Kamera od razu została włączona, ukazując ciemnowłosego chłopaka, krzątającego się po pokoju, poszukującego dla siebie odpowiedniego miejsca. Zayn, bo to właśnie on okazał się kolejnym chętnym do spowiedzi, usiadł na niewielkim łóżku, przyciągając kolana pod swoją klatkę piersiową. Oparł na nich brodę, kołysząc się raz w przód, raz w tył. Westchnął znacząco, głośno przełykając ślinę. Zdawał się być straszliwie rozbity, zupełnie, jak nie on.
Jestem beznadziejny w opowiadaniu jakichkolwiek historii, co zresztą pewnie zdążyliście zauważyć. Nigdy nie byłem wylewny na wywiadach, odpowiadałem tylko, gdy zostałem o cos zapytany. Nigdy się nie wychylałem, nie lubiłem i nadal nie lubię być w centrum zainteresowania, więc wybaczcie, jeśli to nagranie nie spełni waszych oczekiwań. – wyrzucił z siebie, nawet nie spoglądając w kamerę. – Zresztą, do kogo ja to mówię, pewnie i tak nigdy świat się o tym nie dowie. Pieprzyć wszystko, pomimo tego, nie zamierzam was dłużej oszukiwać. Jestem tutaj, siedzę w tym przeklętym pokoju i mówię do siebie jak skończony idiota, ale muszę opowiedzieć wam historię mojego życia. – westchnął po raz kolejny, ocierając wierzchem dłoni łzy, spływające po jego policzkach. – Mam wiele do zarzucenia wszystkim chłopakom, ale nie wiem, czy chcę o tym mówić, czy chcę roztrząsać nasze problemy. Pewnie któryś z nich to zrobi, ja dam sobie spokój. Przynajmniej na razie, dopóki nie najdzie mnie ochota na ponarzekanie na tego, czy tamtego. – szepnął i odkaszlnął, gdy jego głos stał się stłumiony i niepewny, łamiący się na każdym słowie, które wypowiadał. – Liam James Payne, bo o niego w tym wszystkim chodzi. Poznaliśmy się w X-Factor i, dobrze… Nie poznaliśmy się w programie, znaliśmy się już wcześniej. Brawo, Niall, jesteś taki spostrzegawczy, od razu nas wyczułeś, jednak to wszystko nie jest takie proste, jak Ci się wydaje, mój drogi Irlandczyku. – zaśmiał się. – Zakochałem się, pierwszy raz w życiu mogę powiedzieć, że wiem, czym tak naprawdę jest miłość i wiem, do jasnej cholery, jak ona boli i rani. Każdego, przeklętego dnia modlę się, by moje męki wreszcie się skończyły. Pewnie zastanawiacie się, skąd wzięła się Perrie? Dobrze, zacznę od tego. – powiedział na wydechu, energicznie wciągając powietrze do swoich młodych płuc. Sięgnął na półkę, wyjmując z opakowania jednego papierosa, które sprawnie podpalił. Nikotynowy dym uderzył do jego nozdrzy, a on zdawał się poczuć ulgę, zaciągając się nim. – Simon, witam Cię serdecznie na mojej kasecie, możesz czuć się wyjątkowo, będąc tutaj, bo wyjątkowo schrzaniłeś moje życie, podsyłając mi dziewczynę, wobec której nie przejawiam żadnych uczuć. Kim jest Perrie? Nie mam pojęcia, znam tylko jej imię i nazwisko. – roześmiał się, łapiąc się za brzuch. – Oh, zapomniałbym, to moja narzeczona. A tutaj… - sięgnął do swojej własnej kieszeni, wyjmując z niej maleńkie, czerwone pudełeczko. Uchylił wieczko, by pokazać do kamery dwie, lśniące obrączki ze szczerego złota. – Mam pieprzone obrączki na nasz pieprzony ślub, który już jest organizowany. Mam nadzieję, że do tego czasu sam ze sobą skończę. Ups, zabrzmiało prawie, jakbym wyznał, że planuję samobójstwo. Nie odbierajcie tego źle, nie myślę o tym. Cóż, ja tylko kupiłem pistolet. Kurwa… - przeklął, otrzepując nadpalonego papierosa nad popielniczką. – Stałem się nagle dziwnie wylewny, wybaczcie. Nie zamierzam się zabić, jeszcze. Cóż, Zayn Malik zawsze był tajemniczy, prawda? Potraktujcie to, co właśnie powiedziałem, jako nasz mały sekret, dobrze? – nie oczekiwał odpowiedzi, jednak uniósł znacząco prawą brew, jakby chciał skłonić wszystkich do myślenia. – Simon Cowell połączył nas w zespół, dał nam szansę zaistnieć, jednak nie przewidział, że wszyscy się znienawidzimy. Tak, Li, to tyczy się także Ciebie. Między nami układało się cudownie, naprawdę. Może ty już o tym zapomniałeś, jednak ja nadal pamiętam… - podszedł w stronę kamery, pokazując do niej kilka ich wspólnych zdjęć. – Oh, czyżbyś tutaj mnie obejmował? A tutaj trzymał za rękę? Patrzy, Liam, tutaj się całujemy. – ze złością odrzucił fotografie za siebie, siadając na ciemnych panelach. – Szlag by to wszystko trafił! – krzyknął, dogaszając papierosa na swojej własnej ręce. Syknął z bólu, wyrzucając niedopałek. – Tak, znaliśmy się dwa lata przed tym, zanim po raz kolejny poszliśmy na casting. To ja trzymałem za niego kciuki, gdy pierwszy raz stawał na scenie. Siedziałem na widowni i dosłownie ściskałem swoje palce, wierząc, że przejdzie dalej i… Cóż, gdybym tylko wiedział, że rok później powiedzie się nam obu, nigdy nie pozwoliłbym mamie wsadzić mnie tego dnia do samochodu i zawieźć do Londynu na przesłuchanie. Ten cholerny program, decyzja Cowella, to wszystko sprawiło, że nasz związek przestał istnieć. Nie mówię, że jestem bez winy… Dobrze, zacznę od siebie. – westchnął, strzelając palcami. – Często byłem arogancki i zachowywałem się jak rozkapryszona, zakochana w sobie księżniczka, jednak wszystko, co robiłem, robiłem dla Ciebie lub po to, byś zwrócił na mnie swoją uwagę. Mówiliśmy o tobie „tatuś” i liczyliśmy, że weźmiesz za nas odpowiedzialność, jednak ty… Oh, sława Cię zaślepiła, prawda? – znów padło pytanie retoryczne. – Miałeś nas wszystkich głęboko w dupie. Przepraszam, nie powinienem mówić w ten sposób, jednak puszczają mi nerwy. Wracając… Wierzyłem w Ciebie, Liam. Wierzyłem w nas i w naszą obietnicę, pamiętasz? Pewnie już nie. – podciągnął do góry koszulkę, pokazując tatuaż, którego nikt wcześniej nie widział. Maleńkie, ledwo dostrzegalne serduszko. – Na zawsze razem. – przejechał palcem po czarnym atramencie. – Gdzie jesteś, gdy Cię potrzebuje? Gdzie jesteś, gdy wszyscy się rozpadamy? Nie wiem, czy wspominałem, że One Direction to jedno, wielkie kłamstwo. Jeśli nie, robię to teraz. Nienawidzimy się, walczymy o to, by wygryźć konkurencję. Nie, ja już nie walczę, może dlatego wydaje się wszystkim taki wycofany, cichy i spokojny. Kumuluję w sobie liczne emocje, wiecie? Ale to nie jest jedyny powód, dla którego jestem taki, a nie inny. Trzymam się na uboczu, bo tego po prostu chcę. Ten zespół nie ma dla mnie żadnego znaczenia, ponieważ przez niego straciłem wszystko. Straciłem miłość, która każdego dnia bije się o pieniądze. Liam i Harry, Harry i Liam, musielibyście widzieć, jak na siebie patrzą, jak na każdym kroku chcą wbić sobie nóż w plecy. Przepraszam na moment… - obrócił się na chwilę w przeciwną stronę, znacząco pociągając nosem. Wstał i podszedł do szuflady, wyjmując z niej paczkę chusteczek, po czym wrócił na swoje poprzednie miejsce. – Malik płacze, dziwne, prawda? Taki twardziel. Uwierzcie, Louis też będzie ronił łzy, a po nim już na pewno się tego nie spodziewaliście. Jesteśmy inni, niż przedstawiają nas media. Chcę wrócić do Payne’a, musicie mnie zrozumieć… Nie wiem, na czym skończyłem, więc przejdę dalej. Cierpię, uwierzcie i boli mnie tutaj. – kładzie obie dłonie na swoim sercu. – Dlaczego on już o mnie nie pamięta? Dlaczego pogodził się tak łatwo z decyzją menagerów, którzy przysłali mi fikcyjną dziewczynę, by zatuszować nas związek? W zasadzie, Perrie jest już niepotrzebna, bo nas już od dawna nie ma. Ziam. – zaśmiał się cicho. – Chyba umarł. I ja chyba także umieram, nie mogąc wrócić do dawnych czasów, do czasów sprzed programu, gdy oboje byliśmy wolni i oboje kochaliśmy się na zabój. To śmieszne i teraz mnie to bawi, ale kiedyś byłem święcie przekonany, że gdyby tylko zaszła taka potrzeba, oddałbym za niego swoje życie. Moje serce biło tylko dla niego i tylko on liczył się w moim życiu. Był moim wsparciem, gdy byłem daleko od rodziny, gdy tęskniłem za domem i dawnymi znajomymi, którzy odwrócili się ode mnie, sugerując mi, że sława mnie zmieniła. Nie, nadal jestem tym samym Zaynem, z którym grali w gry komputerowe, tylko oni nie chcą tego dostrzec. – ponownie pociągnął nosem, ocierając białą chusteczką policzki, po których swobodnie płynęły łzy. – Chociaż w sumie, media często robiły ze mnie szmatę, narkomana i alkoholika, tatuującego się przy każdej, możliwej okazji. I, cóż, moi dawni przyjaciele chyba w to uwierzyli. Godziłem się z tym, dopóki miałem Liama, a teraz przecież go nie mam. Chcecie wiedzieć, co najbardziej mam mu za złe? – kolejne pytanie bez odpowiedzi ze strony innych. – To, że się zmienił. Myślałem, że mogę mu ufać, że mogę powierzać mu swoje sekrety. Jednak nie, ponieważ on ze wszystkim biegł do naszych menagerów. Zresztą, Harry nie był lepszy, także robił wszystko, by nas wyrolować i prawie mu się udało. Zniszczył Nialla, na każdym kroku powtarzając mu, że jest beznadziejny. Zniszczył Louisa, bawiąc się jego uczuciami, chociaż wiedział od samego początku, że go nie chce. Nie rozumiem go, ma dopiero dziewiętnaście lat, a jest tak bardzo wyrafinowany w swoich poczynaniach. Mam wrażenie, że ma plan, jak doprowadzić One Direction do upadku, jednak, jeśli mam być całkowicie szczery, nie dbam o to. Gdy tylko skończy się kontrakt, odchodzę. Nie zamierzam brnąć w czymś takim, czując się jak ptak, zamknięty w złotej klatce. – westchnął głęboko, odpalając kolejnego papierosa. – Czy powinienem wrócić do Perrie? Pewnie tak, ale tego nie zrobię. Niech ta historia nie ma zakończenia. Ani szczęśliwego, ani tragicznego. Ciiii, uznajmy, że niczego na jej temat nie mówiłem. – przyłożył palec do ust, spoglądając swoimi ciemnymi oczyma wprost w kamerę. – Powinienem teraz wszystkim coś pozarzucać, jednak nie wiem, czy to ma jakikolwiek sens. Harry jest, jaki jest i chcę wierzyć, że po prostu się zagubił. Niall ma problemy, wiem o tym, jednak jeśli on uważa mnie za kogoś, kto nie jest godny, by je poznać… Wyciągałem do niego pomocną dłoń, odtrącił mnie. A Louis, cóż, jest po prostu Louisem, którego nikt nie rozumiał i pewnie nigdy nie zrozumie. Wulkan energii i masa uśmiechu, choć ja wiem, że udaje. Trzymaj się, Tommo, duchowo siedzimy w tym samym gównie. Wybaczcie, znów zachowałem się niestosownie. – pokiwał głową ze zrezygnowania. – Żałuję, wiecie? Żałuję, że do tego wszystkiego doszło. Chciałem mieć przyjaciół w tej czwórce, chciałem cieszyć się muzyką, koncertami, jednak teraz nastały takie czasy, w których liczą się tylko pieniądze. Miłość też można za nie kupić, uwierzcie, wiem, o czym mówię. I nie, nie myślcie, że Zayn Malik pieprzy wszystko, co się rusza. Miałem na myśli swój związek z dziewczyną, z góry opłacony przez naszych menagerów. Widziałem nasz ślubny pałac i bilet na Malediwy, gdzie mamy spędzić razem trochę czasu. Nie mam nic przeciwko, wydaje się być miłą, młodą kobietą. Problem tkwi jednak w tym, że w ogóle jej nie znam i nie jest osobą, z którą naprawdę chciałbym spędzić całe życie. Być może jeszcze kiedyś znajdę dla siebie kogoś odpowiedniego. Kiedyś, gdy moje życie przysłoni cień sławy, zasłonią się kurtyny, a my w końcu przestaniemy udawać. – odchrząknął znacząco, zaciągając się nikotynowym dymem. – W zasadzie nie wiem, czy mam coś więcej do powiedzenia. Zrobię mały rekonesans tego, co wam wyznałem. Znacie już moje uczucia, wiecie, co dzieje się w moim sercu i dlaczego jestem taki tajemniczy, skryty. Pewnie zawsze uważaliście mnie za nadętego dupka. Nie martwcie się, moi zespołowi koledzy też mają mnie za kogoś takiego, zwłaszcza Harry, dla którego liczy się tylko jego własny tyłek. Wybacz, Styles, to może trochę zaboleć. Liam, Niall, Louis, mogę tylko liczyć, że osiągną w życiu to, czego pragną. Mam szczerą nadzieję, że Irlandczyk będzie mógł stworzyć wreszcie prawdziwą rodzinę, oh tak, przyjacielu, ja także o tym wiem. Nie wyparłbyś się Theo, słodki dzieciak. Trzymam kciuki za Louisa, by wreszcie przestał krzywdzić samego siebie. Tak, Tommo, nie ukryjesz tych blizn, choćbyś miał wytatuować sobie całe ciało. Mam oczy szeroko otwarte, niejednokrotnie słyszę twoje ciche przekleństwa, gdy siedzisz na podłodze w łazience, podcinając sobie żyły. Ah, nie ucieszy Cię to, ale mam tutaj twoje tabletki. – sięgnął do szafki, wyjmując z niej kilka opakowań leków nasennych. – Nie zrobisz tego, masz walczyć. Styles nie zasługuje na to, byś przez niego odbierał sobie życie, możesz jeszcze tak wiele osiągnąć. Może o tym nie wiesz, ale pilnuję Cię przez cały czas, bo… Cóż, nie jestem cholernym egoistą i zarozumialcem i, pomimo tego, że nie darzymy się wszyscy sympatią, jestem z wami w zespole i czuję, że moim obowiązkiem jest dbanie o was. Może nie bezpośrednio i wprost, ale robię to, uwierzcie. Kiedyś otworzycie oczy i to dostrzeżecie, a ja podziękuję samemu sobie, że wyjrzałem poza czubek własnego nosa. Jeszcze tylko dwie osoby. Harry, pójdziesz na pierwszy ogień i, mam szczerą nadzieję, cholerny dzieciaku, że w końcu oprzytomniejesz. Rozumiem, że świetnie się bawisz, że życie na scenie to coś, co zdecydowanie Ci odpowiada i sprawia niesłychaną przyjemność, a proszę Cię, nie żyj kosztem innych, nie niszcz swoich znajomych, chociaż nie wiem, za kogo nas uważasz, nie poniżaj i nie rań. Oszczędź zwłaszcza Louisa, on naprawdę Cię kocha, ślepy dupku. Proszę, masz dopiero dziewiętnaście lat, masz czas, by wszystko naprawić. – odetchnął, jakby z ulgą. - Liam, Ciebie zostawiłem na sam koniec. – nabrał powietrza w płuca, potrząsając znacząco głową. – Pomimo tego, że bardzo mnie zraniłeś, ja nie potrafię o tobie zapomnieć i nie sądzę, by kiedykolwiek mi się to udało. Jeśli kiedyś, gdzieś byś to zobaczył i jeszcze nie będzie za późno… Czekam na Ciebie i będę czekał tak długo, jak długo będzie biło moje serce. – Zayn podszedł do kamery i uśmiechnął się delikatnie. – Wypada mi powiedzieć jeszcze jedno. Uważajcie na siebie, dbajcie o swoich przyjaciół i zastanówcie się kilka razy nad uczuciami innych. Człowieka bardzo łatwo zniszczyć i zarazem bardzo trudno odbudować. – położył palec na wyłączniku kamery. – Moja historia dobiegła końca. Zatem, żegnajcie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz