Sobotnie popołudnie zapowiadało się przyjemnie, chociażby dlatego, że Louis jadł swoje ulubione ciasto i pił gorącą czekoladę. Był w dobrym humorze, ale tak naprawdę nie powinien. Ciągle męczyły go błękitne tęczówki Nialla. W nocy nie mógł spać i czasami wręcz był na siebie zły. Zayn za to marudził. Nie dlatego, że Louis prawdopodobnie miał małą obsesje na punkcie blondyna! Chodziło o jego indywidualną obsesje. Do tego, musiała się uczyć na ćwiczenia, które rozpoczynały się w poniedziałek. Przez swoją głupotę zaniedbał wszystko i teraz siedział naprzeciwko Tomlinsona, z naręczem książek na stole. Miał do nadrobienia sporo notatek, a czasu było niewiele. Oczywiście mógł zostać w domu i siedzieć nad tym cała noc, ale nie mógł być tak bezlitosny i zostawić Louisa samego sobie. Z drugiej strony jednak, przyjście do The Six Pence nie było dobrym rozwiązaniem. Ariana tu była, więc Zayn chcąc czy nie chcąc, nie mógł się na niczym skupić. To było gorsze od katuszy. Patrzenie w książki, gdy ona kręciła się nieopodal. Malik do końca tego nie rozumiał, ale jakaś dziwna siła zmuszała go do spoglądania na nią. Oczywiście wiedział, że to nieodpowiednie i żaden z jego znajomych; prawdopodobnie oprócz Louisa, nie zaakceptowałby jej, ale miał to gdzieś. Bo przecież Ariana go nie chciała. Była dla niego zimna i on to naprawdę dostrzegał. Jednak właśnie to go najbardziej w niej pociągało. Ta niechęć. Głowił się, co mógłby zrobić, aby dziewczyna zmieniła o nim zdanie.
-Boże jakie to jest dobre – mruknął Tommo, znad swojego talerza. Zayn spojrzał na niego z politowaniem – Tobie też by się przydała chwilka przerwy – Brunet przewrócił oczami, po czym wrócił do czytania notatek. Louis za to, machnął dłonią w stronę rudowłosej dziewczyny. Panna May podeszła do nich z uśmiechem. Była dziś inna, i nawet obecność chłopaków jej nie przeszkadzała.
-Coś podać? - zapytała spoglądając Zaynowi przez ramię. Louis uśmiechnął się na ten widok pod nosem. Zdawał sobie sprawę, że tą dwójkę do siebie ciągnie, chociaż żadne z nich nie chciało się do tego przyznać.
-Kawa dla Zayna, a dla mnie jeszcze raz to ciastko. Nawiasem to musicie mi dać na nie przepis! - Ariana zaśmiała się dźwięcznie, co rozproszyło Mulata. Więc podniósł na nią wzrok.
-Wybacz – mruknęła pod nosem, po czym odeszła w stronę lady. Zayn zmroził Louisa wzrokiem, a potem jęknął wracając do czytania.
Ariana wróciła do ich stolika chwilkę później, przynosząc ciasto dla Tomlinsona, oraz kawę dla Malika. Chłopak na początku nie zwrócił na nią uwagi. Dopiero kiedy popchnęła go dłonią; aby się przesuną, chłopak zorientował się, że usiadła obok niego, oraz że postawiła przed nim czerwony kubek z podobizną kotka. Zayn spojrzał na nią zaskoczony, na co ona uśmiechnęła się tylko niewinnie.
-Jaki słodki kubek – powiedział Louis, dotykając kubka.
-To mój szczęśliwy kubek – przyznała cicho dziewczyna – Zrobiłam ci w nim kawę. Może ci się poszczęści – Zayn zamrugał kilkakrotnie oczami, po czym uśmiechną się szczerze. Louis znał ten uśmiech doskonale. Mulat obdarowywał nim tylko wyjątkowe osoby. Jego, swoją babcie i mamę. Nawet do swojej siostry nigdy się tak nie uśmiechał.
-To bardzo miłe z twojej strony – rzekł Zayn, po czym uniósł kubek ku górze. Napił się z niego z czystą przyjemnością. W tym czasie Ariana porwała kartkę, którą aktualnie studiował i zaczęła ją czytać. Louis przyglądał się im z zainteresowaniem. Po raz pierwszy dziewczyna nie była tak bardzo negatywnie nastawiona do Zayna. Czyżby przejrzała na oczy i zobaczyła w nim nie tylko idealnego pięknisia?
- Och, tu masz błąd. To się pisze inaczej – powiedziała Ariana. Zayn spojrzał na nią zaskoczony, a Louis parsknął śmiechem. Pochylając się nad kartką spojrzał w miejsce, które pokazywała.
-Rzeczywiście. Dziękuje – Uśmiechnął się, i odebrał kartkę, którą mu podała. Szatyn uśmiechnął się na ten przyjemny widok.
Niall popchnął drzwi kawiarni i wszedł do niej. Tuż za nim kroczył Gregory. Brunet mówił coś do niego, ale ten go wyraźnie nie słuchał. Wyglądał na złego. Nawet gorzej! Był wściekły. Jednocześnie wyglądał na zmęczonego. Louis zauważył go, dopiero kiedy usiadł nieopodal nich. Mógł go doskonale obserwować ponieważ, blondyn usiadł bokiem do niego. Po drugiej stronie stolika usiadł Greg. Na początku starszy chłopak mówił spokojnie, jednak Niall nie patrzył na niego. Spoglądał w szybę jakby było w niej coś ciekawego.
-Przepraszam was na chwilkę – powiedziała Ariana, wstając z miejsca. Zayn odprowadził ją wzrokiem, więc zauważył obecność Horanów. Malik natychmiast spojrzał na przyjaciela. Nie zdziwiło go, że ten studiował każdy ruch Nialla.
-Louis, przestań! Przerażasz mnie – rzekł Zayn, do przyjaciela. Tomlinson spojrzał na niego wystraszony, a potem uniósł wysoko brwi. Nie spodziewał się chyba, że ktoś może go obserwować. Machnął ręką, a potem pokazała Zaynowi, aby zajął się czytaniem – Stary. To już się powinno nazywać obsesją, wiesz?
-Zamknij się. Bo nic nie usłyszę! - warknął cicho Louis.
Niall spojrzał na Grega z niedowierzaniem. Poczuł się lekko oszukany, kiedy jego brat wspomniał o przeprowadzce do Londynu. Rodzice bowiem nie wspominali o tym ani razu. Nie chciał się przeprowadzać, choćby dlatego, że zaczął dopiero studia. Poza tym chciał w końcu znaleźć przyjaciół. Takich prawdziwych.
-To jest już postanowione Niall. Tata dostał pracę, a mama nawet się ucieszyła. Dobrze wiesz jak uwielbia Londyn – powiedział brunet, upijając łyk swojej kawy. Niall zacisną pod stołem pięści. Był cholernie zły.
-Zostaje w Oxfordzie. Nie zmusicie mnie do przeprowadzki. Chcę studiować tutaj. Nie będę się przenosić w środku drugiego semestru. To niedorzeczne! - wycedził przez zęby. Gregory pokręcił przecząco głową. To zdenerwowało blondyna jeszcze bardziej.
-Rodzice się nie zgodzą. Niall! Jesteś chory! Na Boga! - Młodszy chłopak pokręcił przecząco głową.
-Daj mi spokój. Nic mi nie jest! Jestem po prostu zmęczony…Zawsze musisz dbać tylko o siebie? - zapytał Niall, nie patrząc bratu w oczy. Gregory walną pięścią w stół, pochylając się nad nim.
- Gdybym myślał tylko o sobie, to czy jechałbym po ciebie do szpitala? Niall! Do cholery! Dlaczego nie dasz sobie pomóc?
- Nienawidzę cię! - warknął blondyn.
- Dlaczego jesteś tak cholernie uparty? - Niall nie odpowiedział. Po prostu wstał z miejsca i wyszedł. Po drodze do drzwi założył niechlujnie swój płaszcz.
Louis zamrugał kilkakrotnie, nie mogąc uwierzyć w to, co stało się na jego oczach. Twarz Nialla była tak inna, taka jakiej jeszcze nigdy nie widział. No tak. Przecież Louis w ogóle go nie znał. Jednak chciał go znać. Naprawdę bardzo chciał go poznać.
-Czy to się wydarzyło naprawdę? - mruknął, pod nosem chłopak. Zayn spojrzał na niego i wzruszył ramionami. Malik był typem człowieka, który nie lubił wtrącać się w nieswoje sprawy. Oczywiście były wyjątki. Jednak Louis taki nie był, dlatego też wstał z miejsca i ruszył w stronę Grega. Mulat wytrzeszczył swojego brązowe oczy.
-Louis, wracaj natychmiast! - warknął przez ramię Malik. Tomlinson go olał. Zwyczajnie w świecie go olał. Zayn nawet się nie zdziwił. Doskonale zdawał sobie sprawę, że Louis i tak zrobi to co będzie chciał.
Brunet przez chwilkę obserwował plecy swojego przyjaciela. Przestał, dopiero kiedy Ariana pojawiła się obok niego. Dziewczyna zajęła puste miejsce Louisa, a potem spojrzała na Zayna. Kiedy uniosła jedną brew do góry, chłopak zauważył dopiero, że odcień jej oczu zmienił się nieco. Nie był tak błękitny jak w poprzednich dniach.
-Czy Louis bierze jakieś tabletki na głowę? - zapytała dziewczyna pochylając się w stronę Malika. Chłopak zakrył dłonią usta, aby się nie roześmiać. Kręcąc przecząco głową dał do zrozumienia dziewczynie, że Tomlinson czasami po prostu był nieobliczalny.
-Ten człowiek mnie rozbraja – Ariana spojrzała na siedzących w oddali Louisa i Grega.
Louis patrzył niepewnie na starszego Horana. Nie wiedział jak z nim rozmawiać, aby nie wyjść na kogoś kto się wtrąca. Nie chciał na takiego wyjść. Tylko, że on rzeczywiście się wtrącał.
-Niall jest uparty. Zresztą…, sam to chyba zauważyłeś – mruknął, zażenowany brunet. Louis wzruszył ramionami – Moim rodzice postanowili przeprowadzić się do Londynu. Mama kocha to miasto. On nie chce. Wiesz, ma tu studia, znajomych. Mieszkamy tu już od dawna. Przyzwyczaił się – Greg sięgnął po swoją szklankę, a potem upił łyk napoju – Czasami mam wrażenie, że kierowanie życiem przychodzi mu naprawdę opornie.
-Nie rozumiem. Nie może zostać tu sam, skończyć studiów i potem do was wrócić? - Louis spojrzał pytająco na chłopaka. Greg westchną ciężko, a potem oparł się rękoma o stolik.
-Owszem, mógłby. Niall…,on chyba jest chory.
-Chory?! - Louis zamarł na moment.
-Wtedy gdy go znaleźliście, to nie był pierwszy raz kiedy zemdlał. On mdleje praktycznie codziennie. Dziś też. Boje się o niego. To co robi z swoim życiem i ciałem jest straszne. Louis, nie powinienem ci tego mówić. Praktycznie cie nie znam – Szatyn odwrócił wzrok, tak jakby bał się słów chłopaka – Jednak czuje, że muszę ci to powiedzieć. Mama podejrzewa, że coś się z nim dzieje, dlatego nie zgodzi się, aby został tu sam. Za bardzo go kocha – Chłopak przytaknął.
W głowie Louisa przez chwilkę układały się wszystkie wiadomości. Tak jakby nie mógł ich przetworzyć na początku. Niall był chory. Jednak Louis nie do końca wiedział na co. Ba! On naprawdę, całkowicie, nie wiedział na co. To było najgorsze. Chciał wiedzieć, ale nie chciał się narzucać Gregowi. W jego głowie powoli i mozolnie układał się plan, który prawdopodobnie poszedłby się jebać. Jednakże Louis wierzył. Wierzył, bo tylko to mu pozostało.
-Niall się głodzi. Od bardzo dawna. Jestem przerażony – Greg zakrył dłońmi twarz, a Louis zamarł. Ponownie.
Louis nie nadawał się do życia, po rozmowie z Gregiem. Dlatego też bardzo szybko poszedł do domu. Na pocieszenie dostał od Hannah i Ariany spory kawałek ciasta. Jednak i to nie poprawiło mu całkowicie humoru. Zayn został całkiem sam. Sam pośród masy książek. Hannah zlitowała się nad nim i zrobiła mu kawę. Był jej wdzięczni dopóki nie wylał kilku kropel na podręcznik. Na szczęście w pobliżu była rudowłosa dziewczyna i uratowała go z opresji. Brunet postanowił jej się odwdzięczyć.
-Naprawdę nie musisz tego robi – powiedziała dziewczyna, zapinając ostatni guzik od swojego płaszcza. Zayn przewróciło oczami, a potem poprawił pasek od torby – Powinieneś pójść do domu i spać. Wyglądasz…,niekorzystnie.
-Dziękuje. W taką pogodę korzystne wyglądanie nie jest możliwe – rzekł Malik. Ariana roześmiała się pogodnie, a potem skręciła w uliczkę prowadzącą do jej domu – No, ale ty zawsze wyglądasz korzystnie. To jakieś witaminy? Zdradzisz mi tajemnicę?
Dziewczyna pokręciła głową, po czym rozejrzała się dookoła. Jakby chciała sprawdzić czy nikt ich nie śledzi.
-Wiesz. To się nazywa dobre nastawienie do świata i dobra organizacja swojego czasu – Twarz Zayna spoważniała. Przez chwilkę myślał, że dziewczyna żartuje, ale ona nie żartowała.
-Serio? Myślisz, że źle organizuje swój czas? - May wzruszyła ramionami, a potem przystanęła, ponieważ oboje znaleźli się przy jej kamienicy.
-Nie mam pojęcia. Ale wydaje mi się, że robisz to nieumiejętnie. Zobacz na siebie. Wyglądasz jak cień człowieka. W The Six Pence myślałam, że tam za chwilkę uśniesz – Zayn roześmiał się głośno z tonu jej głosu.
-Potrafisz pocieszyć człowieka – mruknął. Ariana uśmiechnęła się pod nosem – Hej! A może po prostu mnie tego nauczysz? Dasz mi jakieś wskazówki. Mam lepszy pomysł! - dodał, widząc wyraz jej twarzy – Pójdziemy gdzieś razem, i wtedy mi wszystko powiesz – Zayn był zaskoczony swoimi słowami tak samo jak Ariana. W głębi duszy chciał aby się zgodziła, ale z drugiej strony nie wiedział co robił. Ariana nie wydawała się być zainteresowana nim. Owszem, może i była tego dnia miła, ale żeby się od razu godzić? Jednakże dziewczyna bardzo szybko rozwiała jego wątpliwości.
-To nie jest dobry pomysł Zayn. Sam wiesz dlaczego. Dziękuje, że mnie odprowadziłeś. Do zobaczenia – powiedziała, a potem tak po prostu zniknęła za drzwiami kamienicy. Zostawiając go samego sobie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz