środa, 19 lutego 2014

*Louis sięgnął po kolejną książkę, z serii ‘nudne książki do pedagogiki’. Oczywiście on nie uważał, żeby te książki były nudne. To Zayn tak uważał. Odkąd szatyn pokazał mu jedną z nich, nie ruszał ich wcale. Może to i lepiej? Louis nie musiał się przynajmniej martwić, że jakaś mu zginie i nie będzie mógł jej potem oddać. Z kolei Zayn, nie wyobrażał sobie życia bez czytania swoich podręczników do kulturoznawstwa. Naturalnie nie było to prawdą, ale lubił stwarzać takie pozory. Jakoby był grzecznym i pilnym studentem. Louis zawsze się z niego nabijał i…, rzecz jasna kończyło się na wspólnym wyśmiewaniu się nawzajem. Co nie było tak naprawdę normalne, ale żaden z nich o to nie dbał. Zachowywanie się jak dzieci i wygłupianie się, dawało im idealną okazje do wspominania i wyładowywania zbędnej energii. Czasami mieli jej, aż za dużo.

-Naprawdę musisz wypożyczyć, aż tyle tych książek? - Głos Zayna dobiegł z za jednej z półek. Louis przewrócił oczami, a potem wychylił się, aby spojrzeć na przyjaciela. Stał on obok regału, w ręce trzymał grubą książkę i oglądał jej okładkę.

-No wiesz… Biblioteka jest po to, aby wypożyczać z niej książki. A ty co tam masz? - zapytał. Malik zmarszczył czoło i pokazał okładkę. Nie było to nic, co mogłoby zainteresować Tomlinsona. Zresztą zazwyczaj tak było – Wiesz co mnie ostatnio zastanawiało? - Wzruszenie ramion Zayna utwierdziło go w przekonaniu, że może mówić dalej – W przeciągu tego miesiąca poznaliśmy zaledwie dwie osoby. Dwie osoby, które przewróciły nasze życie do góry nogami. Czy to nie wydaje ci się zabawne i niesamowite? - Brunet westchną i zamknął oczy, przypominając sobie rudowłosą dziewczynę – No cóż… Rozumiem, że ty i Ariana na chwilę obecną, macie jakieś tam swoje problemy, ale…No chyba nie powiesz mi, że się nie cieszysz?

-Chciałbym wiedzieć co zrobiłem źle. Tylko tyle.

-Zayn! Też bym chciał wiedzieć jak pomóc Niallowi, ale cóż…, życie nie jest takie proste, jakbyśmy chcieli- Zayn uderzył go lekko w ramię, na co on zaśmiał się perliście.

Zayn jako pierwszy podszedł do bibliotekarki, aby wypożyczyć książkę. Louis dreptał za nim powoli, ponieważ odczytywał nową wiadomość na swoim telefonie. Uśmiechał się przy tym jak wariat i Zayn miał prawo myśleć, że nim jest. Naprawdę uważał go za nienormalnego. Oczywiście musiał go przywrócić do życia, ponieważ nawet nie zauważył kiedy nadeszła jego kolej wypożyczania. Bibliotekarka spoglądała na niego jak na idiotę, co naprawdę rozśmieszyło Malika.

-Czasami mam wrażenie, że przez Nialla zdziwaczałeś. Ale potem zdaje sobie sprawę, że ty zawsze taki byłeś – jęknął brunet. Louis chciał mu się odgryźć, ale starsza pani zarządzająca biblioteką zmroziła do swoim spojrzeniem.

-Daj spokój – mruknął kąśliwie Louis – Zamyśliłem się tylko. Odwieziesz mnie do kompleksu? - Zayn kiwnął głową, po czym oboje wyszli na zewnątrz, gdzie pogoda była dość znośna. Marzec nie był ciepłym miesiące, ale żaden z nich nie narzekał. Owszem, nie przepadali za zimnem, ale upałów także nie lubili. Młodszy otworzył swój samochód, a potem oboje do niego wsieli. Tommo nie przepadał za sposobem prowadzenia samochodu przyjaciela, ale od czasu, do czasu korzystał z jego ‘usług’.

-Więc? Dlaczego tak ci się śpieszy do domu? - zapytał brunet, wyjeżdżając z parkingu biblioteki.

-Niall napisał, że wrócił do domu. Poprosił, aby wrócił wcześniej. Nie chce go zostawiać samego – Louis uśmiechną się pod nosem, na samą myśl, co mógłby robić z Niallem, kiedy wróci do domu. Czasami jego brudne myśli przerażały nawet jego samego. Jednak, był tylko mężczyzną. Do tego był gejem. Czego innego mógł się spodziewać po sobie? Przy Horanie nie mógł się opanować. Nikt nie dałby rady się przy nim opanować. Mimo wychudzonego ciała, i tak był piękny. Dla Louisa wręcz idealny. Jego błękitne oczy, które przypominały lazurowy ocean. Namiętne, malinowe usta. Jego wiecznie poczochrane włosy. Przyjemnie, podniecający głos. Wszystko w nim było idealne. Louis nie wymagał wiele. Wiedział, że Niall nie był idealny dla innych – dla niego był. Był idealny taki jaki się urodził. Nie musiał nic poprawiać. Nie musiał chudnąć. Szatyn chciał, aby blondynek był zdrowy i szczęśliwy. Szczęśliwy z nim.

-Uwielbiam patrzeć na ciebie kiedy się zakochujesz – Głos Zayna odbił się echem w głowie Tomlinsona – Po prostu kocham cię szczęśliwego.

Zayn przystaną tuż obok kompleksu w którym mieszkał jego starszy przyjaciel. Pożegnał się z nim kąśliwą, ale słodką uwagą, a potem odjechał w stronę swojego domu. Popołudnie zapowiadało się mgliście, ale nie narzekał na widoczność na drogach. Dojechawszy pod swój dom, zaparkował przed nim, po czym szybkim krokiem wszedł do środka. Cisza jaka tam panowała była normą. Naprawdę go nie zdziwiła. Zazwyczaj jego rodziców nie było. Był tylko on i Stephanie. Od czasu, do czasu przyjeżdżała jego babcia. Czasami czuł się osamotniony, więc chodził do Louisa, albo przesiadywał popołudnia w swoim pokoju z kubkiem herbaty. Właśnie wtedy czytał książki, albo uczył się z nudów.

Wspinając się po schodach, usłyszał głos swojej siostry. Ten piskliwy, którego czasami miał wręcz dość. Stephanie nie była pustą laleczką, ale czasami tak właśnie się zachowywała. Udawała kogoś kim nie była. Gdy byli młodsi, naprawdę potrafili się dogadać. To nie było problemem, aby spędzić wspólne popołudnie samotnie w domu. Zazwyczaj wtedy grali na pianinie, albo oglądali kiepskie komedie. Jednakże wszystko zmieniło się kiedy poszła do szkoły średniej. Nie mieli dla siebie czasu, co poskutkowało odsunięciem się od siebie. Nie był tym zachwycony, ponieważ on od zawsze uważał ją, za swoją kochaną, młodszą siostrzyczkę. Nie mógł nic na to poradzić. Stephanie się zmieniła. Bardzo się się zmieniła. Nawet jeśli chciałby z nią porozmawiać, nie miałby o czym. Dziewczyna miała inne priorytety niż on. Za bardzo poszła w ślady rodziców. Liczyła się dla niej kasa, drogie ubrania, lans. Przyjaźń i zaufanie były jej niepotrzebne. Chociaż Zayn wiele razy widział ją z różnymi chłopakami, nigdy nie miał odwagi (a może po prostu nie chciał?), zapytać się o jej sprawy uczuciowe. On także zachowywał się jak totalny kretyn, ale tylko i wyłącznie aby rodzice dali mu spokój. Stephanie także go męczyła. Ciągle wspominała o jego pozycji. Wypominała mu najdrobniejsze wpadki. Zayn udawał, aby mieś święty spokój.

Mulat nie chciał, aby dziewczyna wiedziała, że wrócił do domu. Szedł więc bardzo cicho. Drzwi do pokoju siostry były lekko uchylone dlatego też, naprawdę obawiał się, aby go nie usłyszała.

-Daj spokój! Ta dziewczyna jest taka łatwowierna. Nie! Oszalałaś? Uwierzyła od razu. Nie powiedziała nic. Chyba była tak zaskoczona – Zayn staną na moment, zanim wszedł do swojego pokoju. Stephanie rozmawiała z kimś przez telefon. Był tego pewien – Powiedziałam, że Zayn się nią bawi. Och, wiesz dobrze, że musiałam skłamać, inaczej nie odczepiłaby się od niego. Błagam cię, Sam. Nie wierzysz w moje możliwości? - Brunet bez zastanowienie wszedł do pokoju siostry. Złość jaką wzbudziła w nim podsłuchana rozmowa rozrywała go od środka. Nigdy nie spodziewał się po Stephanie czego tak bardzo podłego. Oczywiście ona na początku go nie zobaczyła. Dalej mówiła do telefonu nieświadoma, że złość Zayna wzrasta. On jedna nie wytrzymał, wyrwał jej telefon z ręki. Rozłączył połączenie i cisnął nim o podłogę, tak mocno, że urządzenie rozsypało się na części. Stephanie spojrzała na chłopaka zaskoczona. Nie spodziewała się, że ktokolwiek mógł słyszeć jej rozmowę.

-Możesz mi do cholery…

-Zayn! Tylko się nie denerwuj! - przerwała mu. On jednak pokręcił przecząco głową. Przetarł twarz dłonią i spojrzał na nią wściekły.

-Jak mogłaś mi to zrobić? Jak?! Wiedziałem, że się zmieniłaś. Zrobiłaś się przebiegła jak rodzice, ale…

-Rodzice? A co oni mają do tego? - Dziewczyna założyła ręce na piersi i czekała na odpowiedź.

-Och, nie udawaj, że tego nie widzisz! Steph, jesteś taka sama jak mama! Nic cię nie obchodzi oprócz kasy, lansu i tego jak wypadasz przed innymi. Jesteś pieprzoną egoistką.

-A ty zachowujesz się ja idiota! - krzyknęła dziewczyna.

-Nie takim tonem! Mam już tego dość. Rodzice dowiedzą się o twoich wybrykach jak tylko wrócą do domu – brunetka chciała coś powiedzieć, ale jej nie pozwolił – O wszystkim! O papierosach, trawce, imprezach i o twoich starszych facetach.

-Nie zrobisz tego! - Zayn nie odpowiedział. Wyszedł z pokoju i zbiegł na dół po schodach. Ubrał się pośpiesznie i wyszedł z domu. Nie wiedział dokąd mógłby pójść.

Przekraczając próg kuchni, Louis nie spodziewał się zobaczyć tam Nialla. Oczywiste było, że chłopak był tam bardzo rzadko. Jednak tego wieczora klęczał przed jedną z szafek i szukał czegoś. Szatyn przestraszył się na początku, ale potem zorientował się, że w szafce były tylko słodycze i przyprawy.

-Nialler? - Blondyn odwrócił się natychmiast, uderzając się przy tym w głowę – Niall! Matko! - Blondyn złapał się za głowę i zaczął ją masować.

-Żyje – jęknął. Tomlinson podszedł do niego i ukucnął obok. Położył swoją dłoń na jego głowię i pogłaskał ją. Niall przysunął się do niego i objął ramionami w pasie – Tęskniłem.

-Ja też niezdaro – Szatyn ucałował, blond głowę młodszego, a potem pomógł mu wstać – Czego szukałeś w tej szafce?

-Galaretki? - Uśmiechnął się niewinnie, co spowodowało głośny śmiech w kuchni – Gdzie byłeś?

-W bibliotece z Zaynem. Musiałem wypożyczyć kilka książek. A ty, co dziś robiłeś?

-Wykłady, wykłady, wykłady. Jestem taki zmęczony – jęknął blondyn, przytulając się do Louisa. Ten objął go swoimi ramionami i pozwolił wtulić się w swój tors.

-Chcesz iść spać? - zapytał. Niall westchnął głośno, a potem przejechał swoim nosem po szyi starszego. Po ciele Tommo przeszły przyjemne dreszcze. Zawsze tak było.

-Nie. Chcę być z tobą. Tęskniłem za tobą Lou – Niall wtulił się jeszcze bardziej ciało drugiego chłopaka. Przez chwilę panowała cisza. Louis zastanawiał się co ma robić. Wiedział, że kiedy pójdą do salonu i będą siedzieć na kanapie, prędzej czy później Niall uśnie. Tego nie chciał.

- No dobrze. Chodź ubieramy się i wychodzimy – powiedział i odsunął od siebie zdezorientowanego chłopaka. Horan spojrzał na niego pytająco. Louis jedynie musnął swoimi ustami jego policzek – Nie bój się. Pójdziemy na herbatę i ciastko – Niall westchnął, a potem podążył za szatynem do przedpokoju. Tam usiadł na krześle i spoglądając co chwilkę na drugiego zakładał swoje buty. Tommo ubierał się w milczeniu, dopóki nie spostrzegł, że Niall siedzi i nic nie robi. Owszem, założył swoje buty, ale nic poza tym – Niall? No już! - Louis sięgnął po czapkę i szalik chłopaka, po czym zaczął go ubierać. Niall był cwany, ponieważ kiedy tylko szatyn przybliżył się do niego, ten złapał go za nadgarstki i przyciągnął do siebie. Ich usta zderzyły się ze sobą na chwilkę, a potem młodszy rozpoczął powolny i subtelny pocałunek. Louis uwielbiał te momenty, kiedy blondyn przejmował nad nim władzę. Czuł wtedy, że mu na nim zależy.

Horan popchnął wielkie drzwi The Six Pence, tym samym otwierając je. Louis szedł tuż za nim, trzymają go za dłoń. Na twarzy młodszego widniał pogodny uśmieszek. Chociaż widać było, że jest śpiąc, nie przejmował się tym. Faktycznie był zmęczony, ale potrzeba spędzenia popołudnia z Louisem, była dla niego ważniejsza niż sen. Miał go w końcu dla siebie. Mógł po prostu się do niego tulić, całować i nie martwić się, że zostanie odrzucony.

-Chcę się przywitać z Arianą – rzekł podekscytowany blondyn, zatrzymując szatyna, kiedy ten chciał pójść w głąb sali. Louis uśmiechnął się pod nosem i kiwnął w stronę baru, gdzie stała wyłącznie Hannah – Nie mam jej?

-Chodź – Niall posłusznie poszedł za chłopakiem do jednego z narożnych stolików. Od razu usiadł w najlepszym miejscu nawet nie zdejmując kurtki. Tommo czasami wydawało się, że chłopak jest małym chłopczykiem – Kurtkę poproszę – Niall posłał mu całusa, ale nawet się nie ruszył. Jednakże szatyn wiedział, do czego zmieniał jego przyjaciel. Otworzył usta z zamiarem powiedzenia czegoś, ale Hannah pojawiła się tuż za nim.

-Hannah!

-Cześć Nialla – przywitała się – Dobrze was tu widzieć. Razem – Louis westchnął i usiadł naprzeciwko Horana. Chciał mu zrobić na złość. Udało mu się, ponieważ Niall otworzył usta ze zdziwienia – Podać wam coś?

- Cappuccino, herbatę zieloną i dwa ciasta z galaretką – wyjaśnił starszy, po czym zaczął wyjmować z swojej torby jeden z podręczników. Hannah spojrzała jeszcze na Horana, który wpatrywał się w Louisa. Uśmiechnąwszy się, odeszła. Może i czasami była dość zakręcona, ale tego nie mogła przeoczyć. Tego jak Niall patrzył na Tomlinsona. Tej miłość w oczach nie dało się przeoczyć.

-Drażnisz się ze mną? - zapytał Niall, zwracając tym samym na siebie uwag Louisa. Starszy wzruszył ramionami. Chłopak jęknął, a potem przesunął się z swojego miejsca tuż obok drugiego chłopaka. Ten jednak odsunął się i popatrzył na niego wymownie. Niall zrozumiał po chwili i zdjął z siebie kurtkę. Oczywiście Louis uśmiechnął się z wyższością, ponieważ jakby nie patrzeć dopiął swego. Zanim Hannah przyniosła ich zamówienia, Niall zdążył wtulić się w bok szatyna. Głowę położył na jego torsie, a nogi na reszcie sofy. Z daleka wyglądali naprawdę zabawnie. Może nawet niesmacznie, jednak ani Louisa, ani Nialla to nie obchodziło. Ten drugi po chwili siedzenia oddychał miarowo, co utwierdziło Lou w przekonaniu, że zasnął.

-Nigdy nie widziałam nikogo tak uroczego jak wy – Hannah postawiła na stoliku tacę, i uśmiechnęła się w stronę Lou – Sposób w jaki na siebie patrzycie… - Dziewczyna usiadła naprzeciwko i zapatrzyła się na Nialla.

-Czy to jest komplement? - wyszeptał Tomlinson. Nie chciał obudzić Horana, chociaż chciał z nim porozmawiać. Clark kiwnęła głową – Nie ma Ariany?

-Nie. Dziś nie pracuje. Musiała pojechać do swojej babci. Dobrze jej zrobi trochę odpoczynku. Ciągle chodzi zdenerwowana.

-Chodzi o Zayna? - Hannah wzruszył ramionami – Jeśli chodzi o tą dziewczynę…, to tylko nasza przyjaciółka. Nie mam pojęcia co innego mógł zrobić Zayn. On, on naprawdę wygląda jakby mu zależało. Nigdy się tak nie zachowywał.

-Stephanie. To ona powiedziała coś Arianie – Louis spojrzał na dziewczynie zaskoczony. Dobra! Spodziewał się wszystkiego po tej dziewczynie.

-Idiotka – mruknął szatyn.

-Co z Niallem? - zapytała. Louis wzruszył lekko ramionami.

-Wydaje się być lepiej – wyjaśnił, spoglądając kątem okna na Horana. Hannah uśmiechnęła się, a potem odeszła wracając do pracy. Louis przez chwilę siedział patrząc w odchodzącą brunetkę. Zastanawiał, się czy powiedział prawdę. Nie był tego pewien, ponieważ nie wiedział jaka była prawda. Wydawało mu się, że z Niallem jest lepiej. Jednak mogło mu się tylko wydawać.

-Skarbie. Niall – Louis przejechał dłonią po policzku młodszego, chcąc go tym obudzić. Blondyn niechętnie otworzył oczy i napotkał szare tęczówki Louisa. Uśmiechnął się, a potem chciał ucałować jego usta, ale Louis odsunął głowę. Niall wydał z siebie zduszony jęk, a potem zmarszczył brwi – Napij się i zjedz trochę.

Horan sięgnął po herbatę nadal ciasno przylegając do ciała starszego chłopaka. Upił kilka łyków, a potem bez skrępowania zjadł galaretki z obu porcji. Tomlinson miał wielką ochotę roześmiać się z poczynani Nialla, ale tego nie zrobił. Podejrzewał, że blondyn mógłby się obrazić, albo przynajmniej udawać takiego. Niall wypił swoją herbatę szybko, a potem bez skrupułów ponownie przytulił się do Lou. Było mu tak bardzo ciepło i wygodnie. Mógł spać i być przy szatynie jednocześnie. Cieszyć się jego bliskością i wdychać intensywny zapach jego perfum. Tommo także to nie przeszkadzało. Oczywiście wolałby, aby Niall z nim rozmawiał, ale wiedział, że na ten czas będzie musiał troszeczkę poczekać. Na wszystko przyjdzie czas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz