Zayn był na siebie zły, że nie zabrał ze sobą szalika. Wiał wiatr, a on po prostu stał sobie pod wielkim budynkiem w samym płaszczu. Stąpał z nogi na nogę, aby się troszeczkę rozgrzać, ale nawet to nie pomagało. Marzec był zimny i nikt nie mógł temu zaprzeczyć. Od kiedy dwa dni wcześniej odprowadził Ariane do domu, nie mógł sobie wy darować, że nie zatrzymał jej zanim weszła do budynku. Czasami potrafił spieprzyć naprawdę błahą sprawę. Wiedział o tym. Nawet się do tego przyznawał. No bo, dlaczego miałby tego nie robić?
Brunet odwrócił głowę w stronę wielkich drzwi, w tej samej chwili, w której w środku szkoły rozbrzmiał się dzwonek. Wiedział o której Ariana kończy lekcje, tylko dzięki Hannah. Panna Clark bardzo szybko podała mu godzinę i nawet zbytnio nie pytała go, dlaczego chcę to wiedzieć.
Kiedy tłumy uczniów zaczęły wypływać z budynku, Zayn wytężył wzrok i zaczął szukać dziewczyny. Miał nadzieje, że ją odnajdzie. Chciał z nią tylko porozmawiać. Przecież to nie było nic wielkiego. Tylko zwykła rozmowa.
Uczniów przybywało, a potem zmalało, on jednak ciągle nie dostrzegł jej postaci. Był zawiedziony i już chciał odchodzić kiedy w oddali usłyszał pogodny, i dobrze mu znany głos. Głos panny Mai.
Na początku Ariana go nawet nie zauważyła, co mu się spodobało. W końcu mógł chwilkę na nią popatrzeć. Jednak potem, kiedy ich wzrok się spotkał Zayn poczuł na sobie wzrok dziewczyn, które szły z rudowłosą, i przez chwilkę był niepewny tego co robi. Jednak ten wzrok był naprawdę krótki. Ariana przyspieszyła kroku i tak po prostu przeszła przez trawnik sprawnie omijając Malika.
- Naprawdę chciałaś uciec? - zapytał Zayn, łapiąc dziewczynę za ramię. Ariana stanęła, ale tylko dlatego, że nie mogła się ruszyć. Chłopak ciągle trzymał swoją dłoń na jej ramieniu.
-Nie. Po prostu się śpieszę – wyszeptała.
-Serio? - Brunet uniósł brwi do góry i spojrzał na nią z poirytowaniem. Ona jednak unikała jego wzroku, bardzo dosadnie patrząc w chodnik
-To nie mam sensu Zayn – powiedziała – Dobrze wiesz, że ty jesteś ty, a ja jestem zwykłą dziewczyną. Nie pasujemy do siebie. Twoi znajomi to ludzie, którzy o takich jak ja nie mają pojęcia.
- Przecież nie każe ci wychodzić za mnie za mąż - zażartował. Ariana uśmiechnęła się pod nosem, a potem spojrzała na niego swoimi niebieskimi oczami – Jesteś pierwszą dziewczyną, która nie patrzy na mnie tak…- zaciął się, ponieważ nie wiedział jak miał określić ten wzrok. Wzrok, którym był zawsze obdarowywany.
-Pusto? - posunęła dziewczyna. Malik kiwną głową, a potem puścił jej ramię. Nadal jednak stał tuż obok niej.
-Nie obchodzi mnie co ludzie sobie pomyślą. Naprawdę, szczerze mnie to nie obchodzi. Polubiłem cię i…to się liczy. Tylko to.
Wtedy Ariana zrozumiała, że Zayn jest inny. Inny, ponieważ nie obchodziło go to co mówili o nim ludzie. Inny, bo chciał poznać ją, a nie oceniać po wyglądzie. On naprawdę był inny. A przynajmniej nie taki na jakiego wyglądał.
Ariana zgodziła się pójść z Zaynem nad rzekę, ale nie obiecywała mu niczego więcej. To było jej na rękę. Obiecała sobie, że nie będzie rzucać się jak z motyką na słońce, ponieważ go nie znała. Obiecała sobie, że wszystko przemyśli i ułoży w swojej głowie.
Zayn zaskakiwał ją z każdym postawiony krokiem, opowiadając jej o swoim dzieciństwie i o tym co studiuje. Była oczarowana tym jak potrafił rozmawiać o naprawdę błahych rzeczach, oraz jak zachwycał się najmniejszymi drobiazgami, o których opowiadała ona. Rozśmieszał ją, prawie do łez i karcił kiedy mówiła, że jej życie nie jest wcale ciekawe. Przez te kilka godzin jakie ze sobą spędzili on poznał ją, a ona próbowałam się przyzwyczaić do niego.
Mimo iż Ariana była młodsza wykazywała się naprawdę dużą inteligencja i Zayn czasami musiał się zastanowić nad odpowiedzią na jej pytania. Nie chciał wyjść na idiotę. Bał się ośmieszenia, nawet przed Arianą. A przecież przed nią nie musiał udawać tego kim nie jest.
Z Louisem było wszystko okej.
Serio.
Mimo iż, w jego głowie siedział pewien blondyn, to z nim wszystko było dobrze. Poniedziałkowego wieczoru Louis wracał z zajęć dość późno. Dochodziła dziewiętnasta kiedy chłopak przechodził przez park całkowicie pochłonięty rozmyślaniu Nie był w stanie racjonalnie myśleć, ponieważ był bardzo zmęczony. Nie przepadał za popołudniowymi zajęciami, choćby dlatego, że musiał potem wracać naprawdę późno. Park był prawie pusty, jeśli nie liczyć kilku ludzi spacerujących alejkami lub kogoś z psem. Co tak naprawdę było zakazane. Louis nie lubił donosić, ale czasami miał ochotę, ponieważ go to denerwowało. Chciał jak najszybciej znaleźć się w swoim mieszkaniu i pójść spać.
Jedna kiedy Tomlinson przechodził obok ławki nie mógł się nie zatrzymać. Niall na niej siedział. Przez chwilkę zastanawiał się, czy to aby na pewno nie zwidy. Nie mniej jednak nie mógł mieć zwidów. Nie był przecież chory! Przez chwilkę mierzył Horana przenikliwym spojrzeniem. Dopiero kiedy blondyn uniósł głowę do góry i ich spojrzenia się ze sobą spotkały, Louis uświadomił sobie, że to nie były zwidy.
-Niall? Co ty tu robisz? - zapytał szatyn, siadając obok chłopaka. Ten jedynie wzruszył ramionami, a potem się za nie objął. Louis nie wiedział co ma powiedzieć, ponieważ nie był pewien o co chodziło chłopakowi – Więc siedzisz tu, bo…, jesteś na spacerze? Boże! Może ty się źle czujesz! – wykrzykną Louis.
- Nie – odpowiedział Niall, spoglądając na chłopaka – Po prostu nie chcę wracać do domu. Naprawdę nie chcę.
Szatyn przez chwilkę zastanawiał się, czy to o czym pomyślał było właściwe. Jednak potem doszedł do wniosku, że w jego życiu większość rzeczy była niewłaściwa. Dlatego też bez słowa wstał z ławki, ujął blondyna za ramię, a potem zaprowadził do swojego mieszkania. Niall nie protestował, on jakby na to czekał. Chociaż nie powiedział tego wprost, był bardzo i to bardzo wdzięczny. Louis postanowił zaopiekować się młodszym, ponieważ czuł, że to mu się opłaci. On zawsze taki był. Opiekuńczy i bezinteresowny.
Mimo iż mieszkanie Louisa nie było apartamentem, Niallowi się podobało. Było w porządku. Lubił porządek i dbał o niej bardzo. Szatyn zaprosił blondyna do salonu; a sam poszedł do kuchni, gdzie zabrał się za przygotowywanie dla nich herbaty i krojenia galaretki. Nie ważne jakiego smaku. Kochał ją, ponieważ przypominała mu smaki z dzieciństwa.
Niall w tym czas rozejrzał się uważnie po salonie, i dostrzegł bardzo ciekawe książki na stoliku, oraz masę zdjęć w ramkach, które wisiały na jednej z ścian. Sam salon nie było duży, ale na taki wyglądał, dzięki przestronnemu układowi mebli. Chłopak usiadł na czerwonej kanapie, a potem grzecznie czekał na to co przyniesie mu los. Nie miał innego wyjścia.
-Możesz zostać tu na noc – Louis postawił na stoliku talerzyk z galaretką, oraz jeden kubek z parującym napojem, po czym wrócił się na moment po drugi. Kiedy powrócił usiadł obok Nialla.
-Nie wiem czy powinienem. Nie chcę ci robić kłopotu – mruknął zażenowany blondyn.
-Nie powinieneś tak mówić. Lubie pomagać i opiekować się innymi – Louis ucieszył się widząc, że chłopak się uśmiecha. Lubił sprawiać przyjemność innym. Szczególnie kiedy takim kimś był Niall. Bo jak Louis mógł nie chcieć mu pomóc, skoro Niall był taki, taki…uroczy. Był uroczy i Louis zdawał sobie z tego sprawę, czy tego chciał czy nie!
-Dziękuje. Jesteś naprawdę wspaniały – wyszeptał Horan.
-Nie ma za co. Napij się herbaty i zjedz coś, pewnie zmarzłeś na dworze. Zimno dziś jak nie wiem co! - powiedział oburzony. Niall uśmiechną się pod nosem, po czym sięgnął po kubek. Herbata była naprawdę świetna, biorąc pod uwagę, że Niall był dość wybredny. Nie lubił wszystkich smaków i kochał tylko te owocowe. Jednak ta, która podał mu Louis nie była wcale tylko owocowa – Spróbuj galaretki. Moje ulubiona, naprawdę pyszna – Chłopak sięgnął kawałek przysmaku.
-Nie dziękuje. Nie jestem głodny – Nial uśmiechną się, po czym upił kolejny łyk napoju – Świetna herbata – dodał widząc podejrzany wzrok szatyna. Louis już wiedział. Wystarczyły tylko te trzy słowa: ‘nie jestem głodny’. Wiedział już dokładnie, że słowa Grega nie były zmyślone. Z Niallem naprawdę nie było w porządku.
Mimo iż Louis był cholernie zmęczony po zajęciach, nie poszedł spać. Siedział w salonie na kanapie, tuż obok Horana i oglądał z nim jakiś durny program. Nie chciał go zostawić, dopóki młodszy chłopak nie uśnie. Na szczęście oczy Nialla powoli się zamykały, a jego głowa bezwiednie i powoli opadała na ramię szatyna. Louis był oniemiały, ponieważ znowu mógł czuć dotyk chłopaka na sobie. Dobra! Nie czuł wcześniej jego dotyku na sobie, tylko to on dotykał Nialla. To było prawie to samo! Przynajmniej Louis tak sobie tłumaczył.
Gdy głowa blondyna całkowicie opadła na jego ramię, chłopak nie wytrzymał. To było dla niego naprawdę za dużo. Objął go swoim ramieniem i przytulił do siebie. Mimo woli zaciągnął się jego zapachem, jakby to były najpiękniejsze perfumy świata. Ten zapach był taki słodki. Słodki, jak jego właściciel. Louis nie potrafił rozpoznać jakich perfum używał młodszy chłopak, ale czuł jaśmin i melona połączonego z esencją mchu. To mu wystarczyło, ponieważ kochał takie zapachy. Kiedy Niall przytulił się do niego jeszcze bardziej, jego serce zabiło mocniej i powoli wpadał w panikę. Naprawdę nie wiedział co się z nim działo. Czuł przyjemne podniecenie i to było dla niego dziwne! Przecież on nigdy nie podniecał się przy obcych facetach!
-Jesteś taki ciepły, Louis – wymruczał Niall, opierając czoło o szyje chłopaka – Taki cieplutki, że aż chcę się do ciebie przytulić – Cichutki chichot rozbawił Louisa. Nie czekając dłużej ujął dłoń chłopaka i położy ją sobie na torsie. Tym samym sprawiając, że Niall przysunął się do niego jeszcze bliżej – Bardzo cie lubię. Och, to takie niedorzeczne lubić kogoś, kogo zna się kilka dni, ale…., ale tak właśnie jest. Jesteś wspaniały, opiekuńczy i gdyby nie ty nie wiem co by się ze mną stało.
Louis westchnął, a potem pogładził blondyna lekko po plecach. Nie odpowiedział na słowa chłopaka, ponieważ nie wiedział co ma rzec Przez chwilkę wydawało mu się, że powinien powiedzieć prawdę. Tylko jakby to zabrzmiało? Wiesz Niall, prawda jest taka, że na ciebie lecę i to wszystko dlatego- pomyślał szatyn, a potem skarcił się w myślach. Na pewno nie mógł tak powiedzieć! Co by Niall sobie o nim pomyślał? Przecież nie był jakimś napalonym zboczeńcem. Co prawda był gejem i nie ukrywał się z tym, ale nie wszystkim ludziom; tak jak Zaynowi, Arianie czy Caroli nie przeszkadzała jego orientacja. Nie był przecież pewien czy Horan go nie odrzuci. On nie chciał być odrzucony! Na pewno nie przez blondyna.
Niall uchylił leniwie oczy i spojrzał w roziskrzone tęczówki Louisa. Przez chwilkę mierzyli się wzrokiem, co młodszy skwitował tylko szerokim uśmiechem.
-Nie musisz ukrywać, że jesteś gejem Lou – Wtedy właśnie Tomlinson doznał szoku. I to nie takiego małego. Był cholernie zszokowany, ponieważ Niall wiedział! Wiedział o jego orientacji i ona mu nie przeszkadzała. Ona wręcz mu pasowała. Louis zarumienił się, co nie uszło uwadze Horana. Zaśmiał się więc dźwięcznie i przysunął bliżej chłopaka. Ich nosy praktycznie się ze sobą stykały, ale Louis i tak był dopiero zaskoczony, kiedy usta Nialla przycisnęły się do jego własnych. Niall pocałował go leniwie i niewinnie. Był uroczy, ale i zadziorny, bo nie cackał się z zwyczajnym całusem. On pogłębił ten pocałunek i nawet zaczepnie przygryzł dolną wargę szatyna. Jednak Louis nadal był oniemiały. Gdyż Niall go pocałował.
Jeśli masz jakieś spostrzeżenia, uwagi, albo pomysły związane z historią, pisz tu albo tu!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz