*Louis wyciągnął się na kanapie i przytulił do ramienia swojego chłopaka. Zamruczał, kiedy Niall ucałował jego ciepły policzek. Po przebudzeniu, od razu przenieśli się do salonu, po czym Horan zrobił śniadanie i nakarmił nim Tomlinsonsa. Potem po prostu leżeli i rozmawiali.
-Wiesz…, chcę znaleźć sobie jakąś pracę – mruknął Niall. Louis uniósł brwi do góry i odwrócił głowę w stronę blondyna.
-Pracę? Po co ci praca?
-Chcę się trochę usamodzielnić. Nie mogę wiecznie polegać na rodzicach. Nawet nie chce – wytłumaczył, po czym podniósł się i sięgnął po leżącą na stole gazetę. Louis obrócił się tak, że siedzieli naprzeciwko siebie z splecionymi nogami. Było mi wygodnie, chociaż Lou pragnął przytulić się do swojego chłopaka.
-Dobra. Zaczynam czytać – Louis usłyszał szelest gazety, więc odprężył się nieco.
-Poszukaj czegoś w dziale ‘Opieka nad dziećmi’ – Niall uniósł brwi do góry i westchnął zrezygnowany.
-Yhy. Ja to się nadaje do dzieci jak Kubica do piłki nożnej – Louis roześmiał się głośno, aż zatkał sobie dłonią usta – Nie ma co się śmiać. Taka prawda. Dzieci mnie nie lubią. Na leczeniu była taka mała dziewczynka. Mogła mieć z czternaście lat. Może mniej… Sam nie wiem. W każdym bądź razie nie mogłem się z nią dogadać - jęknął blondyn.
-To na pewno była jej wina. Jak można cię nie lubić? Przecież jesteś taki kochany i słodki – Horan przewrócił oczami, ponieważ wiedział, że Louis się z niego nabija – No wariatka.
-Co powiesz na pracę w bibliotece?
-Nuda – jęknął Tomlinson - Nie chcę, żebyś zamienił się w takiego nudziarza jak ja. Nie ma mowy!
-Nie jesteś nudziarzem – zaprotestował młodszy chłopak – Ale okej. No to może…., o! Miła i lekka praca w sklepie z odzieżą…
-Kłamią! To nie jest ani miła, ani lekka praca. Musisz nosić ciężkie paczki, a do tego te całe klientki, ciągle czegoś chcą.
-Louis. Zrobiłeś się strasznie marudny – powiedział Niall, łapiąc chłopaka za sweter i przysuwając go do siebie. Szatyn nie protestował, kiedy blondyn go szarpnął. Pomógł mu przysuwając się szybko. Ich usta zderzyły się z sobą, co na początku nie było przyjemne, ale po chwili Niall ponownie całował jego wargi z zachłannością. Więc Louis nie myślał już o bólu. Myślał tylko i wyłącznie o pragnieniu zobaczenia swojego ukochanego – Ale i tak bardzo cię kocham – wyszeptał Niall odrywając się od starszego. Louis zamarł z ustami blisko ust Horana. Zaparło mu dech w piersiach i nie wiedział co ma powiedzieć. Niall właśnie wyznał mu, że go kocha. Wreszcie mu to powiedział.
-Naprawdę mnie kochasz? - zapytał wreszcie, nie poruszając się nawet o milimetr. Niall uśmiechnął się pod nosem, czego on nie mógł zauważyć.
-Naprawdę bardzo cię kocham Lou. Gdybym cię nie kochał, nie pojechałbym na leczenie i nie wróciłbym – wyszeptał Niall. Szatyn jak na zawołanie objął go swoimi ramionami, trochę nie zgrabnie, ale zrobił to bardzo szybko. Ponownie pocałował go, ale tym razem bardziej namiętnie i długo.
- Też cię kocham Niall – powiedział Louis, przejeżdżając swoim nosem po policzku Horana. Niall uśmiechnął się szeroko, a potem po prostu zajął się swoim chłopakiem najlepiej jak umiał.
xxx
Niall otworzył drzwi i przywitał się z Zaynem szerokim uśmiechem. Był nieco zmęczony, ale ciągle uśmiechnięty i zadowolony. Szczególnie z tego jak wyglądał Louis. Mulat wszedł do mieszkania i od razu skierował się do salonu. Niall zamknął za nim drzwi i też tam podążył.
-Albo właśnie go przeleciałeś, albo biegał w około kanapy przez pół godziny. Nie widzi, więc stawiam na to pierwsze – zażartował Zayn. Nie spodziewał się, jak bardzo miał rację. Niall uśmiechnął się niewinnie, Louis jęknął i zakrył twarz dłońmi. Dopiero wtedy ciemnooki zdał sobie sprawę co powiedział – O kurwa! Nie chcę wiedzieć! Poczekam na was w samochodzie! - mruknął pod nosem i bardzo szybko wyszedł z mieszkania. Niall zaśmiał się głośno, a potem razem z swoim chłopakiem poszli się przebrać.
Zayn kroczył z bok Louisa, kiedy szli szpitalnym korytarzem. Obiecał, że zawiezie go tam, kiedy przyjdzie czas na zdjęcie opatrunku. Oczywiście chciał tam z nim być, ponieważ przyjaźnili się tak długo, że lubił przebywać w jego towarzystwie. Nawet kiedy miał już dziewczynę i to z nią powinien spędzać dużo czasu. Jednak Ariana sama namawiała go, aby spędzał czas z Tomlinsonem.
Tor Horan był bardzo miłym mężczyzną, który wprost uwielbiał Louisa, nie miej jednak nie traktował go specjalnie ze względu na swojego syna. Uważał, że szatyn był naprawdę sympatyczny.
-Więc… Mam nadzieje, że nie wysilałeś się przez ten czas kolego – powiedział mężczyzna, kiedy byli już w gabinecie lekarza, a Louis siedział na zielonej kozetce. Niall stał nieopodal, oglądając zdjęcia, które stały na jednej z komód. Był na nich on, oraz jego rodzina. Przez chwilkę zastanawiał się skąd jego ojciec miał te zdjęcia.
-Nie. Byłem bardzo grzeczny – powiedział spokojnym głosem Louis, ale tak naprawdę bardzo się stresował. Blondyn na dźwięk jego głosu odwrócił się do nich i podszedł kilka kroków i ich stronę.
-Okej. Powiedźmy, że ci wierzę – rzekł z uśmiechem – Mam dla ciebie… W sumie to dla was kilka informacji. Niall – powiedział zwracając się do syna – Mam nadzieje, że będziecie przestrzegać tego co wam powiem.
-Tato. Nie mam już szesnastu lat – mruknął chłopak.
-No ja mam nadzieje! Broń Boże, żebyś zapuszczał Louisowi krople do nosa w oko, tak jak zrobiłeś to naszemu zwierzakowi – Louis roześmiał się głośno, na co Niall jęknął i zmrużył gniewnie oczy – No już. Spokój – powiedział Tor, w stronę Tomlinsona. Po chwili chłopak poczuł, jak jego opatrunek znika. Nie miał już niczego na oczach, i cholernie się bał – Możesz otworzyć oczy chłopcze.
Louis bał się, więc nie zrobił nic. Niall spojrzał na swojego ojca, który zmarszczył brwi, nie był pewien co się działo. Jednak niebieskooki wiedział. Podszedł do swojego chłopaka i złapał jego dłoń.
-Jestem obok ciebie Lou – szepnął w jego stronę – Nie masz czego się bać – Louis powoli otworzył oczy, ale ku jego zaskoczeniu nadal nie widział zupełnie niczego. Więc zamknął je z powrotem – Hej! Jestem, aż tak okropny? - zażartował Horan, nie wiedząc co właśnie działo się w głowie starszego chłopaka.
-Nie widzę – wyszeptał szatyn. Niall spojrzał z przerażeniem w oczach na swojego ojca.
-Louis. Spokojnie. Otwórz oczy – nakazał Tor.
-Po co mam je otworzyć! Skoro nie widzę – krzyknął desperacko.
-Louis – Niall chciał go uspokoić, ale nic takiego się nie stało. Chłopak wyszarpał swoja rękę z uścisku i zakrył obiema z nich twarz.
-Nie panikuj Louis. Twoje oczy muszą się przyzwyczaić do światła, ponieważ dawno nie miały z nim kontaktu. Właśnie dlatego nie widzisz. Ale spokojnie! Z każdym dniem będziesz widział coraz bardziej. Dam ci pewne kropek, która Niall będzie ci aplikował. Na razie po prostu otwórz oczy – Louis zrobił to co prosił pan Horan, ale nadal jego serce biło niemiłosiernie szybko. Był na siebie zły, że dał się ponieść emocjom.
Wychodząc ze szpitala szatyn czuł się już lepiej. Ojciec Nialla obiecał mu, że po kroplach wróci do formy w szybkim tempie. Miał taką nadzieje. Niall szedł tuż obok niego, ramie w ramię. Ich dłonie ocierały się o siebie co chwilkę. Horan chciał złapać dłoń chłopaka w swoją, ale bał się. Louis się nie bał, ale był na siebie za bardzo zły, aby to zrobić. Jednakże, nadal nie widział, więc musiał to w kocu uczynić. Niall odetchnął kiedy to się stało i uśmiechnął się pod nosem. Nie uszło tu wadzę Malika, który szedł tuż obok nich. Był naprawdę szczęśliwy, że jego przyjacielowi układało się. Nie cierpiał widoku zbolałego i samotnego Louisa.
xxx
Zayn otworzył drzwi i puścił przodem Nialla, który trzymał pod rękę swojego chłopaka. Podeszli wolnym krokiem do jednego z wolnych stolików i usiedli tam. Zayn przez chwilkę rozglądał się na boki jakby wyczekiwał, aż kelner podejdzie do ich stolika. Oczywiste było, że tak się nie stanie.
-Pójdę zamówię? Co chcecie? - zapytał Zayn. Niallowi zaświeciły się oczy i spojrzał w stronę kas, gdzie na wielkich tablicach widniały ceny i wizerunki potraw.
-Dwa cheeseburgery i podwójne frytki. Do picia sok. Lou? - Szatyn odwrócił głowę w jego stronę i zmarszczył brwi, nie za bardzo wiedząc, czy jest głodny, czy raczej nie.
-Tylko kawę – wydusił wreszcie nie mając ochoty na niezdrowe jedzenie. Zayn kiwną głową i odszedł w kierunku kasy, zostawiając ich samych. Nastała cisza podczas, której Louis rozmyślał, a Niall spoglądał na niego troskliwym wzrokiem.
-Nadal się martwisz? - Usłyszał starszy, obok swojego ucha. Wzruszył ramionami nadal nic nie mówiąc – Zaopiekuje się tobą i dotrzymam obietnicy – Louis nie zdążył nic odpowiedzieć, ponieważ Mulat wrócił do stolika razem z dwiema tackami jedzenia. Horan od razu rzucił się na jedzenie i nie zwracał uwagi na to co działo się w około niego. Zayn podał szatynowi kawę i sam zabrał się za swój posiłek. Żaden z nich nic nie mówił, każdy pochłonięty był sobą. W barze panował lekki gwar. Louis ignorował go myśląc o swoich sprawach. Jednak jeden krzyk zmienił wszystko. Na początku nie był on głośny, ale z każdą chwilą się nasilał. Nikt jakby nie reagował na to co się działo. Ale Louis reagował, aż zanadto. Odwrócił głowę w stronę z której on dobiegał i nasłuchiwał czegokolwiek co utwierdziłoby go, że zna ten głos. Krzyki się nasiliły więc stwierdził, że dzieje się coś złego. Oczywiście nie widział co, a jedyny sposób aby się tego dowiedzieć, było sprawienie, że których z jego przyjaciół się tego dowie. Machnąwszy lekko ręką przewrócił kubek z swoją kawą. Zayn natychmiast się tym zajął, jęcząc coś o ubrudzonych spodniach.
-Louis! Uważaj trochę – powiedział podnosząc kubek. Dopiero wtedy zauważył jak ochroniarz baru, wyrzuca kogoś z lokalu – Widziałeś? - zwrócił się do Horana, który nadal był tak bardzo zaabsorbowany swoim jedzeniem, że nie zwracał uwagi na nic -Kolejny bezdomny, który żebrze jedzenie w barze. Nie mogę na to patrzeć – mruknął ciemnooki. Louis odwrócił głowę w stronę Zayna i przymknął oczy. Już wiedział. Nie do końca, ale przynajmniej miał podstawy, aby się czegokolwiek domyślać.
-Możemy już jechać? - zapytał – Nie najlepiej się czuje.
-Oczywiście – powiedział prawie natychmiast blondyn. Zayn przytaknął pakując niedojedzonego hamburgera do papierowej torby. Niall zrobił to samo z swoim jedzeniem, a potem biorąc Louisa za ramię wyszli z baru. Idąc w stronę samochodu, Louis odwracał głowę w różne strony, tak jakby się rozglądał. Oczywiście nie było to prawdą, ale robił to z przyzwyczajenia.
-Stary. Uspokój się, już jedziemy do domu. Mam nadzieje, że szybko odzyskasz wzrok, bo to się już robi męczące – powiedział Zayn. Louis nie skomentował tego, ponieważ czuł, że ktoś mu się przygląda. Nie był to ani Malik, ani Niall.
xxx
Louis leżał na kanapie w samych spodniach dresowych i słuchał wieczornych wiadomości. Niall krzątał się po domu, czego szatyn nie rozumiał w ogóle. Niall nie mógł się przecież pogniewać za to co stało się w gabinecie pana Horana. Był tego pewien, ale i tak się martwił. Byli z blondynem razem i nie chciał tego psuć. Nie darowałby tego sobie.
-Lou – Niall wszedł do salonu i spojrzał na swojego chłopaka, który leżał na sofie absolutnie pozbawiony wszelkich emocji – Przygotowałem ci kąpiel – dodał podchodząc do niego i łapiąc go za dłoń.
-Jesteś nagi? - zapytał Louis wstając niezgrabnie z sofy. Jasnooki parsknął śmiechem obejmując go ramieniem w talii
-Nie kochanie. Nie jestem. Nie będą z tobą w wannie – Louis jęknął w jego ramie, na co ponownie się zaśmiał – Muszę zrobić ci kolację i posprzątać w domu. Ale nie martw się. Cała noc przed nami.
-Jesteś niedobry! - mruknął Louis – Weź mój telefon. Mama powinna dziś do mnie zadzwonić – Chłopak sięgnął po telefon leżący na stoliku, po czym obje skierowali się do łazienki.
Louis czuł się nieco skrępowany, kiedy rozbierał się przed blondynem, więc przestał to robić i staną z nim twarzą w twarz, zakładając ręce na torsie. Niall parsknął śmiechem, a potem bez skrępowania dokończył to co zaczął szatyn. Zostawił go samego dopiero, gdy wsadził go do wanny i powiedział aby się nie utopił. Tomlinson został zupełnie sam i chlapał się w wodzie jak mały chłopczyk przez chwilkę, ale potem opamiętał się i leżał delektując się ciepłem wody.
Przestraszył się nieco, kiedy jego telefon zaczął dzwonić, ale na szczęście Horan położył go w zasięgu jego ręki. Uważając, aby nie wrzucić go do wody, odebrał.
-Halo?
- Louis? - Chłopak zamarł, ponieważ usłyszał ten sam głos, który słyszał w barze. Przez chwilkę nie oddychał, ale potem opanował się i wyprostował.
-Harry, czy to ty byłeś dziś w barze? - zapytał od razu, bojąc się, że chłopak się rozłączy.
-Widziałem cię. Nie wyglądasz najlepiej. Jesteś chory? - Szatyn przewrócił oczami, ponieważ zawsze denerwowała go troskliwa strona Harolda.
-Słyszałem cię. Niestety mam pewne problemy ze wzrokiem…Harry coś się stało?– powiedział ostrożnie.
-Nadal mieszkasz w kompleksie? - wyszeptał chłopak po drugiej stronie linii. Louis przełkną gule, która utworzyła się w jego gardle.
-Tak, tam gdzie zawszę – powiedział wolno i chciał o coś zapytał, ale nie zdążył. Chłopak przerwał połączenie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz