Liam nie odzywa się do swojego ojca, kiedy wraca do domu, przytakuje tylko, kiedy zapytał jak poszło. Stara się wyrzucić wszystko ze swojej głowy, łatwiej jest udawać, że nic się nie wydarzyło, niż stawić temu czoła, więc tak robi.
Jednak to nie jest takie łatwe. Orientuje się, że jest już na krawędzi wytrzymania, kiedy jego ojciec puka do drzwi jego sypialni, co sprawia, że cały się trzęsie i koduje sobie w umyśle, że musi przestać zachowywać się jak ktoś posądzony o morderstwo.
- Wejdź. – pozwala, a to jak trzęsie się jego głos ukazuje jak zdenerwowany jest. Jego ojciec nie czeka, aż Liam wyrazi zgodę na jego wejście, to było wyczekiwane i jeśli jest w stanie dosłyszeć niespodziewanie podwyższony głos Liama, to tego nie ukazuje.
- Obiad czeka na dole. – informuje jego ojciec, kiedy drzwi się otwierają. Nie wszedł do pokoju Liama, ale znowu, Liam nie może sobie przypomnieć, kiedy ostatnio to zrobił. Liam natychmiastowo unosi brew i na sekundę może zapomnieć o całym przebiegu dnia.
- Gotowałeś? – pyta podejrzliwie, a jego ojciec kręci głową.
- Nie, zamówiłem pizzę. – odpowiada prosto, posyłając żartobliwy uśmiech.
Liam mentalnie wzdycha z ulgą, wiedząc, że jeśli jego ojciec naprawdę gotował, oczekiwałby co najmniej udawanej wdzięczności za posiłek. W ten sposób bardzo łatwo jest powiedzieć:
- Nie jestem głodny, ale dziękuję.
I to było szczere, nie sądził, że byłby w stanie wziąć do ust cokolwiek w tym momencie, podczas gdy krew w jego żyłach nadal była zimna, a jego ramiona pokrywała gęsia skórka.
Jego ojciec marszczy brwi.
- Jesteś pewny?
- Tak, nie czuję się najlepiej. – wyznaje Liam, unikając kontaktu wzrokowego z ojcem, kiedy wraca do momentu, który sprawia, że w jego brzuchu coś wściekle burczy.
- W porządku, w takim razie będzie w lodówce, jeśli zmienisz zdanie. – jego ojciec cicho zamyka za sobą drzwi, a Liam pozwala swojej głowie opaść na dłoń, w geście wyczerpania.
Kiedy wszystkie światła gasną, a Liam nie ma siły robić kolejnej pracy domowej z matematyki, zapada w najbardziej niekomfortowy sen w swoim życiu.
______
Jego wtorkowy poranek jest przepełniony pierwszymi razami.
Po raz pierwszy w swoim życiu, przesypia swój budzik. W końcu budzi się o 7:30, a budzik nadal piszczy niczym szalony ptak i prawdopodobnie spałby dalej, gdyby nie jego jamnik, wspinający się na jego łóżko i skomlący w agonii, wywołanej donośnymi odgłosami.
Liam słyszy jego ojca, wchodzącego po schodach, a każdy głośny, skrzypiący krok, sprawia, że brzuch Liama zwija się w kłębek. Sięga i delikatnie wyłącza budzik, czując się jak talerz z tygodniowym jedzeniem na wynos, które jest wpychane na koniec lodówki.
- Liam? – woła jego ojciec i niespodziewanie wsuwa głowę przez futrynę. – Dobrze się czujesz? Wszystko w porządku?
Liam wypuszcza długi, zmęczony oddech i kręci głową.
- Naprawdę, naprawdę nie czuję się za dobrze. – mówi, mimo że większość zdania została wypowiedziana na słabym wydechu.
Drugim pierwszym razem tego dnia, jest zostanie w domu, choć tak naprawdę nie był chory.
Zamyka oczy i przekręca się na łóżku, tak, że leży na plecach, przyciąga psa bliżej do siebie i korzysta z kilku godzin dodatkowego odpoczynku.
_____
Kiedy nareszcie się budzi w okolicach południa, pół przytomnie wstaje z łóżka i przeciąga się dokładnie, aż jego ciało przyjemnie boli.
Buster spogląda na niego z kocowego gniazda, które zrobił i ziewa długo, jego różowy język wystaje z mordki, kiedy patrzy na Liama wyczekująco. Liam klepie zwierzaka po głowie, zanim schodzi na dół po schodach.
Uszczęśliwia go fakt, że jego ojciec poszedł już do pracy i, po tym jak zaspał, czuje się o wiele lepiej niż wtedy, kiedy dzwonił jego budzik. Prawie w ogóle nie myśli o wczorajszym dniu, gdy smaży sobie jajka i napełnia miskę Bustera.
Włącza telewizor n wysepce kuchennej i przewija bezmyślnie kanały, zanim zatrzymuje się na America’s Next Top Model i bez wyraźnego celu zastanawia się, dlaczego emitują to w Wielkiej Brytanii. Wzrusza ramionami i przebiega palcami przez bałagan poplątanych w trakcie snu loków, i miesza łopatką gotujące się jajka.
Buster leniwie zmierza na parter, krok po kroku, i siada na dole schodów na chwilę, wywołując chichot u Liama. Jego ciałko wygląda nieproporcjonalnie, kiedy siedzi, a jego mały kręgosłup sterczy pod jego rudawą sierścią. Liam gwiżdże krótko pod nosem, a szczeniak drepta do stóp Liama, po czym zostaje nakarmiony małą częścią świeżo ugotowanego jajka, jako wynagrodzenie za nic szczególnego.
Liam je swoje śniadanie/lunch w o wiele lepszym humorze niż miał poprzednio, a niespodziewanie jest już piąta godzina i chłopak zmywa naczynie ze śniadania i nalewa wody do garnka, żeby rozpocząć gotowanie obiadu, kiedy słyszy przekręcanie klucza w zamku drzwi frontowych.
Nie śpieszy się z oblewaniem makaronu pod bieżącą wodą i zaprzestaje, żeby przywitać się z ojcem, ale napotyka tylko zawiedzione spojrzenie na jego twarzy.
- Liam – zaczyna ojciec Payne, a Buster znika w swoim psim łóżku przy drzwiach na taras po lewej stronie Liama, gdzie wcześniej rozkoszował się wpadającym światłem słonecznym. Nawet pies potrafi rozpoznać poważny ton głosu. – Wstąpiłem do kościoła w drodze powrotnej do domu.
Oddech Liama więźnie mu w gardle, które kurczy się na samo wyobrażenie. Powtarza w swojej głowie bez przerwy tę samą myśl „O nie, Zayn. O dobry Boże, Zayn.” , kiedy tylko kiwa głową w zrozumieniu, nie będąc w stale zrobić nic więcej. Nie ma mowy, że potrafiłby okłamać ojca o Zaynie, jeśli zostałby zapytany, bo nigdy wcześniej go nie okłamał, nie licząc razu, gdy wrzucił piłkę do jamy, kiedy miał osiem lat i skłamał, żeby uniknąć kary.
- Zawiodłem się na tobie. – zawstydza go ojciec, zmuszając go do opuszczenia głowy, aby umknąć słowom. – Poprosiłem cię o posprzątanie mojego biura, a zamiast tego, znajduję dokumenty porozrzucane po prezbiterium, które są mokre od wody święconej, którą rozlałeś na to wszystko, a nade wszystko, zbiłeś naczynie, które dała mi moja matka, gdy przyjąłem święcenia.
Liam czuje ulgę, niezwłocznie zastąpioną przez obrzydzenie. Nie powinien czuć ulgi. Powinien być tak samo zawiedziony sobą, jak jego ojciec, ale nie może zapomnieć, że skrzydlata istota nie została wspomniana, co oznacza, że Zayn skorzystał z rady Liama i znalazł nowe schronienie. Jeśli Liam będzie szczęściarzem, da radę uciec tej sytuacji z niczym poza wstydem.
- Jako karę, zrobiłem listę rzeczy, które muszą być zrobione w kościele. Wszystkie z nich to dokładne sprzątanie, a każdego wieczora, zaczynając od jutra, będziesz wracał ze szkoły i od razu kierował się do kościoła. Będziesz tam zostawał i sprzątał, dopóki wszystkie zadania nie zostaną zrobione, a wtedy będziesz modlił się tak długo, jak będzie trzeba, żeby dotarło do twojej głowy, że nie możesz robić takich rzeczy. – mówi jego ojciec, a jego głos jest równie surowy, jak jego zmarszczone czoło. – Nie możesz wychodzić i straciłeś swoje przywileje związane z muzyką i telefonem.
Liam przytakuje, akceptując swoją karę z tak wielką gracją, na jaką może się zdobyć. Po tym, jak jego ojciec przechodzi do salonu, Liam kontynuuje robienie obiadu w ciszy.
_______________
Liam rysuje w swoim zeszycie w szkole następnego dnia podczas okienka w homeroomie*, rysuje pozawijane linie w szczegółowe wzory na całej powierzchni swojego zniszczonego, czarnego zeszytu, gdy ktoś wyrywa go z transu poprzez stuknięcie w ramię.
Para niebieskich, złośliwych oczu patrzy wprost na niego. Nie są psotne tylko w tej sytuacji, to przez charakter – były takie zawsze, od kiedy Liam zaczął uczęszczać do szkoły publicznej.
- Liam, słyszałeś cokolwiek? – docieka, a Liam marszczy oczy.
- Co Louis? – pyta, nie chcąc urazić swojego najlepszego przyjaciela, choć nie przyswoił nawet jednego słowa, wypowiedzianego piskliwym głosem Louisa przez ostatnie pięć minut. Entuzjazm Louisa trochę spada, gdy uświadamia sobie, że będzie musiał tłumaczyć wszystko jeszcze raz.
- Powiedziałem, że chcę coś zrobić dzisiejszego wieczoru, powinniśmy zobaczyć jakiś film, Li. – Louis patrzy na niego wyczekująco, wiedząc, że Liam się zgodzi i zazwyczaj by to zrobił.
Nie jest dużo rzeczy, których nie lubi tak bardzo jak zawodzenia ludzi, a Louis to jego jedyny prawdziwy przyjaciel. Pamięta przenoszenie się ze szkoły katolickiej. Wszyscy mówili o szkole publicznej, że była znana na całym świecie ze swojej niesławy, ale Liam nie widział w tym nic złego. Jasne, że nigdy nie widział miziającej się na korytarzu pary w szkole św. Piotra, ale to mu nie przeszkadzało, to po prostu nie było w jego stylu. Zgaduje, że gdyby ojciec Payne zobaczyłby coś takiego, czułby się zobowiązany do powstrzymania tak niegodnego zachowania, ale Liam nie jest swoim ojcem.
Chociaż wszyscy inni licealiści unikali cichego, katolickiego dzieciaka jak zarazy, gdy tylko dowiedzieli się, że jest synem pastora, ale Louis był tutaj, podążając za nim jak szczeniaczek, szturchając i wypytując Liama, jak gdyby to wyszło z mody.
Liam musi przyznać, że na początku był onieśmielony, ale entuzjazm Louisa jest bardziej niż kłopotliwy dla Liama, po 3 latach poznawania się.
- Louis, bardzo chętnie poszedłbym z tobą dzisiaj na film, al…
- Ale. – przerywa Louis, wywracając swoimi zirytowanymi niebieskimi oczami.
- Ale tak się składa, że jestem uziemiony. – przyznaje Liam, będąc niespodziewanie znowu bardzo zainteresowanym swoim bazgraniem.
- Ty… - Louis przerywa, otwiera usta, jakby nie mógł uwierzyć w to, co słyszy. – Ty jesteś uziemiony?
Liam przytakuje.
- Ty jesteś uziemiony? – próbuje jeszcze raz, jego chłopięca twarz wykrzywia się całkiem nowym poziomie niedowierzania co sprawia, że Liam chichocze pod nosem. Wszyscy inni uczniowie w homeroomie zamierają na pół sekundy, kiedy głos Louisa przerywa ich rozmowy, będąc trochę głośniejszy niż pozostałe.
- Tak, Louis. – odpowiada Liam, posyłając mu karcący uśmiech. – Teraz się ucisz, albo cała szkoła będzie wiedziała wszystko o moim życiu osobistym.
Louis kompletnie go ignoruje, ton jego głosu jest bardziej oskarżycielski niż to konieczne.
- Oh, jakie to głębokie. – kpi sobie. – Za co niby miałbyś być uziemiony?
Na twarzy Liama pojawia się grymas niezadowolenia, zagryza dolną wargę, gdy próbuje najbardziej jak tylko może, żeby nie myśleć o kolorze czarnym.
- Beznadziejnie posprzątałem.
Louis posyła mu spojrzenie mówiące ty tak na serio, jedną brew unosi do góry. Zanim zaczyna nawijać o harowaniu nieletnich, dzwoni dzwonek i Liam nie wie, kiedy cała godzina homeroomu zmieniła się w pięć minut, ale zamyka swój zeszyt i mimo to wstaje wdzięcznie.
___________
Louis znajduje go przy jego szafce na koniec zajęć szkolnych z zagubionym spojrzeniem. Louis ma masę znajomych, więcej niż Liam mógłby sobie wyobrazić, więc Liam jest trochę zaskoczony tym, że Louis go szuka.
- Jeśli chcesz, mógłbym przyjść i dotrzymać ci towarzystwa, podczas gdy jesteś uziemiony. – oferuje, opierając się o szafkę obok której, Liam pochyla się nad własną.
Ton głosu Louisa sugeruje, że chociaż Louis musiałby zrezygnować ze swoich planów, zrobiłby to dla dobra przyjaciela. Smutne oczy Louisa mówią jednak co innego.
- Nie, Lou. – Liam wzdycha poprzez wdzięczny uśmiech. – Wiesz, że bardzo bym chciał, ale muszę sprzątać kościół przez resztę tygodnia.
- Myślę, że mógłbym pomóc. – Louis przerywa, posyłając mu życzliwe spojrzenie. – Jeśli byś chciał.
- To kara, Louis. Nie sądzę, że mojemu ojcu spodobałoby się to, że przychodzisz pomóc. – Liam wyjaśnia czule.
Louis prycha zirytowany.
- Niezbyt dużo rzeczy mu się podoba, czyż nie?
Liam znowu uśmiecha się przepraszająco, bo nie jest pewny co innego zrobić. Pozostawia kilka sekund samego zatłoczonego korytarza, zanim odzywa się ponownie.
- Zobaczymy się jutro, w porządku?
Louis przytakuje, wywracając oczami i na tym stopniu przyjaźni, Liam jest pewny, że trudno byłoby rozpoznać Louisa bez tego gestu.
- Pa, pozerze. – mówi, kiedy zarzuca swoją sportową torbę na ramię. Grupka chłopaków czeka na niego przy drzwiach.
_________
Liam wraca do domu i przebiera się w coś trochę cieplejszego do sprzątania, zakłada za dużą bluzę sportową i parę zniszczonych trampek, zanim wychodzi. Jego ojciec nadal jest w pracy, ale Liam wie, że nie powinien się ociągać.
Rozkoszuje się kapaniem wody z topiącego się śniegu, która płynie do ścieków przez rynnę obok chodnika, kiedy wędruje wzdłuż kilku bloków do kościoła, uwielbiając fakt, że dni stają się dłuższe i dłuższe.
Zamiera, gdy dociera do drzwi kościoła. Patrzy przed siebie, kiedy to wszystko do niego wraca, wygląda rozpostartych, czarnych skrzydeł i złowieszczego uśmieszku sprawia, że nie może się ruszyć.
Wracając wspomnieniami, zastanawia się z nadzieją, czy Zayn nie był tylko snem – to, że mógłby wyśnić całe to zdarzenie. Nie zdolny do zaprzeczenia piekącemu uczuciu w jego brzuchu, sięga i owija palce wokół twardego, zimnego metalu klamki i otwiera drzwi.
Wchodzi do środka, zanim zdąży stchórzyć.
Wszystko wygląda całkowicie normalnie. Piec działa w oddali słychać głębokie brzdąkanie i szmer metalu, słońce wpada przez duże witrażowe okna, ponownie pokrywając marmurową podłogę zasłoną tańczących kolorów.
Głośno przełyka ślinę, kiedy drzwi zatrzaskują się za nim. Stawia kilka niepewnych kroków na przód i znowu się zatrzymuje, przeszukując teren. Mierzy wzrokiem całe sanktuarium, wmawiając sobie, że nie szuka niczego szczególnego, ale zarówno jego trzeźwy umysł jak i podświadomość znają poziom kłamstwa w tych słowach.
- Halo? – woła, bo dlaczego nie do cholery, zastanawiając się co naprawdę by zrobił, gdyby otrzymał odpowiedź. Liczy do trzydziestu bez odpowiedzi, zanim rozluźnia swoje spięte mięśnie i wzdycha z ulgą.
Grzebie w kieszeni swojej bluzy i wyciąga listę, którą jego ojciec zostawił przyklejoną do kuchennego kredensu.
1.) Wyczyść wszystkie ławki.
Liam patrzy wokół, liczy wszystkie ławki, po czym pozwala swoim ramionom opaść. Nie ma szans, żeby skończył przed porą obiadu, czyli musi wpasować jedzenie, prysznic i całą pracę domową w kilka godzin przed snem.
Wyciąga rękę, macza palce w naczyniu z wodą święconą, robi znak krzyża na czole, zanim kieruje się do nawy bocznej. Wyciąga pęk kluczy z kieszeni i otwiera schowek dozorcy. Bierze wiadro, szmatę i butelkę rozjaśniacza „Clorox”.
W męskiej łazience, napełnia wiaderko do połowy i dodaje trochę rozjaśniacza do tego. Klęka przed ostatnią ławką i macza szmatę w ciepłej wodzie, szeleszcząc trochę.
Zaczyna czyścić dół ławki na początek, wykonując okrężne ruchy szmatką. Dba o wyczyszczenie pęknięć zwietrzałego drewna, podczas gdy przesuwa się po marmurze. Zaczyna łapać rytm w tym całym czyść, czyść, szoruj, spłukuj, kiedy czuje jak przebiega przez niego zimny dreszcz.
Bosa stopa pojawia się na świeżo umytym drewnie siedzenia i Liam krzyczy zanim może się powstrzymać, potyka się do tyłu, uderzając tyłem swojej głowy o ławkę za nim. Oddycha ciężko, gdy spogląda na chłopaka usadowionego na oparciu już czystej ławki.
Zayn patrzy na niego z góry w czystym rozbawieniu.
- Bolało? – pyta fałszywie, gdy Liam pociera tył swojej głowy, gdzie ostry ból promieniuje poprzez całą jego czaszkę.
Liam przytakuje, grymasząc, kiedy próbuje wyczuć krew przez swoje splątane loki. Usta Zayna wyginają się w uśmiechu i wygląda na zadowolonego. Liam się czerwieni.
- Co tu nadal robisz? – upomina się chłodno. – Chyba kazałem ci się wynieść.
Wyraz twarzy Zayna zmienia się na bardziej chłodny i ignoruje pytanie Liama.
- Wczoraj był tu innym facet, który nie był tobą. – mówi przez zaciśnięte usta w niezadowoleniu. To zachowanie wychodzi dziecinnie.
Liam wywraca oczami, choć to powoduje tylko większy ból.
- To mógł być ojciec, jest tu pastorem.
Zayn parska opryskliwym śmiechem, który pięknie odbija się od ścian sanktuarium i przypomina Liamowi odgłos letniego wiatru.
- Nic dziwnego, że go nie polubiłem. – mówi Zayn, przenosząc wzrok na Liama. – Syn pastora? W co ja się wpakowałem?
Liam rumieni się na to, że ktoś mówi o nim tak pobieżnie. Wie, że pytanie jest czysto retoryczne, ale i tak odpowiada.
- Absolutnie nic. Bo nie zostajesz tutaj. Jak dużo razy mam ci to powtarzać, zanim w końcu zrozumiesz? – traci nad sobą panowanie, jego twarz jest czerwona, a tył głowy dygocze z bólu.
Zayn wygląda na zwyczajnie odrzuconego przez nagłą pewność siebie Liama, ale chwilę później przybiera chytry uśmieszek.
- Ja – zaczyna, przysuwając się do Liama, żeby ukazać mu swoje śnieżnobiałe zęby. – Nigdzie się nie wybieram. – przyznaje w końcu, a Liam musi gwałtownie się cofnąć, aby uniknąć spotkania ich ust. Skrzydła Zayna rozkładają się za nim, przechodząc do rozłożonej, pierzastej postaci na jego kościstych ramionach.
Liam wzdycha dramatycznie.
- Dlaczego nie? Jestem pewny, że w okolicy są dziesiątki katolickich kościołów, tak samo ciepłych jak ten.
- Tak, jestem pewny, że są, ale żaden z nich nie ma w zestawie syna samego pastora, niewinnego i uroczego jak ty, pod tym względem mogę nigdy nie odejść. – tłumaczy Zayn, przybierając olśniewający wyraz twarzy i ukazując zęby w uśmiechu. Liam jest w stanie poczuć, że robi mu się coraz bardziej gorąco, musi trzymać wzrok z daleka od niego, żeby najzwyczajniej nie zemdleć. To nie byłoby dobre, o nie.
- Nie sprawiłeś mi wystarczająco problemów?
- Nie do końca. – Zayn odpowiada bezczelnie, zsuwając się z oparcia ławki i przerzuca nad nią swoje nogi, żeby wylądować z gracją na marmurze. – Tatuś wyglądał na wściekłego, kiedy przyszedł i zobaczył bałagan jaki zrobiłeś. Niemniej, ja nie mam z tym nic wspólnego.
- To wszystko twoja wina! – oskarża go Liam, ściągając brwi we frustracji. – Przez ciebie to wszystko zrobiłem.
- Uh-uh – karci Zayn. – To tak jakby powiedzieć: „Ty podałeś mi tę zapalniczkę, więc to twoja wina, że podpaliłem dom” to bezsensowne. Przynajmniej dla mnie.
Liam fuka, nie będąc do końca pewnym co powiedzieć, bo Zayn ma prawie całkowitą rację.
- Przyszedłeś tu ze względu na mnie? – pyta Liam. – Zostajesz w tym kościele tylko dlatego, że jestem z nim związany?
- Nie, ty jesteś tylko bonusem. Jestem przywiązany do destrukcji. – wyjaśnia luźno Zayn, robiąc kilka kroków i oglądając swoje paznokcie. – Już przez dłuższy czas.
Liam przechyla głowę na bok w czystym zdezorientowaniu. - Co to niby znaczy?
Oczy Zayna spotykają jego. – Nie masz przypadkiem czegoś do zrobienia?
Liam wzdycha i patrzy na swój zegarek, szybko wracając do czyszczenia ławek. Pracuje, podczas gdy Zayn chodzi wokół po cichu i nie może się powstrzymać od niekomfortowego uczucia. Jego wzrok podąża za Zaynem, ale on nie robi nic złego, tylko chodzi, leniuchuje i okazjonalnie przechadza się. Najbardziej interesująco robi się, gdy przechyla głowę na bok, a Liam może usłyszeć jak jego szyja trzeszczy, wracając na miejsce.
To się dzieje dopóki Liam nie kończy połowy ławek, a słońce zachodzi kompletnie. Wstaje i podchodzi, żeby włączyć światła. Na początku są raczej przyćmione i migoczą, ale po jakiś trzydziestu sekundach zaczynają się rozjaśniać, aż w końcu Liam może wszystko idealnie widzieć.
Przeciąga się zanim klęka z powrotem i wraca do pracy.
Zayn jest przy nim w mgnieniu oka, stojąc w przeciwności do pochylonej pozycji Liama. Liam unosi na niego wzrok, ale nadal kontynuuje czyszczenie drewna.
- Co tu robisz przez cały dzień? – pyta Liam, symulując nonszalancję, nie pozbywając się jej tak samo jak Zayn. Ciekawość wypala go od środka, bo nie może sobie wyobrazić co takie… stworzenie jak Zayn mogłoby robić.
Zayn wzrusza swoimi nagimi ramionami, unosząc swoje skrzydła razem z nimi. – Nie wiem. – odpowiada niejasno. – Niewiele.
- To była najmniej użyteczna odpowiedź, jaką kiedykolwiek słyszałem. – zarzuca Liam, patrząc na niego z politowaniem.
Zayn parska śmiechem. – Myślę, że przez większość czasu po prostu leżę na krokwiach i wygrzewam się w słońcu.
- A w nocy? – próbuje Liam, czując, że powinien wyciągnąć z Zayna jak najwięcej informacji jak może. – Śpisz?
- Nie mogę spać. – mówi prosto Zayn i wygląda na to, że to już koniec, bo odwraca się i wraca do przechadzania się po kościele.
Liam przypatruje się jego wyeksponowanym plecom. Dłużej przygląda się czarnym piórom wystającym, bądź leżącym na jego skórze i wystających kościach, utrzymujących je tuż nad ramionami Zayna.
Liam pozostaje cicho przez resztę czasu, kiedy pracuje, pozwalając sobie wodzić wzrokiem za Zaynem, dopóki nie kończy pierwszego zadania. Patrzy w dół na zegarek i w tym samym czasie wyciera ostatnie nieruszony kawałek drewna i wydaje z siebie jęk.
Jest dziewiąta trzydzieści w nocy, więc wrzuca szmatkę do wiadra pełnego, prawie brązowej, wody z obrzydzeniem. Nie jest pewny jak czyste, kościelne ubrania ludzi mogą ubrudzić siedzenia tak bardzo, że musiał zmieniać wodę w wiaderku cztery razy, ale najwyraźniej, ludzie są brudni.
Zayn siedzi w ławce z tyłu kościoła w najbardziej zrelaksowanej i przybitej pozycji, jaką Liam może sobie wyobrazić. Ma swoje bose stopy uniesione do góry, skrzyżowane na kostkach i ułożone na oparciu ławki przed nim. Nie zwraca uwagi na Liama, ale nagle to robi. Jego wzrok ląduje na Liamie, ale nie rusza się, ani nie ukazuje żadnych emocji, jak gdyby myślał co Liam zrobi albo powie.
Liam wzdycha, zastanawiając się jak rozstrzygnie wyraźny problem, który pojawił się w kościele.
- Gdzie się ukryłeś, kiedy przyszedł mój ojciec? – Liam pyta spokojnie, gdy wstaje i podnosi wiadro.
Zayn w odpowiedzi wznosi oczy ku sufitowi, a Liam wzdycha poprzez swój grymas, myśląc o tym, że pierwszy raz znalazł Zayna w tym samym miejscu.
- To przerażające.
Zayn wzrusza ramionami, podpierając brodę o swoją dłoń w geście znudzenia.
- Planujesz wynieść się do jutra? – Liam pyta z nadzieją, mimo że jego brzuch skręca się na te słowa.
- Nie, nie sądzę. – odpowiada zadowolony z siebie Zayn, po czym kładzie się na siedzeniu, krzyżując nogi i układając ręce za głową.
Liam wywraca oczami i kieruje się do męskiej łazienki, wylewa wodę z wiadra i chowa je z powrotem do szafy. Kiedy wraca do sanktuarium, Zayn wygląda na jeszcze bardziej zrelaksowanego, może nawet śpiącego, gdyby nie fakt, że na jego ustach czai się chytry uśmieszek.
- W takim razie myślę, że zobaczymy się jutro. – mówi beznamiętnie Liam, idąc w kierunku drzwi.
- Będę czekał, skarbie. – mruczy Zayn ze swojego siedzenia, a Liam zamyka za sobą drzwi, grymasząc na to, że to określenie wywołało dziwne uczucie w jego podbrzuszu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz