poniedziałek, 30 czerwca 2014

- Zayn. Zayn. Słuchaj mnie. Jestem… - skomle Louis w roztargnieniu, gdy wyciera stolik przed sobą, lecz Zayn decyduje się mu przerwać.

- Louis, jeśli powiesz, że singlem, przysięgam, że zadzwonię do Grega, by cię zwolnił. – Zayn spogląda na niego z miejsca, gdzie przyrządza kawę dla klienta i rzeczywiście robi coś użytecznego, kiedy Louis po prostu kręci się w pobliżu, starając się wyglądać na zajętego. Rzuca szatynowi zirytowane spojrzenie, kiedy kończy, które zmienia się w znaczące, gdy przechodzi podać napój klientowi. Pracują razem w kawiarni przez sześć miesięcy i zazwyczaj Louis jest bardziej przydatny niż dzisiaj, ale kocha widzieć, jak Zayn robi wszystkie te rzeczy, gdy on czuje się za bardzo zrezygnowany, zbytnio patetyczny lub skacowany, lub cokolwiek, by wykazać się chociażby odrobiną wysiłku. Wydaje mu się, że jego towarzystwo lub generalnie zabawna natura są wystarczającą rekompensatą. Zayn nigdy (dużo) nie narzeka, więc wszystko wydaje się być w porządku.

Kiedy mulat wraca, Louis kontynuuje. – Właściwie, zamierzałem powiedzieć znudzony, ty dupku. – Nie zamierzał, lecz Zayn nie musi tego wiedzieć.

Chłopak rzuca mu spojrzenie, które jasno wyraża, że mu nie wierzy, lecz Louis ignoruje go i ostentacyjnie odchodzi, by dalej udawać zajętego. Może przechodzi on przez brak seksu, odkąd Aiden zerwał z nim dwa miesiące temu. To nie tak, że był zakochany, czy coś, lecz miło było mieć przy sobie kogoś do przytulania się, całowania gdziekolwiek chciał i pieprzenia na materacu kilka razy w tygodniu. Od tej pory miał kilka nocnych przygód, lecz nie umawia się z nikim i szczerze, nie wie czemu. To najdłuższa przerwa jaką miał bez chociażby rozmowy z kimś w romantycznym aspekcie, odkąd skończył piętnaście lat i to po prostu jest… niedopuszczalne.

- Louis, szczerze, dopiero zaczęliśmy naszą pieprzoną zmianę. Zamierzasz być taki przez cały czas? Ponieważ jeśli tak, to dzwonie do Grega i się zwalniam. Nie spędzę kolejnych sześciu godzin zmiany słuchając twoich narzekań o tym, jak to nikt cię nie pieprzy.

Louis krzywi się na jego słowa. – Zamknij się, do cholery, ty debilu! Przechodzę przez bardzo… delikatny okres w moim życiu i nie potrzebuję, by mój najlepszy przyjaciel został osądzającym dupkiem. – Prycha, gdy prostuje się i delikatnie poprawia grzywkę.

Zayn dość imponująco przewraca oczami przed zniknięciem na zapleczu po więcej kubków, czy coś. Louis jest za bardzo zdekoncentrowany i seksualnie sfrustrowany, by się przejąć.

~

- Zayn – zaczyna w zamyśleniu Louis kilka godzin później, po wykonaniu jakiejś właściwej pracy, by uspokoić Zayna i rzucane mu zirytowane spojrzenia. Nikt nie może powiedzieć, że nie jest dobrym przyjacielem. – Myślisz, że facetów onieśmiela mój fantastyczny tyłek?

Zayn patrzy na niego z mieszanką rozbawienia i całkowitego zirytowania. – Nie wiem, Louis. Może – odpowiada mu Zayn. Zayn jest wspaniałym przyjacielem.

- Dobrze, więc jeśli nie bylibyśmy najlepszymi przyjaciółmi od lat i spotkalibyśmy się przypadkowo w klubie lub gdzieś indziej, chciałbyś się ze mną pieprzyć?

Zayn zdaje się naprawdę to rozważać. – Prawdopodobnie – mówi, wzruszając ramionami. – Zależy od tego, co byś na sobie miał, tak mi się wydaje. Jeśli byłaby to ta koszulka, sam wiesz która, z opiętymi spodniami, które podkreślałby twój tyłek, wtedy jak najbardziej tak. To sprawia, że wyglądasz jak mała dziwka, lecz w dobry sposób. Po prostu jakbyś był dobry w łóżku. Ale jak wiesz, znam cię za dobrze, by rzeczywiście myśleć o czymkolwiek z tobą, kolego. Przepraszam za oznajmianie tego w ten sposób.

Louis przewraca oczami, lecz uśmiech rozświetla jego twarzy, co rujnuje ogólny efekt. – Mam całkowicie złamane serce, Zayner. Ja… ja myślałem, że między nami jest coś specjalnego. – Dramatycznie ściska się za serce, lecz Zayn popycha go lekko.

- Jesteś idiotą – odpowiada i oboje uśmiechają się do siebie, aż do czasu, gdy przychodzą klienci i muszą skupić się na pracy.

~

Kiedy Louis wraca tej nocy do domu, Niall siedzi w ich salonie z oszałamiającą brunetką, z którą ostatnio się widuje, Bambi lub Barbara, lub Beatrice, czy coś i Louis wydyma wargi. Po uprzejmym przywitaniu się, chowa się w bezpiecznej sypialni i natychmiast wysyła krótką wiadomość do Zayna.

Niall pieprzy jakąś cudowną brunetkę, a ja nie uprawiałem seksu przez ponad miesiąc, coś jest w tym naprawdę nie w porządku.

Louis, wiesz o tym, że jesteś gejem, prawda? Dlaczego jesteś zazdrosny o Nialla pieprzącego jakąś dziewczynę, lol

PONIEWAŻ ON PRZYNAJMNIEJ KOGOŚ PIEPRZY, A JA NIE. SŁUCHAJ MNIE ZAYN!

O mój boże, dodaj post na profilu randkowym albo załóż Grind*, czy coś i znajdź jakiegoś ładnego kutasa, byś mógł się wreszcie zamknąć na ten temat

Nie podoba mi się to
Nie jestem aż TAK zdesperowany

Lol, tak, jesteś.

Louis krzywi się i nie odpowiada. Nie jest tak zdesperowany. Dobrze, może myślał o tym, ale nie jest aż tak zdesperowany. Zanim może odpowiedzieć, Zayn wysyła kolejną wiadomość.

Jest impreza w ten weekend, wezmę cię ze sobą i znajdziesz kogoś, ok? Teraz zamknij się, bo staram się pisać seks-sms z Liamem.

Louis utknął między uczuciem wdzięczności i goryczy. Zayn wysyła seks-sms i obnosi się z tym. A on nie był dotykany przez innego człowieka od miesiąca i nie ma nawet nikogo z kim mógłby pisać seks-sms, jeśli by chciał. Nieważne. Może być niezależny. Może być singlem. Może to zrobić.

~

Nie może tego zrobić.

Louis może dramatyzować, lecz, szczerze, wszędzie, gdzie pójdzie, spotyka szczęśliwe pary, chichoczące do siebie i całujące się, i trzymające się za ręce. Jest przekonany, że wszechświat z niego szydzi. I od kiedy, kurwa, kawiarnia stały się takim popularnym miejscem na randki? Louis pracuje dziś na pół zmiany z Perrie i właściwie jest ona o wiele bardziej współczująca niż Zayn, pozwalając mu ponarzekać trochę, po czym stara się jak najlepiej, by rozproszyć go za pomocą żartów i przekomarzania. Lecz to spojrzenie, które rzuca mu za każdym razem, gdy jakaś para wchodzi do środka, sprawia, że Louis czuje się odrobinę żałośnie. Nie zamierza rozpłakać się czy coś, jezu. Jest tylko trochę zmęczony i sfrustrowany seksualnie, nic wielkiego. Może sobie z tym poradzić.

To dokładnie przez przybycie Zayna, który ma przejąć pracę Perrie na drugą połowę zmiany Louisa, wydaje się być za dużo. Stoi przy kasie, bezwstydnie flirtując ze słodkim kolesiem, który przyszedł po jakąś herbatę, nie Yorkshire, lecz Louis może przymknąć na to oko (i ostatecznie przekonać, oczywiście), i jak na razie wszystko idzie dobrze. Chłopak odwzorowuje jego czyny z takim samym entuzjazmem, nawet mruga do niego kilka razy i szatyn chce już zapytać o numer telefonu, kiedy inny mężczyzna podchodzi z tyłu i owija ręce wokół tali rozmówcy Louisa. Słodki Chłopak zamiera na sekundę, lecz szybko odwraca się i, ku szoku i rozczarowaniu Louisa, wydaje się być radośnie zaskoczony, obejmując faceta i całując go w usta. Słodki Chłopak ma pieprzonego chłopaka.

Ale kiedy Louis łapie dobry kąt, by naprawdę zobaczyć drugiego chłopaka, wtedy jest w prawdziwym szoku, ponieważ Chłopakiem Słodkiego Chłopaka jest Aiden, jego były, który teraz umawia się ze słodkim chłopakiem, który przed chwilą bezwstydnie z nim flirtował. Kiedy życie Louisa zmieniło się w operę mydlaną? Naprawdę, o co kurwa chodzi!

Louis spogląda na Perrie z szeroko otwartymi oczami, a ona patrzy tak samo zdumiona, w między czasie podając mu herbatę Słodkiego Chłopaka. Louis zamyka oczy i potrzebuje sekundy, by pozbierać się, po czym odwraca się do pozornie przeszczęśliwej pary. Odchrząkuje, by zwrócić na siebie uwagę i kiedy oboje spoglądają na niego, Louis wystawia drinka na blacie i przesuwa w ich kierunku. – Twój napój.

Aiden przez sekundę wygląda jak jeleń złapany w refraktory samochodu, wyraźnie nie zauważając go wcześniej i również odchrząkuje, kiedy Słodki Chłopak uśmiecha się do niego zakłopotanie, chwytając kubek. – Dziękuję.

- Uch, hej Louis – zaczyna Aiden, zanim nie przerywa mu Louis.

- Dziękuję za przyjście, życzę miłego dnia! – mówi radośnie, uśmiechając się do nich najszerzej jak tylko potrafi, po czym odwraca się i lekceważąc ich całkowicie, kieruje się na zaplecze bez patrzenia w tył. Perrie może stanąć za kasą na kilka minut, kiedy on na spokojnie przejdzie kryzys egzystencjonalny. Na pewno to zrozumie.

Zayn przychodzi kilka minut później, zbliżając się do niego niczym do dzikiego zwierzęcia, co oznacza, że Perrie powiedziała mu co się stało. – Hej, Lou. Wszystko dobrze?

- Czy ja śnię, Zayn? Wydaje mi się, że śni®. Albo to jakiś kosmiczny żart, ponieważ szczerze, co do cholery?! –Louis przenosi puste spojrzenie ze ściany na Zayna, patrząc na niego z prawdopodobnie najbardziej zaintrygowanym wyrazem twarzy, jaki kiedykolwiek był w stanie wykonać. Jedynym pocieszeniem wynikającym z tej sytuacji to to, że chłopak Aidena jest prawdopodobnie bezwstydnym flirciarzem lub oszustem, lecz to nie zmienia faktu, że on ruszył na przód.

I to nie tak, że Louis jest zazdrosny albo przesadnie dba o Aidena, naprawdę, ale on ma kogoś, a Louis nie ma, i to wszystko. Nie w porządku. Wcale. Wydaje się, że wszyscy kogoś mają, poza Louisem I naprawdę, czym sobie na to zasłużył? Czy to za dużo do spełnienia - ktoś kto będzie w stanie zaoferować mu regularne orgazmy?

- Chcesz wyjść dzisiaj po pracy? Możemy pójść do klubu i się nawalić? Napiszę do Nialla i będą tylko faceci. Nie zaproszę nawet Liama, jeśli nie chcesz – oferuje Zayn, podchodząc bliżej, by objąć Louisa w pocieszającym geście.

Szatyn wzdycha. – Nie mogę. Mam jakieś głupie warsztaty teatralne – mówi szorstko, ponieważ w tej chwili naprawdę nie potrzebuje niczego związanego ze szkołą. Szkoła jest prawdopodobnie ostatnią rzeczą jaka idzie mu w miarę dobrze, ponieważ poza przyjaciółmi i pracą, tylko tam może zdystansować się i rozproszyć od faktu, iż z nikim nie sypia. Chodzi o to, że nigdy nie był specjalnie pilny i spędzanie zbyt dużej ilości czasu w skupieniu nad szkołą poważnie uszkadza jego psychikę. Jest fajnie dostawać dobre oceny, lecz równocześnie wie, że wciąż będzie w stanie uzyskiwać przyzwoite wyniki, jeśli spędzi mniej niż połowę czasu, który spędza teraz. Wie, bo to dokładnie robił przez prawie sześć lat, nie wspominając całej (bardzo ograniczonej) kariery na uniwerku, aż do teraz.

- W takim razie może jutro – mówi Zayn i Louis wzrusza tylko ramionami w odpowiedzi. Są cicho przez moment, zanim Zayn nie przyjmuje spektakularnego wyrazu twarzy, po czym klepie Louisa po ramieniu. – Cóż, lepiej wróćmy do pracy, prawda? Wydaje mi się, że Perrie wspomniała coś o tablicy specjałów, więc zamierzam to naprawić – kieruje się w stronę drzwi, po czym zatrzymuje na chwilę i dodaje. – Będzie dobrze, stary. Widzimy się tam.

Louis rzuca mu zdezorientowane spojrzenie i odprowadza go wzrokiem. Dzisiaj musi być najdziwniejszy dzień jego życia.

~

Dzisiaj zdecydowanie jest najdziwniejszy dzień jego życia.

Perrie wyszła, kiedy tylko Louis opuścił zaplecze, zostawiając Zayna i Louisa samych i szatyn zdecydowanie chce tylko pójść do domu, owinąć się kocem z herbatą w ręku i w kółku słuchać Adele. Może mógłby kupić sobie kota czy coś. Jakby dla towarzystwa.

Ale oto jest, ma pracę do wykonania i kiedy w końcu do niej powraca z ulgą zauważa, że Aiden i Słodki Chłopak wyszli. Szczerze, prawdopodobnie zrobili to zaraz po tym, jak Louis zniknął za drzwiami pokoju dla personelu, lecz mniejsza o to. Jest wdzięczny, że ich nie ma.

Wszystko dzieje się dość normalnie, kiedy Zayn kończy dekorować tablicę specjałów – nie kłopocze się nawet sprawdzić, co zrobił chłopak, domyślając się, że prawdopodobnie dodał kilka zwykłych, artystycznych znaczków, odkąd często jest on proszony, by udekorować tablicę i sprawić, czy wyglądała lepiej lub nowocześniej, lub bardziej artystycznie, lub kurwa cokolwiek – i Zayn pozwala Louisowi na sprawianie wrażenia zajętego dwoma klientami, kiedy tak naprawdę on wykonuje całą pracę.

Wszystko zaczyna być dziwne jakąś godzinę później, kiedy dwójka różnych mężczyzn zaczęła z nim flirtować, oboje rzucali w jego kierunku wszystkowiedzące spojrzenia i mrugali, podając swoje numery telefonów. Żaden z nich nie był szczególnie atrakcyjny, lecz faktem było, że stało się to dwa razy w ciągu krótkiego odcinka czasu i to wystarczyło, by zmusić Louisa do zastanowienia się nad swoim życiem. Czy jest teraz w jakiejś ukrytej kamerze? Czy jego życie jest teraz jakąś popieprzoną wersją The Truman Show?*

Naprawdę zaczyna w to wierzyć, gdy kolejny dziwny klient (ten facet jest odrobinę bardziej przerażający) zapisuje swój numer telefonu. Zayn wygląda osobliwie dumnie z miejsca, gdzie czyści stoliki, okazjonalnie spoglądając na Louisa ze zbyt szerokim uśmiechem i Tomlinson chce zapytać go, czy jest w jakimś pieprzonym programie wkręcającym ludzi, kiedy prześliczny chłopak podchodzi do lady.

Louis przez sekundę wpatruje się w pięknego nieznajomego z szeroko otwartymi oczami, ponieważ cholera jasna, chłopak ma głęboko zielone oczy, pełne różowe usta i kręcone, brązowe włosy, które przewiązał czymś, co wydaje się być szalikiem. Ma na sobie coś, co wygląda jak pieprzone, czarne legginsy i koszulę z podwiniętymi rękawami, zapiętą do połowy. Obserwuje Pięknego Nieznajomego, który wpatruje się w tablicę specjałów stojącą przed ladą, przez długi czas, jego spojrzenie wciąż jest do niego przyklejone, gdy chłopak spogląda na Louisa, a potem znowu na tablicę. Przegryza on wargę, jakby starał się rozwikłać niezwykle trudną łamigłówkę. Szczerze powiedziawszy. Louis nigdy nie był bardziej zdezorientowany i podniecony jednocześnie. Jest tylko gorzej, gdy Piękny Nieznajomy przemawia i Louis dowiaduje się, że ma on najgłębszy, najwolniejszy, najbardziej seksowy głos, jaki kiedykolwiek słyszał. Kurwa.

- Um. Cześć. Um. – Piękny Nieznajomy przerywa, i czy on naprawdę się rumieni? Boże! Louis sądzi, że zdecydowanie śni w tej chwili, ponieważ nie ma opcji, by ten dzieciak był prawdziwy. Piękny Nieznajomy zdaje się potrzebować chwili, aby wszystko poukładać, po czym uśmiecha się do Louisa i cholera jasna, Piękny Nieznajomy ma dołeczki. Zdecydowanie sen. Louis odwzajemnia uśmiech, szczery uśmiech, kiedy Piękny Nieznajomy dokańcza swoją myśl. – Czy jest coś, co polecasz?

Louis unosi brew, ponieważ szczerze po wpatrywaniu się w tablicę specjałów przez tak długi czas, powinieneś wiedzieć, co chcesz. Wciąż uważa to jednak za otwartą drogę do flirtu i nie ma opcji, by Louis przepuścił taką szansę, nawet mimo dziwnych wydarzeń tego dnia.

- Zależy. – Louis pochyla się do przodu, przechylając lekko głowę i uśmiechając się bezczelnie. – Lubisz gorące… czy zimne?

Piękny Nieznajomy wydaje się hamować uśmieszek, przegryzając wargi i starając się zdobyć całą uwagę Louisa. – Gorące.

Louis oblizuje usta, nadmiernie trzepocząc rzęsami, gdy rzekomo zastanawia się nad odpowiedzią. Kiedy przemawia, jego głos jest niski i zmysłowy, jakby wyjawiał szczególnie brudny sekret przeznaczony tylko dla ich dwójki. – Herbata zawsze jest dobra. Yorkshire jest osobiście moją ulubioną, lecz mamy również gorącą czekoladę. Latte. Moche. Kawę. Mogę dać ci cokolwiek chcesz. – Do czasu, gdy kończy mówić, ich oczy spotykają się i Piękny Nieznajomy nadal gryzie swoje wargi, pozornie oszołomiony nagłą ciszą. Louis jest z siebie niezwykle dumny.

- Ja, uh. Herbata, tak. Yorkshire jest dobra. – Piękny Nieznajomy uśmiecha się do niego i kiedy Louis robi to samo, jego wargi układają się jeszcze szerzej, dołeczki są w pełni widoczne. Jezu, te dołeczki.

- Zaraz wracam. – Louis puszcza mu oczko, po czym zaczyna przygotowywać herbatę dla Pięknego Nieznajomego. Zayn zdaje się nadal czyścić stoliku czy coś, lecz Louisowi nie przeszkadza zrobienie tego napoju, plecami do Pięknego Nieznajomego, co daje mu idealny widok na tyłek szatyna. Chwilę przed tym, gdy herbata jest gotowa, Louis odwraca się do chłopaka i łapie spojrzenie Pięknego Nieznajomego wręcz przyklejone do jego pośladków, co rozprzestrzenia uśmiech na twarzy Louisa.

Kiedy kończy przygotowywanie herbaty, ponownie zajmuje miejsce przy kasie i odnajduje Pięknego Nieznajomego za ladą, piszącego na czymś, co wygląda jak serwetka. Ściska ją w dłoni, gdy płaci i napięcie w powietrzu jest tak oczywiste, gdy Louis podaje mu herbatę, po czym stoją i wpatrują się w siebie.

Louis unosi brew, a Piękny Nieznajomy odchrząkuje w tym samym czasie, gdy Louis wypowiada. – Więc…

- Tak, więc… um. Zazwyczaj tego nie robię, lecz powinieneś do mnie zadzwonić. Wiesz, jeśli chcesz. – Piękny Nieznajomy przesuwa serwetkę i Louis posyła mu promienny uśmiech i przytakuje. Jest szczęśliwy i odrobinę dumny z siebie, gdy zauważa rząd napisanych cyfr, lecz jest trochę zdezorientowany, jeśli chodzi o resztę.

Harry ツ

1. Również stuprocentowy gej.
2. Również singiel.

Zadzwoń do mnie?

Louis spogląda na niego, lecz Piękny Nieznajomy – najwyraźniej Harry – po prostu uśmiecha się zuchwale i macha, po czym kieruje się w stronę drzwi.

Gdy Louis ponownie spogląda na serwetkę, zdaje sobie sprawę, że jest to czwarty numer, który dzisiaj dostał, chociaż to właśnie ten chłopak jest tym, do którego najchętniej by zadzwonił. Uśmiecha się pod nosem na perspektywę ponownego zobaczenia Harry’ego, ponieważ mimo dziwnych rzeczy, które napisał, to właściwie jest on na dole listy dziwnych rzeczy, które dzisiaj przeżył. Nie wspominając, że Harry jest bardzo, bardzo cudowny i bardzo w typie Louisa. Co na marginesie oznacza: gorący, zainteresowany i nie jest dupkiem.

Louis wciąż ma uśmiech na twarzy, gdy pojawia się Zayn; zdaje się być zadowolony z siebie i Louis mruży oczy w zaskoczeniu. – Ten chłopak dał ci swój numer?

- Może. Czemu?

Duma Zayna zdaje się tylko rosnąć w siłę. – Bez powodu – podśpiewuje i dobrze, Louis jest teraz zdecydowanie zaskoczony, lecz ignoruje to w imię szczęścia pod tytułem „dostać numer Harry’ego” i wraca do pracy.


Coś klika w jego głowie dwadzieścia minut później, gdy idzie wytrzeć rozlany napój przed ladą i zauważa tablicę specjałów nadal stojącą na swoim miejscu, tuż obok.

TWÓJ DZISIEJSZY BARISTA JEST:
Stuprocentowym pieprzony gejem.
Zdesperowanym singlem.

JAKO NAPÓJ DNIA POLECAM:

Dać mi swój numer telefonu.

Po lewej stronie od wyrażenia „gej i singiel” narysowany jest mały patyczak, i szczerze, to nawet nie wygląda jak Louis. Chłopak czuje się dotknięty tym, jak niezauważalne są jego pośladki, biorąc pod uwagę kunszt artystyczny Zayna, lecz mniejsza o to, Louis nie może przestać wpatrywać się w tę całą rzecz. Kurwa.

Nie ma wątpliwości, dlaczego ludzie podrywali go lub rzucali zdezorientowane, współczujące spojrzenia. Sądzili, że jest zdesperowanym singlem, i dobrze, może to trochę prawda, lecz nie wszyscy muszą to wiedzieć. Szczególnie boli go, że Harry – cudowny, piękny Harry z dołeczkami – sądzi, że jest cholernie patetycznym, zdesperowanym nieudacznikiem. Prawdopodobnie dał mu swój numer z litości. Kurwa. Zamierza zabić Zayna.

~

- Zamierzam cię zabić – wrzeszczy w kierunku Zayna, kiedy tylko kończy wycierać podłogę i ma szansę stanąć koło niego za ladą. Zayn tylko uśmiecha się złośliwie.

- Hej, to ty zawsze narzekasz na to, jak samotny jesteś. Teraz masz jakoś, czekaj, numery do trzech kolesi? Proszę bardzo.

Louis uderza go w ramię. Właściwie to cztery, ale nie o to chodzi, więc nie poprawia go.

- Ał! Za co to było, ty debilu? Dostałeś numer tego chłopaka w lokach, prawda? Powinieneś być mi wdzięczny.

Louis przewraca oczami i wzdycha. – Jasne, jakbym zamierzał teraz do niego zadzwonić. Uważa mnie za dziecinnego i zdesperowanego.

- Jesteś taki.

Louis rzuca mu lodowate spojrzenie. – Odpieprz się.

Zayn wciąż przewraca swoimi oczami. – Szczerze Lou, nie bądź głupi. Z tego, co widziałem, on jest gorący i zdaje się być tobą zainteresowany. Po prostu do niego zadzwoń i zobaczysz, co będzie dalej.

Louis po prostu ponownie go uderza, po czym nie rozmawia z nim do końca zmiany.

~

Louis nie dzwoni do Harry’ego. Rozważa wysłanie wiadomości, lecz jest po prostu zawstydzony. Potęguje to jeszcze fakt, że wyobrażał sobie chłopaka pieprzącego go w różnych pozycjach, kiedy obciągał sobie w nocy. Tylko utwierdza go to w przekonaniu, że zdecydowanie nie zadzwoni do Harry’ego.

~

Na drugi dzień nie pracuje, dzięki bogu, więc zajmuje się szkolnymi zadaniami i tej nocy, on i Niall wychodzą do klubu, by porządnie się upić. Nie znajduje nikogo, kogo mógłby pieprzyć lub nawet porozmawiać, lecz wciąż dobrze spędza czas, więc uznaje to za krok w dobrym kierunku.

Nie rozmawia z Zaynem aż do następnego dnia, gdy przychodzi do pracy po długich, porannych zajęciach i jest zdecydowanie zbyt zmęczony, by wysilać się i ignorować go. Dopasowują się do ich zwyczajnej rutyny pracy, żartując i robiąc zdjęcia, by zdenerwować się nawzajem. Wszystko jest normalnie, dopóki Louis nie zauważa dość znajomej burzy loków kątem oka, kiedy ich właściciel wchodzi do kawiarni. Oczy Louisa rozszerzają się i zaczyna panikować, chowając się za ladą, by nikt nie mógł go zauważyć. – Cholera, kurwa, cholera Zayn! Co mam zrobić?

- Lou, nie chcę psuć twoich planów, lecz jakby z kimś już jestem. I powiedziałem ci wcześniej, że nie jestem zainteresowany w wymienianie „platonicznych obciągań”.

Louis wpatruje się w niego. Cytowanie pieprzonej przeszłości, naprawdę? – To było jeden raz! Nie wspominając, że byłem bardzo pijany. I obiecałeś więcej o tym nie mówić, ty dupku – Louis szepta krzykiem, zaczynając się prostować, po czym przypomina sobie, dlaczego tak naprawdę znalazł się na podłodze. – Harry, gorący chłopak w lokach z poprzedniego dnia jest tutaj! A ja do niego nie zadzwoniłem. I on i tak uważa, że jestem zdesperowany. Udawaj, że mnie tu nie ma!

Zayn tylko kręci głową i stara się włączyć w to przewrócenie oczami, nieudanie, po czym odwraca się i wita Harry’ego, który jak myśli Louis, musiał właśnie podejść.

Zayn i Harry przeprowadzają formalną wymianę zdań – Harry ponownie zamawia Yorkshire – i Louis chciałby zobaczyć twarz chłopaka, kiedy Zayn zajmuje się robieniem herbaty. Szatyn czuje się odrobinę dziecinnie, siedząc na ziemi za ladą, lecz przekonuje sam siebie, że jest to lepsze niż niezręczna rozmowa, w której musiałby tłumaczyć czemu nie zadzwonił albo gorzej, jeśli Harry byłby rozczarowany widząc go i zaczął żałować podanie swojego numeru telefonu Louisowi, czy coś. Tak, to zdecydowanie jest odpowiednie, myśli Louis.

Jest tak, dopóki Harry nie płaci, trzymając napój w dłoniach i Louis słyszy, jak pyta o niego. – Um, przepraszam, ale, czy znasz tego drugiego chłopaka, który tu pracuje? Ma on jakby, brązowe włosy i niebieskie oczy…

- I fantastyczny tyłek? – przerywa mu Zayn i Louis kopie go w nogę.

Zayn odpłaca się tym samym, lecz Tomlinson ignoruje to, kiedy ponownie słyszy głos Harry’ego. – Um, tak, właśnie ten. – Louis może praktycznie usłyszeć, jak chłopak rumieni się i jest taki słodki. Louis nie ma pojęcia, dlaczego nie miał planów, by do niego zadzwonić.

- Tak, to Louis. Dzisiaj nie pracuje. – Teraz Zayn uśmiecha się i Louis po prostu chce go ponownie kopnąć.

- Och, dobrze, tak. – W głosie Harry’ego słychać rozczarowanie i kurwa, jego głos. Jeszcze raz, dlaczego Louis do niego nie zadzwonił? – Dałem mu mój numer, lecz uh, nie zadzwonił i w ten weekend jest pewna impreza, chciałem go zaprosić, lecz, um. Tak, nieważne. Prawdopodobnie powinienem iść. Dziękuję za wszystko, kolego. Na razie.

Louis mocno zaciska powieki, kiedy słyszy oddalające się kroki Harry’ego i kiedy otwiera oczy widzi Zayna, rzucającego mu spojrzenie pod tytułem „mówiłem ci”. Louis po prostu odpowiada.

- Zamknij się. Ani słowa.

~

Następny dzień to piątek i gdy Louis pracuje na zmianie z Perrie, toczy wewnętrzną walkę z samym sobą o to czy powinien napisać do Harry’ego, czy nie. Mówi Perrie o swojej sytuacji i kiedy dziewczyna jest szczególnie rozbawiona całą sytuacją tablicy specjałów, uważnie słucha i daje mu rady („Zadzwoń do niego, Louis! Albo napisz! Szczerze, on naprawdę chce z tobą porozmawiać, ty idioto. Po prostu to zrób!”). Nie jest to o różne od porad Zayna (lub Nialla), lecz po drugiej (technicznie trzeciej) opinii, decyduje się posłuchać.

Przysięga sobie, że napisze do Harry’ego, gdy skończy zmianę i spędza resztę w połowie marząc, by chłopak powrócił, w połowie przerażony, że mógłby to zrobić. Pod koniec nic się nie dzieje i Louis jest jednocześnie smutny, jak i pełen ulgi.

Kiedy jednak wraca do domu, nie ma czasu, by napisać do Harry’ego, odnajdując zmartwionego Aidena na korytarzu.

Aiden ma łzy w oczach, gdy wyznaje, że jego chłopak go zdradza (Louis totalnie to przewidział,) i że tęskni za Louisem, i był bardzo głupi, zrywając z nim na początku. Szatyn przytula go niezręcznie i próbuje pocieszyć, lecz pod koniec najmilej jak potrafi, mówi, że nie jest zainteresowany ponownym związkiem z nim i odsyła go z kwitkiem. Aiden był naprawdę miły, gdy byli razem, lecz Louis nie jest zainteresowany powrotem, szczególnie, że to Aiden był tym, który to zakończył. Poza tym, nawet jeśli Louis jest seksualnie zdesperowany, nie jest całkowicie zdesperowany i może szczerze powiedzieć sobie, że zamknął ten rozdział.

Potem jest zbyt rozproszony, by pamiętać o napisaniu do Harry’ego, kiedy Perrie oferuje się wysłuchać o całej sytuacji z Aidenem. Wychodzą i spotykają się z Niallem i Barbarą w jakimś klubie, tańczą, piją, śmieją się i Louis błogo zatraca się w chwili, w sposób jakiego dawno nie czuł. Wciąż nie uprawia z nikim seksu, lecz kilkakrotnie ocierał się o innych ludzi, więc jest zadowolony.

~

Louis prawie zapomina o imprezie, na którą zaprosił go Zayn, dopóki nie otrzymuje wiadomości następnego dnia i szatyn przeklina, gdy stara się wyleczyć kaca z poprzedniej nocy.

Dzięki bogu ma dzień odpoczynku, więc kiedy Zayn przyjeżdża późno w nocy, Louis czuje się znacznie lepiej i ostatecznie jest gotowy, by ponownie się upić. I ma nadzieję uprawiać seks. Naprawdę chciałby tego, lecz szczerze, przyjmie wszystko, co dostanie.

Kiedy przygotowuje się, przypomina sobie o wiadomości do Harry’ego poprzedniej nocy. Rozważa napisanie teraz i zapytanie go o wspólne wyjście, lecz wtedy przypomina sobie, że to sobota wieczór i chłopak na pewno ma już plany. Zdecydowanie napisze do niego jutro.

Najwyraźniej impreza jest w domu Liama. Co oznacza, że mimo obietnic Zayna o byciu tej nocy jego skrzydłowym, skończy jak zawsze będąc piątym kołem u wozu, gdy Zayn i Liam będą przedstawiać mu wszystkich swoich samotnych znajomych. I Louis naprawdę kocha to, że Zayn stara się pomóc, lecz zdecydowanie nie zamierza dzisiaj skończyć w ten sposób. Szczególnie nie będąc problemem dla pary takiej jak Zayn i Liam, którzy dopiero zaczęli się spotykać, więc wciąż są w fazie „podpici na maksa, zawsze chcący się pieprzyć jak króliki i publicznie okazując sobie uczucia w każdym miejscu”. Tak, nie ma mowy. Louis wolałby raczej dźgnąć się w oko widelcem, niż poddać się temu przez większość nocy.

Więc kiedy są już tu jakieś dziesięć minut, Louis uprzejmie i naturalnie odchodzi od nich, decydując się działać na własną rękę. W jakiś sposób znajduje się w kuchni, gdzie znajduje się niezliczona ilość butelek z alkoholem poukładanych na ladach. Louis miesza sobie naprawdę silnego drinka i zajmuje się rozmową z kilkoma znajomymi osobami. Z większością z nich miał lub nadal ma zajęcia lub spotkali się kilka razy przez wspólnych znajomych. Nie jest to najbardziej wciągająca rozmowa na świecie, lecz Louis lubi towarzystwo i rozproszenie. Przechodzi od grupy do grupy, nawiązując konwersację i stając się coraz bardziej odurzonym, gdy noc przelatuje między palcami i zanim zdaje sobie sprawę, minęły godziny i w jakiś sposób znalazł się pośrodku tłumu ciał, z rękami w górze i biodrami poruszającymi się do rytmu.

Jego umysł jest zamglony, gdy porusza się, pozwalając swojemu ciału dostosować się do hipnotyzującej muzyki. Nigdy nie był nieśmiały w tańcu i dokładnie wie, jak poruszać swoim ciałem, trzęść biodrami, wie, jaki efekt wywołuje to w ludziach. Nie jest zaskoczony, kiedy czuje za sobą czyjeś ciało, starając się dostosować do jego ruchów. Louis odwraca się, by mieć lepszy widok na chłopaka, którego kompletnie nie rozpoznaje, lecz szatyn uznaje jego przyzwoity wygląd i brak typowych oznak dziwactwa, więc pozwala mu ze sobą tańczyć.

Po kilku minutach chłopak jest za blisko i dotyka go za bardzo, starając się położyć dłonie na jego pośladkach i pochylić po pocałunek, a Louis po prostu tego nie czuje. Jasne, chciałby się z kimś przespać, lecz jego tyłek nie jest otwarty dla każdego; nie wspominając, że zaczyna czuć efekty spożytego alkoholu i tak, zdecydowanie musi się oddalić od tego chłopaka.

Odpycha go i każe mu się odwalić, najmilej jak potrafi, po czym kieruje się w stronie mniej zatłoczonej części mieszkania, nagle zdając sobie sprawę, jak gorąco i duszno było w tłumie; tutaj może oddychać o wiele łatwiej. Spotyka Zayna i Liama, lub dwójkę ludzi, którzy wyglądają jak oni, może być zbyt pijany, by powiedzieć na pewno, całujących się w kącie.

Zanim zdaje sobie sprawę, co się dzieje. uderza w kogoś, o wiele większego kogoś, i czuje się podtrzymany przez silne ramiona, chroniące przed upadkiem. Spogląda na twarz tej osoby i zanim jest w stanie wydusić przeprosiny, jego oczy otwierają się szeroko, bo cholera, osoba, która prawie go potrąciła to Harry. Albo, prawdopodobnie jest to Harry. Wszystko jest w tym momencie dość zamazane, więc mogłyby być to pijackie halucynacje, czy coś (czy istnieje w ogóle coś takiego?, zastanawia się Louis) lub po prostu wyobraźnia. Jest jednak dość pewny, że to Harry. Prawdopodobnie.

-Harry? – udaje mu się w końcu wypowiedzieć po kilku sekundach, oboje wpatrują się w siebie ze zdziwieniem.

- Louis, prawda? – Boże, głos Harry’ego jest nawet seksowniejszy niż pamiętał.

- Tak! Jestem Louis. A ty jesteś tutaj. I również Harry – Louis trzyma się ramienia Harry’ego, pochylając się i praktycznie krzycząc do siebie, by zostać dosłyszanymi.

- Tak, jestem tutaj. Harry. A ty nigdy nie zadzwoniłeś. – Chłopak mimo wszystko uśmiecha się, więc Louis uznaje to za dobry znak. Boże, jest pijany. Pamięta jednak jedną rzecz, czyli fakt, że Harry uważa go za zdesperowanego, a to niedopuszczalne.

- Nie jestem zdesperowanym singlem! Naprawdę nie jestem, Harry. Przysięgam!

Harry marszczy brwi, jego uśmiech znika i czemu on już się nie uśmiecha?! Lubił myśleć, że Tomlinson jest zdesperowany? Louis nie rozumie.

- Och. Um. Więc jesteś z kimś? Widziałem, jak tańczyłeś wcześniej z tym kolesiem, czy to…? – zielonooki urywa, przegryzając wargę i wyglądając na rozczarowanego. Oczy Louisa rozszerzają się i wściekle potrząsa głową. Prawdopodobnie nie jest to najlepszy pomysł, gdy jest pijany, gdyż teraz czuje się odrobinę zamroczony.

- Nie! Nie, jestem singlem, po prostu nie zdesperowany. Nie chcę, byś uważał mnie za zdesperowanego, bo taki nie jestem!

Harry marszczy brwi nawet bardziej. – Więc… nie zadzwoniłeś, bo nie jesteś zdesperowany? Um. – Harry wstrząsa głową i zaczyna oddalać się od Louisa, i co?! Czemu puszcza go i odchodzi? – W takim razie lepiej już pójdę.

Louis chwyta Harry’ego i stara się przyciągnąć go najbliżej jak potrafi, lecz za bardzo się kołysze i chichocze w jego klatkę piersiową. – Gdzie idziesz? Nie chcę byś szedł. Jesteś taki śliczny, proszę nie idź. Nie jestem zdesperowany. – Louis wydyma wargę, spoglądając na chłopaka, odpowiadając na mały uśmiech Harry’ego.

- Chodź, jesteś naprawdę pijany. Znajdźmy ci miejscy, byś mógł się położyć – mówi Harry, zaczynając ciągnąć go w stronę korytarza, z tyłu mieszkania.

- Tak, proszę, rozłóż mnie Harry – mówi szatyn prosto w ucho Harry’ego, kiedy owija ręce wokół jego szyi i zaczyna przegryzać płatek. Czuje jak chłopak drży, lecz odpycha go delikatnie, by było im łatwiej iść. Louis robi smutną minę.

Dochodzą do drzwi na końcu korytarza i Harry wyciąga klucz, otwierając je, wpychając ich do środka i zamykając ponownie.

Jest tu o wiele ciszej, lecz muzyka wciąż przebija się przez ściany, jej rytm wypełnia pomieszczenie. W środku jest niemal ciemno, tylko mała lamka przy łóżku rzuca odrobinę światła na środek pokoju i Louis może domyślać się, że na ścianach wisi masa zdjęć.

Po szybkim rozejrzeniu się, przypomina sobie, że jest w pokoju sam na samy z Harrym, więc obraca się, ponownie obejmując chłopaka. Zmniejsza dystans między ich ciałami i przyciska swoje usta do tych Harry’ego. Chłopak wydaje dźwięk między zaskoczeniem, przyjemnością i dezaprobatą, lecz ostrożnie owija ramiona wokół Louisa, oddając pocałunek. Niestety jest on bardzo krótki i kiedy Harry odchyla się, patrzy na Louisa ze zmarszczonymi brwiami.

- Jesteś naprawdę pijany, Louis.

- Wiem – przyznaje z zachwytem Louis, po czym chce ponowić pocałunek.

Harry odsuwa się, zanim Louis może złączyć ich usta, na co szatyn wydyma wargi.

- Co? – prycha, wciąż smutny.

- Jesteś zbyt pijany. Po prostu połóżmy cię w łóżku, dobrze?

Na te słowa twarz Louisa rozświetla uśmiech. – Łóżko, tak! Oczywiście. – Porusza się w kierunku miejsca spoczynku, zaczynając ściągać z siebie koszulkę. Harry zatrzymuje go.

- Co ty robisz?

Louis patrzy na niego z podniesionymi brwiami. – Rozbieram się? Lepiej żebyś zrobił to samo.

Chłopak wygląda jak połączenie zdenerwowania i czułości. – Louis, nie będziemy uprawiać seksu.

Szatyn marszczy brwi w zdezorientowaniu. – A to czemu, do cholery?

- Ponieważ jesteś pijany i nie chcę cię wykorzystywać.

Louis uśmiecha się i przybliża, dłonie opierając o klatkę piersiową Harry’ego. – Ale ja chcę żebyś mnie wykorzystał. No dalej, nie chcesz mnie?

Harry przegryza wargę i przez sekundę wydaje się to rozważać, po czym łapie ręce Louisa w swoje własne. – Chcę cię, tylko po prostu… nie dzisiejszej nocy, dobrze?

Louis jęczy i jakoś udaje mu się wyrwać z uścisku Harry’ego, lecz kiedy to robi, w jakiś sposób kończy na łóżku i chichocze. Harry również zaczyna się śmiać, po czym ściąga buty Louisa, przykrywając go kołdrą i siadając obok niego. – Jest dobrze?

Louis tylko mruczy i układa się wygodniej, to prawdopodobnie najwygodniejsze łóżko na jakim kiedykolwiek leżał. Mówi Harry’emu jak bardzo, co sprawia, że chłopak zaczyna się śmiać, a Louis jest zaskoczony, jak ciężkie są jego powieki. Czuje się już na granicy snu, lecz kiedy Harry zaczyna się podnosić, protestuje i przyciąga go do siebie, dopóki chłopak nie jest niezręcznie rozłożony na nim samym. Znowu słyszy jego śmiech i Harry wydaje się ustępować, gdy ściąga własne obuwie, unosi kołdrę, by również mógł się pod nią zmieścić. Louis natychmiast przytula się do jego klatki piersiowej i tylko kilka sekund później zapada w komfortowy sen.


Kiedy Louis budzi się, jego głowa boli niemiłosiernie i zdecydowanie znajduje się w łóżku, które nie należy do niego. Dodatkowo obok innego ciała. Co nie jest normalnym zwyczajem. Co, do cholery?

Jest w pełni ubrany, więc prawdopodobnie nie uprawiał seksu zeszłej nocy, lecz w takim razie, czemu znajduje się w nieznanym łóżku? Kiedy w końcu otwiera oczy i udaje mu się obrócić, by móc lepiej przyjrzeć się osobie obok niego, natychmiastowo rozpoznaje loki i nos, i szczękę, i te usta (jest pewien, że byłby w stanie poznać te wargi wszędzie) i zamiera. Dlaczego leży obok Harry’ego? Udało mu się już zorientować, że nie uprawiał seksu (co jest jednocześnie rozczarowujące, jak i pełne ulgi), więc dlaczego śpi w obcym łóżku właśnie z Harrym? Co ważniejsze, dlaczego przytula się właśnie do Harry’ego?

Stara się ponownie odprężyć w łóżku, gdy zamyka oczy i pozwala wspomnieniom poprzedniej nocy wrócić na swoje miejsce. Pamięta tylko urywki, kawałki, lecz jest tam pocałunek gdzieś w środku wieczoru, nawet jeśli jest to bardzo mgliste.

Zanim udaje mu się przypomnieć cokolwiek więcej, czuje, jak Harry porusza się pod jego głową i bierze głęboki wdech, po czym powoli spogląda na niego. Harry patrzy na niego odrobinę niewyraźnie, po czym uśmiecha się lekko i Louis nie może tego nie odwzajemnić . – Hej – odchrząkuje Harry i kurwa, jego głos jest nawet głębszy porankami. Jezu.

- Hej – odpowiada Louis, jego uśmiech poszerza się. – Cudownie cię tutaj spotkać.

Harry śmieje się i szatyn stwierdza, że kocha ten dźwięk. – Tak, w moim łóżku. Wyobraź to sobie.

- Och, to twoje łóżko? Dzięki bogu! Myślałem, że moglibyśmy być porwani do łóżka kogoś obcego. Wyobraź sobie, jak bardzo niezręczne by to było.


Harry również uśmiecha się teraz szeroko i Louis jest wdzięczny, że nie ma między nimi żadnego odczucia niezręczności.

Oboje wstają i Louis sprawdza swój telefon, by zdać sobie sprawę, że jest rozładowany. Wzrusza ramionami, gdy chowa go do tylnej kieszeni, po czym spogląda na Harry’ego. – Nie ma szansy, byś znalazł jakąś dodatkową szczoteczkę do zębów? I może jakiś tabletki na ból głowy?

- Um, zobaczymy, tak. Chodź za mną.

Idą razem do łazienki, gdzie wymieniają między sobą spojrzenia, myjąc razem zęby, po czym Harry podaje Louisowi paracetamol.

- Czujesz to? – pyta szatyn, gdy przełyka i po prostu wpatrują się w siebie. Wyczuwa jedzenie, dokładniej bekon, lecz to mogłoby być tylko marzenie, odkąd w jego brzuchu zaczęło burczeć. Poza tym staje się trochę niewygodnie, więc nie jest pewny czy propozycja zjedzenia czegoś razem jest dobra, czy też zła.

- Tak mi się wydaje. To prawdopodobnie tylko Liam.

Louis natychmiastowo unosi brwi. – Znasz Liama?

- Cóż, tak… jest moim współlokatorem. – Och. To by wyjaśniało dużo w sprawie „spania w łóżku Harry’ego”. Najwyraźniej są nadal w mieszkaniu Liama.

Oczy Louisa rozszerzają się. – Naprawdę? Jest chłopakiem mojego najlepszego przyjaciela.

- Zayn jest twoim przyjacielem? To jego imię, prawda? Zayn? Nie spotkałem go jeszcze, lecz słyszałem dużo na jego temat. Zazwyczaj spotkają się w pokoju Liama lub ja jestem w swoim, lub nie ma mnie w domu. Głównie jednak to on i Liam gdzieś idą, więc wiesz. – Wzrusza ramionami, jakby nic z tego się nie liczyło, ponieważ, o mój boże, Liam i Harry są współlokatorami. Dzielą mieszkanie. Żyją razem. Harry. I Liam. Chłopak Zayna. I Harry. Mieszkają razem.

Louis zdecydowanie żyje w operze mydlanej. Chce zacząć rozglądać się za ukrytymi kamerami, kiedy ostatecznie docierają do kuchni i zauważa Liama stojącego przy kuchence i Zayna, obejmującego go z tyłu. To takie rodzinne i urocze, że Louis czuje, jakby miał zwymiotować.

Harry odchrząka, Zayn i Liam odwracają się w ich kierunku, a Zayn komicznie rozszerza oczy. – Och! Harry, prawda? Ten z kawiarni? – Zrozumienie zaczyna zstępować na niego. – Och. I musisz być również Harrym, współlokatorem Liama, prawda?

- To byłbym ja – odpowiada Harry i uśmiecha się ciepło.

Zayn spogląda od Louisa do Harry’ego i ponownie, wszechwiedzący uśmiech rozświetla jego twarz, lecz niczego nie komentuje. I tak nie musi. Louis wie, że praktycznie rozpływa się w chwale; pieprzony dupek.

- Tak, dobrze, teraz kiedy wszyscy się już znają… wyczuwam jedzenie? Co mamy? – wtrąca się Louis, rzucając Zaynowi znaczące spojrzenie, po czym przeskakując wzrokiem między ich trójkę.

- Och, tak, robiłem tylko jakiś bekon i jajka. Chcesz trochę? Jest wystarczająco dla nas wszystkich – wyjaśnia Liam, gestykulując w stronę kuchenki.

Wszyscy przytakują i kiedy jedzenie jest gotowe, siadają przy stole i jedzą w względnej ciszy. Nie jest niezręcznie, lecz tym samym daleko od wygodnego. Niezadane pytania wiszą nad nimi w powietrzu i sprawiają, że powietrze staje się naładowane napięciem.

Liam jest tym, który w końcu przełamuje ciszę. Odchrząkuję przez rozpoczęciem. – Więc… Louis, jak ty i Harry poznaliście się?

Szatyn spogląda na Harry’ego i czuje, jak jego policzki zaczynają parzyć, po czym spogląda na Zayna. – Um. Spotkaliśmy się w kawiarni. Harry wpadł pewnego dnia, kiedy pracowałem i wiesz.

Zrozumienie migota na twarzy Liama. – Och, och. Więc to jest… - urywa, gdy jego wzrok spotyka postać Harry’ego. – Tak. W takim razie. Mały świat, czyż nie?

Louis tylko mruczy w odpowiedzi, przenosząc spojrzenie na Harry’ego, który zdaje się zajęty intensywnym wpatrywaniem się w swoje jedzenie, nie w Louisa. Następnie patrzy na Zayna, który zdaje się być gotowy, by pęknąć z dumy. Louis przegryza wargę, po czym kopie chłopaka pod stołem, po czym ignoruje go całkowicie, wgryzając się w kawałek bekonu.

Starają się prowadzić rozmowę przy śniadaniu, głównie zaaranżowaną przez Liama i napięcie zdaje się ulatniać, wraz z toczoną konwersacją, lecz w powietrzy nadal wisi trochę niezręczności, która nie chce odejść.

Kiedy kończą jeść, Zayn i Liam w końcu wracają do pokoju bruneta, a Louis spogląda na wiszący na ścianie zegarek, który informuje, że jest prawie trzydzieści minut po czternastej. W takim razie nie za bardzo było to śniadanie.

Kiedy spogląda na Harry’ego, chłopak patrzy na niego z uniesionymi brwiami i zaciekawieniem, lecz również z odrobiną zdziwienia na twarzy. Louis uśmiecha się do niego zdezorientowany. – Co?

- Ja po prostu… nie rozumiem cię.

Cóż, Louis zdecydowanie tego nie oczekiwał. – Do… dobrze? W jaki sposób?

- Jak wiele pamiętasz z zeszłej nocy? – pyta Harry i Louis zamiera. Ton jego głosu jest odrobinę uczuciowy i nagle szatyn czuje się nieswojo.

- Um. Trochę? – stawia to jako pytanie, ponieważ nie jest do końca pewny do czego dąży Harry.

- Byłeś naprawdę pijany – zaczyna chłopak, jednak Louis wchodzi mu w słowo.

- Cóż, tak, to akurat pamiętam – dopowiada, uśmiechając się w próbie rozweselenia panującej atmosfery.

Harry odpowiada uśmiechem, który nie dosięga jego oczu. Kąciki ust Tomlinsona opadają.

- Tak, więc, um. Nie wiem czy pamiętasz, ale pocałowałeś mnie. Nic innego się nie wydarzyło, lecz powinieneś to wiedzieć. – Nie patrzy już dłużej centralnie na Louisa i coś w tym sprawia, że szatyn czuję się jeszcze gorzej.

- Pamiętam tę część. Trochę. Kawałki i urywki – przyznaje, przegryzając wargę, gdy staje się zdecydowanie mocno niespokojny.

Harry wciąż nie patrzy mu w oczy, gdy przytakuje i kontynuuje. – Tak, cóż. Dobrze, więc rozumiem, że zrobiłeś to, bo byłeś pijany. To nic wielkiego. Załapałem.

Louis patrzy na niego, jakby nagle wyrosła mu druga głowa. – O czym ty mówisz?

Wtedy Harry spogląda na niego, jego brwi są zmarszczone, a oczy wręcz błagają, by nie musiał kontynuować. – Powiedziałeś mi, że nie byłeś wystarczająco zdesperowany, by zadzwonić, więc załapałem… - zaczyna, zanim Louis kładzie mu dłoń na ustach, przerywając.

- Czekaj, powiedziałem co?! Nie, nie, nie. Nie ma opcji, bym mógł coś takiego powiedzieć, nie ważne jak bardzo pijany byłem. Nigdy bym czegoś takiego nie powiedział. – Louis patrzy na niego z niedowierzaniem, potrząsając głową.

Harry tylko wzrusza ramionami, wyglądając na tak pokonanego i przygnębionego, że Louis naprawdę chcę go przytulić.

- Harry – zaczyna Louis, jego głos jest miękki, niemal błagalny, lecz tym razem to Harry przerywa jego wypowiedź.

- Po prostu naprawdę nic nie rozumiem, ponieważ flirtowałeś ze mną w kawiarni, prawda? Nie była to tylko moja wyobraźnia? Po czym nigdy nie zadzwoniłeś i zobaczyłem cię tańczącego z tym facetem, po czym powiedziałeś, że jesteś singlem, lecz nigdy nie zadzwoniłeś, gdyż nie byłeś wystarczająco zdesperowany i ja po prostu… nie rozumiem. Wydajesz się być naprawdę porządnym facetem, Louis i jesteś naprawdę piękny i bezczelny, i zabawny, i lubię cię. Tylko nie rozumiem, w co próbujesz ze mną grać. – Wzrusza ramionami, spoglądając na Louisa, gdy kończy swój monolog. Oczy szatyna są szeroko otwarte, ponieważ kurwa. Naprawdę to spieprzył, prawda?

- Harry, o mój boże. Kurwa. Słuchaj, przepraszam za niedzwonienie, lecz byłem zdenerwowany, dobrze? To, to nie ja umieściłem ten napis – Zayn to zrobił i nie miałem o tym bladego pojęcia, gdy się poznaliśmy. Zamierzałem napisać jeszcze tej nocy, lecz wtedy zobaczyłem tablicę specjałów i pomyślałem, że dałeś mi ten numer tylko z litości, gdyż myślałeś, że jestem jakimś zdesperowanym, beznadziejnym singlem i wiesz, to ja byłem tym, który zaczął cały flirt na samym początku. Po prostu nie chciałem byś pomyślał, że jestem zdesperowany. I to, co powiedziałem zeszłej nocy musiało po prostu wyjść w złym kontekście, ponieważ zdecydowanie nie miałem na myśli tego, co zrozumiałeś. Nie chciałem tylko byś sądził, że podrywałem cię, ponieważ szukałem kogoś w akcie desperacji. Jestem singlem, może odrobinę samotnym, lecz nie zdesperowanym, dobrze? – przerywa na sekundę, po czym dodaje. – I na marginesie, też cię lubię. I nie pocałowałem cię tylko dlatego, że byłem pijany. Cóż, może alkohol dodał mi trochę odwagi i tak dalej, lecz nie całowałem cię tylko dlatego, że byłem pijany.

Wtedy Harry uśmiecha się do niego, jego dołeczek uwydatnia się i Louis odpowiada tym samym.

- Więc, naprawdę mnie lubisz?

Szatyn uśmiecha się jeszcze szerzej. – Tak.

- Czy to oznacza, że napiszesz do mnie po tym wszystkim? No cóż, to byłoby złe wychowanie nie zrobić tego po pocałowaniu kogoś, przespaniu się z nim i powiedzeniu, że się go lubi, prawda? – pyta Harry, po czym oślepia chłopaka swoim bezczelnym uśmiechem.

Louis czule wywraca oczami, po czym wzdycha przesadnie. – Wiesz, wydaje mi się, że mógłbym znaleźć czas, by do ciebie napisać. Jednak potrzebowałbym jakiejś motywacji. – Unosi brwi w kierunku Harry’ego.

Louis opiera łokcie na stole i pochyla się ku chłopakowi, który dzięki bogu nie jest za bardzo oddalony. Harry spogląda na niego spod rzęs, gdy szeroki uśmiech formuje się na jego ustach. – Och, tak? Motywacji?

Louis przytakuje i oblizuje wargi, gdy Harry również pochyla się bliżej i jest niezmiernie wdzięczny, że siedzą obok siebie. Styles tylko mruczy delikatnie, gdy przesuwa spojrzenie na usta szatyna i Louis przestaje oddychać, gdy chłopak niweluje pozostały między nimi dystans.

Kiedy ich usta w końcu spotkają się, tym razem na trzeźwo, pierwsze, co zauważa Louis, to miękkość i wielkość ust Harry’ego. Oczywiście, że wyglądają one niesamowicie, lecz poczuć je na sobie jest nawet lepiej i Tomlinson chce, by poznawały całe jego ciało. Owija rękę wokół szyi Harry’ego i bada palcami włoski na karku, używając uścisku, by przyciągnąć go jeszcze bliżej.

Harry wzdycha przez pocałunek i Louis przygryza odrobinę jego dolną wargę, po czym powraca, całując go nawet mocniej. Harry oddaje tyle samo, ile dostaje i pozwala Louisowi ustalać tempo pocałunku i kiedy nie jest to perfekcyjne, jest pieprzenie blisko perfekcji.

Louis nie może powstrzymać się przed wdrapaniem na kolana chłopaka dla uzyskania lepszego kąta, jego pośladki opierają się o uda Harry’ego, nogi oplatają go po obu stronach. Ręce Stylesa natychmiastowo układają się na jego biodrach i Louis pozwala sobie włączyć język, którym przebiega po dolnej wardze chłopaka. Harry natychmiastowo uchyla usta i szatyn nie marnuje czasu, wślizgując się do środka ust Harry’ego, ich języki dotykają się i pieszczą w tańcu. Louis zbliża się jeszcze bardziej i zaczyna ocierać się o siedzącego pod nim chłopaka.

Po jakimś czasie powolnego, leniwego obściskiwana się i ocierania, Harry odchyla się. Oboje oddychają ciężko i Harry wygląda na odrobinę oszołomionego, gdy spogląda na Louisa. – Więc to oznacza, że powiesz tak, jeśli zapytam cię o wyjście na randkę?

Uśmiech Louisa jest oślepiający. – Tak, tak mi się wydaje.

Harry śmieje się, po czym ponownie złącza ich usta.

Resztę dnia spędzają razem, zaczynając od całej ich czwórki sprzątającej bałagan po imprezie i wysłaniu kilku pozostałych, śpiących ludzi do domu. Potem Louis bierze prysznic (niestety sam) i po przebraniu się w jakieś ubrania Harry’ego, spędzają resztę czasu na całowaniu się, rozmawianiu i przytulaniu w łóżku chłopaka lub zwinięci na kanapie w salonie, oglądający telewizję, grający w FIFĘ i po prostu rozmawiający jeszcze więcej, starając poznać się jeszcze lepiej. Liam i Zayn przychodzą do nich na chwilę, lecz przez większość dnia jest tylko Louis i Harry. Styles jest właściwie zabawniejszy i bardziej bezczelny, niż Louis początkowo obstawiał i obaj nieustannie doprowadzają się do śmiechu z czegoś lub z kogoś. I kiedy Louis naprawdę bardzo chce dobrać się do Harry’ego, obecnie jest zadowolony siedząc z nim, ciesząc się miłym towarzystwem i pod koniec dnia uważa, że bezpiecznie może powiedzieć, że naprawdę go lubi.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz