środa, 19 lutego 2014

-Louis powiedział, że będzie w domu, ale w razie czego mamy kluczę – Głos Grega wybudził Nialla z transu, w jakim się znajdował. Jego głowę zaprzątały słowa Marie i Tora. Jego rodzice naprawdę chcieli dla niego jak najlepiej, wiedział o tym! Jednak to wszystko docierało do niego bardzo wolno. Samochód bruneta zatrzymał się przed kompleksem, w którym mieszkał Tomlinson. Louis. Niall nie był pewien jak ma się zachować przy starszym chłopaku. Bo przecież unikał go przez kilka dni, a teraz tak po prostu musiał z nim zamieszkać. Z jednej strony to wcale nie było mu na rękę, ale z drugiej; tak w głębi swojego serca cieszył się niezmiernie – No dalej! Niall wychodź z samochodu, pomogę ci wnieść walizki na górę. Dobrze, że nie masz tego aż tak wiele.

Blondyn niechętnie otworzył drzwi auta i wyszedł na powietrze. Przeszywające zimno zaparło mu dech w piersi na kilka sekund. Czuł się słabo i źle. Ale nie mógł dać tego po sobie poznać. Zarówno Greg jak i Louis na pewno kazali by mu coś zjeść, a przecież on tak bardzo tego nie chciał.

Wejście po schodach nie zajęło im za wiele czasu, chociaż Niall specjalnie szedł wolno – bo przecież bał się konfrontacji z Louis’m. Kiedy Gregory stanął przed drzwiami mieszkania, chłopak powoli zaczynał panikować. Starszy mężczyzna chyba zauważył, że jego brat ma ochotę uciec, bo szybko zadzwonił dzwonkiem. Nie było ucieczki. Niall musiał stać obok swojego brata i czekać, aż drzwi się otworzą. Oczywiście mogły się nie otworzyć, bo przecież Louisa mogło nie być. Niall miała taką cichą nadzieje. Jednak z drugiej strony jakby to wyglądało? Przecież i tak musiałby się z nim zmierzyć, a w zaistniałej sytuacji był jeszcze Gregory!

Drzwi do mieszkania otworzyły się chwilkę później. Louis wyłonił się z za nich z dość rozwianym spojrzeniem. Miał na sobie czarne spodnie i niedbale założoną koszule, a jego włosy były mokre. Jego spojrzenie od razu padło na młodszego Horana

-Cześć! Przepraszam, że musieliście czekać, ale brałem prysznic – wytłumaczył Louis, otwierając szerzej drzwi i wpuszczając ich do środka. Niall nie potrafił wydusić z siebie żadnego dźwięku, przez słowa szatyna. W jego wyobraźni pojawił się obraz nagiego Louisa. Przeraziło go to, ponieważ on nigdy nie miał takich wyobrażeń! Greg wszedł pierwszy, a tuż za nim blondyn. Starsi chłopcy zaczęli rozmawiać i nawet żartować. Niall oczywiście się nie odzywał. Po zaniesieniu rzeczy chłopaka do jego nowego pokoju, blondyn usiadł w salonie na kanapie i przypomniał sobie noc spędzoną w Louisem. W tym czasie szatyn odprowadził Grega do drzwi, a potem wrócił do salonu. Przez chwilkę panowała między nimi grobowa cisza, którą przerwał starszy.

-Możesz się na mnie gniewać, ale to i tak nic nie zmieni. Nie mogłem pozwolić, abyś wyjechał – wytłumaczył Louis, siadając obok chłopaka. Niall spojrzał na niego kątem oka i westchnął zrezygnowany.

-Dlaczego? Dlaczego tak bardzo ci na tym zależało? - zapytał szeptem Horan, odwracając twarz w stronę chłopaka.

-Naprawdę tego nie widzisz? Martwię się o ciebie, bo mi zależy! Właśnie dlatego, nie mogłem pozwolić abyś wyjechał! – Louis westchnął i zakrył dłońmi swoją twarz – Wiem, że powinienem ci powiedzieć, ale chciałem ci zrobić niespodziankę. Naprawdę chciałem ci powiedzieć.

-Rozumiem. Cieszę się – Louis spojrzał na niego zaskoczony. Myślała raczej, że Niall będzie na niego zły – Nie patrz tak na mnie! Myślisz, że zgodziłbym się z tobą zamieszkać gdybym się nie cieszył? Oczywiście byłem zły ale…,już mi przeszło. Nie umiem się na ciebie gniewać Louis – Niall pogłaskał policzek starszego chłopaka, najczulej jak tylko potrafił. Szatyn przymknął oczy rozkoszując się dotykiem gładkiej dłoni. Nawet nie spostrzegł kiedy oddech Niall omiótł jego policzek. Było tak jak za pierwszy razem. Louis ponownie był oniemiały. Nie spodziewał się, że Niall będzie tak bardzo pewny siebie. Ich usta spotkały się w słodkim pocałunku, którego pragnęli oboje. Było idealnie. Całowali się jakby robili to od wieków. Jakby nic innego się nie liczyło. Ich nosy ocierały się o siebie, a dłonie Louisa oplotły talię młodszego chłopaka. Oderwali się od siebie tylko dlatego, że zabrakło im powietrza. Louis oparł swoje czoło, o czoło blondyna i oblizał swoje usta. Niall westchną, a potem przejechał czubkiem swojego nosa po policzku drugiego chłopaka. Ten zaśmiał się perliście, ale nie odsuną się nawet na milimetr.

-Czy to nie dzieje się za szybko – mruknął cicho blondyn, całując kącik ust Tomlinsona. Szatyn jękną w jego usta i otworzył oczy, które miał przez cały czas przymknięte. Spojrzawszy w błękitne tęczówki Horana, nie był pewny co ma robić. Przez ułamek sekundy myślał, że narzuca się chłopakowi, ale blondyn ponownie go ucałował, więc odgonił tą myśl.

-Za szybko? Mam przepraszać? - Horan zaśmiał się perliście i Louisowi wydało się, że słyszy ten śmiech po raz pierwszy – Po prostu…, tego nie da się wyjaśnić. Już tak mam. Spotykam kogoś, a potem po prostu zaczyna czuć, że ta osoba jest moim priorytetem.

-Jestem twoim priorytetem? - Niall zachichotał, jak mały chłopczyk, za co szatyn zdzielił go po ramieniu. Oczywiście on się za to nie obraził! Wręcz przeciwnie! Zadziornie pocałował starszego w czubek nosa. Zachowywali się, jakby znali się od wieków. W sercu Nialla rosła wielka nadzieja. Czuł, że Louis jest tym kimś. Kimś kto go zrozumie, i da mu się pokochać. Louis też coś czuł. Jednak nie pozwolił rozrosnąć się temu uczuciu, o ile było to możliwe! Bo przecież nie było tajemnicą, że prawdopodobnie wpadł już po uszy. Nawet Zayn to zauważył. Niall działał na niego jak magnez. Był dla niego jak coś bardzo potrzebnego i koniecznego do życia. Nie. Nie był dla niego jak powietrze, ale mało brakowało. Czuł jednak, że zanim pozwoli sobie zakochać się w blondynie na całego, będzie musiał mu pomóc. Czy Niall tego chciał, czy nie! Inaczej nie miał zamiaru się w to bawić. To było brutalne, ale Louis wiedział, że nie przeżyje ponownej śmierci ukochanego. Zawsze kiedy myślał o Jacksonie przechodziły go ciarki, bolało go serce i chciało mu się płakać. Prawdopodobnie nie było by tak, gdyby nie był przy nim kiedy ten umierał. Patrzenie na zabijającego się chłopaka…

-Wiesz o co mi chodzi! Naprawdę mi zależy. Ale jest coś, co musisz mi obiecać – powiedział poważnie Tomlinson. Niall odsunął się od niego i uśmiechną zabawnie.

-Czy chodzi o pranie? - Louis miał ochotę roześmiać się, ale się powstrzymał. Nie na długo. Niall dostał ataku śmiechu przez wyraz twarzy starszego. Więc i on nie mógł się powstrzymać. Oboje śmiali się przez dłuższą chwilę.

Kiedy starszy chłopak wstał z kanapy, Horan zareagował głośnym jękiem. Louis przewrócił oczami, a potem poszedł po ulotki, które przyniósł dla chłopaka. Wiedział, że ten dzień na pewno nie zakończy się pomyślnie. Ale miał mała nadzieje, że Niall nie zareaguje negatywnie. Naprawdę nie chciał psuć tej słodkiej atmosfery pożądania jaka się między nimi wytworzyła. Jednak nie miał wyboru. Postawił sobie ultimatum. Uzdrowić Nialla!

Louis wszedł do salonu trzymając w ręku plik ulotek, które dzień wcześniej zabrał z jednej z poradni psychologicznych. Horan na początku nie wiedział o co mogło mu chodzić. Siedział spokojnie, dopóki Louis nie podał mu karteczek. To było jak spadek z najwyższego pietra wieżowca. Niall nie mógł złapać oddechu. Przypatrywał się ulotkom, a w jego żyłach krew wrzała. Myśląc, że to żart spojrzał na szatyna.

-Naprawdę chce dla ciebie jak najlepiej. Widzę co z sobą robisz Niall i się…

-Gówno prawda! - rykną nagle blondyn. Tomlinson naprawdę się przestraszył, ponieważ nie spodziewał się po nim takich słów – Moja mama i Gregory cię nasłali! Boże jak byłem głupi! Dałem się nabrać na twoje słodkie słówka!

Zabolało. Zabolało jak nigdy wcześniej, ale Louis wiedział, że Niall mówi to pod wpływem emocji. Nie był nawet na niego zły. Bał się jedynie, że chłopak się od niego odsunie, a przecież tego nie chciał.

-Nikt mnie nie nasłał! Niall! Czy to naprawdę nie rozumiesz, że robisz sobie krzywdę? Chce ci pomóc, bo mi cholera zależy! - Blondyn pokręcił głową, a potem wymijając starszego wyszedł do przedpokoju. Pochwycił swoją kurtkę, a potem zaczął zakładać buty – Dobrze wiesz, że jeśli wyjdziesz, nie będziesz miał dokąd pójść. Zastanów się – Szatyn zszedł z jego pola widzenia, udając się do łazienki. Musiał trochę ochłonąć. Jego serce biło szybko, jakby chciało się wyrwać z piersi. Był rozdarty, ale z drugiej strony zdeterminowany. Obiecał to sobie.

Niall wiedział doskonale, że Louis miał rację. Nie miał dokąd iść. Jego rodzice razem z Gregiem wyprowadzili się do Londynu. Miał tylko Louisa, który kazał mu iść się leczyć. Jak bardzo dziwnie to brzmiało? Bo przecież on uważał, nie musi się leczyć. Przecież był zdrowy, silny i miał masę pomysłów. Zapał i dużo miłości, którą chciał się dzielić. To nic, że głodził się od kilku miesięcy i mdlał bardzo często. Uważał, że mu się należy. Chciał, aby to była dla niego kara. Usiadłszy na kanapie pochwycił w dłonie ulotki i załzawionymi oczami spojrzał na nie wściekły. Nie chciał zmieniać niczego. Chciał nadal tkwić w bagnie które sam sobie stworzył. Kilka łez przerodziło się w głośny szloch, który Louis na pewno słyszał. Ale jego to nie obchodziło. Był rozdarty. Zawiódł się na kimś na kim mu naprawdę zależało. Zawiódł się na Louisie.

Tomlinson wyszedł z łazienki w takim samym humorze, w jakim do niej wszedł. Zimny prysznic jak wziął nie pomógł mu ostudzić emocji. Branie prysznica dwa razy pod rząd, nie było jego nawykiem. Po prostu musiał to zrobić. Nie pomogło, ale chłopak przynajmniej przez chwilkę miał czas, aby wszystko przemyśleć. W mieszkaniu było nadzwyczaj cicho. Jednak Louis wiedział, że Niall nadal tam był. Ostrożnie zajrzał do salonu. Zobaczył tam śpiącego na kanapie blondyna. Podszedł więc do niego i okrył go kocem. Z jego dłoni wyjął jedną z ulotek. Jego policzki nadal były mokre i Louis nie chciał na nie patrzeć. Naprawdę nie chciał.

Zayn naprawdę czuł się koszmarnie, ale nie narzekał. Doskonale zdawał sobie sprawę, że musi szybko wyzdrowieć, bo zaległości na uczelni rosły. Kaszel ciągle mu dokuczał, ale na szczęście temperatura już mu tak bardzo nie przeszkadzała. Oczywiście, nadal nie mógł wychodzić z domu, ani nawet z łóżka. No chyba, że do toalety. Babcia Mulata była bardzo opiekuńcza. Można było nawet powiedzieć, że zbyt opiekuńcza. Ciągłe leżenie było katorgą, więc Malik przeczytał niesamowitą ilość książek. Oczywiście Louis odwiedził go parę razy, aby sprawdzić jak jego przyjaciel radzi sobie z małym ‘terrorem’ jak wprowadziła staruszka. Tomlinson uwielbiał babcię bruneta. Lubił się z nią drażnić, ale również kochał jej wypieki. Oczywiście Louis nie mógł długo przesiadywać u swojego przyjaciela. Nie dlatego, że nie chciał. Stephanie i on w jednym domu…to było coś czego nawet, rodzice Malika nienawidzili. Louis nawet nie był obrażony. Bo przecież miał inne problemy na głowie. Zayn, mimo iż nie widział Ariany od kilku dni, to ciągle miał z nią kontakt. Wysyłał do niej wiadomości jak szalony, ale on odpisywała rzadko, ponieważ nie miała zwyczajnie czasu.

Zayn przekręcił się przodem do drzwi, ponieważ usłyszał dochodzące z korytarza kroki. Dochodziła siódma, a on już nie spał. Nie była to wina jego, ani choroby jaka go dotknęła. Chodziło raczej o jego siostrę i jej umiejętność bycia cicho. A może po prostu chciała mu zrobić na złość? Stephanie była do tego zdolna. Naprawdę. Drzwi do pokoju uchyliły się, a potem Malik zobaczył głowę swojej młodszej siostry.

-Nie zgadniesz kto jest na dole i rozmawia z babcią – Zayn prychną na słowa swojej siostry i uniósł ku górze swoje obie brwi – Rudzielec, do którego tak wzdychasz – Zayn oczywiście chciał odgryźć się siostrze, ale zrozumiał jej słowa i pośpiesznie wygrzebał się spod kołdry. Nie zakładając kapci wyminął Stephanie i wybiegł z pokoju. Jego serce biło bardzo szybko, ponieważ miał okazję zobaczyć Ariane. Och, on tak bardzo chciał ją zobaczyć, dotknąć i przytulić! Zbiegając ze schodów chłopak uważał, aby z nich nie spać ani nie zwichnąć sobie kostki. Usłyszał jej głos kiedy staną w holu. Rozmawiała z babcią i śmiała się. Brunet uśmiechnął się pod nosem na dźwięk jej śmiechu. Bez zastanowienia wpadł do kuchni gdzie była dziewczyna.

-Ariana! - krzykną, uradowany podbiegając do dziewczyny. Rudowłosa odwróciła się do niego przodem i nie zdążyła nic powiedzieć, ponieważ znalazła się w jego ramionach. Chłopak przytulił ją do siebie z całej siły. Wtulił swoją twarz w jej pachnące cytrusami włosy.

-Zayn! Mój Boże! Jesteś chory! Natychmiast wracaj do łóżka! - Starsza kobieta obrzuciła go zdenerwowanym spojrzeniem, a potem uśmiechnęła się do Ariany. Zayn pociągnął lekko dziewczynę za czerwony płaszcz, który miała na sobie.

-Chodź ze mną – mruknął w jej stronę. Ariana spojrzała na niego zaskoczona, ale zanim mogła cokolwiek powiedzieć szła za Mulatem do jego pokoju. Zayn nie był jakoś szczególnie onieśmielony swoim wyglądem, czy też bałaganem jaki panował w jego pokoju. Kiedy drzwi do pokoju się zamknęły i oboje z dziewczyną byli w środku nie czekał na nic innego. Przytulił ją do siebie. Ariana wydała z siebie zduszony chichot, kiedy usta Zayna pocałowały skrawek jej skóry tuż przy uchu – Tęskniłem za tobą.

-Zayn udusisz mnie. Poza tym muszę iść do szkoły. Chyba nie chcesz abym się spóźniła? – zapytała, spoglądają na jego twarz. Zayn zrobił minę małego pieska, co naprawdę rozśmieszyło dziewczynę. Przeczesała jego włosy dłonią, a potem ucałowała kącik jego ust. Ariana nigdy taka nie była. To dzięki Zaynowi stała się odważniejsza i nie bała się okazywać swoich uczuć. Można powiedzieć, że to on ją tego nauczył.

-Pojedziesz z Stephanie. Kiedy wyjdę z tego więzienia to zabiorę cię gdzieś, gdzie będziemy tylko ty i jak. Chcę mieć cię dla siebie – mruknął chłopak, ponownie przytulając się do dziewczyny.

-Nie rozpędzaj się tak kowboju – Chłopak odsunął się od niej i przewrócił oczami. Miał zamiar ją pocałować, ale drzwi do pokoju się otworzyły

-Zayn! Pamiętasz co mi obiecałeś? Oł…myślałam, że jesteś sam – Zayn spojrzał na swoją siostrę w rządzą mordu w oczach.

-Jak widać…

-Wychodzę do szkoły, pamiętaj…

-Tak, wiem! Ariana pojedzie z tobą, podwieziesz ją pod szkołę, jasne? – Brunetka przewróciła oczami, a potem mruknąwszy coś pod nosem wyszła z pokoju. Zayn spojrzał przepraszająco na rudowłosą.

-Do zobaczenia Zayn – szepnęła, ucałowała jego zarośnięty policzek, po czym wyszła z pokoju. Zayn pozostał sam z świadomością, że nie wykorzystał idealnej okazji.

-Wiesz nie chcę ci robić przykrości – zaczęła Stephanie, kiedy razem z Arianą przemierzały ulice Oxfordu – Zayn jest moim bratem, znam go naprawdę dobrze – May nie była do końca pewna do czego zmierzała dziewczyna, ale postanowiła poczekać, aż ta dokończy mówić – Chcę cię ostrzec dopóki nie jest za późno. Znam go i wiem, że on się tobą tylko bawi. On nie potrafi być z jedną dziewczyną przez tydzień, a co dopiero mówić o związku. Przykro mi, że muszę ci to mówić, ale nie jesteś odpowiednią dla niego dziewczyną – Ariana wiedziała, że Stephanie będzie przeciwna jej ‘związkowi’ z Zaynem. Wiedziała również, że brunetka po części miała rację. Jednakże zabolały ją wiadomość, jakoby Zayn się nią bawił. Udawał?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz