Pięcioletni Harry Styles chce powiedzieć „Kocham cię” do każdej osoby, którą poznaje. Naprawdę ich kocha, ponieważ, no cóż, jest typem człowieka, który naprawdę przywiązuje się do ludzi.
Pięcioletni Harry Styles ze swoimi wielkimi, zielonymi oczyma, radosnym uśmiechem, podskakującymi przy każdym ruchu loczkami i słodkim głosem, właśnie ten Harry jest pewien, że kocha na przykład swoją przedszkolankę. Jest kochana i ma na imię Nanny. Zawsze daje Harry’emu różową kredkę, którą lubi najbardziej, więc to jasne, że ją kocha.
Harry kocha także Raula, starego mężczyznę, który pracuje w ulubionej piekarni jego mamusi. Raul wie, że Harry uwielbia babeczki, więc zawsze zatrzymuje dla niego najlepsze. Harry z pewnością kocha Raula.
Na tym lista się nie kończy, a Harry wie, że kocha jeszcze wielu ludzi. Ale z jakiegoś dziwnego powodu jego mama nie pozwala mu powiedzieć „Kocham cię” do nich wszystkich. Nawet do niej, a tłumaczy to tym, że „Kocham cię” jest największym skarbem na świecie: możesz wypowiedzieć te słowa tylko raz, a kiedy już to zrobisz, nie możesz uczynić tego ponownie.
W pierwszej chwili Harry upiera się, że to właśnie mamusi powie, że ją kocha, bo uważa, że nikt be radzi nie zasługuje na „Kocham cię” bardziej niż Anne. Wtedy kobieta przeprowadza z nim tą rozmowę (każdy wie o rozmowie, którą rodzice muszą przeprowadzić z dzieckiem przynajmniej raz) i wyjaśnia, że kiedy Harry dorośnie, to znajdzie naprawdę uroczą osobę i się w niej zakocha i to właśnie wtedy będzie mógł to powiedzieć. To właśnie wtedy Harry będzie upoważniony do powiedzenia, że kocha.
Harry rozumie, bo przecież nie jest głupi. Widział wszystkie filmy Disneya i wie, że ani Roszpunka, ani Aurora, ani nawet Tiana nie mówią „Kocham cię” przez cały czas. Wypowiadają te słowa na koniec filmu, a Harry musi po prostu poczekać na zakończenie jego własnego filmu.
Ale przychodzi dzień, kiedy znajduje osobę, do której naprawdę chce powiedzieć dwa zakazane słowa. To nie jego przedszkolanka, nie Raul, a nawet nie jego mama… To Pan Hipek.
Pan Hipek jest ostatnim pluszakiem, którego ojciec podarował mu, zanim rozwiódł się z mamą. To ostatni pluszowy prezent, który dostał i dostanie od Desa Stylesa oraz ogólnie ostatnia rzecz, którą otrzymał jako dziecko. Harry kocha Pana Hipka i nie ma na świecie nic ważniejszego, niż ten pluszowy hipopotam, którego Des podarował swojemu synowi.
Więc pewnej nocy, gdy Harry leży, zawinięty w koce, a jego oczy są napuchnięte od płaczu, podnosi Pana Hipka na wysokość swojej twarzy i wreszcie, wreszcie szepce: – Kocham cię.
To nie brzmi źle. Ale nie brzmi też tak dobrze, jak myślał, że będzie brzmiało. To jakby mówił „Pójdę się wykąpać” albo witał się z Raulem. To było zupełnie zwyczajne.
Pięcioletni Harry dochodzi do wniosku, że pewnie jego mama robi wielkie zamieszanie o coś głupiego. Poza tym, ona powiedziała „Kocham cię” do taty i cóż… Teraz się rozwiedli. Ale Harry jest pewien, że on nigdy nie rozwiedzie się Panem Hipkiem.
To w ten sposób Harry Styles utwierdza się w przekonaniu, że powiedzenie „Kocham cię” do Pana Hipka było najlepszą decyzją w jego życiu. Żyje w tym przekonaniu i jest szczęśliwy.
Ale potem spotyka Louisa Tomlinsona i rozumie ogrom błędu, który popełnił. Niestety, jest już za późno.
***
Dziewiętnastoletni Harry Styles jest zakochany w Louisie Tomlinsonie od kiedy skończył piętnaście lat. Wszystko w jego najlepszym przyjacielu sprawia, że czuje się lekki, wolny i szczęśliwy. Od jego niskiego wzrostu do jego tyłka, od oczu, zarostu aż do… wszystkiego.
Dziewiętnastoletni Harry Styles ciągle żyje w świecie, gdzie ludzie mogą powiedzieć „Kocham cię” tylko raz w życiu. Oczywiście, próbował powiedzieć to znowu, ale to fizycznie niemożliwe. To jak sztylety wbijające ci się w gardło, jak próba przejścia po rozżarzonych węgielkach bez butów, jak mycie się w kranie pełnym popękanego szkła. To jak próba wzbicia się w powietrze i ulecenia – nie ważne, jak mocno się starasz, przecież nie możesz tego zrobić.
Nigdy nie powiedział mamie ani siostrze, ani tym bardziej Louisowi, o tym głupim błędzie, ponieważ zawsze czuje wstyd, gdy myśli o dniu, w którym zatracił dwa najukochańsze słowa w pluszowym hipopotamie.
Nigdy nie wyrzucił tych pluszaków. Pan Hipek dalej śpi z nim w łóżku, ponieważ w jakiś sposób dla Harry’ego jest ważne, by trzymać ze sobą rzecz, która pochłonęła jego dwa najważniejsze słowa. W każdym razie dalej ma nadzieję, bo nigdy nie słyszał, by Louis mówił do kogokolwiek „Kocham cię”. Miał nawet kilka dziewczyn, ale Harry jest prawie pewny, że jego przyjaciel nigdy się nie zakochał.
Harry, będąc tym głupiutkim zakochanym chłopakiem, znajduje inne sposoby, by dać Louisowi do zrozumienia, jak bardzo go kocha: przytulają się dużo, mieszkają razem, dzielą łóżko, kiedy Louis nie może spać, Harry dla niego gotuje, rozmawiają o dzieciach… Harry ustawia swoje życie tak, jakby Louis był jego mężem.
Szkoda, że Louis nie jest naprawdę jego mężem. Ba, Louis nie wie nawet, że jego najlepszy przyjaciel jest w nim beznadziejnie zakochany. I prawdopodobnie nigdy się nie dowie, bo gdy ludzie są w sobie zakochani, to mówią „Kocham cię”, a Harry już nie może tego zrobić.
***
Dwudziestoletni Harry Styles nie może dłużej żyć, nie wiedząc, czy Louis już wypowiedział swoje słowa. Więc tej nocy, gdy oboje leżą w łóżku, rozkoszując się ciepłem swoich ciał i ochraniając wzajemnie przed śnieżycą, która szaleje na zewnątrz, a Louis jest bezpiecznie owinięty ciepłymi ramionami Harry’ego… Cóż, Harry po prostu bardzo chce wiedzieć.
– Lou – woła.
Śpiący Louis unosi głowę, by spojrzeć na Harry’ego, i uśmiecha się leniwie. Światło, które pada z nocnej szafki sprawia, że wygląda jak anioł zesłany z nieba wprost dla Harry’ego. Jego rozczochrane włosy opadają zabawnie na czoło, nie golił się chyba od paru dni i och, nie zapominajmy o jego nagim torsie. W takich momentach Harry naprawdę żałuje, że już wypowiedział swoje słowa.
– Powiedz mi, Harry Stylesie – mówi Louis i wierci się koło ciała Harry’ego. – Tutaj jest cholernie zimno. Nie przeszkadza ci, że jestem tak… Tak blisko ciebie, prawda, Harry?
– Nigdy mi nie przeszkadza, że jesteś blisko, nie, Lou – mówi Harry, potrząsając głową. Louis dziękuje mu wielkim uśmiechem i opiera głowę na jego piersi.
– Powiedz mi, Harold. O czym tak myślisz?
– Ja się… – urywa na minutę, próbując odnaleźć w sobie siły, których nie posiada. Wie, że ich nie znajdzie. – Ja się zastanawiałem, czy ty… no… już powiedziałeś swoje słowa.
Louis zastyga w ramionach Harry’ego, i przez chwilę młodszy chłopak z przerażeniem czuje, że tak, Louis już wypowiedział swoje słowa. Ale zaraz potem Louis potrząsa głową i wciska noc w nagą klatkę piersiową Harry’ego.
– Jestem taką porażką – mamrocze zawstydzony. – Ale nie. Jeszcze nie.
Harry nie potrafi wyrazić, jak wielką czuje ulgę. To jakby zrzucił z pleców ciężki worek i teraz czuje się taki lekki. Wie, że kiedyś Louis użyje swoich słów, ale woli myśleć, że ten moment jest dla niech naprawdę odległy.
– Nie jesteś porażką, Lou – zapewnia Harry i ściska ciało starszego chłopaka. – To słodkie. Nie znalazłeś jeszcze nikogo, kto by na nie zasługiwał.
– Chyba tak – przytakuje Louis, a jego głos jest lekko przytłumiony.
Boże, jeśli Harry mógłby spisać to, jak bardzo kocha Louisa, to by to zrobił. Ale, widzicie, prawdziwa miłość nie może być wyrażona słowami. Tylko te dwa słowa, które Harry już wypowiedział, są w stanie dobrze przybliżyć to uczucie. Nic a nic nigdy nie będzie godne przyrównania do miłości, którą darzy Louisa.
Pozostają cicho przez długi, długi czas. Tik-tak, które wydaje zegar, jest jedynym dźwiękiem, który wypełnia pokój, a Harry może poczuć serce Louisa bijące zaraz obok jego własnego. Zamyka oczy i układa głowę na materacu, a w chwilę potem Louis się odzywa.
– A ty, Harold?
Harry udaje, że już zasnął, by nie musieć odpowiadać na to pytanie.
***
– Nie chcę! – krzyczy Louis, uderzając w ścianę. – Nie chcę, Harry, jestem naprawdę zmęczony tym gównem.
Ciepło ubrany Louis upada na podłogę i zaczyna łkać niekontrolowanie. Zwija się pod ścianą i wściekle ociera łzy, zanim spogląda na Harry’ego. Młodszy chłopak klęka i przyciąga go do uścisku. Louis pozwala Harry’emu się poprowadzić i po chwili zwija się na jego kolanach. Harry powoli masuje jego plecy, starając się go uspokoić za wszelką cenę.
– Shh, Louis, jest w porządku. Twoja mama po prostu wychodzi za mąż, to nie jest koniec świata.
– Wychodzi za mąż po raz trzeci, Harry – mówi gniewnie Louis, a jego oczy zaczynają się szklić, ale stara się nie pozwolić łzom spaść. – Przywiązałem się już do dwóch ojców, nie chcę mieć trzeciego. A ona pewnie go porzuci, tak, jak zrobiła to reszcie… Chcę mieć rodzinę, Harry! Tylko pierdoloną rodzinę!
Harry chciałby powiedzieć mu, że on byłby skłonny do założenia z nim rodziny, ale oczywiście nie może powiedzieć swoich słów, więc Louis pomyślałby, że mówi to ze współczucia.
– Lou, to jej życie. Idź naprzód, kochanie, możesz założyć własną rodzinę.
– Bierze ślub, chociaż już wypowiedziała swoje słowa, więc wiem, że nie robi tego z prawdziwej miłości.
– Niektórzy ludzie biorą śluby tylko dlatego, że wizja samotnego życia ich przeraża – szepce Harry do ucha Louisa i to brzmi smutno, ale prawdziwie.
Louis nie odpowiada, tylko zakopuje swoją twarz w zagłębieniu szyi Harry’ego i nie odzywa się do chwili, aż przestaje szlochać. Skóra Harry’ego jest mokra od jego łez, ale młodszemu chłopakowi zdaje się to nie przeszkadzać. Właściwie nie obchodzi go nic poza Louisem. Jego, tylko jego Louisem.
– To gówno – zaczyna Louis zduszonym głosem. Zmienia pozycję i spogląda na Harry’ego swoimi pięknymi, podpuchniętymi oczami. – To gówno mnie przeraża, Harry. Nie wypowiedziałem swoich dwóch słów, bo widziałem, jak moja mama je marnuje i… Nie chcę, by dwa najważniejsze słowa w moim życiu zostały zmarnowane.
– Nie zostaną – mówi Harry, ale teraz to jego głos brzmi słabo. Louis to zauważa i rzuca mu spojrzenie typu „wiem-że-coś-ukrywasz”.
– Co się stało, Harry?
– Nic.
– Kłamca.
– To nic, Lou – mówi Harry, po czym chowa twarz w ramieniu Louisa. Starszy chłopak łapie go za kark i odciąga od siebie tak długo, aż może spojrzeć w zielone oczy.
– Harry, słoneczko, ty płaczesz.
– Nie płaczę – zaprzecza Harry, ale, och, czuje, że jego policzki są mokre, więc właściwie może płakać.
– Harry! Zasmuciłem cię! Przepraszam, słoneczko – szepce Louis i składa delikatny, czuły pocałunek na policzku młodszego. – Harry, proszę, mów do mnie.
Harry spogląda w zaniepokojone oczy Louisa. Myśli, że naprawdę nigdy nie widział nic bardziej oszałamiającego niż Louis. Dociera do niego, że posiadanie jednego „Kocham cię” do wypowiedzenia nie jest taką złą sprawą. Bo kiedy spotykasz osobę, która na nie zasługuje… Cóż, wtedy nie chcesz powierzyć ich nikomu innemu.
– Harry, ty…
Harry zakrywa usta Louisa jedną ze swoich wielkich dłoni. Starszy chłopak przestaje mówić i zamyka oczy, pozwalając Harry’emu się prowadzić. Harry odsuwa rękę, przekładając ją na kark Louisa. A w chwilę po tym pochyla się do pocałunku.
Ich usta naciskają na siebie lekko, zimne i suche przez panującą pogodę. Dłonie Harry’ego wędrują w dół ciała Louisa tak długo, aż docierają do dolnej części jego pleców i starają się przyciągnąć chłopaka jeszcze bliżej.
Ich usta naciskają na siebie lekko i te należące do Louisa smakują wanilią, czekoladą i każdą rzeczą, której Harry lubi smakować. Louis powoli owija swoje ramiona dokoła karku Harry’ego i przechyla głowę na jedną stronę. Harry lekko otwiera usta, liżąc wargi Louisa.
– Haz – mamrocze Louis, nie przerywając pocałunku, a potem otwiera usta, łącząc ich języki w potrzebującym i mokrym tańcu. – Naprawdę cię lubię, Haz – mówi pomiędzy pocałunkami. Harry uśmiecha się przy ustach Louisa, co sprawia, że chłopak chichocze.
– Ja ciebie też lubię, Lou – odpowiada Harry i och, to nie brzmi dobrze. Harry myślał, że mówienie takich rzeczy będzie dobrym zastępstwem dla tych dwóch słów, ale kiedy już się zakochasz, to nie ma słów, które zastąpiłyby te wcześniej utracone. Przyciąga Louisa bliżej i całuje go ponownie, mocniej i z większą pasją.
To najsilniejszy, najpiękniejszy i najmocniej zapierający dech w piersiach pocałunek, jakiego Harry kiedykolwiek doświadczył, a ich usta łączą się tak, jakby zostały właśnie do tego stworzone. Ale już wie, że nawet jeśli nic się jeszcze nie zaczęło, to już jest po ptakach, bo on nie ma słów dla Louisa. A Louis znajdzie kogoś lepszego.
***
Dwudziestojednoletni Harry Styles może nazywać siebie chłopakiem Louisa Tomlinsona i nic innego w świecie nie czyni go bardziej dumnym. Kończy szkołę i rozpoczyna studia, które mają go przygotować do zawodu fotografa, podczas gdy Louis prze naprzód ze swoją karierą aktorską.
To wszystko wydaje się być wspaniałe, mógłby powiedzieć Harry. Życie z Louisem Tomlinsonem jest tym, co on postrzega jako definicję szczęścia. Nawet podczas najciemniejszych godzin wie, że Louis zawsze z nim będzie, rozświetlając cały świat swoim uśmiechem. Nawet jeśli Louis jest trochę niemiły dla innych ludzi, to Harry czyni go lepszym.
Dwudziestojednoletni Harry Styles zaczyna sobie uświadamiać, że Louis chce usłyszeć jego słowa. I Harry wie, że Louis na nie zasługuje. Wie także, że starszy chłopak nie wypowie ich pierwszy, bo boi się, że zostanie porzucony, zupełnie jak jego matka. Louis czeka, by Harry wypowiedział swoje słowa, ale, och, Harry nie ma już żadnych.
***
– Harry… Haz, co ty do mnie czujesz?
Przytulają się na łóżku w tej samej pozycji co zawsze: Harry otacza Louisa od tyłu, układając twarz zaraz obok karku Louisa i wdychając jego zapach. Ramionami oplata talię swojego chłopaka, a ich palce są złączone razem.
To normalna noc po normalnej całuśnej sesji, kiedy Louis zadaje pytanie, którego Harry bał się najbardziej w całym swoim życiu.
Przytula Louisa mocniej i składa delikatny pocałunek na jego karku. Jego serce wali szybko w jego piersi i zamyka oczy w marnej próbie kontrolowania swoich uczuć.
Chce powiedzieć „Kocham cię bardziej niż życie”, ale nie może wydusić ani słowa.
– Harry?
– A ty co do mnie czujesz?
– Och, Harry, to niesprawiedliwe! – wykrzykuje Louis i obraca się, by spojrzeć Harry’emu w twarz. Młodszy chłopak wciąż ma zamknięte oczy. – Otwieraj oczy. Chcę tylko wiedzieć. To znaczy, myślę, że ja…
Harry szybko otwiera oczy i wyplątuje swoje ręce spod Louisa, by szybko zakryć mu usta. Louis warczy ze zdenerwowania i od razu mu się wyrywa.
– Nie mów tego – błaga Harry i brzmi na naprawdę załamanego. – Proszę.
– Ale, Harry, ja… Ja je czuję – szepce Louis. – Wiesz, że cholernie się tego boję i wiesz też, że jest mi ciężko je wypowiedzieć… Ale Harry, teraz je czuję.
To przerażające. Jeśli Harry chciałby wiedzieć, jakie jest najgorsze uczucie na całym świecie, to proszę bardzo: to niemożność odpowiedzenia „Kocham cię” osobie, którą kocha się najbardziej.
– Louis, tak mi przykro – mówi bez zbędnych wyjaśnień i zaczyna łkać. Zamyka swojego chłopaka w szczelnym uścisku ramion i całuje jego włosy bez końca, mamrocząc przeprosiny znowu i znowu.
– Przykro z jakiego powodu? – pyta Louis drżącym głosem. – Proszę, Harry, przerażasz mnie! Z jakiego powodu jest ci przykro?
– Ja… Ja już wypowiedziałem swoje słowa, Louis – oświadcza Harry i wtedy wszystko się sypie. Zaczyna zawodzić, a jego ciało niekontrolowanie się trzęsie. Przyciska Louisa do siebie tak mocno, że właściwie może go zranić. Jest gotowy, by usłyszeć, jak starszy chłopak go odrzuca.
Zamyka oczy i wstrzymuje oddech, ale po chwili oczekiwania jedyną rzeczą, którą czuje, są miękkie usta przy jego własnych.
– Nie obchodzi mnie to – szepce Louis, a Harry wie, że będzie tego żałował. – Nie dbam o to, wszystko w porządku.
– Tak mi przykro – jąka się Harry. – Wypowiedziałem je do pieprzonego pluszaka, Pana Hipka!
– Tego hipopotama? – pyta Louis, wskazując na krzesło, gdzie leży wspomniany pluszak.
– Tak – przytakuje Harry. – Tak. Miałem pięć lat i nie żałowałem wypowiedzenia ich aż do dnia, kiedy cię poznałem.
– W porządku, Harry.
– Nie, ja wiem, że nie jest. Zasługujesz na słowa, Lou. Znajdziesz kogoś lepszego. Zasługujesz na to.
– Nie chcę nikogo lepszego – mruczy Louis i to boli, bo on też płacze.
Harry nie odpowiada, a Louis może usłyszeć jego oddech. Harry chce, by to on coś powiedział, ponieważ sam czuje się naprawdę źle, naprawdę zraniony. A to wszystko dlatego, że wie, iż Louis zasługuje na kogoś, kto obdarzy go najważniejszymi na świecie słowami.
Harry umieszcza swój palec pod brodą Louisa, unosząc ją trochę, by chłopak spojrzał mu w oczy. Oczy Harry’ego są mokre, a jego spojrzenie płaczliwe.
– Ty… Ty mówisz poważnie? – pyta niskim i słabym głosem.
Louis kiwa głową. Harry uśmiecha się i wolnym ruchem przesuwa dłoń na kark chłopaka, pieszcząc jego skórę. Louis zamyka oczy, rozkoszując tym dotykiem. Czuje, jak całe jego ciało jest paraliżowane przez tego chłopaka.
– Dziękuję – szepce Harry. Louis otwiera usta i bierze głęboki oddech, kiedy Harry porusza swoją ręką na jego karku. – Nie wiem co takiego zrobiłem, by na ciebie zasłużyć.
– Po prostu…
Ale Louis nie ma czasu, by dokończyć swoje wyjaśnienie, bo Harry pochyla się i przyciska swoje wargi do jego. Louis wzdycha w pocałunek i szybko owija rękami talię młodszego chłopaka. Harry całuje go z pasją, porywając go w ramiona. Ich wargi ocierają się o siebie delikatnie i powoli, niemal jakby byli dziećmi, które dzielą swój pierwszy pocałunek.
– Harry, Harry – mówi Louis, a jego głos jest zachrypnięty. Chce wykrzyczeć, jak bardzo kocha Harry’ego, ale nie jest pewien, czy właściwie musi.
Harry po prostu trzyma Louisa blisko siebie, a potem przechyla głowę. Oczy ma zamknięte, a usta mocno dociska do ust Louisa. Przygryza powoli dolną wargę starszego chłopaka, a w zamian otrzymuje jęk. Louis otwiera usta, pogłębiając pocałunek. Jest zdesperowany, by poczuć smak Harry’ego.
– Zabijasz mnie – mamrocze Harry pomiędzy pocałunkami. Louis przesuwa się na łóżku i siada na podołku Harry’ego. – Zabijasz mnie, rozumiesz? – pyta Harry, przerywając pocałunek. Łapie dłoń Louisa w swoje dłonie i spogląda na niego poważnie.
– Przepraszam, chyba – odpowiada Louis, nie bardzo wiedząc, co powinien powiedzieć.
– Nie przepraszaj – mówi Harry, potrząsając głową. – Ponieważ, co dziwne, nigdy nie czułem się bardziej żywy.
Louis nie wie, co odpowiedzieć, więc przysuwa się i łączy ich wargi, ale tym razem pocałunek staje się bardziej namiętny i potrzebujący dość szybko. Harry przebiega dłońmi przez klatkę piersiową Louisa, czując, jak jego wali jego serce. Łapie za rąbek jego koszulki, czekając chwilę, aż zostanie odrzucony, ale kiedy Louis nie protestuje, ściąga ją przez jego głowę.
Louis odsuwa się, gotowy, by pozbawić Harry’ego ubrań, ale ten nie może oderwać dłoni od swojego perfekcyjnego chłopaka.
– Dlaczego jesteś taki idealny, Louis? – pyta Harry, ale nie oczekuje żadnej odpowiedzi. Całuje ramię Louisa, a potem składa szybkie pocałunki na całej linii jego szczęki. Gdy schodzi niżej, na szyję, Louis odchyla głowę do tyłu. Gwałtownie łapie oddech, kiedy Harry zasysa wrażliwe miejsce.
Harry czuje na pół twardego penisa Louisa, który ociera się o jego własnego, więc wypycha krocze do góry, łapiąc Louisa za biodra, i przyciska go do siebie. Najpiękniejsze i najgłośniejsze jęki wydobywają się z ust Louisa, kiedy ich penisy się o siebie ocierają.
Harry stara się najbardziej, jak może, by nie zamykać oczu, bo Louis jest na nim, jęcząc… To jeden z najlepszych widoków w jego życiu.
– Chcę, żebyś mnie ujeżdżał – mamrocze Harry, łapiąc za kark Louisa i przyciągając go do mokrego pocałunku. Louis nagle przestaje go oddawać, a jego dłonie spadają na klatkę piersiową Harry’ego. Młodszy chłopaka spogląda na niego i łączy ich palce. – W porządku, jeśli nie chcesz – dodaje nagle, a jego głos jest naprawdę zachrypnięty. Szczerze, umiera z potrzeby wypieprzenia Louisa, ale przecież może poczekać. – Poczekam, jeśli nie jesteś jeszcze gotowy.
– To nie to, Harry – mamrocze Louis. Rumieni się. – To… Chciałbym cię ujeżdżać… Ale, no wiesz… Nigdy wcześniej nie byłem z mężczyzną, wiesz.
Serce Harry’ego rozpada się na małe kawałeczki. Słowa, które Louis wypowiada, są jak sztylety wbite w jego serce, ponieważ starszy chłopak oddaje mu nawet swoje dziewictwo, a Harry nie może dać mu nic. Nie ma dla niego nawet swoich słów.
– Chcesz zaczekać? – pyta Harry, próbując się pozbierać.
– Nie. – Louis potrząsa głową i całuje Harry’ego w policzek. Ten gest przypomina młodszemu chłopakowi dziesięciolatka, który próbuje dać buziaka swojemu zauroczeniu. To takie słodkie i niewinne. – Chcę być z tobą. Dzisiejszej nocy.
Harry unosi dłoń i dotyka różowych ust Louisa, pieszcząc je opuszkiem swojego kciuka. Louis nic nie mówi, tylko patrzy na swojego chłopaka, oczekując jego odpowiedzi.
– Nauczę cię – szepce Harry i zbliża się do twarzy Louisa. Oczy starszego chłopaka się zamykają, kiedy oczekuje na pocałunek, ale Harry tylko się z nim bawi, dmuchając na jego usta. Louis rozchyla lekko wargi, oddychając głośno. – Sprawię, że poczujesz się dobrze, Lou – szepce, a potem zmniejsza pozostały między nimi dystans.
Przesuwa się, nie przerywając pocałunku, aż Louis leży pod nim. Zaczyna powoli rozbierać swojego chłopaka, a kiedy w pewnym momencie przerywa pocałunek, Louis unosi głowę do góry, szukając jego ust. Harry uśmiecha się do niego.
– Piękny – mówi. Jego serce wali o klatkę piersiową i pewnie nigdy nie czuł się tak żywy. Louis po prostu pozwala Harry’emu prowadzić, całując go i dotykając jego ciała przy każdej okazji.
– Jesteś – dyszy Harry, składając mokre pocałunki na brzuchu Louisa. – Jesteś chodzącą doskonałością, Louis.
Louis pojękuje w odpowiedzi, szarpiąc loki Harry’ego. Młodszy chłopak dalej obdarowuje jego brzuch pocałunkami, a kiedy dociera do twardego penisa, ostrożnie ujmuje go w swoją wielką dłoń. Louis jęczy potrzebująco na ten dotyk, a potem spogląda w dół na swojego chłopaka.
– Taki piękny – szepce Harry, a potem bierze kutasa Louisa do ust. Pracuje szybko językiem, w górę i w dół.
– Harry – jęczy Louis i wypycha biodra, próbując wepchnąć swojego penisa całkowicie do ust Harry’ego. Dzięki Bogu, są niemal tak obszerne, by pochłonąć go prawie w całości. Harry skamle, pracując nad penisem starszego chłopaka, a to rozsyła przyjemne dreszcze przez całe jego ciało.
Harry pracuje nad twardym penisem Louisa, w chwilę potem jego język ociera się o główkę, która wydziela preejakulat. Wtedy się odsuwa i oblizuje prowokacyjnie usta.
– Nie przestawaj, proszę – błaga Louis. Harry przykłada dłoń do ust chłopaka, uciszając go jednym palcem.
– Shh, Lou – mówi. – Teraz possij moje palce, śliczny.
Louis wykonuje jego polecenie – otwiera usta i liże palce Harry’ego w taki sposób, który sprawia, że młodszy chłopak myśli o tym, że obciągnie Louisa musi być z pewnością najlepszą rzeczą na całym pieprzonym świecie.
Kiedy jego palce są już nawilżone, łapie Louisa za biodra i przesuwa palce w okolice jego wejścia. Przeciąga jednym z nich po pierścieniu mięśni, sprawiając, że chłopak jęczy i mruczy bzdury.
– Kiedykolwiek zadowalałeś się palcami, Lou? – pyta Harry i jest niemal pewien odpowiedzi, ale i tak chce ją usłyszeć.
– Tak… – sapie Louis. Harry wsuwa swój długi palec do jego wnętrza, a on wydaje z siebie zduszony dźwięk.
– Lubisz to? – pyta Harry, a jego głos jest niższy, niż zazwyczaj, jeśli to w ogóle możliwe.
– Twoje… – jąka się Louis, a wtedy Harry dokłada kolejny palec. Skręca je w jego wnętrzu. – Twoje palce są o wiele lepsze.
– Jestem zadowolony – szepce Harry, całując brzuch Louisa. Zerka na jego twardego penisa. – Bardzo zadowolony.
Trzy palce znajdują się w środku Louisa, który nie może przestać jęczeć. Wygina plecy w łuk, przygryzając mocno dolną wargę w nieudolnej próbie pozostania cicho.
– Jesteś gotowy? – zwraca się do niego Harry. Przynajmniej nie brzmi tak, jakby błagał Louisa o pozwolenie na pieprzenie go.
– Tak – przytakuje starszy chłopak. Otwiera oczy, by spojrzeć na Harry’ego. – Boże, pieprz mnie.
Harry wyjmuje palce i przesuwa się na łóżku, aż jego usta odnajdują usta Louisa. Zamyka jego wargi w mokrym pocałunku, wpychając język do jego gardła niemal brutalnie.
– Potrzebuję lubrykantu – szepce pomiędzy pocałunkami i wyciąga ramię w kierunku szafki nocnej, gdzie trzymają nawilżacz.
Mając już lubrykant, pokrywa nim swojego penisa. W tym czasie Louis obrysowuje kształt ptaków, które Harry ma wytatuowane poniżej obojczyków. Po prostu rozkoszuje się zachwycającym chłopakiem, który nad nim góruje.
Harry łapie Louisa za uda i całuje go delikatnie, zanim się odzywa.
– Owiń nogi dookoła mojej talii, kochanie – mówi cicho. Louis szybko robi to, o co Harry go prosi i wtedy młodszy chłopak przykłada główkę swojego penisa do jego wejścia. – Będzie bolało na początku – ostrzega.
– Po prostu to zrób – sapie Louis. Jest tak napalony i potrzebujący. – Proszę, pieprz mnie.
Harry przygryza dolną wargę, zduszając w sobie jęk, i wsuwa swojego penisa w starszego chłopaka. Louis łka na to wtargnięcie, uderzając w łóżko dłońmi, by potem zacisnąć je w pościeli.
– Harry – czka Louis, a Harry pochyla się, by go pocałować i spróbować odpędzić ból.
Harry czeka, aż Louis się do niego przyzwyczai i wtedy zaczyna się poruszać. Starszy chłopak nie może powstrzymać jęków i jest niesamowicie głośny. To wysyła Harry’ego na skraj.
– Taki ciasny – skamle Harry, czując, jak dziurka Louisa zaciska się na jego penisie. To przyjemność, którą ciężko opisać słowami. Harry otwiera usta w niemym płaczu z rozkoszy i zamyka oczy. Jego ciało już się trzęsie.
Niebieskie oczy Louisa błyszczą od łez bólu, a Harry naprawdę chce, by czuł się dobrze, więc przestaje się poruszać i całuje swojego chłopaka w szyję. Przebiega palcami przez spocone włosy Louisa i pociąga za nie trochę.
– Nie przestawaj, proszę – jęczy Louis i wow, jego głos jest tak potrzebujący, jak nie był nigdy wcześniej. Harry pcha mocniej i trafia w jego prostatę, na co starszy chłopak jęczy jego imię. Wszystkie dźwięki, które wydaje, zdają się zmieniać w błagania o więcejwięcejwięcej i w potrzebujące jęki.
Harry jest blisko, nie może widzieć ani czuć niczego innego, jak tylko Louisa, a rozkosz kontroluje każdy milimetr jego ciała. Chce wyciągnąć swojego penisa, zanim dojdzie, ale Louis powstrzymuje go ruchem dłoni.
– Nie – błaga, otwierając swoje piękne oczy. Jego twarz wygląda anielsko, cała spocona, a usta ma opuchnięte i wściekle czerwone. – Dojdź we mnie.
– Lou – sapie Harry i dochodzi, wykonując ostatni ruch w Louisie. Ogarnia go najintensywniejszy orgazm, który opróżnia jego umysł, kiedy wypełnia swojego chłopaka spermą. Szybko owija swoją dłoń wokół kutasa Louisa. – Dojdź dla mnie, śliczny – prosi i wtedy Louis dochodzi, wypłakując jego imię.
Harry czuje, jak jego ciało drętwieje, więc opada na Louisa i wysuwa się z niego leniwie. Czeka, aż ich oddechy wrócą do normalnego rytmu. Owija ramiona wokół Louisa i całuje jego spocone czoło.
– Czeeść, Louu – mówi, a Louis otwiera oczy. Uśmiecha się do niego leniwie.
– Cześć, kochanie.
– Jak się czujesz? – pyta. Louis zwija się przy boku Harry’ego, który trzyma go w swoich ramionach niczym najcenniejszy skarb.
– Dobrze. Mój tyłek boli, ale… Dziękuję, Harry – mówi, a jego głos jest delikatny i kochający. – To było idealne.
– To ja dziękuję, Lou – poprawia go Harry, pstrykając go w nos. – Dziękuję za to, że pozwoliłeś mi być swoim pierwszym.
– Nie wybrałbym nikogo innego.
To właściwy czas. Harry wie, że to byłby idealny czas na wypowiedzenie słów, ponieważ nagle uderza w niego rzeczywistość. Nagle rozumie, że chce spędzić resztę życia z Louisem, chce spędzić z nim każdą minutę. Chce wziąć z nim ślub.
Kiedy znajdujesz swoją bratnią duszę, swoją lepszą połówkę, cóż… Chcesz, żeby wiedział. To dlatego słowa „Kocham cię” istnieją. A Louis na nie zasługuje.
– Lou – odzywa się Harry, wyplątując się z uścisku Louisa. Siada na łóżku i spogląda na swojego chłopaka, który marszczy brwi.
– Coś nie tak, słoneczko?
– Louis, ja…
Palą. Palą jak najgorsza angina na świecie, palą jak ogień. Słowa Harry’ego się gubią, a głos go zawodzi.
Do Louisa nagle dociera, co Harry próbuje zrobić, więc podnosi się i składa na jego ustach pocałunek.
– Louis, ja… – Harry próbuje wypowiedzieć swoje słowa, ale znowu gubią się gdzieś w jego gardle. Pali jak ogień, a boli jak cholera. – Ko…
Louis ucisza Harry’ego delikatnym pocałunkiem i pieści jego nagą skórę.
– Nie musisz tego mówić, Harry.
– Chcę – mówi Harry zachrypniętym głosem. Myśli o tych słowach i otwiera usta, by je wypowiedzieć, ale kurwa, to takie bolesne.
Jego ciało zaczyna się trząść i czuje się, jakby zachorował. Zamyka oczy i ociera krople potu, które zebrały się na jego czole. Louis łapie jego dłoń, zaniepokojony tym, co widzi.
– Harry, przestań – mówi, przysuwając się bliżej swojego chłopaka. Harry macha dłonią, starając się go uciszyć.
Louis na nie zasługuje. Louis jest warty bólu.
– Koch…
Każda litera pali, a Harry czuje, jakby połknął pokruszone szkło. Kręci mu się w głowie i nagle zauważa, że pokój wiruje. Jego ramiona miękną i niespodziewanie nie ma siły, by sam się utrzymać, więc upada w ramiona swojego chłopaka. Louis łapie go, zaczynając panikować.
– Harry, przestań, to cię zabija.
– Chcę – łka Harry. Jego głos brzmi, jakby biegał przez wiele godzin, jakby był wykończony i nie miał już więcej sił. Otwiera oczy i ignoruje zawroty głowy, chęć poddania się i fakt, że może ledwo poczuć swoje ciało… Widzi, jak oczy Louisa błyszczą.
Wie, co czuje.
– Kocham cię całym sobą, Louis – mamrocze. Nawet jeśli słowa rozrywają jego gardło i palą język, mówi je ponownie: – Kocham cię tak, jak nikogo wcześniej.
Każda cząstka jego ciała boli jak cholera. Jego umysł pustoszeje i nie jest w stanie myśleć o czymkolwiek, nie pamięta nawet swojego imienia. Jego puls przyspiesza jak szalony i nie może oddychać. Jedyną rzeczą, którą słyszy, jest Louis krzyczący w desperacji: „Harry, nie opuszczaj mnie! Chcę, żebyś tu był, proszę!”. Łapie Harry’ego za ramiona i potrząsa nim, próbując go obudzić. Płacze rzewnie, całując Harry’ego prosto w usta, a jego łzy rozbijają się o ciepłą skórę.
– Harry, proszę! Nie zostawiaj mnie! Harry, kurwa, zostań ze mną! Harry Stylesie, kocham cię!
Harry słyszy te słowa, zanim zapada się w ciemność, i po raz pierwszy w swoim życiu myśli: tak, było warto.
***
Budząc się, Harry czuje zawroty głowy, a jego gardło przeszywa ostry ból. Nie od razu otwiera oczy, wsłuchując się w otaczające go dźwięki. Słychać tylko powtarzające się pikanie i coś, co brzmi jak łkanie. Ktoś płacze.
Harry próbuje się poruszyć, ale szybko się poddaje, bo każda cząstka jego ciała promieniuje bólem. Czuje się, jakby właśnie przebiegł wielokilometrowy maraton bez wcześniejszego przygotowania.
W końcu otwiera oczy. Uświadamia sobie, że leży w łóżku, które znajduje się w czystej szpitalnej sali. Pełno tam dziwnych maszyn i urządzeń, jak na przykład strzykawki czy te dziwne medyczne przyrządy na nagłe wypadki. Wszystko to leży na stoliku, który stoi obok jego łóżka.
Obok stoi jego mama. Anne jest w rozsypce, cała blada, a pod jej oczami widnieją duże wory. Jej ubrania nie pachną zbyt dobrze i są wymięte, co jest dość dziwne, bo Anne naprawdę przykłada dużą wagę do swojego wyglądu.
Kiedy tylko Harry otwiera oczy, Anne od razu do niego doskakuje i zaczyna całować jego policzki. Mamrocze słowa, których Harry nie może zrozumieć, bo ciągle wraca na ziemię.
– Ty żyjesz, Harry – mamrocze Anne i pociąga nosem. Chichocze ze szczęścia. – Dzięki Bogu, ty żyjesz.
Harry otwiera usta, by odpowiedzieć, ale kiedy tylko próbuje wydać z siebie jakikolwiek dźwięk, jego gardło niemiłosiernie pali. Zamyka usta i ściąga je w wąską linię, spoglądając na swoją matkę. Kobieta potrząsa głową i układa dłoń na jego piersi.
– Tak mi przykro, kochanie – szepce i och, Harry myśli, że ominęło go coś ważnego.
Anne przeczesuje jego loki w kochającym geście i uśmiecha się przez łzy. Smutny wyraz jej twarzy nie zwiastuje niczego dobrego. Harry, którego serce bije tak szybko, że może poczuć jego puls w gardle, próbuje się znowu odezwać, ale tym razem jest tak samo – żadnych słów, tylko ból.
– Kochanie – mówi Anne zduszonym głosem, jakby naprawdę starała się nie rozpłakać przed swoim synem. – Dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego? – pyta. – Louis nam o tym opowiedział. Wiesz, o Panie Hipku i tym, co zrobiłeś. O Boże, mój Harry…
Louis. Dwa słowa. Wspomnienia spadają na Harry’ego bez żadnego ostrzeżenia. Pamięta tę noc, te pocałunki, to, jak kochał się z Louisem i to, że ten chłopak zasługuje by być prawdziwie kochanym.
Pamięta ból, dziwne uczucie, niemożność poruszenia się…
Harry unosi obie ręce do gardła i zaciska je lekko. Otwiera usta, ale tym razem jest całkowicie pewien, że nie wydobędzie się z nich żaden dźwięk. Stracił głos.
Unosi wzrok na swoją matkę. Kobieta łapie za jego nadgarstki i ściska je lekko.
– Harry… Straciłeś zdolność mówienia. Jesteś… Jesteś… Niemy – mówi załamanym głosem. To ją naprawdę boli.
Ale Harry’ego nie. On nic nie czuje. Może Anne oczekiwała, że będzie żałował, bo wprawdzie każdy normalny człowiek by to robił, ale Harry nie czuje się źle, a tym bardziej nie jest skruszony. Ani trochę. Był absolutnie pewien tego, co zrobił, a potem, po wypowiedzeniu słów, zobaczył jego twarz… A Louis wypowiedział swoje słowa. Do niego.
Harry szybko przesuwa wzrokiem po pokoju, szukając swojego chłopaka, ale nigdzie go nie ma. Anne przygryza dolną wargę i czeka chwilę, a potem mówi:
– Jest na zewnątrz. Louis, to znaczy. Poprosiłam go, by poczekał na zewnątrz.
Serce Harry’ego się zaciska, kiedy słyszy słowa swojej matki. Zna ją na tyle dobrze, by wiedzieć, że obwinia Louisa. Obwinia go za to, co zrobił Harry i to głupie, bo Harry jest na tyle dojrzały, by wiedzieć, które decyzje należały (i wciąż należą) do niego.
Próbuje coś powiedzieć, bo właśnie do tego przywykł, ale kiedy z jego ust nie wydobywają się żadne słowa, naśladuje ruch pisania, prosząc swoją matkę o zeszyt. Kobieta szybko podaje mu kartkę i długopis, a Harry zaczyna pisać.
Spisuje wszystkie swoje uczucia. Pisze o tym, jak bardzo kocha Louisa od chwili, kiedy go poznał. Pisze o tym, że Louis jest tym jedynym. Pisze o tym, że Louis dał mu swoje wszystko, a on nie miał dla niego nic.
Kończy, a Anne czyta list w milczeniu. Spogląda na swojego syna, uśmiechając się czule, a potem wychodzi z pokoju bez żadnego wyjaśnienia.
Chwilę potem do pokoju wchodzi Louis. Jego zmęczone oczy rozjaśniają się, kiedy zauważa Harry’ego. Podbiega do swojego chłopaka, a ten rozkłada ramiona i przyciąga Louisa do najcieplejszego uścisku. Składa pocałunek na czole starszego chłopaka, kiedy ten zakopuje twarz w jego piersi, szepcąc słodkie słówka.
– Dzięki Bogu, Harry. Tak się bałem, że cię stracę. Jesteś tutaj, Harry, jesteś prawdziwy – łka Louis.
Harry spogląda na swojego chłopaka, jakby był aniołem zesłanym prosto z niebios, a potem łączy ich usta. Louis wzdycha w pocałunek i szybko owija ramiona wokół Harry’ego. Nie może powstrzymać się od płaczu nawet jeśli jest szczęśliwy.
– Chyba to ludzie nazywają „prawdziwą miłością”, co? – Głos Gemmy wypełnia pokój. Harry przerywa pocałunek i obraca się do drzwi, gdzie stoją jego matka i siostra. Uśmiechają się.
Kiwa do nich, obejmując Louisa mocno ramionami.
– To doktor, Harry – ogłasza Anne, a do pokoju wchodzi mężczyzna w średnim wieku. Louis szybko schodzi z łóżka i siada obok.
– Panie Styles, naprawdę mi przykro, ale mam złe wieści: stracił pan głos i prawdopodobnie nigdy nie będzie pan w stanie go odzyskać.
Louis jest obok, trzymając jego dłoń. Łzy płyną po jego policzkach, ale nic nie mówi, tylko patrzy poważnie na lekarza. Anne i Gemma wyglądają za to na kompletnie załamane.
Harry kiwa głową, bo nie wie, co innego mógłby zrobić. Może to dziwne, ale nie żałuje. Nie żałuje nawet wtedy, gdy fakt, że nie odezwie się już nigdy, uderza w jego umysł jak ciężki głaz. Nie żałuje, bo oddał swój głos po to, by Louis wiedział, co do niego czuje.
Harry ściska dłoń Louisa i obraca się do niego. Starszy chłopak ociera cieknący nos i pochyla się, by złożyć słodki pocałunek w kąciku jego ust. A potem obracają się do doktora.
– Wiem, co pan zrobił, Styles – mówi mężczyzna i nawet jeśli chce zabrzmieć groźnie, wydaje się być niesamowicie zadowolony z Harry’ego. – Pańska matka i ten chłopak mi o tym opowiedzieli – mówi, wskazując na Louisa. – Nie chcę wtykać nosa w nie swoje sprawy, ale musimy wiedzieć, co dokładnie się stało. Jest pan naprawdę odważny, Styles. Powinien być pan z siebie dumny.
Po nudnej rozmowie o wszystkich medycznych zagadnieniach, lekarz opuszcza pokój. Gemma siada na brzegu łóżka, a Anne zajmuje miejsce obok niej i zaczyna słabo łkać.
– Harry – jąka się. – Powinniśmy byli ci pomóc.
Harry potrząsa głową i obraca się do swojej siostry. Wygląda naprawdę smutno, jakby straciła coś, czego nie będzie mogła nigdy odzyskać. Harry posyła jej uśmiech, na który ona nie odpowiada, a potem układa dłoń na ramieniu ich matki.
– Jesteśmy z ciebie naprawdę dumni, Harry – oświadcza Anne. – Na początku… To znaczy, to jasne, jak bardzo kochasz Louisa. A ja chcę tylko, żebyś był szczęśliwy, więc jeśli jesteś szczęśliwy z nim…
– Anne – mamrocze Louis. Patrzy na Anne z wielkim szacunkiem, przyjmując te słowa niemal jak cud. Kobieta się do niego uśmiecha, a Harry szybko kiwa głową. Obraca się do swojego chłopaka, który ciągle płacze, i pochyla się, by pocałować go prosto w usta. Pozostają w tej pozycji przez chwilę – usta złączone, a dłonie splecione w uścisku.
Louis mówi z wielkim smutkiem. To sprawia, że Harry łapie go za ramiona, zmuszając, by zwinął się przy jego boku. Louis słucha i kryje swoją twarz w zagłębieniu szyi Harry’ego. Młodszy chłopak rozgląda się, szukając zeszytu, a Gemma to zauważa.
– Czego chcesz, Haz?
Harry wykonuje w powietrzu ruch pisania i wtedy jego siostra wstaje, szukając w swojej torbie zeszytu i długopisu. Kiedy podaje je Harry’emu, ten zapisuje:
Jesteś tego warty. Jesteś moim życiem i chciałem, żebyś wiedział.
Anne uśmiecha się i kiwa głową, a Gemma posyła Louisowi spojrzenie, które zawiera między nimi pokój.
– Louis, zaopiekuj się moim chłopcem, okej? – prosi Anne, a Louis przytakuje. – Nie winię cię. Na początku tak było, ale nie mogę winić cię teraz, kiedy widzę, jak szczęśliwy jest mój syn. Naprawdę się cieszę z tego, że Harry cię znalazł, kochanie.
– Dziękuję, Anne. – Głos Louisa brzmi jak cichutki szept.
– Nie trzeba – odpowiada i mruga do niego. – Pozwólmy zakochanej parce na chwilę samotności, Gems.
Kiedy Anne i Gemma wychodzą, Louis szybko wdrapuje się na Harry’ego i przyciska swoje małe ciało do swojego chłopaka. Harry go obejmuje i całuje bez końca – w usta, policzki, szyję, każdy dostępny fragment skóry.
– Nie musiałeś tego robić, Harry – szepce Louis. – Wiedziałem to.
Harry prosi o zeszyt, a Louis mu go podaje. Młodszy chłopak opiera go o jego kolana i pisze:
Jeszcze raz mówię, że jesteś tego warty, Lou. Nie chcę, żebyś czuł się winny, to chore. Rozumiem te dwa słowa, które do ciebie wypowiedziałem.
Louis nie wie, co powiedzieć, więc po prostu całuje Harry’ego mocno. Myśli, że to naprawdę niesprawiedliwe, że nie mogą być jeszcze bliżej siebie. Może byłoby w porządku, gdyby ich ciała stopiły się w jedno.
Harry przerywa pocałunek i znowu łapie za długopis. Louis przygląda mu się z ciekawością.
Jeszcze jedno, Lou: wyjedziesz za mnie?
Głupio jest myśleć, że Louis mógłby odpowiedzieć coś innego, niż tak.
***
Nie jest tak źle, myśli czterdziestoletni Harry Styles. Nie jest tak źle być niemym, ani trochę. Louis jest tym, który krzyczy na ich trójkę małych chłopców, Louis jest tym, który śpiewa pod prysznicem, ale to on jest tym, który sprawia, że Louis jęczy w nocy z przyjemności, to on jednym spojrzeniem umie uświadomić dzieciom, że popełniły błąd. Harry uczy się mówić innymi sposobami.
Czterdziestoletni Harry Styles myśli o tym, że jeśli mógłby przeżyć życie jeszcze raz, postąpiłby dokładnie tak samo. „Kocham cię” to naprawdę potężne wyznanie. Teraz Harry to rozumie. Nie żałuje.
Ani trochę.
Ponieważ od dnia, kiedy niemal oddał życie za wyznanie miłości Louisowi, nigdy nie czuł się pewniejszy żadnych słów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz