poniedziałek, 17 lutego 2014

Perspektywa Lou

Otworzyłem leniwie oczy przeciągając się. skierowałem rękę w stronę półki nocnej i chwyciłem komórkę. Odblokowałem klawiaturę, by zerknąć na godzinę. Poderwałem się od razu z łóżka, gdyż była już 7:45, a w poniedziałki lekcje zaczynam o 8. Otworzyłem szafę w celu wybrania sobie jakiś ubrań.Chwyciłem szybko kolorowe rurki i T-shirt, a następnie ruszyłem w stronę łazienki. Zrobiłem poranne czynności, ubrałem się i zbiegłem na dół. Nie zauważyłem nikogo, więc mama pewnie wyszła już do pracy, a Lottie do szkoły. Zabrałem śniadanie ze stołu i potruchtałem po przedpokoju, gdzie pospiesznie założyłem na nogi Tomsy, zarzuciłem na ramiona bluzę, wziąłem torbę z książkami i wyszedłem w końcu z domu, oczywiście zamykając go na klucz.Do szkoły miałem około 15 min drogi, więc postanowiłem pobiec. To prawda że średnio zależy mi na nauce, ale chcę zdać, a że na pierwszej mam fizykę, z czego szykuje mi się zagrożenie, staram się nie spóźniać.Wbiegłem do budynku , ale nikogo nie zauważyłem na korytarzu oprócz jakiegoś wolno idącego chłopaka z kapturem na głowie, i wystających loczków. Nie miałem czasu, więc szybko skierowałem się do odpowiedniej klasy. Alleluja!! Nie było jeszcze nauczyciela, udałem się ma koniec klasy, gdzie siedział już George ze Stanem. Pokiwali tylko głowami z dezaprobatą a ja wywracając oczami powiedziałem -Pieprzcie się-i usiadłem w ławce.
Perspektywa Hazzy

Lekcja chemii trwała dopiero 15 min, a ja już usypiałem z nudów. Na szczęście usłyszałem pukanie i z drzwi wyłoniła się nauczycielka od polskiego ogłaszając, żebyśmy wyszli na główny korytarz, gdyż miał odbyć się apel. Poderwaliśmy się od razu z krzeseł i wyszliśmy z klasy udając się tam gdzie nam kazano. Na miejscu znajdowały się już wszystkie klasy wraz z dyrektorem, który po chwili przemówił -Zwołałem was tu, ponieważ chciałem jak się domyślacie coś ogłosić- serio? bo myślałem, że idziemy na lody, pomyślałem wywracając oczami- Tak więc w szkole pojawiły się pewne problemy, które naprawiać bd się około miesiąca, więc postanowiłem , że zorganizujemy wycieczkę , która bd trwać 3 tyg. Ci którzy nie pojadą,by się nie nudzić, dostaną do napisania referat oraz dodatkową pracę domową…- Gadał tak jeszcze z 10 min. ale że powiedział, że dostaniemy wszystkie informacje na kartkach, włożyłem słuchawki do uszu i włączyłem muzykę. Po skończonym monologu, wróciliśmy do klas, gdzie rozdano nam obiecane kartki. Zadzwonił dzwonek więc spakowałem książki do torby i wyszedłem z sali. Reszta dnia w szkole była nudna, zresztą jak zawsze. Gdy wróciłem w końcu do domu, opowiedziałem mamie, co było na apelu. Zdecydowała,że pojadę , z czego nie bylem zadowolony, bo nie chciałem tam jechać..
- Nie mogę zostać w domu??- zapytałem z wyrzutami
-Nie, nie możesz. Jedziesz i koniec tematu, może w końcu kogoś tam poznasz i .. – nie dałem jej dokończyć, bo wybuchłem
-Nie rozumiesz tego, że dobrze mi tak jak jest?!! Zrozum, że nie chcę tam jechać..
-Po pierwsze nie podnoś na mnie głosu, a po drugie nie zmienię decyzji.. – powiedziała poważnie
-świetnie- mruknąłem pod nosem ruszając do swojego pokoju, trzaskając drzwiami przy okazji.Siadłem na łóżku i zacząłem grać na gitarze. Czemu ona nie może chodź raz mnie posłuchać..Wiem, że każdy chciałby pojechać na taką wycieczkę, ale ja nie jestem każdy, i nie chcę..

 Perspektywa Lou
Wszedłem zmęczony szkołą do domu, zdjąłem buty, a torbę rzuciłem pod ścianę. Udałem się do kuchni, gdzie aktualnie znajdowała się mama. Przywitałem się krótkim ,, hej” i usiadłem na stole bujając nogami. - W środę jadę na wycieczkę 3-tygodniową- powiedziałem gładko a on spojrzała na mnie zdziwiona – A szkoła??- zapytała odsuwając się od kuchenki. -Ughh… Masz.. Przeczytaj..- powiedziałem wyciągając kartkę z kieszeni. Podała mi obiad, a w między czasie, gdy jadłem, przeczytała ją i napisała mi zgodę na wyjazd. Tak swoja drogą, to zastanawiam się po co.. przecież jestem już pełnoletni, no ale mus to mus… Po skończonym posiłku poszedłem do kina z Georgiem i Stanem do kina na ,, The ring ”. Jak na horror to nie był za straszny, przynajmniej dla mnie, bo chłopaki to trzęśli się i zakrywali oczy, z czego chciało mi się śmiać. Następnie udaliśmy się do pobliskiego klubu. Weszliśmy do środka razem, ale po chwili spostrzegłem,że zgubiłem towarzyszy, no trudno, podszedłem do baru zamawiając 2 drinki. Usiadłem na krześle obserwując tańczących ludzi, nagle zauważyłem, że spogląda na mnie wysoka, szczupła dziewczyna o kasztanowych długich włosach. Wziąłem dla niej drinka i ruszyłem w jej stronę. Zaczęliśmy tańczyć i ocierać się o siebie, pijąc przy okazji tyle, że byliśmy już nieźle wstawieni. W pewnym momencie dziewczyna pociągnęła mnie za rękę w stronę toalet. Nigdy się nie sprzeciwiałem temu i tym razem było tak samo. Laska nie kontaktowała za bardzo co się już dzieje, więc zrobiłem co miałem zrobić i wyszedłem zostawiając ją tam. Wypiłem jeszcze parę drinków i skierowałem się do wyjścia. Chłopaków nadal nie widziałem, co nie było nowością, więc postanowiłem sam dotrzeć do domu. Na zewnątrz było cholernie ciemno, ale na szczęście świeciły się latarnie. Zadzwoniłem po taksówkę opierając się o budynek. Zauważyłem idącego chłopaka, nie miałem pewności bo moja głowa buzowała, ale wydawało mi się, że to ten sam, którego widziałem w szkole. Na szczęście na taksówkę nie musiałem czekać długo i szybko znalazłem się w domu. Próbowałem iść tak żeby nic nie zepsuć, lecz potknąłem się i zobaczyłem upadający i roztrzaskujący się na małe kawałeczki wazon.Miałem nadzieję, że nikogo nie obudziłem. Dalsza więc drogę do pokoju, by pójść spać, postanowiłem przejść na czworaka.
Perspektywa Harry’ego
Lubiłem chodzić na nocne spacery, bo wtedy rzadko ktoś chodził po mieście, więc po tym jak już wróciłem położyłem się spać. Wstałem tak jak zazwyczaj o 7 rano, po czym ubrałem się, odświeżyłem itp. i zszedłem na dół na śniadanie. Na stole spostrzegłem leżącą kartkę ze zgodą na ta jebaną wycieczkę. Chwyciłem ja i wepchnąłem do torby. Odkąd tata zginął mama bardzo się zmieniła, rzadko widzę ja uśmiechniętą, wygląda na zmęczoną i jakby nie spała. Ale pomimo to zastanawiam się, czemu ona nie może choć raz liczyć się z moim zdaniem i nie może zrozumieć, że NIE CHCE TAM JECHAĆ.. Po jakimś czasie wyszedłem z domu kierując się do szkoły. Włączyłem muzykę i założyłem słuchawki na uszy. Droga minęła mi szybko, a po dojściu okazało się, że nie ma dziś lekcji… Hmm.. Chyba jednak mogłem wysłuchać co miał nam do powiedzenia dyrektor. Przeklinając w myślach oddałem kartkę i wyszedłem z budynku szkoły. Zacząłem iść, ale muzyka mi się wyłączyła, więc sięgnąłem po komórkę, która się rozładowała… Nie patrzyłem na drogę i wpadłem niechcący na kogoś, lecz nawet nie zauważyłem na kogo, bo głowę nadal miałem spuszczoną. W domu wyciągnąłem największą jaka mieliśmy walizkę i zacząłem pakować potrzebne mi rzeczy… Umm.. Nie było by prościej zostać w domu?!!?!?! Na koniec schowałem gitarę do pokrowca, z zamiarem zabrania i jej. Gdy już skończyłem, wyczerpany położyłem się na łóżku i momentalnie odpłynąłem w Krainę Morfeusza…


Perspektywa Harry’ ego
Budząc się spostrzegłem, że wstałem pół godziny przed czasem. Poleżałem jeszcze z 10 minut, po czym podniosłem się leniwie z łóżka i ruszyłem w stronę łazienka. Wybrałem wannę gdyż nie wiedziałem jakich ,,luksusów” mam się spodziewać w hotelu. PO wysuszeniu włosów i umyciu zębów wziąłem ostatnie potrzebne mi rzeczy i upchałem je do walizki. Ubrałem się w zostawiony wcześniej strój czyli jasne rurki, biały podkoszulek i granatową marynarkę. Zniosłem walizkę wraz z gitarą na dół po schodach i ustawiłem je przy wyjściu, a potem udałem się do kuchni, gdzie była już moja mama. Podała mi śniadanie, które nie chętnie zjadłem, bo jak się denerwuje to nie lubię jeść.. Nadal nie odzywałem się do mamy, za to że kazała mi tam jechać.. PO skończonym posiłku udaliśmy się z bagażami do samochodu i pojechaliśmy pod szkołę. Mama lekko przytuliła mnie na pożegnanie i odjechała, a ja usiadłem na ceglanym murku pod szkołą, gdzie było już sporo ludzi. Po jakiś pół godziny wsiedliśmy po autokaru, usiadłem na wolnym miejscu i włożyłem słuchawki w uszy włączając muzykę. Oparłem się wygodnie zamykając oczy. Po dłuższym czasie poczułem szturchnięcie, otworzyłem powieki i zauważyłem pochylającą się nade mną nauczycielką mówiącą, że dojechaliśmy. Podniosłem się z siedzenia, wyszedłem z autokaru i wyciągnąłem moje bagaże. Oznajmili nam, że chłopaki będą mieli inny hotel niż dziewczyny. Usłyszałem buczenie od strony uczniów, ale mnie to szczerze nie obchodziło. Weszliśmy do środka gdzie rozdano każdemu kluczyk do pokoju. Od razu skierowałem się do swojego. Przed czym powiedzieli, że dziś mamy zostać już w swoich pokojach i nie opuszczać ich aż do śniadania, które miało być o 8.30. stanąłem przed drzwiami do pokoju i przekręciłem w nich kluczyk, po czym wszedłem do środka. Był ogromny z dwoma łóżkami i wielką łazienką. Wszystko było w kolorach szarości i czerwieni. Szybko się cofnąłem uświadamiając coś sobie.. Jak to dwoma łóżkami?!? Postawiłem walizkę i pokrowiec z gitara w środku, a następnie wyszedłem na balkon przerażony tym, że mam dzielić z kimś pokój.
Perspektywa Lou
Podróż minęła mi w miarę szybko, pewnie dlatego, że miałem dobre towarzystwo i nie nudziłem się. Gdy usłyszałem że dziewczyny mają inny hotel wkurwiłem się… Przecież ja nie wytrzymam 3 tygodnie bez nich.. Ughh.. Dostałem swój klucz od pokoju z numerem 69. George i Stan również dostali swoje, więc ruszyliśmy w stronę pokoi. Nagle chłopaki się zatrzymali i podeszli do drzwi z numerem 24.
- Co jest kurwa? – zapytałem zdziwiony. Chłopaki odwrócili się do mnie z podobnymi wyrazami twarzy.
-A konkretniej?? – zapytał Stan, pokazałem im klucz ze swoim numerem, po czym wybuchli śmiechem
- Jprdl.. Co tu jest śmiesznego?? – prawie krzyknąłem ze złości
-Powodzenia stary- powiedział George poklepali mnie po ramieniu i zniknęli za drzwiami, a ja stałem w miejscu jak słup soli. PO chwili postanowiłem poszukać swojego pokoju, gdy już znalazłem , zacisnąłem lekko klamkę otwierają drzwi, spostrzegłem odwróconego do mnie plecami jakiegoś chłopaka na balkonie, na co pospiesznie zamknąłem z powrotem drzwi, nawet nie wchodząc do pokoju. Zostawiłem walizki przed drzwiami i szybkim krokiem poszedłem do nauczyciela
-Louis, coś się stało? Mięliście być w pokojach.. – zapytał patrząc na mnie.
-Tak stało się!- powiedziałem głośno- Nie chcę mieć pokoju z jakimś lamusem – dodałem nie ciszej niż chwilę wcześniej
_ Nie krzycz i przykro mi, ale tak zostaliście przydzieleni do pokoi, czego ja nie mam zamiaru tego zmieniać. A teraz idź i rozgość się w nowym pokoju, przy okazji poznając współlokatora- powiedział spokojnie, po czym odszedł.
Wkurzyłem się jeszcze bardziej niż przedtem, bo wcześniej miałem przynajmniej nadzieję, że da się coś z tym zrobić. Wróciłem do pokoju, wniosłem walizki i mocno trzasnąłem drzwiami, co widocznie chłopak usłyszał, bo od razu odwrócił się patrząc wprost na mnie…


Perspektywa Hazzy
Przez chwilę patrzyliśmy sobie prosto w oczy, przez co mogłem zauważyć że, są błękitne, dostrzegłem w nich także roztargnienie złość, przez co jęknąłem w myślach, odwróciłem głowę i dalej podziwiałem widoki. Nagle usłyszałem trzaśnięcie drzwiami, dzięki czemu pomyślałem, że gdzieś wyszedł, a że zrobiło mi się chłodno, wszedłem po pokoju i dopiero teraz zauważyłem że ściany były szare i wisiało na nich dużo obrazów w kolorze czerwieni. Stały ogromne łóżka , a po bokach duże szafy w tym samym kolorze co obrazy. Znajdowały się tu jeszcze lampki i szafki nocne oraz tak jakby barek, w którym były napoje, ciasta itp.. Nagle do moich uszu dotarł dźwięk spuszczanej wody w łazience, więc szybko chwyciłem bluzę i słuchawki , a potem skierowałem się do wyjścia znów na balkon, ale nie zdarzyłem, bo usłyszałem odgłos zamykanych drzwi. Przystanąłem na chwilę czując jego wzrok na sobie
-Nie bój się nie pogryzę cię- usłyszałem głos za sobą, a potem donośny głos. Zignorowałem to i wszedłem na balkon siadając na podłodze i opierając głowę o ścianę pomyślałem ,,To będzie długa wycieczka”. Przymknąłem powieki i zasnąłem. Obudził mnie zimny podmuch wiatru. Zegarek wskazywał w mojej komórce 22:22. Podniosłem się i ostrożnie wszedłem do pokoju. Chłopak, z którym mam mieszkać, już spał, więc cicho tak by go nie obudzić wyjąłem z walizki potrzebne mi rzeczy do umycia sie oraz przebrania do spania, a następnie bezdźwięcznie wszedłem do łazienki. Była również ogromna o tych samych kolorach co pokój. Zdjąłem ubrania i udałem się pod prysznic, po czym dokładnie umyłem swe ciało. Wyłączyłem wodę, stanąłem na zimnych płytkach i wytarłem się. Założyłem czarne bokserki i białą koszulkę, a następnie zabrałem swoje rzeczy i wyszedłem z tego pomieszczani. Położyłem się na wolnym łóżku i włączyłem na słuchawkach muzykę z mp4, a w międzyczasie zacząłem grać w jakieś durne gry na komórce. Po chwili poczułem uderzenie poduszką w głowę. Zapaliłem lampkę nocną i popatrzyłem zdziwiony w bok na chłopaka.
-Możesz w końcu pójść spać?! – powiedział zdenerwowanym głosem – Słuchaj.. -zaczął po chwili - Widzę, że też nie jesteś zadowolony, że dzielimy pokój, więc po prostu zachowujmy się tak, żeby sobie nie przeszkadzać, dobra?- dodał wciąż poważnym tonem, na co tylko wzruszyłem ramionami i wyłączyłem muzykę - Tak trudno coś odpowiedzieć? – zapytał obojętnie. Nie miałem powodu by z nim gadać, więc po prostu sie nie odzywałem do niego! Tak trudno to zrozumieć?!? Wywróciłem oczami i ułożyłem się wygodnie na łóżku, przykrywając się kołdrą po pasa. Usłyszałem głośne westchnięcie i opadające ciało na poduszki. Olałem to i zamknąłem oczy pogrążając sie w śnie .

Perspektywa Lou

Ugh.. Dlaczego mnie to spotyka i muszę dzielić z nim pokój aż 3 tygodnie? Przecież jakiś dziwny.. Rozumiem, że mnie nie zna no ale cos powiedzieć chyba może, tak? Ja też go nie znam, a mówię!! Czy to takie trudne?! I co tak przez 3 tygodnie będziemy siedzieli w ciszy? Na dodatek mnie obudził, bo zachciało mu się spać na balkonie, a potem myć po nocy.. Jak nadal będzie się tak zachowywał to obiecuję, że uduszę go gołymi rękami. Wtuliłem głowę w poduszkę próbując zasnął, lecz nie mogłem wyrzucić myśli z głowy o tym chłopaku..


Perspektywa Louis’ a
Budząc się mój wzrok od razu padł na chłopaka, z którym dzielę pokój… Nawet nie wiem jak ma na imię.. Jeszcze spał, więc podniosłem się z łóżka ,wyciągnąłem z walizki nowe ubrania.. Tak swoją drogą, to trzeba będzie je wsadzić do szafy.. Idąc do łazienki zauważyłem, że chłopak otworzył na chwilę oczy, po czym szybko je zamknął… Ugh… Nieważne… Po doprowadzeniu się do porządku, wyszedłem z pokoju z zamiarem udania się do Georga i Stana. Nigdy żaden z nich nie zamykał drzwi, więc nacisnąłem cicho klamkę i wszedłem do środka. Ich pokój był o wiele mniejszy i nie był taki ładny jak nasz. Ruszyłem do przodu i to co zobaczyłem totalnie mnie zamurowało.. Chłopaki byli bez koszulek przykryci do połowy ciała. Ale najgorsze było to, że oni leżeli przy sobie mocno wtuleni, a ich łóżka były złączone. Wycofałem się szybko i zamknąłem drzwi. Oni ukrywają cos przede mną? przecież.. powiedzieliby mi, że są ze sobą prawda? Ale nie.. to nie może być prawda.. Chociaż wyjaśniałoby to , że tak nagle znikali we dwójkę z klubów. Miałem ogromny mętlik w głowie.. Szedłem w pospiechu do swojego pokoju, bo chciałem to w spokoju przemyśleć, ale nie zauważyłem nauczyciela i wpadłem na niego.
- Przepraszam- cicho wymamrotałem zamyślony, po czym chciałem iść dalej, ale usłyszałem jego głos
- Mieliście być w pokojach do śniadania, które dopiero jest za godzinę- pokiwałem tylko głową- Nie… Louis, dzisiaj mieliście iść do miasta, a że nie wykonujesz naszych poleceń, zostajesz w pokoju do obiadu- powiedział poważnie
-Ale.. – chciałem coś powiedzieć, lecz mi przerwał
- Skończyłem, a teraz idź do pokoju- odrzekł wskazując mi ręką kierunek , w którym mam się udać.
-Zajebiście.. -mruknąłem pod nosem i ruszyłem tak gdzie mi kazał, wszedłem do środka, znajdowała się jakaś kobieta .. sądząc po ubiorze to pewnie sprzątaczka.
-Dziękuję- usłyszałem głos, którego wcześniej nie dano mi usłyszeć, spojrzałem na chłopaka siedzącego na łóżku z wielkim uśmiechem na twarzy, co mnie jeszcze bardziej zdziwiło – Dowidzenia- i znów ten głos. Nagle kobieta wyszła, a ja pokazałem się mu, na co jego uśmiech momentalnie zniknął.
-Oooo.. Czyli jednak potrafisz mówić- zapytałem, na co znów nic nie odpowiedział, zaczynało mnie to nieźle wkurzać, ale przypomniało mi się to co widziałem w pokoju moich przyjaciół, Podszedłem do okna i zacząłem o tym myśleć
- Zaakceptowałbyś byś to, że twoi przyjaciele, których znasz od dziecka okazali się byś gejami?- zapytałem odwracając się od niego, on podniósł głowę patrząc na mnie ze zdziwieniem.
- Zresztą nieważne.. Pewnie i tak nie masz przyjaciół, a nawet jeśli to nic nie mówisz- powiedziałem wzruszając ramionami i skierowałem się do łazienki, lecz zatrzymał mnie o dziwno jego głos
-Wydaje mi się, że bez różnicy jakiej są orientacji- teraz to ja patrzyłem na niego z ogromnym zdziwieniem
-Chyba masz rację- powiedziałem łapiąc się za kark- Tak właściwie to jestem Louis- dodałem zerkając na jego osobę, lecz on znów odwrócił głowę w inną stronę. Odkaszlnąłem głośno, po czym spojrzał na mnie pytająco, na co wywróciłem oczami
-Twoje imię…- wypowiedziałem czekają na odpowiedź

-Umm.. Harry..- odpowiedział niepewnie, obracają komórkę w palcach.


Perspektywa Louis’ a

Wszedłem do łazienki i oparłem się rękami o umywalkę patrząc w swoje odbicie w lustrze. Szczerze to zdziwiło mnie jego zachowanie… Zaskoczył mnie, ale pomimo to, cieszę się, że zaczął się w końcu odzywać.. Znaczy mam nadzieję, że będzie mówił. Harry.. hmm.. pasuje do niego to imię… Ugh.. Czemu ja w ogóle o nim myślę.. Odkręciłem zimną wodę i przemyłem twarz, by się opanować. Poklepałem się lekko po policzkach i wolnym krokiem wyszedłem z tego pomieszczenia. Miałem jeszcze pół godziny do śniadania, więc usiadłem na łóżku, przyciągając wcześniej walizkę. Powyciągałem wszystko i zacząłem wkładać do jednej z wielkich szaf. Wziąłem ogromną kupkę poskładanych ubrań tak, że zasłaniały mi oczy. Zrobiłem parę kroków po przodu, ale nagle poczułem jak tracę równowagę, próbowałem się jakoś zatrzymać, by nie upaść, lecz niestety nie udało mi się to i leżałem jak długi. Dobre przynajmniej było to, że leżał na podłodze miękki dywan, więc prawie nic mnie nie bolało, ale wszystkie ubrania były rozwalone, co oznaczało, że muszę je sam poskładać. Podnosząc się do pozycji siedzącej i kątem oka zauważyłem patrzącego na mnie chłopaka z kręconymi włosami z wielkim rozbawienie na twarzy
-Byś mi z tym pomógł, a nie się śmiejesz- powiedziałem poważnie, na co tylko jak zwykle wzruszył ramionami, westchnąłem głośno i chwyciłem jedną z koszulek, składając drugą spostrzegłem, że Harry wstał z łóżka i niechętnie podszedł bliżej siadając na przeciwko mnie i zaczął mi pomagać, na co uśmiechnąłem się w środku.
-Za dwadzieścia minut jest śniadanie, a potem będziecie iść do miasta, ale oczywiście beze mnie, bo nie wykonuję poleceń opiekunów- powiedziałem po chwili z żalem w głosie wywracając przy tym oczami. Usłyszałem chichot z jego strony, na co mimowolnie sam się uśmiechnąłem. Zostało nam jeszcze trochę, więc postanowiłem trochę szybciej wykonywać swoje aktualne zajęcie.
-Louis?- usłyszałem cichy, ale rozbawiony głos, coraz bardziej mnie ten chłopak zaskakuje. Spojrzałem na niego pytającym wzrokiem i zauważyłem, że trzyma w dłoniach moje fioletowe bokserki w pomarańczowe marchewki.
-Co?- zapytałem zdziwiony
-Marchewki?- mówił dalej tym głosem
-Tak właśnie.. Lubię marchewki.. Co w tym złego?- mówiłem nadal nie wiedząc o co mu chodzi
-Nic- odparł po czym głośno się roześmiał. Chwyciłem w rękę poduszkę, o którą się przewróciłem i z zaskoczenia uderzyłem nią prosto w jego twarz
- No i patrz co mi z włosami zrobiłeś!!!!- krzyknął rozpaczliwie. Wyrwał tą poduszkę z moich rąk i zaczął mnie nią bić. Wybuchnąłem śmiechem, aż mnie bolał brzuch, chociaż nadal dostawałem poduszką. Położyłem się ze śmiechu na podłodze, a on usiadł na mnie, by dalej mnie bić
-Musimy.. iść… na.. śnia..danie- powiedziałem przez śmiech. On wstał ze mnie szybko z przerażeniem
-Stało się coś? -zapytałem
-Muszę się uczesać- odpowiedział poważnie, na co znów wybuchnąłem śmiechem. Pobiegł do łazienki, a ja wstałem z podłogi i zauważyłem go przez otwarte drzwi przez lusterkiem. Po chwili wyszedł z niej z uśmiechem

-Zrobiłeś coś w ogóle? Bo ja nie widzę żadnej różnicy – powiedziałem zdziwiony. On nie odpowiedział tylko pokazał mi język i wyminął mnie udając obrażonego i wyszedł z pokoju. Złapałem, więc klucze, zamknąłem szybko drzwi i pobiegłem za chłopakiem. Tak właściwie to nie jest taki zły, co prawda cholernie dziecinny, no ale w końcu jest jeszcze dzieckiem. Dochodząc, chłopak zatrzymał się w przejściu, jakby nie wiedział co robić, złapałem więc go za rękaw, uśmiechając się przy tym i pociągnąłem go w stronę stolika, by usiadł obok mnie. Po chwili przyszła reszta chłopaków, a w tym George i Stan, którzy siedli przy mnie witając się ze mną. Odpowiedziałem z wymuszonym uśmiechem, czego na szczęście nie zauważyli. Jakoś dziwnie czuję się w ich otoczeniu, po tym co widziałem rano, bo mam wrażenie, jakby mnie oszukiwali. Nie chcę ich o to pytać, gdyż wydaje mi się, że jako moi przyjaciele sami powinni mi o tym powiedzieć..


Perspektywa Louis’ a
Po zjedzeniu śniadania, które mogę śmiało powiedzieć, że było dobre, wróciłem z Harry’ m do pokoju. Mieli byś w mieście do obiadu, a potem wrócić, co oznaczało, że mam tu siedzieć 5 godzin. Wolałem już siedzieć tutaj z tym chłopakiem.. Może i nic o nim nie wiem, no oprócz tego jak ma na imię, ale przede mną jeszcze prawie cała wycieczka, więc mam nadzieję, że to się zmieni. Po tym, jak pomógł mi układać te ubrania, a potem się wygłupiał, albo po tym gdy panikował z włosami muszę przyznać, że zmieniłem o nim zdanie. Wydaje się być nawet fajny.. A ten jego śmiech.. i te oczy …Eeee… Dobra, chyba mi powoli odwala.. Otworzyłem drzwi do pokoju i weszliśmy do środka. Ja rzuciłem się na łóżko jęcząc, że będę musiał tyle siedzieć, a Harry w między czasie wyciągnął bluzę.
-Nie chcę tu siedzieć..- jęknąłem przeciągając wyrazy, na co chłopak znów się zaśmiał.
-Możesz posprzątać te ubrania- powiedział wskazując na porozrzucaną kupkę na podłodze, wyprostowałem się od razu mówiąc
- O nieee… Poczekam aż wrócisz, by mi pomóc- i pokazałem mu swoje białe ząbki
-Dobra… Ale wtedy ty pomagasz mi się rozpakować- odparł
- Jak chcesz- znów jęknąłem kładąc sie na łóżku
-To ja idę.. pa- powiedział niepewnie przy okazji pokazując mi swoje dołeczki
- Cześć- krzyknąłem zanim usłyszałem dźwięk zamykanych drzwi. Zdecydowanie wolę go, gdy się odzywa i uśmiecha, niż gdy nic nie mówi i wzrusza tylko ramionami. I co ja mam robić tak w ogóle przez tyle godzin? Wstałem z łóżka, by przejść się po pokoju w celu obejrzeniu go dokładnie, gdyż wcześniej jakoś nie miałem takiej okazji. W pewnym momencie zauważyłem pokrowiec na gitarę obok szafy stojącej bliżej jego łóżka. Oznacza to, że gra, a może i śpiewa… Mam nadzieję, że kiedyś pokaże mi jak to robi. Minęło jakieś pół godziny, a ja nie miałem już co robić, a wolałem nie wychodzić z pokoju, bo nie chcę tu spędzić sam kolejnych dni wycieczki. Położyłem się na łóżku i znów zacząłem myśleć o moich przyjaciołach. W końcu pogrążony tyloma myślami usnąłem. Poczułem jakieś szturchnięcie, więc bez otwierania oczu zacząłem coś mamrotać
- Wstawaj na obiad- usłyszałem po chwili. Otworzyłem powieki
- Już wróciliście?- zapytałem zaskoczony
-Wróciliśmy o tej co mięliśmy wrócić- odpowiedział
- Ohh.. mam coś dla ciebie– dodał, na co wstałem z łóżka. Chwycił jakąś białą koszulkę i rozłożył ją. Była z napisem I<3 carrot
-Pomyślałem, że będzie pasować ci do bokserek- powiedział śmiejąc się, na co znów dostał poduszką, a ja zostałem uderzony w twarz swoim prezentem.
- Dzięki, ale wiesz, że nie musiałeś- powiedziałem patrząc na niego. Wzruszył ramionami i skierował się do wyjścia, gdy już otwierał drzwi zapytał
- Idziesz czy nie?
- Umm.. takk.. zamyśliłem się.- odpowiedziałem i szybkim krokiem znalazłem się obok chłopaka, by pójść na obiad. Szedłem krok za nim i niechcący dotknąłem jego ręki swoją, lecz od razu ją zabrałem. Odwrócił się do mnie przyglądając ze zdziwieniem

- Umm.. przepraszam- wymamrotałem starając się uniknąć jego wzroku i mógłbym przysiądź że na moje policzki wpłynął czerwony kolor. On zaśmiał się cicho, po czym odwrócił się idąc szybciej. Po chwili otrząsnąłem się i dogoniłem go, a potem weszliśmy razem do restauracji znajdującej się w hotelu, w której jemy posiłki. stan i George oczywiście usiedli obok mnie, więc przywitałem się z nimi jakby nigdy nic, by niczego nie podejrzewali. Na pierwsze danie dostaliśmy rosół, a na drugie ziemniaki, kotlet schabowy i surówkę z marchewek, gdy Harry to zobaczył zaczął się śmiać. Pewnie przypomniał sobie te bokserki, a tak w ogóle to muszę mu coś, za tą bluzkę, którą od niego dostałem. Zgromiłem go wzrokiem, na co przestał sie śmiać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz