Ten sam głuchy dźwięk, jak za każdym razem. Ktoś podszedł do kamery i po prostu ją włączył. W pokoju panowała względna ciemność, jedynie w kącie tliła się mała lampka. Louis siedział na łóżku, po jego policzkach spływały gorzkie łzy, a nadgarstki krwawiły. Ściskał w dłoni srebrną żyletkę, starając się unormować swój oddech. Wokół leżało pełno tabletek, a na stoliku stała otwarta butelka wódki.
Nie wiem, od czego powinienem zacząć i nie jestem pewny, czy w ogóle warto jest cokolwiek zaczynać. – szepnął drżącym głosem. Przycisnął biały ręcznik do swoich dłoni, po czym syknął z bólu, gdy materiał zetknął się z jego otwartymi ranami. – W zasadzie wszystko się już kończy. Czuję, jak moje powieki niemiłosiernie ciążą, kręci mi się w głowie i mam wrażenie, że po prostu się rozpływam, ale to dobrze, nie chcę dłużej trwać na tym świecie. Tutaj nikt mnie nie rozumie. Być może… - zawahał się, biorąc kilka głębszych oddechów. – Może będę jedyną osobą, która nikogo nie oczerni. Nie, żeby mi na tym zależało. To wszystko nie jest niczyją winą, to po prostu się stało, a ja jestem słabym, naiwnym człowieczkiem, który nie potrafi utrzymać życia we własnych rękach. Teraz, kimkolwiek jesteście, o ile w ogóle ktoś to obejrzy, możecie zobaczyć, jak to jest, gdy coś przepływa przez palce. I nie, nie mam tutaj na myśli krwi, która wycieka z moich nadgarstków. Tak właśnie umiera człowiek. Narkotyki i alkohol, to łatwe i wiem, że jestem tchórzem, nie musicie mi tego mówić, choć pewnie wszyscy moi znajomi… - przerwał na moment. – O ile mogę ich tak nazwać, pewnie wszyscy tak o mnie powiedzieli, nie zastanawiając się nawet nad powodem mojego fatalnego samopoczucia. Najłatwiej mija się człowieka, pozostawiając go samego sobie. Wiem o tym, doświadczyłem tego na własnej skórze. Wszyscy mnie unikali, wszyscy, z wyjątkiem Nialla, który trwał przy mnie na dobre i na złe, jednak i on nie mógł mnie przed tym uchronić. Domyślam się także, kto zabrał moje tabletki i kilka butelek wódki. Nie przyznają się do tego, jednak zrobili to, a to dobrze o nich świadczy. Chciałbym, by moja kaseta spowodowała, że znów będą umieli ze sobą współgrać, że znów będą umieli ze sobą rozmawiać. Założę się, że każdy z nich zarzekał się, że jestem nic nie znaczącym dupkiem, pieprzonym chłopakiem, który nie robi niczego innego, prócz użalania się nad sobą, więc chciałbym w tym momencie zadać tylko jedno pytanie. Dlaczego? Dlaczego w takim razie każdy z was wyciągnął do mnie pomocą dłoń? – spytał, a po jego policzkach ponownie spłynęło kilka łez. – Znam was, wy po prostu się zagubiliście. Tylko ja, gdzieś po drodze naszej wspólnej kariery, nieodwracalnie zatraciłem samego siebie. I nie myślcie, że to, co teraz się dzieje, jest waszą winą. - wskazuje na swoje rany, kiwa głową w kierunku alkoholu i leżących wszędzie tabletek. – Wiem, że kilkoro z was życzyło mi śmierci. Kilkoro z was każdego dnia modliło się, by podwinęła mi się noga. Możecie być dumni, pod tym względem wam się powiodło. Chciałbym, gdy mnie już nie będzie na tym świecie, byście się odnaleźli. Liam, nigdy nie przestałeś być naszym zespołowym ojcem. Zaślepiła Cię sława, odrzuciłeś od siebie najbliższych i wydawało Ci się, że nie marzymy o niczym innym tak bardzo, jak o twoim niepowodzeniu. Wcale tak nie jest, więc proszę Cię, jeśli to obejrzysz, opiekuj się nimi. Zwłaszcza Harry’m, on po prostu wkroczył na złą drogę. – zachłysnął się, z trudem łapiąc powietrze. – To już niebawem się skończy, więc wydaje mi się, że powinienem mówić szybciej. Zayn, nie jesteś egoistą i przepraszam, że kiedyś Cię tak nazwałem. Podejrzewam, że to właśnie ty zabrałeś moje leki, chcąc mnie tym samym uchronić. Miałem zapas innych, w innej szufladzie. Nie mogłeś o tym wiedzieć. Jeśli mogę mieć do Ciebie jedną prośbę… Nie poddawaj się, dobrze? Jesteś utalentowany, masz duszę artysty i nie pozwól, by zabiła Cię miłość. Nie popełniaj mojego błędu, nie chcę, byś skończył jak ja, w ciężkiej, mahoniowej trumnie. Niall, tobie przede wszystkim dziękuję za to, że byłeś ze mną, że wspierałeś mnie we wszystkim. Nie okaleczaj się, zgoda? Niech ja będę jedynym przykładem na to, że tak nie powinno się postępować. – położył się na łóżku, przymykając powieki. Słaby, zmęczony, z okrwawionym ciałem. – Harry… Przepraszam za to, że źle odebrałem twoje intencje. Nie uważam, że się mną zabawiłeś, nie chcę uważać, że to nic nie znaczyło. Nie chcę odchodzić z tego świata z krwawiącym sercem, które mi złamałeś. Pozwól, że choć pomyślę sobie, że między nami było dobrze, że byliśmy choć przyjaciółmi, a nie nic nieznaczącymi dla siebie ludźmi. Jak widzicie, nie zamierzam wytykać wam błędów. Jesteśmy młodzi, mamy prawo je popełniać, ważne, żebyśmy wyciągali z nich konsekwencję. Na mnie jest już zbyt późno, ale wy nadal tutaj zostajecie i, jeśli chcielibyście uszanować moją ostatnią wolę, proszę, spróbujcie się ze sobą porozumieć. Rozumiem, że wiele was dzieli, ale to nie oznacza, że nie ma na tym świecie czegoś, co mogłoby was połączyć. Wszyscy kochacie muzykę, może spróbujcie nie rywalizować ze sobą o miejsce w show biznesie. Może spróbujcie pożyć, odstępując na moment od blasku sławy. Wiem, to dla was wszystkich ważne, ale zobaczcie sami, do czego to doprowadziło. Każdy z was zatracił własną drogę, utraciliście pewności siebie i wydaje wam się, że wbicie drugiemu noża w plecy cokolwiek ułatwi. Wręcz przeciwnie. Podsycacie w sobie nienawiści, a przecież tak wiele moglibyście osiągnąć razem, już beze mnie. – przekręcił się na drugi bok, przyciągając kolana do swojej klatki piersiowej. – Żałuje, że nie dane mi będzie zobaczyć, czy się pogodzicie, ale mam wielką nadzieję, że właśnie tak się stanie. Chciałem mieć w was najlepszych przyjaciół, jednak kariera nam wszystkim wypaliła dziurę w mózgu i, uwierzcie mi na słowo, nie mam pojęcia, w którym momencie straciliśmy siebie. Kochałem was, naprawdę was kochałem. Byliście dla mnie wszystkim i zawsze będę pamiętał nasze radosne początki. Będę pamiętał Ciebie, Niall, gdy płakałeś w moich ramionach, gdy okazało się, że jednak nie przechodzimy dalej. Zawsze będę miał przed oczyma Ciebie, Liam, gdy jako pierwszy wpadłeś do sali i zawołałeś nas, skacząc na prawo i lewo, ciesząc się, że być może jurorzy postanowili nam dać kolejną szansę, której nie zamierzaliśmy zmarnować. Zayn, nie myśl, że zapomniałem o tobie. Pamiętam i zawsze będę pamiętał, jak wychodziłeś ze mną na balkon w środku nocy, by przećwiczyć solówki. Nikt o tym nie wiedział, aż do dzisiaj… Cóż, gdy człowiek umiera, zbiera mu się na różne przemyślenia. Harry… – jego głos był już bardzo słaby i łamiący się na każdym słowie, które wypowiadał z wielkim trudem, owijając ramiona wokół swojego brzucha. – Gdy ogłosili, że postanowili stworzyć z nas zespół, wziąłeś mnie w swoje ramiona. I wiem, że to był prawdziwe, a nie udawane. Zrobiłeś to, bo chciałeś to zrobić, a nie dlatego, żeby się mną zabawić. Mam do Ciebie słabość, zawsze będę miał i wiedz, że kocham Cię szczerze i nigdy nie zrezygnuje z tego uczucia i, choć ono rani, daje także wiele szczęścia. Czuje, jak ciepło rozpływa się po mojej klatce piersiowej i, pomimo tego, że mnie odrzuciłeś, chcę byś wiedział, że życzę Ci szczęścia. Wam wszystkim tego właśnie życzę. – odkaszlnął, a z jego ust wypłynęła cienka stróżka krwi. – Przepraszam, że musicie na to patrzeć, to takie żałosne, ale nie martwcie się. Umieranie nie jest takie straszne. Ma się tylko nieodparte wrażenie, że się upada, że wszystko ciągnie człowieka w dół, jakby chciało osadzić go w czeluściach samego piekła. Pewnie teraz, gdybym mógł, zaśmiałbym się z tego, co właśnie powiedziałem. Ah, bym zapomniał. Przepraszam Niall, że rzuciłem w Ciebie butem. To było takie nierozsądne i nieprzemyślane. Zachowywałem się wtedy jak dziecko, musisz mi to wybaczyć. – wstał i chwiejnym krokiem podszedł do kamery. Z jego nadgarstków nadal sączyła się krew, a niebieskie tęczówki przykryła mgła. Louis umierał, z chwili na chwilę czuł się coraz gorzej. Oparł dłonie na komodzie, na której stała mała kamerka, rejestrująca ostatnie chwile jego życia. – Chciałbym powiedzieć wam „żegnajcie”, jednak to nie jest takie proste, jakby mogło się wydawać. Pomimo wszystko, zżyłem się z wami i ciężko jest mi was opuszczać. Przepraszam, że płaczę, nigdy nie widzieliście mnie w takim stanie, więc to dla was nowość. Nie martwcie się o nic, jest dobrze. Pogodziłem się z tym wszystkim, pogodziłem się ze swoim losem i podjąłem decyzję, niezależnie od was. Raz jeszcze dziękuję, że próbowaliście mnie ratować, choć w głębi duszy mnie przeklinaliście. Nie jesteście źli, pamiętajcie. Jesteście tylko zagubieni i bardzo młodzi, macie czas, by odnaleźć właściwy drogowskaz. Mogę liczyć tylko na to, że pokaże waszej czwórce ten sam kierunek i że nazwa naszego zespołu, One Direction, nie była tylko przypadkową nazwą. Jeżeli możecie i jeżeli w ogóle ktokolwiek z was to obejrzy, przekażcie mojej mamie, że bardzo ją kochałem i proszę, zadbajcie o nią, gdy będzie jej ciężko po mojej stracie. Ona wszystkich was traktowała jak własne dzieci, więc nie zawiedźcie jej. Niech ma poczucie, że między nami wszystko było w porządku, że byliśmy jak prawdziwa, kochająca się rodzina. Nie musi znać prawdy, tak będzie dla niej lepiej. Harry, przekażesz Lottie tą małą skrzyneczkę, którą kiedyś Ci pokazywałem? Z góry dziękuję. – na moment zamilkł, starając się złapać oddech. Jego klatka piersiowa unosiła się w nierównym tempie, a on wyglądał tak, jakby za chwilę miał zemdleć. Twarz stała się pobladła, a on kilkakrotnie zamrugał oczyma, by odzyskać ostrość widzenia. – Żegnajcie, kochani. I wybaczcie, ale raz jeszcze muszę zaśpiewać swoją ukochaną solówkę: „And I’ll be gone, gone tonight, the fire beneath me feet is burning bright, the way that I’ve been holdin’ on so tight with nothing in between”. – ostatkiem sił wyłączył kamerę. Ostatnie nagranie dobiegło końca, ostatnia spowiedź została wysłuchana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz