*Louis westchnął ciężko, pospiesznie zakładając spodnie od piżamy. Myśli gwałtownie krążyły po jego głowie. Jestem szczęślwy, że mogę być jego przyjacielem. Jego koszulka upadła na podłogę z cichym odgłosem. Chłopak westchnął i schylił się, by po chwili założyć biały, bawełniany tshirt, który nosił do spania. Nie potrzebuję od niego więcej. Przeczesał włosy palcami, wzdychając z frustracją. Nie mogę ryzykować, że go odstraszę. Włączył światło na stoliczku nocnym i uśmiechnął się leciutko, kiedy delikatne światło lampy rozświetliło pokój. Może ci się wydawać, że jest w porządku, ale w końcu to nie będzie wystarczająco. Odsunął kołdrę i szybko wskoczył do łóżka, kładąc się na swojej części i czekając na swojego przyjaciela.
Więc powiedz mi… Jesteś czy nie jesteś zakochany w Lou?
Tak, jestem.
*~*~*~*
Harry ziewnął kiedy zaczął wspinać się po schodach, ostatni raz tej nocy, po powiedzeniu dobranoc swojej mamie. Hego powieki były ciężkie, a w głowie kręciło mu się z wyczerpania. Minął zamknięte drzwi pokojów dziewczynek, ostrożnie stawiając stopy i w końcu docierając do ich sypialni. Mógł dostrzec jasne światło przez szparę w drzwiach. To światło świeciło z lewej strony i było łagodniejsze niż to, które dawała duża lampa wisząca na suficie pokoju. Jego palce automatycznie sięgnęły do klamki, zaciskając się wokół niej i po chwili otwierając drzwi.
Louis podniósł wzrok, kiedy usłyszał otwierające się drzwi. Usiadł prosto, kiedy zobaczył, że Harry wchodzi do pokoju. Zielonooki po prostu stał w progu, patrząc się na przyjaciela, nie spodziewając się, że chłopak będzie go obserwował. Wyraz jego twarzy złagodniał, a szok powoli zniknął. Louis nie poruszył się, ledwie odważając się oddychać, czując powoli budujące się między nimi napięcie. W milczeniu obserwował jak zrozumienie zastąpiło zdziwienie na pięknej twarzy Harry’ego. Chłopak zacisnął usta w wąską linię, a jego policzki zaczerwieniły się gwałtownie, jednak dalej uparcie patrzył w niebieskie oczy Tomlinsona.
-Słyszałeś – szepnął i to nie było pytanie. Jego głos był cichy, ale pewny.
Louis otworzył usta, by coś powiedzieć, ale poczuł gulę w gardlę. Odkaszlnął, po czym spróbował ponownie.
-Tak – jego głos był równie cichy jak Harry’ego, lekko ochrypły.
Harry wziął głęboki, drżący wdech, a jego klatka piersiowa powoli uniosła się, kiedy to zrobił. Oczy Louisa nadal obserwowały twarz Stylesa, czekając na reakcję. Młodszy ponownie uniósł powieki i ostrożnie spojrzał na przyjaciela.
-I? – spytał, jego głos nadal nie był głośniejszy od szeptu, jakby żaden z nich nie chciał odezwać się głośniej, by nie naruszyć tego napięcia.
Louis nie odpowiedział. Wstał z łóżka i powoli podszedł do loczka. Harry desperacko próbował uspokoić swoje walące serce i rumieńce pojawiające się na jego policzkach. Szatyn zatrzymał się przed nim i po chwili wspiął się na palce, powoli zbliżając swoją twarz do twarzy przyjaciela, jakby zastanawiał się, czy na pewno robi to dobrze. Harry poczuł wielką pustkę w umyśle, a jego podświadomość zastanawiała się co zrobić. W końcu coś zaskoczyło, akurat wtedy kiedy usta Louisa już miały dotknąć jego.
-Przestań – szepnął młodszy – Proszę.
Louis odsunął się, wyglądając na zdezorientowanego i skrzywdzonego.
-Co? – spytał delikatnie, wyraźnie zdziwiony – Czemu?
-Bo jeśli robisz to dlatego, że jest ci mnie żal – zaczął Styles jeszcze ciszej – Albo w ramach żartu, to nie jest to zabawne, a ja tego nie potrzebuję. Jestem w tobie zakochany Lou. Proszę nie nadużywaj tego.
-Wiesz co powiedziała twoja mama, kiedy jej powiedziałem, że podsłuchałem waszą rozmowę? – spytał Louis po cichu. Jego oczy były boleśnie poważne, jednak tańczyły w nich małe iskierki – Powiedziała „nie zmarnuj tego” i to właśnie robię.
Harry pozwolił sobie na lekki uśmiech, a jego powieki opadły, kiedy Tomlinson ponownie nachylił się do niego, nie napotykając żadnego sprzeciwu. W końcu ich usta spotkały się. Dłonie Louisa zacisnęły się na koszulce drugiego, kiedy Harry oddał pocałunek.
Ciepło zaczęło spływać do jego brzucha, jego ramiona ciasno objęły biodra szatyn a palce zaczęły bawić się materiałem piżamy. Louis odetchnął, przekrzywiając głowę i wplatając palce w loki Stylesa, bawiąc się nimi. Niemal natychmiast spotkało się to z odpowiedzią młodszego, który jeszcze bardziej zacieśnił swój uścisk w talii niebieskookiego i przyciągnął go bliżej.
To co zaczęło się jako delikatny, niewinny pocałunek, szybko zaczęło przekształcać się w coś bardziej namiętnego. Język Louisa przebiegł po wargach Harry’ego, które natychmiast się rozchyliły pod dotykiem. Fale ciepła stale napływały do dolnych części brzucha chłopaka. Przycisnął ciało Tomlinsona bliżej do siebie, uśmiechając się lekko, kiedy z gardła tamtego wyrwał się cichy jęk.
Jego zadowolenie z siebie zbladło, kiedy język starszego przesunął się po jego podniebieniu, a on sam jęknął. Jego dłonie przesunęły się niżej, zaciskając się na udach szatyna. Przez chwilę zawahał się, niepewny jak daleko chce się posunąć jego przyjaciel, jednak po chwili uniósł go delikatnie. Nogi starszego oplotły go w pasie, a jego ramiona objęły go, by chwycić się lepiej. Ręce Harry’ego owinęły się wokół talii Louisa, by upewnić się, że chłopak nie spadnie.
Louis poczuł jak jego skóra nagrzewa się pod cienkim materiałem koszulki, a ciepło przenikało do Harry’ego który przesunął się do łóżka. Tomlinson opadł na nie z cichym piskiem zaskoczenia. Obserwował swojego przyjaciela w pozycji leżącej, z zaczerwienionymi policzkami i błyszczącymi oczami, dysząc cicho. Po chwili Louis zerwał kontakt wzrokowy, a jego oczy przesunęły się na usta Stylesa. Podniósł się odrobinę i chwycił koszulkę loczka, ciągnąc go na łóżko. Usiadł okrakiem na młodszym i po raz kolejny złożył na jego ustach pocałunek. Jego dłonie zacisnęły się na koszulce zielonookiego, bawiąc się jej materiałem.
-Za dużo ubrań – mruknął krótko, odsuwając się odrobinę.
Kiedy Harry jęknął i kiwnął głową, Tomlinson odsunął się całkowicie. Harry musiał powstrzymać ciche syknięcie, kiedy stracił kontakt z ciepłym ciałem Louisa. W milczeniu obserwował, jak szatyn ściąga swój tshirt i odrzuca go gdzieś na bok, a potem jak jego ręce zaczynają pospiesznie rozpinać guziki koszuli młodszego, odrywając trzy w pośpiechu. Szatyn nie zwrócił na to uwagi, tak samo jak na to, że po chwili materiał wylądował na lampce.
Kiedy ściągnął koszulę z ciała drugiego, nachylił się, niecierpliwy, by dotknąć skóry chłopaka. Jego ręcę przesunęły się po torsie Harry’ego, delikatnie przesuwając się po żebrach. Jego usta ponownie zaatakowały wargi loczka, a ich języki zawirowały w tańcu pełnym namiętności. Dłonie zielonookiego objęły głowę starszego, masując skórę na jego czaszce, a chłopak czując język niebieskookiego na swoim i jego dłonie powoli przesuwające się w dół, nie mógł powstrzymać jęku.
Dłonie Tomlinsona dosięgnęły jego bioder i tam zatrzymały się, delikatnie pocierając nagrzaną skórę. Harry wiercił się pod nim, czując palący dotyk Louisa na jego skórze, pijany tym doznaniem. Chłopak wypchnął swoje biodra do góry, pragnąc więcej. Dłonie szatyna zatrzymały się, kiedy ich miednice zderzyły się, jego jęk przeszył powietrze, wyrażając niewyobrażalną potrzebę, a w odpowiedzi chłopak zaczął ocierać się o biodra Stylesa.
-Cholera – przeklął gorączkowo, przyspieszając ruchy i nachylając się by pospiesznie pocałować zielonookiego – Mam nadzieję, że chcesz to kontynuować, bo to zabrnęło tak daleko, że nie wiem, czy byłbym w stanie teraz przestać.
-Żartujesz? – spytał Harry chrapliwie, unosząc się na łokciach, przyciskając nos do skóry na szyi Tomlinsona – Wieki na to czekałem… Chcę tego, jeśli ty też.
-Dzięki Bogu – wydyszał Louis, odsuwając się i przysiadając na piętach, pozwalając Harry’emu podnieść się i oprzeć o ramę łóżka.
Po tym ponownie się przysunął, jego uda zacisnęy się wokół bioder Stylesa, a jego dłonie przesunęły się w górę po jego klatce piersiowej, obejmując jego szyję, kiedy przysunął się do zielonookiego, gorączkowo przyciskając swoje usta do jego. Tym razem Harry przerwał pocałunek, przyciskając usta do szyi szatyna, zostawiając na niej malinki.
Louis jęknął, i odchylił głowę, dając Harry’emu więcej przestrzeni. Chłopak uśmiechnął się i delikatnie ugryzł delikatną skórę, przesuwając po niej zębami, zostawiając czerwone linie. Po chwili przesunął po nich językiem. Tomlinson zaczął się wiercić pod nim, wypychając swoje biodra, szukając tarcia, którego Harry specjalnie mu odmawiał.
Styles podniósł wzrok, gdy ich biodra się spotkały, a jego plecy wygięły się w łuk, kiedy ich erekcje otarły się o siebie. Jego dłonie zacisnęły się na miednicy starszego, a ramiona tamtego owinęły się wokół szyi loczka. Louis nachylił się i objął ustami sutek zielonookiego. W odpowiedzi chłopak wydał z siebie cichy okrzyk, jeszcze raz wyginając się w łuk, powodując, że jego głowa opadła na zagłówek. Jego palce wplotły się we włosy starszego, ciągnąc za nie, niemal powodując ból.
-Lubisz to, co? - uśmiechnął się Louis.
Harry jęknął w odpowiedzi zaciskając dłonie wokół czaszki szatyna. Chłopak uśmiechnął się i przesunął językiem po wrażliwej skórze Stylesa, po czym odsunął się, spotykając się z niezadowolonym jękiem ze strony zielonookiego, jednak uciszył go, ponownie go całując i ocierając się o jego biodra.
-Cholera – przeklął Tomlinson – Kochaj się ze mną.
Harry jęknął i obrócił ich, tak, że teraz to on znajdował się nad Louisem. Chłopak ściągnął swoje spodnie i boxerki, postępując tak samo z ubraniami niebieskookiego.
Na chwilę zamarł spanikowany, kiedy coś sobie uświadomił. Louis był mężczyzną… A on nie wiedział jak postępować z mężczyznami, a chłopak chciał się z nim kochać!
Louis podparł się na łokciach, wyczuwając wahanie Harry’ego obserwując jak pożądanie i strach walczą w nim. Przysunął się bliżej, składając na ustach Stylesa czuły pocałunek i czując jak chłopak relaksuje się pod jego dotykiem. Odsunął się i oparł swoje czoło o głowę loczka.
-Wiem, że wcześniej mówiłem, że chcę, żebyś kontynuował – szepnął – Ale jeśli czujesz się z tym niekomfortowo, to możemy przestać.
-Nie – odparł natychmiast Harry, równie cicho – Po prostu… Nigdy wcześniej tego nie robiłem.
-Co? – Louis wydawał się być zszokowany – W ogóle, czy z mężczyzną?
-Z mężczyzną – odparł Styles cicho, zamykając oczy zawstydzony – Myślałem, że jestem hetero, dopóki nie spotkałem ciebie.
-W porządku – zapewnił go Louis, z małym uśmiechem na ustach – Mogę ci pokazać i może następnym razem, będziesz mógł to zrobić.
-Ty… - zaczął Harry, po czym odkaszlnął niezręcznie i otworzył błyszczące oczy – Chcesz, żeby był następny raz.
-Tak – rzekł Tomlinson ochryple, a jego oczy zrobiły się podejrzanie wilgotne – Nie jestem dobry w wyrażaniu uczuć. Przez większość czasu nawet nie wiem co czuję, a dopiero, jak to wyrazić… Zbyt dużo czasu zajęło mi uświadomienie sobie, że jestem w tobie zakochany.
-Jesteś – szepnął Harry zachwycony, a jego ręka powędrowała, by pogłaskać policzek Tomlinsona – Mówisz mi, że to wszystko mogło się zdarzyć dużo wcześniej?
-Prawdopodobnie – wyszczerzył się Louis – Ale podoba mi się jak to się dzieje.
-Mi też – odparł Harry, z uśmiechem, zerkając z czułością na swojego kochanka.
Louis pocałował Harry’ego, z niewielką trudnością spowodowaną ich szerokimi uśmiechami.
Tą noc, spędzili w blasku, częściowo zasłoniętej lampki, uprawiajac miłość w akompaniamencie cichych westchnień i jęków przeszywających powietrze dookoła. Raz po raz obdarzając usta drugiego, pocałunkiem. Ich dłonie wędrowały po skórze partnera niemal z czcią, odkrywając ją i wiedząc, że mają całe życie na poznanie każdego jej skrawka. Szczytowali szepcząc wyznania miłości we włosy drugiego. Słowa otaczały ich i rozbrzmiewały w ich uszach, kiedy wtulili się w siebie. Tej nocy zasnęli otoczeni ramionami swojej miłości, zmęczeni, z zarumienion, błyszczącą od potu skórą i potarganymi włosami, jednak szczęśliwsi niż kiedykolwiek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz