wtorek, 18 lutego 2014

Wysoki brunet wszedł do salonu, zamykając za sobą drzwi balkonowe. Na dworze było zimno, ale mimo to i tak wyszedł zapalić właśnie tam. Louis zabawnie krzątał się po całym mieszkaniu. Tego wieczora obaj mieli zamiar zaszaleć, choćby dlatego, że od czasu Nowego Roku nie byli na porządnej imprezie. Nie była to ich wina. Naprawdę chcieli gdzieś wyjść, ale uczęszczanie na zajęcia im to uniemożliwiało. Lou nie lubił opuszczać zajęć. Twierdził wtedy, że marnuje swój cenny czas. Miał dziwny pogląd na świat. Jednak był najlepszym przyjacielem Zayna, więc chłopak mu to wybaczał. Znali się od urodzenia, ponieważ ich rodzice prowadzą razem interesy. Nawet teraz, kiedy rodzina Lou przeprowadziła się na wybrzeże, do Cardiff. Zawsze trzymali się razem i Zayn miał nadzieje, że tak właśnie pozostanie. Louis był najlepszym przyjacielem jakiego mógł sobie wyobrazić. To on pomagał mu w najtrudniejszych chwilach młodego życia. Mimo, iż był od niego starszy, rozumieli się bez słów. To dzięki niemu zniósł śmierć dziadka. Ona nauczył go samodzielnego życia. Bez niego nie poradziłby sobie.

Sala przepełniona była ludźmi po same brzegi. Mimo, iż Zayn nie znał połowy z nich, to poszedł tam. Była to impreza zorganizowana między innymi przez znajomą Louis’ego – Carole. Chłopak nie do końca pewien był, dlaczego przyjaciel kolegował się z nią tak bardzo. Oczywiste było, że nie pociągała go wcale. Louis i dziewczyny? Nic z tego! Takim właśnie sposobem, Malik znalazł się w tym tłocznym miejscu i czuł się nieco osamotniony. Chociaż Tomlinson faktycznie nie opuszczał go ani na krok - co było trochę dziwne, nawet jeśli byli przyjaciółmi - to teraz zniknął gdzieś, więc chłopak został sam. Na początku wydawało mu się, że Louis go pilnuje. Jakby bał się, że chłopak zrobi coś głupiego. Może i w tej przyjaźni to Zayn był od robienia głupich rzeczy, ale jak na razie nie miał zamiaru ćpać ani nikogo bić. Pijąc swój niebieski drink, którego nazwy nie mógł sobie przypomnieć, spoglądał na ludzi tańczący dookoła niego. Jednak i to było tak nużące, że po jakimś czasie wyłączył się całkowicie.

Nawet nie spostrzegł, kiedy Louis stanął obok niego, z całkowicie nieznajomą mu osobą. Była to średniego wzrostu dziewczyna. Miała niebieskie, trochę zamglone oczy oraz długie, rude, płomienne włosy. W pierwszej chwili Zayn zastanowiła się, dlaczego Louis przyprowadził mu kogoś takiego? Przecież on – Pan Perfekcyjny - nie mógłby pokazać się z kimś takim, jak ta biedna dziewczyna. Stała przed nim, patrząc na niego wzrokiem jakby troszkę znudzonym. Takim innym, że aż go ciarki przeszły. Ten wzrok był tak bardzo zwyczajny, że aż niezwykły. Inny od wszystkich tych, które widział brunet. Spoglądała na niego, tak jak inne dziewczyny nigdy na niego nie patrzyły.

Chłopak zerknął zaskoczony na Louisa, który tylko posłał mu jeden z swoich głupich uśmieszków. Zazwyczaj mądry i ułożony Louis czasami wykazywał się nadzwyczajną głupotą.

- Przyprowadziłem ci towarzystwo, Zayn - powiedział, po czym popchnął lekko dziewczynę na siedzenie obok przyjaciela. - Siadaj i się nie krępuj! To jest Zayn, a to jest… - Dziewczyna mruknęła coś pod nosem tak, że Zayn nie mógł tego usłyszeć. Muzyka była naprawdę głośna. Biorąc pod uwagę, że niebieskooka siedziała od niego kawałek, nie miał szans na usłyszenie czegokolwiek. - Idę do Caroli. Wypiła dziś zdecydowanie za dużo - powiedział Tommo. Uśmiechnął się chytrze, odchodząc, a potem pokazał coś na dziewczynę. Z racji tego, że siedziała do niego tyłem, nie mogła tego zobaczyć. Zayn przewrócił oczami. W takich właśnie chwilach nienawidził Louisa. Malik odprowadził go wzrokiem, a potem spojrzał na siedzącą obok niego dziewczynę. Patrzyła gdzieś w dal i była jakby nieobecna. Po chwili milczenia, brunet postanowił zacząć rozmowę. Mimo, iż nie miał w planach jakichkolwiek dalszych kontaktów z nieznajomą, nie chciał wyjść na niemiłego.

- Długo znasz Louisa? - zapytał, przysuwając się bliżej niej. Tak, aby usłyszała jego pytanie. Rudowłosa spojrzała na niego zaskoczona i przez chwilkę patrzyli sobie głęboko w oczy. Dziwne dla Zayna było to, że dziewczyna nie odwróciła wzroku. Zazwyczaj płeć przeciwna peszyła się, kiedy on na nie patrzył. Jednak na nią nie działał jego czarujący wzrok.

- Nie znam go wcale – powiedziała, nadal patrząc mu w oczy. Przez głowę chłopaka przemknęło kilka dziwnych myśli, jakoby Louis miał przyprowadzić mu obcą dziewczynę, tylko po to, aby się zabawił. – Ale moja siostra go zna – dodała po chwili. Spojrzała za siebie, tam, gdzie chwilę temu odszedł Tomlinson.

- Twoja siostra? - zdziwił się chłopak.

- Niestety. Carola to moja siostra – Dziewczyna wywróciła oczami, a potem zwróciła się ponownie do Zayna. Chłopak obserwował ją z wielkim zainteresowaniem, jakby była jakimś ciekawym eksponatem.

- Nie jesteście nawet trochę podobne – skwitował.

- Całe szczęście. Nie zniosła bym tego – Zayn uśmiechną się w jej stronę, po czym pokazał na swoją, w połowie pustą, szklankę.

- Hej, a może napijesz się czegoś?

- Jestem niepełnoletnia – wyjaśniła z dziwną nutką dumy. Zdziwiło to Zayna. Nigdy nie spotkał się z kimś kto nie pił alkoholu, nawet kiedy był młodszy. Zazwyczaj dziewczyny piły z nim drinki, aby mu zaimponować. – Jak myślisz, dlaczego Louis cały czas siedzi obok Caroli? - zapytała nagle, pokazując w stronę siostry i przyjaciela Malika.

- Na pewno na nią nie leci – zaśmiał się chłopak. – A co? Podoba ci się Louis? - Zayn spojrzał na nią, unosząc jedną brew do góry.

- Co? Przecież on jest gejem! - powiedziała zaszokowana dziewczyna.

- Skąd wiesz? - Zayn nachylił się nad nią tak, aby mogła odpowiedzieć mu cichszym głosem. Dziewczyna nawet się nie poruszyła.

- Och, daj spokój, że o tym nie wiedziałeś – zaśmiała się.

- Wiedziałem. Jednak ciekawi mnie, skąd ty o tym wiesz? - Zayn nie zmienił swojego położenia, co dla obserwujących ich ludzi mogłoby wydawać się dziwne.

- Ludzie się na nas gapią. Pójdę sobie – mruknęła dziewczyna.

- Nie! Zaczekaj! Przepraszam. Nie idź – powiedział, chyba zbyt szybko. – I tak nie masz nic lepszego do roboty. Nigdzie się nie ruszaj. Louis będzie zawiedziony, że sobie poszłaś. Uwierz mi.

- Yhy, jestem po prostu dość spostrzegawcza – odpowiedziała. Zayn wyprostował się i dał jej więcej miejsca. Przez chwilkę panowało milczenie, ale chłopak nie wytrzymał niewiedzy.

- W sumie, to nawet nie wiem, jak masz na imię. Przez ten hałas nie usłyszałem. Wybacz – powiedział, a potem uśmiechną się, jakby nieśmiało.

- Nic nie szkodzi. Jestem Ariana – wyjaśniła, po czym podała mu rękę. Brunet natychmiast ją uścisnął, obdarowując ją pięknym uśmiechem.

- Ariana May. Hm…nie spodziewałem się, że Carola ma siostrę. Ja jestem Zayn. Zayn Malik. Ale to już chyba wiesz – Dziewczyna kiwnęła głowa.

- Wolałabym, abyś nie kojarzył mnie jako siostrę Caroli. Nie cierpię jej.

- Więc z czym mam cię kojarzyć? - zapytał zaskoczony chłopak.

- Z czym chcesz. Tylko nie z nią! Ona jest…okropna – Ariana wzdrygnęła się na samą myśl o swojej siostrze. Rozśmieszyło to nieco chłopaka.

- Dlaczego? Jest naprawdę w porządku. Znam ją trochę. Co ci nie pasuje w jej osobie? - zapytał zdziwiony Malik.

- Ta szklanka – Dziewczyna podniosła szklankę chłopaka. - Ma więcej osobowości niż moja siostra – Tym małym gestem, Ariana rozśmieszyła bruneta prawie do łez.

- Jesteś dość niecodzienna, wiesz? - zapytał po chwili, w której próbował opanować śmiech.

- Tak, wiem. Dziękuje. A ty, jesteś dość… przewidywalny – Zayn zmarszczył brwi, jakby dziewczyna powiedziała coś dziwnego.

- Przewidywalny? Zazwyczaj dziewczyny mówią, że jestem przystojny, męski, zabawny. Albo, że mam piękne oczy i uśmiech. Żadna nie powiedziała mi, że jestem przewidywalny – mruknął, trochę zbity z tropu.

- A czy to jest zwyczajny wieczór? - zapytała. Zayn spojrzał na nią z większym zaskoczeniem, niż chwilkę wcześniej. – Sam powiedziałeś, że jestem niecodzienna – Taka była. Niezwyczajna. Nieprzewidywalna. Niecodzienna. Nie była jak większość dziewczyn, które znał chłopak. Dla innych mogła się wydawać zwyczajną dziewczyna z przeciętną urodą. Jednak on widział głębiej. Dzięki chwili rozmowy wiedział, że Ariana nie jest kimś przeciętnym. Była kimś wartym. Wartym naprawdę wiele. Tylko, że on nie wiedział ile mógł poświęcić. Nie wiedział nawet, czy mógł poświęcić cokolwiek.

Studiowanie na jednej uczelni ma kilka plusów. Zayn i Louis wiedzieli o tym doskonale. Mimo, iż nie wybrali tego samego kierunku, nie narzekali na małą ilość spędzanego czasu razem. Czasami nawet wydawało im się, że spędzają go za sobą zdecydowanie za długo. Na przykład wtedy, kiedy uczą się do zaliczeń, zazwyczaj robią to w jednym domu. Co tak naprawdę jest dość sprzeczne, ponieważ kulturoznawstwo i pedagogika niewiele maja ze sobą wspólnego. Oni jednak tak bardzo lubią swoje towarzystwo, że nawet to im nie przeszkadza.

Wychodząc na zimne powietrze, Zayn założył na głowę swoją bordową czapkę, a potem poprawił kurtkę. Jego zajęcia skończyły się dwadzieścia pięć minut temu, jednak został dłużej w budynku uniwersytetu, aby nie zmarznąć czekając na Louisa. Ten bowiem kończył pół godziny po nim. Dlatego też Zayn wyszedł i skierował się do drugiej części uniwersytetu, gdzie odbywały się zajęcia Tomlinsona. Czekał na przyjaciela dosłownie chwilkę. Zazwyczaj tak było. Louis jak oparzony wybiegał zawsze z uczelni, trzymają w ręce swoja kurtkę i ubierając się w biegu. Tym razem tradycji stało się za dość. Tomlinson wybiegł z budynku w samej czapce, trzymając w zębach swoją torbę i pośpiesznie zakładając swój płaszcz. Zayn zaśmiał się na ten widok. Cieszył się, że ponownie widzi swojego przyjaciela. Głównie z tego powodu, że oboje mieli iść dziś do nowej kawiarni, która poleciła im Carola. Nigdy nawet o niej nie słyszeli, co wydało się dziwnie podejrzane, biorąc pod uwagę to, że mieszkali w tym mieście od urodzenia. Znali tu praktycznie każdy zakamarek. Do tego kawiarnia była praktycznie niedaleko mieszkania starszego.

The Six Pence – kawiarnia wydawałaby się nigdy nie istnieć dla Zayna i Louisa. Jednak dla innych istniała, bardzo i to bardzo intensywnie. Świadczyła o tym, między innymi, wytarta mosiężna klamka, która przywitała chłopaków. Całe drzwi wykonane były z ciemnego drzewa, w ich środkowej części mieściło się dwadzieścia pięć małych okienek. Po obu stronach drzwi ciągnęły się dwa, duże okna. Te po prawej stronie ucinały się z końcem ściany i tworzyły jedną połówkę rogu. Drugą połówką również by okna, naturalnie takie same. Louis nacisną klamkę, a potem popchną drzwi. Nie do końca wiedział, czego może się spodziewać. Zazwyczaj razem z Zaynem chodzili na kawę do Starbucksa. Jednak stwierdzili, że potrzebują zmiany. Wchodząc do środka, przywitała ich średniego rozmiaru sala. Na wprost drzwi podłużny bar, który w pewnym momencie skręcał i ‘chował’ się w ścianę. Jego powierzchnia wykonana była z ciemnego drewna. Stołki przy barze, obite złotą lakierowaną skórą, umieszczone były bardzo rzadko, co tylko sugerowało, że goście powinni siadać przy stolikach. Ściana za nim przypominała stare ceglane domy. Wyglądała naprawdę ciekawie w połączeniu z białymi lampkami zawieszonymi u góry tak, że padały centralnie na nią. Na pozostałych ścianach położona była tapeta w odcieniach beżu i złota. Przypominała troszeczkę azteckie wzory. Jednak ani Louis, ani Zayn nie byli tego pewni. Na środku sali wisiał wielki, kulisty, ażurowy żyrandol z kolorowymi żaróweczkami. Pod ścianami ustawione były narożne kanapy obite tak samo, jak stołki, ze stolikami, które miały drewniane blaty. Reszta stolików ustawiona była tak, aby maksymalnie wykorzystać całą przestrzeń. W tym wnętrzu nic nie było przypadkowe. Nawet wielki, drewniany szyld z nazwą kawiarni nad barem. Zayn, tak samo jak i Louis, byli pod ogromnym wrażeniem tego wnętrza. W tamtej właśnie chwili żałowali, że Carola nie powiedziała im o tym miejscu wcześniej.

Dochodziła osiemnasta, a w lokalu ciągle było pełno ludzi. Louis rozpiął kilka guzików od swojego płaszcza, po czym razem z Malikiem podszedł do baru. Stała za nim młoda brunetka, w wielkim beżowym swetrze z grubej wełny. Schylała się lekko za bar i mówiła coś, gestykulując przy tym. Miała niesamowicie długie włosy i niebiesko-szare oczy.

- Wyobrażasz to sobie? Taki pacan! Co on sobie… - Dziewczyna nie skończyła mówić, ponieważ uświadomiła sobie, że ktoś obcy stoi przy barze. – Witamy w The Six Pence! Widzę, że jesteście tu pierwszy raz, także witam podwójnie. Mamy nadzieje, że niebawem będziecie naszymi stałymi bywalcami.

- Skąd wiesz, że jesteśmy tu pierwszy raz? - zapytał cicho Zayn. Dziewczyna uśmiechnęła się do nich ciepło.

- Mam pamięć do twarzy. To wasz pierwszy raz, tak?

- Zależy, o co pytasz? - powiedział szatyn, po czym roześmiał się głośno. Brunetka uśmiechnęła się do niego szczerze, a potem wyjęła spod lady kartę i podała ją Zaynowi.

- Jestem Hannah, ale tego wieczora odsłuży was Ariana – Dziewczyna pokazała placem w dół. – No, już. Podnoś się, masz robotę, młoda – Po chwili ciszy, którą zagłuszył tylko jęk i odgłos zamykającej się książki, zza baru wyłoniła się rudowłosa dziewczyna.

Nie tylko Ariana była zaskoczona osobami stojącymi za barem. Patrzyła chwilkę najpierw na Louisa, a potem na Zayna, nie mogąc sobie przypomnieć, jak się mówi. Po poprzedniej nocy miała nadzieje, że więcej już ich nie ujrzy. Bo niby po co? Przecież należeli do innych światów. Ona była zwyczajną dziewczyną, a oni oboje nie zadawali się z kimś takim.

- Siostra Caroli? - powiedział, zdziwionym głosem, Louis. Hannah zaśmiała się perliście, jakby usłyszała najnowszy kawał o blondynkach. Jednak Arianie nie było do śmiechu. Nienawidziła, kiedy ktoś kojarzył ją z siostrą. Wolała, aby ją nie kojarzono wcale.

- Ariana! - poprawił natychmiast Malik. Dziewczyna kiwnęła głowa. Zdziwiła się, że brunet zapamiętał jej imię.

- Louis, Zayn. Co tu robicie? - zapytała spokojnie panna May.

- Też moglibyśmy cię o to zapytać! - wtrącił Tomlinson. Zayn szturchną go w ramię, a potem pociągnął w stronę jednego z stolików. Jednak nie usiedli przy tym, który wybrał Malik. Usiedli przy narożnym stoliku z kanapami, tuż obok okna. Louis zdjął z siebie płaszcz, tak samo jak Zayn. Potem oboje zaczęli przeglądać kartę.

- Znasz ich? - zapytała Hannah. Ariana kiwnęła niechętnie głową.

- Znam to za mocne słowo. Byłam z nimi wczoraj na imprezie – mruknęła.

- Na tej, na którą poszłaś z Carolą? - Brunetka spojrzała zaciekawiona na przyjaciółkę, po czym wręczyła jej notesik oraz długopis. – No, to idź wykorzystaj tę znajomość! - Panna May prychnęła w odwecie, a potem schowała rzeczy do kieszonki swojego fartucha. Powolnym krokiem skierowała się do stolika numer siedem przy którym siedzieli chłopcy. Kiedy stanęła obok nich, zorientowała się, jak niekorzystnie dziś wygląda. Miała lekko podpuchnięte oczy, do tego całkowicie zapomniała, że ma na nosie okulary!

- Więc, co tu robisz? - zapytał Louis, nawet na nią nie patrząc. Trzymał palec na karcie i wybierał, czego się napije.

- Lou! - warknął Malik, a potem uśmiechnął się przepraszająco do dziewczyny.

- Pracuje tu popołudniami. Nie wszyscy w tym kraju pływają w pieniądzach – powiedziała spokojnie dziewczyna. Louis zmarszczył brwi, jakby się nad czymś zastanawiał, a potem podał jej kartę.

- Poproszę White Chocolate Mocha i szarlotkę – rzekł szatyn. Ariana pośpiesznie zapisała nazwę w swoim notesie, a potem spojrzała na Zayna.

- Caramel Macchiato i sernik – Dziewczyna kiwnęła głową, po czym odeszła od stolika. Minęła chwilka, zanim wróciła z ich zamówieniem. Zayn nawet nie zdążył zapytać, jak minął jej dzień, ponieważ dziewczyna od razu uciekła od ich stolika i schowała się za ladą.

Ciesząc się wyśmienitym smakiem kawy, jak i również ciasta, chłopcy pogrążyli się w konwersacji. Nie zważali na płynący czas. Ariana także nie zwracała najmniejszej uwagi na Tomlinsona i Malika. Zatracając się w pracy udawała, że ich tam nie ma. Oczywiście Hannah nie dawała jej spokoju i ciągle uśmiechała się złośliwie albo pokazywała głową na chłopaków. Zayn, za to, co chwilkę zerkał w jej stronę, śledząc każdy jej krok. Tak, jakby bał się, że za chwilkę coś jej się stanie. Z jednej strony słuchał wywodu swojego przyjaciela o technikach nauczania młodzieży, a z drugiej strony pilnował wzrokiem dziewczyny. To nie było w jego stylu. On nigdy nikogo nie obserwował. No chyba, że chciał zwabić do siebie dziewczynę. Tylko, że Zayn wiedział doskonale, że Ariana już do nich nie podejdzie.

- Nie rozumiem, dlaczego śledzisz ją wzrokiem – powiedział zniesmaczony Louis. Zayn oderwał wzrok od panny May i przeniósł go na przyjaciela. – Och nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi. Cały czas spoglądasz na siostrę Caro…

- Ariana. Ona ma na imię Ariana.

- Ej! Stary, co ci jest? Nigdy nie zapamiętujesz imion dziewczyn z którymi sypiasz, a co dopiero mówić o takich, które spotykasz w klubach – Louis był wyraźnie zaskoczony postawą przyjaciela. Zayn wywrócił oczami, a potem dopił swój napój.

- Po porostu myślę, że Ariana jest intrygującą osobą. Nie spotkałem jeszcze takiej dziewczyny. Wiesz, co ona mi wczoraj powiedziała? - Tomlinson uniósł brew. – Że jestem przewidywalny.

Louis zmrużył oczy, a potem zaśmiał się pod nosem. Pokręcił głową i spojrzał za siebie, na dziewczynę, która podawała właśnie kawę nieopodal ich stolika.

- Miała rację – mruknął szatyn. Zayn wytrzeszczył oczy. – Nie patrz tak. Jesteś dość przewidywalny, Zayn. Nie zmienisz tego.

- Głupi jesteś – Zayn naburmuszył się, co Louisowi wydało się panicznie zabawne, więc roześmiał się na całe gardło. Hannah posłała im zdziwione spojrzenie, na co Malik tylko machną ręką. Tommo uspokoił się po chwili.

- Więc, co zamierzasz działaś coś w tej sprawie? - Zayn nie do końca wiedział, o co chodzi przyjacielowi, więc ponownie zmarszczył brwi. – Rozmawiamy o Arianie.

- Co? Chyba sobie żartujesz. Przecież ona nie jest dla mnie – westchnął brunet.

- No, tak. Nie jest tak idealna, jak ja.

- Sam widzisz – chłopak wprost jęknął, po czym ostatni raz spojrzał na rudowłosą dziewczynę.

Louis otworzył drzwi do swojego mieszkania, po czym nacisnął włącznik światła, który był po lewej stronie. W holu rozbłysło światło z czerwonego żyrandola. Chłopak zamknął za sobą drzwi, a klucze od domu powiesił na specjalny haczyku. Rozebrał się powoli z kurtki i butów, po czym skierował w stronę kuchni. Tam przygotował sobie ciepłą herbatę i wyjął z lodówki miseczkę z truskawkami, które kupił dzień wcześniej. Zaglądając do rożnych szafek stwierdził, że musi kupić sobie kilka opakowań galaretek. Aby o tym nie zapomnieć, zapisał to na jednej z kartek wiszących na lodówce. Kierując się do salonu, rzuciła mu się w oczy koperta leżąca na stoliku. Zabrał ją więc ze sobą. Usadowiwszy się idealnie na sofie, upił kilka łyków herbaty, a potem otworzył kopertę. Nie była to standardowa koperta z rachunkami, więc Louis domyślił się, że dostał list od swojej mamy.

Johanna Tomlinson, od przeprowadzki do Cardiff, uparła się na tradycyjną korespondencje z synem. Oczywiście, w drobnych sprawach dzwoniła do niego. Jednak kiedy chciała przekazać mu coś ważnego, czasami wręcz tajemniczego, pisała do niego listy. Louis prosił ją kilka razy, aby nauczyła się pisać maile. Jednak ona wolała standardy. Szatyn wyjął z koperty biały papier ozdobiony małym druczkiem. Zmiął kopertę, po czym rzucił ją na stolik. Wziąwszy jedną z truskawek, zaczął czytać list, który napisała jego mama.

Synku,

tak bardzo chciałabym mieć cię znowu przy sobie. Czasami myślę, że przeprowadzka do Cardiff była złym pomysłem. Jednak twój ojciec się uparł, a sam wiesz, jaki jest. Piszę do ciebie, ponieważ chciała bym ci o czymś powiedzieć. Jednak najpierw chciałabym cię zapytać, jak idzie ci na studiach? Ostatnio niewiele o tym wspominałeś. Jeśli potrzebne byłyby ci praktyki w jakiejś szkole, to mogłabym załatwić ci jakieś w podstawówce, w której pracuje. Po prostu mi o tym powiedź.

Nie owijając już w bawełnę, wyjeżdżamy z dziewczynkami do ciotki Klarysy, do Niemiec. W szkole dziewczynek jest tygodniowa przerwa, ponieważ rury z kanalizacji pękły i zalały pół szkoły. Mam nadzieje, że nie jest ci przykro, że wyjeżdżamy bez ciebie. Wiem, że nigdy nie przepadałeś za ciocią. Jestem też bardzo ciekawa, czy znalazłeś sobie kogoś? Louis! Wiem, że teraz wzdychasz. Myślisz sobie, że jak zwykle się wtrącam. Ja po prostu się o ciebie martwię. Nawet bardzo. Od śmierci Jacksona minęły trzy lata, a ty wciąż jesteś sam. Wiem, że zachowuje się dość dziwnie, inne matki histeryzowałyby na wieść, że ich syn woli swoją płeć. No, ale ty jesteś moim synkiem. Jak mam cię nie kochać takim, jaki jesteś. Nawet jeśli wolisz chłopięce ptaszki od…sam wiesz od czego. Jesteś moim synem i cię kocham. Poruszyłam ten temat nie bez powodu, kochanie. Doszły mnie ostatnio słuchy, że policja wyjaśniła sprawę z zabójstwem Jacksona. Poszłam tu i tam, i dowiedziałam się wielu rzeczy. Piszę właśnie dlatego, aby ci to przekazać. Och, wiem, że nie dałabym rady ci tego powiedzieć przez telefon. Jackson nie został zamordowany! Jesteś zdziwiony tak, jak ja? Z tego, co powiedziała mi fryzjerka jego mamy, on popełnił samobójstwo. Wiem, że to strasznie, Lou. Jednak wolałam, abyś o tym wiedział. Byliście bardzo blisko. Nawet nie wiem, czy wy przypadkiem nie… W każdym bądź razie, popełnił samobójstwo. Ktoś był z nim, kiedy to się stało. Niestety, nikt nie wiem, kim mogła być ta osoba. Wybacz, że martwię cię tym. Jednak wolałam, abyś dowiedział się tego ode mnie, niż od kogoś innego. Kocham cię całym sercem. Uważaj na siebie.

Mama.

Louis jeszcze raz przeczytał list i westchnął. Kochał swoją mamę jak nikogo innego na świecie i z jednej strony cieszył się, że napisała mu Jacksonie. Jednak z drugiej strony wolałby już nigdy o tym nie myśleć. Nie myśleć o tym wszystkim, przez co przechodził trzy lata temu. Wolałby zapomnieć i mieć to z głowy. Jednak wspomnienia były tak intensywne, że nie dało się ich wymazać z umysłu. Przynajmniej on nie potrafił. Kiedy zamykał oczy, czuł jego oddech, przyśpieszone bicie serca i to ciało. Ciało, które tak uwielbiał. Ciało którym nie chciał się z nikim dzielić. Jednak los chciał inaczej i Louis wiedział, że musi żyć dalej. Żyć tak, jakby nic się nie wydarzyło. Jakby Jackson nigdy nie istniał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz