poniedziałek, 30 czerwca 2014

************************

Jako, że Melody więcej nie tłumaczy ze mną Y&B poszukuje dobrej tłumaczki, która dysponuje czasem i chęciami. Więcej możemy omówić w wiadomościach.

Miłego czytania :)



Louis ma wrażenie, że wspinanie się po schodach wieży wydaje się być wiecznością. Z każdym kolejnym krokiem jego żołądek podjeżdża mu do gardła ponieważ co on do cholery robi? Dlaczego w ogóle jeszcze tu jest? Jedyną styczność z tym chłopakiem miał kiedy:

a) Bezkarnie wziął to co należało do Louisa w herbaciarni.

b) Opróżnił swój żołądek prosto na jego buty.

I gdy przypomina sobie całokształt, spotkanie z nim jest najbardziej absurdalnym pomysłem.

Ale jednak nadal wspina się po schodach, ubrany w najlepszej jakości ciuchy (a raczej ciuchy Nialla) oraz coraz bardziej zbliża się ku końcowi z poszarganymi nerwami i rękami pochowanymi w kieszeniach.

Spotyka się z łukowatymi, starymi dębowymi drzwiami, które są lekko uchylone i światło pada na podłogę przez szczelinę.

Kurwa. Ma zapukać? Zawołać? Prościej idzie zachować mu się wokół Nialla kiedy może dobijać się do drzwi póki Niall mu nie otworzy. Nie przyzwyczaił się do radzenia sobie z prawdziwymi ludźmi.

Czując się bardzo niepewnie Louis popycha zimne, drewniane drzwi i wchodzi ostrożnie do środka.

Przed nim rozprzestrzenia się najbardziej absurdalny i luksusowy pokój jaki kiedykolwiek widział na oczy. Jednocześnie zachowane są akcenty ze starożytności i nowoczesności (Louis nie miał pojęcia, że te dwa style mogą się ze sobą tak prosto łączyć) a jedyne co przychodzi Louisowi na myśl to: elegancki, szykowny i kurwa elegancki.

Nagle ich mieszkanie wydaję się przynosić wstyd a ta myśl jest ciężka do przełknięcia.

Duże, piękne malowidła w kolorach ciemnego grafitu, fioletu, szkarłatu i szmaragdu, zostały rozmieszczone po całym pokoju, niektóre zawieszone zaś inne oparte o ścianę, czekające na odebranie wyznaczonego miejsca.

Grzbiety skórzanych książek wypełniających regały mieniły się w otoczeniu kryształowego światła, który oświetlał również kamienne ściany, na których wisiały komiksy szczelnie chronione przez grube szkło.

Są tam błyszczące czarne głośniki, ogromne i czyste okno, rzucony niedbale dywan w odcieniu hebanowym, kryształowe kafarki na alkohol, statyw na nuty oraz — czy to jest kurwa fortepian? Serio? Są to jakieś wymogi dla osób bogatych?

Wśród otaczającej obfitości na środku pokoju stoi wąski, prostokątny drewniany stół, na którym leżą sztućce oraz przepełnione koszyki owocami, najróżniejsze sery, butelki wina i jajka. W środku tego idealnego obrazu chłopak z wczorajszej nocy z mocnymi brwiami i spokojną posturą, nalewa do każdego szklanego naczynia czerwonego wina.

Tuż za nim w kącie na zamszowym fotelu, który wygląda jak tron dla Boga, siedzi winowajca pobrudzonych butów Louisa, paląc leniwie papierosa.

Louis po prostu stoi tam niezręcznie na środku pokoju zupełnie niezauważony przez własnych gospodarzy. Kompletnie nie wiedząc co powinien zrobić puka niepewnie o zimne drewno, mimo że już dawno wprosił się bez słowa.

Jak na zawołanie oboje zawieszają na nim wzrok.

Podczas gdy chłopak z krótko przyciętymi włosami uśmiecha się do niego błogo, Zayn Malik jedynie spogląda i przechyla na bok głowę a lekka imitacja uśmiechu majaczy w kąciku jego ust.

- Mówiłem, że przyjdzie, Liam – to wszystko co mówi na powitanie.

- Doskonale! – wykrzykuje Liam (?), unosząc do góry w pół pełną butelkę wina. – Nie sądziłem, że się pojawisz.

Louis oczyszcza swoje gardło śliną, świadomy iż nikt obecny w tym pokoju nie zna jego imienia, kiedy on poznał ich obu. Powinien się przedstawić?

- Jak mógłbym tego nie zrobić? – wybiera w zamian, posyłając im czarujący uśmiech. – Wyszedłbym na wredną osobę. Zwłaszcza, że wybraliście dobry sposób na pozbycie się zapachu.

Liam śmieje się, głośno i czysto.

Zayn wykrzywia usta w lekkim uśmiechu, gasząc papierosa po czym wstaje.

- Spodobały ci się, prawda?

- Oczywiście – Louis odzywa się natychmiastowo, wciąż nie ruszając się z progu drzwi.

- Ponownie – zaczyna Liam, odkładając teraz pustą butelkę wina, gdy wszystkie kieliszki zostały napełnione. – chcemy ogromnie przeprosić cię za całą sytuację. Nigdy coś takiego się zdarzyło i obojgu jest nam bardzo przykro.

Louis kiwa głową, instynktownie szukając wzrokiem Zayna.

- Przepraszam – mruczy Zayn, jego głos jest miękki jak najcichsza noc i wydaje się posiadać cały dym, który właśnie wypełniał jego płuca. Idzie w kierunku Louisa z rękami w kieszeniach, rozluźnionymi ramionami i oczami ustawionymi na Liamie. Jest uosobieniem chłodu i spokoju.

Gdyby można było tak łatwo zastraszyć Louisa już dawno rzuciłby się do ucieczki. Na szczęście jest całkowicie niewzruszony. Najczęściej.

- Och, gdzie moje maniery? – woła nagle Liam, klaszcząc w dłonie, na co Zayn kiwa delikatnie głową w jego stronę z dozą czułości, przez co Louis chowa owy obraz w najdalsze zakamarki swojego umysłu. – Jestem Liam. I zapewne już wiesz, to jest Zayn.

Louis kiwa głową w potwierdzeniu, niechętnie wyswobadzając ręce, by uścisnąć wystawioną dłoń Liama.

- Louis Tomlinson – mówi, po raz kolejny kiwając głową, a twarz Liama rozświetla się lekko.

- To bardzo dobre nazwisko, prawda? „Tomlinson”… Twoja rodzina ma jakieś powiązania z prawem? – pyta, wciąż trzymając rękę Louisa.

- Mój ojciec jest prawnikiem – i z tymi słowami uwalnia swoją dłoń.

Nie ma zamiaru rozmawiać o Charlesie. I nie ma zamiaru grać w grę typu: „Och, a co dokładniej twój tatuś robi? Ile pieniędzy ma twoja rodzina?”.

- Ładne macie wyposażenie – Louis zmienia bezproblemowo temat, wskazując głową na Zayna, który wciąż patrzy na Liama. – Myślałem, że moje było ponad. Chyba się pomyliłem.

- Ponad? – Liam pyta zaciekawiony, a oczy Zayna w końcu lądują na twarzy Louisa.

Cholera, jest oszołamiająco piękny.

- Mieszkanie dla studenta zazwyczaj nie gwarantuje fortepianu, co? Ani nic z tych rzeczy – mówi, wskazując ręką na nieskazitelne powieści i całe stoisko pulpitów na nuty.

- Nie podoba ci się? – pyta Zayn swoim miękkim i delikatnym tonem głosu, którym mógłby ciąć papier i nie spuszcza swojego wzroku z Louisa.

- Nie bardzo. A tobie?

Liam mruga w zaskoczeniu a Louis zastanawia się czy Zayn Malik był kiedykolwiek traktowany jak prawdziwy człowiek, czy raczej przywykł do osób, które głaszczą go i całują całymi dniami jakby był zrobiony z nieskazitelnej porcelany.

Zayn wzrusza ramionami.

- Myślę, że jest w porządku. Nie mogę narzekać.

- Nie, naprawdę nie możesz. Złe maniery i takie tam. Więc, kiedy lunch? – Louis zajmuje pierwsze lepsze miejsce, które rzuca mu się w oczy, krzesło od prawej strony na czele stołu.

Na co Liam i Zayn wymieniają się szybkimi spojrzeniami, które wydają się być rozbawione a nie w jakikolwiek sposób wyrażając niechęć i protest, oboje zajmują miejsca, Zayn wybiera najwyższe krzesło, wokół którego gromadzą się inne a Liam tuż koło niego po lewej stronie.

- Możemy ci coś podać? – Liam pyta grzecznie, oferując w między czasie kolejnego papierosa Zaynowi.

Louis ma coraz większe wrażenie, że ta dwójka jest małżeństwem.

Zerkając między nimi, nie może powstrzymać pytania cisnącego się mu na usta.

- Przypomnijcie mi kogo są to pokoje? – co wywołuje śmiech u Liama.

- Należą do Zayna. I do mnie w zasadzie. Posiadam własne mieszkanie ale nigdy w nim nie zostaje. Jestem u Zayna przez większość czasu.

- Czemu?

Zayn spogląda na Louisa a kącik jego ust nieznacznie drga.

- Jesteśmy w związku – Liam odpowiada zwyczajnie a Louis potrafi uszanować prostolinijność w tym oświadczeniu. – A gdzie ty mieszkasz?

Louis rzuca mu krótkie spojrzenie.

- Żartujesz sobie? Mogę odprowadzić cię do okna i odtworzyć scenę – mówi, nie mogąc powstrzymać drwiącego tonu, gdy patrzy na Zayna.

Ale Zayn jedynie uśmiecha się i mówi przez zasłonę dymu. – Powinieneś zobaczyć swoją twarz z tamtej nocy, stary.

- Dziwię się, że pamiętasz! Mógłbym być krasnalem ogrodowym i nawet byś o tym nie wiedział. Byłeś strasznie zalany!

Na te słowa Liam wybucha śmiechem i niemal natychmiast kładzie dłoń na ustach w cichych przeprosinach ale jego oczy nadal błyszczą z radości, gdy spogląda na Louisa.

- Jesteś bardzo szczery – mówi, ale jego ton jest przepełniony wesołością a nie pogardą więc Louis podnosi swój kieliszek wina, a jego brew wystrzela do góry i odpowiada:

- To nie jedyna wspaniała rzecz we mnie – po czym upija łyk cieczy.

Chichocząc lekko z oczami wciąż utkwionymi na Louisie, Liam odzwierciedla jego gest a Zayn w końcu pozwala sobie na pełny uśmiech.

- Więc – Louis mówi, oblizując usta oraz odkładając kieliszek na stół. – Ktoś jeszcze pojawi się na lunchu? – wskazuję głową na puste miejsca.

Jak w zegarku natłok niskich pomruków zaczyna wtłaczać się do pokoju a podeszwy butów pozostawiają po sobie echo.

- Tak – odpowiada niepotrzebnie Zayn a jego twarz rozświetla się w rozbawieniu patrząc wprost na Louisa jakby był jednym z komików. A Louisowi po prostu chce się śmiać.

Ponieważ kim są ci ludzie?

I z czego są zrobieni?

Zayn oczywiście został wykonany z szarego dymu, wina, produktu do włosów i wyblakłych stron powieści.

Liam zaś z Hermesa, uprzejmej rozmowy, zębów i kryształu.

Louis natomiast prawdopodobnie powstał z nieświeżego oddechu, krótkiego temperamentu i bekonu, którego dzisiaj udało mu się pochłonąć na śniadanie.

W tym samym momencie mężczyźni zaczynają wypełniać pokój.

Kilka głośnych pozdrowień wypełnia powietrze potem niekończące uściski rąk, wzajemne przytakiwania, nalewanie napoi i wypróżnianie koszyków z jedzenia. Goście wyglądają niemal identycznie — faceci, piękni, nieskazitelni, ubrani w letnich kolorach z zapachem najlepszych olei i wody po goleniu jaką świat może zaoferować — i kiedy wszyscy zasiadają na swoim wyznaczonym miejscu, zaczynają spoglądać na Louisa ale nikt o niego nie pyta, zbyt uprzejmi by kwestionować jego obecność i traktować go z cichym respektem dla kogoś kogo nigdy wcześniej nie spotkali.

W szczególności jeden chłopak z włosami o kolorze imbiru i słodkim uśmiechem (Bodajże Edward) sprawia, iż Louis czuje się swobodnie, dolewając sobie nawzajem wina i śmiejąc się z wszystkich jego żartów.

Pozostali chłopcy również są znośni i Louis powoli zaczyna rozróżniać ich między sobą; Matthew jest nieco neurotycznym blondynem, George jest wysportowany i agresywny, Philips to stuprocentowy hipster do tego pretensjonalny, i wreszcie Lyle, który jest ucieleśnieniem każdego złoczyńcy w bajce Disneya.

Ale Louis zdaje się dobrze bawić.

W końcu po wielu razach, gdy Liam zwraca się do niego po imieniu, każdy zaczyna robić to samo.

I Louis niemal może powiedzieć na głos, że spędza mile czas w ich towarzystwie.

- Chłopcy, chłopcy – nagle wstaje z miejsca i rozmowy oraz chichotania gasną na tyle, iż każde spojrzenie skierowane jest wprost na niego. – Myślę, że trzeba wznieść toast, prawda? – w odpowiedzi dostaje kilka kiwnięć głową i niepewne, zdezorientowane uśmiechy. – Za przeżycie tego pieprzonego tygodnia w szkole i za Zayna i jego niesamowitą nieumiejętność trzymania alkoholu w żołądku!

Po jego słowach nastaje krótka i oszołamiająca cisza, a oczy wszystkich spoczywają na twarzy Zayna i Louis jest teraz absolutnie pewien, iż nikt nigdy nie obraża Zayna albo go wyśmiewa. Właściwie, dzięki jego obserwacjom zauważył, że żaden z nich nie rozmawia z Zaynem, który po prostu siedzi tam, śmiejąc się z dziwnych żartów, obserwując wszystkich ze swojego tronu, ale wydaję się być zadowolony w byciu niezauważonym, ciesząc się na boku z towarzystwa Liama i jego papierosów.

Wygląda też na znudzonego.

Tak więc bez poczucia winy Louis obraca się w stronę Zayna i posyła mu szeroki uśmiech, który Zayn bez wahania odwzajemnia, siedząc rozpostarty na swoim wielkim tronie.

- Hej – Zayn nadal nie przestaje się uśmiechać i wznosi w powietrze szklankę. – I za naszego nowego przyjaciela, Louisa Tomlinsona.

- Za Louisa! – wykrzykuje Liam.

I kiedy reszta chórem powtarza ich słowa, Louis przekręca oczami wymyślając na poczekaniu żart i naprawdę chce myśleć, że całe to spotkanie było płytkie i małostkowe… ale uważa całkowicie odwrotnie.

Zaraz po tym, gdy wszyscy jednocześnie skosztowali wina – i dobry boże, to było najlepsze wino jakie Louis miał przyjemność pić – niespodziewanie drzwi po raz kolejny otwierają się.

Wita ich kolejny przepiękny chłopak.

Louis nie powinien być tym zszokowany, ze względu na to, że ta szkoła jest pozornie (w cudowny sposób) otoczona ludźmi, których Bóg kocha w nadmiarze.

Ma na sobie jasnoszary garnitur, łososiową muszkę i szal w kolorze szampana. Jego czekoladowe loki lśnią wystylizowane i delikatnie okalają jego twarz lalki, a szmaragdowe oczy idą w zestawie ze skórą z kości słoniowej, która niepokojąco kontrastuje z czerwonymi ustami przypominającymi najsłodszą truciznę ze względu na ich idealny kształt. Louis zaczyna kwestionować prawdziwość tych warg.

Chłopcy milkną w zaskoczeniu, każda para oczu skierowuje się wprost na niego, w tym Zayna, jakby nagle cały pokój rozświetlił się z jego przyjściem. Wszyscy natychmiastowo skupiają na nim całą swoją uwagę, najwyraźniej niesamowicie zachwyceni jego obecnością.

I Louis może powiedzieć, że ten chłopak doskonale jest tego świadomy, może zobaczyć to w zwolnionym mrugnięciu oka i jego powolnych ruchach, ledwo rejestrując cokolwiek innego. Bez żadnego spojrzenia w ich stronę nieznajomy zaczyna rozwijać kremowy, satynowy szal z jego bladej szyi, jego palce ozdobione biżuterią rozwiązują skomplikowany splot materiału.

- Witam, moje małe kwiaty.

Jego głos jest pełen zadowolenia i wyższości, jakby dokładnie wiedział jaką reakcję wywołuje u innych swoimi gestami i słowami.

Ci chłopcy są jego – są przepiękni i są jego własną kolekcją.

I Louis natychmiastowo czuje budującą się w nim irytację.

Ponieważ ten chłopak z kręconymi włosami i mleczną skórą noszący muszkę nie potrafi zdobyć się nawet na porządne powitanie, ciągle udając jakby nikogo nie było wokół niego i zamiast tego śpieszy z wytłumaczeniem swojego spóźnienia.

- Zostałem zatrzymany na spotkaniu z bardzo… wymagającym profesorem – mówi a w jego głosie pobrzmiewa nuta zadowolenia, jego niepokojąco czerwone usta unoszą się do góry chytrze.

Co tylko jeszcze bardziej pozbawia Louisa ostatek komfortu.

Odwraca wzrok od tych warg, tych złych warg, które stworzone są tak doskonale jakby były namalowane na lalce, pozbawione prawdziwej emocji czy życia. Zamiast tego Louis skupia się na powolnych ruchach chłopaka, który składa swój kremowy szal wykonany z satyny i wciąż nie spogląda na żadną osobę obecną w pokoju a po chwili odzywa się nagle swoim niskim głosem:

- Uprzejmie poinformowałem ją, że mogę się spóźnić! Niestety przyodziałem na siebie dzisiaj bardzo atrakcyjny kapelusz – ten beżowy, który dostałem na Ibizie – więc nie mogę winić tego biedactwa. To w końcu tylko kolejny widz do mojego perfekcyjnego życia – jego głos jest lekki i przepełniony szyderstwem, początki krzywego półuśmiechu zaczynają formować się na jego ustach i Louis zastanawia się czy on sam bierze siebie na poważnie. Albo ktokolwiek inny w pomieszczeniu.

Widocznie mogą ponieważ zaraz w pokoju rozbrzmiewają masowe chichoty poprzedzane serdecznym skinieniem głowy.

Co jest kurwa?

Nieznajomy chłopak z drwiącym uśmiechem na twarzy kieruje się w stronę pustego kieliszka postawionego na parapecie. Z uśmiechem na twarzy, nalewa sobie sporą porcję Pinot Meunier. W trwającej ciszy, bierze potężny łyk napoju, wciąż nie zwracając odpowiednio dużo uwagi na gości, stojąc do nich plecami.

I nadal każde spojrzenie jest na nim.
Wliczając w to Louisa, który patrzy z niesmakiem.
Chłopak zdaje sobie sprawę z uwagi, jaką przyciąga, ale nie dba o nią.
Zayn siedzi u szczytu stołu jak wybrany przywódca, ale rozkoszuje się samotnością, odsuwając się w cień, zadowalając się tym, że jest liderem wybranym przez siebie, ciesząc się z reflektorów skierowanych na niego, ale tak naprawdę nie dawał nic tym, którzy go obserwowali. Jest to rola, do której przywykł i która najlepiej mu wychodzi. Co oczywiście sprawia, że jest największym chujem.

Louis obserwuje, jego oczy przeskakują pomiędzy grupką mężczyzn, którzy patrzą prawie z niecierpliwością, a chłopakiem który otrzymuje spojrzenia i nic z tym nie robi.
Zayn patrzy zza ściany dymu, skupiając się na poczynaniach Harry’ego, ale w dalszym ciągu nie odzywa się słowem.

W końcu Harry zauważa gospodarza, może przez uczucie jego przepalonych oczu na nim i obraca się ze złośliwością, z radosnym uśmieszkiem, kiedy odstawia pustą szklankę, natychmiast krocząc w kierunku Zayna. Głaska jego policzek długimi, zgrabnymi palcami, które wyglądają jakby zostały wykonane z perły, wyciąga cygaro z ust Zayna i unosi je do własnych oraz zaciąga się zanim łagodnie przyciska usta do warg Zayna.

Louis obserwuje tą interakcję, spoglądając na Liama (który nie wygląda na zakłopotanego lub zazdrosnego) następnie patrzy z powrotem na Zayna, który nie wydaję się być dotknięty całym zdarzeniem jakie miało miejsce, wręcz przeciwnie, jest rozbawiony i odwzajemnia spojrzenie chłopca.

- Harry – Zayn mruczy w powitaniu.

- Harold. Harold Styles - poprawia, a Louis od razu notuje sobie w pamięci, by nigdy nie nazwać tego chłopaka „Haroldem”. Lub jakkolwiek inaczej, by sobie tego życzył.
Harry uśmiecha się i wypuszcza obłoczek dymu z cygara, który splata się z gęstymi lokami.
Chłopcy zaczynają wykrzykiwać swoje powitania.

- Dobrze cię zobaczyć, kolego!

- Cieszę się, że mogłeś wpaść!

- Nie myśleliśmy, że to zrobisz.

- Szczerze to myślałem, że będzie dziwnie, jeśli nie przyjdziesz.
Harry tylko przytakuje w odpowiedzi, szczerząc się –czy to są pierdolone dołeczki?- i potrząsa kilkoma dłońmi, wszystko bez ruszania się z miejsca obok Zayna z dłonią na jego ramieniu.

Po kilku kolejnych wymamrotanych słowach w kierunku Zayna, Harry podchodzi do Liama i spokojnie wplątuje dłoń w krótkie, brązowe włosy zanim nie przenosi jej na tył głowy Liama. Pocałował go, jednak inaczej niż Zayna, ten pocałunek był zbyt wyolbrzymiony i zakończony z głupim mlaśnięciem, dym wciąż pląta się w powietrzu, kiedy palce we włosach Liama zmniejszają nacisk.
Louis ogląda to wszystko z dwoma myślami w głowie:

1.Chciał, by Niall był tutaj i to widział.
2.Co do cholery jest nie tak z tym kolesiem?

Ponieważ kiedy Louis ogląda tą na pozór nieszkodliwą zmianę, jest nieodwracalnie zaalarmowany pustką, która panoszy się w oczach chłopa, kiedy patrzy na tych ludzi, jakby byli zabawkami, i martwe uczucie rozchodzi się po jego ciele na ten widok. Ponieważ coś jest nie tak z Harry’m i może poczuć zaniepokojenie przez kremową zieleń oczu, w których jest pustka i nader perfekcyjne usta, które nie wyrażają niczego, oraz oziębłość w jego całej postawie, pomimo ospałych ruchów.

I jest dołeczek, ten dziecinny dołeczek pasuje do sztucznej niewinności i pozornego uroku i swobody, ujmujące zachowanie, które kontrastuje z czymś czego Louis nie może wychwycić. Ale coś jest nie tak z tym chłopcem, coś bardzo, bardzo złego.
Co sprawia, że Louis jest bardzo niepewny.

Harry obraca się powoli po skończeniu z Liamem i kieruje się do miejsca, gdzie siedzi Louis. Zatrzymuje się, bardziej zamyślony i rozbawiony obserwując Louisa – prawdopodobnie po raz pierwszy – a jego oczy skanują jego sylwetkę od stóp do głów. Wzrok Harry’ego jest mniej ciekawski niż oceniający i ze zniechęcającym, fałszywym w połowie uśmiechem, mówi:

-Witaj niebieskooki – zakańcza wypowiedź bezczelnym uśmieszkiem , który dla reszty świata jest prawdopodobnie ujmujący, ale Louis jest absolutnie zniesmaczony i że czuje się tani, jakby był kupiony za brudne pieniądze z podejrzanego klubu.

Harry topi swoje słowa w cygarze, biorąc głębokiego bucha i wydychając dym prosto w twarz Louisa, wszystko to bez zrywania kontaktu wzrokowego.
I Louis czuje się naprawdę cholernie tani i naprawdę cholernie gównianie.

Nie odpowiada mu, zachowując ciszę i powracając do patrzenia przez zwężone oczy.
Kiedy Harry czeka, jego twarz zmienia się na rozbawioną, wyraźnie sztuczną, po prostu kontynuuje gapienie się. Kontynuuje palenie.

Wtedy Zayn mamrocze: - To jest Louis. Jest nowy. Lubię go.

Nawet jeżeli nigdy tego nie przyzna przed sobą uśmiecha się przez pochwałę, ale jego twarz nie zdradza go, jego zimnie niebieskie oczy pozostają niewzruszone.

-Och, nowa zabawka? – Harry pyta z urokiem, otwarcie flirtując, ale Louis odbiera to jako wredne i chamskie.
-Nie jestem zabawką, dziękuję –Louis odpowiada, biorąc łyk wina

Liam patrzy na ten pokaz z szeroko otwartymi oczami, zanim skieruje wzrok na Zayna, który spogląda na wszystko ze skupieniem i dziwną koncentracją.
Ale Harry jest tylko rozbawiony, niewzruszony kiedy wzrusza ramionami, z dłonią położoną na tyle krzesła Louisa. Delikatnym ruchem pochyla się nad nim, wyjmują cygaro i z aksamitnym barytonem mówi:

– To uroczo, ale zająłeś moje miejsce, kochanie. – jego uśmieszek powiększa się.-Cieszyłbym się, jeżeli moglibyśmy się nim podzielić.

Louis łapie podłokietniki dla złagodzenia gniewu. Ponieważ byłoby nieuprzejmie uderzyć Harry’ego w twarz, zwłaszcza na uroczystym lunchu gdzie jest gościem honorowym.
Więc nie tracąc zawziętości, poprawia włosy wpadające mu do oczu, przybiera najsztuczniejszy uśmiech, który mógł z siebie wydobyć i odpowiada:

– Nie jestem tym, który lubi się dzielić…Curly.
Oczy Harry’ego momentalnie ciemnieją.

– Harold.
- Słyszałem cię za pierwszym razem.
Natychmiastowo, Harry unosi się.
- Nie sądzę, że ma zamiar się przenieść – odzywa się Zayn łagodnie, unosząc swój wzrok na Harry’ego, którego spojrzenie ulokowane jest przez ten cały czas na Louisie.

A z bliska te zielone oczy są jeszcze bardziej przerażające, w których powinna znajdować się dusza, w której powinny być wlane najróżniejsze emocje ale zamiast tego obecna jest ściana, zimna i ponura, barykadująca tego chłopca przed resztą świata. Mimo wszystko, Louis nie może odwrócić wzroku.

Przez sekundę w tęczówkach Harry’ego miga coś prawdziwego – pojawia się szybko i bez ostrzeżenia – i na powrót zostaje zastąpione nonszalancją.

Harry wzrusza ramionami.

- W porządku. Mogę postać. Nie jestem wybredny.

Jest to tak wielkie kłamstwo, że nawet ściany wydają się odpowiedzieć śmiechem.

- Louis jest dobry – Edward kieruje swoje słowa w stronę Harry’ego, uśmiechając się słodko. – Zabawny.

- Och, więc jesteś zabawny? – Harry mówi z udawanym zachwyceniem, na co Louis krzyżuje obronnie ręce.

- Bardzo. Mógłbyś mnie obsłużyć?* – Louis pyta Edwarda, kiwając głową w stronę butelki wina.

- Ja to zrobię – Harry przerywa natychmiastowo, poruszając w górę i w dół swoimi brwiami, powodując parsknięcie śmiechu u Liama. Zdrajca.

- Będąc szczerym nie sądzę byś podołał – Louis mówi swobodnie i tym razem to Zayn pozwala sobie na krótką wiązkę śmiechu.

Harry nie odpowiada od razu jedynie strząsa popiół papierosa.

- Teraz wiem dlaczego go tak lubisz, Zayn – odzywa się w końcu, delikatnym tonem głosu. – Jest bardzo piękny. I tak mały.

Louis momentalnie widzi przed oczami wściekłą czerwień (abso-kurwa-lutnie nienawidzi gdy ktoś nazywa go niskim) i rzuca szybkie spojrzenie w stronę Harry’ego.

- Nie widzę żadnej potrzeby, by mówić o mnie w trzeciej osobie, Curly.

- Harold.

- Kto?

Na co Harry natychmiastowo posyła mu uśmiech, przystawiając cygaro do swoich ust.

- Jesteś całkiem niski – Harry wydaje z siebie krótkie mlaśnięcie. – Czy ty tam stoisz? Albo – och, moja pomyłka, siedzisz, mam rację?

Jest to zwykłe i nic nie znaczące przedrzeźnianie i Louis zdaje sobie sprawę, że Harry powiedział to tylko po to, by pozbyć się go jak najszybciej ale kurwa, Louis nigdy nie był dobry w uspokajaniu swojego gniewu więc od razu wyskakuje ze swojego miejsca jak poparzony.

- Może kawałek sera? – pyta mocno, i cholera – skąd on nawet wytrzasnął ten tekst? Louis może lub nie może czuć się skołowany.

Powinien czuć się szczęśliwy z przebiegu tej sytuacji, zawsze mogło pójść gorzej ale już w następnej sekundzie uśmiech Harry’ego poszerza się ukazując jego piękne, proste zęby, które niebezpiecznie przypominają drapieżnika.

- Jesteś tak uprzejmym gospodarzem, Louisie Tomlinsonie – z jego ust ześlizguje się tyle udawanego szacunku, iż Louis bliski jest rzucenia się na niego.

- Twoje włosy są brzydkie – Louis syczy nagle przez zęby, i kurwa – po prostu wrócił do poziomu przedszkolaka.

Okazuje się jednak, że była to dobra rzecz do powiedzenia ponieważ goście za nimi wydają z siebie niedowierzający odgłos a uśmiech Harry’ego słabnie.

Ponownie; w jego oczach widać przebłysk czegoś nieokreślonego co zaraz znika zastąpione pustką i znudzeniem a potem spogląda na Zayna.

- Byłeś niedawno na wioślarstwie? Michael wciąż prosi mnie o przyjście ale jakoś nie mogę wykazać odrobiny zainteresowania.

I tak po prostu, za jednym mrugnięciem oka, uwaga Harry’ego skupiona jest na kimś innym.

Za co Louis powinien być wdzięczny – lada chwila a mógłby zabić tego faceta – ale nie może odgonić od siebie urazy ponieważ zachowanie Harry’ego pokazało tylko tyle, że bawił się Louisem jak myszką, wkładając w swój ton jak najwięcej uroku, by zdobyć kolejnego podwładnego a kiedy zorientował się, że jego gierki nie działają, odpuścił sobie.

Przez resztę obiadu Harry pochyla się nad krzesłem Louisa, wdając się w dyskusję z Zaynem i Liamem lecz wciąż koncentrując swój wzrok na Louisie, patrząc na niego denerwująco, uważnie i głęboko. W jego spojrzeniu nie kryje się żadna przyjazna emocja a chęć udowodnienia czegoś.

Więc Louis postanawia go zignorować.

Wykorzystuje ostatnie chwile na angażowanie się w rozmowie z innymi, na rozśmieszaniu wszystkich przez swoje głupie żarty i wydawaniu z siebie okrzyków, które giną wraz z innymi podczas patrzenia na Liama, którego oczy błyszczą nawet z końca stołu. Zayn również wygląda na rozbawionego (w swój sposób) opierając się łokciem o podłokietnik i stukając palcem o skroń. Louis myśli, że jest odbiciem króla i gdy tylko zaprzyjaźnią się wystarczająco, zamierza kupić mu koronę.

Przez cały ten czas Harry nie spuszcza wzroku z Louisa ani na moment, który w zamian kompletnie go ignoruje i skupia się na żartach.

W końcu krzesła przy stole zaczynają robić się puste. Edward jest umówiony na lekcję muzyki, Philip ma spotkanie, Lyle jest po prostu znudzony a George chce zobaczyć się ze swoją dziewczyną dlatego każdy z nich znika po kolei i wkrótce w pokoju zostaje jedynie Louis, Liam, Zayn i Harry (który nadal stoi obok miejsca Louisa, bo jest upartym skurwielem, i utrzymuje swój rozbawiony oraz irytujący wzrok na twarzy Louisa) aż w końcu i Louis decyduje wrócić do domu.

Dźwiga się z miejsca, wygładzając ręką zmiętą koszulę i ciągle ignorując spojrzenie Harry’ego kieruje się w stronę gospodarza, (który dzieli się papierosem z Liamem przy oknie) by podziękować mu za wszystko ponieważ naprawdę cieszył się dzisiejszym towarzystwem chłopców, którzy nie byli opuszczoną skorupą. (Nie żeby coś sugerował).

- Dzięki jeszcze raz, stary. Świetnie się z wami bawiłem. Najlepszy lunch na jakim kiedykolwiek byłem! – Louis mówi uprzejmie, kiwając głową z szacunkiem.

W odpowiedzi usta Zayna unoszą się lekko do góry podczas gdy Liam sięga po telefon Louisa i wystukuje na nim numer.

- Oczywiście odezwiesz się do nas kiedy znajdziesz czas? – Liam pyta, wciskając klawisze. – No i mam już twój numer więc możemy pomyśleć nad jakimś spotkaniem – posyła mu szeroki uśmiech, który sięga szczęśliwych oczu i oddaje z powrotem własność Louisa do jego rąk.

- Oczywiście. Po prostu dajcie mi znać kiedy coś wymyślicie. Z chęcią do was dołączę.

Zayn, który stoi tuż koło Liama oplatając swoim ramieniem jego talię, wpatruje się w coś uparcie ponad ramieniem Louisa, który już niemal odwraca się na pięcie, by zobaczyć co przykuło jego uwagę ale głos Zayna przyszpila go do podłogi:

- Harry, nie miałeś przypadkiem odprowadzić Louisa?

Co on właśnie powiedział?

- Oczywiście – odpowiada natychmiastowo Harry z demonicznym uśmieszkiem na twarzy.

Louis powstrzymuje chęć uderzenia Zayna przez cały pokój, który wypełniony jest ciężkim powietrzem i niewypowiedzianymi słowami.

- Sam sobie świetnie poradzę – mówi zamiast tego z mocnym naciskiem na każde osobne słowo, rzucając ostre spojrzenie w stronę Zayna, który tylko wzrusza ramionami i dodaje zaczepnym tonem, którego ciężko nie przegapić:

- Harry ma dobrą nawigację. Tak na wypadek.

Kurwa, czy on ich próbuje ze sobą…zeswatać?

W takim razie Louis ma doskonałą odpowiedź: nie ma mowy.

- I potrafię podtrzymać rozmowę – dodaje Harry, zawiązując na swojej bladej szyi satynowy szal, gdy powolnym krokiem zbliża się do Louisa.- No i jestem bardzo miły – mówi, ale całe jego ciało krzyczy odwrotnie a zwłaszcza sztuczny uśmiech.

Prawdopodobnie myśli jak bardzo czarujący jest.

- Jakoś w to wątpię – Louis rzuca mu spojrzenie, nieporuszony jego grą.

- To jak? – Harry pyta, nie tracąc na swojej pewności siebie, ciągle mając przyklejony na twarzy uśmiech i oferuje mu swoje ramię.

I może to dlatego, że Zayn i Liam wpatrują się w nich niecierpliwie a może dlatego, że Louis nie jest w stanie zebrać w sobie siły na dalsze kłótnie, oplata ramię Harry’ego ręką, nie szczędząc sobie po drodze ciężkiego westchnienia i przekręcenia oczami.

**

Przebywają na zewnątrz od paru minut a Harry’emu udało się zrobić wrażenie jeszcze gorszego skurwiela.

Ciągle mówił tylko o sobie, o swoich nienagannych ocenach, o tym jak bardzo tęskni za towarzystwem, jak nikt go nie potrafi zrozumieć, (Jego umiejętności aktorskie są gówniane więc nie powinien starać się nawet nikogo oszukać) posunął się nawet do tego, by porównać oczy Louisa do letniego nieba.

Jest to zimny i nic nie znaczący komplement a Harry prawdopodobnie czuję, że zdobywa kolejnego chłopaka do kolekcji swoim urokiem osobistym ale Louis po prostu ma ochotę zwymiotować.

- Chce pokazać ci ogrody – Harry mówi nagle, zatrzymując się w miejscu i odwracając ciałem do Louisa. – To moje ulubione miejsce na całym świecie. Musisz pójść ze mną, zainspirują cię, nawet we śnie.

Nawet we śnie? O czym on kurwa w ogóle mówi?

- Nie jestem zainteresowany ale niezła próba – Louis odwarkuje w odpowiedzi, zabierając swoją rękę z ramienia Harry’ego, by odsunąć się o krok.

Harry po prostu patrzy a Louis ma wrażenie, że jest zaskoczony – co byłoby pierwszą normalną emocją na jego twarzy.

- Nie jesteś ciekawy?

- Nie bardzo. Jeżeli chciałbym popatrzeć na jakieś kwiaty poszukałbym w Internecie. Nie jestem wybredny w tym temacie – i z tymi słowami Louis wzrusza ramionami oraz zaczyna kierować się w stronę domu, po drodze modląc się do samego Jezusa, by Harry nie poszedł za nim.

- Odprowadzę cię – Harry niepewnie krzyczy i tak, dziękuje, nadal stoi w miejscu.

- Nie mogę znaleźć ani jednego powodu, dla którego byłoby to konieczne, Curly.

- Harold – jest to natychmiastowa odpowiedź z jego ust. Harry spogląda na niego ze zirytowaniem i Louis może praktycznie poczuć jego rezygnację z projektu pod tytułem: Louis Tomlinson.

Louis nie jest nagrodą do zgarnięcia w grze, a nawet gdyby był Harry za nic w świecie by go nie wygrał.

- Staram się być po prostu miły. Nie posiadasz żadnych manier, Tomlinson?

Louis zatrzymuje się w miejscu, niechętnie odwracając się na pięcie, by spotkać się z Harrym, który na szczęście ciągle stoi w tym samym miejscu.

- Nie potrzebuje żadnych manier. Mam na myśli to co mówię i mówię to co mam na myśli. Zabawny sposób życia i pewnie całkowicie odmienny dla ciebie, prawda? – mówi po raz ostatni, posyłając mu krótkie spojrzenie i odchodzi.

- Do widzenia…? – udaje mu się usłyszeć ciekawość w głosie Harry’ego nawet z takiej odległości.

Ale Louis po prostu go ignoruje.

Ponieważ jest cholernie zły.

Nie jest nawet pewien dlaczego ta krótka rozmowa przepełniła go takimi negatywnymi uczuciami ale sprawiła, że jest niewyobrażalnie wściekły. Wystarczyło kilka minut, by poczuć gorycz i frustrację, i… kurwa.

Louis rzeczywiście może nie wiedzieć po co tu jest albo co zamierza zrobić ze swoim życiem, cholera, nawet nie ma pojęcia czy przetrwa do końca semestru ale jest pewien jednej rzeczy:

Nienawidzi Harry’ego Stylesa.

*W oryginale autorka użyła zwrotu: Could you top me off? Co ma dwa znaczenia. Te które oficjalnie napisałam a drugie sugeruje blowjoba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz