poniedziałek, 30 grudnia 2013

7

Niall nie zjawił się na śniadaniu. Nie miał siły, ani ochoty nic przełknąć. Stracił apetyt głównie przez Zayna, który stawiał go pod ścianą. Czuł presję ze strony swojego współlokatora. Mało tego! Czuł, że Zayn nim manipuluje i już dawno ma go w garści. A gdzie podział się ten Niall, który był górą? Który potrafił stawić czoła swojemu wrogu? Kompletnie zatracił się w tym wszystkim.

W kuchni pojawił się, kiedy cała grupa udała się do swoich pokoi albo na zewnątrz. Zastał tam już Zayna, który kończył myć stołówkę. Niall bez słowa zabrał się za mycie sterty brudnych naczyń, starając odciągnąć uwagę od myśli, które zaprzątały jego głowę. Wyrzuty sumienia rosły w nim coraz bardziej. Próbował znaleźć sposób, jak może oprzeć się Malikowi i co zrobić, aby ten na nowo go znienawidził.

Nie chciał kusić losu.

- Dlaczego nie przyszedłeś na śniadanie? – Niski i cichy głos, dobiegający tuż zza pleców Irlandczyka, wywołał na jego ciele dreszcze. W momencie cały się spiął.

Poczuł dłonie na swojej talii, które w zupełności rozproszyły go. Nie myślał już o niczym. Szczególnie w momencie, kiedy poczuł ciało bruneta, przylegające do jego pleców.

- Nie mów, że będziesz chodził teraz obrażony – wyszeptał Zayn do jego ucha, śmiejąc się cicho. Po ciele blondyna przeszło stado dreszczy, wywołane bliskością Malika. – Niall, poważnie?

- Zostaw mnie – powiedział spokojnie Niall, odwracając się przodem do bruneta. – Mam cię szczerze dość. Myślałem, że twoje dokuczanie i poniżanie mnie jest straszne, ale… Myliłem się.

- Przesadzasz. – Zayn zmniejszył dystans, dzielący ich, jednak nie pocałował Nialla. Chciał się z nim podroczyć, co było w jego naturze. – Widzę, że ci się podobam.

Niall prychnął pod nosem, odwracając głowę w bok.

- Nie bądź tego taki pewien.

- Na pewno wieczorami, kiedy leżymy w łózkach, ty myślisz o różnych… - Uwiesił na chwilę głos, kiedy dostrzegł niewielki błysk w oku Nialla. – O różnych rzeczach – dokończył, oblizując lubieżnie wargi. Widział, że Niall ulega. Oddychał szybciej, a jego wzrok nie potrafił znaleźć lokalizacji pomiędzy jego ustami a oczami. – Nie rozumiem tylko, dlaczego się przed tym tak bardzo bronisz…

- Skończ – wydyszał słabo słyszalnie Niall, zdając sobie sprawę, że tylko chwila go dzieli od rzucenia się na współlokatora.

- Wiesz dobrze, że jestem obok – ciągnął Zayn, nie zważając na słowa Irlandczyka. Patrzył na jego usta, uśmiechając się zadziornie. – Jestem chętny na nowe doświadczenia. To ty się przed tym bronisz i zupełnie nie rozum…

Czując na swoich ustach wargi Nialla, Zayn uśmiechnął się ostrożnie. Szybko jednak skupił się na oddaniu tej pieszczoty, ujmując twarz blondyna w dłonie. Próbując rozdzielić ich wargi językiem, z ust Nialla wydobyło się ciche sapnięcie. Dla Zayna było to jasnym sygnałem. Niall był jego. Teraz był tego pewien. Niall mu uległ w podobny sposób jak Harry. Była jednak zasadnicza różnica pomiędzy tą dwójką. Nie do końca był szczery z obydwoma, ale miał jeszcze szansę to naprawić. Nie wiedział tylko, czy decyzja, którą podejmie, będzie dla niego właściwa.

*

Niedzielny wieczór był wyjątkowo ciepły, jak na późnowiosenną porę. Cóż, lato zbliżało się wielkimi krokami, jednak nawet w tym przypadku Niall nie mógł liczyć na wielkie upały, których miał szansę zaznać w Australii w czasie ferii zimowych, gdzie udał się do swojego brata i jego narzeczonej. Tam także lubił spędzać czas na plaży. Wykorzystywał to, że domek Grega i Sally znajdował się tylko pięćset metrów od wybrzeża, a wokoło było wyjątkowo spokojnie. I na dodatek pięknie.

Już od dobrych kilkunastu minut bawił się telefonem, zastanawiając, czy wybrać jeden zasadniczy numer. Obawiał się, że jego chłopak mógłby zacząć coś podejrzewać. Zdawał sobie sprawę, że Liam zna go na wylot. Wie, kiedy Niall kłamie. To go przede wszystkim powstrzymywało.

Westchnął głęboko, przesuwając palcem po ekranie, tym samym wykonując połączenie.

- Nie ma odwrotu – szepnął cicho do siebie, przykładając telefon do ucha.

W wielkim napięciu wsłuchiwał się w sygnały, aż w końcu usłyszał aksamitny głos, na dźwięk którego niegdyś czuł mrowienie w brzuchu. Teraz poza wyrzutami sumienia nie czuł nic.

- Jak sobie radzisz? – zapytał starszy chłopak.

- W porządku – odparł przygnębiony. Chciał choć w połowie cieszyć się, że może słyszeć głos swojego chłopaka, jednak nie potrafił się do tego zmusić. – Jakoś dajemy radę.

- Zmienił się choć trochę?

- Przynajmniej nie kpi z tego, że jestem gejem. – Niall prychnął pod nosem. Chociaż mówił prawdę Liamowi, nie mógł uwierzyć, jak wiele może ukryć pod tymi prostymi słowami.

- Brzmisz, jakby ci tego brakowało. – Liam zachichotał, wprawiając w ruch serce Nialla. Prędko się otrząsnął, bojąc popełnić kolejnej gafy. Otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale Liam mu przerwał. – Tylko nie wierz mu. Był, jest i będzie fałszywy, nic tego nie zmieni.

- Wiem, wiem…

Pomiędzy chłopakami zapadła chwilowa cisza, zakłócana jedynie ich oddechami i cichymi szmerami po drugiej stronie. Niall wywnioskował, że Liam prawdopodobnie gdzieś idzie. Cichy trzask drzwi tylko potwierdził jego przypuszczenia.

- Tęsknię za tobą – powiedział czule Liam.

Trzy proste słowa sprawiły, że Niall poczuł napływającą wilgoć do oczu. Zdał sobie sprawę, że popełnił wiele niewybaczalnych błędów. W tym momencie wyrzuty sumienia niemal go zjadały. Był bliski wyznania prawdy swojemu chłopakowi, ale zrezygnował, odkładając to na powrót z obozu.

- Ja za tobą też, Li… - Odparł cicho, zagryzając wargę. – Będę kończył. Odezwę się niedługo.

Szybko rozłączył się, wsuwając telefon do kieszeni. Schował twarz w dłoniach, już więcej nie ukrywając łez. Jego ciało zadrżało spazmatycznie od płaczu. Nieraz czuł ulgę po wylaniu kilku łez, ale w tamtym momencie miał wrażenie, że czuje się jeszcze gorzej. Zdał sobie sprawę, że jest naprawdę podły, zachowując się w stosunku do Liama. Czuł coraz większą pustkę, która wypełniała jego serce. Był rozdarty. Nie rozumiał, co się z nim stało.

Niall zawsze wiedział, czego oczekuje od życia. Zawsze był lojalny wobec osób, które kochał. Gdzie to się podziało? To pytanie w kółko krążyło w jego myślach, odbijając się echem.

- Czyżby kłopoty w związku? – Głos, który dobiegł zza jego pleców, sprawił, że niemal od razu stanął na równe nogi. Otarł wierzchem dłoni łzy, obserwując zaskoczony wyraz twarzy Zayna. Szybko jednak znów pojawił się na niej cwany uśmieszek. – Nie mów, że zerwaliście ze sobą i dlatego płaczesz.

Patrząc na Zayna, Nialla nagle ogarnęło dziwne uczucie. Nie umiał tego opisać. Zupełnie, jakby właśnie doznał myśli, która miała zmienić jego życie. Jakby to, co krążyło po jego głowie, było prostym krokiem do rozwiązania problemów.

- Wiesz co, Zayn? Nigdy cię nie zrozumiem. – Prychnął cicho pod nosem, słysząc swoje słowa. Nie to chciał powiedzieć. – Nigdy nie chciałbym cię zrozumieć. Przez ostatnie miesiące wyrobiłem sobie opinię na twój temat. Chodzący kłopot, to naprawdę idealne określenie dla ciebie. Gdzie się nie zjawisz, tam są problemy. Co z tobą nie tak?!

- O czym ty bredzisz, Niall? – zapytał, marszcząc brwi.

Niall szybko wydobył z kieszeni bordowej bluzy telefon, ocierając łzy z policzków, które wcześniej nie zostały starte. Skupił całą swoją uwagę na poszukiwaniu w folderach rzeczy, która była mu potrzebna. A mimo to wiedział, że Zayn patrzy na niego, niemo domagając się wyjaśnień jego zachowania. W końcu Niall uśmiechnął się, odtwarzając krótki filmik i pokazał go Zaynowi.

- Obejrzyj.

Zayn wziął telefon w dłoń. Jego brwi wydawały się być bardziej ściągnięte. Był przerażony, a Niall wyczuł to. Wiedział, ile dla Zayna znaczyło utrzymanie relacji z Harrym w tajemnicy. A on, prosty Irlandczyk, właśnie ukazał mu swój dowód w postaci krótkiego nagrania.

Zayn przypomniał sobie chwilę, kiedy to zostało nakręcone. To było za budynkiem szkoły, po dodatkowych treningach. Poszedł tam razem ze Stylesem zapalić. Tak po prostu. Od czasu do czasu zdarzało się im to. Wtedy też nie mogli wytrzymać braku swojej bliskości. Nie pomyśleli tylko, że ktoś taki jak Niall, który musiał zostawać przez drugie półrocze na dodatkowych zajęciach z francuskiego, mógł być jeszcze w szkole. I akurat tego felernego dnia ich przyłapał.

Brunet uniósł gwałtownie głowę. Jego wzrok ociekał złością, a zarazem strachem, co sprawiło, że Niall się uśmiechnął delikatnie.

- Usuń to. – Powiedział pewnie, ruchem głowy wskazując telefon.

- Co…?

- Masz to natychmiast usunąć i oddać mi mój telefon! – Zażądał Niall, wyciągając w kierunku swojego współlokatora roztrzęsioną dłoń.

Zayn wydawał się być oniemiały. Szybko jednak skasował nagranie, wręczając telefon blondynowi. Na jego twarzy pojawił się wyraz wielkiej ulgi.

- Mam nadzieję, że teraz dasz mi spokój. – Spojrzał w bliżej nieokreślony punkt, znajdujący się za Zaynem, uśmiechając się szerzej. – Jesteś taki prosty. To wszystko było do przewidzenia. Lubisz mieć nad wszystkim władzę. Zawsze musi być tak, jak ty postanowisz. Bo przecież Zaynowi Malikowi się nie odmawia!

- To nieprawda! – zaprzeczył gwałtownie brunet.

- Prawda. Nie wypieraj się tego. Podchodziłeś mnie tylko dla jednego. Usunąłem dowód na twoje relacje z Harrym, więc jesteśmy kwita. Powiesz mi tylko, jak bardzo bawiło cię wykorzystywanie mnie? Fajnie jest traktować inne osoby, jak zwykłych poddanych? Jak służących? Jak robotów? Fajnie jest patrzeć, jak ktoś ci ulega? Fajnie jest manipulować kimś jak marionetką? – Skrzyżował dłonie na torsie, biorąc głęboki oddech. - Jesteś skończonym zerem.

Odszedł, pozostawiając Zayna samego. Stał z opuszczonymi rękoma, próbując przetrawić słowa współlokatora. Poczuł wewnątrz radość. Dopiął swego i Harry był bezpieczny. Jednak z drugiej strony czuł, że stracił coś, czego gdzieś wewnętrznie pragnął.

Zagubił się sam w swoich gierkach.

*

- No witaj... – Przeciągły i jak zwykle lekko zachrypnięty głos Stylesa rozbrzmiał po drugiej stronie słuchawki. Brzmiał kokieteryjnie, co niesamowicie rozbawiło Zayna. Osunął się po ścianie budynku pensjonatu. Poszedł na tyły, wiedząc, że nikt nie będzie mu przeszkadzał w rozmowie. Wzniósł wzrok ku niebu. – Tęskniłem już za twoim głosem.

- Mamy go. – Powiedział brunet, nie zważając na słowa przyjaciela.

Harry zachichotał po drugiej stronie.

- Nie wyspałeś się, czy co? O czym ty do mnie mówisz? – zapytał miękko.

- Horan naprawdę miał dowód na to, że jesteśmy tak jakby razem – wyjaśnił mu powoli, ostrożnie dobierając słowa.

Styles sapnął cicho. Brunet spodziewał się takiej reakcji. Gdyby prawda miała wyjść na jaw, to nie on miałby tutaj najbardziej pod górkę, tylko właśnie Harry. Zayn był silny, potrafiłby znieść krytykę, poniżenia. Także sytuację w domu na pewno zniósłby powoli. Ale nie jego przyjaciel. Czuł się zatem szczególnie zobowiązany wobec Harry’ego. To on wciągnął go w to wszystko. Jako pierwszy posunął się do niewinnego pocałunku, który rozpoczął wszystko. To on pokazał Stylesowi, że życie nie ogranicza się do tego, co przekazali mu rodzice. A kędzierzawy chłopiec wychowywał się wśród zagorzałych katolików. Gdyby kiedykolwiek jego mama miała usłyszeć, że Harry całuje się z innym chłopakiem, co więcej, uprawiają seks, z pewnością kazałaby mu spakować rzeczy i wynosić się, gdzie pieprz rośnie. Wstydziliby się go. Nie przyznaliby się do niego.

Zayn nie mógł do tego dopuścić. Już i tak mieli za złe, że zadaje się z Zaynem i Louisem, ale przymknęli na to oko. Zwyczajnie nie mógł pozwolić na pogorszenie się sytuacji.

- I co…? – Cichy i drżący głos w końcu wydobył się z ust jego przyjaciela, powodując dreszcze na karku bruneta. Zayn szybko potarł to miejsce.

- Widzisz, Harry… Postanowiłem działać tak, jak ustalaliśmy. Skoro padły takie oskarżenia z jego strony, mogłem śmiało zacząć mieszać mu w głowie. Wiesz, że ma chłopaka, Liama, tak? – Harry przytaknął cichym pomrukiem. – On jest bardzo lojalny wobec niego i gdy tylko pocałowałem go raz czy dwa, odezwały się w nim wyrzuty sumienia.

Zayn zamilkł na chwilę, patrząc tępym wzrokiem na drzewa, uginające się pod wpływem wiatru. Westchnął, kiedy Harry poprosił go niemal szeptem, aby kontynuował.

- Słyszałem jego rozmowę chwilę temu. I naprawdę czuje wyrzuty sumienia z tego powodu. No wiesz… dlatego, że mnie pocałował. Potem powiedział mi otwarcie, że mnie przejrzał, że wie, dlaczego się tak zachowuję. Pokazał mi filmik, gdzie… całowaliśmy się.

- Oh. – Wyrwało się Harry’emu.

- Tak… - Zayn skinął głową, choć jego przyjaciel nie mógł tego dostrzec. – Wtedy po jednym z treningów za szkołą… Ugh, było gorąco. – Skomentował Zayn, uśmiechając się szeroko.

- Jak możesz teraz o tym myśleć? – zapytał z niedowierzaniem Harry, co jeszcze bardziej go rozbawiło.

- Kazał mi usunąć to nagranie, rozumiesz? Tak wyprowadziło go z równowagi moje podrywanie, że chciał się mnie pozbyć.

- Jesteśmy bezpieczni? – zapytał z nadzieją, a Zayn mruknął na znak zgody. Wtedy Styles głośno wypuścił powietrze z ust. – Jak dobrze. Bałem się, że coś pójdzie nie tak.

Zayn uśmiechnął się, wstając. Rozejrzał się wokoło, upewniając, czy aby na pewno nikt go nie obserwował. Otrzepał wolną dłonią pupę z prochu, ruszając przed pensjonat.

- Powiedz mi, Harry. Pamiętasz, co ci kiedyś mówiłem? O czym kazałem ci nie zapominać?

- Że nigdy nie pozwolisz, aby coś mi się stało? – zapytał cicho Harry.

- Dokładnie. – Przytaknął Zayn. – Znamy się od dziecka. Jesteśmy jak bracia z tym wyjątkiem, że łączy nas coś skomplikowanego. I znam twojego ojca. Wiem, że nie byłbym mile widziany w domu wśród twoich rodziców.

- Nie mieszkałbym już w nim. – Zauważył Harry ze smutkiem. Szybko jednak odpędził od siebie te myśli. – Mam taką straszną ochotę pocałować cię teraz i po prostu się przytulić.

- Harry, proszę… - jęknął błagalnie Zayn. – Bo jeszcze zmusisz mnie do pójścia do toalety i zrobienia sobie dobrze… - Styles zaśmiał się głośno po drugiej stronie. – A to byłoby kompromitujące…

- Mów dalej – poprosił Harry, znów śmiejąc się radośnie.

- Nie, Harry! – Zaprotestował otwarcie, uśmiechając się szeroko. – Widzimy się za tydzień, a wtedy… - Kąciki jego ust powędrowały jeszcze wyżej, kiedy usłyszał cichy pomruk po drugiej stronie. – Na razie, Kudłaty.

- Nie nazywaj mnie tak, lalusiu! – Warknął Styles, ciągle chichocząc.

- Naprawdę kończę. Do zobaczenia, Kudłaty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz