wtorek, 11 marca 2014

*Tamta rozmowa z Zaynem wyzwoliła w Louisie ciekawość względem miejsca pracy Harry’ego i postanowił przynajmniej zajść następnego dnia do bistra, żeby powiedzieć cześć. Skończył zmianę w barze, więc to naprawdę nie byłoby nic wielkiego, gdyby poszedł odebrać swojego współlokatora z jego pracy. Spędził odrobinę więcej czasu, niż zwykle, na wybieraniu ubrań, wciągając coś na siebie i za chwilę kolejny raz zmieniając zdanie, a potem znowu, aż zdecydował się na koszulkę w czerwone i czarne paski oraz wąskie, czarne jeansy, wieńcząc wszystko czarnymi szelkami. Na luzie, ale bardziej wyjściowo, niż ubranie t-shirtu i bluzy. Zrobił lekki nieład w swoich włosach, wszedł w jedne z najlepszych butów i naciągnął na siebie granatowy płaszcz z wełny, kilkukrotnie owijając sobie wokół szyi szalik w kremowe i niebieskie paski. Pogoda robiła się coraz chłodniejsza, a zbyt dobrze pamiętał tamto przeziębienie i po prostu nie chciał w najbliższym czasie znowu się rozchorować.

Bistro położone było w odległości krótkiego, piętnastominutowego spaceru, na ślicznej ulicy wypełnionej wszelkiego rodzaju słodkimi, malutkimi sklepikami. Zdecydowanie będzie musiał zajrzeć tu także w lecie, gdy zauważył budkę sprzedającą lody włoskie oraz nieduży park na końcu drogi. Bistro było dobrze ulokowane, pomiędzy antykwariatem a małą kawiarnią, a jego światło wewnętrzne wylewało się przez duże okno na zasłany liśćmi chodnik.

Po kilku sekundach wahania Louis wszedł do bistra, a gdy tylko to zrobił, powitał go i otoczył powiew ciepłego powietrza. Było to podłużne, wąskie pomieszczenie, z bardzo wysokim sufitem i ścianami pomalowanymi na ciepły odcień kremowego, oraz drewnianym wykończeniem. Znajdowały się tam dwa długie rzędy stolików z wygodnymi skórzanymi ławami pod ścianami i drewnianymi krzesłami dalej na środku. Na samym końcu znajdował się bar z gładkim marmurowym blatem oraz ciemnymi panelami, a przed nim stało kilka drewnianych i obitych skórą stołków. Był wystarczająco ładny, aby wzbudzić w Louisie zazdrość.

Przytulny wystrój wnętrza zawdzięczano drewnianym akcentom oraz ciepłemu, przyciemnionemu światłu, a także białym, lnianym obrusom i ślicznej zastawie stołowej - miało klasę, a jednocześnie czuło się w nim wygodnie i jak w domu. Z miejsca je polubił. Większość stolików była zajęta, pomimo późnej pory poniedziałkowego wieczoru, ale atmosfera wciąż była luźna, a w tle rozmowy dało się usłyszeć pobrzękiwanie kieliszków do wina i zastawy.

Kelnerka, mająca na sobie czarne spodnie i czarną koszulę na guziki, zauważyła Louisa i podeszła do niego z uśmiechem. Była młoda i ładna, z jasnoblond włosami i pogodnymi oczami oraz guzikowatym noskiem oprószonym piegami.

- Cześć, witamy w Exquis, stolik dla jednej osoby? - zapytała, głosem dziarskim i wesołym.

- Właściwie to przyszedłem tu zobaczyć się z przyjacielem. Harry?

Jej twarz przeciął szeroki uśmiech.

- Ach, więc musisz być tym ślicznym współlokatorem… powiedział, że jesteś piękny, ale muszę przyznać, że jego słowa nie dorównują rzeczywistości - powiedziała z przekorą, uśmiechając się głupkowato na widok jego rumieńca.

Louis nie wiedział, co zrobić z tą informacją. Harry mówił o nim swoim kolegom… a przede wszystkim, mówił o nim miłe rzeczy.

- Chodź usiąść przy barze, a ja sprawdzę, czy nie jest za bardzo zajęty. Chociaż dla ciebie pozwoliłby kuchni spłonąć.

Louis został zaprowadzony do stołka przy barze, gdzie ściągnął z siebie płaszcz, który powiesił na sąsiednim siedzeniu, dziękując kelnerce, gdy nalała mu szklankę wody mineralnej.

- Pójdę do kuchni. Mam na imię Perrie, jeśli byś czegoś potrzebował. Zaraz wracam. - Po tym zniknęła w bocznych drzwiach.

Louis popijał w zamyśleniu swoją wodę, myśląc nad słowami Perrie. Naprawdę zastanawiał się, co jeszcze Harry o nim powiedział, ale sam fakt, że opisał go swoim kolegom jako pięknego sprawił, iż jego serce podskoczyło w piesi. Po raz pierwszy dowiedział się, że Harry uważa go za pięknego.

Nie musiał długo czekać na powrót uśmiechniętej kelnerki. Przystanęła za barem i wyłowiła grubą, białą serwetkę, rozkładając ją przed Louisem na marmurze jak lokatę.

- Już prawie skończył, ale powiedział, że chciałby zjeść z tobą kolację, jeśli nie masz nic przeciwko. Powiedział, że prawdopodobnie jesteś głodny.

W żołądku Louisa dopiero co zaburczało i szatyn zachichotał, gdy Perrie wyciągnęła kolejną serwetkę oraz kilka talerzy.

- On mnie naprawdę dobrze zna…

Harry wyłonił się kwadrans później, wciąż mając na siebie czarny fartuch i dopasowany czarny kaftan kucharski rozpięty pod szyją, niosąc dwie płytkie, białe miski z porcelany. I wyglądał niezwykle seksownie w swoim stroju, z jasnymi oczami i zmierzwionymi włosami. Uśmiechnął się do Louisa, gdy zatrzymał się za barem, ustawiając przed nim parujące talerze.

- Hej, jak ci minął dzień? - zapytał, odstawiając własny talerz, zanim obrócił się, żeby złapać ze stojaka dwa kieliszki do wina.

- Spokojnie, większość przespałem. A twój?

- Dla odmiany cicho, dzięki czemu skończyłem odrobinę wcześniej - odpowiedział, biorąc butelkę wina z dna lodówki.

- No to co jemy? - zadał pytanie Louis, gdy Harry z wprawą odkorkował butelkę, nalewając odrobinkę do swojego szkła, żeby skosztować jego aromatu, po czym wypełnił oba kieliszki.

- Przyprawione ravioli z dynią, masłem z orzechów laskowych i sosem ze świeżej szałwii. Wykwintny makaron z masłem - wyjaśnił, mrugając okiem przy ostatnim zdaniu i wywołując śmiech u swojego współlokatora.

Fakt, że Harry wciąż pamiętał makaron z masłem… to było jeszcze wtedy, kiedy nie wiedział nawet, jak posługiwać się widelcem. Ciągle był jego ulubioną potrawą, czymś, co na szybko przygotowywał, gdy wracał do domu po długiej zmianie i ostatnią rzeczą, jaką miał ochotę zrobić, było gotowanie czegoś skomplikowanego, kiedy już spędził większość nocy w kuchni. Usiadł obok Louisa, który zdążył zanurzyć widelec w swoim talerzu, jęcząc przy każdym kęsie i przyprawiając anioła o głupkowaty uśmieszek.

- Och wow… Harry, to jest przepyszne… - udało mu się powiedzieć pomiędzy kęsami, a Harry zachichotał.

Makaron był delikatny i idealnie ugotowany, słodko-pikantna dynia kremowa i pyszna, zmieszana z bogatym smakiem orzechów laskowych masła, a liście szałwii dodawały temu szczyptę świeżości, która balansowała całe danie. Proste, piękne. Podane razem z wytrawnym białym winem, stanowiło idealne połączenie. Harry uśmiechnął się pod nosem, podnosząc własny widelec.

- To danie sezonowe, które dzisiaj wystawiliśmy. Cieszę się, że ci smakuje… - odpowiedział, rumieniąc się lekko na policzkach z powodu komplementów Louisa.

Louis zastygł w połowie kęsa, odkładając widelec, gdy przycisnął rękę do ramienia Harry’ego, czując się głupio, że nie wspierał go bardziej w jego pasji.

- Jest wspaniałe, naprawdę… Harry, jesteś naprawdę utalentowany i ja… żałuję, że nie przyszedłem tu wcześniej. To znaczy, wyraźnie widać, że kochasz to, co robisz i jesteś w tym fantastyczny, żałuję, że nie było mnie tu, żeby cię bardziej wspierać…

Własna ręka Harry’ego podążyła do góry, aby delikatnie odgarnąć z oczu Louisa zabłąkane pasmo włosów. Ciepłe lampy nad ich głowami wydobywały z nich miedziane refleksy, dodawały opalonej skórze złotego blasku, a oczy demona były jak głębina oceanu. Harry zastanowił się, dlaczego akurat teraz zauważał bardziej, niż zwykle, jak niewiarygodnie piękny był Louis.

- Nie martw się tym. Jestem naprawdę szczęśliwy, że przyszedłeś… - wymruczał, a jego zielone oczy były o trzy odcienie ciemniejsze w przygaszonym świetle.

Przez kilka sekund obaj byli cicho, wpatrując się w siebie nawzajem odrobinę za długo.

Na tyle, by obaj zarumienili się i zachichotali trochę niezręcznie, gdy wrócili do jedzenia, kradnąc sobie spojrzenia. Reszta posiłku upłynęła głównie w ciszy, ale w jej dobrym rodzaju - tym wydającym się ciężkim od znaczenia bez bycia przytłaczającym, gdy nieśmiało uśmiechali się do siebie.

Przeszkodziła im Perrie, która przyszła zabrać puste talerze, mrugając do Harry’ego, co pozostało niezauważone przez Louisa, ale wrócili do wygodnej ciszy, kiedy wypili resztę wina z butelki. Właśnie dopijali resztki, gdy uśmiechający się szeroko, naprawdę uroczo wyglądający chłopak o blond włosach wyszedł z bocznych drzwi, niosąc dwa małe talerzyki z czymś, co wyglądało jak ciasto, a jego pełne wargi wyginały się w uśmiechu. Miał gładką, matową skórę, soczyste usta chętne do uśmiechania się, zaokrąglony nos oraz duże, okrągłe oczy, które zdawały się nawet jaśniejsze w obramowaniu tych chochlikowatych blond włosów. Wyglądał dobrze w bardzo, bardzo chłopięcy sposób.

Harry odwzajemnił uśmiech, gdy chłopak zatrzymał się za barem, stawiając przed nimi dwa talerzyki. Na każdym znajdowała się mała, delikatna porcja luksusowo wyglądającego ciasta czekoladowego, z bitą śmietaną i malinami na wierzchu.

- Niall! Nie powinieneś był… - zaczął Harry, po to tylko, żeby rozpocząć szybkie miganie rękoma w stronę młodego mężczyzny, który pod zdezorientowanym spojrzeniem, odpowiedział mu w taki sam sposób.

Niall zerknął pospiesznie na Louisa, jego uśmiech poszerzył się, gdy zamigał coś, z powodu czego Harry zachichotał. Demon zwyczajnie nie mógł uwierzyć własnym oczom.

- Niall pyta mnie, czy wszystko z tobą okej, bo wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha - powiedział dokuczliwie Harry, a ramiona Nialla zatrzęsły się w niemym śmiechu.

Louis spojrzał na Harry’ego wielkimi oczami, następnie na Nialla, i z powrotem na Harry’ego, a jego usta rozwarły się w prawdziwym zaskoczeniu. I wtedy to zdawało się uderzyć w anioła, który wybuchnął śmiechem.

- Och, całkiem zapomniałem! Nie wspomniałem ci o tym, prawda? Niall urodził się ze zniekształceniem strun głosowych. Jest niemową, ale słyszy bardzo dobrze… - wyjaśnił. - Dostałem tę pracę prawdopodobnie tylko dlatego, że znam język migowy - zażartował i zaraz wybuchnął śmiechem, kiedy Niall z przekorą walnął go w ramię, odpowiadając lawiną gestów.

- Mówi, że czuł mój potencjał, no dobrze… Więc Niall, to jest Louis. Louis, mój szef Niall - przedstawił ich sobie Harry, a Louis przyjął oferowaną przez Niall rękę z pełnym szacunku respektem, który wprawił tamtych dwóch w jeszcze mocniejszy śmiech.

- Miło cię poznać… Przepraszam za… eee… Wydaje mi się, że mój mózg eksplodował…

Niall był czarującym chłopcem, bez przerwy się uśmiechał, miał dobrą naturę i zawsze był chętny do żartów. Przeprowadzili ożywioną rozmowę, gdzie Harry tłumaczył, aż wszyscy klienci i załoga zniknęli i zostali tylko oni we trzech, siedząc za barem do późnej nocy. Louis od bardzo dawna nie bawił się tak dobrze, na tyle, że kiedy wskazówka zegara przesunęła się niemal na północ, był niechętny do wyjścia, układając z Niallem plany wizyty w nowo otwartym muzeum po drugiej stronie miasta i czego tam jeszcze, a blondyn zgadzał się na wszystko pełnymi ekscytacji gestami swoich rąk.

Cały ten wieczór przykuł uwagę Louisa do przepięknych rąk Harry’ego, do sposobu, w jaki się poruszały, jak niezwykle ekspresyjne potrafiły być, kiedy nakreślały te pełne gracji znaki, z eleganckimi palcami oraz szerokimi, silnymi dłońmi. Kolejna strona chłopaka, która była piękna i idealna, i och tak bardzo pożądana, dodając do faktu, że Louis nigdy nie widział wysokiego anioła tak szczęśliwego. Uśmiechał się i śmiał, żartował z wesołością, której Louis nigdy wcześniej nie doświadczył, co uczyniło upadłego anioła jedynie atrakcyjniejszym i bardziej poza zasięgiem, o ile było to w ogóle możliwe.

Spacer do domu upłynął w towarzyskiej ciszy, obaj byli zmęczeni, ale w dobrym tego słowa znaczeniu, z nastrojami rozluźnionymi przez wino i dobrą rozmowę. Louis nie wahał się długo przed przerzuceniem ramienia przez wąską talię anioła, kiedy Harry owinął swoją rękę wokół jego barków, trzymając smukłego demona w cieple, gdy wracali do domu. Kontakt wydawał się naturalny i dobry, wcale nie wymuszony, z czystego przywiązania, a kiedy wreszcie dotarli na miejsce, ich serca zakuły z rozczarowaniem, bo musieli się rozdzielić.

Louis zastanawiał się, jak najlepiej byłoby zakończyć tę noc, kiedy zdejmowali płaszcze, gdy Harry zaskoczył go, podejmując decyzję za nich obu. Umięśnione ramiona otoczyły go w gładkim uścisku i został przyciśnięty do ciepłej klatki piersiowej anioła, gdy te piękne ręce błądziły po długości jego pleców.

- Bardzo ci dziękuję za przyjście, było cudownie.

Louis uśmiechnął się głupkowato, pozwalając własnym ramionom owinąć się wokół talii Harry’ego.

- Jestem szczęśliwy, że wreszcie zobaczyłem cię podczas pracy, naprawdę, chciałabym, żeby to stało się wcześniej…

- Po prostu obiecaj, że jeszcze raz zjesz ze mną kolację - odparł dokuczliwie Harry, wychodząc z uśmiechem z objęć, choć nie wypuścił Louisa do końca, pochylając się do dołu, żeby złożyć na jego czole delikatny, ciepły pocałunek.

Te miękkie usta na jego skórze sprawiły, że kompletnie odebrało mu mowę i zdołał jedynie powiedzieć słabe „Jasne, dobranoc…”, zanim brawurowo odsunął się z czułego uścisku, znikając w swoim pokoju. Pozostawiając upadłego anioła samego w przygaszonym przedpokoju, który to anioł przekonywał siebie samego, że Louis chciał go wyłącznie jako przyjaciela, i mimo wszystko czując ból z tego powodu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz