sobota, 15 lutego 2014

Liam budzi się przez swój budzik i od razu wywraca oczami. Nigdy nie był kimś, kto narzeka na wczesne pobudki, ale wydarzenia z zeszłego tygodnia, zdecydowanie mu ciążą. Siada i jęczy, kiedy jego ciało przyzwyczaja się do nowej pozycji.

Drzwi szafy delikatnie się uchylają, co wystrasza Liama. Nie był pewien czego oczekiwać, ale miał nadzieję, że Zayna nie będzie w jego pokoju dzisiejszego poranka.

Zayn wychyla głowę, a jego twarz zdobi grymas.

- Hej, widziałem, że nie chciałeś mnie wpuścić do środka zeszłej nocy. – zarzuca mu, a Liam krzywi się, ale nie ma energii na nic więcej.

Zayn, najwyraźniej czekając na odpowiedź, prycha. – To wredne.

Liam jęczy i wstaje z łóżka, żeby się przygotować.

Nie żegna się z Zaynem, zanim wychodzi.

☯ You Holy Fool ☯

To jeden z tych poranków. W szkole, jedyną rzeczą, którą chce zrobić to spotkać Louisa, ale kiedy wyjmuje odpowiednie książki z szafki przed pierwszym dzwonkiem, Louis stoi w kącie z jakimś chłopakiem. Louis jest dość blisko tego dzieciaka i uśmiecha się do niego psotnie.

Liam jest pewien, że widział go z tym chłopakiem raz, czy dwa, ale nie może dopasować żadnego imienia do jego twarzy. Tak czy inaczej, grymasząc z niezadowolenia, idzie na swoją pierwszą lekcję.

Louis spóźnia się na lekcję homeroomu, jakoś z dwadzieścia minut, więc Liam jest trochę naburmuszony, kiedy Louis w końcu przychodzi.

- Gdzie byłeś? – pyta Liam, próbując zachować spokój, choć to nie łatwe. Louis wygląda na zaskoczonego, kiedy słyszy ponury ton głosu Liama.

- Spokojnie, mamo. – chichocze Louis. – Byłem… niedaleko.

Liam jest kompletnie niezadowolony z tej odpowiedzi, więc unosi wyczekująco brew, ale nie naciska dłużej, kiedy Louis po prostu wzrusza ramionami.

- Więc, jak leci? – pyta Louis, siadając na odpowiednim miejscu ze skupioną miną. Kładzie rękę na plecach Liama i zaczyna nią wykonywać pocieszające, okrężne ruchy, przez co zbija Liama z tropu.

- Jest… - Liam ma zamiar powiedzieć, że wszystko w porządku, ale wie, że Louis i tak przejrzy jego kłamstwo. – Jestem bardzo zmęczony, Lou. Jestem wyczerpany.

Louis pochyla się i kładzie głowę na ramieniu Liama. – To te całe cholerne sprzątanie, stary.

- Louis – nauczycielka karci go ostro za jego niewyparzony język. Louis po prostu ją ignoruje.

- Czy coś jeszcze jest nie tak? – pyta Louis, ale Liam szybko kręci głową.

- Nie, jestem po prostu strasznie zmęczony. – zapewnia i ociera swój policzek o czubek głowy Louisa. – Może mogę przespać resztę tej lekcji.

- Nie krępuj się. Będę tuż obok. – obiecuje Louis. Chociaż dobrze to brzmi, Liam nie może się zdobyć na zamknięcie oczu, zanim dzwoni dzwonek.

☯ You Holy Fool ☯

Liam wraca do domu, czując się jak zombie. Jego ojca nadal nie ma i cały dom jest pogrążony w ciszy, ale kiedy wchodzi przez drzwi tarasowe, słyszy skomlenie Bustera.

Rzuca swój plecak i idzie powoli po schodach w kierunku odgłosów. Pies nie brzmi jakby był zraniony, tylko wystraszony i to trochę przeraża Liama, kiedy podchodzi bliżej.

Drzwi do jego sypialni są uchylone, więc Liam otwiera je szeroko i to co widzi, uderza go niczym betonowa ściana.

Jeśli sądził, że jego pokój był katastrofą wczoraj po kościele, to było nic w porównaniu do obecnego stanu. To wygląda, jakby ktoś przetrząsnął jego pokój i wyszedł. Ale winowajca leży na dywanie na poszarpanej pościeli z jego łóżka, wygrzewając się w południowym słońcu.

Liam czuje, że jego dolna warga drży, kiedy Zayn unosi się na łokciach. Wygląda jak szczeniaczek, który wie co zrobił źle, a Liam nie wie co ma powiedzieć.

Kartki z książek są powyrywane, postrzępione w małe kawałeczki i porozrzucane, a komoda jest opróżniona. Uprzednio poskładane ubrania są rozrzucone, jak gdyby Zayn po prostu wziął je i wyrzucił.

Jego biurko jest zniszczone, małe zszywki są rozsypane na blacie i powbijane w drewniane nogi. Szkocka i ochraniająca taśma są przyklejone do farby na ścianach i to wszystko, zebrane razem, sprawia, że oczy Liama zachodzą łzami.

Zazwyczaj, byłby zły, ale tego już tu nie ma. Jest zmęczony, więc podchodzi i upada na swoje niepościelone łóżko.

- Tobie również cześć. – narzeka Zayn sarkastycznie i to Liamowi wystarcza. Unosi głowę z materaca, po czym wstaje, a łzy ściekają mu po twarzy. Sięga i chwyta Zayna za kołnierz jego bluzy. Liam podnosi go z łatwością, a Zayn jest w czystym szoku, kiedy Liam popycha go na ścianę.

- Mam cię dość! – Liam krzyczy Zaynowi w twarz i ściska jego bluzę tak mocno, że jego knykcie są całkowicie białe. – Myślałem, że dam radę, ale nie daję i nie będę się z tobą więcej użerał. Byłeś niczym więcej niż problemem od kiedy cię spotkałem i nie chcę już tego więcej. Nie chcę.

Zayn bierze szybki oddech, a jego twarz łagodnieje, a Liamowi zabiera sekundę na zorientowanie się w jakiej kompromitującej pozycji się znajdują.

Dolna część jego ciała przyciska Zayna do ściany, ramię ma przytknięte do gardła Zayna, a ich usta są wystarczająco blisko, że Liam czuje jak jego oddech uderza twarz Zayna.

- Zamierzasz mnie pocałować, Liam? – szepcze Zayn, przymykając lekko oczy. – Czy muszę sam to zrobić?

Liam nie dostaje szansy na odpowiedź, zanim Zayn staje na palcach i złącza ze sobą ich usta.

Pocałunek nie jest jakoś wybujały, ale Liam czuje znajome mrowienie na swoich ustach i na swoim ramieniu, którym dotyka skóry Zayna, i to go uspokaja.

Przez chwilę, nieważne jak krótką, Liam pozwala sobie się tym rozkoszować. Zamyka oczy i rozluźnia się. Wtedy Zayn przysuwa się jeszcze bliżej, pogłębiając pocałunek tylko odrobinę, zanim Liam odsuwa się, a ciało Zayna zostaje bezwładne pod ścianą.

Liam patrzy się na niego z rozwartymi ustami, nie będąc pewien, co powiedzieć ani myśleć, a Zayn posyła mu leniwy uśmiech.

- Fajnie, no nie? – pyta, a Liam marszczy brwi, nie słysząc żadnych słów. Liamowi odbiera mowę po raz drugi tego dnia, więc zamiast próbować coś powiedzieć, ze łzami w oczach zaczyna sprzątać bałagan.

☯ You Holy Fool ☯

Mijają dwie godziny, zanim cały pokój jest posprzątany i kolejne pół godziny, zanim Buster całkowicie się uspokaja i nawet wtedy, pies nie zbliża się do Zayna.

- W porządku. – mówi Liam, odzywając się po raz pierwszy od ich wspólnego incydentu. – Zawrzyjmy umowę.

Zayn siada na brzegu łóżka i unosi wyczekująco brew.

- W moim życiu jest to coś zwane szkołą. Muszę tam chodzić każdego dnia tygodnia z wyjątkiem soboty i niedzieli. Zaczyna się o ósmej rano i trwa do trzeciej po południu. Daję ci jeszcze jedną szansę, Zayn. Jedną. Jeśli nie potrafisz się w tym czasie zachować, to będzie koniec. Nie kłamię.

Zayn grymasi. – A co mam robić?

- Jest w porządku, bo kiedy sprzątałem, wpadłem na pomysł. – ogłasza Liam z dumnym uśmiechem. Podchodzi do swojego świeżo posprzątanego biurka, po czym wyjmuje zeszyt i ołówek. Otwiera go na pierwszej stronie i kładzie Zaynowi na kolanach.

- Kiedy mnie tu nie będzie, zostawię cię z tym i każdego ranka przed szkołą, powiem ci jedną rzecz, którą chcę, żebyś dla mnie narysował. Musi być zrobione wystarczająco dobrze, żeby mnie zadowolić, w innym wypadku wyrwę to i każę ci zacząć od początku. Twoją nagrodą jest szklanka soku na koniec każdego dnia, jeśli skończysz rysunek.

Zayn wygląda na kompletnie niezadowolonego z tego pomysłu. – Przekupujesz mnie sokiem?

- Tak. – przytakuje Liam i uśmiecha się – Tak, przekupuję.

- Dlaczego nie mogę dostać soku teraz? – narzeka Zayn, krzyżując ramiona na piersi.

- Bo tak, Zayn! Nie zasłużyłeś na sok. Sok jest rzeczą, na którą musisz zasłużyć! – wyjaśnia Liam, triumfując.

- Nie podoba mi się ten pomysł.

- Trudno. Jestem wyczerpany i nie mam zamiaru wracać do domu, żeby zastać katastrofę w moim pokoju.

Zayn wygląda jakby zrozumiał, bo porzuca temat, kładąc zeszyt na łóżku i siada obok niego leniwie.

- Teraz zjem jabłko, a później pójdę spać. – mówi Liam, a Zayn idzie za nim do kuchni, patrzy jak Liam je, po czym podąża za nim z powrotem na piętro, gdzie siada na brzegu łóżka i obserwuje jak Liam myje zęby w pomieszczeniu naprzeciwko.

Liam nie pamięta nic po tym, jak jego głowa opada na poduszkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz