niedziela, 16 lutego 2014

Harry patrzył, jak samochód jego mamy odjeżdża, zostawiając go, stojącego niezgrabnie przed szkolną bramą. To był jego pierwszy dzień w Hall Cross School. Przeniósł się do Doncaster z mamą, ojczymem i starszą siostrą, ponieważ Robin dostał ofertę pracy i “po prostu nie mógł odmówić”. A teraz nie miał bladego pojęcia, gdzie powinien pójść.

Przed nim, na oddalonej o kilka metrów dróżce, dostrzegł znak, który wskazywał sekretariat. Cóż, przynajmniej to był jakiś postęp. Westchnąwszy, ułożył sobie torbę wygodniej na ramieniu zanim wszedł do budynku.


W środku było dość nowocześnie, mimo staroświeckiego wyglądu. Jednak nawet głos spikera Hits Radio, roznoszący się przy recepcji sekretariatu, nie pozwolił mu się zrelaksować. Odchrząknął niezręcznie czekając, aż kobieta w średnim wieku siedząca za biurkiem na niego spojrzy.

- Dzień dobry, nazywam się Harry Styles… Um, jestem nowy.

Kobieta, panna Ferguson, jeśli wierzyć nazwie zapisanej na plakietce, uśmiechnęła się do niego.

- Oczywiście. Mam tutaj twój plan zajęć, Harry. Ale najpierw przejrzyj te formularze… - położyła przed nim kilka kartek i długopis -… i upewnij się, że informacje, które posiadamy są prawidłowe.

Minęło kilka minut, ale w końcu chłopak z Cheshire odłożył papiery na drugą stronę biurka, gdy upewnił się, że wszystko jest w porządku i po poprawieniu tego, co było błędne. Kiedy po raz pierwszy spojrzał na swój plan zajęć, zauważył dwie rzeczy. Pierwsza to to, że wszystkie jego lekcje odbywały się w klasach, które były od siebie znacznie oddalone, co znaczyło, że cały czas będzie musiał chodzić tam i z powrotem. Drugą było to, że był już spóźniony na swoje pierwsze zajęcia.

Opierając się chęci wypowiedzenia na głos przekleństwa, uśmiechnął się grzecznie do kobiety, po czym wybiegł z sekretariatu w poszukiwaniu sali 22. Kiedy jakieś pięć minut później odnalazł swoją klasę, zaczął dziękować swoim szczęśliwym gwiazdom, że lekcja jeszcze się nie zaczęła. Najwyraźniej nikt nie brał historii na poważnie, więc lekcja nie zaczynała się jeszcze przez co najmniej piętnaście minut. Po przeproszeniu nauczyciela ( który zbył go machnięciem dłoni, pouczając, by usiadł i wyciągnął swoje przybory), zajął puste miejsce na tyle klasy, ignorując przy tym rzucane w jego stronę zaciekawione spojrzenia. Czasem bycie nowym może być naprawdę do dupy.

Skupianie uwagi na nauczycielu było trudniejsze, niż myślał, zwłaszcza, że kątem oka dostrzegł chyba najpiękniejszego chłopaka, jakiego kiedykolwiek widziały jego oczy. Tak, był świadomy tego, jak całkowicie staromodnie i tandetnie to brzmiało, zupełnie jakby pochodziło prosto od roztrzęsionej nastolatki. Ale to była prawda i nieznane dotąd uczucie rozlało się w dole jego brzucha. Uczucie, które sprawiało, że miał ochotę uśmiechać się jak idiota za każdym razem, kiedy chłopak z Doncaster bębnił palcami po biurku, wyraźnie znudzony swoimi myślami. Albo śmiać się, kiedy jego czoło marszczyło się, gdy próbował zrozumieć, co szeptali do niego koledzy. Wiedział, czym było to uczucie, choć wcześniej nigdy tak naprawdę do nikogo nic takiego nie poczuł. Ani w stosunku do chłopaka ani do dziewczyny, mimo, że był otwarty na obie płcie. Był popieprzony.

Chłopak po jego lewej stronie wyciągnął się i Harry nie potrafił powstrzymać błyskawicznego rzucenia okiem na obnażony, maleńki fragment skóry, kiedy jego koszulka podjechała o kilka cali do góry. Chłopak był opalony, co na Anglię było zaskakujące, i miał biceps, za który można umrzeć. Harry mógł sobie tylko wyobrazić, jak wyglądałby bez koszulki i stwierdził, że ten mentalny obraz bardzo mu się spodobał.

- Louis, może mógłbyś nam powiedzieć ilu cywilów zginęło w II wojnie światowej? - zapytała pani Lloyd, unosząc brew - Ponieważ wyglądasz na bardzo zainteresowanego lekcją.

- Umm, dużo. - Louis posłał nauczycielce olśniewający uśmiech. Harry był pewien, że gdyby stał, jego kolana odmówiłyby mu posłuszeństwa.

Louis. Więc gorący chłopak miał imię. W dodatku bardzo ładne imię. Pani Lloyd wyglądała, jakby była pod wrażeniem i otworzyła usta, by to skomentować, ale Louis kontynuował.

- Właściwie, strasznie dużo.

Nauczycielka westchnęła, odkładając swój mazak i prawdopodobnie przygotowywała w głowie kazanie, kiedy zadzwonił dzwonek. Czas naprawdę tak szybko zleciał? Harry spojrzał na zegarek i zorientował się, że lekcja się skończyła. Musiał całkowicie odpłynąć i mógł mieć tylko nadzieję, że nikt nie zauważył go, wpatrującego się w Louisa. Nie chciał być uznany za prześladowcę już pierwszego dnia.

- Uratował pana dzwonek, panie Tomlinson, ale oczekuję, że na przyszłą lekcję wszyscy będziecie znać fakty i statystyki. Zrobimy quiz.. nie narzekać! - dodała, kiedy jęk niezadowolenia wydobył się od prawie dwudziestu pakujących się uczniów. - … i oczekuję, że wszyscy będziecie przygotowani. Do zobaczenia w środę.

Dni mijały bez przygód, i jak się okazało, Louis chodził z Harry’m na każde zajęcia. Nikt tak naprawdę nie podszedł do niego, by porozmawiać ale nie miał nic przeciwko temu. Im mniej ludzi miał blisko siebie, tym mniej wiedziało o jego małym sekrecie. Normalnie nie byłby takim paranoikiem w związku ze swoją seksualnością, ale w ciągu kilku dni bycia w tej szkole, nauczył się czterech rzeczy.

Pierwszą było to, że prawdopodobnie każdy uczeń tej szkoły był heteroseksualny. Nie niepokoiło go to, że należał do mniejszości, ale naprawdę nie chciał zostać odseparowany, zwłaszcza, że nadal znany był jako ‘nowy dzieciak’ albo ‘ten z kręconymi włosami’. Nie chciał być w dodatku ‘tym bi’.

Drugą rzeczą było to, że uśmiech Louisa był zaraźliwy. Mógł być trochę stronniczy, ale ten uśmiech oświetlał jego świat. Nawet po szczególnie złej lekcji matematyki, jeden uśmiech ( choćby nie skierowany do niego), potrafił sprawić, że na jego twarzy też pojawiał się uśmiech. Był piękny. Widząc uśmiech niższego chłopaka, czuł się szczęśliwy. Nie potrafił tego opisać inaczej, niż mówiąc, że czuł się, jakby w jego brzuchu płonął ogień. Nie było słów, żeby prawdziwie opisać, co dla niego znaczył.

Trzecią rzeczą było to, że Louis był w więcej, niż w stu procentach heteroseksualny. Harry miał nadzieję, że wielu ludzi, których podejrzewał w szkole, kłamało odnośnie swojej seksualności. Miał nadzieję, (nawet jeśli wiedział, że nie było absolutnie żadnej szansy na to, że ktoś taki jak Louis będzie kiedykolwiek chciał gdzieś z nim wyjść), że będzie mógł przynajmniej dostać szansę. Ale jej nie dostanie i to bolało bardziej, niż powinno, biorąc pod uwagę fakt, że ‘spotkali’ się mniej, niż tydzień temu.

Czwartą rzeczą było to, że zakochał się w kimś, kto nigdy jego uczucia nie odwzajemni.

~*~

Był już w Hall Cross jakiś miesiąc. Nawiązał w tym czasie kilka przyjaźni. Był to jeden dzieciak, Niall, który zaczął z nim trochę trzymać. Nie byli do siebie przywiązani lub coś w tym rodzaju, ale lubili swoje towarzystwo i to mu wystarczyło. Nie potrzebował, ani nie chciał mieć koniecznie ‘najlepszego przyjaciela’. Nie chciał, by ktoś potencjalnie osądzał go za coś, nad czym nie miał kontroli.

To Niall wprowadził go w Tumblr’a. Najwyraźniej była to najpopularniejsza strona internetowa w szkole. W zależności od tego, co napiszesz lub zreblogujesz, mogła cię albo zniszczyć albo zrobić z ciebie kogoś. Przewrócił na to oczami, informując swojego przyjaciela, że nie ma zamiaru dołączać do tej strony, jednakże podziękował mu za ostrzeżenie. Oczywiście, to że nie miał zamiaru dołączać do witryny, nie oznaczało, że się nie rozejrzy.

Jak można się było spodziewać, znalazł się na profilu Louisa. Roześmiał się, kiedy zobaczył adres. SwagmasterfromDoncaster. Miał szczęście, że był tak popularny, a ludzie wiedzieli, że był to tylko żart, bo w przeciwnym razie taka nazwa użytkownika przysporzyłaby mu wiele bezlitosnych docinków ze strony swoich rówieśników.

Ciekawą rzeczą, jakkolwiek to nazwać, był fakt, że Harry siedział przez ostatnie dziesięć minut przed swoim komputerem, wpatrując się w sam monitor. Słowo ‘ask’ zostało praktycznie wytatuowane w jego myślach, jednak wcale go to nie obchodziło. Czy miał odwagę powiedzieć coś chłopcu, który zdobył jego uwagę od słowa ‘idź’? Nie miał konta, więc po wszystkim pozostałby anonimowy. On nigdy nie musiałby się dowiedzieć.

Ostrożnie zaczął pisać.

Cześć,

Nie, to było kiepskie. Usunął i zaczął ponownie.

Hej, chcę ci tylko powiedzieć, że…

Nie, to brzmiało bardzo amatorsko i żałośnie. Westchnął, ponownie usuwając swoją wiadomość. Może to nie był najlepszy pomysł. Co zamierzał przez to osiągnąć? Nic. Harry był bliski wyskoczenia przez okno, kiedy coś przykuło jego uwagę. Ogłoszenie wywieszone w innym oknie, z jedną rzeczą o której zapomniał. „Bądź odważny”.

Była to największa zbieżność, jaką kiedykolwiek widział. Miał być, ale slogan dał Harry’emu kopa, którego potrzebował, by napisać wiadomość, ignorując zdenerwowanie, trzepoczące w nim z każdym pisanym słowem.

Kocham cię. Nie wiesz kim jestem, nic o mnie nie wiesz, ale ja tak. Kocham cię, i kiedy się uśmiechasz, czynisz mnie najszczęśliwszym chłopakiem na ziemi. Tak, to tandetne, ale tak właśnie jest.

Wisiał przez chwilę nad przyciskiem ‘ask’, zanim kliknął. Czuł dziwne poczucie zadowolenia wiedząc, że Louis dowie się, iż jest ktoś, kto go kocha, nawet jeśli nie miał pojęcia, że to on. Dowie się i może to sprawi, że się uśmiechnie.

~*~

To był następny dzień, po szkole, kiedy Harry ponownie sprawdził profil Louisa. Jego oczy prawie wyszły z orbit, kiedy zobaczył swoją wiadomość opublikowaną na jego osi czasu, ale kiedy zdał sobie sprawę, co to znaczy, nie mógł jej wystarczająco szybko przewinąć.

Zawsze pozostanę uśmiechnięty. :) I powiedziałeś ‘chłopakiem’… czy to znaczy, że jesteś gejem?

- Gejem dla ciebie, kolego. - Harry mruknął do siebie, zanim zdołał powstrzymać słowa wypływające z jego ust. Dzięki Bogu był sam.

Pozostanie uśmiechnięty. Pozostanie uśmiechnięty na zawsze, i to jedno zdanie wystarczyło, by kąciki ust Harry’ego uniosły się ku górze, zanim zabrał się za odrabianie pracy domowej z chemii. Nie chciał odpisywać, nie potrzebował tego. Sprawił, że Louis się uśmiechnął i to mu wystarczało.

I tak to się toczyło. Chłopak z Doncaster nie odezwał się do Harry’ego, a Harry nie próbował nawiązać z nim rozmowy, wybierając obserwowanie go z daleka i pozwalając, aby ten uśmiech ogrzewał jego serce za każdym razem, gdy widział jak rozciąga w poprzek jego delikatne rysy. Nie ulegało to zmianie… aż do dwóch i pół tygodnia po tym, jak wysłał wiadomość.

~*~

Harry obudził się, rozciągając, kiedy mrugał powiekami, by otworzyć oczy. Słońce wkradało się do środka przez zasłony i nie mógł powstrzymać się od uśmiechu, gdy poczuł się gruntownie wypoczęty, co rano nie było zwyczajne. Chwycił swój telefon, sprawdzając godzinę, po to by natychmiast siąść wyprostowanym, z sercem tłukącym się w piersi. Zaspał. Zaspał o pół godziny i dlaczego nikt go do cholery nie obudził?

Będzie sprawiedliwie powiedzieć, że ogarnął się i ubrał w rekordowym czasie trzech minut, myjąc zęby i próbując ujarzmić swoje włosy. Stąd gdzie mieszkał, do szkoły było dwadzieścia minut drogi spacerem. Kiedy trafił do szkoły, stracił pół godziny z lekcji, jednak bardzo potrzebował łazienki i trafiłby go szlag, jeśli miałby siedzieć przez resztę zajęć na krawędzi siedzenia, przez to, że nie poświęcił kilku minut, by ulżyć swojemu pęcherzowi.

Kiedy pchnął drzwi do męskiej łazienki, momentalnie zamarł. Przy umywalce, mydlący dłonie, stał Louis. Spojrzał na niego, zanim nie posłał w kierunku Harry’ego olśniewającego uśmiechu i, oh Boże, ten uśmiech…

- Nie było cię w klasie… spóźniłeś się?

Harry skinął głową, mając nadzieję, że się nie rumieni, ani nie robi nic podobnie głupiego. To była pierwsza rozmowa, jaką odbył z Louisem na osobności, odkąd przeniósł się do Doncaster, a on nagle myślał o tym, czy po tym wszystkim chce skorzystać z toalety.

- Więc się pośpiesz. Cowell zabije mnie za to, że tak długo tu siedzę, a ciebie zabije za to, że się spóźniłeś, ale jeśli wrócimy razem prawdopodobnie nie będzie na mnie tak bardzo zły. - Chłopiec z Doncaster mrugnął do niego, powodując, że serce Harry’ego znowu wykonało tę dziwną sztuczkę, zanim nie odwrócił się, by skorzystać z suszarki do rąk.

Harry stanął w kolejce, by załatwić swój biznes, szarpiąc nerwowo za zamek przy swoich spodniach. Był przy tym bardzo świadomy obecności innego chłopca, stojącego zaledwie kilka stóp od niego. Jednak po kilku minutach skończył i podszedł do umywalki, stosując ogromną ilość mydła i czekając, aż woda się nagrzeje.

- Więc, Harry. - chłopiec z kręconymi włosami starał się nie uśmiechnął, gdy zdał sobie sprawę, że Louis znał jego imię - Jaka jest twoja historia? Jesteś całkiem cichy. Trzymasz się razem z Niallem, prawda? - Harry miał tylko czas, by kiwnąć głową, zanim Louis zaczął kontynuować - Porządny chłopak z niego. W ósmej klasie graliśmy razem w piłkę.
Nie zdając sobie sprawy, Harry znalazł w Louisie niezdolność do uciszenia się, co było całkowicie urocze. Prawie go to pocieszyło, głos niższego chłopaka był wręcz melodyjny, a słuchanie go było uspokajające.

- Wiesz, jesteś naprawdę mądry. - kontynuował, opierając się o ścianę obok zlewu, z którego korzystał Harry - To pytanie panny Dakins, które ci zadała. Nie wiedziałem, o co jej do diabła chodzi, a ty tak. To po prostu… to niesamowite, jak wiele wiesz.

Uśmiech, który rozciągnął się w poprzek twarzy Harry’ego musiał być naprawdę duży, ponieważ po kilku sekundach poczuł, że zaczynają go boleć policzki.

- Dzięki, stary.

- Nie ma sprawy… skończyłeś?

Chłopiec z Cheshire uśmiechnął się i skinął głową, wycierając ręce o spodnie i podążył za drugim chłopakiem do wyjścia z łazienki. Idąc, rozmawiali o wszystkim i o niczym, a gdy ich rozmowa zeszła na temat stołówkowego jedzenia, intensywne spojrzenie Harry’ego spoczęło na ustach Louisa. Był zafascynowany sposobem w jaki się poruszały, kiedy wypowiadał słowa, które brzmiały jak magia dla ucha. Był zahipnotyzowany i naprawdę walczył z pragnieniem pocałowania go tu i teraz.

Ostateczny koniec nastąpił, kiedy skręcili za róg, by wspiąć się na schody i Louis oblizał swoje wargi. Cienki ślad śliny odświeżył naturalny bladoróżowy odcień jego ust, i Harry’emu wyrwał się podświadomy jęk. Louis odwrócił się do niego, by spytać czy wszystko w porządku, ale zanim cokolwiek powiedział, wyższy chłopak chwycił go za nadgarstek i popchnął ich obu na ścianę, w przerwę między schodami, i mocno złączył ich usta.

Mały pisk zaskoczenia wyszedł od chłopaka z Doncaster, ale zanim Harry mógł się od niego odsunąć, zacząć przepraszać i błagać go, by nikomu o tym nie mówił, Louis oddał pocałunek. Oddawał jego pocałunek. Louis Pierdolony Tomlinson oddawał jego pocałunek. Harry’emu trudno było w to uwierzyć, jednak kiedy miękkie usta musnęły jego, zuchwały język przesunął się po jego dolnej wardze, a palce wplotły się w jego loki, wiedział, że było to całkowicie prawdziwe.

Całowali się jeszcze przez kilka chwil, zanim w końcu się od siebie oderwali. Usta Harry’ego były napuchnięte, jego serce waliło, a on sam bał się spojrzeć w oczy niższego chłopaka. Po krótkiej ciszy, którą wypełniały tylko dźwięki ich ciężkich oddechów, Louis się odezwał.

- Masz ładne włosy.

Harry zamrugał, zaskoczony, zanim nie przypomniał sobie, że podczas pocałunku drugi chłopak bawił się jego lokami przez kilka chwil.

- Dz-dzięki. – wyjąkał.

Louis uśmiechnął się.

- Chodź, wejdźmy do klasy. - mrugnął do niego, zanim zrobił krok i kontynuował wchodzenie po schodach, jak gdyby nic się nie stało.

Kiedy weszli do klasy, pan Cowell wściekł się, jak przewidywali. Obaj chłopcy zajęli odpowiednie miejsca, koncentrując się na tym, co jeszcze pozostało z lekcji. Po tym incydencie nic się nie zmieniło.

Żaden nie poruszył tego tematu, żaden nikomu o tym nie powiedział i żaden nie wygłosił jakiejś wielkiej deklaracji miłości czy przywiązania, tak jak to robili na filmach. Wszystko było tak, jak wcześniej, ale to było w porządku.

Dla Harry’ego liczyło się tylko to, że Louis pozostał uśmiechnięty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz