czwartek, 20 lutego 2014

*1.

Drobnej budowy szatyn odwrócił się na swoim siedzeniu i spojrzał na swojego najlepszego przyjaciela. Nie mógł uwierzyć w słowa, jakie sekundę wcześniej padły z jego ust. To było coś tak bardzo nieprawdopodobnego jak koniec świata, czy zmartwychwstanie jego dziadka. I chociaż Louis naprawdę pragnął, aby jego dziadek w dalszym ciągu żył, to wiedział, że to było niemożliwe. Zmagał się z tym dwa miesiące i ciągle nie mógł uwierzyć, że jego ukochany staruszek już nigdy nie pojawi się w drzwiach kawiarni. Mogłoby się wydawać, że Louis przeżył to wszystko, to całe piekło ze śmiercią dziadka i z jego pogrzebem bardzo dobrze. Prawda jednak była taka, że Louis przeżywał to bardziej niż wszyscy inni. Oczywiście jego mama i siostry również były smutne z powodu straty dziadka. Zayn nie mógł w to uwierzyć i ciągle wydawało mu się, że to głupi żart. Nawet jego babcia nie dowierzała. Klienci kawiarni niczego nie ułatwiali, ciągle przychodząc z kondolencjami, jakby sama świadomość o śmierci Jerry’ego nie była wystarczająca. Szatyn nie bał się płakać. Nie chciał ukrywać łez i złości, i wszystkich tych emocji, które targały nim od czasu tego feralnego popołudnia, podczas którego stracił dwie najważniejsze osoby w swoim życiu. I właśnie dlatego Louis cierpiał podwójnie, bo nie tylko stracił dziadka. Stracił również kogoś, bez kogo nie potrafił wyobrazić sobie dalszego istnienie. Kogoś, kto był jego powodem do życia, kogoś dzięki komu miał powód do oddychania. Stracił Harry’ego.

- Chcesz mi powiedzieć, że… - Louis nie potrafił dokończyć tego zdania, spoglądając przed siebie jakby to, co usłyszał było najbardziej absurdalną rzeczą, jaką Zayn kiedykolwiek mu powiedział.

- Louis. Czy kiedykolwiek cię okłamałem? Nie. Więc nie patrz na mnie, jak na idiotę – mruknął Zayn, poprawiając się na swoim fotelu. Malik nigdy nie przepadał za lotami samolotem, głównie przez zdarzające się turbulencje. Jednak obiecał Louisowi, że poleci razem z nim do Londynu, aby odszukać Stylesa. Nie powiedział mu jednak o małym szczególe.

- Po prostu… - zająknął się Tomlinson – Chcesz mi powiedzieć, że jest duże prawdopodobieństwo, że w moim domu spotkam Harry’ego? - zapytał. Mulat kiwnął głową lekko zdenerwowany, ponieważ chwilkę wcześniej właśnie to oznajmił – Ale… Nie rozumiem tego. Jak to możliwe?

- Normalnie Louis. Selena powiedziała mi, że Harry bardzo często odwiedza twój dom i praktycznie spędza tam każdy weekend. Zabiera Daisy i Phoebe do kina, biega z Lottie rano i wieczorem, a Fizzy gra z nim w tenisa – Louis wytrzeszczył oczy i nie mógł uwierzyć w słowa przyjaciela. Jak było możliwe, aby Harry znał jego rodzinę i tak idealnie się w nią wpasować – Lou. Powinieneś się cieszyć. Czy nie o to ci chodziło? Chciałeś go znaleźć i spróbować. A teraz będziesz miał to lekko ułatwione.

Louis nic nie odpowiedział. Wpatrywał się w małe okrągłe okienko, przetwarzał i układał w swojej głowie wszystkie zdobyte informacje. Może faktycznie Zayn miał rację? Może teraz będzie mu prościej, skoro nie będzie musiał szukać Harry’ego i błagać go o spotkanie. Ciekawiło go wiele rzeczy. Jego rodzinie udało się zataić przed nim tak ważną informacje? Jakim cudem Harry znał jego rodzinę? Dlaczego Zayn powiedział mu o tym, dopiero kiedy lecieli w samolocie do Anglii? Skąd Zayn o tym wiedział?




2.

Harry wyszedł z windy na parterze apartamentowca w którym mieszkał i skinął lekko głową na przywitanie jednego z ochroniarzy. Skierował się w stronę parkingu z zamiarem pojechania pod szkołę Fizzy. Zawsze kiedy tylko mógł i nie pracował pomagał Jay w odbieraniu dziewczynek ze szkoły. Zazwyczaj była to tylko Fizzy, ponieważ jej szkoła była najbliżej mieszkania Stylesa. Czasami zdarzało mu się odbierać także bliźniaczki, ale zazwyczaj odbierała je ich mama. Lottie wracała ze szkoły sama, albo odbierał ją Leo. Brunet lubił pomagać rodzinie Tomlinsonów w takich sprawach, ponieważ tymi drobnymi gestami odwdzięczał się im za dawanie mu tyle ciepła i miłości, jakiej nie mógł dostać od swojej rodziny. Nie to żeby rodzina Harry’ego go nie kochała. Kochali go i byli z niego dumni, ale mieszkali daleko od niego i nie mógł widywać się z nim tak często jak z Jay i jej pociechami. Odkąd Gemma wyjechała ze swoim narzeczonym do Kanady, Harry miał z nią nikły kontakt. Annie znalazła sobie nowego faceta i coraz mniej swojej uwagi poświęcała Harry’emu i rozmowie z nim. Oczywiście dzwonili do siebie, ale Harry miał tyle pracy, że ciągle o tym zapominał. Przez cały tydzień pracował na sesjach zdjęciowych do różnych magazynów i katalogów mody, więc miał czas wolny dopiero w piątek po południu. Właśnie dlatego ten czas spędzał u Tomlinsonów.

Trzynastoletnia dziewczynka wybiegła z budynku szkoły rozglądając się na boki. Tuż obok nie biegły inne dzieciaki. Wszystkie uśmiechnięte i ubrane w takie same granatowe mundurki. Kiedy tylko zauważyła czarny samochód Harry’ego, machnęła wesoło ręką do przyjaciół i w podskokach dobiegła do pojazdu. Otworzyła szybko drzwi i wskoczyła do środka chichocząc głośno. Harry spojrzał na nią z uśmiechem i zauważył, że w oczach szatynki były iskierki radości.

- Uwielbiam kiedy po mnie przyjeżdżasz. Zawsze wtedy mogę powiedzieć, że odbiera mnie mój brat – Prawie wykrzyczała dziewczyna. Harry pochylił się nad nią i ucałował ją w czoło, tarmosząc przy tym jej długie włosy.

- Też miło cię widzieć, Fizzy – zaśmiał się Harry, odpalając silnik samochodu – Nie powinnaś okłamywać swoich przyjaciół.

- Oj! Oni wiedzą, że nie jesteś moim prawdziwym bratem. Jedna z dziewczyn z mojej klasy, Jess… No wiesz, ta o której ci opowiadałam w zeszłą sobotę na korcie – zaczęła przypominać dziewczyna.

- Ta która ma młodszego brata ze zrośniętymi dwoma palcami u stopy? - zapytał Harry, na co Fizzy pokiwała zadowolona, że Harry pamiętał takie rzeczy – Więc co z nią?

- Więc ona ostatnio mnie zapytała, czy ten chłopak który odbiera mnie czasami ze szkoły to Harry Styles. Rozumiesz to! Ona cię zna! - Brunet zaśmiał się, widząc podekscytowaną szatynkę. Nie spodziewał się, że trzynastoletnie dziewczynki będą go kojarzyć – Powiedziałam, że jesteś tym Harrym. A kiedy zapytałam skąd cię zna, powiedziała, że lubi oglądać kanały z modą – mruknęła, marszcząc zabawnie nosek. Model uśmiechnął się.

- Czasami na tych kanałach pokazane są kulisy powstawania niektórych sesji zdjęciowych, to pewnie dlatego – Dziewczynka pokiwała głową ze zrozumieniem, a potem uśmiechnęła się promiennie - Coś szczególnego się stało, że jesteś dziś taka szczęśliwa? - zapytał Harry, kiedy dojeżdżali do osiedla na którym był dom Tomlinsonów. Był on naprawdę spory, co wcale nie dziwiło chłopaka, ponieważ mieszkało w nim sześć osób, a do tego był przystosowany aby przyjmować również gości. Kiedyś Jay pokazała mu poddasze, które nie było użytkowane tłumacząc, że chciałaby kiedyś zrobić tam pokoje dla dwóch dziewczynek. Harry podzielił jej pomysł, ponieważ przestrzeń była naprawdę duża i zmieściłyby się tam dwa pokoje. Pomyślał o Lottie i Fizzy, ponieważ były starsze i chciałyby więcej prywatności. Jak na razie miały one swoje oddzielne pokoje tuż obok pokoju bliźniaczek. Na piętrze było pięć pokoi sypialnianych, na parterze jeden, który zajmowała Jay oraz Leo, a w piwnicy mieścił się pokój Louisa, w którym Harry nigdy nie był.

- Tak! Mama ci nic nie powiedziała? - zdziwiła się podekscytowana Fizzy – Louis i Zayn przyjeżdżają dziś! - Harry’emu zatrzymało się na chwilkę serce. Nie mógł złapać oddechu i lekko zaczęły trząść mu się dłonie. Jednak nie mógł pozwolić sobie na atak paniki. Nie odezwał się ani słowem, zanim nie wjechał na podjazd Tomlinsonów – Harry? - mruknęła cicho dziewczynka – Przepraszam.

- Nie, nie! Kochanie. Za co mnie przepraszasz? - westchnął brunet – Nie powinnaś mnie przepraszać. Jestem lekko zaskoczony, to wszystko – wyjaśnił Harry, spoglądając na drzwi do domu. Lekkie obawy wtargnęły do jego głowy, kiedy pomyślał sobie, że w jego środku mógł być szatyn. Sam nie wiedział dlaczego tak bardzo bał się konfrontacji z Louisem. Niejednokrotnie wyobrażał sobie spotkanie z nim. Jednak nigdy nie spodziewał się, że zdarzy się to tak szybko.

- Nie wejdziesz ze mną do środka – Raczej stwierdziła niż zapytała dziewczyna. Harry odwrócił się w jej stronę i spojrzał na jej słodką twarzy. Tak bardzo przypominała mu Louisa, z tymi włosami, oczami i uśmiechem była jak miniaturowa wersja starszego chłopaka. Nie to, co Lottie. Ona była blondynką i bardziej przypominała Jay. Bliźniaczki także nie były podobne do szatyna, ale to nie oznaczało, że Harry ich nie kochał. Kochał całą czwórkę jak swoje własne siostry i nie potrafił przestać. Dzięki nim dowiedział się tak wiele o Lou.

- Przykro mi kochanie, ale pamiętasz co ci ostatnio mówiłem? - Fizzy pokiwała lekko głową z niezadowoleniem – Niezależnie od tego czy twój brat by tu był, czy nie, nie mógłbym spędzić tego weekendu z wami. Pracuje razem z Carą. Opowiadałem ci o niej.

- Tak. To ta blond dziewczyna – wytłumaczyła. Styles pokiwał głową, a potem nachylił się nad nią i ucałował jej głowę. Fizzy od razu przytuliła się do niego i przez chwilkę nie pozwalała mu się odsunąć, ale kiedy to się stało, odwróciła głowę w stronę domu – Może Louis będzie chciał pójść ze mną na tenis. Jak myślisz? - zapytała, ponownie na niego spoglądając.

- Na pewno – uśmiechnął się w jej stronę Szatynka otworzyła drzwi od samochodu i wysiadła z niego lekko podskakując; zanim zamknęła je za sobą, odwróciła się do niego – Będę tęsknić, Harry.

- Zobaczymy się niebawem kochanie – pocieszył ją. Fizzy zamknęła za sobą drzwi, a potem pobiegła szybko w stronę domu nie oglądając się nawet na chwilkę. Kiedy była już przy budynku, drzwi wejściowe otworzyły się i stanęła w nich Lottie. Harry spoglądał na nie i zauważył jak Fizzy wbiega do domu, nawet nie zatrzymując się przy siostrze, potem było już tylko smutne spojrzenie Lottie w stronę znikającej siostry. Harry poczuł się źle z myślą, że szatynka była smutna z jego powodu. Tak, jakby obiecał jej coś i słowa nie dotrzymał. Lottie pomachała mu, a potem zniknęła we wnętrzu domu. A on odjechał spod domu Tomlinsonów z dziwnym uczuciem w piersi.




3.

Lottie weszła do domu, zamykając cicho drzwi i kierując się w stronę kuchni, w której od dobrej godziny siedziała Jay, Zayn i Louis. Chłopcy przyjechali do domu Tomlinsonów i od razu zostali zaatakowani przez Jay, która zadawała im miliony pytań.

- Fizzy już przyjechała – zapytała Johanna. Lottie kiwnęła lekko głową, zgarniając z talerzyka ciasto. Nadgryzła je, po czym przewróciła oczami, widząc spojrzenie matki.

- Tak. Przyjechali samochodem – wyjaśniła, opierając się o stół – Ale od razu pobiegła na górę.

- No i pewnie nie wyjdzie z pokoju, aż do wieczora. Zapomniałam jej przypomnieć – mruknęła kobieta. Lottie wzruszyła ramionami. Louis obserwował swoją siostrę bardzo uważnie pragnąc wyłapać wszystkie aspekty jej urody które się w niej zmieniły.

- Taa, cały weekend nam przepadnie. A bliźniaczki oszaleją. Dobrze, że chociaż przyjechaliście – mruknęła niezadowolona blondynka, odchodząc w stronę wejścia do salonu.

- Lottie! Przynajmniej ty nie bądź taka, dobrze! - warknęła lekko poddenerwowana kobieta. Louis spojrzał na nią zaskoczony.

- To przez Harry’ego tak? - zapytał Zayn, spoglądając na Jay. Kobieta westchnęła lekko, upijając łyk swojej kawy. Zayn nie potrzebował już odpowiedzi. Wystarczyły mu sprawozdania Seleny, aby wiedzieć jak bardzo Styles wpłyną na rodzinę Tomlinsonów.

- Cieszę się, że ktoś mi w ogóle ma zamiar to wytłumaczyć – mruknął lekko zażenowany Louis. Kobieta spojrzała na niego ze współczuciem, a potem położyła swoją dłoń na jego.

- Twoje siostry bardzo przyzwyczaiły się do Harry’ego i dziwnie jest spędzać weekend bez niego – Malik kiwnął lekko głową, potwierdzając jej słowa. Louis skrzywił się lekko stwierdzając, że to jego wina, że Harry nie chce przyjechać na weekend – Niestety pracuje jutro od rana i całą niedzielę. Ma jakąś nową sesje z tą całą… Jak jej tam. Carą…

- Cara Delevingne – rzekł Zayn. Kobieta pokiwała głową, a potem cała trójka usłyszała wrzaski dobiegające z holu. Louis uśmiechnął się na samą myśl zobaczenia swoich najmłodszych sióstr.

Dziewczynki rozebrały się pośpiesznie, rzucając plecaczki pod nogi, a potem wbiegły do salonu. Chciały jak najszybciej zobaczyć się z Harrym, ponieważ obiecał im, że pobawi się z nimi, kiedy tylko się spotkają.

- Gdzie Harry? - zapytała Daisy, siedzącą w salonie Lottie. Dziewczyna wzruszyła ramionami, więc bliźniaczki spojrzały na siebie, a potem wróciły do holu. Leo porządkował ich ubrania i sam próbował się rozebrać, kiedy Disy zaczęła głośno krzyczeć – Fizzy! Oddawaj nam Harry’ego! Tym razem on będzie się bawić z nami!

Nie minęła nawet chwilka, zanim Fizzy nie zeszła na dół i stanęła na najniższym schodku z niezadowoleniem na twarzy.

- Nie ma go tu – mruknęła. Pheobe spojrzała na nią zaskoczona, a potem zaczęła lekko piszczeć. Jay wybiegła z kuchni, nie wiedząc co się dzieje.

- Co tu się wyrabia? - zapytała, uspokajając małą córkę. Leo wydawał się być zaskoczony tak samo jak kobieta – Okej. Widzę, że inaczej tego nie załatwimy. Proszę wszystkich do salonu! - krzyknęła kobieta, a potem spojrzała wymownie na swoje dzieci i męża. Zanim jednak sama nie poszła w wyznaczone miejsce, zaszła do kuchni i poprosiła ze sobą chłopaków.

Louis cieszył się, widząc swoje siostry w komplecie, ale było mu smutno, kiedy żadna z nich nie cieszyła się widząc jego.

- Słuchajcie, ten weekend spędzamy całą naszą tu zgromadzoną rodziną – zaczęła spokojnie kobieta, stając obok Leo.

- A gdzie Harry? - wychrypiała niezadowolona Daisy. Lottie zmroziła ją wzrokiem, a potem przeniosła swoje spojrzenie na Louisa. W jej oczach kryło się współczucie.

- Harry pracuje i nie będzie mógł przyjechać. Ale za to odwiedzi nas Selena! - wyjaśniła Jay – A teraz możecie się nacieszyć swoim bratem. Dziewczynki… Louis nie często nas odwiedza, więc spędźcie z nim troszkę czasu. Jeśli go ładnie poprosicie to może będzie chciał robić z wami to, co zazwyczaj robi z wami Harry.

Przez chwilkę nikt jakby nie reagował na słowa matki, ale potem Fizzy podbiegła do szatyna i przytuliła go z całej siły szepcząc mu do ucha, że go kocha. Louis był oniemiały, ale kiedy bliźniaczki i Lottie rzuciły się na niego, był szczęśliwy. Zayn także został obsypany milionem uścisków.




4.

Selena wysiadła z taksówki, wcześniej płacąc odpowiednią sumę pieniędzy, a potem skierowała się w stronę wejścia do domu Tomlinsonów. W ten weekend to ona miała odwiedzić rodzinę, chociaż zazwyczaj przychodziła do nich na niedzielny obiad, nawet jeśli Harry tam był. Lubiła spędzać czas z dziewczynkami jak i z samą Jay, która uczyła ją piec ciasta i gotować różne potrawy. Brunetka nie mogła w tej kwestii polegać na swojej mamie, która była wiecznie zapracowana, ale nie miała za to do niej pretensji. Posiadanie przyszywanej mamy, w tym przypadku pani Tomlinson było czymś przyjemnym. Grimshaw mogła przyjechać do niej kiedy chciała i zawsze została wysłuchana. Drzwi do domu otworzyła jej Phoebe z uśmiechem na ustach i małym misiem w dłoni. Wpuściła ją do domu nie mówiąc słowa, a potem pobiegła do salonu, skąd dochodziły krzyki reszty dziewczyn. Brunetka zdjęła swoje buty oraz kurtkę, a potem niepostrzeżenie wślizgnęła się do kuchni, gdzie zastała Louisa i Jay. Chłopak siedział przy stole i obierał marchewki, a kobieta stała przy kuchence, mieszając coś w wielkim garnku.

- Pierwszy raz widzę was razem i jesteście tak bardzo do siebie podobni, że to aż wzruszające – powiedziała dziewczyna, przykuwając tym samym ich uwagę. Jay oderwała się od gotowania i odwróciła, posyłając dziewczynie szeroki uśmiech. Louis podniósł szybko głowę lekko zszokowany widokiem dziewczyny, ale szczęśliwy, że ponownie może ją widzieć.

- Dzień dobry kochanie. Jak tu weszłaś? - zapytała kobieta, podchodząc do Seleny i przytulając ją swoimi ramionami. Ciemnooka od razu odwzajemniła uścisk, a kiedy się od siebie odsunęły, spojrzała chwilkę na szatyna.

- Phoebe mnie wpuściła. Cześć Louis – Niebieskooki wstał z miejsca i podszedł niepewnie w ich stronę, a potem został przyciśnięty do Seleny. Nie spodziewał się, że dziewczyna ma tyle siły – Strasznie się cieszę, że tu jesteś.

- Ciebie też miło widzieć – wyznał, odsuwając ją od siebie. Usiadł ponownie na swoim miejscu, a ona zajęła krzesło obok niego. Jay kręciła się chwilkę obok nich, przygotowując herbatę dla dziewczyny, a potem wyszła do spiżarni – Nie pójdziesz się przywitać z Zaynem? - dokuczył jej chłopak, na co przewróciła oczami.

- Nie. Na razie chciałam porozmawiać z tobą – wytłumaczyła. Louis spiął się lekko, a potem wstał i zaniósł na blat obrane marchewki. Wrócił do stołu i wpatrywał się w dziewczynę, zanim ona nie zaczęła mówić – To nie tak, że Harry nie chciał przyjechać tu w ten weekend, on po prostu pracuje…

- Tak wiem. Mama mi powiedziała – przerwał jej.

- Więc nie martw się, że cię unika czy coś. To nie tak. W gruncie rzeczy to o waszym przyjeździe dowiedział się wczoraj od Fizzy i był zaskoczony – Louis westchnął zrezygnowany, zakrywając dłońmi twarz. Nie chciał swoim przyjazdem sprawiać, że Harry czuł się źle. Chciał po prostu z nim porozmawiać i naprawić wszystko to, co poszło między nimi źle.

- Chciałbym po prostu z nim porozmawiać i mu wszystko wyjaśnić – mruknął, spoglądając na dziewczynę. Selena kiwnęła lekko głową, a potem do kuchni wbiegła Fizzy i zaczęła piszczeć, widząc brunetkę.

- Cześć kochanie! - powiedziała ciemnooka, przytulając dziewczynkę do swojej piersi – Jak się dziś miewasz? Jak po wczorajszym treningu tenisa?

- Dobrze, że tu jesteś. Zayn w ogóle nie umie się bawić w podwieczorek! Widzisz – powiedziała, pokazując na Louisa – To mój brat, Louis – Louis zaśmiał się głośno, zakrywając sobie usta dłonią. Selena przytaknęła, powstrzymując się od śmiechu – Poszedł wczoraj ze mną na trening, ale nie potrafi grać tak dobrze jak Harry, więc przegrał.

- Oh wybaczcie, nie jestem tak idealny jak Harry – powiedział dramatycznie Louis, po czym parsknął śmiechem na widok twarzy siostry. Fizzy zmarszczyła brwi, zastanawiając się nad czymś.

-Ale on nie jest idealny. Zawsze jest smutny, nawet kiedy się śmieje jego oczy są smutne, nie takie jak Lottie czy Zayna. One zawsze są smutne, a ja nie potrafię sprawić, aby to się zmieniło – wyjaśniła dziewczynka, lekko pociągając nosem. Louisowi zachciało się płakać, ponieważ wiedział dokładnie dlaczego Harry był smutny.

- Hej Fizzy, to nie twoja wina. Obiecuje ci, że niebawem Harry będzie wesoły, okej? - powiedziała Selena, stawiając ją na podłodze, a potem ciągnąc w stronę salonu.

Louis pozostał sam ze swoimi myślami i tym wszystkim, co powiedziała mu Selena i Fizzy. Nie wiedząc dlaczego, chciał znaleźć się w Paryżu w swojej kawiarni i móc usiąść przy jednym stoliku, zawołać dziadka, aby zrobił mu herbatę. Jednak wiedział, że nic takiego już się nie stanie. Idąc do swojego pokoju w piwnicy chciał już nigdy z niego nie wychodzić i tak naprawdę było bardzo blisko. Przyszedł tylko na kolację, jednak nie odzywał się za wiele i jadł w swojej prywatnej ciszy, a potem bardzo szybko zniknął, wychodząc do ogrodu. Tam wspiął się na jedną z poręczy patio i obserwował niebo. Wszędzie było pełno śniegu i lodu, ale nie przeszkadzało mu nawet mroźne powietrze, jakie otaczało go z każdej strony. Czując ruch po swojej prawej stronie odwrócił głowę i spostrzegł przyjaciela, szczelnie owiniętego czarnym swetrem z drugim w dłoni. Louis niechętnie pochwycił okrycie i zarzucił je na swoje ramiona.

- Nie koniec świata, stary. Nie powód do rozchorowania się – mruknął Zayn, opierając się o balustradę tuż obok szatyna.

- A jeśli on nie będzie chciał mnie widzieć?- zapytał ze smutkiem Tomlinson.

- Nie sądzę aby to się stało; jeśli nie chciałby cię już nigdy spotkać to nie zaprzyjaźniałby się z twoją rodziną – mruknął Malik. Miał rację. Louis wiedział to, ale jedno pytanie ciągle kłębiło się w jego umyśle.

- Po prostu nie rozumiem skąd on ich zna. Przecież nigdy nie podałem mu adresu. I ty też tego nie zrobiłeś, Zayn – spojrzał wymownie na bruneta, który jedynie pokręcił przecząco głową. Odsunął się od barierki i spojrzał wymownie na przyjaciela – Nie możesz mi po prostu powiedzieć?

- Nie. Wolałbym, aby Harry ci to powiedział. Nie mogę załatwiać spraw za niego – Szatyn kiwnął głową, ponownie spoglądając na niebo. Małe punkciki rozjaśniały je, tworząc gwiazdozbiór – Wracam do Seleny.

- Lubisz ją w ten sam sposób, w który ja lubię Harry’ego – powiedział cicho Louis. Zayn zatrzymał się przy drzwiach i obejrzał na przyjaciela, który wpatrywał się w przestrzeń.

- Nie, Louis. Ty go kochasz. A mnie daleko jest do zakochania.




5.

Przez cały niedzielny poranek Louis nie wychodził ze swojego pokoju. Nikt nawet nie śmiał zagłuszać jego spokoju. Odgłosy dobiegające z góry jedynie utwierdzały go w przekonaniu, że nie bawiłby się dobrze, będąc ze swoją rodziną. Leżąc w swoim ciepłym łóżku, przypominał sobie wszystkie chwile spędzone z Harrym i te bez niego, po jego wyjeździe. Śmierć dziadka uniemożliwiła mu pogoń za Stylesem, ale również sprawiła, że zwątpił w siebie. Na obiad również przyszedł nieco za późno, więc zjadł tylko troszkę, siedząc samotnie w kuchni i przerzucając strony jednej z gazet.

- Tu jesteś – usłyszał za swoimi plecami spokojny głos Leo. Mężczyzna usiadł obok niego z kubkiem herbaty w dłoni – Szukałem cię.

- Coś się stało? - zapytał Louis, odkładając na bok swój talerz po obiedzie. Zamknął gazetę i pochylił się w stronę swojego ojczyma. Leonard był dobrym człowiekiem. Najlepszym, jakiego Jay mogła sobie wyśnić. Był dobrym ojcem dla Daisy i Phoebe oraz dla Fizzy i Lottie. Louis miał z nim małą styczność, ale lubił go. Naprawdę potrafił się z nim porozumieć.

- Czy postanowiłeś już coś w związku z kawiarnią? - zapytał. Louis uśmiechnął się słabo. Mężczyzna był prawnikiem i to on zajmował się wszystkimi sprawami po pogrzebie Jerry’ego – Minęło już troszkę czasu…

- Tak wiem. Po prostu o tym zapomniałem – zaśmiał się nerwowo szatyn. Leo ułożył jedną ze swoich dłoni na jego ramieniu w pocieszającym geście – Na razie nie wyobrażam sobie pracować i zajmować się kawiarnią, dopóki nie skończę studiów, ale nie chcę jej nikomu sprzedawać ani oddawać. To jedyne, co pozostało mi po dziadku.

- Spokojnie Louis. Rozumiem cię – pocieszył go ojczym – Więc masz jakiś plan? - Louis kiwnął lekko głową, odchylając się lekko na krześle – Jeśli nie, znajdziemy razem jakieś rozwiązanie. Wiesz, że zawsze ci pomogę.

- Tak, dziękuję. Myślę, że uda mi się kierować kawiarnią na tyle, ile będę w stanie. Zayn ciągle będzie tam pracował, tak samo jak reszta, ale planuję zatrudnić jeszcze kogoś na moje miejsce. Nie potrafię pogodzić studiów z pracą, szczególnie teraz – Leonard kiwnął głową.

- Dobrze, co tylko chcesz – Louis zamknął oczy, nie wiedząc czy robi dobrze, czy też popełnia błąd, jednak nie mógł tak po prostu oddać komuś kawiarni – Mieszkanie dziadka jest już w trakcie kupna, wszystkie pieniądze zostaną przelane na twoje konto po zatwierdzeniu transakcji, wcześniej będzie trzeba zabrać stamtąd niektóre rzeczy.

- Chciałbym te pieniądze przekazać dla dziewczynek. Mnie nie są tak bardzo potrzebne, a one mogą je wykorzystać, kiedy pójdą na studia – stwierdził szatyn. Ten pomysł chodził mu po głowie od jakiegoś czasu. Uważał, że wystarczą mu pieniądze, które przepisał na niego dziadek.

Leo kiwnął głową, a potem zostawił szatyna samego w kuchni. Louis nie wiedział sensu siedzenia samotnie, więc włożył talerz do zmywarki, a potem przemknął niezauważalnie do piwnicy, do swojego pokoju.




6.

Harry odsunął od siebie mają dziewczynkę i spojrzał na nią z uśmiechem. Nie planował wchodzić do domu Tomlinsonów, kiedy niedzielnego wieczora przyjechał po Selenę, jednak nie miał większego wyboru. Dzwoniąc dzwonkiem nie spodziewał się, że otworzy mu Daisy. Kochał tę małą dziewczynkę za samo spojrzenie, jakim go zawsze obdarowywała.

- Gdzie są wszyscy aniołku? - zapytał Harry, siadając an schodach prowadzących na pierwsze piętro. Blondynka wdrapała się na jego kolana i objęła jedną rączką jego szyję.

- W salonie. Oglądają coś nudnego. Chciałam troszkę z tobą porozmawiać – wytłumaczyła Daisy. Harry uśmiechnął się w jej stronę, a potem pogłaskał ją dłonią po plecach – Wiesz, przyjechał mój braciszek. Ma na imię Louis i chciałabym, abyś go poznał. Jest naprawdę fajny.

- Wiem kochanie. Znam Louisa – powiedział Styles, uśmiechając się czule do dziewczynki. Podobało mu się z jakim uznaniem mówiła o swoim starszym bracie. Spojrzała na niego lekko zaskoczona, a w jej oczach pojawiły się wesołe iskierki.

- Przyjaźnicie się? - Model kiwnął lekko głową, co spotkało się z aprobatą dziewczynki – Chciałabym, abyś go kochał tak jak ja go kocham. On też cię pokocha, wiesz, bo on jest kochany.

- Skarbie, ja też go kocham. Tak bardzo jak ty, albo nawet i mocniej. Kocham go już od dawna – powiedział szczerze Harry. Jasnooka podskoczyła na swoim miejscu, lekko zniecierpliwiona.

-Wcześniej niż się poznaliśmy? - Zielonooki pokiwał głową – To świetnie! Będziesz mógł się z nim ożenić i wtedy Phoebe nie będzie twoją żoną! - prawie krzyknęła. Harry zaśmiał się lekko z jej słów.

- I tak bym nie mógł. Jestem dla niej za stary – wyjaśnił. Ona jednak wiedziała swoje, więc pokręciła przecząco głową – Dzieli nas jakieś trzynaście lat. Musiałbym na nią długo czekać, a wtedy byłbym już bardzo stary i brzydki – Daisy zaśmiała się głośno, przyciskając swoje czoło do jego ramienia.

- Nie wymyślaj już! - zawołała radośnie. Oboje usłyszeli szuranie na drugich schodach, więc podnieśli wzrok w tamtą stronę.

- Daisy z kim rozmawiasz? - Louis pojawił się na szczycie schodów prowadzących do piwnicy i spojrzał swoimi jasnymi oczami na Harry’ego i siostrę. Zamarł na sekundę, zaskoczony obecnością bruneta, ale potem lekki uśmiech pojawił się na jego twarzy.

- Louis! Dobrze, że tu jesteś. Zobacz kto przyszedł do nas na chwilkę! - Blondyneczka zeskoczyła z kolan bruneta i stanęła obok niego. Harry spojrzał niepewnie na szatyna, nie wiedząc jak powinien się zachować. W gruncie rzeczy chciał rzucić się na niego i nigdy więcej nie wypuszczać go ze swoich objęć, ale nie mógł tego zrobić.

- Cześć Louis – wychrypiał Harry, uśmiechając się delikatnie w stronę niebieskookiego. Daisy obserwowała ich obu, nie mając pojęcia, co wydarzyło się między nimi.

- Cześć Harry.

Zanim oboje zdążyli się zorientować, Daisy zaczęła biec w stronę salonu, mówiąc coś o zawołaniu Seleny. Starszy chłopak wzruszył jedynie ramionami, przenosząc swoje spojrzenie ponownie na Stylesa.

- Usiądziesz obok mnie? - zapytał brunet, pokazując miejsce obok siebie. Louis podszedł do niego niepewnie, siadając na schodku niżej od niego i odwracając głowę w jego stronę. Spoglądając na spokojną twarz zielonookiego, przypominał sobie jak dobrze było mieć go obok siebie. Westchnął ciężko, przykuwając tym jego wzrok – Dobrze cię widzieć.

- Ciebie też, Harry – pokiwał lekko głową – Czy… czy myślisz, że jest szansa abyśmy mogli porozmawiać? - zapytał. Młodszy chłopak pokiwał głową, uśmiechając się lekko. Spoglądał na twarz szatyna szukając oznak zmian, ale Louis nie mógł zmienić się w ciągu trzech miesięcy. Był zbyt idealny, aby się zmienić. Może jedynie jego oczy nie błyszczały tak samo jak kiedyś.

- Jasne. Jeśli chcesz możesz jechać ze mną odwieźć Selenę do domu. Jeśli nie, możemy się spotkać dopiero w piątek. Mam cały tydzień zawalony, przykro mi – wyznał szczerze brunet. Louis kiwnął ochoczo głową, podnosząc się ze swojego miejsca w tej samej chwili, w której Selena i Zayn weszli do holu. Byli lekko zaskoczeni, ale na ich twarzach pojawiły się uśmiechy.

- Cześć Harry! - powiedział od razu Zayn, podchodząc do chłopaka i przytulając go na przywitanie. Louis wycofał się do piwnicy idąc ubrać się cieplej – Dlaczego uciekł? - zapytał, odsuwając się od zielonookiego i podążając wzrokiem za spojrzeniem Seleny.

- Poszedł ubrać się cieplej, jedzie z nami – wyjaśnił Harry, nie patrząc im w oczy. Selena zagwizdała pod nosem, zabierając z wieszaka swoją kurtkę, a potem zakładając buty. Harry pokazał jej ruchem dłoni, że poczeka w samochodzie, więc wyszedł pośpiesznie z domu mając nadzieję, że zimne powietrze pozwoli mu troszkę ochłonąć. Nie wiedząc dokładnie dlaczego zaczął się denerwować. Bo co niby miał powiedzieć szatynowi? Jednak wiedział, że coś powiedzieć musiał. Musieli sobie wszystko wytłumaczyć. Za długo milczeli. Zielonooki wsiadł do swojego samochodu, a potem włączył ogrzewanie, ponieważ nie chciał marznąć, a do domu Seleny był spory kawałek. Prawie druga połowa Londynu. Był lekko zmęczony po całym dniu pracy, ale to nie powstrzymało go przed przyjechaniem po nią. Zawsze odwoził ją po weekendzie u Tomlinsonów i nie mógł tym razem postąpić inaczej. Szczególnie, że Louis miał jechać z nimi.

Selena pierwsza otworzyła tylne drzwi wrzucając swoją torebkę i wskakując do środka pośpiesznie. Na dworze było zimno, a ona była jedną z osób, które nienawidziły zimy. Louis wślizgnął się na przednie siedzenie tuż obok Harry’ego i posłał mu mały uśmiech, który on od razu odwzajemnił. Dobrze było go mieć obok siebie, nawet jeśli mieli pomiędzy sobą niewyjaśnione sprawy.

Jazda po zimowym Londynie była ulubioną Harry’ego. Lubił śnieg skrzypiący pod kołami i wszystkie ośnieżone budynki, jakie mijali. Louis również był zaabsorbowany widokami za oknem, nie tak jak znudzona Selena, która co chwilkę ziewała, albo mówiła jak to ją wszystko wymęczyło. Harry uśmiechał się pod nosem, odpowiadając na jej komentarze i pouczając ją, jak powinna radzić sobie z bliźniaczkami.

- Nie jesteś najlepszą niańką Selena i oboje o tym wiemy – powiedział Harry, skręcając w bramie jakiejś wielkiej posiadłości. Brama oczywiście była zamknięta, więc brunet zaparkował przed nią i odwrócił się do dziewczyny – Zobaczymy się jutro w pracy, tak?

- Oczywiście. Skopię ci tyłek na przymiarce i będziesz jęczał z bólu – powiedziała ze śmiechem brunetka, na co on jedynie przewrócił oczami. Grimshaw wygrzebała się z samochodu, po czym okrążyła go i machając do chłopaków, zniknęła za furtką.

- Nie spodziewałem się, że mieszka w takiej willi – mruknął szatyn, spoglądając zaskoczony na dom Seleny i Nicka. Harry uśmiechnął się do niego, wycofując z podjazdu i ruszając w dalszą drogę.

- Tak naprawdę, to z przodu dom wydaje się mały. Ale jest naprawdę ogromny. Ale Nick po prostu lubi duże przestrzenie i chce dać Selenie troszkę prywatności – wyjaśnił Harry – Chcesz, żebym pokazał ci coś fajnego? - Louis kiwnął lekko głową, nie spuszczając wzroku z mijających domów. Wszystkie były takie ogromne i piękne – Mam nadzieję, że ubrałeś się ciepło. Zaczyna się naprawdę ochładzać.

Jechali w milczeniu przez dwadzieścia minut, wysłuchując jedynie cichych westchnień i odgłosów silnika. A kiedy Harry zajechał na parking, z którego rozpościerał się przepiękny widok na Tamize oraz Tower Bridge, Louis oniemiał. Bywał w Londynie wcześnie i wiele razy widział most, ale nigdy nocą. To był naprawdę piękny widok. Szczególnie w porze zimowej.

- Pozostanie w samochodzie jest dobrą opcją do niezamarznięcia na dworze. Temperatura nieco spadła, a tu szczególnie wieje – wytłumaczył Harry, odpinają swój pas. Podkręcił nieco ogrzewanie, aby temperatura w aucie pozostała ciągle taka sama. Louis westchnął lekko, pozostając w tej samej pozycji cały czas – Jak się trzymasz? - Tomlinson odwrócił głowę w jego stronę i wzruszył bezradnie ramionami.

- Nie mam pojęcia co ci powiedzieć, Harry – zaczął spokojnie – To wszystko zwaliło się na mnie naraz i nie mogę się nadal z tego pozbierać – jęknął szatyn.

- Tak. Byłem bardzo zaskoczony, kiedy dostałem telefon od Zayna. Akurat wylądowałem w Londynie, a tu taka wiadomość. Przykro mi z powodu Jerry’ego. Naprawdę bardzo go lubiłem – Louis spojrzał na jego twarz, na której malował się smutek i współczucie.

- On też bardzo cię lubił, Harry – Przez chwilkę milczeli, a potem Louis odważył się zapytać o coś bardzo ważnego – Jak poznałeś moją mamę i dziewczynki? - Harry przekręcił się na swoim siedzeniu tak, aby móc być do szatyna przodem. Rozpiął swój płaszcz, ponieważ zrobiło mu się lekko gorąco.

- Zayn przedstawił mi twoją mamę na pogrzebie Jerry’ego. Potem wracaliśmy tym samym samolotem, twoja mama zapytała mnie o numer telefonu. Zadzwoniła do mnie kilka dni później, pytając czy nie mam ochoty przyjść na obiad… - Harry uciął, widząc zmieszany wyraz twarzy Louisa.

- Byłeś na pogrzebie dziadka? - zapytał. Harry pokiwał lekko głową, a szatyn przetarł twarz dłonią, przypominając sobie ten dzień. Nie mógł wyłapać ze wszystkich twarzy, jakie widział, tej należącej do Harry’ego – Nie pamiętam, abyś tam był.

- Nie chciałem zostać przez ciebie zauważony. Teraz wiem, że to był błąd – Tomlinson kiwnął głową, odwracając wzrok na bok i powstrzymując się od płaczu.

- Ja naprawdę chciałem cię zatrzymać, Harry. To po prostu stało się w tym samym czasie i to samo zdecydowało za mnie – Niebieskooki poczuł dłoń młodszego chłopaka na swoim ramieniu, więc odkręcił się w jego stronę i posłał mu niemrawy uśmiech – Chcę żebyś wiedział, że odnalazłbym cię już dawno i przyjechał tu, ale nie mogłem się uporać ze śmiercią dziadka. On był dla mnie bardzo ważny.

- Hej! Ciii…. Louis. Nie płacz, dobrze? - mruknął spokojnie Harry, przeczesując jego włosy dłonią – Nie mam ci tego za złe – Louis jęknął lekko, a potem otarł wilgotne policzki i uśmiechnął się słabo do bruneta – Chcesz wracać do domu? - zapytał Styles. Louis zaprzeczył, a na jego twarzy pojawił się grymas.

- Nie chcę wracać do domu, nie czuję się tam najlepiej – wyszeptał. Harry pokiwał głową ze zrozumieniem, a potem poprawił się na swoim miejscu i zapiął pas. Odjeżdżając z parkingu, nie wiedział, co mogło go jeszcze spotkać tego wieczora, kiedy zabierał roztrzęsionego Louisa do swojego mieszkania.




7.

Louis wyglądał na przestraszonego i zmartwionego, kiedy przekraczali próg mieszkania Stylesa. Jego oczy wędrowały po całym holu i twarzy Harry’ego, szukając wyjaśnienia. To nie był apartament, jaki wyobrażał sobie Louis. Hol był mały i można by było go raczej nazwać przedpokojem. Z samego wyjścia widać było salon połączony z jadalnią i niewielki taras. W gruncie rzeczy mieszkanie nie było duże. Było większe niż to Louisa, ale tylko dlatego, że posiadało górne piętro.

- Coś nie tak? - zapytał brunet, kiedy zdjęli z siebie kurtki i buty. Powiesili wszystko w szafie wnękowej, a potem Louis spostrzegł mały korytarz i trzy pomieszczenia, a jednym z nich była na pewno kuchnia.

- Nie. Oczywiście, że nie. Po prostu jestem zaskoczony. Myślałem, że mieszkasz w wielkim domu albo apartamencie – wyjaśnił Louis, uśmiechając się lekko. Harry zaśmiał się, pokazując mu, aby wszedł do salonu, a sam zniknął w korytarzu.

- W gruncie rzeczy to jest moje mieszkanie zimowe. Mieszkam tu w zimie i kiedy pracuję w centrum. Mam też drugi dom na obrzeżach Londynu – zawołał brunet z kuchni. Louis usiadł na białej sofie i rozejrzał się po wnętrzu. Wszystko było utrzymane w białych i kremowych kolorach. Jedna ze ścian wykonana była z kamienia a na niej wisiał obraz, który dziwnym trafem przypominał jedno ze zdjęć wykonanych przez Tomlinsona. Harry przyszedł do salonu chwilkę później z dwoma kubkami w dłoniach. Jeden z nich podał szatynowi, a potem usiadł obok niego na kanapie. To była gorąca czekolada z nutą miodu i migdałów. Niebieskooki upił łyk swojego napoju, a potem zamknął oczy, napawając się jego smakiem.

- Już lepiej? - usłyszał cichy głos modela. Otworzył swoje niebieskie tęczówki i spojrzał na twarz bruneta, która była bardzo blisko niego. Zapragnął pocałować go i nie wypuszczać ze swoich objęć, ale bał się odrzucenia. Wzruszył jedynie ramionami, a potem odstawił kubek na stolik – Wiesz, że możesz powiedzieć mi wszystko.

- Możemy zacząć od nowa? - wyszeptał szatyn, spuszczając wzrok na swoje dłonie. Harry ujął jedną z nich i ścisnął lekko, chcąc tym sprawić, aby Louis na niego spojrzał.

- Nie całkiem – powiedział pewnie zielonooki. Bardzo chciał zacząć z Louisem wszystko od nowa, ale wiedział, że to by nie wyszło. Kochał go i nie mógł zacząć tak, jakby nic między nimi nie było – Kocham cię, Louis i nie mogę udawać, że nic między nami nie było, ponieważ to nie wyjdzie.

- Nie każę ci zapominać to, co między nami było, jedynie chcę prosić o drugą szansę – jęknął Louis, ściskając mocniej dłoń bruneta. Harry kiwnął niepewnie głową, ale po chwili odsunął się od niego, jakby zorientował się o co prosił Louis.

- Powiedziałeś, że mnie nie kochasz… - wyszeptał zielonooki. Tomlinson westchnął głęboko, przytakując niechętnie.

- Tak. Tak właśnie było. Ja po prostu byłem zaskoczony twoimi słowami, nie rozumiałem ich. Dopiero, kiedy Zayn powiedział mi, że już nigdy nie przyjedziesz do Paryża zorientowałem się co tak naprawdę zrobiłem – wyjaśnił powoli szatyn – Harry. Nie kocham cię taką miłością, jaką ty mnie darzysz, ale czuję do ciebie coś, co nie pozwala mi o tobie zapomnieć. Chcę cię mieć obok siebie. Wtedy… - zaciął się na sekundę i zacisnął mocno powieki – Wtedy, kiedy nie chciałem z tobą rozmawiać, to było nie dlatego, że nie chciałem cię widzieć. Bałem się, że powiem coś i będzie jeszcze gorzej. Nie chciałem cię wykorzystywać, bo mnie kochasz, a ja potrzebuję towarzystwa.

- Nigdy bym tak nie pomyślał – mruknął Styles. Szatyn spojrzał na niego, a w jego oczach zaczynały zbierać się łzy. Harry nie chciał widzieć go płaczącego. Miał dość tego widoku i miał dość płakania.

- Pomyślałbyś. Uwierz mi. Wiem coś o tym. Sam żyłem w takim związku. Teraz to ja stałem się Liamem – Nie myśląc ani chwili dłużej, Harry wziął mniejszego chłopaka w swoje ramiona i pozwolił mu wtulić się w swój tors, tak jak to robił kiedyś. Louis zaszlochał głośno, nie przejmując się tym, że moczy Stylesowi koszulkę. Będąc przy nim, nie musiał się martwić o takie rzeczy. Nawet, jeśli nie wyjaśnili sobie wszystkich rzeczy, było już lepiej. Obaj cieszyli się, że mogą być obok siebie i nie martwić się tym, że mają między sobą jakieś niewyjaśnione sprawy.

- Nigdy nie będziesz taki, jak Liam. Nie zasłużyłeś sobie na takie miano. On jest podły i to, co zrobił także. Ty po prostu jesteś niepewny, a to różnica – wyjaśnił brunet, odsuwając od siebie niebieskookiego. Louis przytaknął niechętnie, po czym ponownie wtulił się w pierś młodszego chłopaka, nie chcąc opuszczać go ani na minutę. Każda sekunda spędzona w towarzystwie Stylesa, była dobrą sekundą. Nie miał co do tego wątpliwości.

Usnęli na kanapie, leżąc na sobie i nie przejmując się kolejnymi dniami. Harry nie myślał o kolejnym dniu pracy, a Louis nie chciał wracać do domu, który przypominał mu dziadka.




8.

Ciemny samochód zatrzymał się na podjeździe domu Tomlinsonów, kiedy dochodziła siódma. Harry zgasił silnik i spojrzał kątem oka na siedzącego obok niego Louisa. Wyglądał uroczo z potarganymi włosami i małym, śpiącym uśmiechem błąkającym się na na ustach. Model nie chciał go budzić ze snu, ale nie miał wyjścia. Pracował do końca tygodnia i nie mógł sobie pozwolić na spóźnienie się do pracy.

- Przepraszam, że obudziłem cię tak rano, ale zazwyczaj w poniedziałek zabieram do szkoły Fizzy i odbieram ją w każdy piątek – wyjaśnił z lekko skruchą Harry. Louis spojrzał na niego rozczulony i przytaknął lekko głową. Rozumiał to i nie miał mu za złe. Chociaż oczywiście wolałby spędzić ten dzień razem z nim na kanapie – Spotkamy się jakoś w piątek, dobrze? Cały tydzień mam zawalony przymiarkami i już mi to uszami wychodzi – Szatyn niechętnie kiwnął głową, po czym odpiął swój pas.

- Więc to jest pożegnanie? - zapytał starszy. Harry przewrócił oczami, a potem uśmiechnął się.

- Nie brzmij tak dramatycznie. Zobaczymy się niebawem, możesz do mnie napisać, kiedy tylko chcesz – Zielonooki ułożył swoją dłoń na kolanie drugiego chłopaka i ścisnął je nieco. Na policzki Louisa wkradł się zdradliwy rumieniec, ale to nie sprawiło, że Harry zabrał rękę. Lubił kiedy Tomlinson się rumienił, ponieważ uważał, że wygląda wtedy uroczo.

- Chcesz, abym cię pocałował? – zapytał Louis, spoglądając w oczy młodszego. Styles uśmiechnął się łobuzersko, a potem pochylił nad nim i przyciągnął go do pocałunku, łącząc ich wargi na moment. Nie był to długi pocałunek, ale wystarczył, aby Louis zapragnął więcej. Niestety, musieli się od siebie odsunąć, bo ktoś zapukał w szybę samochodu. Tym kimś okazała się być Fizzy. Na jej twarzy malował się szczery uśmiech, ale było w nim też coś łobuzerskiego. Zagwizdała lekko, na co Louis przewrócił oczami, a potem rzucił Harry’emu krótkie pożegnanie i wyszedł z auta.

Fizzy wdrapała się pośpiesznie na miejsce, wcześniej zajmowane przez jej starszego brata. Uśmiech nie znikał z jej twarzy, co troszkę zmieszało Stylesa. Wiedział bowiem, że było to spowodowane tym, co zobaczyła dziewczynka. Harry ruszył z podjazdu nie spoglądając na nią, ponieważ był pewien, że kiedy to zrobi na jego policzkach pojawi się rumieniec. Nie chciał tego.

- Więc… - zaczęła szatynka – Louis nocował u ciebie, czy wstał tak wcześnie, żeby się z tobą zobaczyć? - zapytała. Harry spojrzał na nią kątem oka i natrafił na bardzo uporczywe błękitne oczy Fizzy. Nie wiedział co ma jej odpowiedzieć, ponieważ nie miał pojęcia na ile była zorientowana w sprawach damsko-męskich.

- Oba – mruknął. Zazwyczaj uwielbiał rozmawiać z dziewczyną podczas jazdy, ale w tamtej chwili nie.

- Jak to oba? - zapytała zaskoczona, odwracając się do niego przodem. Dopiero wtedy chłopak zobaczył, że nie zapięła swoich pasów. Nigdy wcześniej jej się to nie zdarzyło, a on miał na tym punkcie bzika.

- Fizz, zapnij pasy, kochanie – poprosił. Niebieskooka posłusznie wykonała prośbę, a potem ponownie spojrzała na niego wyczekująco. Harry westchnął zrezygnowany – Nie jestem już dzieckiem i wiem co to homoseksualizm. Lottie mówiła mi, że Louis jest gejem – zaszczebiotała, a potem zrobiła przerwę jakby się nad czymś zastanawiała – Więc ty też jesteś?

- Louis nocował u mnie i wstał rano, żeby się ze mną spotkać. Oba się zgadzają – rzekł, wyjaśniając – Nie wiem jak dużo wiesz o tego typu sprawach. Ja gustuję w kobietach i mężczyznach.

Dziewczynka pokiwała głową, a potem zapadła cisza, której Harry najbardziej się bał. Na szczęście, trwało to tylko chwilkę, ponieważ potem jej mała rączka powędrowała w stronę radia i włączyła je. Jazdę do szkoły umilały im piosenki Kings of Leon i śpiewanie modela. Kiedy brunet zatrzymał pojazd pod budynkiem szkoły, Fizzy szybko odpięła pasy, a potem zwróciła się do niego przodem.

- Czyli, że jesteście parą. Mogłeś mi to od razu powiedzieć. Ciekawi mnie tylko, gdzie będziecie mieszkać. No wiesz… - mruknęła – Ty tu, a on ciągle gada tylko o tym Paryżu. Wolałabym aby wrócił tu na stałe, ale nic go nie przekona. Może jak skończy studia? - Harry nie odpowiedział nic. Dopiero dotarło do niego, że Fizzy miała rację. Harry nigdy nie rozmawiał z Louisem o tym, czy chłopak chce przeprowadzić się do Londynu, czy pozostaje w Francji. Fizzy wyszła z samochodu niezauważona, co w sumie było lepsze od odpowiadania jej na pytanie, jakie zadała.




9.

Harry wszedł szybkim krokiem do jednego z biurowców, w którym mieściło się jedno z jego miejsc pracy. W tym samym budynku pracowała Selena i jego przyjaciółka Cara. Na samym dole w recepcji przywitała go sekretarka oraz kilka szalonych modelek. Brunet nie przepadał za swoimi koleżankami i kolegami po fachu, więc nie zatrzymał się aby z nimi porozmawiać. Chciał jak najszybciej znaleźć się tam, gdzie być powinien i zacząć pracę, aby móc porozmawiać z Seleną i opowiedzieć jej wszystko. Nie chciał tłamsić nic w sobie, a wiedział, że jej powiedzieć może.

Znalazł ją w jednej z hal, w których projektanci przygotowywali modeli do sesji zdjęciowych. To właśnie była jego praca. Od czasu powrotu z Paryża nie robił nic innego jak przymierzanie ubrań, i okazyjne pozowanie do zdjęć. To nie było złe, dopóki nie nadwyrężał przez to swojego wolnego czasu. Którego i tak miał mało. Czasami miał ochotę zrobić sobie naprawdę długą przerwę. Jednak wiedział, że nie mógł. Nie chodziło o pieniądze – ich miał pod dostatkiem. Chciał w życiu coś osiągnąć, a wiedział, że zrobi to przez ciężką pracę.

- Jakiś nie wyspany jesteś. Co się działo w nocy? - zapytała z chytrym uśmieszkiem na ustach. Styles pokręcił przecząco głową i pacnął ją lekko w ramię. Oboje lubili się zaczepiać i raczej robili to z sympatii. Selena spojrzał na niego badawczo, kiedy skończyli się przedrzeźniać – Więc?

- Masz teraz czas? - zapytał zielonooki, rozglądając się na bok. Brunetka kiwnęła głową, a potem pociągnęła go za jedną z kotar. Leżały tam jakieś ubrania, które na pewno nie byłe męskie, ale nie przejmowali się tym, że ktoś mógł tam wejść. Oboje wiedzieli, że modele mieli teraz przerwę (tak dzień pracy zaczynali od przerwy na pogaduszki), więc nikt nie będzie im przeszkadzał.

- Harry, mów mi natychmiast co się stało, bo wiesz dobrze, że nienawidzę jak masz taki wyraz twarzy – powiedziała pośpiesznie dziewczyna, klepiąc go po ramieniu.

- Chyba pogodziłem się z Louisem – westchnął. Selena zmarszczyła dziwne brwi, po czym przysiadła na jednym z wielkich pudeł, jakie tam stały. Harry oparł się o ścianę i spuścił wzrok na swoje buty. Tego dnia ubierał się bardzo szybko i nie zdziwiłby się, gdyby miał dwie inne skarpetki.

- Jak to chyba?

- No nie wiem. Rozmawialiśmy do późna i wyjaśniliśmy sobie niektóre rzeczy…

- Ach… Niektóre. Powiedział ci, że cię kocha? - zapytała bez ogródek ciemnooka. Styles zaprzeczył ruchem głowy, na co ona warknęła – Uwielbiam Louisa, ale…. O co mu chodzi!?!

- Powiedział, że czuje do mnie coś, ale nie jest to taka silna miłość, jaką darzę go ja – wytłumaczył – Nie chciał mnie wykorzystywać i dlatego nie chciał ze mną rozmawiać. Bał się.

- A ty mu wierzysz? - westchnęła Grimshaw i spojrzała na niego. Spoglądali sobie w oczy przez dłuższą chwilkę dopóki, ktoś nie odsłonił kotary za którą się ukrywali. Selena pierwsza odwróciła wzrok i przewróciła oczami, widząc swojego ojca.

Nick Grimshaw we własnej osobie lustrował ich swoim spojrzeniem. Harry odwrócił wzrok od przyjaciółki i spojrzał na swojego managera, którego tak bardzo lubił. Nie dlatego, że to dzięki niemu stał się tak sławny i bogaty, ale dlatego, że Nick jak nikt go rozumiał. Przy nim nie musiał ukrywać, że podobają mu się również mężczyźni. Nie żeby robił to przy innych, ale z nim mógł porozmawiać o wszystkim.

- Tu jesteście robaczki – powiedział wesoło mężczyzna. Selena jęknęła głośno i wstała ze swojego miejsca, wyminęła swojego ojca i przeszła przez halę w swoich wysokich szpilkach – A jej co?

- Chyba nie podoba jej się, że pogodziłem się z Louisem – westchnął Styles. Nick spojrzał na niego i uśmiechnął się radośnie. To w nim kochał najbardziej. Popierał go, nawet w najbardziej głupich decyzjach i nigdy nie karcił, jeśli nie wyszło z nich nic dobrego – A ty co myślisz?

- Cieszę się twoim szczęściem, Hazz. Wiesz, że Selena najchętniej zamknęłaby cię w szklanej kuli i obserwowała jak płatki śniegu osiadają na twoich lokach. W związku z tym, że jest jedynaczką boi się, że może cię stracić, jeśli zechcesz przeprowadzić się do Paryża – wyjaśnił Nick. Harry spojrzał na niego zaskoczony.

- Dlaczego myślisz, że chcę się przeprowadzić do Francji?

- Bo Louis tam mieszka? - zapytał ze śmiechem manager – Nie sądzę, aby chciał się tu przeprowadzić. Zaczął jedne z najlepszych studiów fotograficznych w Europie. Nie zrezygnuje z tego dla miłości. A nawet, jeśli miałby to zrobić to mu na to nie pozwolę… Albo ty – dodał, widząc wzrok bruneta – No weź! Louis ma niesamowity talent i jeśli tylko skończy studia ma już załatwioną pracę. Ja się o to postaram.

- Jak mam z nim być na odległość? - wypalił Harry, idąc za Nicholasem w stronę Seleny i innych stylistów.

- O kontrakt z Burberry się nie martw. Harry – zaczął Grimshaw, kładąc dłoń na ramieniu Harry’ego – Jesteś dla mnie jak syn. Twoje dobro jest dla mnie najważniejsze.

Selena prychnęła pod nosem, pokazując tym swoją obecność obok nich. Nick spojrzał na nią wyczekująco unosząc brwi do góry. Brunet lubił spoglądać na nich w takich chwilach jak tamta. To były ich momenty.

- I tak porozmawiam sobie z Louisem! - powiedziała, odwracając się na pięcie, Nick otworzył usta ze zdziwienia, a potem pomaszerował za nią zostawiając Harry’ego samego, który mógł wreszcie oddać się temu co kochał. Pozowaniu.




10.

Środek tygodnia nigdy nie był dla Harry’ego fajny, nawet jeśli zadzwoniła do niego Jay i kazała mu przyjechać w piątek po południu na późny obiad. Jego wyjaśnienia, że nie może urwać się wcześniej niż od dziewiętnastej nic nie dały, ponieważ kobieta bardzo nalegała. Ostatecznie zgodził się na to w ciemno. Następnego dnia zapytał Nicholasa czy może wyjść wcześniej z pracy, a ten zgodził się ze śmiechem, jakby wiedząc o wszystkim. Harry nie chciał myśleć o spisku, jaki mogli mieć Jay i Nick, więc nie pytał go o nic.

Piątkowego popołudnia wyszedł wcześniej z hali, w której spędzał dziennie po czternaście godzin. Oczywiście czasami wyrywał się razem z Seleną na przerwy, siedział bezczynnie w jej gabinecie, albo kładł się na podłodze, nie chcąc współpracować ze stylistkami albo fotografem, ale za to wszyscy go uwielbiali. Najpierw pojechał do swojego mieszkania, gdzie wziął prysznic i przebrał się w czarne spodnie i niebieski sweter. Jego włosy były nadal mokre, więc zakrył je bordowym beanie. Wyglądał komicznie bez wystających spod niego włosów, ale nie chciał się rozchorować.

Pod domem Tomlinsonów był przed osiemnastą, co i tak według niego było sukcesem. Miał nadzieję, że Jay nie będzie się na niego złościć. Sam nie wiedział dlaczego, kobieta kazała mu przyjechać tak wcześnie. I tak miał zamiar wpaść na weekend, ale dopiero po pracy, czyli bardzo późno. Zazwyczaj kończył wcześnie i odbierał Fizzy ze szkoły, a potem zawoził ją do domu. Jedli obiad, a potem zabierał ją na tenisa. Harry lubił towarzystwo dziewczynki, tak samo jak ona jego. Drzwi otworzyła mu jak zwykle Daisy, ale tym razem nie cieszył się tak, jak zwykle. Miała nadąsaną minę i nie odezwała się słowem, nawet kiedy Harry nazwał ją małym misiaczkiem. Uciekła mu szybko do salonu, skąd słychać było resztę zgrai. Harry był już przyzwyczajony do tego, że swobodnie poruszał się po ich domu. Zdjął swój płaszcz i buty, a potem usłyszał za sobą jakiś szelest, więc odwrócił się i zobaczył Louisa w czarnej koszuli. Wyglądał idealnie z rozwianymi włosami i błyszczącymi oczami. Na jego twarzy błąkał się mały uśmiech.

- Cześć Harry – powiedział szatyn, rumieniąc się lekko. Harry uśmiechnął się szeroko, widząc tego Louisa, którego widzieć chciał. Zawstydzonego i tak bardzo uroczego jak kiedyś. Nie chciał widzieć go płaczącego i przygnębionego – Daisy jest obrażona na cały świat, ponieważ mama nie pozwoliła jej pomóc w przygotowaniu kolacji.

- Typowe – zaśmiał się brunet. Położył swoją torbę obok schodów, a potem podszedł do starszego chłopaka i złapał go za dłoń – Jak się masz?

- Jesteś tu, więc jest dobrze. A ty? - Styles ścisnął jego dłoń, po czym puścił ją i objął go ramieniem w pasie. Louis jak na zawołanie objął go ramionami za szyję, wtulając swoją głowę w jego obojczyk. Zaciągnął się jego zapachem, który przypominał mu tylko i wyłącznie modela.

- Jestem troszkę zmęczony. Pracowałem codziennie od rana do nocy. Ale cieszę się, że tu jestem. To takie przyjemne widzieć was, szczególnie ciebie – Louis musnął swoimi ustami szczękę zielonookiego, a potem wsunął swoje palce pod materiał czapki, której Harry nie zdjął. Poczuł wilgoć i zdziwił się tym, ponieważ jakim cudem, Harry mógł mieć mokre włosy.

- Hazz… - zaczął, odsuwając się od niego i spoglądając w jego piękne oczy – Dlaczego masz mokre włosy?

- Ugh… Ja brałem prysznic, zanim wyszedłem do was i moje włosy nie wyschły… - wyjaśnił, rumieniąc się lekko.

- Więc założyłeś czapkę i przyjechałeś tu w ten mróz? - zapytał lekko zdenerwowany szatyn. Styles niepewnie kiwnął głową, nie wiedząc czego może się spodziewać po starszym chłopaku – Harry, naprawdę chcesz się przeziębić? - westchnął – Okej, chodź. Weź swoją torbę, zaniesiemy ją na dół, a potem pójdziemy do pralni – Louis pociągnął go w stronę schodów prowadzących na dół. Harry był zaszokowany tym, gdzie prowadził go chłopak, ponieważ nie miał bladego pojęcia, po co ciągnął go do pralni! Zeszli na dół, gdzie niebieskooki zapalił światło na korytarzu. Harry nigdy nie był w tej części ich domu, ponieważ zazwyczaj sypiał na górze, a cały dzień spędzał w salonie albo w kuchni. Sporadycznie w pokoju którejś z dziewczynek. Na korytarzu można było zobaczyć cztery pary drzwi. Jedne z nich na pewno były od pokoju Louisa, tego był pewien. Nie mylił się , kiedy po kilku krokach Louis otworzył te białe drzwi i wszedł tam, zabierając od chłopaka torbę i zostawiając go na moment na korytarzu. Model nie wszedł do środka i nie będąc pewnym, co ma robić, rozejrzał się dookoła. Wydawało mu się, że piwniczne korytarze są bardziej przerażające, ale tamten wcale taki nie był Był przytulny, jakby znalazł się w innej części piętra domu Tomlinsonów. Harry nie miał piwnicy w swoim letnim domu, na przedmieściach. Miał wielki parter, i górne piętro. Nie przepadał za bardzo za swoim domem, więc większość czasu spędzał w mieszkaniu. Można było nawet powiedzieć, że jego pudła z rzeczami do domu nadal stały w nim niewypakowane. Selenę zawsze to drażniło. W rzeczywistości Harry nie chciał tego domu, ale każdy mu mówił, że powinien pokazywać klasę. Jakkolwiek to brzmiało. On jednak nie chciał. Kupił dom, tylko i wyłącznie pod naciskiem Seleny (to było raczej po to, aby nie zrzędziła mu), i swojej mamy (co było równie dziwne, biorąc pod uwagę, że nie widywał się z nią za często).

Louis wyszedł z pokoju z jasnym ręcznikiem w dłoni. Zamknął drzwi do pokoju, a potem pociągnął modela i weszli w inne drzwi. Louis od razu zapalił światło, przez co ukazała się całkiem sporej wielkości pralnia. Pod jedną ze ścian ustawione były trzy pralki, a obok nich suszarka. Po drugiej stronie było kilka koszy na brudy. Louis pokazał mu, aby usiadł na jednej z białych pralek, więc tak zrobił. Sam zaś wrzucił ręcznik do suszarki i nastawił na pięć minut. Dopiero potem podszedł do niego i ściągnął z jego słowy czapkę.

- Włosy by ci zgniły od wilgoci – zaśmiał się Louis. Harry spojrzał na niego oburzony, a potem przewrócił oczami i sięgnął swoją dłonią do ręki starszego. Złapał go za nadgarstek i przysunął ją sobie do ust. Pocałował jej wierzch, a potem przytulił do niej swój pliczek – Przytulanka dziś z ciebie – Uśmiech Louisa sprawił, że Harry przymknął oczy i rozkoszował się ciepłem, jakie biło od dłoni szatyna. Stali w ciszy, zagłuszanej jedynie przez pracującą suszarkę. Ocknęli się dopiero, kiedy urządzenie wyłączyło się. Louis wyswobodził swoją dłoń z objęcia Stylesa i sięgnął po ciepły ręcznik. Zarzucił go na głowę Harry’ego i zaczął wycierać nim wilgotne loczki zielonookiego. Nieziemsko było spoglądać na uroczego Harry’ego, który szczerzył się jak głupi czując ciepło od ręcznika i palce Louisa mierzwiące jego włosy. Kiedy skończył odrzucił ręcznik do jego z koszy, po czym ostatni raz przeczesał włosy młodszego. Uśmiechnął się, widząc jego rozpromienioną twarz – O wiele lepiej. Nigdy więcej tak nie rób.

- Pilnuj mnie – wyszeptał Harry, przysuwając swoją twarz do Louisa i łącząc ich usta w słodkim pocałunku. Z początku musnęli się tylko, ale potem Louis stanął na palcach i dosięgnął do ust chłopaka, całując go dokładnie. Harry objął go w pasie i podniósł lekko do góry, na co Louis zaprotestował cichym piskiem i odsunął się od Stylesa. Harry zeskoczył z pralki, oparł się o nią, po czym ponownie przyciągnął Louisa do siebie. Szatyn uwielbiał sposób w jaki się całowali, jakby cały świat mógł nie istnieć, ponieważ był on, i był Harry. Nic innego.

Ktoś z impetem wpadł do pomieszczenia. Chłopcy oderwali się od siebie natychmiast. Lottie stała w drzwiach z wrednym uśmiechem na ustach.

- Przerwałam w czym? - zapytała, poruszając zabawnie brwiami. Louis chciał ją skarcić za jej zuchwałość, ale nie zdążył – Serio? Ukrywacie się w pralni, a pokój z kluczem macie obok. Mama każe wam przyjść na kolację, już prawie wszyscy są – oznajmiła, po czym wyszła zostawiając ich samych.

- Jest bezczelna – skwitował Louis, odwracając się do modela, a potem ponownie spoglądając na jego usta. Harry uśmiechnął się, ukazując rząd białych zębów.

- Ale ma troszkę racji? - zapytał. Niebieskooki przewrócił oczami, a potem spojrzał na niego ze zmartwieniem.

- Między nami wszystko ok? - zapytał. Harry nie bardzo rozumiał jego pytanie, ale widząc jego zakłopotany i lekko przerażony wzrok, zrozumiał. Pogładził go po gładkim policzku, po czym nachylił się nad nim i ucałował go w nos.

- Musimy jeszcze troszkę porozmawiać – wyjaśnił, na co Louis momentalnie się spiął – Ale nie martw się, skarbie. Wszystko będzie dobrze, obiecuję ci. Porozmawiamy po kolacji, dobrze? - Tomlinson kiwnął niepewnie głową, po czym odsunął się od chłopaka i oboje wyszli z pralni. Idąc korytarzem, Harry zastanawiał się, dlaczego Louis ubrał się tak elegancko – Lou? - zapytał, przez co szatyn zatrzymał się i odwrócił w jego stronę – Dlaczego założyłeś koszulę? To jakaś specjalna okazja?

- Zobaczysz. Nie martw się. Wyglądasz dobrze – powiedział, ciągnąc go schodami w górę.




11.

Nie wiedząc dlaczego, Harry zapomniał jaki był dzień. Zazwyczaj wiedział jaka jest data, bo czasami było mu to potrzebne, ale tego dnia całkowicie zapomniał, że nadszedł pierwszy lutego. Był tak bardzo zaszokowany, widząc w jadalni wszystkich, których kochał. Jay, Leo, dziewczynki, Nick, Selena, Zayn a nawet jego mama, co zdziwiło go najbardziej. Naprawdę był zaskoczony. Każdy patrzył na niego z uśmiechem wymalowany na twarzy, a on karcił się w myślach, że zapomniał o swoich urodzinach. Louis stał tuż obok niego z dłonią na jego plecach, która dodawała mu otuchy i wsparcia. Zachciało mu się płakać przez to, jak bardzo natrudzili się, aby zorganizować dla niego urodzinową kolację.

- Wreszcie jest nasz solenizant! - powiedziała głośno Jay, uśmiechając się w stronę chłopców. Harry zakrył usta dłonią, a potem jęknął cicho i spojrzał na rozbawionego Louisa.

- Nie wiem co mam powiedzieć, kochani – mruknął, ostatecznie spoglądając na wszystkich.

- Mówiłam, że będzie zaskoczony – wypaliła od razu Selena, rzucając się w jego stronę. Uściskała go mocno, składając drobne życzenia, a potem zrobił to każdy po kolei. Oczywiście bliźniaczki robiło to przez długi czas i każdy się z tego śmiał, bo Harry wreszcie musiał uklęknąć na podłodze, aby dokładnie wysłuchać ich przemówienia. Harry był wzruszony przy wszystkich życzeniach, ale dopiero kiedy objął Annie, łzy poleciały po jego policzkach. Nie widział jej dość długo i nie spodziewał się, że przyjedzie specjalnie do Londynu, aby spędzić z nim jego urodziny. Kochał ją mocno całym sercem i zawsze bardzo za nią tęsknił. Louis uśmiechał się do niego przez cały wieczór, nie odzywając się nawet słowem, kiedy nie był proszony.

Najpierw zjedli pyszną kolację, którą jak się okazało przygotowała Jay wraz z Annie, a potem przenieśli się do salonu, gdzie rozsiedli się na kanapach i fotelach, a dziewczynki usiadły na puchowym dywanie, tuż obok kominka. Selena rozgościła się wygodnie na kolanach Zayna, który siedział na jednym z foteli. Harry siadł tuż obok Louisa, pomiędzy nim, a Nickiem. Zgarnął jego małą dłoń w swoją dużą i uśmiechnął się do niego z miłością. Popijając gorącą czekoladę, albo herbatę, spędzili naprawdę miły czas, opowiadając sobie nawzajem śmieszne historie.

Około dwudziestej drugiej Louis i Selena zanieśli na górę Daisy i Phoebe. Położyli je spać, a kiedy wracali, Fizzy i Lottie także szły do swoich łóżek. Godzinę później Nick i Selena pożegnali się z wszystkimi i pojechali do swojego domu. Annie zniknęła chwilkę później w jednym z pokojów gościnnych. Leonard i Jay także. Zanim jednak wyszli, Jay ucałowała mocno Harry’ego i Louisa. Zayn krzątał się jeszcze po domu, nie mogąc znaleźć swojego telefonu, ale to nie przeszkadzało Louisowi, ani Harry’emu w obściskiwaniu się na kanapie. Ostatecznie, kiedy naleźli się sami, wyłączyli telewizor i weszli powoli do piwnicy. Bez zapalania światła na korytarzu, weszli do pokoju Louisa. Starszy chłopak nakazał Stylesowi, aby przez chwilkę się nie ruszał, dopóki on nie zapali światła. A kiedy to się stało, Harry nie mógł wyjść z podziwu jak piękna była sypialnia Louisa. Zamiast łóżka na podłodze leżał ogromny materac, albo dwa na sobie. Harry nie mógł tego zidentyfikować. Wydawało mu się, że posłanie było za wysokie jak na jeden materac. W rogu pokoju stał niewielki stolik na którym stał telewizor. Szafa zajmowała niewiele miejsca. Pokój nie był duży i dlatego wydawał się być taki przytulny. Harry nie mógł zidentyfikować koloru ścian, ponieważ lampka, którą zapalił szatyn, nie dawała za wiele światła. Na jednej z puf leżała jego torba, a na drugiej koc i obrania niebieskookiego. Louis od razu pociągnął Harry’ego w stronę łóżka. Był naprawdę śpiący i rozanielony rękami młodszego na jego ciele, ale musiał jeszcze przejść przez rozmowę.

- Dlaczego od razu mi nie powiedziałeś, że to kolacja urodzinowa? - zapytał Harry, kiedy siedzieli oparci o ścianę. Zdjął z siebie sweter i rzucił go na pufę.

- Myślałem, że pamiętasz. Zresztą gdybyś tylko widział swoją twarz, kiedy weszliśmy do jadalni – powiedział rozbawiony szatyn. Harry zgarnął go w swoje objęcia i pocałował kawałek skóry, tuż obok jego ucha.

- Dziękuję. Jesteś naprawdę kochany – westchnął, odsuwając go od siebie i rozpoczynając powolne rozpinanie jego koszuli – Całkiem zapomniałem, że kończę dwadzieścia lat – mruknął, całując jego odsłonięty obojczyk.

- Będziemy się kochać czy rozmawiać? - jęknął Louis, klepiąc Harry’ego po ramieniu. Zielonooki odsunął się niechętnie od niego i spojrzał w jego jasne oczy.

- Okej. Wszystko już jest dobrze kochanie. Kocham cię i nie chcę z ciebie rezygnować. Jeśli potrzebujesz czasu na pokochanie mnie, dam ci go – wyznał, muskając ustami jego usta – Chcę tylko wiedzieć, czy zamierzasz się tu przeprowadzić, czy zostajesz w Paryżu.

- Hazz – jęknął Louis, odsuwając się do chłopaka i zakrywając dłońmi twarz – Chcę skończyć studia, ale nie chcę być w związku na odległość! - powiedział, odkrywając przestraszone oczy.

- Nie będziesz – uśmiechnął się Styles – Przeprowadzę się do Paryża i będziemy mieszkać w twoim mieszkaniu. Co ty na to?

- Harry…

- Właściwie to nie masz wyboru. Nick powiedział, że nie pozwoli ci rzucić studiów, a ja nie mam co się martwić o moje kontrakty. Oczywiście pewnie będę wyjeżdżał czasami w różne strony świata czasami na długo, ale musisz się przyzwyczaić do posiadania chłopaka super modela rozchwytywanego tak bardzo… Auć! - jęknął Styles, kiedy Louis uderzył go za ostatnie słowa – Naprawdę lubię twoje mieszkanie.

- A kiedy skończę studia, wrócimy do Londynu, tak? - zapytał Tomlinson, przybliżając się do bruneta. Pocałował go w kącik ust, na co zielonooki zwilżył je językiem.

- Oczywiście, kochanie. Może kupię nawet nowy dom. Wiesz, nie lubię swojego letniego domu – Harry zamyślił się na chwilkę, nawet nie zważając na to, że Louis zostawiał na jego szyi mokre pocałunki.

- Może oddasz go swojej mamie. Zawsze mogłaby mieszkać bliżej ciebie – zaproponował szatyn, spoglądając mu w oczy. Harry pokręcił przecząco głową.

- Nie. Ona kocha nasz stary dom. Sprzedam go, a pieniądze odłożę na nowy, który wybierzemy wspólnie. Taki, jaki będziesz chciał – zdecydował Styles, a potem wbił się zachłannie w usta Louisa. Zdjął z niego koszulę, a potem bluzkę, to samo robiąc ze swoją. Całowali swoje ciała, napawając się ponowną bliskością i ciesząc się, że mogą być ponownie razem. Już bez strachu i z poczuciem bezpieczeństwa.

- Spokojnie. Mamy na to jeszcze prawie trzy lata, wiesz – mruknął Louis, kiedy leżeli wtuleni w swoje ciała, z nogami splątanymi pod ciemną pościelą – Obiecuję ci, że wtedy wybierzemy piękny dom.

- Obiecaj mi tylko jedno, kochanie – zagadnął na wpół śpiąc, przyciskając swój policzek do włosów starszego. Louis mruknął coś pod nosem, więc Harry kontynuował - Obiecaj, że mnie pokochasz tak, jak ja kocham ciebie maluszku.

- Obiecuję, Harry. Obiecuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz