem - Harry uśmiechnął się ciepło i pochylił się, skradając krótki pocałunek z jego warg.- Możemy zaczynać.
Tomlinson wychylił się bardziej i ustawił chłopaka w najwygodniejszej pozycji jaką udało mu się znaleźć, po czym zamknął delikatnie jego powieki opuszkami palców i powoli chwycił notatnik, umieszczając go na swoich kolanach.
-Na początku musisz oczyścić swój umysł ze wszystkich myśli, kochanie -szepnął cicho, sunąc palcem po kolejnych linijkach znajdujących się na kartce.
Jego dziadek w gruncie rzeczy był bardzo mądrym i pracowitym człowiekiem. Przez długi czas zdobywał wszelkie informacje o czytnikach, ponieważ, jak twierdził, żył bardzo długo i naprawdę go to nudziło, więc musiał znaleźć sobie jakieś hobby, ale Louis był prawie pewien, że powód był ukryty o wiele głębiej.
-Dobrze wiesz, że nie dam rady tego zrobić..- prychnął cicho Harry.- Tak się mówi, ale to niemożliwe, żeby nie myśleć o niczym. Nawet gdy starasz się nie myśleć to i tak jesteś skupiony na tym, żeby tego nie robić i myślisz, żeby nie myśleć i..
-Przestań bredzić, Harry- Louis wywrócił oczami.- Jako czytnik masz zdolność do oczyszczenia całkowicie swojego umysłu, więc skup się na tym i nie filozofuj.
Styles przez chwilę udawał urażonego i skrzyżował ręce na piersi, odwracając głowę w inną stronę, by Louis sam się domyślił, że nie ma zamiaru współpracować, jeżeli będzie go obrażał.
Harry, proszę.. -Tomlinson wyszeptał w myślach chłopaka, na co ten podskoczył na swoim miejscu, wyraźnie zaskoczony, lub nawet przerażony, lecz po chwili westchnął cicho i ponownie opuścił dłonie na swoje uda, starając się wypełnić prośbę Louisa.
Niebieskooki odczekał chwilę, wstrzymując oddech, by nie rozpraszać chłopaka, a gdy spostrzegł, że drugi już się nie wierci, postanowił kontynuować.- Teraz wyobraź sobie ogromny biały pokój i mnóstwo rzędów z szafkami. Coś takiego jak te, w których kiedyś chowano karty w bibliotekach.- Harry skinął nieznacznie głową i skupił swoje myśli na wyobrażeniu pokoju, o którym mówił Louis.
Tomlinson cały czas przypatrywał się delikatnym rysom jego twarzy i nieznacznym blasku, który powoli zaczynał otaczać go jak druga skóra.
Był bardzo, naprawdę bardzo piękny.
Po dwóch może trzech minutach Harry jęknął głośno, odrzucając głowę w tył.- Cholera, nie potrafię tego zrobić!- przetarł twarz dłońmi i spojrzał uważnie na swojego chłopaka.- Pomóż mi Louis, błagam- szepnął sfrustrowany, mocno chwytając dłoń mężczyzny.- Błagam, proszę, bardzo ładnie proszę. Na pewno możesz mi pomóc, jestem tego pewny.
Niższy sapnął cichutko i splótł palce ich dłoni, gładząc kciukiem delikatną, bladą skórę.
-Zrób to wszystko jeszcze raz, dobrze?- pochylił się całując krótko jego spierzchnięte usta i przebiegając po nich językiem, by delikatnie je nawilżyć.- Pomogę ci.
-Okej.
Harry ponownie opadł na swoje miejsce i powtórzył każdą z czynności o którą wcześniej prosił go chłopak. Nie chciał wyglądać w jego oczach jak cholerny nieudacznik, więc teraz musiało się udać.
M u s i a ł o.
I kiedy po kilku minutach, jego głowa opadła bezwładnie na oparcie kanapy, Louis był bardzo dumny.

✖✖✖✖✖✖✖✖✖✖✖✖

Bardzo liczę na notki i ko

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz