czwartek, 20 lutego 2014

*1.

Budynek Akademii Sztuk Pięknych był jednym z najpiękniejszych, jakie Harry widział w Paryżu. Stare, potężne mury okalane przez bluszcz wyglądały niczym zamek. A jego wnętrze budziło podziw. Był w nim taki mały. Taki bezwartościowy, taki nierealny. Te wszystkie zdjęcia, które ozdabiały ściany, zapierały dech w piersiach i skłaniały do refleksji. Idąc za jednym z dziekanów Akademii, czuł ogromny respekt do instytucji w jakiej się znalazł. Pierre Pitre był dziekanem wydziału fotografii. Był także organizatorem projektu w którym Styles oraz kilku innych modeli brało udział. Nie był on zdziwiony, że to jemu dostał się zaszczyć obejrzenia uczelni – w końcu był pupilkiem swojego szefa. Wysoki brunet pokazał mu sporą część budynku wydziału, którym zarządzał, ale najważniejszą część zostawił na koniec.

- Wiesz mój drogi… - Pierre zatrzymał się przed wielkimi drzwiami, które odznaczały się starością. Harry był pewien, że są zabytkowe, ale nie śmiał o to zapytać. Mężczyzna miał dziwny, ale zarazem śmieszny akcent. Nie taki jak większość Paryżan z jakimi miał do czynienia – Pragnę ci pokazać, coś najpiękniejszego w naszym wydziale – zaczął powoli mężczyzna – Nie bez powodu chcę ci to pokazać. Widzisz… Za tymi drzwiami jest nasza najcenniejsza kolekcja zdjęć. Są tam wszystkie zdjęcia, dzięki którym nasi studenci dostali się do Akademii. Wspaniale prawda? - Harry uśmiechnął się w jego stronę, a potem zobaczył jak mężczyzna otwiera drzwi jednym z kluczy – Co najśmieszniejsze? Żaden ze studentów nie ma prawa tu wejść, dopóki nie ukończy szkoły – Kiedy weszli do środka, okazało się, że był to bardzo długi korytarz, na końcu którego także były drzwi. Pomieszczenie było bardzo i to bardzo wysokie. Ramki ze zdjęciami sięgały aż pod sam sufit. Co tylko świadczyło o starości uczelni. Rząd okien ciągnął się po prawej stronie i były one bardzo strzeliste. Pomiędzy nimi także wisiały ramki. Harry szedł tuż za Pierre i oglądał każdą z nich – Chcę ci pokazać zdjęcia pierwszego roku. Są tam prawdziwe unikaty i jest jedno zdjęcie, które szczególnie chciałbym abyś zobaczył – Brunet kiwnął głową, po czym podreptał za mężczyzną. Był to rząd zdjęć zawieszonych nisko – na wysokości twarzy tak, aby dobrze się je widziało. Niektóre z nich były niesamowite. Przedstawiały ludzi, zwierzęta, krajobraz. Niektórych nie potrafił zrozumieć, inne mu się nie podobały. Pierre zatrzymał się obok jednego ze zdjęć i zdjął je z haczyka, po czym odwrócił tak, że nie mógł go zobaczyć. Nie wiedział czego może się spodziewać – Widzisz Harry. To zdjęcie które dołączył do podania mój najlepszy uczeń. Jego prace potrafią mnie zachwycić i sprawić, że nie potrafię złapać tchu. Tak było z tą fotografią. Jest bardzo prosta i przedstawia naprawdę przystojnego mężczyznę. Miałem problem z wyborem tego studenta, naprawdę bardzo długo myślałem nad jego kandydaturą. Ale teraz wiem, że to była najlepsza decyzja mojego życia – Pitre zaśmiał się pod nosem – Nawet jeśli teraz płacę za to jego nieznośną osobą, to naprawdę mi się opłacało. To chłopak. Naprawdę wspaniały chłopak – Harry spojrzał na niego zaskoczony – Jest nieznośny, ale też cichy i zamknięty w sobie. Ale ty chyba go znasz, Harry – Pierre odwrócił fotografię, a model zamarł. W żadnym ze swoich wspomnień nie przypomniał sobie, aby to zdjęcie zostało zrobione, ponieważ to był on. Z krwi i kości. Nikt inny.

Styles pamiętał ten dzień. To był ostatni czas, jaki spędził w Paryżu, sześć miesięcy wcześniej. To był ostatni dzień, w którym go widział. Byli wtedy na jego tarasie, pili mrożoną herbatę i opowiadali sobie co będą robić następnego dnia. Brunet stał przy barierce i patrzył w dal, jakby wszystko co kochał, za chwilę miało się skończyć, jakby coś tracił. Coś bardzo ważnego, bez czego nie będzie mógł dalej żyć. I tak właśnie było. Nie miał pojęcia, że w tamtej właśnie chwili spust migawki został naciśnięty.

- Te wszystkie emocje, które są na twojej twarzy. Tak jakbyś za czymś bardzo tęsknił, ale miał to przy sobie. To niebywałe. Do tego ta sceneria i ten kąt padania.

- Powinien pan obejrzeć taras Louisa – powiedział w końcu Styles. Nadal wpatrywał się w swoje zdjęcie i nie mógł uwierzyć.

- Ou, a więc znasz nieznośnego pana Tomlinsona. Miałem obawy czy po prostu nie ukradł tego zdjęcia, ale było on zbyt wyraźne jak na prywatne, ale równie jego historia była raczej wiarygodna. Dlatego miałem z nim taki problem – wytłumaczył Pierre. Harry spojrzał mu przez chwilkę w oczy, a potem znowu spojrzał na zdjęcie.

- Znam go. To było w maju. Ciesze się, że wreszcie zebrał się na odwagę i zgłosił go Akademii – Brunet odwrócił wzrok i spojrzał na plakietkę jaka wisiała pod miejscem na zdjęcie. Było tam pełne imię i nazwisko Louisa.

- Wreszcie? Chcesz powiedzieć, że miał zamiar zgłosić się wcześniej, ale coś go powstrzymywało? - Harry wzruszył ramionami, ponieważ nie chciał opowiadać mężczyźnie o prywatnym życiu jego studenta – No dobrze. Cieszę się, że ci to pokazałem – wyznał, po czym powiesił zdjęcie z powrotem na swoje miejsce. Pokazał ruchem dłoni, aby poszedł za nim, a kiedy znaleźli się pod drugimi drzwiami, wyjął ponownie pęk kluczy – W grupie studentów z którą będziecie pracować jest także pan Tomlinson. Mam nadzieję, że to nie problem – Pitre spojrzał na chłopaka swoimi ciemnymi oczami, a on pokręcił przecząco głową. W głębi cieszył się niezmiernie, że ponownie spotka się z Louisem Tomlinsonem.

2.

Grupka modeli stała dumnie na podeście wesoło ze sobą rozmawiając. Aula powoli zapełniała się uczniami pierwszego roku, a Pitre nie szczędził słów w pośpieszaniu ich. Harry stał z tyłu, w kącie obserwując wszystko uważnie. Odkąd wszedł na aulę razem z swoimi znajomymi nie mógł skupić się na niczym innym jak na wypatrywaniu znajomego szatyna. Studenci byli naprawdę głośni, co doprowadzało dziekana do wściekłości. Przez bite dziesięć minut, wszyscy zdążyli się zejść, więc mężczyzna rozpoczął swój monolog. Wcześniej oczywiście przez chwilkę spojrzał na Harry’ego i na salę. Tak, jakby myśleli o tym samym. Gdzie był Louis?

Pierre zdążył opowiedzieć o modelach Burberry oraz przedstawił ich imieniem i nazwiskiem. Jednak Styles naprawdę go nie słuchał. Był zawiedziony i to nawet bardzo. Zastanawiał się, dlaczego szatyn opuścił zajęcia. A może to nie był ten sam Louis Tomlinson, którego znał on? To było dla niego śmieszne, bo tylko tamten chłopak mógł zrobić mu zdjęcie. Kiedy dziekan doszedł do części dotyczącej celu projektu, drzwi auli otworzyły się i można było usłyszeć czyjś zaraźliwy śmiech. Mężczyzna przestał mówić i westchnął zrezygnowany, a potem spojrzał w stronę drzwi, przez które przeszło dwóch studentów. Pierwszy z nich – blondyn w jasnych spodniach i czerwonym podkoszulku, z czarną torbą na ramieniu i kanapką w dłoni, wszedł spokojnie do sali nadal uśmiechając się od ucha do ucha. Tuż za nim kroczył szatyn w szarych przetartych rurkach, które były podwinięte i ukazywały fragment jego nóg. Harry zauważył na nich coś na znak tatuaży, ale nie był pewien. Jego tors ozdabiała biała bluzka w czarne paski oraz szara bluza. Na głowie zaś miał szare beanie, które idealnie pasowało do jego stroju. Trzymając w ręku pasek od brązowej torby ciągnął ją prawie po posadzce, co było u niego normą. Pierre spojrzał kątem oka na Harry’ego i wskazał głową na wchodzącego szatyna. Potem przewrócił oczami, jakby był przygotowany na to wszystko. Więc Louis spóźniał się na zajęcia?

- Witam panów. Panie Horan – powiedział do pierwszego z chłopców, na co on pokornie kiwnął głową, a potem wbiegł na swoje miejsce w jednym z tylnych rzędów – Oraz pan Tomlinson. Niezmiernie się cieszę, że wreszcie raczyliście się zjawić – Louis wzruszył lekko ramionami, czego można było nie zauważyć, a potem podążył za swoim towarzyszem, beztrosko ciągnąc torbę po schodkach. Kiedy był już na swoim miejscu, wzruszył teatralnie ramionami, po czym klepnął blondyna, który chciał dojeść swoją kanapkę – Tak jak już wspomniałem, będziecie pracować w grupach dwu osobowych. Każda z grup dostanie jednego modela. Będziecie musieli się zgrać, aby wasze zdjęcia wyszły idealne. Oczywiście każdy z was dostanie za nie ocenę, ale to nie jest wasz główny cel. Waszym hasłem jest ‘wnętrze’. Co za tym idzie, dobrze by było abyście poznali się troszkę z waszymi modelami i wiedzieli, jakie jest ich wnętrze. Tylko tym sposobem mogą wam wyjść świetne zdjęcia – Pierre spojrzał po wszystkich, a potem wziął do ręki jeden ze swoich notesów. Zaczął po kolei wyczytywać nazwiska sparowanych studentów i zaczął im przydzielać odpowiedniego modela. To nie trwało długo, ale Louis i tak był nieco zdziwiony, kiedy Niall został dołączony do Josha, a potem jedno nazwisko w ogóle nie padło. Ostatecznie został bez pary, więc usiadł wkurzony bokiem i położył swoją głowę na ławce. Pomyślał sobie, że to za ten jego ostatni wybryk, aby jedną z sesji zdjęciowych przenieść na dach budynku. Oczywiście zdjęcia wyszły fantastyczne, to musiał mu przyznać sam dziekan, ale sam pomysł mu się nie spodobał. Gdy każdy miał już przydzieloną drużynę, mężczyzna pozwolił wszystkim wyjść i poznać się. Oczywiście zajęcia następnego dnia nie były odwołane. Zanim Niall odszedł wraz ze swoją grupą, poklepał przyjaciela po plecach i obiecał, że się do niego odezwie. Potem odszedł razem z Joshem i niską blondynką, która wydawała mu się dziwnie znajoma. Louis westchnął zrezygnowany nadal nie podnosząc się z ławki. Nie mógł zrozumieć jak zaliczy to zadanie, skoro profesor nie przydzielił go do żadnej z grup.

- No i pozostał nam tylko pan Tomlinson – powiedział wesołym głosem Pierre. Szatyn przewrócił oczami i przeklną wewnętrznie. Dziekan spojrzał na Harry’ego stojącego w kącie i patrzącego na swoje białe trampki.

- Ja rozumiem, że Profesor jest na mnie zły za to ostatnio, ale… Jak ja mam zaliczyć to zadanie? - jęknął Louis. Mężczyzna zaśmiał się pod nosem spoglądając na niego.

- Louis, chodź tu do mnie. Nie dąsaj się i nie bądź królem dramatu. Bądź przynajmniej raz mądry, co? - Chłopak podniósł się powoli, ale nadal nie patrzył na mężczyznę, Sięgnął po swoją torbę, a potem kręcąc głową i przecierając swoją twarz zszedł powoli na dół.

- No, ale co ja poradzę, że już taki jestem? Nie chciałem złamać żadnych zasad uczelni, czy czegoś takiego, co pan tam nam mówił, ale to było koniecznie – wyjaśnił, podnosząc rękę i wzrok. Dopiero wtedy zauważył, że oprócz niego i dziekana, ktoś jeszcze był w auli. Wysoki mężczyzna stał tuż za Pierre. Louis wychylił się tak, aby móc go zobaczyć, a kiedy to już się stało, wytrzeszczył oczy i wrócił do swojej poprzedniej pozycji. Pitre roześmiał się i przesunął tak, że odsłonił mu całkowity widok na Harry’ego.

- No cóż… Najwidoczniej nie jestem aż tak zły za twój ostatni wybryk. Zostawiłem dla ciebie to, co najlepsze, Louis. Wydaje mi się, że nie muszę panów przedstawiać. A teraz wybaczcie, ale jestem spóźniony na następne zajęcia – powiedział, spoglądając na zegarek. Spojrzał jeszcze na Tomlinsona, który stał w osłupieniu i wpatrywał się w Stylesa – A z panem widzę się jutro na zajęciach.

Mężczyzna wyszedł z pomieszczenia pozostawiając ich samym sobie. Harry niepewnie podniósł wzrok. Był troszkę zawstydzony tym, że znowu widzi Louisa, ale w głębi duszy bardzo się cieszył.

- Cieszę się – wychrypiał Styles. Po ciele niebieskookiego przeszły dreszcze. Nie mógł uwierzyć, że ponownie go widzi.

- Harry? Cholera! Nie widzieliśmy się pół roku! - mruknął chłopak, podchodząc w jego stronę. Kiedy stanął obok niego, spojrzał lekko w górę na mały uśmiech modela – Znowu zmalałem.

- Myślę, że to ja lekko urosłem od maja. Cieszę się, że cię tu widzę – Louis wyszczerzył się jak głupi, a potem bez wahania wpadł w jego objęcia – I podoba mi się zdjęcie dzięki któremu się tu dostałeś. Prawdziwy unikat – Szatyn odsunął się od niego ze zdziwionym wyrazem twarzy.

- Jak ty…? Przecież nikt nie ma tam wstępu… - Harry wzruszył ramionami – To niesamowite. Myślałem, że Pierre będzie chciał mnie ukarać, a on sparował mnie z tobą. Jestem zaszczycony.

Harry przewrócił oczami, a potem poklepał go po ramieniu i popchnął w stronę drzwi. Wyszli z budynku, a potem skierowali się w stronę dzielnicy w której mieszkał starszy chłopak. Szli tam powoli, rozmawiając o wszystkim wesoło i omawiając swoją współpracę.




3.

Louis postawił tacę na stoliku, przy którym siedział Harry. Podał mu jeden z wysokich kubków z kawą, a drugi ustawił po przeciwnej stronie. Usiadł i spojrzał na swojego towarzysza. Nie widzieli się pół roku. Całe sześć miesięcy od ich ostatniego spotkania było najbardziej przełomowym czasem w życiu Tomlinsona. Zgłosił się do Akademii, dostał do niej, a do tego zaczął sobie radzić z przeszłością. Oczywiście nadal myślał o tym wszystkim, co wydarzyło się między nim a Stylesem, ale uważał to za miłe rozpoczęcie jego nowego życia.

- Nie mogę uwierzyć, że znowu tu jesteś. Jakbym się cofnął w czasie, czy coś – mruknął Louis upijając łyk swojego napoju. Harry przekrzywił głowę i uśmiechnął się. Lubił wspomnienie z maja, ale czasami też ich wręcz nienawidził. Chciał coś powiedzieć, ale Zayn podszedł do ich stolika i wytrzeszczył oczy. Spoglądał na Louisa i Harry’ego i nie mógł uwierzyć.

- To, to….. Harry? - zapytał zaskoczony. Nie mógł uwierzyć, że model był ponownie w kawiarni. Siedział z Louisem i tak po prostu rozmawiali. Wiedział doskonale co wydarzyło się między nimi. Szatyn od razu mu o tym powiedział. Nie mieli przed sobą tajemnic. Styles przytaknął uśmiechając się słabo w jego stronę.

- Cześć Zayn – przywitał się Harry, spoglądają najpierw na Mulata, a potem na Louis’ego.

- Co tu robisz, stary? - Zayn usiadł obok szatyna i szturchnął go lekko, przez co ten prawie rozlał swoją kawę – Znowu pracujesz?

- Yhy. Tym razem z Louisem. Projekt z Akademii – Malik spojrzał zaskoczony na swojego przyjaciela, który wlepił swoje spojrzenie w stolik – Nie miałem akurat żadnej pracy, więc zgłosiłem się do tego projektu – Zayn kiwnął głową, po czym spojrzał w stronę wejścia, gdzie drzwi się otworzyły i wszedł przez nie wesoły blondyn.

Niall wyglądał na szczęśliwego, machając do dziadka Louisa, który stał za barem. Rozejrzał się po sali i kiedy dostrzegł chłopaków podbiegł do nich, machając rękami na wszystkie strony. Był lekko zaskoczony, kiedy zobaczył Harry’ego, ale przywitał się z nim uściskiem dłoni i nie pytał o nic.

- To po prostu bajka! Ja i Josh dostaliśmy najcudowniejszą modelkę pod słońcem. Blondynka, długie włosy. Wspaniały uśmiech. Ciągle gada. A jej ciało… Matko! - Podekscytowanie Nialla rozbawiło Harry’ego, który nie widział niczego specjalnego w swoich koleżankach z pracy. Zayn pokiwał głową ze zrozumieniem, a Louis nie skomentował tego w żaden sposób.

- Pewnie chodzi o Demi. Tylko ona nadaje jak katarynka. Czasami trudno ją zrozumieć. Ma bardzo specyficzny akcent – wyjaśnił Harry, uśmiechając się w stronę Horana. Blondyn kiwnął głową i spojrzał na Louisa, który spoglądał na Zayna z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

- Nie mam pojęcia jak ma na imię. Rozmawiałem z nią trzy minuty, bo potem musiała iść – westchnął chłopak. Zayn wstał z swojego miejsca i poklepał go po ramieniu, potem odszedł w stronę lady. Louis nie wiedział jak ma się zachować przy Harrym w obecności Nialla. Horan nie wiedział bowiem o niczym co wydarzyło się w maju – Okej. A wy będziecie razem pracować, tak? - Tomlinson kiwnął głową, po czym uśmiechnął się lekko. Styles również przytaknął, ale nie odezwał się nic. Jerry podszedł do ich stolika, przynosząc Niallowi jego napój. Chłopak podziękował skinieniem głowy.

- Cieszę się, że cię znowu widzę Harry – powiedział mężczyzna, na co brunet jedynie się uśmiechnął. Był pewien, że dziadek Louisa wiedział o wszystkim, co wydarzyło się wcześniej.

Piękna brunetka przekroczyła próg kawiarni. Rozejrzała się dookoła siebie, a potem odgarnęła swoje długie włosy na jeden bok. Dopiero kiedy ujrzała przy jednym z stolików burze kręconych ciemnych włosów, przewróciła oczami i podeszła tam szybko.

- Nigdzie nie można cię puścić samego idioto! - warknęła podchodząc do stolika i spoglądając złowrogo na Harry’ego. Chłopak lekko się wystraszył na te słowa, ale potem zorientował się kto do niego mówi – Byłam w Akademii żeby cię stamtąd odebrać, a ty po prostu przyszedłeś sobie tutaj i nawet nie raczyłeś zadzwonić. Zawsze wiedziałam, że jesteś bezczelnym ignorantem – powiedziała dziewczyna, siadając obok niego.

- Także od jutra zaczynamy pracę, prawda? - powiedział Harry, ignorując dziewczynę. Denerwowało go jej zachowanie, ponieważ nie była jego matką, aby go w jakiś sposób kontrolować. Niall zauważył jego postawę i roześmiał się lekko. Oburzona brunetka założyła ręce na piersi i czekała na wyjaśnienia – Selena to jest Niall, a to Louis – powiedział chłopak spoglądając na nią wymownie – Chłopaki to Selena, moja przyjaciółka.

- I tak uważam, że jesteś ignorantem – mruknęła Selena – Żyjesz w średniowieczu? Nie wiesz co to telefon?

- Nie jesteś moją matką, żebym ci się tłumaczył. To, że twój ojciec jest moim managerem… Zresztą… - Harry machnął ręką i spojrzał na Louisa, który przypatrywał się mu. Uśmiechnął się do niego na co on odwzajemnił uśmiech.

- Matka czy nie. Zbieramy się do hotelu. Miło było chłopcy, ale musimy już lecieć – powiedziała, nagle dziewczyna wstając. Model spojrzał na nią zaskoczony, ale widząc jej wzrok nie sprzeciwiał się. Podniósł się ze swojego miejsca i ostatni raz spojrzał na Tomlinsona.

- Spotkamy się jutro? - zapytał szatyna, kiedy Selena ciągnęła go za rękaw. Louis kiwnął głową, a potem odprowadził ich wzrokiem do wyjścia.

- Myślałem, że Pierre będzie chciał cię jakoś ukarać – powiedział Horan spoglądając na przyjaciela. Odkąd Louis dostał się do Akademii, on i blondyn byli nierozłączni. Był kolejnym po Zaynie przyjacielem, który nie był gejem. Rozumieli się bez słów i oboje byli na tyle szaleni, aby robić te wszystkie dziwne rzeczy. Niall jednak nie wiedział nic o przeszłości Tomlinsona, a przynajmniej nie o tym, co wydarzyło się w maju – Coś mi podpowiada, że ty i Harry już się wcześniej spotkaliście. Mam rację?

Louis spuścił wzrok na swoje dłonie i zastanawiał się, czy powiedzenie blondynowi było dobrym rozwiązaniem. Nie chciał burzyć ich znajomości, a tym bardziej wyjść na kogoś z tajemnicami. Niall mógłby uznać, że szatyn mu nie ufa, jeśli nie chciał mu zdradzić tej tajemnicy. A była to dość ważna rzecz. Od niej zaczęła się dobra passa chłopaka i to dzięki niemu nabrał sił na walkę z przeszłością, która niestety powracała.




4.

Louis szedł wolnym krokiem w stronę domu. Było już po szesnastej i właśnie wracał z zajęć, które były dla niego dość nudne. Jednak dzięki temu miał szansę przemyśleć sesję, jaką musiał wykonać razem ze swoim modelem. Miał pewien plan i nawet chciał o tym powiedzieć Harry’emu, kiedy spotkał się z nim rano na uczelni, ale nie miał szansy, ponieważ chłopak został od niego odciągnięty przez dziekana. Jakby tego było mało potem już go nie widział. Domyślił się, że Pierre zabrał go i resztę modeli na zwiedzanie miasta albo na obiad. Louis miał jednak nadzieję, że Harry zjawi się popołudniu w Caché à l’intérieur. Pogoda na dworze robiła się nieznośna, więc Louis miał na sobie cienką granatową kurtkę. Jego włosy odstawały we wszystkie strony, a wiatr czasami zwiewał jego grzywkę na oczy. Na ramieniu miał zawieszoną torbę i teczkę ze zdjęciami. Odległość między uczelnią a jego dzielnicą nie była duża, dlatego też chodził piechotą. Nie to, co Niall albo Josh. Oni dojeżdżali tramwajem. Mieszkali razem w wynajmowanym mieszkaniu. Obaj nie byli stąd, dlatego Louis cieszył się, że poznał jakiegoś obcokrajowca. Oczywiście bliższe stosunki utrzymywał z Niallem, ponieważ to jego głównie wszędzie było pełno. Poznali się podczas zajęć przygotowawczych, jakie zostały zorganizowane we wrześniu. Znali się trzy miesiące i Louis naprawdę wiedział o nim prawie wszystko. Wiedział o jego rodzinie, mocnej głowie, pojemnym żołądku, dziwnym upodobaniom filmowym, ale najbardziej uwielbiał w nim to, że był Irlandczykiem. Oczywiście nadal nie wiedział, dlaczego blondyn zdecydował się na studia w Paryżu, ale nie było to aż tak istotne.

Będąc już blisko kamienicy, zauważył znajomą postać opierającą się o mur. Czarna kurtka odznaczała się, a wielka teczka z rysunkami była jego nieodłącznym kompanem. Louis przeklął w myślach swoje nieszczęście. Naprawdę nie chciał ponownie wpaść na Liama, ale ten mały koszmar powtarzał się co jakiś czas i naprawdę sobie z tym radził. Miał nadzieję, że może Payne nie czeka na niego. Może na kogoś innego. Może uda mu się przemknąć niepostrzeżenie i będzie miał święty spokój?

- Nareszcie jesteś! - powiedział Liam, kiedy Louis go mijał. Westchnął zrezygnowany i postanowił się nie zatrzymywać. Nie tym razem – No hej! Zaczekaj Lou! Chce tylko pogadać! - Liam ruszył za nim w stronę kawiarni stąpając mu po piętach.

- Nie wiem po co się wysilasz, nie mamy o czym rozmawiać – mruknął Tomlinson, karcąc się w myślach za to, że w ogóle podejmuje z nim rozmowę. Nie zwracając na idącego obok niego, przyśpieszył kroku i złapał mocniej stoją brązową torbę. Liam nie był głupi i wyrównał z nim krok, idąc ramię w ramię.

- Dlaczego nie dasz mi szansy? Wiem, że to co zrobiłem było straszne i inne bla, bla. Ale serio, kochanie! Zmieniłem się – Payne złapał go za ramię, ale ten mu się wyrwał. Jednym z jego postanowień po wyjeździe Harry’ego, było zapisanie się na siłownię. Tak też zrobił, więc mógł się teraz pochwalić niezłymi mięśniami. Był silniejszy niż Niall, ale nie tak bardzo jak Zayn. Oczywiście z Liamem, nie miałby żadnego problemu, ale nie chciał wszczynać bójek – No błagam cię, Louis! Nie bądź jak dziecko. Słuchaj. Było nam ze sobą dobrze. Nawet wspaniale! Nie musimy być od razu parą. Skarbie, pamiętasz jak nam było wspaniale? Te czasy mogą wrócić. Po prostu musisz mi o tym powiedzieć – Louis nie słuchał co mówił do niego młodszy chłopak. Nie chciał tego słyszeć. Doszedł szybkim krokiem do wejścia kawiarni i wszedł tam bez żadnych skrupułów. Miał cichą nadzieję, że Liam nie wejdzie za nim, ponieważ od pewnego czasu bał się on Zayna. Jednak Malika tego dnia nie było w pracy. I Liam mógł o tym wiedzieć.

W środku nie było za wiele osób, kilkoro siedziało w kącie z książkami i kubkami z parującymi napojami. Szatyn rozpiął szybko kurtkę i rozejrzał się w poszukiwaniu dziadka. Liam stał tuż za nim. Nie miał zamiaru się poddać, tylko dlatego, że Louis mówił nie. Dla niego to nie była odmowa. Był przekonany, że chłopak mu ulegnie. Wyciągnął w jego stronę dłoń i położył ją na jego ramieniu. Niebieskooki wzdrygnął się i odwrócił strzepując rękę z swojego ramienia.

- Czy do ciebie nic nie dociera? - zapytał zdenerwowany Louis. Miał dość tych incydentów i chciał się raz na zawsze odpędzić od Liama – Nic nie będzie już takie, jak kiedyś Liam. Zrozum to. Nie chcę mieć z tobą nic do czynienia! - Payne przewrócił oczami i wyciągnął w jego stronę dłoń. Szatyn jednak ją odtrącił.

- Przesadzasz, Lou – Zagotowało się w nim. Jak Liam mógł być tak bezczelny? Nie mógł tego pojąć i naprawdę nie chciał.

- Wszystko w porządku, skarbie? - Niebieskooki usłyszał za sobą dobrze mu znany głos. Nie musiał się odkręcać, aby wiedzieć do kogo należał. Poczuł na swojej tali dwa ramiona, a potem usta całujące jego szyję. To było przyjemnie dziwne, ale wiedział, że Harry robił to wyłącznie ze względu na Liama.

- Yhy. Tak myślę – mruknął, spoglądając krzywo na Payne, który stał przed nim ze zdziwionym wyrazem twarzy. Nie spodziewał się widoku jaki miał przed oczami – Właśnie skończyliśmy rozmawiać – Liam spojrzał złowrogo na Stylesa, a potem jeszcze raz na Louisa.

- Przemyśl to o czym ci powiedziałem – powiedział, zanim nie opuścił kawiarni. Tomlinson westchnął lekko, po czym oparł się o Harry’ego i odwrócił głowę tak, że jego policzek spoczywał na klatce piersiowej młodszego. Stylesowi to nie przeszkadzało. Louis zamyślił się przez chwilkę, ale poczuł, że Harry odnajduje jego dłoń i odkręca w swoją stronę, więc pomógł mu w tym.

- Cześć po raz drugi – Uśmiechnął się starszy chłopak. Model zaśmiał się lekko i ścisnął jego dłoń, spoglądając na niego spod opadającego na czoło loka – Chodźmy do mnie na górę. Nie wiadomo kto może się tu jeszcze napatoczyć.

Ruszyli w ciszy na zaplecze, gdzie przywitali się z Jerrym i nową kelnerką. Wspinając się na górę po schodach nie rozmawiali. Harry nadal trzymał dłoń szatyna i nie puścił jej, dopóki nie przekroczyli jego mieszkania. Wewnątrz musieli to zrobić. Louis rzucił swoją torbę na krzesło, potem zdjął kurtkę i buty. Harry zrobił to samo, ale trochę wolniej, więc Louis w tym czasie poszedł do kuchni i nastawił czajnik z wodą. Wyjął dwa kubki i wrzucił do nich torebki z herbatą. Wszystko wydawało mu się w porządku, dopóki ponownie nie poczuł dłoni Harry’ego na swoich biodrach. Młodszy chłopak przywarł do niego swoim torsem i pocałował go w odsłonięte ramię. Louis zamarł. Nie wiedział co ma zrobić. Nie wiedział jak ma się zachować. Co myśleć. Dlaczego Harry to zrobił? Byli sami. Nie musiał przed nikim grać. Harry jakby wyczuł, że coś jest nie tak, bo rozluźnił swoje objęcie. Czajnik dał o sobie znać, więc Louis ocknął się z lekkiego zamyślenia. Harry odsunął się i oparł o wysepkę kuchenną, spoglądając na plecy starszego chłopaka. Nie wiedział co nim kierowało kiedy to zrobił. Co on sobie myślał? Że Louis coś do niego czuje? Po tym pół roku? Był głupi. I naprawdę chciał w tamtej chwili wyjść i zniknąć, ponieważ uważał, że się ośmieszył. Szatyn odkręcił się do niego przodem i podał mu jeden z kubków uśmiechając się pokrzepiająco. Nie wyglądał jakby był na niego zły, co było dobrym znakiem.

- Mam już pomysł na sesję, ale najpierw trochę pogaworzymy, co? - Model kiwnął głową, a potem ruszył w stronę salonu. Kiedy tam wszedł zdziwił się, ponieważ to pomieszczenie zmieniło się nieco od ostatniego razu, kiedy w nim był. Kanapa stała w innym miejscu i była przyściełana bordowym welurem. Poduszki, jakie na niej leżały miały kolor czarny. Stolik był całkiem nowy i wyglądał raczej na wielką kwadratową pufę w kolorze beżu. Z pomieszczenia znikła półka na telewizor i wielka szafa. Zamiast nich była tylko jedna długa półka na książki. Telewizor wisiał na ścianie, a tuż obok okna stała donica z Bungenwillą o purpurowych kwiatach. Harry napawał się widokiem nowego salonu szatyna i nawet nie spostrzegł, że tamten usadowił się wygodnie na sofie. Dołączył do niego po chwili upijając łyk swojej herbaty – Zrobiłem remont w całym mieszkaniu i na tarasie. Musiałem. Jakoś źle mi się kojarzyło to miejsce - Harry przytaknął. Nie chciał rozdrapywać starych wspomnień. Był tylko ciekawy jak dużo zmieniło się na tarasie chłopaka – Selena jest córką twojego managera? - Styles kiwnął głową i skrzywił się na samą myśl o brunetce. To nie było tak, że jej nie lubił. Kochał ją jak siostrę i uważał za swoją najlepszą przyjaciółkę, ale czasem dawała mu w kość. Lubiła nim rządzić (na co naturalnie jej nie pozwalał), zrzędziła i warczała na niego, ale potrafiła także słuchać i być przy nim, kiedy tego potrzebował.

- Czasami potrafi być nieznośna jak jej tata – zaśmiał się zielonooki i wyciągnął swoje nogi tuż obok szatyna. Czuł się jak u siebie – Oczywiście kocham ją. Jest dla mnie jak młodsza siostra, ale zarazem jej nie cierpię. Doprowadza mnie czasami do szału – Louis zaśmiał się głośno z wyrazu twarzy przyjaciela, a potem oparł się wygodnie o poduszki.

- Właściwie dziwię się, że nie poznałem twojego managera.

- Nie masz czego żałować – mruknął w odpowiedzi – Nick nie jest nikim szczególnym. Mój manager, przyjaciel i wspaniały facet – gej – Louis zmarszczył brwi pod wpływem jego słów i oczekiwał wyjaśnienia – Tak, wiem. Ma córkę. To była wpadka jego młodości, jak mi sam wyznał. Potem dopiero się zorientował, że woli kutaski od cipek – Tomlinson zatkał sobie usta, aby nie parsknąć śmiechem na słowa młodszego chłopaka – Jest naprawdę spoko. Czasami za bardzo świruje i ogólnie to straszny z niego plotkarz. Oprócz tego, że jest moim managerem pracuje czasami w radio i jest prezenterem telewizyjnym. Mama Seleny też jest fajna. Młodsza od Nicka i czasami dość ekscentryczna.

- Ekscentryczna? - zapytał Louis. Zielonooki pokiwał głową, a potem odstawił swój kubek na stolik. Oparł się wygodnie o oparcie i skrzyżował swoje ręce na piersi.

- Troszeczkę. Sposób w jaki się ubiera, wygląda. To jest bardzo oryginalny styl. No wiesz… - westchnął Harry – Kobieta w wieku trzydziestu pięciu lat nie chodzi raczej w fioletowych włosach, prawda? Nie ubiera się jak jej nastoletnia córka. Ale mimo tego wszystkiego jest naprawdę wspaniała. Poradziła sobie z nastoletnią ciążą, pracuje teraz razem z Nickiem i mimo wszystko dogadują się jak nikt inny na świecie. Selena ma szczęście.

- To szalone – zaśmiał się Tomlinson. Harry uśmiechnął się w jego stronę, tak jak tylko on potrafił.

- A najlepsze w tym wszystkim jest to, że u nich na porządku dziennym są wspólne obiady, kolacje, święta spędzone razem. Tak jakby nadal byli rodzinką. Selena mieszka z Nickiem i czasami kiedy do nich przychodzę zastaje Katy w ich salonie leżącą na kanapie z nogami na kolanach Nicka. Serio! To takie niemożliwe. Ale wychodzi na to, że oni po prostu się przyjaźnią.

- Widzę, że się nie nudzisz – powiedział Louis. Model przytaknął. Wydawało mu się, że za dużo mówi, więc nie odezwał się już nic – Więc… Mam już pomysł na sesję – Szatyn klasnął w dłonie, prostując się na swoim miejscu – Wiem, że najbardziej swobodnie czujesz się w moim towarzystwie. Przynajmniej tak myślę – Ich spojrzenia spotkały się na chwilkę. Młodszy chłopak przytaknął energicznie głową, przez co jego loki zasłoniły mu oczy. Odgarnął je ręką, a potem spojrzał w sufi czekając na to, co chce mu powiedzieć Louis – Zrobimy to tu. Tak będzie najlepiej. Będziemy po prostu siedzieć rozmawiać, a ja w tym czasie będę robić zdjęcia i myślę, że wyjdzie dobrze. Nie chcę odgrywanej sesji. Skoro to ma być twoje wnętrze.

- Podoba mi się – Harry wyprostował głowę i uśmiechnął się w stronę przyjaciela. Mogło mu się wydawać, ale zauważył w oczach niebieskookiego iskierki szczęścia. Dla niego to był dobry znak. Resztę popołudnia spędzili na rozmowie o Akademii i pierwszym miesiącu Louisa jako studenta. Harry naprawdę chciał wiedzieć więcej. Chciał też wiedzieć o co chodziło Liamowi, ale niebieskooki nie powiedział mu nic. Nie naciskał. Wiedział, że nic dobrego by z tego nie wyszło.




5.

Harry leżał na brzuchu twarzą zwrócony w stronę okna. Dochodziło południe, a on nie miał nic lepszego do roboty. Nie musiał nigdzie wychodzić, nie był umówiony z Louisem, a samotny spacer po stolicy Francji nie był jego priorytetem. Czarny iPhone zadzwonił tuż obok jego głowy, co wystraszyło go nieco. Jednak nie ruszył się ze swojej pozycji. Nie miał ochoty na pogawędki z kimkolwiek. Zamknął oczy, wracając wspomnieniami do niektórych zdarzeń ze swojego życia. Nie było dziwne to, że pierwszym o kim pomyślał był Louis. Nie mógł ot tak przestać o nim myśleć, skoro od pół roku to ciągle były jego najważniejsze myśli. Niezależnie gdzie był, co robił, szatyn zajmował większość jego umysłu i to wcale tak bardzo mu nie przeszkadzało.

Ktoś wszedł do apartamentu, nawet nie pukając. Cichy stukot obcasów rozbrzmiał w małym saloniku, a potem ktoś wszedł do jego sypialni. Harry doskonale wiedział kim była osoba, więc nie otworzył oczu, ani nie podniósł się ze swojej pozycji. Niska brunetka podeszła do łóżka i stanęła obok niego ze zmartwionym wyrazem twarzy. Usiadła obok chłopaka i przeczesała jego loki dłonią.

- Nadal się tym martwisz? - zapytała, kładąc się obok niego tak, że ich twarze były naprzeciwko siebie. Harry poczuł oddech Seleny na swoim policzku, więc otworzył oczy i spojrzał w jej ciemne tęczówki – Harry. Wiem, że to ciężkie, ale nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Minęło pół roku.

- Pół roku za długo – mruknął chłopak, ponownie zamykając oczy. Selena objęła go jednym ramieniem i przyciągnęła w swoją stronę tak, że przytulił się do jej klatki piersiowej. Oczywiście wolałby, aby to Louis go tulił, ale Selena także była okej – Myślałem… Miałem nadzieję… Byłem pewien…., że po tej nocy. Louis wydawał się być tak inny. Wydawało mi się, że może coś do mnie poczuł. Tak jak ja… Ale chyba się przeliczyłem. Myliłaś się, że potrafię przejrzeć ludzi.

- Hej! Zniszczyłeś moją nadzieję, że czasami mam rację – powiedziała oskarżycielskim tonem Selena. Harry uśmiechnął się pod nosem, a potem przekręcił się na plecy, oddalając się na troszkę od dziewczyny – Powiedział ci, że nic do ciebie nie czuję? - Styles spojrzał na nią jak na idiotkę, a potem westchnął głośno.

- Więc uważasz, że miałem mu powiedzieć prosto w oczy, że darzę go jakimś uczuciem? - Brunetka przewróciła oczami, ale nic nie powiedziała – Sel, mówiłem ci co stało się wczoraj, tak? On zachowywał się jakby nic między nami nie było wcześniej. To frustrujące.

- Nienawidzę kiedy jesteś smutny. Harry. Twoja twarz jest stworzona do uśmiechu, skarbie – Harry zakrył dłońmi twarz, po czym przewrócił się plecami do dziewczyny – Czy widzisz się dziś z Louisem? - Harry mruknął coś pod nosem, a potem poczuł jak dziewczyna wstaje z łóżka.

- Chcę zostać sam – powiedział w końcu, kiedy była już przy wyjściu.




6.

Selena weszła powoli do kawiarni. Zdjęła z głowy duży kapelusz, po czym odwinęła z szyi jasny szal. Przeszła klika kroków w stronę lady i rozejrzała się w poszukiwaniu wolnego stolika. Kiedy już go dostrzegła, ruszyła do niego powolnym krokiem. Tego dnia wyjątkowo w ‘Caché à l’intérieur’ było dużo ludzi. Większość z nich byli to studencie. Selena usiadła na jednym z krzeseł, po czym zdjęła z siebie kurtę. Nawet nie zauważyła jak do jej stolika podszedł wysoki Mulat. Ocknęła się dopiero kiedy chrząknął wymownie.

- Ou… Hej! - powiedziała powoli, nie będąc pewną, czy chłopak ją zrozumie. Niestety nie znała francuskiego tak jak Harry. Można było powiedzieć, że nie znała go w ogóle. Zayn uśmiechnął się do niej pogodnie, kiwając głową i pokazując palcem na kartę. Dziewczyna szybko ją pochwyciła, nie chcąc marnować jego czasu – Cholerka.

- Ah, nie znasz francuskiego – powiedział raczej do siebie. Brunetka pokiwała niepewnie głową, więc Malik usiadł obok niej i wziął od niej kartę. Spojrzał na nią, a potem szybko ją zamknął i odwrócił się do dziewczyny – Jeśli mam być szczery to mogę ci zaproponować Caramel Macchiato. Na pewno będzie ci smakować – Selena spojrzała na niego podejrzliwie, ale widząc jego pogodną twarz przytaknęła. Zayn wstał z swojego miejsca i odszedł do lady barowej, nie odkręcając się nawet na moment. Wrócił do stolika kilka minut później z tacą na której piętrzyły się dwa wysokie kubki i dwa talerzyki z ładnie wyglądającym ciastem – Nie będziesz miała nic przeciwko jeśli się do ciebie przysiądę – Panna Grimshaw wzruszyła ramionami, po czym zgarnęła w swoją dłoń jeden z kubków.

- Jesteś przyjacielem Louisa, prawda? - Ciemnooki kiwnął głową, ściągając z siebie fartuch i siadając naprzeciwko niej – Widziałam cię wtedy tutaj, ostatnio. Harry także o tobie wspominał. Zayn, racja? - Mulat kiwnął głową i uśmiechnął się w jej stronę ukazując rząd białych zębów – Ja jestem Selena.

- Miło mi – odpowiedział od razu – Jesteś naprawdę śliczna – Wypsnęło mu się nagle. Nie miał w zwyczaju mówić nowo poznanym dziewczynom, że są piękne, czy coś. Ale sam do końca nie wiedział dlaczego tak się stało – To znaczy…

- A ty jesteś słodki i nie wyglądasz na nieśmiałego – Zayn przytaknął niepewnie, po czym sięgnął po swoją szklankę i upił kilka łyków kawy. Ciepły płyn rozprzestrzenił się po jego przełyku i od razu zrobiło mu się cieplej.

- Zazwyczaj zachowuję takie uwagi dla siebie – mruknął, na co Selena przytaknęła – Więc studiujesz coś? - zapytał. Dziewczyna pokręciła przecząco głową, zabierając się za swoje ciasto.

- Nie. Pracuję w jednym z Londyńskich domów mody. Dopiero zaczynam się wkręcać. Jak na razie ubieram modelki i nadzoruje niektóre rzeczy przy pokazach. Nic specjalnego.

- Pracujesz z takimi jak Harry, tak? - zapytał zaciekawiony Zayn. Brunetka pokręciła przecząco głową, uśmiechając się.

- Harry jest fotomodelem. Nie występuje na wybiegach. Wyobrażasz go sobie na wybiegu? - Selena wykonała dziwny ruch ciałem ukazując chód Stylesa. Zayn roześmiał się lekko, a potem pokiwał głową – Ja też nie. On jest tylko idealny przed obiektywem.

- Nie ma ludzi idealnych – wyznał Malik. Selena spojrzała w jego ciemne oczy, a po chwili przytaknęła niechętnie – Chociaż Louis uważa inaczej. Ale to tylko przez wygląd. Nikt nie jest idealny i nawet jeśli czasami wydaje nam się inaczej to prawda jest jedna – Selena upiła łyk kawy, po czym oboje usłyszeli dźwięk telefonu. Malik spojrzał na nią lekko przestraszony, więc wyjęła go pośpiesznie i odebrała.

- Cześć tato – mruknęła dziewczyna. Brunet spoglądał na nią łagodnym wzrokiem i studiował jej piękną twarz, i długie włosy. Kiedy zobaczył ją po raz pierwszy, wydawała się być lekko szalona, ale po chwili rozmowy stwierdził, że była miłą i zwyczajną dziewczyną – Spokojnie. Tato – warknęła podirytowana dziewczyna, na co brunet zmarszczył brwi – Z Harrym jest okej. Nie martw się o niego. To, że nie odbiera to nie katastrofa…. Jest lekko przygnębiony, po prostu – dodała, po czym spojrzała Zaynowi w oczy. Po chwili jednak odwróciła wzrok i wsłuchała się w głos ojca – Nie tato. Nie pytaj go o to. To jego sprawy miłosne. Wszystko będzie okej. Tato! - Zayn nie wiedział do końca o czym mówiła dziewczyna, ale wydawało mu się, że to ma jakiś związek z Louisem – Boże! Człowieku ogarnij się, co? To w kim się zakochał to jego sprawa. To jego życie prywatne i masz się do tego nie wpraszać.

Brunetka odłożyła swój telefon na stolik i spojrzała na Zayna, który siedział naprzeciwko niej z uniesionymi brwiami. Westchnęła głośno, przeczesując dłonią swoje włosy. Nie wiedziała co ma powiedzieć chłopakowi, ale wiedziała, że musi poruszyć z nim ten temat.

- Harry zakochał się w Louisie? - zapytał w końcu Zayn, pochylając się nad stolikiem, w jej stronę. Wzruszyła ramionami, a potem jęknęła głośno.

- Nie mów o tym nikomu, dobra? A już na pewno nie Louisowi. Harry mnie zabije.

- Dramatyzujesz za bardzo. Nikomu nie powiem – zapewnił ją – Podejrzewałem, że może się tak stać. Louis jest trudny, ale może to wszystko skończy się dobrze? - Selena przymknęła oczy. Może Zayn miał rację?




7.

Wysoki brunet naciągnął czapkę na uszy i poprawił swój cienki płaszcz. Z każdym dniem pogoda była coraz bardziej kapryśna. Liście powoli ustępowały z drzew, co było dość urokliwe jak na tę porę roku. Było troszkę po szesnastej, kiedy drzwi od wielkiego budynku otworzyły się i wyszedł z nich pierwszy student. Tego dnia Harry nie był w Akademii, ale chciał zrobić szatynowi niespodziankę, więc czekał na niego pod uczelnią. Z każdą minutą drzwi otwierały się coraz częściej i studenci wypływali ze środka jak rzeka. Styles uważnie obserwował ich wszystkich, aby móc wyłapać czuprynę Louisa. Po tym jak dogłębnie przemyślał sobie to, co powiedziała mu Selena, nie zamierzał się poddawać. Bo dlaczego miałby to zrobić? Nic przecież nie tracił.

Więc kiedy ujrzał go, wychodzącego nieporadnie z budynku. Z wielką torbą przewieszoną przez ramię i milionem innych rzeczy, nie mógł się nie uśmiechnąć. Podszedł do niego niezauważalnie i serce prawie mu stanęło, kiedy zobaczył jego oczy. Piękne, błękitne niczym dopiero co spieniony oceną, były opuchnięte. Na policzkach widniały zaschnięte ślady łez, ale także świeże, dopiero co urojone. Louis zauważył go chwilkę później, jakby nie kontaktując ze światem.

- Louis, co się stało? - zapytał Harry, zabierając mu z rąk jedną z teczek i wyrywając mu ciężką torbę – Skarbie, proszę powiedz – Louis odwrócił wzrok i skulił się w sobie niezdolny do wypowiedzenia żadnego słowa. Brunet zarzucił rzeczy na ramię i objął go drugą ręką – Nie mogę patrzeć jak płaczesz. Chodź. Zabieram cię stąd – Tomlinson nie opierał się, kiedy Harry prowadził go w stronę mieszkania starszego. Był przyciśnięty do jego boku i mógł czuć ciepło jego ciała. Szli w ciszy, żaden z nich nie odzywał się. Louis co chwilkę pociągał nosem, a Harry spoglądał na niego z czułością i zmartwieniem. Nie wiedział co mogło stać się niebieskookiemu i to go powoli przytłaczało. Nie chciał na niego naciskać, ale był pewien, że Louis wszystko mu powie. Miał nadzieję, że chłopak się przed nim otworzy tak, jak pół roku wcześniej.

Do kamienicy weszli tylnym wejściem, ponieważ Louis nie chciał zostać zobaczonym przez dziadka albo Zayna. Wspięli się po schodach, a potem Harry wyszukał w torbie szatyna klucze i otworzył nimi drzwi. Louis wszedł pierwszy i opadł na krzesło stojące obok stojaka. Rzucił wszystko na podłogę i zakrył dłońmi twarz. Styles podszedł do niego i kucnął przy nim, zabierając mu dłonie z twarzy. Jednak Louis nie chciał być oglądany, dlatego też odkręcił głowę z bok.

- Przyjaźnimy się, prawda? - zaczął spokojnie Harry. Louis pociągnął nosem, a potem spojrzał na niego ponownie. W jego oczach było coś dziwnego, coś czego Harry wcześniej nie widział i nie potrafił nawet tego nazwać – Możesz mi wszystko powiedzieć. Wiesz o tym? - Louis kiwnął głową i westchnął lekko. Harry nie spodziewał się, że obejmie go ramionami i przytuli się do jego szyi. Jego serce zaczęło bić mocnej i miał nadzieję, że Tomlinson tego nie zauważy. Po chwili przytulania, starszy odsunął się i spojrzał bezradnie na modela. Długie palce zielonookiego zaczęły rozpinać jego kurtkę. Louis uśmiechnął się w podzięce, a potem spoglądał jak Harry zdejmuje kurtkę i buty. Oboje udali się do salonu, gdzie Louis ułożył się w rogu kanapy jak mały kotek. Brakowało mu tylko kocich uszu i mruczenia. Wyglądał na rozdartego i nieszczęśliwego i w rzeczywistości taki był. Młodszy chłopak spoglądał na niego przez chwilkę, ale potem poszedł do kuchni z zamiarem zrobienia czegoś do picia. Pamiętał doskonale co gdzie leżało, więc bez problemów zrobił dwa kubki gorącej czekolady, a potem wrócił do salonu. Louis nie zmienił swojego położenia. Wpatrywał się w okno, a jego oczy nadal były lekko zaczerwienione. Harry wcisnął mu kubek w dłonie i usiadł obok niego, stykając się z nim ramieniem. Przez chwilkę pili w ciszy, ale potem Louis odłożył kubek i usiadł przodem do bruneta, przyciągając nogi do piersi.

- Liam nadal nie daje mi spokoju. Nawet twoja gra aktorska go nie przekonała – westchnął szatyn. Harry’ego coś ukuło w piersi, ponieważ on nie udawał. Naprawdę chciał, aby tamta scena nie była udawana – Czasami nawet nie mogę spokojnie pójść na zajęcia albo wrócić do domu.

- A dziś? - zapytał Harry, odstawiając swój kubek na stolik przed nimi.

- Czekał na mnie po zajęciach w budynku. Niall był ze mną i kazał mu się wynosić, a ja uciekłem – Ręce niebieskookiego zaczęły się trząść, Harry zauważył to niemal od razu. Odwrócił się do niego przodem i położył mu ręce na ramionach.

- Bardzo dobrze zrobiłeś. Nie zamartwiaj się tym, co?

- Chcę mieć już święty spokój. Dlaczego on się tak na mnie uwziął? Dobrze wie, że do niego nie wrócę. Po tym wszystkim… - Harry przysunął go do siebie i przytulił, więc szatyn nie dokończył swojej wypowiedzi. Nie miał mu tego za złe. Lubił jego wielkie ramiona i ciepłe ciało. Lubił jego szyję i zmysłowe perfumy. Lubił się do niego przytulać, ponieważ Harry się o niego troszczył. Z nim wszystko było prostsze i wszystkie zmartwienia odpływały. Minęła chwila zanim odsunęli się od siebie. Louis wlepił w niego swoje niebieskie tęczówki i oglądał każdy cal jego twarzy. Dłonią bawił się kosmykami bruneta, co przyprawiało go o mały zawał serca. Tomlinson nie miał pojęcia, że takimi małymi gestami może wywoływać takie emocje u drugiego chłopaka. Ich twarze dzieliły centymetry, a potem milimetry, a to wszystko za sprawą modela. Przybliżał się do niego, łapiąc jego twarz w swoje dłonie. To było jak bajka. Jakby oboje tego chcieli. Chociaż Harry wiedział, że Louis prawdopodobnie nawet nie ma pojęcia co się święciło, ale jakaś mała nadzieja tliła się w jego sercu. To on pierwszy docisnął swoje usta do ust szatyna. To było lekkie cmoknięcie, ale kiedy Harry poczuł tą lekką słodycz nie mógł oderwać swoich ust. Jego dłoń przesunęła się na kark starszego, tym samym przysuwając go do siebie bardziej. Ich usta napierały na siebie z zażyłością, jakiej nie rozumieli. Języki ocierały się o siebie odgrywając mały taniec. Wszystko działo się powoli, jakby z wielką czułością, ale i tęsknotą. Oderwali się od siebie powoli i pozostali blisko siebie. Twarz obok twarzy, nos przy nosie. Harry nie był pewien dlaczego to wszystko się działo, ale chciał aby tak było już zawsze.

- Dlaczego mi na to pozwalasz? - wychrypiał Harry. Jego oddech owiał usta szatyna, przez co przez jego ciało przeszły dreszcze. Sam do końca nie wiedział dlaczego pozwolił się pocałować Harry’emu, ale kiedy już to nastąpiło, nie potrafił go odepchnąć. Bo przecież to był Harry. Tomlinson przymknął oczy i westchnął cichutko. Zapach perfum modela unosił się dookoła i nie mógł myśleć o niczym innym, jak nie o tym, jaki on był perfekcyjny.

- Dlaczego to zrobiłeś? – zadał pytanie Louis, nie wiedząc co ma odpowiedzieć Stylesowi. Nie chciał odpowiadać czegoś, co nie całkiem było prawdą, ani nie całkiem było kłamstwem. To wszystko było lekko dziwne i żadna z odpowiedzi nie byłaby wystarczająco dobra do tej sytuacji. Harry uśmiechnął się lekko na dźwięk głosu starszego. Miał ochotę się roześmiać, ponieważ Louis ewidentnie wykręcał się od odpowiedzi.

- Lubie smak twojego błyszczyka. To coś jakby malina i arbuz – powiedział Styles, udając zamyślenie. Louis odsunął się od niego kawałek i wytrzeszczył oczy, patrząc na niego z niedowierzaniem. Harry czekał na jego ruch.

- Ale ja nie używam żadnego błyszczyka! Harry! - mruknął zdenerwowany Louis, chcąc wyswobodzić się z objęcia młodszego chłopaka. Nie było to jednak łatwe. Ich nogi i ręce były splątane ze sobą, jakby mieli się już nie rozstać nigdy.

- Wiem skarbie. Lubie się z tobą droczyć – zaśmiał się zielonooki, ponownie przysuwając się do szatyna. Musnął swoim nosem jego, a potem ucałował go w kącik ust. Louis jakby lekko pobudzony chciał więcej, chociaż tak naprawdę nie powinien. Bo przecież on nic nie czuł do Harry’ego. Nic, a nic. Uważał go za swojego najlepszego przyjaciela i opiekuna. Osobę, której może powierzyć swoje życie.

Nie rozmawianie o problemach było ich wyjściem. I chociaż serce Harry’ego bolało, nie miał siły pytać o nic Tomlinsona. Bo skoro ten pozwalał mu się całować i nie krzyczał, nie odpychał go, to czy mogło być lepiej? Mogło. Harry chciał słów, wyznań i zapewnienia, że to nie skończy się tak jak poprzednio. Bo mimo, iż serce Louisa mogło być naprawione, to, to Harry’ego powoli zaczynało się kruszyć. Kawałek po kawałku. To nie było zdrowe i wiedział o tym, ale co mógł poradzić?




8.

Harry poczuł, że oddech Louisa stał się miarowy i spokojny. Po dwóch godzinach wygłupów, przekomarzań, przytulania i całowania się gdzie popadnie, nie był zdziwiony snem starszego. Chociaż wolałby robić to nadal. Szczególnie te dwa ostatnie, to nie miał mu za złe, że usnął na nim, przytulony do jego torsu, muskając jego szyję swoim nosem. Za każdym razem kiedy tak się działo, przez jego ciało przechodziły dreszcze. Wyswobodzenie się z jego objęć było nie lada wyzwaniem, ale kiedy już się to stało Harry przykrył go lekko kocem, a potem zszedł na dół do kawiarni przechodząc przez zaplecze. Chciał zamówić sobie jakąś dobrą kawę, a potem wrócić do starszego chłopaka i móc patrzeć na jego spokojny sen. W kuchni wpadł na Jerry’ego.

- Ooo Harry! Dobry wieczór, chłopcze. Nie spodziewałem się spotkać cię tutaj – powiedział mężczyzna pokazując na pomieszczenie. Brunet uśmiechnął się lekko, a potem spojrzał na twarz mężczyzny.

- No tak, zazwyczaj jestem po tej drugiej stronie. Louis usnął na górze, a ja potrzebuję naładować akumulator jakąś dobrą kawą – Jerry kiwnął głową pokazując mu, aby poszedł za nim. Zayn stał za barem z pośpiechem tworząc kolejną kawę, dopiero po chwili zauważył Harry’ego i swojego szefa. Przywitał się z nimi kiwnięciem głowy, po czym wrócił do pracy.

- Zrobię ci kawę, a potem pomogę Zaynowi, bo mamy dziś lekki bałagan – wytłumaczył pan Tomlinson. Ludzi w kawiarni było dużo. Ciągle ktoś przychodził i wychodził.

- Niech się pan nie martwi. Dam sobie radę. Pan nie może się przemęczać! Obiecał pan! - powiedział dobitnie Malik. Jerry przewrócił oczami i zabrał się za robienie nowej kawy dla Harry’ego. Model obserwował jego stare dłonie, powoli tworzące coś pysznego w czarnej filiżance. Zayn był dokładny tak, jak starszy mężczyzna, ale o wiele bardziej szybszy. Na sali kręciła się jedna kelnerka, która nie radziła sobie ze zbieraniem zamówień.

- Chciałbym jakoś pomóc – palnął nagle Harry. Jerry spojrzał na niego zaskoczony tak samo jak Zayn – Kawy robić nie umiem, ale mogę ją roznosić do stolików. Obiecuję, że nic nie wyleję.

- Chłopcze – zaczął spokojnie dziadek Louisa – Jesteś tu gościem, a nie kimś do pomocy.

-Ale nie dajecie sobie rady, a ja naprawdę nie mam nic innego do roboty. Louis usnął, a ja naprawdę nie chcę wracać do hotelu – Zayn spojrzał na starszego mężczyznę, a kiedy tamten kiwnął głową, Malik podszedł do wieszaka i zdjął z niego zielony fartuch. Pomógł Harry’emu go nałożyć, a potem pokazał mu na tackę. Harry okrążył ladę barową, a potem czekał na dalsze instrukcje ciemnookiego.

- Jeśli się zmęczysz albo będziesz miał jakiś problem to od razu mów, dobrze? - zapytał Tomlinson, a Styles kiwnął głową.

- Lola będzie przyjmować zamówienia, a ty będziesz je roznosić do odpowiednich stolików. Na każdym z nich jest numerek, ale to chyba już wiesz.

Mimo, iż Harry nigdy nie zajmował się obsługą klientów, ani noszeniem tacy wypełnionej filiżankami, kubkami i talerzykami, to dawał sobie świetnie radę. Oczywiście nie zbierał zamówień, ale to nie oznaczało, że nie rozmawiał z klientami. Zazwyczaj zaczynał do nich mówić po angielsku, ale kiedy byli to jacyś starsi osobnicy starał się nie zrobić z siebie idioty i powoli wymawiał wszystkie francuskie słowa. Jedna z kobiet rozpoznała w nim Harry’ego Stylesa, co doprowadził ją do śmiechu. Brunet porozmawiał z nią chwilkę, a potem z uśmiechem powrócił do pracy. Jerry obserwował jego poczynania i mógł śmiało stwierdzić, że nadawał się do tej roboty, mimo iż był przecież modelem. Nie kimś pracującym fizycznie. Styles był tak pochłonięty noszeniem kawy, że nie zauważył zaspanego Louisa wychylającego się z zaplecza. Zayn był również zajęty, więc jedynie dziadek szatyna dostrzegł go od razu.

- Harry mi gdzieś uciekł – wychrypiał niebieskooki, dopiero zdając sobie sprawę, jak brzmi jego głos. Odchrząknął głośno, spoglądając na dziadka – Nie wierzę, aby poszedł do hotelu bez płaszcza.

- Spokojnie kochanie. Zajęliśmy się nim – wyjaśnił dziadek, spoglądając na Malika, który dopiero co dostrzegł przyjaciela.

- To raczej on zajął się nami – zaśmiał się Mulat, pokazując ruchem głowy na salę. Louis zrobił kilka kroków w stronę lady, a kiedy już był przy niej spojrzał na salę. Dostrzegł tam ciemną czuprynę loków przeskakującą z jednego miejsca na drugie. Zielony fartuszek idealne pasował do sylwetki wysokiego chłopaka, a taca w dłoni wydawała się tak bardzo do niego pasować. Tomlinson uśmiechnął się pod nosem i nie mógł uwierzyć w to, co widział.

- Zagoniliście go do pracy? Serio? - spojrzał zaskoczony na dziadka, ale ten pokręcił przecząco głową. Zayn postawił na ladzie kolejne zamówienie i machnął na Lolę, aby zawołała Harry’ego.

- Sam chciał. Nie chciał wracać do hotelu, a ty usnąłeś. Dobrze się spisał – Harry podszedł szybkim krokiem do baru i już chciał zabrać kolejne zamówienie, ale Zayn pacnął go w dłonie, na co on spojrzał na niego zaszokowany.

- Na dziś już koniec, modelu – oznajmił pokazując na Louisa, którego zabiegany brunet nie zauważył.

- Lou – uśmiech Harry’ego poszerzył się maksymalnie, Jerry od razu to zauważył. Sam uśmiechnął się pod nosem – Usnąłeś.

- Zostawiłeś mnie – mruknął zażenowany szatyn. Nadal miał na sobie ciuchy w których był od rana i miał wielką ochotę wziąć prysznic, ale chciał również, aby Harry wrócił do jego mieszkania.

- Pomagałem roznosić kawę. Teraz już wiem, jak pracujesz – Zayn uśmiechnął się na sposób w jaki Harry rozmawiał z jego przyjacielem. Louis mógł być zły, smutny zrozpaczony, ale Harry zawsze rozmawiał z nim jakby był największym skarbem pod słońcem. Teraz to widział. Tą miłość bijącą z oczu Stylesa. Poświecenie i troskę, która od niego emanowała.

- Możesz już wrócić na górę? Pusto mi samemu – jęknął niebieskooki, okrywając swoje dłonie rękawami swetra. Harry uśmiechnął się czule w jego stronę, obchodząc bar dookoła tak, że stanął naprzeciwko niego. Położył tace na ladzie, a potem zdjął fartuch i powiesił go na miejsce.

- Bardzo miło mi się pomagało. W razie czego macie mój numer – zakomunikował. Malik zaśmiał się pod nosem w tym samym czasie co dziadek, a potem pokiwał ze zrozumieniem głową. Harry pokazał Louis’emu, że mogą wracać na górę, więc poszli.

- Nie powinieneś iść spać? - zapytał Harry, kiedy przekroczyli próg mieszkania starszego z nich – Wyglądasz na wyczerpanego mimo tej drzemki - Szatyn wzruszył ramionami, ale po chwili ziewnął głośno – Ktoś tu potrzebuje snu – Harry objął go w talii i przyciągnął do siebie, pozwalając mu oprzeć głowę na jego torsie.

- Potrzebuję prysznica – mruknął Louis w jego sweter – On mnie wybudzi. Nie chcę spać, dopóki tu jesteś.

Serce Harry’ego zabiło mocniej, ponieważ… No cóż. Louis wyznał mu, że nie chce, aby ten odchodził. Harry nie miał takiego zamiaru, nawet jeśli nie mógł tego powiedzieć na głos, to w jego sercu było to na wieki. Brunet wetknął swoją twarz we włosy starszego chłopaka i zaciągnął się jego zapachem. Pachniał limonką tak, jak go zapamiętał.

- Pachniesz świetnie. Jesteś wyczerpany Louis. Musisz iść spać, dobrze? - zapytał Harry, prowadząc go w stronę sypialni. Wejście tam, było jak odkopanie najskrytszych wspomnień. Tych pięknych, ale i tych bardzo bolesnych. Sypialnia Louis’ego także się troszkę zmieniła, ale nie tak bardzo jak salon. Pościel miała inny kolor i zasłonki były krótsze niż kiedyś. Na jednej ze ścian wisiało mnóstwo zdjęć, a w kącie pokoju stał stolik z laptopem – Rozbierzesz się i położysz.

- Chcę z tobą rozmawiać – jęknął Tomlinson, kiedy Harry posadził go na łóżku i nachylił się nad nim, aby spróbować zdjąć jego sweter. Kiedy mu się to udało, zabrał się za rozpinanie koszuli, a potem ściągnął mu skarpetki. Louis opadł na pościel, więc Harry be wahania dorwał się do jego paska. Rozpiął go, a potem powoli ściągnął z niego spodnie. Louis mruknął coś niezrozumiale, przekręcając się na bok. Leżał przed brunetem w samych bokserkach i wyglądał tak rozkosznie. Jednak Harry musiał się opanować – Harry…

- Jestem tu cały czas i będę, dopóki nie zaśniesz, okej? - Harry usiadł, obok leżącego pod kołdrą szatyna i odgarnął mu z czoła włosy. Niebieskie tęczówki schowane były już pod powiekami. Louis poruszył się niespokojnie robiąc miejsce dla Harry’ego. Pociągnął go za ramię, więc położył się obok niego i przytulił do jego ramienia, splatając ich dłonie razem. Harry naprawdę nie wiedział ile jeszcze mógł to wytrzymać.

A kiedy Louis obudził się rano wyspany i wypoczęty, Harry’ego nigdzie już nie było. Cały dom był sprzątnięty, czyste ubrania leżały naszykowane na krześle obok drzwi. W kuchni czekało na niego śniadanie, a obok niego kartka. Czytając ją, Louis uśmiechał się do siebie. Harry życzył mu udanego dnia i obiecał, że przyjdzie popołudniu, aby w końcu zrobić zdjęcia.




9.

Zielonooki dopił swój napój, a potem przeczesał swoimi długimi palcami loki. Rozłożył się wygodnie na krześle, a potem spojrzał w okno. Dwa dni dzieliły go od powrotu do Londynu. Dwa cholerne dni, które mogły zmienić jego życie na lepsze, ale również mogły sprawić, że jego serce pęknie na dobre. Rozmowa z Seleną nie dała mu nic, oprócz jej głupiej rady, aby upić i przelecieć Tomlinsona. Harry nie chciał załatwiać tego w ten sposób. Chciał rozmowy i wyznania. Chciał chwili czułości i uniesienia. Louis był w stanie dać mu to wszystko tylko sobą. Swoją obecnością, śmiechem i wszystkim co miał.

- Nie spieprz tego, hmm? - usłyszał za swoimi plecami mocny głos Zayna, więc odwrócił się lekko w jego stronę.

- O czym mówisz? - zapytał młodszy, będąc zbyt zamyślonym, aby się domyśleć o czym mówił chłopak. Zayn zabrał z jego stolika pusty kubek, ale zanim odszedł nachylił się nad nim.

- O tym, że kochasz Louisa. Nie spieprz tego – Styles wstrzymał oddech. Ich spojrzenia spotkały się i zaczęła w nim wzrastać panika – Może to się uda, Harry. Musisz mu dać szansę. On nie jest łatwy. A nawet jeśli to nie wypali, to… Zawsze będziesz dla niego bardzo ważny.

- To nie to samo, Zayn – westchnął model. Nawet nie miał siły, aby oszukiwać Malika, że coś czuje do jego przyjaciela – Obiecałem sobie, że nigdy go nie skrzywdzę.

- Jak na razie to on krzywdzi ciebie.




10.

Louis wskazał dłonią na kanapę, więc brunet nawet nie śmiał protestować. Usiadł na niej posłusznie i nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Jak trzymać ręce, nogi. Czy ma się na niego patrzeć, czy nie. Pierwszy raz w swoim młodym wieku nie wiedział jak ma zachować się podczas swojej pracy.

- Wszystko okej? - zapytał Louis. Harry spojrzał na niego, stojącego po drugiej stronie stolika z aparatem z dłoni. Wyglądał tak niewinnie w jasnych jeansach i błękitnym swetrze. Aparat dodawał mu wielkiego uroku, a uśmiech przyczepiony do ust zdradzał jego dobre serce. Zielonooki wzruszył ramionami, na co szatyn przybliżył się do niego i spojrzał na niego przestraszony – Boli cię coś?

- Ou! Nieee! - zaprzeczył Styles – Masz coś do picia? - dodał po chwili. Louis kiwnął głową, a na jego twarz powrócił mały uśmiech.

- Tak. Mam sok i wodę w lodówce – wyjaśnił. Przestąpił kilka kroków w stronę kuchni, ale głos przyjaciela spowodował, że się zatrzymał.

- Nie o taki napój mi chodzi – mruknął. Tomlinson odwrócił się do niego lekko i zaśmiał się perliście, przez co żołądek Harry’ego wywinął fikołka. Jak on mógł się tak pięknie śmiać?

- Ah. Więc o ‘taki’ napój ci chodzi. Yhy. Jasne mam. Lubisz czerwone wino? - Harry przytaknął lekko, rozluźniając się nieco. Może faktycznie pomysł z upiciem był dobry. Tylko, że on planował upić siebie. Nie Louisa. No może nie w dużym stopniu. Chciał się znieczulić, a ze swojego doświadczenia wiedział, że kiedy jest podchmielony to mówi szczerą prawdę. To mogło mu się przydać.

Louis przyniósł dwa kieliszki i butelkę wina, a potem nalał do nich czerwonej cieczy. Harry patrzył jak krwisty trunek wlewa się po cienkich ściankach szkła do środka i zalewa całe dno.

Wino nie było wytrawne. Było słodkie i brunet zastanawiał się, jak smakowały usta Louisa. Siedział on bokiem pod drugiej stronie kanapy z aparatem w ręce i robił niepostrzeżenie zdjęcia, o których Harry nie miał bladego pojęcia. Zero blasku fleszy i większego szmeru powodowały, że w skupieniu myślał i nie zajmował się tym, czy ktoś robił mu zdjęcie, czy też nie. Chciał, aby jego umysł był wolny od pracy i chciał skupić się na sobie. Na swoim sercu i tym jak to wszystko przetrwa.

Po godzinie robienia zdjęć i picia wina, Harry wydawał się być już znieczulony. Louis też. Ale prawda była taka, że żaden z nich nie był na tyle pijany, aby nie pamiętać niczego. Aparat leżał dumnie na stoliku, a Louis bawił się kołnierzykiem koszuli młodszego chłopaka. Co chwilkę jego palce muskały rozgrzaną skórę szyi bruneta, sprawiając tym, że szalała. To było tak cholernie złe jak prostymi gestami Louis mógł doprowadzić go do szału.

Dziwne było to, że żaden z nich nie miał bladego pojęcia, który z nich pierwszy złączył ich usta. Harry? Louis? A może oboje tego chcieli. Smak słodkiego wina i śliny mieszał się, kiedy ich języki ocierały się o siebie, nie mając zamiaru przestać. Ręce Harry’ego błądziły po niebieskim swetrze Louisa, a potem podciągnęły go do góry. Ich usta oderwały się na tę krótką chwilkę, a potem zderzyły się ze sobą z jeszcze większym pragnieniem. Serca biły z zawrotną prędkością, jakby ścigały się ze sobą. Dłonie Louisa odnalazły guziki koszuli i rozpięły ją, pośpiesznie zrzucając z umięśnionych ramion. A potem szatyn mógł poczuć te wszystkie mięśnie pod swoimi opuszkami i to przyprawiało go o zawrót głowy. To nie było tak, że tego nie chciał. Chciał i… Kurwa.! On naprawdę tego chciał. Chciał poczuć usta Harry’ego na swoich ramionach, szyi, brzuchu, udach i wszędzie tam, gdzie nikt przez bardzo długo go nie całował. Chciał być pieszczonym przez te malinowe wargi, bo wiedział, że nikt inny nie da mu tak wielkiej rozkoszy, jaką mógł mu dać Harry Styles. Jego wybawca.

Niebieskooki zszedł swoimi drobnymi usteczkami na opaloną szyję Stylesa. Całował, ssał i pieścił ją jak tylko potrafił. Chciał dać mu jak najwięcej przyjemności. Harry szarpnął za guzik od spodni starszego, przez co ten rozpiął się. Jego dłonie wślizgnęły się pod jasny materiał i lekko ścisnęły pośladki szatyna. Louis jęknął w jego szyję i zaciągnął szybko powietrze, jakby mu go brakowało.

- Nie tu. Sypialnia – jęknął ponownie Tomlinson. Harry objął go za uda i przycisnął go do siebie, wstając tym samym z kanapy. Odległości jaka dzieliła salon od sypialni pokonali całując się oraz jęcząc w swoje usta. Ich krocza ocierały się o siebie, przez co Louis czuł zwiększające się pożądanie. Nigdy wcześniej nie czuł czegoś takiego.

Styles ułożył go na czarnej pościeli, jednym ruchem zdjął jego koszulkę, a potem przyssał się do jego klatki piersiowej zostawiając tam milion malinek. Jego ręce pieściły wybrzuszenie w spodniach niebieskookiego, przez co z jego ust wydobywały się głośne jęknięcia. Usta młodszego uformowane były w ciągły uśmiech, ponieważ cieszyło go, że samym dotykiem doprowadza go do takiego stanu.

Gdy ich usta spotkały się ponownie, ręce Louisa szarpały pasek i rozporek czarnych spodni Harry’ego. Zdjęcie go i włożenie całej ręki pod materiał bokserek nigdy nie było takie łatwe jak w tamtej chwili. Kiedy Louis dotknął go, z jego ust wydobył się niski pomruk, który bardzo podniecił szatyna. Jego dłoń gładziła go przez chwilkę, a potem została wyjęta, aby przyciągnął jego usta ponownie do swoich.

Ich spodnie znalazły się na podłodze wraz z bokserkami, a potem zaczęło się od tego, że Harry znowu dominował. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że nie pieprzył się od czasu kiedy ostatni raz robił to z Louisem. Nie chciał. Nie mógł. Wiedział, że z nikim nie będzie mu tak idealnie jak było mu z Francuzem. Przeciągłe jęki Louisa rozcinały powietrze, kiedy Harry przygotowywał go. Nie długo, bo chwilkę później pisnął gardłowo, kiedy model wszedł w niego ostrożnie, jakby bojąc się zrobić mu najmniejszą krzywdę. Jego ruchy były powolne. Uważnie wpatrywał się w twarz starszego, jakby szukając oznak zaprzestania. Nie chciał go krzywdzić. To była ostatnia rzecz, jaką by chciał.

Louis poczuł coś, czego nie czuł nigdy wcześniej. Złapał młodszego chłopaka za ramiona i przyciągnął go do siebie, złączając ich usta razem. Powoli pocące się ciała ocierały się o siebie i jedyne, co było słychać to ciche sapnięcia i głośnie warknięcia. Louis nie był cichy. Nie zamierzał taki być. Nie liczyło się dla niego to, że następnego dnia będzie miał zdarte gardło.

- Harry! - warknął głośno, wbijając swoje paznokcie w ramiona wyższego chłopaka. Brunet przyśpieszył swoich ruchów, nie chcące stracić rytmu do jakiego doszli. Przybliżył swoją twarz do obojczyka starszego i nie wiedział skąd znalazł w sobie tyle odwagi.

- Tak bardzo cię kocham, Louis – Nieważne było to, że Harry dosięgnął właśnie tego czułego punktu i Louis wił się pod nim. Ważne było to, co powiedział Harry. Louis usłyszał to i kurwa! Chciał wierzyć, że się przesłyszał. Musiało tak być. Harry nie mógł się w nim zakochać, ponieważ on go nie kochał. Ale czy naprawdę tak było? Naprawdę nic do niego nie czuł? Udając, że nie dosłyszał, skupił się nad nadchodzącym orgazmem i kilka pchnięć później oboje doszli. Pozostali blisko siebie, całując kawałki swojego ciała, i uspokajając się. Harry powoli wyszedł z szatyna, co zostało skomentowane cichym protestem ze strony starszego. Ich ciała opadły na materac z cichym szelestem, ale Louis nie chciał tego tak kończyć. Wdrapał się na ciało młodszego chłopaka i ułożył się na nim jak na poduszce, całując jego obojczyk i zasysając skórę tam, tworząc przy tym dużą malinkę. Ułożył swoją głowę na jego piersi i słuchał dźwięku bijącego serca, dopóki nie był na granicy snu. Spojrzał na Stylesa, który z zaciętością wpatrywał się w jego twarz.

- Naprawdę cię koch…- Harry nie dokończył. Usta Louisa na jego ustach mu na to nie pozwoliły. Tomlinson nie pozwolił mu wypowiedzieć tych słów do końca. Jeszcze raz. Nie chciał niczego tłuc. A już na pewno nie serca Harry’ego.




11.

Louis oparł się o blat lady i spoglądał znudzonym wyrazem twarz na pomieszczenie. Nie miał ochoty na nic, co wymagało od niego wysiłku albo myślenia. Na zajęciach nie odzywał się za wiele, przez co wykładowcy posyłali mu zaskoczone spojrzenia. Niall i Josh także byli zaniepokojeni i nawet pytali go co się stało, ale on nie chciał rozmawiać z nikim. Zayn wszedł do kawiarni z uśmieszkiem przyczepionym do twarzy, ale kiedy jego wzrok zderzył się z tym należącym do przyjaciela, od razu jego twarz stała się poważna. Przeszedł przez lokal, a potem obszedł bar i wszedł za niego tak, że znajdował się obok szatyna.

- Lou? - zapytał, sięgając dłonią do jego ramienia – Wszystko okej? - Tomlinson pochylił głowę i spojrzał na blat. W jego ust uciekło małe westchnięcie – Widzę, że nie jest okej. Czy to ma związek z Harrym?

- Możemy o nim nie rozmawiać? - mruknął szatyn. Zayn zmarszczył czoło, po czym zdjął z siebie kurtkę i zaniósł ją na zaplecze, gdzie narzucił na sweter zielony fartuch. Na zapleczu było całkiem cicho, ale to nie oznaczało, że nikogo tam nie było. Mulat wyszedł na salę i stanął obok przyjaciela. Wiedział, że coś wydarzyło się poprzedniego wieczora, ale nie do końca zdawał sobie sprawę co.

- Wiesz, że jesteś dla mnie jak brat. Nie chcę, abyś coś przede mną ukrywał, Louis… - zaczął spokojnie brunet. Niebieskooki odwrócił się tyłem do lady i spojrzał na półki przed nim.

- Przespałem się z nim – wydukał w końcu. Zayn przewrócił oczami, ponieważ to było naprawdę do przewidzenia. Dobrze wiedział, że Louis czuł pociąg do Stylesa i na odwrót – Wczoraj, dziś w nocy.

- I co w związku z tym? Przecież już to robiliście. W czym problem? Użył innego lubrykanta niż preferujesz? - Louis prychnął, po czym spojrzał złowrogo na swojego przyjaciela.

- Trzy razy. Trzy pieprzone razy, Zayn! I za każdym razem powiedział, że… - Louis nie mógł tego powiedzieć. To nie chciało wydostać się z jego ust. Tak jakby było to coś zakazanego, a powiedzenie tego spowoduje lawinę nieszczęść.

- Że cię kocha – zakończył Malik. Louis wciągnął głośno powietrze, a potem spojrzał na niego zaskoczony – Domyśliłem się po tym, jak na ciebie patrzył. Jakby nic innego się nie liczyło, oprócz ciebie. Byłem pewien, że tak się stanie.

- Dlaczego byłem taki głupi? Dlaczego mi nie powiedziałeś! Dlaczego, Zayn? - Louis zakrył dłońmi twarz i był w stanie się rozpłakać, ponieważ to wszystko nie mieściło mu się w głowie. Nie chciał ranić Harry’ego, ale był pewien, że nic do niego nie czuje, oprócz pociągu fizycznego. Harry był idealny. Idealny w każdym calu. Jego ciało, twarz, włosy. Wszystkie te idealne części składały się na Idealnego Harry’ego. Jednak Louis uważał, że nie jest on dla niego odpowiedni. Louis nie był nikim specjalnym. Nie miał nic idealnego. Nie mógł być idealny dla Harry’ego i był pewien, że uczucia względem drugiego chłopaka nigdy się nie zmienią.

Zayn odwrócił lekko głowę w stronę wejścia i zobaczył tam Stylesa z poważnym wyrazem twarzy. Był smutny i zmartwiony, i wyglądał jakby się czegoś bał. Podchodził do nich bardzo cicho, jakby nie chcąc spłoszyć starszego chłopaka. Zayn udawał, że go tam nie było, ponieważ nie był pewien jak Louis zareagowałby na jego obecność.

- Zayn. Jak ja mam mu to powiedzieć? Jak mu spojrzeć w oczy? Ja go nie kocham! Nie mogę go pokochać, wiesz o tym dobrze. To się nigdy nie wydarzy – Zayn cały czas obserwował twarz Stylesa, kiedy Louis wypowiadał słowa. Ten ból, który widniał na twarzy modela był czyś w rodzaju końca. Tak, jakby życie Harry’ego właśnie się zakończyło. Jego zawsze wesołe i zielone oczy stały się szare i wypłowiałe. Jego twarz przybrała blady odcień.

- Louis – wyszeptał powoli Styles. Jego głos drżał niemiłosiernie, a serce Zayna pękało. Nie mógł patrzeć na umierająca duszę młodszego. To tak, jakby ktoś wbił mu nóż w plecy i kręcił go dookoła osi. Jakby zdzierał z niego skórę. Malik od zawsze był wrażliwy na krzywdę, jaka działa się jego rodzinie i przyjaciołom. A Harry’ego uważał za przyjaciela.

Louis zamarł, słysząc drżący głos tego, którego naprawdę nie chciał widzieć. Odwrócił się z przerażeniem wymalowanym na twarzy i nie mógł uwierzyć, że Harry naprawdę stał po drugiej stronie lady.

- Porozmawiaj ze mną – powiedział Harry. Wpatrywali się sobie chwilę w oczy, ale starszy nie mógł znieść tego spojrzenia przygasłych tęczówek modela. To była jego wina. W oszołomieniu pokręcił głową i zrobił kilka kroków w tył – Proszę. Louis. Porozmawiajmy – Jednak on nie słuchał. Odwrócił się na pięcie, wbiegł na zaplecze, a potem oboje usłyszeli trzaskanie drzwi, co było jednoznaczne z ucieczką Tomlinsona.

Zayn przeklnął bardzo cicho pod nosem, a potem przeniósł wzrok na Harry’ego, który stał ze spuszczoną głową. Żaden z nich nie spodziewał się, że tak to się wszystko zakończy. Owszem. Malik wiedział, że jego przyjaciel był trudny i czasami nie dało mu się czegoś wytłumaczyć, ponieważ wiedział swoje lepiej i nie wierzył w siebie. Ale myślał, że tym razem będzie inaczej. Miał nadzieję, że Harry coś w nim przełamie. Pozwoli mu zapomnieć o przeszłości i po prostu się zakochać. Tak, jak powinien.

- Więc, to chyba jest pożegnanie – Cichy głos zielonookiego wyrwał go z zamyślenia. Nie chciał tego, co miało się wydarzyć, ale wiedział, że nie może za wiele zrobić.

- Harry – zaczął, jednak brunet mu przerwał.

- To nie mam sensu, Zayn. On mnie nie kocha. Nigdy mnie nie pokocha. Obiecałem sobie nigdy go nie zranić i słowa dotrzymam. To mój ostatni raz, kiedy tu jestem. Jutro o dwunastej wylecę stąd i nigdy nie wrócę do Paryża. Nigdy. Nie pozwolę, aby on przeze mnie cierpiał – wyznał gorzko Harry, a w kącikach jego oczu pojawiły się łzy. Zayn chciał go pocieszyć i uspokoić, ale wiedział, że to było bezsensu – Chcę cię tylko prosić o jedną bardzo ważną rzecz, Zayn. Jesteś jego przyjacielem od małego. Ufa ci. Opiekuj się nim. Oderwij go od Liama, on nadal go prześladuje. Nie pozwól aby ktokolwiek go skrzywdził. On na to nie zasługuje. Jest zbyt kruchy, aby się samemu ochronić. Zbyt piękny i wartościowy na samotną walkę. Bądź przy nim – Zayn nie wiedział co ma powiedzieć. Słowa chłopaka tak bardzo wyryły się w jego pamięci i sercu, że nie mógł wydusić ani jednego słowa - I powiedź mu, że przepraszam. Po prostu go przepraszam.

Zanim Zayn mógł zareagować, Harry zniknął.

12.

Zayn stał obok kanapy, na której siedział Louis. Dochodziła jedenasta, a szatyn nadal nie ruszył się z mieszkania. To było irytujące, że przesiedział całą noc na kanapie. Ciągle miał w głowie widok twarzy Stylesa i jego smutne oczy. Wyglądał, jakby przegrał najważniejszą walkę w swoim życiu. Walkę o swoje życie. Louis czuł się winny. Bo to wszystko była jego wina. Powinien z nim porozmawiać, wyjaśnić wszystko na spokojnie. Zayn był cierpliwym człowiekiem, ale Louis czasami potrafił go zdenerwować.

- Nie patrz tak na mnie – wychrypiał starszy z nich. Zayn założył ręce na torsie i nadal wpatrywał się w szatyna – Zayn. Zostaw mnie w spokoju!

- Nie kurwa! Ty nic nie rozumiesz? Harry wyjeżdża za godzinę i nie wróci tu już nigdy. Rozumiesz? Nigdy? - Louis spojrzał na niego z lekkim strachem w oczach. Doszło do niego to, co powiedział Malik i nie mógł uwierzyć w to, jaki był głupi.

- Jak to nie wróci? Przecież… Przecież ja tu jestem.. - wyszeptał ostatnie do siebie. Zayn prychnął pod nosem.

- Właśnie o to chodzi! On tu nie wróci, bo ty tu jesteś. Louis! On obiecał sobie, że cię nie skrzywdzi, a teraz wydaje mu się, że jeśli będzie tu przychodził to będzie to robił – Tomlinson pokręcił głową niedowierzająco. Na jego policzkach zaczęły pojawiać się pierwsze zły.

- Ale ja chcę aby tu przychodził. Chcę go, Zayn! Ale się boję, że nie będę potrafił go pokochać tak, jak on kocha mnie. Rozumiesz? Chcę żeby tu był i mnie przytulał, i mówił to wszystko, bo go potrzebuję. On mnie rozumie, ale ten strach. Nie chcę go wykorzystywać… - Zayn usiadł pośpiesznie obok przyjaciela i objął go ramionami, tym samym wycierając jego łzy z policzków.

- Musisz z nim porozmawiać. Wyjaśnić mu. Dojdziecie do porozumienia, Lou. Ale musisz się śpieszyć. On zaraz ma lot! - Louis poderwał się ze swojego miejsca. Wybiegł za korytarz i założył na siebie kurtkę i buty. Zayn był tuż za nim. Wybiegli na schody i zbiegli nimi za dół. Louis już miał wybiec z kamienicy na dwór, kiedy przeraźliwy krzyk dobiegł ich z kawiarni. Ich spojrzenia się przecięły, a serca prawie przestały bić. Obaj wpadli przerażeni na salę. Zbiegowisko ludzi spowodowało, że dopiero po chwili zdołali dowiedzieć się, co tak naprawdę się wydarzyło.

Blade ciało starszego mężczyzny leżało na podłodze. Tuż obok niego taca z pustymi filiżankami. Jedna z kelnerek klęczała obok ciała mężczyzny usilnie próbując wyczuć puls. Zayn wyciągnął pośpiesznie telefon i zaczął wzywać pogotowie. A Louis? Louis upadł ciężko obok ciała swojego dziadka i załkał głośno. Jak źle mogło być jeszcze?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz