środa, 19 lutego 2014

Młody, przystojny chłopak, leżąc na ziemi obok ławki. Taki obraz widniał w głowie Ariany od dwóch dni. Mimo że czasami zanadto się denerwowała, nie była bez uczuć. Bała się, bo tak naprawdę nie wiedziała co stało się z chłopakiem, którego znalazła razem z Louisem i Zaynem. Właśnie. Zayn. Z początku myślała, że jest nadętym bogaczem, a wcale tak nie było. Był wrażliwy, jednak nie okazywał tego, albo starał się tego nie robić. No tak, który chłopak chciałby pokazać, że nie jest macho? A Louis? Ariana wiedziała, że chłopak jest gejem i nawet jej to nie przeszkadzało. No bo, dlaczego miało by przeszkadzać? Był zabawny i uprzejmy. Mimo iż zapominał jej imienia, polubiła go. Szczególnie po tym jak obchodził się z Niallem. Tomlinson był inny tego wieczoru. Taki delikatny i gdyby mógł ochroniłby własną piersią znalezionego chłopaka.

Czwartkowego popołudnia Ariana wraz z Hannah przygotowywały się na kolejny test. Jak zwykle siedząc za ladą i kartkując strony książki .To było dla nich tak naturalne, że nawet obecność ojca panny Clark, nie robiła na nich większego wrażenia. Ruch w lokalu był niewielki, co było wielkim plusem, biorąc pod uwagę rozkojarzenie Ariany i ciągłe przerywanie Hannah.

-No chyba sobie żartuje! - powiedziała oburzona brunetka, pokazując przyjaciółce swój telefon. Ariana złapała telefon przyjaciółki w swoje dłonie. Po chwili oddała go jej i pokręciła głową – No co? Wiem, że lubisz mojego brata, ale to już była przesada. Przyjadę dopiero w czerwcu – zacytowała dziewczyna – A ja to co? Ciągle tylko praca i praca. On sobie wyjechał i ma nas gdzieś.

- Zły Owen – zaśmiała się Ariana, po czy wróciła do czytania podręcznika. Hannah zmrużyła zabawnie oczy i założyła ręce na piersi.

-Czasami to mam chęć cię uderzyć, wiesz? - powiedziała złośliwie. Ariana chciała coś odpowiedzieć, ale przeszkodził jej czyjś pogodny głos.

-Przepraszam – Hannah spojrzała w stronę, z której dobiegał głos i uśmiechnęła się przyjemnie, co nie uszło uwadze panny May – Szukam dziewczyny. Długie, kręcone, rude włosy. Średniego wzroku. Nerwowa..

-Ariana? - powiedziała zaskoczona brunetka, po czym spojrzała na siedzącą na ziemi przyjaciółkę, a potem znowu na chłopaka.

-Nie mam pojęcia jak ma na imię. Widziałem ją tu jakiś czas temu. Dwa tygodnie? - Hannah kiwnęła głową, a potem machnęła na przyjaciółkę, która niechętnie wstała. Jej oczom ukazał się chłopak o którym ciągle myślała. Ten sam z którym jechała do szpitala, o którego się martwiła. Właśnie ten chłopak stał przed nią i uśmiechał się jakby nic się nie stało.

-O tą rudowłosą niewiastę ci chodziło? - zapytała Hannah, pokazując na swoją przyjaciółkę. Chłopak uśmiechnął się jeszcze szerzej.

-Niall? - zapytała Ariana. Była naprawdę zdziwiona obecnością chłopaka. Bo przecież dwa dni wcześniej wyglądał jak pół człowieka i dziewczyna miała zważenie, że za chwilę umrze. Wzdrygnęła się na samą myśl.

-Och, nie wiedziałem, że wiesz jak mam na imię – Blondyn wyciągną do niej rękę – Rzeczywiście, mam na imię Niall – Ariana uścisnęła lekko jego dłoń, jakby bojąc się, aby nie zrobić mu krzywdy.

-Ariana. To jest moja przyjaciółka Hannah – rzekła, pokazując na dziewczynę stojącą obok. Niall i Hannah uścisnęli swoje dłonie uśmiechając się przy tym – Co tu robisz? Nie powinieneś być w szpitalu, albo przynajmniej w domu? Nie wyglądałeś za dobrze kiedy cię znaleźliśmy - stwierdziła dziewczyna.

-Dziękuje za troskę. Czuje się już dobrze. Studiuje, więc nie mogę sobie pozwolić na opuszczanie zajęć – wytłumaczył Niall – Przyszedłem, bo chciałem ci podziękować. No, i jeszcze tym chłopakom.

-Zayn i Louis! Tak mają na imię. Oczywiście przekaże im. Nie wyobrażam sobie, żebym miała przejść koło ciebie i nie pomóc. To byłoby niedorzeczne! - powiedziała oburzona dziewczyna. Brunetka przyznała jej racje ruchem głowy, a potem skierowała wzrok na Nialla, który ciągle stał w jednej pozycji.

-Może napijesz się czegoś i zjesz jakieś dobre ciastko? Jest chyba jeszcze ten przepyszny sernik z galaretką – powiedziała dziewczyna, spoglądając na gablotkę z ciastami. Niall uśmiechną się lekko.

-Za ciastko dziękuje, ale napije się chętnie. Poproszę zieloną herbatę - Ariana kiwnęła głową, po czym podeszła do miejsca, w którym zazwyczaj przygotowywała kawę lub herbatę. Hannah zamieniła z blondynem kilka słów, i pokazała mu dłonią aby usiadł na którejś z kanap. Nie było czasu na przedyskutowanie zdarzeń, ponieważ fala ludzi wpłynęła do budynku, przez co dziewczyny miały dużo pracy.

Niall, jak to miał w zwyczaju, usiadł na jednej z kanap przy oknie i przez chwilkę wpatrywał się w nie, oglądając śpieszące się osoby. Uwielbiał obserwować ludzi w ich niezwykłym życiu. Swoje zaś nazywał zwyczajnym. Nic nie wnoszącym do świata. Może właśnie dlatego tak bardzo o nie nie dbał. Nie był typem samotnika, uwielbiał ludzi, rozmowy z nimi. Jednak nie cierpiał być w centrum uwagi. Poprzedniego wieczora czuł się nieco osaczony obecnością trójki nieznajomych, którzy chcieli mu tylko pomóc. Dla niego to było za wiele. Nie dość, że ponownie stracił przytomność, to jeszcze ktoś go znalazł i zabrał go do szpitala. Jedyne co go pocieszało w tej głupiej, jak dla niego sytuacji, to niesamowicie błękitne oczy, które należały do jednego z chłopaków. Och, ile on by dał aby zobaczyć je ponownie! Ile dałby, aby zatopić się w nich jeszcze raz i nie zastanawiać się co z nim będzie. Jednak Niall zdawał sobie sprawę, że ponownie spotkanie chłopaka z pięknymi oczami, było mało prawdopodobne. Nawet nie wiedział jak dokładnie miał na imię. Przyzwyczaił się do swojego niezgranego życia. Nigdy na nie nie narzekał. A przynajmniej starał się tego nie robić. Jedyne co mu doskwierało to cholerna samotność. Jednakże tłumaczył sobie, że to wyłącznie jego wina. To on był winny. Nikt inny.

Blondyn wyciągnął z torby grubą książkę. Otworzył ją tam gdzie była zaznaczona niebieską zakładką, a potem zaczął studiować ją bardzo uważnie. Nawet nie zauważył kiedy Ariana podała mu herbatę. Był pochłonięty teorią stosunków międzynarodowych. Lubił czytać więc nie miał problemów z przyswajaniem wiedzy. Lubił swój kierunek, chociaż wcale nie był łatwy.

Louis wlókł się mozolnym krokiem za uradowanym Zaynem, który pędził jak wiatr w stronę The Six Pence. Przez chwilkę Tomlinson pomyślał, że jego przyjaciel śpieszy się, aby zobaczyć Ariane. Jednak po chwili odgonił tą myśl. Zayn nie był dla niej, a ona nie była dla niego. To było tak, jakby łączyć kota z rybką, albo słonia z mrówką. Niewykonalne. Nie chodziło tu o ilość zer na koncie. Chodziło o sposób bycia, przynależność do grup społecznych, ale także o postrzeganie świata. Zayn uważany był za kogoś idealnego w każdym calu. Tylko czy on właściwie taki był?

-Louis! Ile można iść? Powinniśmy już tam być! Bo nam wszystkie najlepsze stoliki zajmą. Ja przy barze siedzieć nie będę! - powiedział zirytowany Malik. Taki sposobem zmusił Tomlinsona do przyśpieszenia kroku. Na szczęście szatyn miał siłę.

Po przekroczeniu progu The Six Pence Zayn rozglądał się w poszukiwaniu rudej czupryny. Na jego twarzy widniał szeroki uśmiech zadowolenia. Chciał znowu móc niepostrzeżenie spoglądać na Arianę. Wiedział, że nie powinien, ale jednak to robił. Robił to, ponieważ chciał poprawić sobie humor, który ostatnimi czasy był kiepski. Nie z powodu przygnębionego Louisa czy uczelni. Powodem był ogół ludzi patrzących na niego tak jak on sobie nie życzył. Louis przepchał się w stronę barowej lady i usiadł na jednym z wysokich krzeseł. Od razu zauważył uśmiechniętą Hannah, a tuż obok niej roześmianą Arianę. Obie gestykulowały zawzięcie. Wyglądało jakby coś śpiewały. Jednak Louis nie mógł usłyszeć czy rzeczywiście tak było. Zayn stał za nim i rozglądał się po sali, w poszukiwaniu dziewczyny, co tylko rozbawiło szatyna. Tomlinson spojrzał jeszcze raz w stronę dziewczyn i zdał sobie sprawę, że faktycznie coś śpiewały. Hannah wymachiwała rękami wokoło swojego tułowiu. Niestety usłyszenie czegokolwiek było niemożliwe. Szatyn uśmiechną się lekko pod nosem. Na jego nieszczęście brunetka wykonała prowizoryczny obrót i go spostrzegła. On uśmiechną się do niej i pokazał jej uniesione do góry kciuki. Panna Clark zakryła usta dłonią i zaczęła się śmiać. Ariana spojrzała jej przez ramię i również dostrzegła Louisa. Louis klepną Zayn w ramię i pokazał w stronę rudowłosej. Dopiero wtedy Zayn ją zauważył. Pomachał do niej przyjaźnie. One jedynie przytaknęła lekko głową. Z wyrazu jej twarzy można było powiedzieć, że nie była zadowolona obecnością chłopców w kawiarni. Jednak nie mogła nic z tym zrobić.

-Witam ponownie – powiedziała wesoło Hannah.

-Już nie tańczycie? - zapytał Louis. Hannah machnęła na niego tylko ręką, a potem spojrzała na Arianę, która szła niechętnie w ich stronę.

-To jej pomysł. Ariana lubi tańczyć. Jednak tego nie robi – May zmroziła ją swoim spojrzeniem p czym założyła ręce na piersi.

-Cześć wam – mruknęła w stronę chłopaków.

-Cześć! - Zayn ożywił się, gdy tylko ich spojrzenia się spotkały- Jak wam mija dzień?

Louis zaśmiał się pod nosem. Wiedział doskonale, że nie obchodziło go zdanie Hannah, jednak chłopak nie mógł zadać tego pytania wyłącznie Arianie.

-Świetnie! Ariana cały dzień mruczy mi piosenkę, którą usłyszała dziś w radio, aż się zaraziłam od niej.

-O, to może wymruczysz nam ją? - zapytał Louis. Ariana pokręciła przecząco głową. Na co Zayn uniósł pytająco brwi.

-Nie przepadam za mruczeniem – wyjaśniła dziewczyna, przybliżając się do lady- Ale mam dla ciebie coś innego Louis.

-Co? - zapytał zaskoczony. Hannah zaśmiała się dźwięcznie klepiąc Ariane po plecach.

-Jest tu ktoś kogo bardzo chcesz zobaczyć. Siedzi tam – Dziewczyna wskazała ręką na siedzącego w oddali blondyna – Tylko go nie spłosz. Okej? - Louis wytrzeszczył oczy, po czym spojrzał w stronę, w którą pokazywała dziewczyna. Przez chwilkę nie wiedział co ma zrobić. Był tak bardzo zaskoczony, że przez chwilkę zapomniał jak się oddycha. Na wyciągnięcie dłoni miał chłopaka, którego uratował poprzedniego dnia. Przez całą noc nie mógł o nim zapomnieć. A teraz? Teraz tak po prostu wstał z miejsca i pośpiesznie ruszył w jego stronę. Zayn nawet nie zdążył zareagować i go zatrzymać. Więc musiał zostawić Arianę i Hannah przy barze i iść za przyjacielem.

Louis nie zważał na to, jak dziwnie musiało to wyglądać. Chciał jak najszybciej znowu spojrzeń w te oczy. Więc kiedy znalazł się przy stoliku chłopaka od razu usiadł naprzeciwko niego. Na początku blondyn nawet go nie zauważył. Więc przez chwilkę Louis lustrował go swoim przenikliwym wzrokiem.

-Louis! Cholera, może byś się zapytał czy możesz usiąść! - Zayn warkną, tym samym powodując, że Niall oderwał wzrok od książki i powolnym ruchem podniósł wzrok, najpierw na Zayn, a potem wreszcie na Louisa. Ich spojrzenia się spotkały. Louis uważnie obserwował cała twarz chłopaka. Lekko postawione blond kosmyki, wydawały się jeszcze jaśniejsze niż poprzedniego wieczora. Trochę zbyt blada twarz była idealnie gładka, taka jaką zapamiętał Tomlinson. Błękitne oczy blondyna, były trochę przygaszona. Jednak takie same jak ostatnio. Było w nich coś, przez co Louis nie mógł przestać się w nie wpatrywać. Lustrując idealną twarz, Louis zauważył zaróżowione usta i od razu jego serce zabiło trochę mocniej. Skarcił się w myślach za swoją głupotę.

- Nic się nie stało. Możecie tu usiąść – Głos jaki wydobył się z tych niesamowitych ust, przyprawił go o silniejsze bicie serca. Był miękki i mniej zachrypnięty niż dzień wcześniej.

-Przepraszam stary, ale jak ten idiota się na coś uprze to…

-Dlaczego nie jesteś w szpitalu? Nie wglądasz zbyt dobrze. W ogóle chyba jesteś przemęczony! Może powinieneś iść na jakieś badania. Albo przynajmniej odpocząć solidnie! Spałeś w ogóle tej nocy? Masz podkrążone oczy. Może to od czytania. Och, to światło tu jest do niczego! - Louis przemówił swoim zatroskanym głosem, przez co przez ciało Nialla przeszły dreszcze. Nie spodziewał się tylu pytań naraz.

-Louis! Opanuj się – Zayn klepną przyjaciela po głowię, na co ten wytrzeszczył oczy i poprawił swoją fryzurę – Wybacz za niego. Czasami jest nieobliczalny - Niall uśmiechną się niewinnie, po czym ponownie spojrzał w oczy Louisa. Szatyn spoglądał na niego zmartwionym wzrokiem – Co ci przyszło do tej głowy? Nie wolno pytać o takie rzeczy. W ogóle się nie znamy – Tomlinson spuścił wzrok na swoje dłonie. Zrobiło mu się trochę głupio. Zayn miał rację! Nawet jeśli się martwił i nie spał całą noc, nie powinien tak atakować biednego Nialla.

Ciszę przy stoliku przerwał pogodny głos Ariany.

- Napijecie się czegoś? - Niall spojrzał na nią i uśmiechną się w jej stronę, a potem spojrzał pytająco na Louisa. Zayn przez chwilkę wpatrywał się na przemian z swojego przyjaciela i blondyna, a potem przeniósł wzrok na dziewczynę.

- To co ostatnio, poprosimy. A ty Niall?

-Ja mam jeszcze swoją herbatę – odparł Horan. Ariana odeszła od ich stolika, odprowadzona wzrokiem Malika – W sumie to nawet nie wiem jak macie na imię – przyznała ze smutkiem Niall.

-Ja jestem Zayn, a to Louis – wytłumaczył brunet uśmiechając się pocieszająco i pokazując na Tomlinsona.

-Okej. Więc, Louis…Odpowiem po kolei na twoje pytania, o ile pamiętam – Niall zaśmiał się pod nosem, w tym samym momencie w którym szatyn podniósł na niego swój wzrok – Więc nie jestem w szpitalu, ponieważ mój brat; którego już chyba poznaliście, zabrał mnie stamtąd wczoraj. W nocy oczywiście spałem. Praktycznie przez to spóźniłem się na zajęcia. Co do mojego wyglądu to faktycznie moje oczy są troszeczkę podkrążone, ale nie przez światło tutaj. Raczej przez czytanie. Bardzo miło w twojej strony, że się przejąłeś – Louis uśmiechną się lekko w jego stronę i kiwną głową – Bardzo wam dziękuje za to co zrobiliście.

-Nie masz za co! Serio! To byłoby nie w porządku, gdybyśmy cie tam zostawili. Zresztą, każdy zrobił by na naszym miejscu to samo. Prawda Louis?

-Prawda. Nie dałbym sobie rady z myślą, że nie pomogłem. To by mnie chyba zżarło od środka – powiedział z obrzydzeniem chłopak. Zayn i Niall zaśmiali się w tym samym czasie.

-No tak twoja nauka na studiach nie idzie na marne, widzisz? Na coś ci się to jednak przydaje – zaśmiał się Malik.

-Odczep się! - fukną Louis, w tym samym czasie w którym Ariana przyniosła ich zamówienie.

-Co mu się stało? - zapytała, pokazując na szatyna, który siedział z założonymi rękami na torsie – Louis, nie smuć się. O wiele lepiej wyglądasz taki roześmiany – rzekła dziewczyna, po czym usiadła obok Nialla.

- Więc studiujesz psychologię? - zapytał Niall. Louis podniósł na niego wzrok, i pokręcił przecząco głową.

-Pedagogikę – mruknął w jego stronę.

-Strzelałem – zaśmiał się Niall, unosząc do góry ręce. Tym gestem rozśmieszył Louisa. Serce Nialla przez chwilkę zabiło mocniej, kiedy usłyszał pogodny śmiech szatyna. Był taki prawdziwy. Nie udawany, jak większość które słyszał. Louis był prawdziwy we wszystkim co robił, nigdy nie udawał. Nie miał powodu aby to robić. Wolałby być szczery do bólu, niż kłamać i ranić tych, których kochał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz