niedziela, 16 lutego 2014

- Denerwuję się. - Louis wyznał, wykręcając palce i niecierpliwie stukając stopą. - A ty się nie denerwujesz? Nie, oczywiście, że nie. Dlaczego miałbyś się denerwować. Cholera, nie wiem, czy dam radę to zrobić. Harry, co jeśli…

- Louis. - Harry przerwał mu, pochylając się do przodu, by uciszyć go pocałunkiem. Delikatnie ujął jego twarz w dłonie, szepcząc - Wszystko będzie dobrze. - w jego usta.


Louis zdawał sobie sprawę z tego, że zbytnio dramatyzował. Jego mama była najbardziej fantastyczną osobą, jaką kiedykolwiek znał, i w dodatku zawsze mówiła mu, że jest jego najlepszą przyjaciółką, więc czemu się tak stresował?

Nie chodziło o to, że miałaby się go wyrzec, czy coś w tym rodzaju. Chyba, że…Nie. Louis złajał się w myślach.Dość tego. Ona nie wyprze się ciebie za to, że lubisz innego chłopaka. Przestać być idiotą.

- Pozytywne myślenie, Boo. - mruknął cicho, uśmiechając się. Nowe przezwisko tak gładko wyszło z jego ust, że starszy chłopiec przez chwilę nie zarejestrował jego pochodzenia. Ale tylko przez chwilę.

Louis jęknął, zamykając oczy na ułamek sekundy. - Naprawdę zabiję Zayna za to, że ci to powiedział.

Lunch przebiegł lepiej, niż wszystkie te, które do tej pory przeżył. To było miłe, a nawet piękne - jeśli już miałby użyć jakiegoś fantazyjnego słowa - że dwie osoby z dwóch różnych światów dogadują się ze sobą, jakby znały się od lat. Było tak, jakby wszystko powoli, ale pewnie wskakiwało na swoje miejsce. Trwało to czasu, aż dupek, jak nazywał swojego najlepszego przyjaciela, postanowił poinformować jego chłopaka o uroczym przezwisku z dzieciństwa. Wiedział, że Harry z przyjemnością użyje go przeciwko niemu, jeśli zajdzie taka potrzeba.

W końcu, jak się okazało, okazja nadarzyła się dość szybko.

- Och, wiem. - Harry uśmiechnął się, leniwie bawiąc się kilkoma pasmami włosów na karku Louisa. - Przypomnij mi, żebym mu któregoś dnia podziękował… myślisz, że mogę poprosić go, aby wyjawił mi więcej twoich sekretów? - mrugnął do niego.

- Nie. - Louis jęknął; jego filuterna natura ujawniła się poprzez wydęcie warg, które Harry tak desperacko pragnął pocałować. - Zayn nie zrobiłby mi tego!

Teraz obaj wiedzieli, że nie była to do końca prawda. Zayn w krótkim czasie obdarzył Harry’ego sympatią, chociaż nie zdążyli się jeszcze dostatecznie dobrze poznać. Polubił go tak bardzo, że młodszy chłopiec musiał jedynie pokazać swoje dołeczki ( te przeklęte, ale cudowne dołeczki!), a Zayn był gotów wyjawić mu wszystko. Odtąd Louis miał nauczkę, że nikt nie potrafi powiedzieć “nie” Harry’emu. Nawet, jeśli to oznaczało oddanie mu ostatniego cukierka Rolo*. To było jak najbardziej w porządku. Louisowi całkowicie to nie przeszkadzało. Nie, kiedy dostawał w zamian buziaka.

Harry przesunął czubkiem języka po wargach, które stały się nieco suche po ich małej wymianie zdań.

A wracając do buziaków… Louis pomyślał, przesuwając się w swoim fotelu nieco do przodu. Jednak wtedy:

- Gotów?

Nie mogli tego przedłużać w nieskończoność. Ktoś mógł, prędzej czy później, zobaczyć samochód Louisa zaparkowany na krawężniku. Do diabła, siedzieli w nim przez ostatnie dwadzieścia minut po odpięciu pasów bezpieczeństwa, udając, że wcale nie byli cholernie zdenerwowani wizytą w starym, jednorodzinnym domu. Harry był niemal stuprocentowo pewny, że pani Fletcher, mieszkająca po drugiej stronie ulicy, stoi właśnie przy oknie, szpiegując ich; jeśli poruszająca się zasłona w salonie miała coś znaczyć. Kusiło go, by tam pójść i bardzo grzecznie powiedzieć jej, żeby spadała. Prawdopodobnie i tak wyciągnęła już wystarczająco plotek ze stojącego samochodu Louisa, Mary - pomyślał, powstrzymując uśmiech. Zapewne mogła zapełnić nimi swój klub książki na cały miesiąc. Jednak jakoś zdołał się powstrzymać wiedząc, że nawet jeśli ona nie była jego sąsiadką, to Louisa i owszem. Samo to wystarczyło, by Harry przesłał falę sympatii do chłopca siedzącego obok niego.

Louis skinął głową, chociaż tak naprawdę było to bardziej niezdecydowane drgnięcie. - Tak. Teraz albo nigdy. Tak, chodźmy. Miejmy to już za sobą.

Harry uśmiechnął się do niego na zachętę, otwierając drzwi i wychodząc z samochodu, by poczekać na Louisa przy bramie. Miękkie, elektroniczne brzęknięcie poinformowało go, że auto zostało zablokowane, a on sam starał się nie uśmiechać zbyt szeroko, kiedy poczuł palce Louisa wplatające się niepewnie pomiędzy jego własne. Ścisnął jego dłoń, co było niemym ale dodającym otuchy gestem, z pomocą którego mówił mu “jestem tutaj”. Sam dał się pociągnąć do drzwi, przełykając własne zdenerwowanie.

To był właśnie ten moment.

- Mamo, jesteśmy! - pozbywając się swoich butów, Harry podziwiał opanowany głos drugiego chłopca. Był zdecydowanie dobrym aktorem. - Mamo?

Lekko przytłumione - W kuchni, kochanie! - dochodziło z głębi domu. Kuchnia, oczywiście, kędzierzawy chłopiec pomyślał sarkastycznie. Był zdenerwowany, jasne? W dodatku Harry nawet nie miał czasu zastanowić się nad tym, co zamierzają powiedzieć, ponieważ Louis już prowadził go przez korytarz, prosto do pomieszczenia, w którym znajdowała się jego mama. W rytmie jego kroków można było wychwycić determinację.

W chwili, kiedy przekroczyli próg, Jay uniosła głowę, uśmiechając się. - Och, witaj Harry, skarbie. Nie byłam pewna, czy zobaczymy się dzisiaj. Louis był bardzo przygnębiony i smutny przez cały weekend. Bałam się, że pokłóciliście się.

Harry nie mógł powstrzymać małego uśmiechu. Więc Louis czuł się tak samo źle, jak on. To było… miłe. ( albo urocze, jeśli już miałby użyć jakiegoś fantazyjnego słowa).

- Mamo, chcieliśmy ci coś powie… Nie byłem smutny! - Louis zaprotestował, wreszcie zdając sobie sprawę ze znaczenia słów, które wypowiedziała jego mama. Szturchnął Harry’ego delikatnie w bok, kiedy usłyszał jego słabo powstrzymywany chichot (Chichot. Cóż, przynajmniej teraz wiedzieli, kto jest kobietą w tym związku). Za chwilę był zmuszony wziąć głęboki wdech, po tym jak jego mama wypowiedziała miękkie - No dalej, mów, Boo Bear. ( Zanotował w myślach, by wpisać ją na listę osób, które nie są miłe. No naprawdę, kto nadal nazywa swojego siedemnastoletniego syna Boo Bear?).

Postanawiając już dłużej nie zwlekać, Louis otworzył usta, by zacząć mówić. Jednakże przemówienie było trudniejsze, niż przewidywał. Słowa stanęły mu w gardle zupełnie, jak drażliwy kaszel, który trwa godzinami i po prostu nie chce odejść, nie ważne jak bardzo starasz się go pozbyć. Jego usta były zarówno zbyt suche, jak i zbyt mokre jednocześnie. Niedawna nerwowość wróciła, powodują, że nie mógł z siebie wydusić choćby słowa. Po prostu fantastycznie.

- Lou? - Harry szepnął po chwili ciszy, ściskając dłoń, która nadal była spleciona z jego za ich plecami.

Tak, Louis kompletnie zapomniał swojej małej przemowy, którą przygotował w drodze do swojego domu. Szlag.

No dalej, idioto. Możesz to zrobić, zbeształ się w myślach. Nie było takiej możliwości, by teraz tak po prostu stchórzył. Tak więc, skupiając się na sposobie, w jaki ręka Harry’ego była mocno wciśnięta w jego własną, jak skóra ich obojga pokryła się lepką warstewką nerwowego potu, Louis otworzył usta i przemówił.

- My… jesteśmy razem.

I Chryste, to tak niewyobrażalnie genialne uczucie móc wreszcie powiedzieć to głośno. Trochę jakby… wyzwalające.Teraz całkowicie rozumiał, dlaczego Harry nienawidził utrzymywać ich w sekrecie. Teraz, kiedy to ujawnił - kiedy oni się ujawnili - czuł się dziesięć razy lżejszy. Zupełnie, jakby mógł latać.

Cóż za cliché.**

- To dobrze, kochanie. - Jay uśmiechnęła się, odwracając się, by otworzyć drzwiczki piekarnika.

Och.

Chwileczkę. - Co do diabła? - To dobrze. To, do cholery… dobrze?! - Mamo, właśnie powiedziałem ci, że ja i Harry jesteśmy w związku i, i ty mówisz… ja nie… nie rozumiem. - wyznał, z miękkim grymasem na twarzy. Czy mogła byś jeszcze bardziej zblazowana całą tą sprawą?

Zagryzając wargę, Jay odwróciła się do dwójki chłopców - twarze obydwóch wyrażały zmieszanie. Chociaż, w odróżnieniu od Louisa, w oczach Harry’ego błyszczała nadzieja i uznanie. To sprawiło, że starsza kobieta jeszcze bardziej chciała się uśmiechnąć. Jednak z ledwością się powstrzymała.

- Louis, kochanie, powiedziałeś mi, że jesteś w związku. Byłeś w związkach już wcześniej, to nic nowego. - zanim Louis zdążył przerwać jej oczywistym komentarzem “ale Harry jest chłopakiem” ta kontynuowała - I nie obchodzi mnie, jeśli jest on z pewnych powodów inny. Ten chłopiec sprawia, że jesteś szczęśliwy, i ty też powodujesz u niego uczucie szczęścia. O to, czym jest związek. Jesteś z kimś, o kogo chcesz się troszczyć, i co? Mam świrować tylko dlatego, że obaj jesteście chłopcami? Kochanie, możesz być nawet pociągający dla krzaków i nie będzie mnie to obchodzić tak długo, jak długo będziesz szczęśliwy. Chociaż byłabym nieco zmieszana, ponieważ nie mam pojęcia, jak można być atrakcyjnym dla martwej rzeczy, ale…

Nie miała czasu, by dokończyć zdanie. W jednej chwili ona i Louis stali kilka metrów od siebie, a już w następnej chłopak owijał ramiona wokół niej, potrząsając lekko swoją mamą i nieprzerwanie szepcząc “dziękuję” do jej ucha. Przez sekundę, Jay widziała nie pewnego siebie, nieco zarozumiałego, ale wciąż jakże słodkiego siedemnastolatka, ale małego chłopca, którego wychowała i kochała. Którego wciąż chciała nosić na rękach i kochać bez względu na wszystko. Był jej dzieckiem. I zawsze będzie, nawet jeśli skończy trzydzieści lat i stanie się dorosły.

- Jest w porządku, Boo. - wyszeptała delikatnie, wyciskając pocałunek na jego włosach. - Wszystko jest w porządku.

Harry uśmiechnął się, obserwując uścisk matki i syna z miejsca, w którym stał. Podobieństwa pomiędzy reakcją Jay na ujawnienie się Louisa, a Anne, kiedy powiedział jej, że “interesuje się nie tylko dziewczynami” były zdumiewające. Nie był pewien, czy czeka na dzień, w którym mama Louisa oraz jego się spotkają, czy może raczej ma nadzieję, że to nigdy nie nastąpi. Były niesamowicie do siebie podobne.

Musi się upewnić, że jego zdjęcia z dzieciństwa są dobrze ukryte.

- Och, chodź no tutaj! - Jay roześmiała się, wyłapując uśmiech Harry’ego kątem oka. I po raz drugi tego dnia, Harry został przyciągnięty do ciepłego i przyjacielskiego uścisku.

I tak, zmiana szkoły w połowie roku akademickiego była naprawdę najlepszą decyzją na jaką się zgodził.

~¨~

Pół godziny później obaj chłopcy rozwalili się na łóżku Louisa, leżąc na plecach i wpatrując się we wzory na brudnym, białym suficie. Cisza nie była niewygodna, do takiej było jej daleko. Była uspokajająca… kojąca.

Harry westchnął cicho, uśmiechając się i wtulając jeszcze bardziej w bok Louisa. Kąt był jednak nieco niewygodny przez to, że był o dobre trzy cale wyższy od szatyna, i żeby schować głowę pod jego ramię, co właśnie robił, musiał zsunąć się nieco z łóżka, niemal zjeżdżając całkiem z materaca. Dzięki Bogu, że Jay jest w kuchni, pomyślał Harry. Naprawdę nie chciał, by myślała, że łóżko skrzypi z całkiem innego powodu. Przynajmniej nie w dzień, podczas którego dowiedziała się o ich związku. I nie, myślenie o tych “całkiem innych powodach” wcale nie sprawiało, że się rumienił, dzięki wielkie.

Ciche – Zrobiliśmy to. - przeszyło powietrze wokół nich, a ton głosu Louisa był wypełniony podziwem. Jakby nie mógł do końca uwierzyć, że w końcu, och w końcu, powiedział o wszystkim Jay. Oczywiście, o tym fakcie musieli jeszcze poinformować Anne ale tym już się nie martwili. To raczej nie byłoby dla niej wielkim zaskoczeniem. Harry powiedział mu kiedyś, że jego mama ma praktycznie szósty zmysł, jeśli chodzi o te rzeczy (“te rzeczy” to wszystko to, co miało związek z jej jedynym synem), i to sprawiło, że czuł ulgę. Byli akceptowani. Wiedzieli o tym.

- Zrobiliśmy. - Harry uśmiechnął się, przechylając głowę, by móc spojrzeć w oczy Louisa. - Mówiłem ci, że będzie dobrze.

- Nawet nie waż się bawić w pana “a nie mówiłem”. - Louis uśmiechnął się, i, cholera, ten uśmiech.

I Harry, już tylko lekko świadomy, wymamrotał miękkie - Nawet o tym nie marzyłem. - zanim wyciągnął szyję, by złączyć swoje wargi z wargami Louisa. Odsunął się zaraz z zasapanym chichotem. - Naprawdę to zrobiliśmy.

- Wiesz… - Louis zaczął, przekręcają się na bok, by widzieć twarz drugiego chłopca, i oparł się na łokciu, półleżąc, półsiedząc. - Myślę, że… jestem tak jakby w tobie zakochany.

Więc, tak. Harry mógł w tym momencie mentalnie mdleć. Jeśli w tej sytuacji była potrzebna jeszcze jakakolwiek wskazówka (Czy naprawdę była potrzeba? Sądził, że zdecydowanie nie.). Oznaczało to więc, że owszem, Harry definitywnie zemdlał.

Nie, żeby to po sobie pokazał, skądże.

- Ja też jestem w tobie zakochany, Lou. - Harry wychrypiał głosem szorstkim od emocji, ale był tak niewiarygodnie szczęśliwy, że nawet się tym nie przejął.

Ponieważ wiedział, że wszystko będzie z nimi dobrze. Ludzie w końcu zaczną ich akceptować. A jeśli nie… cóż, naprawdę nie musieli o tym myśleć. Ponieważ z akceptacją ich rówieśników, czy bez niej, Harry cały czas będzie się upewniał, że Louis zawsze pozostanie uśmiechnięty.

~¨~

* cukierki Rolo, czyli jakby takie coś jak te nasze, znane chyba wszystkim, Toffino [zdjęcie]

** cliché - banał, stereotypowe stwierdzenie, którego używa się bardzo często, aż w końcu traci swoje oryginalne znaczenie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz