'Jeśli ktoś powiedziałby Harry’emu, że po prawie miesiącu od tamtego pocałunku na schodach, będzie niespokojnie stał w swojej sypialni, sprawdzając swój wygląd po raz milionowy, czekając, aż Louis go odbierze, odpowiedziałby im, że są śmieszni. Jednak to było to, co robił.
Pewnej części swojego mózgu nie mógł pomóc, ale myślał, że to zachowanie było podobne do tego, które ktoś przejawiał, kiedy przygotowywał się na randkę, a nie do pracy nad projektem z angielskiego. Fakt, że został dobrany do Louisa był jednocześnie wybawieniem i przekleństwem. Losowa selekcja, tak nazwała to pani Cole. On nazwał to dręczeniem nowego dzieciaka na śmierć. Nie było mowy na to, że nie będzie kłopotliwie, jak cholera.
Aczkolwiek, chwytał się nadziei na to, że nie będzie tak niezręcznie, ponieważ szczerze mówiąc, w ciągu czterech tygodni, które minęły, pocałunek niczego nie zmienił. Żadnej rzeczy. Nie było niezręcznych spojrzeń przez salę, ani nagłego okazywania sobie przyjaźni. Było tak, jakby nic się nie stało, ale Harry wiedział, że jeśli zostanie z Louisem sam na więcej, niż pięć minut, nie będzie w stanie się kontrolować, i ta świadomość go przerażała. Nikt nigdy nie miał nad nim takiego rodzaju kontroli, po rozmowie, która nie trwała nawet dwudziestu minut. Do diabła, nikt nigdy nie miał nad nim takiej kontroli, kompletnie.
Harry jeszcze raz spojrzał w lustro, zastanawiając się, czy zmienić, czy też nie, swój biały T-shirt na niebieską koszulkę polo, jednak głos jego mamy, która go wołała, powiedział mu, że nie miał czasu na zastanawianie się nad swoim strojem. Chwytając blezer, chwycił za klamkę i pchnął drzwi, po czym zaczął zbiegać po schodach tylko po to, by zatrzymać się w korytarzu, na widok przed nim.
Louis i Anne siedzieli w kuchni, śmiejąc się nad szklanką wody. Widok Louisa w jego kuchni, zamieszał przyjemnie w dole jego brzucha, i nie mógł nic na to poradzić, ale uznał, że po prostu wyglądało to właściwie.
- Był niesamowicie zażenowany, biedactwo. Nigdy nie użyje tego zdrobnienia ponownie.
Dopiero wtedy Harry zrozumiał, co ich tak śmieszyło.
- Mamo! - mógł poczuć jak rumieniec rośnie na jego policzkach. Musiał się pomylić. Nie było mowy, że powiedziała Louisowi o tym, że był ścigany przez stado krów, kiedy wracał skrótem ze szkoły do domu, co spowodowało, że wylądował twarzą w kupie błota. Anne, oczywiście, uznała całą rzecz za przezabawną, kiedy wrócił do domu.
- Oh, witaj skarbie. - Anne uśmiechnęła się szeroko - Właśnie opowiadałam Louisowi o…
- Wiem, że opowiadałaś. - Harry jęknął, wchodząc do kuchni - Przepraszam za to. - powiedział do chłopaka z Doncaster, nie patrząc całkowicie w jego oczy. - Nie zanudziła cię, co?
- Ona, tu siedzi, Harry.
Młodszy chłopak posłał swojej matce przepraszający uśmiech, zanim odwrócił się do swojego kolegi z klasy.
- Nie, skądże. - Louis uśmiechnął się. Boże, ten uśmiech. - Powinniśmy iść, co?
Niedługo po tym, Harry znalazł się na siedzeniu, w samochodzie Louisa, próbując ignorować ciepło promieniujące od ręki chłopaka, która spoczywała na dźwigni zmiany biegów, przy jego udzie.
- Twoja mama jest urocza.
- Ona jest zawstydzająca. - Harry mruknął cicho, próbując wyrównać swój głos.
- Kolego, jeśli myślisz, że to jest zawstydzające, to poczekaj, aż poznasz moją mamę.
Kolego. Okej, Harry mógł z tym żyć. Jeśli Louis po prostu udawał, że ich pocałunek nigdy się nie wydarzył, to w porządku. Naprawdę.
Było to tylko około dwadzieścia minut jazdy do domu Louisa, które zostały wypełnione zbędną paplaniną, która nie była nawet w połowie tak niezręczna, jak Harry przewidywał. Będąc uczciwym, naprawdę nie wiedział, czym się tak przejmował.
Kiedy zatrzymali się przed średniej wielkości domem, Louis odwrócił się odrobinę na swoim siedzeniu. - Teraz mam zamiar cię ostrzec. Moje siostry są trochę… szalone.
- Dam sobie radę. - Harry zachichotał, odpinając swój pas.
-W porządku. - Louis uśmiechnął się. - Nie chciałbym cię przestraszyć na dobre.
~*~
- Louis! - w momencie w którym drzwi się za nim zatrzasnęły, Harry walczył z pragnieniem zatkania sobie uszu, na wysoki pisk, który wydobył się z, jak sądził, salonu. Jednak zanim zdążył się rozeznać w otoczeniu, dwie niskie blondynki wyleciały prosto na nich, z miejsca, z którego wypływał dźwięk. - Louis jest w domu!
- Hej, dziewczynki. - Louis uśmiechnął się, schylając się do ich poziomu, aby podnieść jedną z nich(i nie, Harry nie wykorzystał tej okazji na dyskretne zlustrowanie jego tyłka). - Harry, to jest Daisy. - usadził dziewczynkę wyżej na swoim biodrze, zanim nie kiwnął na drugą, praktycznie wyglądającą tak samo, stojącą u jego stóp. - A to Phoebe.
- Cześć wam. - uśmiechnął się, machając trochę niezgrabnie. Phoebe uśmiechnęła się, unosząc ręce w górę, co było oczywistym gestem na to, że czeka, aż zostanie podniesiona. Harry zerknął na Louisa, aby się upewnić, że to było w porządku, i po otrzymaniu zachęcającego uśmiechu pochylił się, by podnieść młodszą dziewczynkę.
- Przypuszczam, że całe to zamieszanie jest dlatego, bo przyszedłeś do nas - Harry spojrzał w górę, na kolejną blondynkę, która była szokująco podobna do Louisa i wchodziła do pokoju.
- Lottie. - posłała mu śmiech, przedstawiając się. - I obstawiam, że to ty jesteś Harry? Chłopak, o którym cały czas nawija Louis.
Brwi Harry’ego wystrzeliły do góry ze zdziwienia. Louis o nim opowiadał?
- Wcale nie! - wykrzyknął, jednak było coś w tonie jego głosu, którego starszy chłopak użył, co sprawiło, że Harry się uśmiechnął, kiedy niedowierzanie zalało jego żyły. Louis o nim opowiadał.
- Taa, jasne, że nie. - Lottie skomentowała sucho, wywracając oczami. - A papież nie jest katolikiem.
Harry był pewny, że usłyszał, jak Daisy mamrocze miękko ’ ale ja myślałam, że jest’, zanim Louis nie postawił jej na podłodze, zabierając Phoebe z ramion Harry’ego i robiąc to samo. Próbował się nie zarumienić, kiedy ręce Louisa otarły się o jego, kiedy zabierał swoją siostrę, a jeśli to zrobił, nikt tego nie skomentował. Zamiast tego, wkrótce był prowadzony po schodach przez Louisa, który zarzucił wokół niego swoje ramię. - Powiedz mamie, że wróciłem i pracujemy na górze.
Sypialna Louisa była dokładnie taka, jakiej spodziewał się Harry. Zabałaganiona, chaotyczna i przytulna.
- Przepraszam za to ale, jak powiedziałem, moje siostry są szalone.
Harry odwrócił się, aby powiedzieć mu, że było w porządku i nie musi się tym przejmować, jednak słowa uwięzły mu w gardle, kiedy zdał sobie sprawę jak blisko siebie byli. Stali tak blisko siebie, że mógł poczuć oddech Louisa na swoim policzku. Łaskotał go lekko, jednak ani jeden ani drugi nie podjął próby cofnięcia się.
Jego umysł wariował. Milion i jedna myśl przebiegało przez jego mózg, a on wciąż był w rozterce, co zrobić. To było wtedy, gdy zobaczył, jak wzrok Louisa obniża się na jego usta, by potem wrócić do jego oczu. Ta jedna myśl stała się dominująca.
Znowu się zaczyna.
I z tą myślą jeszcze raz złączył ich usta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz