niedziela, 9 marca 2014

*Wtorkowa noc (… albo Środowy poranek)

Było długo po północy, kiedy Harry wrócił do swojego pokoju. Jego zostawanie na lodowisku po godzinach stało się nawykiem, ponadto zaczął snuć się za Louisem jak cień, nie zostawiając go samego. To sprawiało, że jego życie było trudniejsze. Obsesja na punkcie Louisa Tomlinsona.

Okej, może obsesja było wyolbrzymianiem całej sprawy.

Harry nie miał obsesji. Był po prostu oczarowany. Kompletnie i bezsensownie oczarowany chłopakiem z Doncaster. Ale jak miał nie być? Zanim zaczniecie osądzać, tak, Harry wiedział, że Louis istnieje, jeszcze przed tym rokiem szkolnym i jeśli musicie wiedzieć, zawsze uważał, że Tomlinson jest gorący, nawet zanim zdał sobie sprawę z tego, że pociągają go mężczyźni i to go cholernie przerażało. Właściwie trochę się zastanawiał jak to możliwe, że nie było tłumu ludzi, który by zaraz go zacałował na śmierć, bo był tak przepiękny.

Ten rok stał się inny, od kiedy zasnął w szatni. Nie chciał tego zrobić. To był przypadek, ale nie spał przez ostatnie noce, bo Liam pozwalał Niallowi spać u nich, a Irlandczyk przez całą noc gadał. Więc po jednym z bardziej wyczerpujących treningów, Harry zwinął się w kulkę na jednej z ławek i zasnął. Jego koledzy z drużyny nie obudzili go, myśląc, że to zabawne (jak Niall), albo chcąc pozwolić mu się wyspać (jak Liam). W każdym razie, kiedy Harry się obudził był kompletnie sam w ciemnej szatni.

Kiedy opuścił pomieszczenie (co nie było takie łatwe, biorąc pod uwagę, że było naprawdę ciemno) był przygotowany do skradania się przez opustoszałe korytarze i masę wymówek następnego dnia, o tym jak jego koledzy z drużyny zostawili go w szatni.

A potem zobaczył, że nie jest sam. Ta noc była pierwszą, kiedy Harry oglądał jak Louis jeździ na łyżwach. Był tak zaskoczony, że zamarł, a jego ciało odmówiło jakiegokolwiek ruchu. Nigdy nie widział, żeby ktoś poruszał się tak płynnie, bez żadnego wysiłku. Wtedy zaczął się zastanawiać jak to możliwe, że nigdy nie widział łyżwiarza figurowego w akcji i czuł, że oszukiwał samego siebie, latami gnębiąc łyżwiarzy figurowych.

Wtedy zdał sobie sprawę z tego, że Louis naprawdę jest piękny. Nie w porządku, nie gorący… Absolutnie i w stu procentach piękny. Wtedy naprawdę zaczął zwracać uwagę na drugiego chłopaka.

Dostrzegł, że Louis nie ma po prostu niebieskich oczu, nie. Jego tęczówki były oceanem błękitu i za każdym razem, kiedy Harry w nie spoglądał, przepadał w nich. Potem zwrócił uwagę, że w jego tęczówkach tańczą psotne iskierki, a jednocześnie kryły one w sobie ciepło tysiąca gwiazd.

Chłopak nie miał po prostu brązowych włosów. Jego włosy miały śliczny odcień karmelu i były zawsze uroczo rozczochrane. Harry spędzał mnóstwo czasu myśląc o tym jakie to by było uczucie przeczesać je palcami, by sprawdzić czy są tak miękkie na jakie wyglądały.

Jego usta – O Boże, jego usta! – Były takie pełne i różowe i Harry chciał je całować i przebiegać po nich językiem i podgryzać, aż będą spuchnięte, czerwone i… I jego.

Louis nie miał po prostu opalonego i umięśnionego ciała. Miał ciało, które według Harry’ego powinno być zakazane prawnie. Złota skóra, która opinała umięśnione ramiona i klatkę piersiową, była gładka i bez żadnej skazy i Harry nie mógł przestać myśleć o tym, jak bardzo chciałby pogłaskać jego zaczerwienione policzki, upijając się uczuciem gładkości pod jego palcami i… Wow, to było niebezpieczne.

Poza tym, poważnie, Louis miał świetny tyłek.

Dobrze, może Harry miał małą obsesję, na jego punkcie, ale czy można go było za to winić?

W ciągu dnia nie było momentu, kiedy Louis Tomlinson nie zaprzątał myśli Harry’ego, kiedy nie widział jego twarzy za każdym razem, gdy zamknął oczy, a Harry nie mógł nawet z nim porozmawiać. Kiedy się do niego odzywał zawsze był to jakiś złośliwy komentarz. Wszystko co chciał zrobić to tylko podbiec do Louisa i powiedzieć mu jak wspaniały jest, ale nie mógł tego zrobić. Nie mógł, bo Louis był hetero, a poza tym nienawidził go. Świat był do bani.

Harry na palcach wemknął się do pokoju, nie chcąc obudzić Liama. To wydało się bezsensowne, kiedy nagle światło się zapaliło i Harry dostrzegł Liama siedzącego na łóżku, rozbudzonego.

-Jezu – Harry podskoczył zaskoczony – Lubisz taki dramatyzm, Li?

Liam po prostu obserwował go uważnie.

-Myślałem, że z tym skończyłeś.

Harry wiedział, że jego przyjaciel miał na myśli obietnicę, że przestanie zarywać noc tylko po to, żeby obserwować Louisa. Powinien winić tylko siebie, za to, że uwierzył, że Harry przestanie to robić.

-Ja… Musiałem iść – westchnął Harry, pocierając kark.

-Wiesz, że to nie ma sensu, prawda?

-Co? – Harry podniósł wzrok, marszcząc brwi

-Nie zrozum mnie źle, ale to nie jest normalne.

Harry otworzył usta, żeby coś odpowiedzieć, ale Liam uniósł rękę, żeby go uciszyć.

-Po prostu mnie wysłuchaj. To jasne jak słońce, że go lubisz…

-Ja nie… - spróbował sprzeciwić się Harry.

-Proszę cię, to chyba najbardziej oczywista rzecz na świecie poza tym, że Niall kocha jedzenie bardziej niż swoje życie – prychnął Liam, a Harry spuścił głowę, rumieniąc się – I mi to nie przeszkadza, ale musisz coś z tym zrobić.

Harry natychmiast podniósł głowę, kiedy to usłyszał. Nigdy wcześniej nie poruszali tematu seksualności Harry’ego, ale z tego co powiedział Liam, oczywistym było, że hokeista czuł coś do Louisa, ale to co bardziej go zaskoczyło to to, że Liamowi to nie przeszkadzało. Nie wiedział czemu, ale oczekiwał, że Liam będzie robił wielką aferę z tego, że jest homoseksualny, biorąc pod uwagę to, że byli najlepszymi przyjaciółmi i Liam zawsze był tym przewrażliwionym. Harry nigdy nie oczekiwał, że będzie taki obojętny jeśli o to chodzi.

-Co powinienem, twoim zdaniem zrobić? – spytał po chwili.

-Przede wszystkim przestań się zachowywać jak dupek na korytarzach – powiedział Liam, rzucając Harry’emu znaczące spojrzenie.

Harry prawie nie przejął się tą radą. Jedynym powodem dla którego kiedykolwiek to robił, było to, że nie sądził, żeby był zdolny do rozmowy z Louisem. Nie powiedział Liamowi, że to go dręczy od czasu kiedy udało mu się wreszcie przeprosić Louisa.

-Mógłbyś też spróbować porozmawiać z nim jak normalny człowiek – zaproponował Liam.

Harry chciał zacząć krzyczeć sfrustrowany, bo nie było mowy, żeby mógł to zrobić. Głównie dlatego, że Louis nie był normalnym człowiekiem. Był oszałamiającą, zapierającą dech w piersiach istotą, przewyższającą Harry’ego w każdy możliwy sposób. Harry nigdy nie czuł się tak zagubuiony. Zazwyczaj mógł oczarować ludzi tak, że opadały im spodnie (czasami to się naprawdę dzaiało) ale z Louisem było inaczej…. Przy nim zapominał jak normalnie funkcjonować.

-Okej, myślę, że mogę to zrobić – uśmiechnął się do przyjaciela, mając nadzieję, że nie wyglądało to nieszczerze – Chociaż trochę trudno jest rozmawiać z kimś, kto mnie nienawidzi.

-Nie wydaje mi się, żeby Louis cię nienawidził – mruknął Liam zamyślony

-Czy my na pewno rozmawiamy o tym samym chłopaku? – spytał unosząc brwi.

-Myślę, że on chce cię nienawidzić, bo wszyscy inni cię kochają… Nawet nie próbuj zaprzeczać idioto, bo wiesz, że tak jest i myślę, że nienawidzi cię właśnie z tego powodu – oznajmił Liam wywracając oczami.

-Wątpię – mruknął Harry, jednak musiał przyznać, że coś było w teorii Liama.

Ale co miał zrobić? Nie mógł sprawić, żeby ludzie przestali go lubić… Ale może mógł pokazać Louisowi, że nie był taki idealny za jakiego go uważano, ale teraz to chyba nie miało najmniejszego sensu.

Wrócił myślami do wcześniejszej rozmowy z panem Turnerem, a jego wnętrzności skręciły się, kiedy przypomniał sobie swoją prośbę. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, niedługo będzie spędzał z Louisem Tomlinsonem dużo więcej czasu.



Środa

Lekcja angielskiego zaczęła się jakiś czas temu, jednak Louis nie bardzo uważał. Siedział w ławce ze spuszczoną głową i zamkniętymi oczami. Czuł, że odpływa i zaraz zaśnie, ale nawet nie próbował tego zwalczyć. Ostatniej nocy miał trudności z zaśnięciem po tym jak opuścił lodowisko. Był wyczerpany, ale niezbyt wyczerpany, by odpuścić sobie poranny trening.

Teraz tylko zastanawiał się jak reszta świata mogła normalnie funkcjonować, kiedy on czuł się tak okropnie. Jedyna rzecz z której się cieszył to to, że Harry Styles wyglądał na równie zmęczonego.

-Wczoraj wspominałem, że będziemy zaczynać pierwszy grupowy projekt. Zakładam, że pamiętacie, chyba, że macie krótką pamięć.

Louis był zbyt zmęczony, żeby jęknąć z resztą klasy

-Dzisiaj wyznaczę wam partnerów i zaczniecie pracować. Żadnego wymieniania się ani negocjacji. Zostaniecie w tych parach aż do następnej środy, kiedy to przedstawicie klasie wyniki waszej pracy. Zayn Malik, twoim partnerem będzie Liam Payne.

Twarz Zayna rozświetlił uśmiech, a Liam też nie wyglądał na nieszczęśliwego. Louis niemal westchnął widząc fart przyjaciela. Oczywiście, Zayn został dobrany z kimś kogo lubił (jeśli można lubić kogoś z kim nigdy się nie rozmawiało). Poza tym, wszechświat nie lubił utrudniać życia Zaynowi. Tylko Louisowi.

Pan Turner kontynuował łączenie w pary, a Louis ponownie odpuścił sobie słuchanie. Jego oczy skierowały się ku Harry’emu, który prowadził ożywioną dyskusję z Niallem, ignorując zakaz gadania w klasie. Gdyby Louis próbował coś takiego zrobić, natychmiast zostałby ukarany, co było wielce niesprawiedliwe. Łyżwiarze figurowi, którzy brali udział w zawodach, wygrywali równie często jak hokeiści i jeśli komuś należały się specjalne przywileje, to tym kimś był Louis. W końcu to on poświęcał każdą minutę wolnego czasu na treningi, by dojść do perfekcji.

-Louis Tomlinson – chłopak natychmiast uniósł wzrok słysząc swoje imię. Pan Turner patrzył się prosto na niego i przez chwilę Louis spanikował, myśląc, że nauczyciel nakrzyczy na niego za odpłynięcie – Twoim partnerem będzie Harry Styles.

Louisowi dosłownie opadła szczęka. To był żart. Jakiś głupi, okropny żart. Musiał być. Wszyscy wiedzieli, że on i Harry nienawidzą siebie nawzajem od lat. Pan Turner połączył ich w parę, żeby uczynić z życia Tomlinsona koszmar. Przestańcie tak patrzeć! Wcale nie przesadzał!

Nauczyciel kontynuował wyczytywanie nazwisk, ale Louis już go nie słuchał. W jego głowie i w jego uszach dzwoniło. Zayn zapomniał o swoim szczęściu i zerknął na przyjaciela, kompletnie oszołomiony. Chłopak zignorował jednak spojrzenie przyjaciela, a jego oczy mimowolnie skierowały się ku Harrry’emu, który również się w niego wpatrywał. Louis nieco zadrżał, kiedy ich spojrzenia się spotkały, a on poczuł coś dziwnego. Harry nie wyglądał na wściekłego czy zdegustowanego, połączeniem ich w parę. W zasadzie wyglądał na szczęśliwego… Wyglądał jak ten Harry, którego widział poprzedniej nocy.

Co do cholery się działo?

Pan Turner ponownie się odezwał, zaskakując Louisa.

-Waszym zadaniem jest poznać waszego partnera jak najlepiej i napisać o nim pracę w której zawrzecie informacje takie jak, hobby, wiara, zainteresowania, rodzina i tym podobne. Na końcu musicie uwzględnić waszą opinię na temat partnera. Włóżcie w to trochę emocji, ale trzymajcie urazy osobiste z daleka.

Było niemal oczywistym, że ostatnia część była skierowana do Louisa, bo nauczyciel patrzył wprost na niego, a chłopak otwarcie jęknął z niezadowolenia.

-Możecie teraz usiąść obok waszego partnera i spędzić resztę lekcji, poznając siebie nawzajem. Z niecierpliwością czekam na wasze eseje.



Nagle cała klasa zerwała się z miejsc, a głosy rozbrzmiewały po całej Sali, kiedy każdy próbował dotrzeć do swojego partnera. Harry zerwał się na nogi, mając nadzieję, że na zewnątrz nie wygląda tak radośnie jak czuł się wewnątrz. Nie mógł uwierzyć, że pan Turner spełnił jego prośbę. Szczerze mówiąc nauczyciel był raczej osobą typu „Ja tak decyduję, więc pogódź się z tym” i Harry przez chwilę nie myślał, że mężczyzna spełni jego prośbę. Ale zrobił to.

Harry był w parze z Louisem Tomlinsonem. Miał rozmawiać z Louisem Tomlinsonem, a drugi chłopak musiał rozmawiać z nim, albo zawali zadanie.

Louis nie poruszył się ani trochę, pomimo tego co powiedział pan Turner. Harry próbował zlekceważyć to rozczarowanie, które poczuł. Głupie było z jego strony myślenie, że przez to, że są partnerami na angielskim, Louis w magiczny sposób przestanie go nienawidzić. Naprawdę chciał zrozumieć co takiego zrobił, że zasłużył na potępienie ze strony Louisa. Od kiedy pamiętał obrażał go, więc może i zasłużył na takie traktowanie, jednak z jakiegoś powodu Harry nie sądził, że Louis chciał cokolwiek zmieniać. Może teoria Liama była słuszna, ale Harry nadal nie wiedział jak to naprawić.

Harry wziął głęboki wdech i podszedł do Louisa mając nadzieję, że nie brakuje mu jego zwykłej nonszalancji, po czym opadł na krzesło, które przed chwilą opuścił ciemno włosy przyjaciel Tomlinsona.

-Hej – przywitał się, z pół uśmiechem na ustach, chcąc się zachowywać jak najnormalniej.

-Hej – odpowiedział chłodno Louis, mrużąc oczy w skupieniu.

Pomimo jego tonu, Harry poczuł dreszcze przebiegające wzdłuż jego kręgosłupa, kiedy usłyszał głos Louisa. Nie sądził by kiedykolwiek miał dość słuchania go. Był łagodny jak miód i Harry nie mógł się powstrzymać od myślenia nad tym jak brzmiał, tuż po tym, kiedy chłopak rano otwierał oczy. Czy był cichy i zachrypnięty i… Okej, te myśli zmierzały w niewłaściwą stronę.

-Więc… Jesteśmy partnerami – Harry nie mógł powstrzymać tego idiotycznego stwierdzenia.

-Zauważyłem – prychnął Louis.

-Więc, um… - Wow, to było niezręczne – Powiedz mi coś o sobie? – to miało być stwierdzenie, jednak zdenerwowanie Harry’ego wzięło górę.

Louis zesztywniał, kiedy Harry o tym wspomniał. Styles być może mógł by to przegapić, gdyby nie to, że tak uważnie obserwował chłopaka. Mógł z łatwością stwierdzić, że łyżwiarz figurowy nie był zadowolony pomysłem dzielenia się informacjami osobistymi z Harry’m.

-Albo ja zacznę? – zaproponował Harry, czując się trochę bardziej pewnie.

Louis ledwie zauważalnie pokiwał głową.

-Okej… Nazywam się Harry Styles. Mam starszą siostrę Gemmę, mamę Anne i ojczyma Robina. Lubię spać i długie, romantyczne spacery po plaży.

Harry nie marzył o jakiejkolwiek reakcji ze strony Louisa i dlatego jego oczy rozszerzyły się nieznacznie, kiedy chłopak zaśmiał się, słysząc ostatnie zdanie. Jeśli Harry uważał, że Louis wyglądał przepięknie, kiedy był skupiony, to widok chłopaka kiedy się śmiał, doprowadzał Harry’ego do szaleństwa. Jeśli przyjrzało się blisko (naprawdę, bardzo blisko) można było dostrzec, że trochę niechęci zniknęło z oczu Louisa.

-To jest zbyt banalne, nawet jak na ciebie – odparł chłopak z Doncaster z rozbawieniem nadal widocznym na twarzy.

-Nawet jak na mnie? – Harry udawał obrażonego.

-Mam na myśli… Ty jesteś chodzącym stereotypem – Harry najwyraźniej wyglądał na zdziwionego, bo Louis kontynuował – Duży, zły sportowiec, który rządzi szkołą? Jakbyś wyszedł prosto z jakiegoś amerykańskiego filmu.

-Mam też inne zainteresowania – odparł Harry, broniąc się. Czy Louis naprawdę sądził, że to było dla niego wszystko?

-Dobra – Louis nadal nie wyglądał na przekonanego – Ja też mam inne zainteresowania, poza łyżwiarstwem.

-Oczywiście – pokiwał głową Harry, marszcząc brwi – Przecież łyżwiarstwo nie może być jedynym co lubisz.

-To jedyna rzecz w której jestem dobry – wzruszył ramionami Louis.

Harry nie miał pojęcia jak na to odpowiedzieć. Był zbyt szokowany, by w ogóle się odezwać. Louis nie sądził, że jest w czymkolwiek dobry? Harry wiedział o nim niewiele, jednak wiedział, że Louis był dobry w wielu innych rzeczach. Łyżwiarstwie, rozmawianiu z ludźmi, sprawianiu, że serce Harry’ego przyspieszało…

A mimo to Louis siedział tam, umniejszając swoją wspaniałość, jakby była niczym. Wszyscy mówili Harry’emu, że coś znaczył, ale nikt nie mógł dostrzec, że w porównaniu z niebieskookim był nikim.



Louis obserwował jak chłopak reaguje na jego słowa. Oczywiście, musiał rozumieć co Louis miał na myśli. W końcu obaj mieli swoje talenty. Czego jeszcze potrzebowali?

-Jestem pewien, że jest coś jeszcze – odezwał się Harry rozsądnie.

Louis był zaskoczony pewnością siebie z którą Harry to powiedział.

-Skąd możesz wiedzieć? Nie znasz mnie. Nie wiesz nic o mnie.

-Bo nie ma nikogo kto jest dobry tylko w jednej rzeczy. Na przykład ja jestem dobry w wielu przeróżnych rzeczach – Louis oparł się pokusie wytknięcia Harry’emu jak narcystycznie brzmi – Jestem niezłym kucharzem, poza tym potrafię świetnie pstrykać i głośno gwizdać, co jest bardzo pomocne w cat-calling*.

Louis poczuł jak kąciki jego ust unoszą się mimowolnie – zdradzieckie ciało.

-A robisz to często? – spytał.

-Tylko przy łyżwiarzach figurowych – odparł Harry uśmiechając się od ucha do ucha.

-Pewnie – prychnął Louis.

Był kompletnie zaskoczony tym jak naturalnie się czuł rozmawiając z Harry’m i jak swobodnie czuł się Styles rozmawiając z nim, zupełnie jakby nie spędzili lat w ciszy. Teraz kiedy Louis o tym myślał, nie był pewny, czy Harry nienawidził go, czy nie. Wydawało się jakby doszli do porozumienia, ale teraz wyglądało to, jakby niechęć płynęła tylko ze strony Louisa.

Nie miał szansy ciągnąć rozmowy, bo zadzwonił dzwonek, oznajmiając, że czas iść na następną lekcję. Reszta uczniów zerwała się na nogi pędząc do drzwi, jednak Harry i Louis zostali na miejscach, gapiąc się na siebie nawzajem.

-Powinienem iść do klasy – oznajmił Louis po chwili.

Harry odkaszlnął i pokiwał głową.

-Tak, ja też… Może moglibyśmy spotkać się później, żeby jeszcze popracować.

Louis pomyślał o tym jak mało spał i zdecydował, że nie może odpuścić popołudniowej drzemki.

-Dziś nie mogę – mruknął – Ale jutro jestem wolny – dodał szybko, widząc jak Harry posmutniał.

Oczy Harry’ego natychmiast ponownie się rozjaśniły, a Louis przeklął samego siebie. Cholera, pomyślał. Po co to powiedziałem? To wszystko przez te jego przeklęte oczy. Były po prostu takie… Przekonujące.

-Świetnie – powiedział uśmiechając się szeroko, po czym wyciągnął komórkę – Proszę, wpisz swój numer, żebyśmy mogli potem ustalać godziny pracy.

Louis wziął telefon chłopaka, podając mu swój, po czym wpisał swój numer w kontaktach Harry’ego. Później, kiedy o tym myślał, zdał sobie sprawę, że mogli wszystko omówić następnego dnia w klasie, ale nie pomyślał o tym, kiedy siedział w klasie pana Turnera.

Kiedy skończył, oddał telefon Stylesowi, biorąc od niego swoje urządzenie i chowając je do kieszeni.

-Do zobaczenia jutro – powiedział i podniósł się, zakładając torbę na ramię.

Harry pokiwał głową, po czym obaj opuścili salę, rozdzielając się i podążając w różnych kierunkach. Nie przeszedł kilku kroków, kiedy telefon w jego kieszeni zawibrował. Chłopak zmarszczył brwi i wyciągnął komórkę, zastanawiając się czego chciał Zayn, może od niego chcieć, żeby pisać w środku dnia .

Ale wiadomość nie była od Zayna. Była od nowego kontaktu, który zapisany był jako: Twój najbardziej znienawidzony partner na angielskim.

Wiadomość była krótka, ale wystarczająca, by Louis zamarł na środku korytarza, ściągając na siebie przekleństwa ze strony ludzi, którzy na niego wpadali.

Czekam na pracę z tobą – H.

Louis nie wiedział jak na to odpowiedzieć. Wiadomość wydawała się taka szczera, bez cienia sarkazmu, zupełnie inna niż wszystko co robił Harry. A Louis szczerze, szczerze nie wiedział co zrobić z tym dziwnym uczuciem w klatce piersiowej, które poczuł.

*Cat calling - głośne gwizdanie, w celu zwrócenia na siebie uwagi z nadzieją na randkę, flirt etc. W Polsce nazywa się to końskimi zalotami, ale mi to jakoś nie pasowało…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz