Perspektywa Louis’a
Po zjedzeniu śniadania jeden z nauczycieli ogłosił, że ten czas po posiłku, aż do kolacji mamy wolny i możemy odwiedzać siebie nawzajem, ale nie wolno opuszczać nam hotelu. Szczerze to nie wiem, czy się z tego cieszę. Od tamtego momentu mam wrażenie, że straciłem zaufanie do Georga i Stana. Czuję, jakby nie byli już moimi przyjaciółmi. Poczułem smutek, bo znam ich od zawsze i myślałem, że nie mamy przed sobą żadnych tajemnic. Chwyciłem Harry’ego za ramię, by jak najszybciej opuścić to pomieszczenie, bo nie chciałem spotkać chłopaków. Loczek spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem, na co pokręciłem przecząco głową i po chwili szliśmy już korytarzem prowadzącym do pokoju. Zamyśliłem się, co skutkowało tym, że potknąłem się o własne nogi. Straciłem równowagę i po raz kolejny wylądowałem na podłodze. Nie dziwiłoby mnie to gdyby zdarzało mi się to od dawna, ale pojawiło się to od przyjazdu tutaj. Harry zaczął się śmiać, na co ja wyciągnąłem ręce w jego stronę, by mi pomógł. Natychmiast je chwycił i zaczął mnie podnosić, ale chyba nie zdał sobie sprawy ile ważę, bo upadł na mnie, lecz nie wiedząc czemu jemu nadal było do śmiechu. Nasze twarze były tak blisko, że stykaliśmy się nosami. Chłopak spojrzał w moje oczy i pewnie zauważył w nich smutek, bo odsunął się siadając naprzeciwko mnie.
- Stało się coś?- zapytał ze zmartwieniem w głosie, westchnąłem tylko i nie odpowiadając na jego pytanie wymamrotałem
- Chodź do pokoju.
Nie zadawał więcej pytań, za co byłem mu wdzięczny. Następnie podniósł się, co również uczyniłem i weszliśmy do pokoju. Położyłem się na łóżku, a po chwili usłyszałem głos chłopaka
- Umm.. Mamy wolne, więc czemu nie idziesz do swoich przyjaciół?
- Już masz mnie dość? – zapytałem udając, że zaczynam płakać
-Nie… Tylko myślałem, że…- przerywając mu rzekłem
- Harry proszę cię.. nie chcę o tym gadać..
Perspektywa Hazzy
Martwiłem się trochę o niego. Ostatnio nawet postanowiłem, że zacznę z nim rozmawiać. Czemu? Hmm.. może po prostu siedzenie z kimś 3 tygodnie bez zamienienia nawet słowa, byłoby dziwne… chociaż… wcześniej mi to nie przeszkadzało.. nie wiem co się ze mną dzieje, ale zauważyłem, że Louis’a coś męczy. Nie chciał o tym gadać, co bardziej przypomniało mnie, ale pomimo tego uszanowałem to. Usiadłem na łóżku przyglądając mu się, lecz po chwili usłyszałem pukanie. Lou popatrzył na mnie błagalnym wzrokiem, więc podniosłem się i z westchnięciem poszedłem otworzyć drzwi. Stali w nich ci chłopacy, którzy siadają obok mojego współlokatora w restauracji na posiłkach, dlatego wpuściłem ich gestem ręki. Idąc krótkim korytarzykiem prowadzącym od drzwi do głębi pokoju usłyszałem głos Lou
- Harry? Kto tam?
-Umm.. twoi przyjaciele przyszli- odparłem ukazując mu się.
Dostrzegłem w jego oczach jeszcze większy smutek niż wcześniej. Muszę jakoś dowiedzieć się o co chodzi.
-Co się z tobą ostatnio dzieje? Czemu w ogóle z nami nie gadasz i nie przychodzisz do nas?!- chłopaki od razu zasypali go pytaniami, więc nie chcąc im przeszkadzać skierowałem się w stronę balkonu
- Gdzie idziesz?- zapytał mnie Louis ignorując przy tym chłopaków, którzy do niego przyszli
- Yyy.. Nie chcę wam przeszkadzać- powiedziałem
- Nie.. zostań- odpowiedział patrząc na mnie błagalnym wzrokiem. Nie wiem czemu mu tak bardzo na tym zależało, ale postanowiłem się mu nie sprzeciwiać i po prostu usiadłem na swoim łóżku
- Louis do jasnej cholery co się z tobą dzieje! – krzyknął chłopak z trochę dłuższymi włosami
- Nie drzyj się – odparł Louis- Idźcie do siebie, a ja… umm… za godzinę do was przyjdę i spróbuję wam powiedzieć o co chodzi- dodał, a chłopaki widząc, że nic z tym nie zrobią po prostu bez słowa wyszli. Spostrzegłem na niego i dostrzegłem smutek malujący się na jego twarzy. Wstałem i usiadłem obok niego
- Serio nie chcesz o tym pogadać?- zapytałem z nadzieją, lecz on pokręcił przecząco głową
- Chcę ci tylko pomóc… – dodałem
Perspektywa Louis’a
-Chcę ci tylko pomóc…- powiedział wpatrując się we mnie. Wątpię, czy jest w stanie mi pomóc. Chłopak widząc, że nie jestem chętny do rozmowy, wstał z łóżka, gdzie siedział obok mnie z zamiarem odejścia, więc zrezygnowany złapałem go za nadgarstek, by powrócił na miejsce
- Serio tak bardzo chcesz wiedzieć?- zapytałem wpatrując się w jego zielone oczy. Przytaknął i usiadł naprzeciwko mnie
- Umm.. Pamiętasz, gdy pierwszy raz się do mnie odezwałeś?- zadałem pytanie, na co zachichotał lecz mi nie było do śmiechu
- Wtedy zapytałem się, czy zaakceptowałbyś swoich przyjaciół gdyby byli gejami. Wiesz George i Stan, bo tak nazywają się ci chłopacy, którzy tu byli.. my znamy się od małego i myślałem, że jesteśmy ze sobą szczerzy i wszystko sobie mówimy, ale gdy poszedłem rano do ich pokoju, zobaczyłem ich śpiących bez ubrań, łóżka mieli złączone, a najgorsze jest, to, że byli w siebie wtuleni- mówiłem wpatrując się w podłogę, zerknąłem na niego przerywając na chwilę, na co Harry przytaknął bym kontynuował
- I ja wtedy poczułem się jakby mnie zdradzili… jakby nie byli moimi przyjaciółmi… Z jednej strony nie wierzę w to, bo wydaje mi się, że by mi powiedzieli, ale z drugiej wyjaśniałoby to czemu tak często są zajęci, albo jak chodzimy do klubów wypić i się zabawić z dziewczynami to oni nagle bez słowa gdzieś znikają i muszę sam wracać do domu. Wiesz… od tamtego momentu jak ich zobaczyłem w tym pokoju jakoś dziwnie się czuję przebywając z nimi- dodałem przyglądając mu się
- Może boja się… – podsumował moją wypowiedź
- Ale czego?- zapytałem zdziwiony
- No wiesz… Może boją się ci przyznać, że są razem, bo nie chcą stracić twojej przyjaźni- powiedział zamyślony
0 Przecież, taki głupi to ja nie jestem, żebym opuścił ich tylko dlatego, że są gejami
- Może idź już i im to wytłumacz to się wszystkiego dowiesz- odparł pewnie klepiąc mnie po kolanie, co dodało mi otuchy
- Tak masz rację- powiedziałem wstając z łóżka i kierując się do drzwi. Nagle odwróciłem się i zapytałem z nadzieją
- Poszedłbyś ze mną?
- Nie uważam , żeby to był dobry pomysł0 odpowiedział kręcąc głową
- Bo? – wypowiedziałem ze zdziwieniem
- Bo… to nie moja sprawa i nie chcę się w to wtrącać
- No chodź… Nie chcę tam być sam z nimi
- W czym ja tam ci pomogę? Przecież nawet się nie znamy, więc bez różnicy czy tam będę czy nie…- ta odpowiedź trochę mnie zaskoczyła… to prawda, że w ogóle się nie znamy. Nie wiem czemu tak bardzo zależało mi na tym ale… umm.. po prostu chciałem, żeby tam ze mną był, czy to tak wiele po tym jak opowiedziałem mu o co chodziło. Cofnąłem się i usiadłem na jego łóżku a on patrzył na mnie ze zdziwieniem
- To pójdziesz ze mną? – zapytałem nie odpuszczając
- Louis- jęknął poruszając przecząco głową. Zignorowałem to, podszedłem do niego, złapałem za rękę i wyciągnąłem z pokoju pomimo jego protestów.
Będąc przy pokoju chłopaków otworzyłem drzwi pokazując ruchem ręki by wszedł, lecz on stał przez chwilę bez ruchu po czym szybko odwrócił się i zaczął biec. Rozbawiło mnie to trochę. Czemu on to robi? Przecież ja sam tam nie wejdę. Postanowiłem udać się za Harry’m, chociaż trudno było go dogonić, bo muszę przyznać, że wolno to on nie biega. Ale w końcu jestem Tomlinson. Złapałem go za rękaw dżinsowe koszuli, którą miał na sobie rozpiętą, a pod nią niebieski podkoszulek i spodnie tego samego materiału co koszula. Odwracając się do mnie znów jęknął, by nie iść do pokoju chłopaków. Chwyciłem za jego nadgarstek, a następnie pociągnąłem tam gdzie jeszcze przed chwilą byliśmy. Wszedłem z nim do pokoju, na co chłopaki dziwnie na nas patrzyli, bo Harry wciąż się wyrywał. Złapałem go za barki ciągnąc w dół tak, że usiadł na krześle. Ja usiadłem na krześle obok, a chłopaki byli naprzeciwko nas na łóżkach
- Masz tu siedzieć- powiedziałem poważnie do Harry’ego
- Nie będziesz mi mówił co mam robić- odpowiedział wstając. Co on sobie w ogóle myślał? Tak trudno, tu chwilę posiedzieć. Sam mówił, że chce mi pomóc to niech teraz się ogarnie, a nie zachowuje jak dziecko. Zacisnąłem mocno palce na jego nadgarstku tak, że spojrzał na mnie z bólem. Momentalnie poluźniłem swój uścisk
- Przepraszam- szepnąłem opuszczając głowę. Chłopak westchnął po czym zajął miejsce obok mnie, na co lekko się uśmiechnąłem
- Chyba zapomniałeś, po co tu przyszedłeś- usłyszałem głos Georga, na co tym razem to ja westchnąłem i spojrzałem w ich stronę….
Perspektywa Lou
-Powiesz coś w końcu czy będziemy tak siedzieć tu do rana?- zapytał podniesionym głosem Stan
- I po co on tu przyszedł z tobą/- dodał po chwili George wskazując na Harry’ego
-Dajcie już spokój, dobra?- odparłem z wyrzutem
- Damy jak powiesz nam łaskawie o co chodzi
- Hmm… A mogę zadać wam jedno pytanie?- zapytałem najpierw, na co ze zdziwieniem pokiwali twierdząco głowami
-UMM.. Jesteście ze mną całkowicie szczerzy, nie ukrywacie nic i mówicie mi o wszystkim?
-No tak! Dlaczego w ogóle o to pytasz? Przecież jesteśmy przyjaciółmi! O co ci chodzi?- wybuchli chłopaki. Wtedy poczułem jakiś gniew, zdenerwowałem się na nich, bo wiedziałem, że kłamią. Podniosłem się z krzesła i krzyknąłem
- A o tym, że jesteście pedałami i że jesteście razem to zapomnieliście mi powiedzieć?- zamarli, gdy to powiedziałem, co było dowodem, że miałem tą pieprzona rację. Prychnąłem pod nosem i wyszedłem trzaskając drzwiami. Byłem jeszcze bardziej wściekły niż przedtem. Usłyszałem czyjeś kroki za mną i po chwili dotyk na nadgarstku. Nie obchodziło mnie kto to był, ani co chciał, bo nie miałem zamiaru z nikim rozmawiać. Odwróciłem się i wolną ręką wymierzyłem cios w twarz tej osobie. Zauważyłem upadającego na podłogę mojego współlokatora, ale nie czułem się wtedy winny. Mógł za mną nie iść, to by nie dostał. Ruszyłem w stronę wyjścia przechodząc obok recepcji i wyszedłem na zewnątrz. Udałem się drogą prowadzącą do parku. Nie chodziło tak akurat teraz za dużo osób, więc postanowiłem usiąść na jednej z ławek. Dostrzegłem dziewczynę mniej więcej wyglądającą na mój wiek , która siedziała w mało widocznym miejscu, gdyż dookoła były drzewa. Dosiadłem się do niej i chyba zauważyła, że jestem w złym humorze, bo podniosła się i usiadła mi na kolana. Popatrzyła na mnie przez moment i nie widząc sprzeciwu z mojej strony wpiła mi się w usta. Widać, że nie przeszkadzało jej to, że znajdujemy się miejscu publicznym, więc ja też zbytnio się tym nie przejmowałem. Zaczęła błądzić swoimi dłońmi po mojej klacie i ściągnęła ze mnie koszulkę. Podniosłem się trzymając ją i położyłem na trawie. Zdjąłem od razu jej spódnicę, bo szczerze mówiąc to nie chciało mi się zabawiać w tą grę wstępną. Chyba się mnie przestraszyła, bo zaczęła się odsuwać z lękiem w oczach. Złapałem ją za kostki u nóg i pociągnąłem w swoją stronę tak by nie uciekała. Zdjąłem pospiesznie spodnie i bokserki oraz chwyciłem za jej nogi, rozszerzając je, a następnie gwałtownie w nią wszedłem tak, że krzyknęła z bólu, lecz za bardzo mnie to nie obchodziło, bo przecież sama weszła mi na kolana tak? Ja do niczego jej nie zmuszałem. Pchałem swojego kolegę w nią jak najmocniej mogłem, a w zamian za to słyszałem od niej odgłosy krzyków z bólu. Można było też dostrzec łzy spływające z oczu dziewczyny i ręce zaciśnięte na trawie. Muszę przyznać, że przez te dni bardzo brakowało mi tego. Wykonałem jeszcze parę mocnych pchnięć i doszedłem w niej. Po tym jak z niej wyszedłem założyłem bokserki i spodnie oraz zostawiając ją tam samą ruszyłem w stronę hotelu. Szedłem miarę wolno, bo nie spieszyło mi się, a kolacja były dopiero za 2 godziny. Jeśli pytacie czemu to robię dziewczynom? Wydaje mi się, że same tego chcą, a że potem pragną się czasem z tego wycofać to już nie moja brocha. A tak poza tym to jestem młody, więc korzystam z życia. Przy hotelu byłem 15 min przed kolacją, co skutkowało tym, że postanowiłem poczekać te 10 min na świeżym powietrzu, a potem wejść do środka. Muszę przyznać, że wokół tego budynku jest nawet ładnie. Zapadał zmrok, który oświetlały porozstawiane blisko siebie lampy. Oparłem się o metalową rurkę czując powiew lekkiego wiatru na twarzy. Po jakimś czasie skierowałem się do wejścia. Próbowałem to zrobić tak, by nikt nie zauważył, że w ogóle gdzieś wychodziłem. Zdziwiłem się, gdy udało mi się to , znając moje szczęście. Wszedłem do Sali, w której jemy posiłki i usiadłem tam gdzie zawsze. Dostrzegłem jedną rzecz, a mianowicie to, ze Harry nie zajmował miejsca obok mnie, a także że George i Stan przesunęli się o parę miejsc dalej ode mnie. Rozejrzałem się po Sali i moje oczy spotkały się z oczami chłopaka z kręconymi włosami. Zauważyłem w nich niezrozumienie, ból, a może i nawet strach. Odwrócił wzrok, a ja przyglądając mu się spostrzegłem na jego lewym policzku czerwony, trochę siny ślad. Wtedy przypomniałem sobie dość istotną sprawę. Wychodząc z hotelu uderzyłem go pięścią w twarz…
Perspektywa Lou
Po skończonym posiłku wszyscy udaliśmy się do swoich pokoi. Idąc nigdzie nie mogłem dostrzec Harry’ego, więc pomyślałem, że musiał wyjść wcześniej. Wchodząc do pokoju zauważyłem, że w łazience świeciło się światło. Chyba muszę go przeprosić, za to co mu zrobiłem no i trzeba jeszcze wytłumaczyć tę sprawę z George’iem i Stan’em. Usiadłem na łóżku i czekałem aż Harry wyjdzie z łazienki. Po 20 min w końcu usłyszałem otwierające się drzwi i zobaczyłem sylwetkę chłopaka w bokserkach i za dużej zwisającej koszulce
- Możemy pogadać? – zapytałem podnosząc się. Nie usłyszałem odpowiedzi, a Harry nawet nie patrząc na mnie położył się na łóżku, odwracając się do mnie plecami
- Harry… Ja chciałem cię przeprosić, za to, że cię uderzyłem… Nie chciałem.. Po prostu emocje wzięły górę. Ja wiem, że nie powinienem tego robić.. Naprawdę przepraszam…- mówiłem nadal i usiadłem na jego łóżku.
- Harry..- powiedziałem jeszcze raz ale on wcale nie zareagował i nagle zobaczyłem, że jego noga się porusza i zbliża do mnie. Zepchnął mnie… Zepchnął, rozumiecie? Zepchnął mnie, tak że upadłem na podłogę. Pisnąłem, na co usłyszałem cichy chichot z jego strony
- mogę coś zrobić, żebyś mi wybaczył- zapytałem masując swój obolały tyłek. Odwrócił się do mnie siadając, wtedy mogłem z bliska zobaczyć co mu zrobiłem. Skrzywiłem się i lekko dotykając jego rany odparłem
- Przepraszam
- Rozpakuj mnie- powiedział chłopak po chwili poważnym tonem. Jęknąłem na to co usłyszałem i niechętnie zbliżyłem się do jego ogromnej walizki i otworzyłem szafę. Rozpakowanie zajęło mi około pół godziny, może udałoby mi się to szybciej, gdyby nie rozpraszający wzrok Harry’ego. Po skończeniu chłopak wskazał jeszcze na moje rozwalone ubrania na podłodze, które wcześniej rozwaliłem i które, mieliśmy posprzątać RAZEM. Na czworaka udałem się, by posprzątać i tamto. Gdy już skończyłem swoją czynność odwróciłem się z uśmiechem na twarzy do chłopaka, lecz on spał zwinięty w kłębek. Przez chwilę wpatrywałem się w niego, a potem podszedłem i dokładnie przykryłem go kocem. Następnie udałem się do łazienka w celu wzięcia prysznica. Kierując się na łóżko usiadłem na chwilę jeszcze obok Harry’ego. Spal tak, ze widoczny był ten policzek ze śladem pozostawionym po mnie. Dotknąłem lekko części tej twarzy, co poskutkowało tym, że chłopak się poruszył. Odskoczyłem od razu widząc otwierające się jego oczy
- Stało się cos?- zapytał zaspanym głosem
- Umm… Nie… Śpij dalej.. – odparłem niepewnie po czym pospieszenie podszedłem do swojego łóżka i położyłem się na nim. Znów czułem jego wzrok na sobie ale odwróciłem się i pogrążyłem w śnie, co nie było takie łatwe. Mam duże poczucie winy co do dzisiejszego dnia i mam nadzieję , że Stan i George będą chcieli ze mną gadać, chociaż to oni mi nie powiedzieli prawdy, no ale to już pomijam. Ta dziewczyna.. hm… nie uważam, że zrobiłem coś źle, bo na początku sama chciała. No i został Harry. Niby się do mnie odzywał ale pomimo tego nadal widzę, że mi nie wybaczył do końca tego uderzeni. Te wszystkie myśli owładnęły moją głowę. Odwróciłem się w stronę chłopaka i zobaczyłem go znów śpiącego z lekkim uśmiechem na twarzy. Wtedy poczułem jakąś ulgę i, że mogę już spokojnie pójść spać co w końcu udało mi się zrobić.
Perspektywa Lou
Obudziło mnie głośne walenie w drzwi. Spojrzałem na komórkę, gdzie godzina wskazywała 7:02. Harry spał jak zabity, a pukanie nie ustępowało, więc zrezygnowany wstałem z łóżka, chwyciłem klucze z półki i skierowałem się do drzwi. Otwierając je dostrzegłem Stan’ a i Georg’ a. musiałem z nimi pogadać, ale że o tej godzinie?
- Możecie być ciszej?- zapytałem zaspanym głosem, na co nie usłyszałem odpowiedzi, bo bez pozwolenia weszli do środka
- Więc po co przyszliście?- pytałem dalej tak, by nie obudzić Harry’ ego, chociaż wątpię czy da się to zrobić, jeśli nawet nie drgnął, gdy tak dobijali się do drzwi
- Nooo.. chcieliśmy ci to wytłumaczyć, b wiesz.. jesteś naszym przyjacielem od zawsze i nie chcemy cię stracić- rzekł George
- Czekajcie….. Najpierw to ja chciałem was przeprosić, za to, że wyzwałem was od pedałów nawet nie dając wam dojść do słowa, ale zrozumcie mnie.. po prostu świadomość tego, że nie mówicie mi prawdy dobiła mnie- wypowiedziałem się, a potem wszyscy usiedliśmy na moim wcale nie małym łóżku
- Spoko.. ale jak się dowiedziałeś?- zapytał Stan
- Rano tego dni co szliście d miasta poszedłem do was , a że drzwi mieliście otwarte, to wszedłem i zobaczyłem was razem na łóżku- gdy to powiedziałem chłopakom opadły szczęki ze zdziwienia
- wiecie.. chyba powinniście zamykać drzwi na klucz… a tak poza tym to czemu mi o tym nie powiedzieliście i od kiedy jesteście razem?- dodałem, teraz to ja zasypując ich pytaniami
- Hmm.. Razem jesteśmy jakieś 1, miesiąca, a nie powiedzieliśmy ci o tym, bo nie mieliśmy pewności, że w ogóle tydzień ze sobą będziemy chodzić no i wiesz..- powiedział jeden chichocząc
- Woleliśmy ci nie mówić, bo nie wiedzieliśmy jak zareagujesz i czy po tym się od nas nie odsuniesz- dokończył drugi, po czym złączyli swoje ręce, na które trochę krzywo popatrzyłem
-Chyba macie racje…. I dajcie mi trochę czasu, żebym się do tego przyzwyczaił- powiedziałem wskazując na ich złączone w mocnym uścisku dłonie
- Więc jest tak jad dawniej/- zapytałem uśmiechem, na co energicznie pokiwali głowami
- I jak ci się z nim mieszka?- usłyszałem po chwili głos George’ a
- Szczerze, to na początku było koszmarnie, ale jak się go trochę pozna to nie jest taki zły-odparłem lekko się uśmiechają , gdy zerknąłem na chłopaka, który nadal spał
- Podoba ci się?- usłyszałem znów pytanie od chłopaków, na które wybuchłem śmiechem
- Błagam was… Nie jestem gejem i nie podobają mi się chłopaki- odpowiedziałem szczerze
- To czemu w takim razie się rumienisz? – zapytał po raz kolejny Stan
-Co?! Nie kłam!!- krzyknąłem
- Stary.. widzimy jak na niego patrzysz i szybciej czy później się w nim zabujasz- dodał jeden z nich poruszając brwiami
- Pieprzcie się!! Mówiłem wam, że jesteście pojebani?- rzekłem wstając z łóżka
- Zdarzyło się parę razy- odpowiedzieli na co wybuchliśmy śmiechem, a w między czasie podszedłem do łóżka Harry’ ego w celu obudzenia go. Zacząłem go szturchać i mówić
- Wstawaj leniu..
- Która godzina?- zapytał tym swoim zniewalającym zaspanym głosem
- 7.50- powiedział George, co pokutowało tym, że chłopak od razu otworzył oczy patrząc w kierunku skąd dochodził głos
- Siema- przywitali się równo moi przyjaciele, na co mój współlokator zdziwił się trochę mówiąc
- Um.. Cześć..
-Tak właściwie to nie mieliśmy jeszcze okazji się poznać.. Lou mógłbyś nas przedstawić- powiedział z wyrzutem Stan
- Wiec.. Harry poznaj George’ a i Stan’ a . Stan i George poznajcie Harry’ ego. – odparłem wywracając oczami. Chłopak z kręconymi włosami uśmiechnął się do nich i wstał z łóżka i wyciągając z szafy brązowe rurki i fioletową bluzę poszedł do łazienki
- Do której klasy on chodzi/ Bo jakoś wcześniej go nie zauważyłem… – zapytał George, na co zaniemówiłem
- No nie mów, że nie wiesz nawet tego- dodali po chwili śmiejąc się ze mnie
- Ughh… Po co mi to niby? Walcie się!!- powiedziałem wkurzonym głosem
- Dobra.. My idziemy do siebie, a ty weź przykład ze swojego chłopaka i ogarnij się. Widzimy się na śniadaniu- powiedzieli za co dostali ode mnie po głowach i nadal śmiejąc się wyszli. Ja podszedłem do swojej szafy i wybrałem zielone spodnie i białą koszulkę oraz tego samego koloru bokserki. Nie chciało mi się czekać, bo nie wiedziałem ile czasu Harry będzie jeszcze w łazience, więc zacząłem się przebierać w pokoju. Gdy już zmieniłem bieliznę i byłem tylko w niej usłyszałem otwierające się drzwi od toalety. Zacząłem się śmiać, po tym jak zobaczyłem rumieńce na twarzy chłopaka
- U.. Sory.. Nie wiedziałem, że się przebierasz- wymamrotał
- Nic się nie stało- odparłem dalej się śmiejąc, po czym założyłem bluzkę i spodnie, poszedłem do łazienki, gdzie leżały już nasze rzeczy potrzebne do użytku w tym pomieszczeniu. Stanąłem przez lustrem i chwytając grzebień zacząłem czesać moje włosy, po chwili doszedł do mnie Harry
- pogodziliście się? – zapytał, na co kiwnąłem głową z uśmiechem. Gdy byliśmy już gotowi wyszliśmy na śniadanie, które bardzo nam, a przynajmniej mi miło minęło, podobnie jak czas przed i po obiedzie, bo ani Harry ani chłopaki nie byli już na mnie źli, za to co im zrobiłem.
Czas po obiedzie spędziliśmy na spacerze po ogromnym parku niedaleko hotelu, a mianowicie tam gdzie spotkałem tamtą dziewczynę. Gdy wróciliśmy po pokoi chciałem dowiedzieć się trochę o Harry’ m.
- Gramy w ,, dwadzieścia pytań’’?- zapytałem chłopaka
- Serio? Chce cie się w to grać?- odpowiedział pytaniem na pytanie
- Czemu nie? Więc ja zaczynam- odparłem z uśmiechem
- Jak masz na nazwisko?
- Styles. Masz rodzeństwo?
Tak, jedną siostrę. Mieszkasz z rodzicami?
- Aby z mamą. Tata zginął w wypadku. A ty?- mówiąc to zauważyłem łzy w jego oczach i smutek w głosie
- Ja też z mamą. Umm.. chcesz o tym pogadać?- zapytałem lecz on pokiwał przecząco głową
- Uznaję to za pytanie, więc teraz ja. Masz dziewczynę?
- Nie szukam na razie nikogo? A ty? – Wolę być typem samotnika. Co lubisz robić?
- Imprezować. Do której klasy chodzisz?
- Do 1 liceum. Grasz na jakimś instrumencie?
- Nie jestem do tego stworzony. A ty?
- Ja gram trochę na gitarze i trochę śpiewam. – Tak spędziliśmy większość naszego czasu. Obiecał mi, że kiedyś coś mi zagra, więc trzymam go za słowo. Dowiedziałem się, że ma kota wabiącego się Pussy i chomika ,, chomik’’. Oryginalne, prawda? Wiem też, że potrafi żonglować i słucha najczęściej Eda Sheeran’ a. lubi czytać książki, najczęściej kryminały i oglądać horrory. Czas spędza często sam w domu, bo jego mama pracuje, a nie ma rodzeństwa i nie chce mieć przyjaciół, gdyż uważa, że są mu niepotrzebni… muszę przyznać, że trochę mnie to zabolało, bo miałem nadzieję.. Nie.. ja uważałem, że trochę się polubiliśmy i możemy zostać kumplami. Ale poza tym wiem już o nim dużo z czego się cieszę. Za 10 minut miała być kolacja, więc Harry postanowił zmienić koszulę na bluzkę z długim rękawem. Chciał już iść do łazienki, ale powiedziałem ze śmiechem
- Przecież możesz się tu przebrać. TY mnie już widziałeś prawie nago, a nie wiem czy wiesz ale.. jesteśmy tej samej płci, więc spokojnie możesz to zrobić tutaj.. no chyba, że jesteś kobietą i przebierasz się za chłopaka- wywrócił tylko oczami i zarumienił się, gdy zacząłem mówić o tym, że wszedł do pokoju podczas mojego przebierania się. Odwróciłem głowę, ale kątem oka patrzyłem się na niego i muszę przyznać, że ma lepszą klatę ode mnie. Po paru minutach wyszliśmy na posiłek, po którym dostaliśmy owoce. Nie było marchewek, gdyż to są warzywa, więc tak jak Harry wziąłem banana. Zastanawiałem się tylko czemu nie ma Stan’ a i George’ a. Idąc do pokoju zawołał nas nauczyciel. Podążyliśmy więc, do jego pokoju, gdzie byli także moi przyjaciele.
- Coś się stało?- zapytałem
- Chłopcy zgubili klucz, a w recepcji akurat do tego pokoju nie mają zapasowego- przerwałem wypowiedź nauczyciela
- Ale przecież wy nigdy się nie zamykacie. I co to ma wspólnego z nami?
- po tym jak przyszedłeś to zaczęliśmy zamykać- odparł George
- Zanim mi przerwaliście, chciałem powiedzieć, że nie mają również w hotelu więcej wolnych pokoi i tylko wasza dwójka dostała taki duży, więc przynajmniej na dzisiejszą nos chłopaki będą spać u was- dodał nauczyciel mówiąc do mnie i Harry’ ego, na co stanęliśmy jak wryci
- Ale przecież my mamy tylko dwa łóżka- otrząsnąłem się
- Zgadza się.. Macie 2 łóżka dwu-osobowe- rzekł
-Mamy spać razem?- zapytał zdziwiony Harry
- No tak.. Przecież jesteście chłopakami, więc nic się nie stanie.. a teraz idźcie już- oznajmił spokojnym głosem nauczyciel, po czym wyszliśmy z tego pomieszczenia w czwórkę. Na początku trochę się przeraziłem, ale potem ta obawa minęła, bo przecież łóżko jest duże i będziemy spali po bokach nawet się nie dotykając. George i Stan zaczęliśmy iść za nami nie odzywając się. Doszliśmy do pokoju i podałem Harry’ emu klucze do drzwi, które szybo otworzył
- Louis zdajesz sobie sprawę, że to twoja wina?- powiedział spokojnym tonem Stan gdy już byliśmy w środku
- Jak to moja?! Ja kazałem wam gubić klucz? Pojebało was już całkiem?- wybuchłem , bo jak można mnie obwiniać za ich głupotę?!!? No jak?!
- No wiesz.. gdybyś wtedy nie wszedł do pokoju i nas nie zobaczył to nie zamykalibyśmy ich- odpowiedział Stan śmiejąc się
Chcecie spać na balkonie?!?- krzyknąłem
- W sumie to nie jest tak tam źle- mruknął Harry jakby do siebie
- Spałeś tam?- zapytał zdziwionym głosem George, na co chłopak wzruszył ramionami
- Co ci zrobił?- patrzył Stan na mnie oczekując odpowiedzi
- Co? Mi? Nic.. Sam tam usnął.. – warknąłem i poszedłem do łazienki, bo miałem dość ich oskarżeń o wszystko. Zostawiając drzwi lekko uchylone usiadłem na zimnej podłodze. Nie rozumiem ich.. Powinni się cieszyć, że mogą u nas nocować, a nie jeszcze bezpodstawnie ,mogę oskarżać. Czy oni zawsze byli tacy wkurwiający?
Usłyszałem wołanie, więc wyszedłem z łazienki i poważnym tonem zapytałem
- Co chcecie?
- To my będziemy spali na twoim łóżku, a ty z Harry’ m na jego, dobra ?- zapytał jeden z chłopaków
- Jak chcecie- odparłem obojętnie
- Umm.. Dasz nam jakieś ubrania?- rzekł George, na co podszedłem do szafy i wyciągnąłem jedną parę czarnych dresów , bo więcej nie posiadam, gdyż nie są mi potrzebne i dwie białe podkoszulki
- Harry masz jakieś dresy?- zapytałem chłopaka siedzącego na łóżku i jak zwykle grającego w jakieś gry na komórce. Spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem i przytaknął. Wyciągnął ze swojej szafy szare spodnie i rzucił mi je, a ja zwinąłem wszystko w kłębek i z całej siły rzuciłem to Stan’ owi w twarz.
- To my pójdziemy się już umyć – odparł George i pociągnął Stan’ a za rękę w stronę łazienki, a ja z westchnięciem opadłem na łóżko. Gdy usłyszałem odgłos puszczanej wody, chłopak z kręconymi włosami odezwał się przyglądając się mojej twarzy
- Wszystko w porządku?
- Tak..nie przejmuj się…. Po prostu nie wyobrażam sobie tego…
- Spokojnie nie pogryzę cię w nocy… raczej…- odparł śmiejąc się
- Nie chodzi o ciebie… muszę się przyzwyczaić , że oni są razem… nawet boje się myśleć co oni teraz tam robią- odezwałem się tym razem to ja ze śmiechem, na co chłopak mi zawtórował. Po jakiś 20 min. George i Stan wyszli z łazienki, a potem Harry poszedł wziąć prysznic i na końcu ja. Gdy już wszyscy byliśmy umyci krzyknąłem ze śmiechem
- To gramy w ,, prawda czy wyzwanie’’- nie wiedziałem tylko, że później będę tego żałować. Wziąłem pustą butelkę po dużym FRUGO i usiedliśmy w kółku na miękkim dywanie
- To co się tutaj będzie działo nie wykracza poza ten pokój i nikomu o tym nie opowiadamy, zgoda?- zapytał dla upewnienia Stan, na co wszyscy energicznie pokiwaliśmy
- Więc zaczynaj George- dodał po chwili i chłopak chwycił butelkę i zaczął nią kręcić. Wpadło na Loczka
- prawda czy wyzwanie?- zapytał George, na co Harry po chwili zastanowienia odparł
- prawda
-Hmmm… Spałeś już z dziewczyną albo chłopakiem?
- Nie spieszy mi się- odparł
- OOOO to się chyba nie dogadacie z Louis’ em
- Czemu?- zapytałem zdziwiony
- Bo ty przeleciałeś już chyba wszystkie dziewczyny z okolicy i szkoły-odpowiedział śmiechem, na co zgromiłem go wzrokiem, a Harry zaczął kręcić tak, że wypadło na Stan’ a, który bez zastanowienia wybrał prawdę. Ale z nich tchórze….. Styles zapytało kiedy oni we dwójkę razem pierwszy raz się kochali. Szczerze mówiąc, to nie wiedziałem, że jest taki odważny. Stan odpowiedział, że tydzień po tym jak zaczęli ze sobą chodzić, dzięki czemu na mojej twarzy pojawił się mały grymas. W dalszej części gry nie było nic nadzwyczajnego i ani razu nie wypadło na mnie. Postanowiliśmy, że kręcimy jeszcze raz, a potem idziemy spać, bo było dość późno. Ostatni kręcił stan i niespodzianką było to, że wypadło na mnie. Wiedziałem, że on ma dziwaczne pomysły, ale i tak pomimo tego wybrałem wyzwanie. Chłopak zaczął omawiać coś z George’ iem, po czym głośno się zaśmiali. Teraz zdałem sobie sprawę, że durnym pomysłem był wybór wyzwania, bo na pewno znając ich będzie to coś zboczonego. Gdy już się opanowali, co uwierzcie nie przyszło łatwo i trochę minęło zanim mogli normalnie mówić, w końcu Stan rzekł :
- Więc… Harry ci w tym pomoże..
- Przecież to jest moje zadanie, a nie jego
- Nie przerywaj! Harry weźmie jedno winogrono, które dostaliśmy po kolacji i położy na środku języka, a ty musisz to wyciągnąć swoim językiem, a potem razem musicie przegryźć je na pół i każdy część zjeść- dodał na co poczułem się jakbym zobaczył ducha.. zresztą Harry wyglądał tak samo
- Nie zrobię tego!!- krzyknąłem protestując
- Musisz…. Przecież i tak wiesz, że jak tego nie zrobisz to wymyślimy ci jeszcze gorsze, a może i lepsze… zależy kto patrzy- przekląłem pod nosem , a potem zerknąłem na Harry’ego i dostrzegłem jego oczach obawę.
- No już! Rusz się!- zaczęli mnie pośpieszać. Jak ja niby mam to zrobić? Co? Jak!?!?! Zabiję tych sukinsynów i skierowałem się do stołu gdzie leżały te przeklęte winogrona i urwałem jedno, a Harry w tym czasie usiadł na swoim łóżku. Podszedłem do niego i niechętnie usiadłem mu na kolanach tak, że moje nogi leżały po obu jego stronach i leżały na łóżku. Chłopakowi też się to nie podobało, no ale co ja niby miałem zrobić? Znając ich to pewnie musiałbym obciągać mu albo sobie i to przy nich. Podałem mu owoc, który z westchnięciem przyjął otwierając buzię położył na samym środku języka. Zacząłem się do niego zbliżać, ale zawahałem się i spojrzałem groźnym wzrokiem na ,, moich przyjaciół’’ , na co wybuchli śmiechem. Zbliżyłem ponownie swoja twarz do niego, a Stan krzyknął
- No szybko, bo chce nam się spać
- Zamknij mordę! – warknąłem. Harry z rumieńcami na twarzy rozchylił usta, a ja przysunąłem się jeszcze bliżej tak, że stykaliśmy się klatkami. Wsadziłem swój język do jego buzi, na co zadrżał a ja poczułem gorąco. Chciałem mieć to za sobą, więc próbowałem jak najszybciej chwycić to cholerne winogrono, ale jak na złość przesunęło się jeszcze dalej. Odsunąłem się na chwilę, by odetchnąć, mamrocząc pod nosem
- Ja pierdole.- dzięki czemu chłopaki, oprócz Harry’ ego oczywiście znowu zaczęli się śmiać. Przysunąłem się do niego jeszcze raz, lec tym razem nasze usta mocno się ze sobą zderzyły, bo winogrono było za daleko. Próbowałem je chwycić i po około 30sekundach poczułem, że brakuje mi powietrza, więc spróbowałem ostatni raz i tym razem na szczęście mi się udało. Odsunąłem się od niego, ale tak, że nadal siedziałem mu na kolanach
- Macie to zjeść i idziemy spać- usłyszałem upomnienie i poczułem, że moja twarz płonie. Przesunąłem owoc tak, że pół było w moich ustach, a druga polówka wystawała. Znów zbliżyłem się do chłopaka, na co chwycił w wargi wystającą część, co spowodowało tym, że nasze usta były ze sobą złączone. Przegryzłem to winogrono i pół lekko pchnąłem bardziej w rozchylone usta chłopaka, a resztę sam połknąłem. Odsunąłem się i otworzyłem buzię w stronę chłopaków by udowodnić im, że zjadłem co z zadowoleniem na twarzach zgasili wszystkie światła i położyli się na moim łóżku. Nadal siedziałem mu na kolanach i wpatrywałem się w jeden punkt na ścianie. Poczułem dźgnięcie w brzuch i otrząsając się szybko zszedłem z niego. Chłopak również wstał z łóżka, ściągnął spodnie i położył się na boku swojego łóżka, Gdy usłyszałem ciche pochrapywanie Stan’ a i George’ a z wielką niepewnością położyłem się na samym końcu łóżka, lecz poczułem ciepło rąk Harry’ ego, który przyciągnął mnie bliżej, bym nie spadł, dzięki czemu na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz