środa, 23 kwietnia 2014

Liam stał przed klasą oparty o ścianę, z rękoma zaplecionymi na piersi. Właśnie trwał jeden z ostatnich egzaminów śródsemestralnych, a on zapewne denerwował się bardziej niż niejeden z adeptów. Odepchnął się od ściany i zaczął chodzić w tę i z powrotem. W myślach powtarzał wszystkie zagadnienia, które przerobił z Horanem i zastanawiał się czy czegoś nie przegapili.

Przebiegł palcami po swojej czekoladowej grzywce czochrając ją, a potem zaczesując, tak by opadała na jego oczy. Przysiadł na parapecie co jakiś czas zerkając na drzwi. Wkrótce salę zaczęli opuszczać pierwsi uczniowie, którzy skończyli pisać. Liam za każdym razem podrywał głowę do góry, myśląc że to Irlandczyk. Z czasem zaczął też nałogowo zerkać na zegarek.

Wziął głęboki wdech by się uspokoić i przymknął powieki. Usłyszał szczęk zamka i chwilę potem na korytarzu pojawił się blondyn, który cicho zamknął za sobą drzwi. W czarne dżinsowe spodnie wpuszczona była biała koszula, której rękawy podwiną do łokci. Guzik pod szyją był odpięty, a w ręce ściskał czarne długopisy.

Liam zeskoczył z parapetu, gdy młodszy mężczyzna podszedł do niego. Oparł czoło na jego piersi, więc objął go ramieniem i pogładził po plecach.

- Chyba zawaliłem – odezwał się w końcu Irlandczyk. – Mam wrażenie, jakby wszystko mi się pomieszało.

- Wydaje ci się – pocieszył go szatyn całując w czubek głowy. – Na pewno nie jest tak źle jak myślisz.

- Masz rację – powiedział i gwałtownie się wyprostował. – Jest jeszcze gorzej. Pomyliłem wszystkie grupy. Pomyliłem ich kolejność. I nie jestem pewien…

- Niall – zawołał Liam i złapał go za ramię, przyciągając do siebie. Chwycił go za podbródek i nakierował jego spojrzenie na swoje, po czym uśmiechną ciepło. – Na pewno nie jest tak źle. Ucieszę się nawet jak zaliczysz na marną trójkę. Nie musisz się znać na demonach super ekstra. Jesteś lepszy w zielarstwie oraz eliksirach. Nie musisz być perfekcyjny we wszystkim, jasne?

Blondyn westchnął ciężko, ale mimo wszystko kąciki jego ust drgnęły ku górze. Payne uśmiechnął się na ten widok. Jego dłoń wsunęła się na policzek i nachylił się, by złożyć delikatny pocałunek na miękkich wargach swojego podopiecznego. Oderwał się od niego, gdy usłyszał skrzypnięcie drzwi za sobą.

- Chodź. Pooddychasz świeżym powietrzem i uspokoisz się – wplótł swoje palce między blondyna i obaj skierowali się na błonia zalane przedpołudniowym słońcem. Dni zrobiły się naprawdę ciepłe i przyjemne.

Rozsiedli się wygodnie na trawie, która stała się bardziej zielona, gdy tylko Niall się pojawił. Liam wyprostował nogi, krzyżując je w kostkach. Dłonie oparł za plecaki i odchylił głowę do tyłu. Poczuł przyjemny ciężar na swoim udzie jakim były głowa jego chłopaka.

No właśnie. Chłopaka. Czy aby na pewno mógł tak nazywać blondyna? Nie rozmawiali o tym kim dla siebie są. Po pocałunku na wrzosowisku po prostu zaczęli zachowywać się jak… Jak para. Obdarowywali się całusami, posyłali znaczące spojrzenia, przytulali, dotykali, trzymali za ręce i mógłby naprawdę wymienić jeszcze kilka ciekawych pozycji z listy jaka tworzyła mu się w głowie. Ale nigdy tak naprawdę nie zapytał go o to. Może powinien. Może powinien powiedzieć: Niall. Będziesz moim chłopakiem? Ale czy tak nie robią zakochane nastolatki w szkole średniej? Oni przecież byli dorosłymi ludźmi.

- Liam – usłyszał głos Irlandczyka, więc wyprostował głowę i mrugając spojrzał na niego. Zdążył się podnieść do pozycji siedzącej. Na rękach spoczywał wianek zrobiony z margerytek, które wyrosły dookoła nich. – Zrobiłem dla ciebie. I przy okazji dałem upust emocjom.

- Dziękuję – uśmiechnął się delikatnie, nachylając do przodu i pozwalając by Horan wsunął na jego włosy splecione kwiatki. Smukłe palce jasnookiego przebiegły przez jego miękką grzywkę i zahaczyły skroń, prześlizgując się po policzku, aż do linii szczęki, na której pojawił się zarost.

Przysunął się by złożyć pocałunek na ustach mężczyzny, jednak powstrzymał się w ostatniej chwili i odsunął dziwnie niepewny, gdy przypomniał sobie o czym myślał jeszcze chwilę temu. Spuścił wzrok na zieloną trawę i przebiegł po niej swoimi palcami.

- Muszę już lecieć – odparł Payne, podnosząc się na równe nogi i napotykając zaskoczone spojrzenie wciąż siedzącego blondyna. – Muszę się przygotować. Egzaminuję was z Podstaw Praktycznej Obrony. O dwunastej mam pierwszą grupę. O ile się nie mylę to są to związani z ogniem.

- Ty nas egzaminujesz? – zdziwił się Niall.

- Tak. Reynolds wyleciał, więc zostałem wyznaczony na nauczyciela do końca tego semestru – wytłumaczył, wciskając ręce do kieszeni spodni. – Tak więc do czerwca na pewno nie wyjadę z Violet Hill. Powtórz materiał i widzimy się o czternastej.

Odwrócił się chcąc odejść, jednak dłoń zaciskająca się na jego nogawce zatrzymała go. Spojrzał więc na niebieskookiego, który podniósł się i otrzepał spodnie z trawy.

- Zrobiłem coś źle? – zapytał cicho i niepewnie. Payne westchnął i pogładził go po policzku, uśmiechając się delikatnie.

- Nie, Głodomorku – odpowiedział. – Po prostu czasem za dużo myślę.

Cmoknął go na pożegnanie w czoło i skierował się do zamku. Odłożył wianek Nialla ostrożnie na biurko, po czym przebrał się w swoją czarną obcisłą koszulkę i szare spodnie dresowe. Wziął zestaw swoich sztyletów. Choć nie był pewny czy mu się przydadzą, po czym udał się z powrotem na błonia. Nialla już na nich nie było. Pojawiła się za to grupa uczniów wśród której dostrzegł Harry’ego.

2.

Blondyn wpadł do swojego pokoju i pospiesznie zatrzasnął drzwi, a potem oparł się o nie plecami. Kiedy jego drżące palce przekręciły klucz w zamku, osunął się na podłogę i zacisnął palce na swoich kolanach. Zrobił coś źle. I był tego absolutnie pewien, mimo zapewnień Liama. W końcu do tej pory żadnemu z jego partnerów nie zdarzyło się odsunąć na moment przed pocałunkiem, jeśli wszystko było w porządku.

Ze ściśniętym gardłem i dłońmi drżącymi z powodu zdenerwowania ostatnim egzaminem oraz zaistniałą sytuacją, blondwłosy mężczyzna podźwignął się z podłogi i powoli ruszył do łazienki. Tam odkręcił zimną wodę i nabrał jej trochę, żeby przemyć załzawione oczy oraz palące policzki. Zamoczył przy tym przód swojej białej koszuli, ale zignorował to, wiedząc, że na razie nie będzie mu potrzebna.

Wyszedłszy z łazienki, pospiesznie rozpiął guziki koszuli, a z nóg zrzucił eleganckie buty. Zastąpił je swoimi znoszonymi tenisówkami, które zawiązał dokładnie w drodze wyjątku, żeby przypadkiem się nie przewrócił. Na chwilowo nagi tors naciągnął za dużą, granatową koszulkę, prawdopodobnie należącą do jego opiekuna.

- Och, bogowie – sapnął pod nosem, kiedy spostrzegł wielkość nałożonego ubrania, jednak postanowił, że i tak nie ma sensu go zmieniać. – Umrę na tym egzaminie – stwierdził niemal płaczliwym głosem, uśmiechając się przy tym szeroko, żeby oszukać samego siebie.

Nie mając do zrobienia niczego poza nauką, Irlandczyk usadowił się na łóżku z segregatorem rozłożonym na kolanach. Jego palce sprawnie przerzucało kolejne strony, a jasne oczy uważnie śledziły tekst, dotyczący podstawowych zasad i technik obrony. Nie minęło kilka minut, jak literki zaczęły odstawiać dzikie harce, tańcząc przed jego niezadowolonym spojrzeniem.

Zrezygnowany, a także przepełniony niezbyt optymistycznymi uczuciami, odsunął notatki na bok i ześlizgnął się z łóżka. Przeczuwał, że pomocny okaże się spacer po błoniach, jednakże nie zamierzał przeszkadzać w prowadzonych egzaminach. Dlatego też, zamiast opuścić zamek głównym wyjściem, przeszedł przez to, które znajdowało się w kuchni. Dzięki temu znalazł się o kilka kroków od wrzosowiska, na którym zaczęła się cała ta chora sytuacja.

Bliska obecność roślin szybko wpłynęła na samopoczucie mężczyzny, który zdołał wyciszyć się, a nawet uśmiechnąć delikatnie. Po zajęciu miejsca pod wierzbą płaczącą, znajdującą się na krańcu ogromnej polany, wziął głęboki oddech i zamknął oczy. Mimo usilnych starań, zaczął przypominać sobie potrzebne wiadomości, przez co nawet nie zauważył, jak wybiła godzina jego ostatniego egzaminu.

Przestraszony tym, że się na niego spóźni, poderwał się z miejsca i ruszył na błonia szybkim krokiem. W wyznaczonym miejscu byli zebrani już niemal wszyscy, a z zamku nadciągały ostatnie osoby. Uspokoiło go to tylko na krótką chwilę, po której stres wrócił ze zdwojoną siłą.

- Czy są już wszyscy? – po błoniach potoczył się donośny głos Liama, który przesunął wzrokiem po adeptach, stojących przed nim w prawie prostym szeregu. – Dobrze, w takim razie możemy zaczynać – pokiwał zadowolony głową i złożył dłonie za sobą, a następnie zaczął przechadzać się powoli w tą i z powrotem, nieświadomy tego, że nieprzerwanie śledzą go jasnoniebieskie tęczówki Irlandczyka. – Zaczniemy od pytań, które zadam wam indywidualnie, żeby uniknąć podpowiadania czy prób jakiegokolwiek ściągania – poinformował, zatrzymując się w miejscu na kilka chwil. – Potem przejdziemy do części praktycznej, do której możecie się przygotować już teraz. Ustawcie się w sporej odległości od siebie i na spokojnie rozgrzejcie, a ja będę do was kolejno podchodził – zakończył i klasnął głośno w dłonie, dając sygnał do wykonania jego poleceń.

Nie mając wyboru, uczniowie rozeszli się po błoniach, wymieniając między sobą ostatnie uwagi. Ich rozmowy zostały szybko uciszone przez srogie spojrzenie szatyna, który już rozpoczął egzaminowanie pierwszych osób. Część teoretyczna szła sprawnie, nie przynosząc większych problemów, przynajmniej do momentu, kiedy Liam stanął na przeciwko swojego podopiecznego i zmierzył go wzrokiem.

- Stresujesz się – zauważył, posyłając mu nikły uśmiech, będący efektem dostrzeżenia granatowej koszulki. – Spokojnie, nie będzie tak źle. Czy ja zagryzłem pozostałych? – zapytał, kiwając głową w stronę innych adeptów.

- Nie, ale ze mną może być zupełnie inaczej – odparł młodszy, uciekając wzrokiem gdzieś w bok, tak by nie patrzeć na nikogo. – Możemy zaczynać? Chciałbym to już mieć za sobą – westchnął po dłuższej chwili milczenia, przestępując niecierpliwie z nogi na nogę.

- Okej, niech będzie – mruknął Payne, marszcząc brwi tak mocno, że między nimi pojawiła się wyraźna, pionowa kreska. – Wymień mi dwa podstawowe rodzaje obrony i krótko je scharakteryzuj – rzucił, odchrząkając znacząco. – No dalej, przecież powtarzaliśmy to dziś rano.

Blondyn rozchylił usta, żeby udzielić mu szybkiej odpowiedzi, ale nagle zorientował się, że w jego głowie jest kompletna pustka. Zestresowany jeszcze bardziej niż wcześniej, zamknął usta i spuścił głowę, zaciskając powieki z całej siły. Miał ochotę rozpłakać się z bezradności, tak jak zrobił to pierwszego dnia nauki do egzaminów. Jednakże nie mógł zrobić tego w obecności tych wszystkich ludzi, którzy i tak wytykali go palcami.

- Niall, spokojnie – usłyszał przy uchu czuły głos Liama, na dźwięk którego mimowolnie zadrżał i odsunął się o dwa kroki w tył.

- Obrona pozycyjna i manewrowa – wyrzucił z siebie, mnąc w palcach krawędź za dużej koszulki. – Pierwsza polega na tym, że grupa próbuje utrzymać swój teren, dążąc do rozbicia zgrupowań przeciwnika jeszcze przed faktyczną, przednią linią obrony albo w rejonie oddziałów „pierwszego rzutu” – wyrecytował na jednym wydechu, wbijając spojrzenie w czubki swoich butów. – Obrona manewrowa skupia się bardziej na wykorzystaniu ruchliwości oddziałów, a jej celem jest osłabienie i wyhamowanie natarcia przeciwnika – skończył i wziął głęboki oddech, uzupełniając deficyt tlenu.

Brązowooki mierzył go spojrzeniem przez kilkanaście sekund, które zdawały się ciągnąć w nieskończoność. Przenikliwy wzrok palił bladą skórę młodszego, jednak ten starał się jakoś zachować spokój i nie wybuchnąć.

- Dziękuję, to mi wystarczy – skinął głową i posłał podopiecznemu lekki uśmiech, zanim ruszył w kierunku ostatnich uczniów, których musiał przepytać przed rozpoczęciem części praktycznej.

Czując ulatujący z ciała stres, Niall usiadł ciężko na ziemi i wsunął palce w trawę. Powieki przymknął na moment, dzięki czemu uspokoił się znacznie szybciej niż wcześniej. Jego serce dalej wybijało przyspieszony rytm, jednak nie był on tak szaleńczy, jak w czasie odpowiadania na pytanie szatyna.

- Przejdziemy teraz do części praktycznej – krzyknął Payne, przywołując uczniów władczym ruchem dłoni. – Teorię zdaliście wszyscy, z większym lub mniejszym trudem, dlatego nie będziemy sobie zawracali głowy terminem poprawkowym – powiedział z uśmiechem, kiwając głową z wyraźnym uznaniem. – Jeśli wszyscy są gotowi, to myślę, że możemy zaczynać.

3.

Pożegnał się z Louisem, którego skończył egzaminować jako ostatniego, a ten od razu pobiegł w stronę zamku, za pewnie do Zayna. Zerknął na swój zegarek, ale ledwo dostrzegł tarcze w bladym świetle księżyca. Wiedział jednak, że jest coś koło dwudziestej drugiej. Przeegzaminowanie wszystkich tych uczniów okazało się niezłą męczarnią. Albo to on był zbyt wymagający. Lub to grupa związanych z powietrzem uznała, że to będzie bułka z masłem. Prawie wszyscy będą mieć poprawkę z wyjątkiem kilku osób.

Zaczesał do tyłu grzywkę, po czym pozwolił jej opaść swobodnie z powrotem na czoło. Westchnął i rozmasował kark. Pragnął teraz gorącej kąpieli. Długiej z bąbelkami i pianą. Naprawdę potrzebował się rozluźnić.

Wspiął się po schodach i wszedł do zamku zamykając za sobą wrota. Wspiął się na swoje piętro i powłócząc nogami nacisnął klamkę. Wśliznął się do pokoju, w którym paliło się światło lampki i to go zaskoczyło. Zmarszczył brwi i rozejrzał się po wnętrzu. Koło Lokiego drzemał John, a właściciel fretki przysnął w fotelu. Szatyn uśmiechnął się mimowolnie na ten uroczy widok.

Zrzucił z ramion bluzę i podszedł do blondyna. Oparł dłonie na jego kolanach i kucnął między nogami. Przez chwilę patrzył jak jasna grzywka układa się na jego czole podczas snu, aż w końcu wyciągnął dłoń i kciukiem pogładził go po policzku.

- Niall – odezwał się cicho i zaczął drapać za uchem, na co mężczyzna zareagował. – Nialler. Pobudka.

Niebieskie tęczówki zamazane snem wyłoniły się zza ciężkich powiek. Moment potem Irlandczyk przeciągnął się, przetarł oczy dłońmi i spojrzał na niego. Uśmiechnął się do niego czule, a w zmęczonych, sarnich oczach pojawiło się uczucie.

- Co tu robisz, Głodomorku? – spytał miękko i mocniej zacisnął dłoń na jego kolanie. Dostrzegł jak smutek wkrada się na twarz blondyna, a w oczach pojawiają łzy i Liam nie rozumiał co jest ich powodem.

- Czy zrobiłem coś źle dziś rano? – spytał lekko drżącym oddechem. – No bo tak nagle się odsunąłeś od pocałunku.

Westchnął ciężko i starł z jasnego policzka samotną łzę, która uwolniła się. Przejechał kciukiem, po drżącej dolnej wardze i uśmiechnął się delikatnie. Nie spodziewał się, że może to tak odebrać. Tak mocno przeżyć.

- Przecież powiedziałem ci, że nie zrobiłeś niczego źle – odezwał się Payne, sięgając po jego dłoń i zaciskając swoją na niej. – To ja. Po prostu… Rozmyślałem o tym, że okazujemy sobie uczucia. Dotykamy, całujemy i tak dalej. – A ja… - zawiesił głos i spojrzał w niebieskie oczy, gdzie tliła się nadzieja. – A ja nawet nie zapytałem, czy chcesz ze mną chodzić. Czy… Czy chcesz być moim chłopakiem? I chodzić ze mną na dziwne randki?

Niall zaśmiał się, a szeroki uśmiech rozjaśnił jego twarz. Serce szatyna zatrzepotało w piersi na ten widok i w duchu podskakiwał z radości. Bo to on spowodował, że te cudne usta wygięły się w tak szerokim i promiennym uśmiechu.

- Tak, ty głupku – zawołał, pospiesznie ocierając łzy z jasnych policzków. – Pewnie, że chcę z tobą chodzić na dziwne randki.

Liam uśmiechnął się i podniósł na równe nogi, po czym pociągnął Horana do góry. Wziął jego twarz w swoje dłonie i złożył na wąskich ustach długi oraz namiętny pocałunek. Potarł swój nos o jego, a ciepły oddech blondyna omiótł jego twarz. Dłońmi zjechał na jego talię, w której objął go mocno i przyciągnął najbliżej jak umiał.

- Marzę o gorącej kąpieli – wyznał Payne, wsuwając dłonie pod bluzkę swojego chłopaka. – Masz ochotę wziąć ją ze mną?

- No pewnie – mruknął w odpowiedzi Niall. – Zaczekaj.

Szatyn zamrugał zaskoczony, kiedy młodszy mężczyzna wyplątał się z jego objęć i zniknął w łazience. Chwilę potem usłyszał szum wody na co uśmiechnął się pod nosem. Zdjął z siebie czarną koszulkę i opadł na fotel, zrzucając ze stóp buty, które naprawdę już go uwierały. Rozprostował palce, po czym ciężko podniósł się z wygodnego miejsca.

- Już mogę? – zapytał, stając przy drzwiach.

- Jeszcze chwila – odpowiedział ze środka blondyn. Woda przestała lecieć, a on zmarszczył brwi zastanawiając się co on tam jeszcze robi. – Już.

Wśliznął się do środka i spostrzegł, że Niall przygotował mu kąpiel. Co prawda chciał z bąbelkami i pianą, ale ta zapowiadała się na równie przyjemną. Po powierzchni wody pływały płatki róż i drobne kwiatki, którymi zapewne była lawenda. To jej zapach roznosił się w powietrzu i domyślił się, że Irlandczyk na szybko przygotował olejek z tych kwiatków.

- Kochany jesteś – stwierdził, całując go w czoło. – To co? Wskakujemy?

Horan przytaknął energicznie i w tempie błyskawicznym pozbył się z siebie ubrań. Liam tłumaczył to sobie faktem, że nie egzaminował uczniów przez blisko dziesięć godzin. Wsunął więc stopy do ciepłej wody i usadowił się między nogami blondyna. Westchnął, przymykając powieki i pozwalając by dłonie jego chłopaka błądziły po jego plecach, rozmasowując napięte mięśnie.

- Miło? – szepnął mu cicho na ucho Niall.

- Nawet bardzo – wyznał, bawiąc się czerwonym płatkiem.

Niebieskooki przyciągnął go bliżej siebie, więc ułożył się wygodnie na jego piersi. Przebiegł mokrymi dłońmi przez jego brązowe włosy, zaczesując je do tyłu, a moment potem poczuł jak chłopak przyjemnie oraz delikatnie masuje jego skronie i skórę głowy.

- Jesteś aniołem – odezwał się, a jego głos wydawał się nienaturalnie głośny w ciszy jaka panowała w pomieszczeniu. W odpowiedzi otrzymał całusa w czubek głowy.

Powoli odpływał ze zmęczenia i gdyby nie głos blondyna, przywołujący go do rzeczywistości zasnąłby. Wyszli więc, wycierając się dokładnie nawzajem i uśmiechając się przy tym jak dwa głupki do sera. Wskoczyli w czyste ubranie i zakopali się pod kołdrą. Liam zasną niezwykle szybko, przytulając do siebie ciało Nialla, które tak idealnie wpasowywało się w jego własne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz