Samochód Louisa zatrzymał się przed dużym, brązowym domkiem jednorodzinnym. Kiedy Niall wspominał o miejscu swojego zamieszkania, nie mówił, że jego dom jest, aż tak duży i naprawdę piękny. Tomlinson był oczarowany. Nawet jego dom nie był tak piękny. Oczywiście chłopak brał pod uwagę jego poprzedni dom w Oxford, ponieważ ten obecny w Cardiff był niczego sobie. Na pewno nie był tak duży jak ten, ale też był spory. Właściwie, to szatyn zastanawiał się, dlaczego rodzina Horanów chciała się przeprowadzić do Londynu. Mieli piękny dom z ogrodem i za pewne także sporo pieniędzy. Nie to, żeby Louisa obchodziła grubość portfela Horana. Po protu nie mógł zrozumieć, dlaczego opuszczają taką śliczną okolicę jaką było Golden Dawn. Szatyn bywał już na tej ulicy kilka razy, ale nigdy wcześniej nie zwrócił uwagi na dom Nialla. Może dlatego, że nie wiedział kto w nim mieszka?
Horan uśmiechną się do niego kiedy zgasił auto. Odwzajemnił ten gest prawie natychmiast. Blondyn sięgnął do klamki, po czym otworzył drzwi i wyskoczył z samochodu. On uczynił to samo. Obchodząc swój samochód staną obok chłopaka i spojrzał mu w oczy. Po nocy spędzonej razem, w salonie na kanapie; nie tylko bolały go plecy, bolało go również serce. Louis nie do końca widział dlaczego. Znał go zaledwie kilka dni, a już potrafił przezywać wszystko tak bardzo intensywnie.
Niall ruszył z w stronę swojego domu, ciągnąć oniemiałego chłopaka za rękaw krótki. Szli przez cementową dróżkę, dookoła której rosły niewysokie iglaki. Louis chłoną widok domu i ogrodu, z każdym krokiem coraz bardziej. Wszystko było tak bardzo idealne, więc dziwił się jeszcze bardziej, że rodzice Horana chcą się wyprowadzić. Blondynek otworzył drzwi do domu, po czym oboje weszli do środka. Hol przywitał ich jasnymi, miodowymi kolorami oraz pustką. Louis zauważył tam tylko krzesło, wieszak oraz wielką paproć stojącą obok schodów.
-Na wstępie wybacz za moją mamę – mruknął, Niall w stronę chłopaka. Uśmiech Louisa poszerzył się kiedy młodszy zdjął jego czapkę, a potem rozpiął kawałek suwaka.
-Niall, to ty? - Średniego wzrostu kobieta weszła do holu, po czym stanęła nieopodal chłopaków. Horan odwrócił się do niej przodem, a Louis rozpiął do końca swoją kurtkę.
-Dzień dobry mamo - powiedział, dość cierpkim głosem blondyn.
-Dzień doby mój chłopcze. Martwiłam się o ciebie. Gdzie byłeś?
-Nie masz się o co martwić. Zapomniałem kluczy. Nie chciałem was budzić, więc przenocowałem u mojego przyjaciela Louisa – Niall skłamał, ale nie kiedy wspomniał o swojej przyjaźni z Tomlinsonem.
-Och, dobrze wiedzieć – Kobieta przysunęła sie w ich stronę, chcąc zobaczyć szatyna. Louis wyprostował się.
-Dzień dobry pani. Jestem Louis Tomlinson – Chłopak uścisnął dłoń, którą kobieta do niego wyciągnęła.
-Dzień dobry Louis. Jestem Marie, mama Nialla – Niall obserwował ich z dystansu, ponieważ nie chciał, aby kobieta gniewała się, że im przeszkadza.
-Okej, więc ja pójdę na górę po książkę dla Louisa, a ty mamo…
-Pójdziemy do kuchni i zrobię twojemu gościowi herbatę. Na dworze zimno, a rozgrzać się warto – Niall kiwną głową, po czym zniknął na schodach.
Kobieta pokazała Tomlinsonowi, aby poszedł za nią. Po chwili znaleźli się w wielkim pomieszczeniu, którym była kuchnia. Kiedy Louis zajął miejsce przy wysepce kuchennej odetchnął, ponieważ kobieta zabrała się za przygotowywanie napoju.
-Jesteś stąd chłopcze? - Głos kobiety wybudził go z rozmyśleń. Spojrzał na jej plecy, po czym zmarszczył czoło. Na szczęście ona tego nie zauważyła.
-Tak, proszę pani. Mieszkam tu od urodzenia.
-Z rodzicami? - zadała kolejne pytanie.
-Nie. Moi rodzice wyprowadzili się do Cardiff.
-Och. Więc mieszkasz sam – Louis był zdziwiony, że kobietę obchodziło jego życie. Jednak zdał sobie sprawę, że ona po prostu martwiła się do swojego syna. Wydało mu się to naprawdę słodkie – Wybacz. Nie chciałam być wścibska.
-Nie szkodzi. Pani po prostu martwi się o Nialla. To naturalne. Taka matczyna powinność – Kobieta odwróciła się do niego przodem, stawiając przed nim kubek z parującą cieczą w środku.
-Mądry z ciebie dzieciak - Louis przytakną głową, po czym upił z kubka kilka łyków – Długo się znacie z Niallem? Wiesz, on praktycznie nigdy nie przyprowadza swoich znajomych – Szatyn zdziwił się i jednocześnie ucieszył, ponieważ był pierwszym znajomym, którego blondyn przyprowadził do domu. Skoro był pierwszy, to musiał być ważny. Przynajmniej miał taką nadzieje.
-Właściwie to znamy się kilka dni – Chłopak postanowił być szczery, ponieważ stwierdził, że tylko wtedy jego plan wypali. Maria spojrzała na niego zdziwiona – Niech się pani nie martwi. Nie jestem pedofilem ani seryjnym mordercą. Mam dwie młodsze siostry i studiuje pedagogikę.
-Nawet mi to przez myśl nie przeszło – wyznała – Po prostu byłam zdziwiona, że mój syn zaufał komuś tak szybko. Szkoda, że będziecie się teraz tak rzadko widywać. On chyba cię naprawdę polubił – Louis postanowił działać, choć jego plan był naprawdę szalony. Jednakże nie mógł zmarnować takiej szansy.
-Widzi pani. Mi także jest bardzo szkoda. I szczerze powiedziawszy; wie pani, nie chcę pani okłamywać – Kobieta, spojrzała na niego marszcząc czoło – Chodzi o to, że Niall wcale nie musi się przeprowadzać. Wystarczy, że wprowadzi się do mnie. Mam dość duże mieszkanie, blisko uniwersytetu. Dwie sypialnie, salon, kuchnia, łazienka i mały przedpokój.
-Nie rozumiem do czego zmierzasz chłopcze.
-Domyśliłem się, że nie chcę pani aby Niall został tu sam, ponieważ martwiał panią jego omdlenia. Mnie również to niepokoi.
-Och, ty o tym wiesz? - Tomlinson kiwnął głową, po czym znowu napił się herbaty. Nie wspomniał nic o tym, że to on raz znalazł nieprzytomnego Horana.
-Jeśli Niall wprowadziłby się do mojego mieszkania, mógłby zostać w Oxford. Ja bym go pilnował i nie był by taki rozgniewany.
-Jestem troszeczkę zaskoczona twoją propozycją – Maria usiadła na przeciwko Louisa.
-Nie chcę się narzucać, broń Boże! - mruknął trochę zażenowany.
-Nie narzucasz się. Myślę, że skoro Niall ci zaufał i przenocował u ciebie, do tego wiesz o jego problemach…mogę się zastanowić? Chciałabym porozmawiać o tym z moim mężem.
-Oczywiście! Jeśli pani chce zostawię pani mój numer telefonu – Maria uśmiechnęła się po czym wstała i wyjęła z szuflady karteczkę i długopis. Szatyn zapisał na niej rząd cyfr, po czym oddał ja kobiecie.
Niall wszedł do kuchni tuż po tym, jak jego mama schowała numer Louisa do szuflady. Chłopak był już przebrany, a w ręku trzymał książkę, którą obiecał starszemu chłopakowi. Zanim blondyn wyciągnął go z kuchni, pożegnał się z kobietą i dopił szybko herbatę. Nie to, żeby Niall chciał go wyganiać. Jednakże Louis musiał iść na zajęcia. Prawie o tym zapomniał.
-Dziękuje że mnie odwiozłeś. No i za to, że mnie przenocowałeś. To była naprawdę przyjemna noc – Uśmiech Nialla był taki subtelny i słodki, że Louis miał ochotę scałować go z jego ust.
-Nie masz za co dziękować. To był naprawdę miły wieczór, noc, no i poranek też. Chociaż moje plecy czują co innego. Następnym razem przyniosę więcej poduszek, no i koniecznie koc! - Niall zarumienił się na słowa chłopaka, ponieważ Louis jednoznacznie dał mu do zrozumienia, że chce aby ta noc się powtórzyła. Słowa szatyna nie były przypadkowe. On naprawdę chciał, aby to się powtórzyło.
Zanim Niall wręczył mu książę, Louis sprawdził jeszcze czy zapisał sobie jego numer telefony, a potem oboje wyszli na ganek. Był nieco oburzony, że młodszy wyszedł w samym cienkim sweterku. Miał mu to juz wygarnąć, ale nie zdążył, ponieważ Niall przycisnął swoje wargo do jego. Tym sposobem Louis odjechał z pod domu Horana z błogim uśmiechem na twarzy.
Mimo iż Zayn nie szczególnie przepadał za swoją siostrą, to czasami zabierał ją gdzieś na kawę. Nie czuł względem niej jakichś obowiązków co do tego, ale wolał to zrobić niż siedzieć w domu z rodzicami. Popychając drzwi The Six Pence zastanawiał się, czy może spotka dziś tam Arianę i Hannah, a może nawet Louisa. W drzwiach wejściowych przepuścił swoją siostrę, a potem sam przekroczył próg pomieszczenia. Przy barze zauważył krzątająca się brunetkę więc machnął do niej ręką, na co ona jedyne się uśmiechnęła. Także tym razem chłopak usiadł tam gdzie zawsze siadał z Tomlinsonem. Stephanie – siostra Zayna rozejrzała się po pomieszczeniu, jednak z wyrazu jej twarzy nie można było jednoznacznie określić czy lokal się jej podoba. Dziewczyna była dość wybredna jeśli chodzi o naprawdę wiele rzeczy.
-Cześć. Czy mogę już przyjąć wasze zamówienie – Zayn odkręcił głowę w stronę z której dochodził; jego zdaniem, anielski głos Ariany. Mały uśmiech, który miał na twarzy poszerzył się znacznie.
-Cześć Ariana – Zayn wyszczerzył się do dziewczyny, co nie uszło uwadze Stephanie. Jej wzrok przeszywał rudowłosą przez chwilkę, ale dziewczyna postanowiła to olać. Zazwyczaj tak robiła – Poznaj moją siostrę Stephanie – Zayn pokazał palcem na siedzącą na przeciwko niego dziewczynę.
-Cześć – wycedziła dziewczyna. Ariana przez chwilkę poczuła się dziwnie obco w towarzystwie dwójki. Jednak nie dać tego po sobie poznać.
-Cześć, jestem Ariana – mruknęła. Wyjęła swój notes i zapisała tam ich imiona, co zawsze robiła przed zapisaniem zamówienia.
- Nie było tu dziś Louisa? - Głos Zayna był pogodny i miękki, jakby chciał pomóc dziewczynie w przystosowaniu się do nowej sytuacji. Gdy pokręciła przecząco głową chłopak zmarszczył brwi – Co się z nim dzieje.
- Pewnie pieprzy jakiegoś geja – Ariana spojrzała na Stephanie z zaskoczeniem. Nie spodziewała się takich słów z ust dziewczyny. Zayn jedynie pokręcił z niedowierzaniem głową.
-Idiotka z ciebie. Weźmiemy dwie late – Ariana zapisała zamówienie, po czym spoglądając ostatni raz w oczy chłopaka odeszła.
-Tylko mi nie mów, że to jest dziewczyna o której tak ciągle myślisz – Zayn nie bardzo wiedział co odpowiedzieć, ale nie dlatego, że nie był pewien odpowiedzi. Raczej dlatego, że nie chciał słuchać kazania swojej siostry – Błagam cię Zayn. Spójrz na nią. Zero stylu, a te jej włosy. Nie ma opcji.
-Zamknij się – warknął i przysuną w stronę siostry – Nic ci do tego kto mi się podoba i z kim się umawiam, jasne?
-Ale Zayn. To wbrew wszystkiemu, nie możesz się umawiać z kim popadnie. Nie pasujecie do siebie. Nie zapominaj kim jesteś! Jesteś Zayn Malik, a ona jest nikim. – W tamtej właśnie chwili Zayn nie wytrzymał. Zamknął na chwilkę oczy, a potem bez słowa wyszedł z kawiarni.
Ariana dokładnie widziała całe zajście. Wiedziała też, że prędzej czy później do niego dojdzie. Nie była zdziwiona słowami Stephanie. Słyszała je dokładnie, chociaż stała kilka stolików dalej. Jednakże brunetka nie kwapiła się z przyciszeniem swojego głosu. Hannah także była domyślna, ponieważ kiedy tylko zauważyła wyraz twarzy Ariany, zabrała jej tacę z zamówieniem dla Malików i sama poszła zanieść kawę siostrze Zayna. W ten sposób Ariana mogła swobodnie wyjść z kawiarni. Nie musiała długo szukać. Brunet stał w ślepej uliczce obok The Six Pence. Był do niej tyłem, ale doskonale wiedziała, że palił papierosa. Dym był widoczny z daleka. Nie zdziwiło jej to szczególnie, że chłopak sięgną po papierosa ani nawet to, że palił. Spodziewała się po nim tego. Zayn nie odwrócił się do niej kiedy podeszła bliżej.
-Nie zastanawiałeś się, że może twoja siostra ma rację. Faktycznie do siebie nie pasujemy. Sam zobacz, ty jesteś bogaty ja jestem biedna. Ty popularny, mnie ledwo znają ludzie z szkoły. Mamy inne poglądy…
-Zamknij się! - Ariana nie mogła dokończyć, ponieważ gniewny ton jego głosu jej na to nie pozwolił. Chłopak odwrócił się do niej natychmiast, a potem tak bez ostrzeżenia zamknął jej usta słodkim pocałunkiem. Wiedział dokładnie czego chcę i udało mu się to. Dziewczyna bardzo szybko odwzajemniła pocałunek i złapała dłońmi za jego sweter. On nie objął jej, ale tylko dlatego, że ciągle trzymał w dłoni papierosa.
Gdy May zakończyła pocałunek nie odsunęła się od niego nawet na milimetr. Zayn spojrzał jej głęboko w oczy, więc i ona to zrobiła. Jego piwne oczy przepełniał żal i to ją natchnęło.
-Ja naprawdę nie chcę być tym kim jestem. Ta presja bycia idealnym mnie przeraża. Zawsze musiałem być perfekcyjny, czasami wręcz do bólu. W życiu nie spotkała mnie żadna porażka i to mnie dobija, bo nie wiem jak to jest być normalnym. Zawsze wszystko musiało być po myśli moich rodziców – Zayn mówił powoli i spokojnie, ale Ariana wiedziała, że każde słowo mówi z wielkim bólem. Ona także nienawidziła opowiadać o swoim życiu. Odsunął się od niej znacznie opierając o zimną ścianę budynku. Zaciągnął się prawie dopalonym papierosem, po czym spojrzał z chodnik.
Serce dziewczyny pękało z bólu. Nigdy nie widziała nikogo, kto tak bardzo nienawidził swojego życia. Dziwiła się i jednocześnie cieszyła, że Zayn nie myślał o próbach samobójczych. Przysuwając się bliżej chłopaka, odebrała mu papierosa i rzuciła go na chodnik. Dopiero wtedy spojrzał w jej oczy. Szarpiąc go lekko za sweter spowodowała, że ponownie się do niej przysunął i przytulił ją.
-Nie spodziewałam się, że nosisz w sobie tyle bólu, Zayn. Pomogę ci jak tylko będę potrafiła – wyszeptała w jego szyje, a potem ucałowała jego zimny policzek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz