środa, 19 lutego 2014

Louis był zawiedziony. I nie miało to nic wspólnego z Niallem. Bardziej chodziło o niego samego. Był zawiedziony sobą, i swoim głupim postępowaniem. Przechadzając się przez park, zdawał sobie sprawę z tego co się stało, oraz rozmyślał jak wybrnąć z beznadziejnej sytuacji w której się znalazł. Oczywiście nogi poniosły go wprost do The Six Pence. W miejsce, w którym rozegrała się kilka dni wcześniej, jego mała, osobista ‘tragedia’. Wchodząc do środka poczuł przyjemne ciepło i zapach świeżo zaparzonej czarnej kawy. To było coś czego potrzebował.

Nie zwracając na nikogo uwagi przeszedł przez pomieszczenie i usiadł przy swoim stoliku. Przez chwilkę wpatrywał się w blat, ale potem przeniósł swoje niebiesko-szare spojrzenie na szybę. Za oknem wiał wiatr. Wielka kępa karmazynowych piwonii poruszała się w prawo i w lewo, jakby chcąc zajrzeć przez okno do środka. Louis spoglądając na nie przypomniał sobie kwiaty, które od zawsze rosły w jego rodzinnym ogrodzie. Jego mam od zawsze uwielbiała kwiaty, więc nie było to niczym nowy, ani dziwnym.

Tomlinson oderwał wzrok od szyby, dopiero kiedy Ariana podeszła do niego z kubkiem. A przecież nic nie zamawiał. Postawiwszy go przed nim usiadła naprzeciwko i uśmiechnąwszy się pocieszająco wskazała mu, aby się napił. Louis uczynił to prawie natychmiast. Zamarł, ponieważ nie była to jego ulubiona late. Była to raczej herbata. Taka, jaką zawsze pił Niall.

-Nie bądź smutny – wyszeptała dziewczyna, opierając dłonie na stole.

-Jak mam nie być smutny, kiedy zraniłem kogoś na kim mi zależy? - mruknął chłopak.

-Czasami takie rzeczy są bardzo potrzebne. Dzięki nim możemy zrozumieć czy ten ktoś naprawdę jest dla nas ważny, czy tylko nam się tak wydawało. Niall jest dość kruchy i potrzebuje kogoś kto będzie go trzymał w kupie. Louis. Jesteś tym kimś. To widać tak bardzo…to spojrzenie. Już za pierwszym razem kiedy go zobaczyłeś! To nie daje ci spokoju, prawda? - Louis nieśmiało kiwną głowa, a potem ponownie napił się ciepłego napoju. Nie spodziewał się, że to widać aż tak.

-Zayn miał rację. Naprawdę jesteś wyjątkowa – Ariana wzruszyła ramionami i zamyśliwszy się na chwilkę uświadomiła sobie, że nie widziała Mulata od paru dni. Chciała o to zapytać, ale Louis jej przerwał – Widziałaś się z nim ostatnio?

-Nie bardzo – odpowiedziała.

-Więc nie wiesz co się z nim dzieje? - zapytał Louis. Dziewczyna pokręciła przecząco głową - Jest chory. Ma ostre zapalenie oskrzeli i musiał być dwa dni w szpitalu.

-Och, to straszne! Ale teraz już z nim lepiej? - Chłopak kiwną głową, na co dziewczyna odetchnęła z ulgą.

-Jeśli chcesz to podam ci adres to go odwiedzisz. Chociaż…nie wygląda korzystnie – Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem, a potem zapisała sobie w telefonie adres Malika. Postanowiła odwiedzić go tuż po pracy.

Idąc Valley of Shadows Ariana rozmyślała nad tym co powiem Zaynowi kiedy już się z nim spotka. Była troszeczkę zmartwiona jego stanem zdrowia, ale stwierdziła, że skoro wyszedł już ze szpitala to musi być z nim lepiej. Louis podał jej dokładny adres, więc ze znalezieniem domu nie miała żadnego problemu. Oczywiście nie znała dzielnicy w której mieszkała chłopak, ale zdawała sobie sprawę, że jest ona dość porządna. Dlatego też nie bała się nią iść. Oczywiście ona także nie mieszkała w jakiejś strasznej dzielnicy, ale na pewno nie był to jakiś luksus.

Drzwi do domu Zayna otworzyły się po dłuższej chwili czekania, w pewnym momencie dziewczyna miała nawet przeczucie, że w ogóle się nie otworzą. Jednak tak się nie stało. Z za drzwi wyłoniła się starsza kobieta. Ubrana była w długą spódnice i czerwoną bluzkę z długimi rękawami, które podciągnięte były do łokci. Jej ręce ubrudzone były w cieście.

-Dobry wieczór, nazywam się Ariana May, jestem koleżanką Zayna. Czy zastałam go w domu? - powiedziała rudowłosa uśmiechając się przyjaźnie.

-Och! To ty złotko! - Ucieszyła się kobieta i klasnęła w ręce, tym samym rozsypując trochę mąki na podłogę – Ojej, przepraszam cię, właśnie piekę rogaliki dla moich wnuków. Proszę wejdź i jeśli możesz to zamknij drzwi.

Dziewczyna kiwnąwszy głową weszła do środka za kobietą.

-Zayn jest w swoim pokoju na górze, drugie drzwi na prawo. Cieszę się, że wreszcie mogę cię poznać. Dużo o tobie słyszałam – wytłumaczyła kobieta z uśmiechem na twarzy.

-Naprawdę? - Ariana była trochę zaskoczona słowami staruszki.

-Oczywiście! Odkąd przyjechałam do nich i Zayn wyszedł ze szpitala ciągle o tobie mówił. Zawróciłaś mu w głowie dziewczyno – Ariana wzruszyła ramionami – Och, no nie zagaduje cię już, bo mi się rogaliki przypalą. Drugie drzwi na prawo – przypomniała, a potem wyszła z holu. Ariana zdjęła swoje buty, a kurtkę powiesiła na wieszaku. Wchodząc po schodach oglądała zdjęcia wiszące na ścianach. Był na nich głównie mały Zayn oraz jego siostra. Oczywiście na niektórych byli jacyś inni ludzie, zapewne jego rodzice, ale tego dziewczyna nie była pewna.

May otworzyła powoli drzwi do pokoju Zayna, i dopiero uświadomiła sobie, że powinna zapukać. Jednak nie miała już wyboru. Drzwi zostały otworzone, a to co zobaczyła przeszło jej wszelkie oczekiwania. Zayn leżał w łóżku przykryty kołdrą i kocem. Miał na sobie okulary i czytał jakąś książkę. Nie wyglądał tak jak wcześniej. Jego włosy były potargane i opadały mu słodko na czoło. Arianie spodobało się to wydanie idealnego Zayna, ale chyba tylko dlatego, że nie widziała go wcześniej takim. Położywszy swój plecak pod ścianą obok drzwi powoli podeszła do łóżka. Przez chwilę chłopak nie zauważył, że ktoś wszedł do pomieszczenia. Ale kiedy dostrzegł pannę May, zaklną pod nosem i błyskawicznie schował się pod kołdrę. Dziewczyna powstrzymała się od głośnego śmiechu, w zamian podeszła do łóżka i usiadła na jego skraju.

-Czesałam się dziś! Chyba nie wyglądam tak strasznie – mruknęła żartobliwie poprawiając swoje włosy. Zayn jękną w odwecie ale nie poruszył się nawet o milimetr.

-Nie powinnaś mnie widzieć w takim stanie. Wyglądam koszmarnie – jękną chłopak. Ariana roześmiała się głośno, a potem włożyła swoją dłoń pod kołdrę i odkryła ją zamaszystym ruchem. Zayn zakrył twarz dłońmi. To było troszeczkę irytujące, biorąc pod uwagę, jego wiek. Jednakże postanowiła to zignorować. W zamian za to wzięła do reki książkę, którą czytał chłopak i zaczęła ją oglądać. Zdziwiło ją, że chłopak czytała powieść. Nie spodziewała się tego po nim. W jej wyobrażaniach raczej swój wolny czas spędzał na grach na Play Station lub na przeglądaniu internetu.

-Spojrzysz na mnie, czy jestem aż taka straszna? - zapytała – Zayn, no uspokój się, proszę – Chłopak niechętnie odsłonił twarz i usiadł prosto podciągając kołdrę pod samą szyje.

-Naprawdę nie powinnaś mnie takiego oglądać. Tylko Louis mnie takiego widział i uwierz mi zawsze ma minę jakby zobaczył co najmniej ducha – przyznał ze smutkiem chłopak.

-Nie martw się. Wyglądasz normalnie. Tak jak wygląda człowiek, kiedy jest chory – powiedziała dziewczyna sięgnąwszy do twarzy chłopaka. Zdjęła jego okulary i założyła sobie – Nie wiedziałam, że nosisz okulary.

-Tylko do czytania – wyjaśnił chłopak. Rudowłosa zdjęła je i położyła na stoliku nocnym – Louis podał ci mój adres?

-Tak, przywlókł się do The Six Pence i siedział zmarnowany, możliwe że jeszcze tam siedzi – mruknęła, wzruszając ramionami. Malik zmarszczył czoło i poczochrał się po głowie poprawiając swoje włosy.

-Coś z nim nie tak? - zapytał, zmartwiony brunet.

-Och, to ty nic nie wiesz? Nie powiedział ci?

-Ale o czym?

-Nie wiem kiedy i gdzie, ale Louis zaproponował mamie Nialla…- Ariana zaczęła opowiadać Zaynowi, co wydarzyło się w życiu jego najlepszego przyjaciela. Wyraz jego twarzy zmieniał się co chwilkę. Był zdziwiony, ale także zmartwiony, ponieważ martwił się o Louisa. Nie chciał aby chłopak wpadł z załamanie. Nie lubił go smutnego.

Przez cały czas kiedy Ariana mówiła, Zayn przypatrywał się jej z wielkim zaangażowaniem. Pochłaniał każdy skrawek jej twarzy, śledził jej każdy ruch i uśmiechał się kiedy ona się uśmiechała. Żartował sobie z nią, aż doszło do tego, że leżeli obok siebie. On przytulał ją a ona kreśliła różne znaki na jego ramieniu. Z początku był między nimi mały dystans, ale kiedy Zayn po raz pierwszy tamtego wieczora ucałował jej policzek dystans znikł i wszystko wydawało się być przepełnione słodką nutą zakochania. Nie była to miłość, raczej zauroczenie które prowadziło do miłość. Leżąc tak obok siebie plotkowali o Louisie i Niallu. Rozmawiali o szkole i o studiach Mulata, ale także o nich samych. Zayn cieszył się, że dziewczyna go odwiedziła, ponieważ mógł się w końcu do kogoś przytulić i tym kimś nie była jego babcia.

Cały Oxford zalany był przez deszcz. Louis nie przepadał za deszczem, ponieważ nie lubił być mokry. Dlatego wychodząc z domu wziął parasol. Nie wyszedłby gdyby nie musiał. Chciał porozmawiać z Niallem, więc musiał udać się do jego domu, ponieważ młodszy chłopak nie odbierał jego telefonów. Idąc ulicami rozmyślał jak mu to wszystko wytłumaczy. Chciał mu powiedzieć naprawdę wiele, ale nie był pewien czy byłoby to odpowiednie. Jednak pierwszą i najważniejszą rzeczą jaką chciał mu powiedzieć były przeprosiny. Chciał go przerosić za to, że go okłamał. Chociaż uważał, że to nie było do końca kłamstwo. Bo przecież on chciał mu powiedzieć prawdę…tylko, że trochę później.

Drzwi do domu Nialla otworzyła mu Marie. Uśmiechnąwszy się do niego wpuściła go do środka, poprosiła aby się rozebrał, i poszedł z nią do kuchni. Nie sprzeciwiał się, chociaż nie miał za dużo czasu, jednakże zdawał sobie sprawę, że Niall był ważny i dla niego mógł poświecić naprawdę sporo.

-Domyślam się, że przyszedłeś do Nialla – Louis kiwnąwszy głową usiadł przy stole – Niestety go nie ma. Przykro mi Louis. Niall mi powiedział – kobieta podała mu kubek z herbatą, a potem usiadła obok niego.

-Czuje się okropnie, nie chciałem żeby to tak wyszło. Naprawdę chciałem mu powiedzie, ale nie w taki sposób. Mam nadzieje, że nie będzie na mnie zły.

-Och, daj spokój! Trochę się pozłości i mu przejdzie. Niall już taki jest – wytłumaczyła kobieta.

-Nie powinienem tego przed nim ukrywać. Mój błąd – Chłopak wzruszył ramionami upijając łyk napoju.

-Louis. Jesteś świetnym chłopakiem, wiesz? Znasz Nialla bardzo krótko, a tak bardzo chcesz mu pomóc. Proszę cię, zaopiekuj się nim. Bardzo się o niego boje. Nie chce go stracić. Wiem, że nie jestem dla niego dobrą matką…, ale naprawdę się o niego boje – Louis poczuł się troszeczkę dziwnie po wyznaniu Mari, ale postanowił nie pytać o nic. Nie był aż tak bardzo śmiały.

-Niech się pani nie obawia. Zaopiekuje się nim.

Louis wyszedł z domu Horanów tuż po tym jak wypił swoją herbatę i podziękował Marie za wszystko. Był naprawdę niepocieszony choćby dlatego, że nie bardzo wiedział co zdarzyło się w rodzinie Nialla. Wiedział bowiem, że coś się wydarzyło. Bo przecież blondyn nie zachowywał by się w stosunku do swojej mamy tak jak się zachowywał. Może nie było tego widać od razu, ale Louis był doskonałym obserwatorem. Dostrzegł ten przeszywający i obojętny wzrok jakim zaszczycał swoją mamę. Było to naprawdę przykre biorąc pod uwagę, że Maria była mamą Nialla. Kobietą która go wychowała. Był także smutny, bo nie zobaczył się z Horanem. A chciał go zobaczyć nawet bardzo. Pragną jego bliskości i szczerego uśmiechu. Pragną mieć go przy sobie, i opiekować się nim. Naprawdę tego pragnął.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz