piątek, 4 kwietnia 2014

* Podróż do Elfiego miasta dziwnie mu się dłużyła. Od Jeziora Szmaragdów dzieliło ich tylko dwa dni drogi do niego, a on miał wrażenie, jakby jechali co najmniej dwa tygodnie. Powoli męczyła go ta podróż, bo najzwyklej w świecie nie przywykł do tak długich wypraw i to jeszcze konno.

Przebiegł palcami po jasnej grzywce, rozglądając się dookoła. Jakieś trzy godziny temu wjechali w las, którego skrajem podróżowali ostatnie dwa dni. Rosły tu potężne drzewa. Pnie były grube i wysokie na kilkanaście metrów. Korony były rozłożyste, nagie i trochę przerażały Nialla, bo wyglądały jak wielkie szpony, które próbowały sięgnąć po niego. Przez nie przebijały się ostatnie promienie zachodzącego słońca.


- Daleko jeszcze? – spytał blondyn, spoglądając na Rhydiana, który jechał u jego boku.

- Nie. Zaraz będą stajnie, gdzie zostawimy konie – odpowiedział mu, posyłając przyjazny uśmiech? – A jak ty się czujesz?

- Całkiem dobrze – odparł. – Ale potrzebuję porządnego łóżka. I kąpieli.

- Król Elfów na pewno o ciebie zadba – zapewnił go mężczyzna. – Z pewnością nie poskąpi ci luksusów. W końcu jesteś pierwszym Skrybą od setek lat. A do tego jeszcze Jockerem.

Horan uśmiechnął się blado. Nie potrzebował specjalnego traktowania. Byle tylko jego łóżko było wygodne, a woda ciepła, gdy zechce się wykąpać. Naprawdę nie potrzeba było mu dużo. Mimo to nie miał zamiaru sprzeciwiać się władcy elfów. Troszkę obawiał się tych istot.

Las ustąpił miejsca ogromnej polanie. Między potężnymi drzewami zostały zbudowane stajnie oraz mieszkania stajennych. Niall przyglądał się budynkom z zainteresowaniem, bo wydawały się być zlane z pniem drzewa. Wtedy przypomniał sobie, jak pisał o ich umiejętnościach formowania kory, drewna, tak by przybrało kształt jakiego pragnęli.

Z budynków wyłoniły się smukłe i wysokie istoty. Wyższe nawet od Rhydiana. Ich jasne policzki ozdobione były rumieńcami, a długie, czarne lub wręcz srebrne włosy opadały na plecy i odsłaniały spiczaste uszy. Ubrani byli w płaszcze, które wydały się blondynowi niezwykle delikatnymi materiałami. Jednak oni nie trzęśli się z zimna. Przyglądał im się z lekką fascynacją, jak i przestrachem.

Jeden z nich podszedł do niego i pomógł mu zejść z konia. Na początku stworzenie spłoszyło się, ale niebieskooki elf zdołał go okiełznać, szepcząc kilka słów w nieznanym mu języku. Domyślał się, że to elficki.

- Jest trochę nieokrzesany – odezwał się do blondyna, który złapał za lejce. – I bywa nerwowy.

- Proszę się nie martwić, Panie – przemówił łagodnie mężczyzna, a jego lekko ukośne oczy były pełne spokoju i bladoniebieskiego blasku tęczówek. – Zatroszczę się o niego osobiście, jeśli to Pana uspokoi.

- Ja… – zająknął się Niall, jednak po chwili patrzenia w te oczy, uspokoił się. – Dziękuję bardzo.

Elf pokłonił mu się lekko i odszedł wraz z jego koniem. Gdy tylko zniknęli między drzewami, cały spokój go opuścił i zmieszany rozejrzał się dookoła. Napotkał uważne spojrzenie Zayna, po czym podszedł do niego, brnąc przez śnieg. Ten ułożył dłoń na jego plecach i ruszyli za elfem w granatowym płaszczu.

- Nie bój się – odezwał się cicho książę, nachylają do niego. – Nie ugryzą cię. Są łagodne i bardzo przyjazne, ale mimo to tajemnicze.

Książę mocniej zacisnął dłoń na talii Nialla, który spojrzał na niego. Posłał mu więc ciepły uśmiech i ucałował w skroń. Blondyn westchnął cicho, przymykając powieki, po czym dalej ruszyli za wysokim elfem.

- Pamiętasz jak opisywałeś w swoich zeszytach elfie miasto? – spytał po chwili Zayn, na co niebieskooki przytaknął, przypominając sobie jak to robił.

- Pewnie wygląda piękniej, niż zawarłem w słowach – wyznał, uśmiechając się lekko. W jego głowie dokładnie pojawiły się wyrazy, których użył do opisania Elven. Zdał sobie właśnie sprawę, że szli tą wąską ścieżką, prowadzącą na most. Chwilę potem wyszli przed niego i Horanowi zaparło dech w piersi.

Po środku wielkiej przepaści znajdowało się potężny dąb, gruby na kilkaset metrów i na równie tyle wysoki. Korzenie były widoczne, do pewnego momentu, gdyż reszta nikła we mgle, która unosiła się w otchłani. Między nagimi gałęziami drzewa znajdowały się bladoniebieskie smugi, które okazały się wodospadami, a ich końce, zwisały w dół, jako kilkunastometrowe sople. Latem pewnie ów woda przepływała między liśćmi oraz gałęziami w jakiś magiczny sposób.

W głównej części pnia zbudowano królewski pałac. Jak zwykle drewno zostało wymodelowane przez elfy, tak by przypominało wejście do zamku. Niewielki spadzisty dach oddzielał dolną kondygnacje od górnych, które teraz były widoczne ze względu opadłych liści. Z okien padał delikatny pomarańczowy blask, zmieszany z czerwienią zachodzącego słońca.

Weszli na masywny most wyłożony brukowaną kostką, który prowadził prosto do wrót pałacu. W równych odstępach znajdowały się łuki, które przyozdobione były zwisającymi lampionami, wokół których owijały się metalowe pnącza - żmudna praca elfich kowali. Po obu stronach głównego drzewa znajdowały się podobne mosty, prowadzące do części miasta, znajdujących się na brzegach przepaści.

Było ono piękne. Cudowne domy zbudowane wokół drzew pokryte były mchem, a śnieg zalegający na dachach mienił się w świetle ostatnich promieni słońca. Mimo to Niall mógł dostrzec, to jak ozdobione zostały budynki. Na ścianach widniały żmudne ryciny motywów roślinnych. Na niektórych znajdowały się również pnącza teraz bordowe i nagie. Latem to miejsce musiało wyglądać cudownie.

Weszli na plac przed zamkiem, a ciężkie wrota otworzyły się przed nimi. Moment potem znaleźli się w przestronnym holu i Niall zadarł głowę, spoglądając na przepiękne, gwieździste sklepienie. Żebra podobnie jak i kolumny były z drewna, jednak pomalowane dziwnym rodzajem farby, która powodowała, że wszystko wyglądało jak z marmuru. Drewno zdradzała jednak nierówność kory. Z sufitu zwieszały się przepiękne żyrandole. Po prawej oraz lewej znajdowały się mniejsze wrota, prowadzące zapewne do obu części miast. Tuż obok nich znajdowały się schody na wyższe kondygnacje pałacu.

Na wprost wrót znajdowały się drzwi z jasnego drewna, które były przeszklone. To właśnie one chwilę potem otwarły się i wyszedł z nich wysoki, smukły mężczyzna. Miał długą, jedwabną szatę w beżowym odcieniu. Postawiony kołnierz, spięty był pod szyją zapinką, a złote guziki ciągnęły się aż do pasa. Na tunikę został nałożony ciemnobrązowy płaszcz, z szerokimi rękawami, który ciągnął się po podłodze, gdy mężczyzna ruszył ku nim. Na delikatne wargi wkradł się uśmiech. Szare oczy spoglądały na nich spod krzaczastych brwi, a czarne włosy zostały zaplecione w luźny warkocz, opadający na plecy. Czoło zdobił złoty diadem.

Horan podszedł w ślad za Zaynem, który lekko pokłonił się smukłemu elfowi. Ten stanął przed nimi, a uśmiech na jego wargach poszerzył się nieco. Jasne oczy spoczęły na blondynie, który tak naprawę najbardziej go interesował i to na nim zawiesił spojrzenie.

- Witam was w Elven – odezwał się łagodnie, rozkładając ramiona, a książęta oraz Niall wyprostowali. Coś błysnęło przy lewym oku chłopca i to właśnie to spowodowało, że król na chwilę wstrzymał oddech, by po chwili wyciągnąć dłoń w jego stronę. – Podejdź do mnie, chłopcze.

Niebieskooki niepewnie spojrzał na księcia Pik, który tylko skinął mu głową. Wyciągnął więc dłoń z rękawiczki i wsunął ją miedzy palce mężczyzny. Ten przyjrzał mu się uważnie, lustrując od czubka głowy, poprzez zarumienioną twarz, aż do samych stóp. Nie umknęła mu delikatna uroda, błyszczące niebieskie oczy i pewnego rodzaju niewinność.

- Więc to ty jesteś Skrybą – przemówił łagodnie, chwytając go za podbródek i przekręcając głowę w odpowiednią stronę. Błysk w lewym oku ponownie się pojawi, co wywołało delikatny uśmiech na ustach. – I do tego jesteś Czarnym Jockerem.

- Tak, Wasza Królewska Mość – przytaknął Niall. – Ale skąd Jaśnie Król wie?

- W twoim lewym oku jest charakterystyczny błysk. W prawym pojawia się u Czerwonych Jockerów – wyjaśnił, pozwalając mu wrócić do Zayna, po czym obrzucił wszystkich łagodnym spojrzenie. – Zapewne jesteście zmęczeni po tak długiej podróży. Wasze komnaty już czekają. Odpocznijcie więc trochę, a wieczorem zapraszam was na uroczystą kolację.

Znów pokłonili się lekko. Elf, który przyprowadził ich do pałacu, skierował się ku drzwiom po prawej stronie. Ruszyli za nim, a blondyn zerknął jeszcze przez ramię na Króla Elfów. Jednak chwilę potem smukła postać zniknęła za winklem, posyłając mu ostatni uśmiech.



Niall nie spodziewał się takiej gościnności ze strony elfów. Gdy znaleźli się w komnatach dla nich przydzielonych nie dowierzał, patrząc na wspaniały, okrągły salon z kominkiem i cztery pary drzwi - każde prowadził do jednej z sypialni.

Jemu została przydzielona komnata, ze wspaniałym widokiem na rozległą altanę, gdzie ustawiony był okrągły stolik i cztery krzesła. Znajdowała się ona w ogrodzie, który nawet pokryty śniegiem był piękny. Duże łoże z baldachimem okazało się niezwykle miękkie. Gdy się na nie rzucił naprawdę miał ochotę zasnąć, ale wtedy weszła służba, wnosząc jego kufry. Usiadł więc na brzegu i spojrzał na niewielką sofę, przy której ustawiony był stolik do kawy, a na nim wazon z kwiatami. Po lewej stronie łóżka stała drewniana szafka nocna, a po lewej został ustawiony parawan. Przed nim stała podłużna, drewniana balia.

- Czy czegoś Jaśnie Panu potrzeba? – zwrócił się do niego elf, ubrany w białą koszulę i ciemnobrązowy kaftan przewiązany jasnym pasem. Srebrne włosy były zaplecione w ciasny warkocz, a twarz wyglądała niezwykle młodo.

- Jak ci na imię? – zapytał Niall, ściągając rękawiczki z dłoni.

- Ross, Jaśnie Panie – odpowiedział niepewnie jasnowłosy elf, prostując się i splatając ręce za plecami.

- Ross. Bardzo ładne imię – uśmiechnął się lekko, przebiegając palcami po swoich farbowanych kosmykach. Gdy usłyszał znaczące chrząknięcie służącego pomyślał, iż być może zachowuje się niestosownie. – Tak. Em… Bardzo chętnie wezmę ciepłą kąpiel.

Młodzieniec skłonił się i wyszedł, informując go, że zaraz wróci. Horan w tym czasie zdjął z siebie buty oraz płaszcz, gdyż zaczynał się w nim grzać. Nie spodziewał się, iż wnętrza stworzone pośród drzew mogą być tak ciepłe. Ale to było bardzo miłe zaskoczenie.

Odłożył swoją broszkę na szafkę przy łóżku, kiedy jego służący wrócił wraz z dwoma innymi, niosąc wiadra z wodą. Napełnili nią balię, a jeden z nich wyciągną zza pasa sakiewkę. Otworzył ją, wsypując płatki drobnych kwiatków oraz dolewając olejku do kąpieli. Chwilę potem pomieszczenie wypełniło się przyjemnym fiołkowym zapachem.

- Pomogę się rozebrać Paniczowi – odezwał się Ross, gdy pozostali służący opuścili komnatę. Chciał zaprotestować, ale po chwili przystał na propozycję. Nie chciał urazić Króla Elfów. Mógł uznać tę odmowę, za obrazę jego majestatu oraz gościnności. Pozwolił więc by smukłe palce elfa zdjęły tunikę, a potem koszulę. Ze spodniami poradził sobie sam i lekko speszony szybko wszedł do balii, by zanurzyć się w ciepłej wodzie.

- Wiesz może, o której zaczyna się kolacja? – zapytał, przyglądając się, jak jasnowłosy składa dokładnie jego ubrania i układa na skrzyni ustawionej w nogach łóżka.

- Kiedy na niebie zabłyśnie Stella Annoctatis – odpowiedział posłusznie Ross, wieszając ręczniki na pobliskim parawanie. – To znaczy Gwiazda Zmierzchu. Nastąpi to za kilka godzin. Czy mogę coś jeszcze zrobić?

- Nie. Dziękuję bardzo. Możesz już odejść – polecił niebieskooki i odprowadził służącego do drzwi, które ten zamknął za sobą.

Odetchnął głęboko i zanurzył się w przyjemnie ciepłej wodzie, pachnącej fiołkami. Przymknął oczy, odchylając lekko głowę do tyłu i opierając ją na drewnianej krawędzi. Zdecydowanie tego mu potrzeba było. Relaksującej kąpieli. Nie brał takiej od swoich urodzin podczas, której to wypowiedział życzenie.

Pomyślał, że gdyby ponownie mógł je wypowiedzieć, to byłoby dokładnie takie samo. Spotkanie Olly’ego, Liama, a przede wszystkim Zayna, było najlepszym co mu się przytrafiło. I może Benedict czyhał na jego życie, ale póki miał blisko siebie księcia Pik wiedział, że nic mu nie grozi. Czuł się przy nim tak niesamowicie dobrze i bezpiecznie. Poza tym, coś było między nimi.

Uśmiechnął się lekko na wspomnienie królewicza, który był tak dla niego dobry. Podarował mu komnatę z fortepianem, dbał by niczego mu nie brakowało, troszczył się o niego. No i co najważniejsze kochał go. Bo mógł to tak nazwać, prawda?

Wyprostował się i sięgnął po gąbkę, którą zaczął obmywać swoje ciało. Woda powoli robiła się chłodna, fiołkowy zapach znikał, a on zaczął marszczyć się jak śliwka. Wyszedł więc z balii, mocząc podłogę i sięgnął po biały ręcznik. Wytarł się nim dokładnie, obwiązał wokół bioder i podszedł do kufrów, które otworzył.

Wyciągnął ubrania, które zostały uszyte specjalnie na tę okazję ułożył je na łóżku przyglądając im się dokładnie. Były z jedwabiu. Na długą srebrzystą tunikę, sięgającą do ziemi naszyta została jasnoszara koronka w kwiecisty motyw. Granatowy kaftan tej samej długości doskonale pasował do szerokiego pasa. Westchnął ciężko, patrząc na to wszystko i obawiając się tej kolacji. Nie czuł się pewnie.

Założył dobrze skrojone spodnie i właśnie próbował wyplątać się z bawełnianej koszuli kiedy rozległo się pukanie do drzwi. Warknął cicho niezadowolony, po czym odezwał się.

- Proszę.

Usłyszał kliknięcie zamka, po czym ktoś wszedł do środka. Chwilę potem rozpoznał znajomy, dźwięczny śmiech Zayna. Książę podszedł do niego i pomógł mu wyplątać się z koszuli. Dopiero wtedy dostrzegł strój Malika. On również miał długą do ziemi tunikę, przewiązaną pasem, a na ramiona zarzuconą pelerynę, spiętą pod szyją. Jednak to nie była czerń. Tunika miała szary odcień, a czarne były tylko obszycia oraz guziki. W tym samym kolorze był również pas oraz peleryna. Na włosach spoczywała korona.

- Nie ubrałeś się tak jak zwykle – zauważył, gdy brunet sięgnął po jego tunikę, rozkładając ją. Wsunął ręce w rękawy i odwrócił się do niego przodem.

- Elfy nie lubią czerni – wyjaśnił królewicz, zapinając guziki jego tuniki. – Poza tym Hiemelia Solstitium to radosne święto, więc nie powinno się nosić czerni.

- Rozumiem – uśmiechnął się lekko, wyciągając ręce w stronę bruneta, by mógł zapiąć guziki przy rękawach. – Jak właściwie ma na imię Król Elfów?

- Hugo. Hugo Weaving – odpowiedział książę Pik i sięgnął po pas, który zaczął obwiązywać wokół talii Skryby. – Nie za ciasno?

- Nie – pokręcił przecząco głową Horan i spojrzał w dół na swoje bose stopy, po czym wyprostował się i przełożył ręce przez szerokie dziury granatowego kaftana, który opadł wzdłuż jego ciała. Odwrócił się przodem do Zayna, który poprawił jeszcze mankiety, oraz stojący kołnierz.

- Gdzie masz broszkę? – spytał.

- Leży na szafce – odpowiedział i usiadł na skraju materaca, by założyć jasne buty z cholewami, wciskając w nie nogawki spodni. Gdy podniósł głowę do góry brunet nachylił się i zapiął broszkę na lewej piersi. Następnie podszedł do stolika, gdzie stał słoik z bursztynową mazią oraz drewniane pudełko. Wziął to wszystko i wrócił do łóżka.

- Co to? – spytał blondyn, spoglądając na maź, której odrobinkę Malik wziął na palce i roztarł na wewnętrznych stronach dłoni.

- To miód – wyjaśnił i wplótł palce w jasną grzywkę, zaczesując ją do tyłu. – Musisz odsłonić czoło, a miód to najlepsze rozwiązanie, by utrzymać niesforne włosy w rydzach na kilka godzin. Będziesz pachniał miodem i fiołkami.

- Podoba mi się to jak będę pachniał? – zapytał Niall, mrużąc oczy, kiedy królewicz szarpał delikatnie za jego włosy.

- Nawet nie wiesz jak bardzo – przyznał, po czym nachylił się i skradł buziaka z jego malinowych warg. Skończył układać jasne kosmyki, po czym pospiesznie obmył ręce w balii i wytarł w ręcznik. Otworzył wąskie, kwadratowe pudełko ozdobione dwoma treflami oraz pikami i z granatowej satynowej poduszki podniósł srebrzysty diadem. Był on bardzo delikatny. Wokół głównej obręczy, lekko wygiętej w dzióbek na środku, owijały się niczym pnącza, po dwa druty. Dwa z nich przecinały się w środku rąbu i delikatnie zawijały. Blondyn miał wrażenie, że już go gdzieś widział.

- To dla mnie? – spytał, gdy Malik odwrócił go w jego stronę.

- Oczywiście. To Diadem Czarnego Jockera – wytłumaczył książę Pik, powili wsuwając ozdobę na czoło niebieskookiego. I wtedy Horan przypomniał sobie gdzie go widział. Wtedy w wizji w bibliotece.

- To diadem Petera – odezwał się cicho, gdy zimny metal spotkał się z jego czołem i mógł spuścił głowę.

- Nie. Czarnego Jockera – poprawił go brunet i chwycił za podbródek, nakierowując jego jasne oczy na swoje ciemne. – Elfy stworzyły dwa diademy dla Jockerów. Jeden dla Czarnego, drugi dla Czerwonego. Zawsze po ustaleniu wysyłało się wiadomość do Elven, a posłaniec przesyłał diadem, który wracał do miasta wraz ze śmiercią Jockera. A to, że Peter był jedynym Czarnym Jockerem… Tak po prostu wyszło. Chodź.

Wyciągnął dłoń do Skryby, którą ujął i razem podeszli do lustra. Niall nie mógł uwierzyć w to co widział. To nie mógł być on. Nie mógł się tak bardzo zmienić, przywdziewając piękne szaty. A jednak. Wyglądał dostojnie, ubrany w srebrzystą tunikę, z diademem na czole. Twarz zyskała nieco ostrzejszych rysów, a w niebieskich oczach skrywała się pewnego rodzaju mądrość oraz świadomość tego kim jest.

Zamrugał zaskoczony. Miał wrażenie, jakby wieki minęły odkąd spoglądał w lustro. Wtedy był małym łakomczuchem, pracującym w antykwariacie z okularami na nosie. A teraz?

- Wyglądam jak… jak… – zaciął się, nie mogąc wyrzucić z siebie właściwych słów.

- Jak królewicz? – dokończył za niego Zayn, a on przytaknął. – W rzeczy samej.

Odwrócił go w swoją stronę i poprawił kilka niesfornych kosmyków. Zarzucili na ramiona swoje płaszcze, po czym wyszli z komnat. Ruszyli wąskim schodami w dół by zejść do niewielkiego holu. Zajmowali bowiem kilka komnat w małym dworku gościnnym po tej części miasta.

Wyszli na zewnątrz, a mroźne, wieczorne powietrze otuliło ich ciała. Oddech zamieniał się w obłoczki, policzki powoli przyozdobiły dorodne rumieńce. Delikatnie zielone światło z latarni padało na ulice i Horan mógł dostrzec w oddali Lottie oraz Louisa również kierujących się do pałacu.

- Ah. Przypomniało mi się coś – odezwał się nagle Zayn, gdy byli tuż przed mostem prowadzącym do drewnianych drzwi, które były otwarte. – Elfie wino jest bardzo mocne oraz bardzo słodkie i trochę jak syrop. Im to nie przeszkadza, ale dla ludzi jedna lampka, to tak jakbyś wypił całą butelkę Danielsa. Tak więc proś o rozcieńczone z wodą. Nie chcę, żebyś się upił.

- Dobrze – przytaknął mu, a chwilę potem znaleźli się w pięknym hollu pałacu. Elf w brązowym kaftanie odebrał od nich płaszcze i skierował ich w stronę przeszklonych drzwi, które teraz stały otworem. Ze środka sali dobiegał radosny gwar rozmów.

Książę Pik podał ramię blondynowi, który ujął je z delikatnym uśmiechem, po czym równym i dostojnym krokiem wkroczyli do środka i przystanęli na moment. Niall pierwsze co zrobił to spojrzał w górę. To sklepienie też było gwieździste i podobnie jak w holu, z sufitu zwieszały się przepiękne żyrandole. Po przeciwnej ścianie między kolumnami znajdowały się duże, łukowe okna, przez które wkradały się promienie księżyca.

- Tam są nasze miejsca – usłyszał przy uchu szept mulata, po czym spuścił wzrok i spojrzał we wskazanym kierunku. U szczytu stołu, przy którym stali były dwa wolne miejsca, zaraz obok księcia Trefl. Ruszyli więc w tamtą stronę i dopiero teraz Horan skupił swoją uwagę na ułożeniu stołów. Po przeciwne stronie znajdował się drugi, przy którym dostrzegł Liama ciskającego pioruny w stronę Malika. Obok niego siedziała Emma, na widok której rozpromienił się. Ona jednak wyraźnie wyglądała na zaskoczoną i troszkę przestraszoną. Moment potem domyślił się jakich kłamstw zapewne naopowiadał jej książę Karo. Odwrócił więc głowę, spoglądając na ostatni stół ustawiony w poprzek tych dwóch. Przy nim miejsce już zajął Król Elfów. U jego boku siedziała urocza dziewczyna o długich, czarnych włosach i delikatnej, alabastrowej cerze. Rozmawiali o czymś, a dziewczyna uśmiechała się do mężczyzny uroczo.

- To Arianna. Księżniczka Elven – wytłumaczył mu cicho królewicz, po czym odsunął niebieskookiemu krzesło, na którym usiadł. Zayn zajął miejsce obok niego i moment potem podszedł do nich elf. Oboje poprosili o wino rozcieńczone z wodą i blondyn pozwolił spojrzeć sobie na osobę, zajmującą miejsce na wprost niego.

Był to chłopak o jasnej karnacji. Na czekoladowych lokach spoczywała delikatna złota korona. Zielone oczy skryte były pod długimi rzęsami, a pełne usta wyginały się w lekkim uśmiech, gdy spoglądał w stronę pewnego szatyna, po przeciwległej stronie. Niall uśmiechnął się, zdając sobie sprawę, iż to zapewne książę Kier.

Moment potem ich napoje zostały przyniesione, a drzwi do sali zamknięte. Król Elfów powstał ze swojego miejsca i fioletowa tunika opadła falami wzdłuż jego ciała. Czoło zdobił ten sam złoty diadem. Wyciągnął dłoń w górę i rozmowy natychmiastowo zamilkły, skupiając na sobie uwagę wszystkich zgromadzonych.

- Witam. Witam zarówno Świetlisty Dwór, jak i Mroczny Dwór w Elven. Witam również pozostałych dostojnych gości z Alagaesii, Śródziemia, Narnii oraz Nibylandii – przemówił Hugo spokojnym, ale potężnie brzmiącym głosem. – Jednak przede wszystkim chciałbym przywitać naszego wyjątkowego gościa, który pojawił się w Arkadii po raz pierwszy od setek lat. Wznieśmy toast za Skrybę oraz Czarnego Jockera, Niall Horana.

Król wzniósł swój kieliszek, więc blondyn poszedł w jego ślady i wziął w palce swój. Elfi władca posłał mu delikatny uśmiech, po czym upił łyk swojego napoju. Zrobił to samo dość niepewnie, po wysłuchaniu ostrzeżeń o winie tych stworzeń. Mógł powiedzieć, że gdyby nie woda, to faktycznie było by bardzo słodkie. I skrzywił się odrobinę kiedy poczuł alkohol.

- A teraz życzę wam smacznego oraz przyjemnej zabawy podczas Hiemelia Solstitium – powiedział jeszcze Hugo, po czym zasiadł na swoim krześle i zaklaskał. Do sali wkroczyło kilkudziesięciu służących niosących przekąski, dania główne oraz desery. Oczy Nialla zaświeciły się na ten widok, a w brzuchu zaburczało mu i dopiero teraz zdał sobie sprawę jak głodny był.

Postawiono przed nim pełne półmiski i nie mógł się powstrzymać od oblizania warg. Chwilę potem jednak zmarszczył brwi, nie widząc kurczaka, klopsików, czy nawet zwykłych parówek. Wydął usta w dzióbek i nachylił się w stronę Zayna.

- Czemu nie ma mięsa? – szepnął cicho.

- To elfy. Rzadko jedzą mięso. Żywią się tym co da im natura. Owocami, warzywami, zbożami. Mięso jedzą tylko i wyłącznie, gdy zwierze umrze śmiercią naturalną. W ich naturze nie leży zabijanie bezbronnych istot, jakimi są zwierzęta – wytłumaczył mu cicho królewicz. – Ale mimo wszystko ich jedzenie jest bardzo smaczne. Spróbuj pszennych bułeczek z twarogiem, ze szczypiorkiem i pomidorami. Naprawdę dobre.

Brunet sięgnął po koszyczek pełen bułeczek i niebieskooki wziął jedną z nich w palce, po czym lekko nacisnął. Skórka była chrupiąca, ale w środku bułka była mięciutka. Wziął więc jeszcze jedną i sięgną po szklaną miseczkę z twarogiem. Rozkroił pieczywo posmarował i wgryzł się w nią.

- I jak? – spytał Malik, spoglądając na niego.

- Bałdzo dobłe – przyznał Horan, na co mulat zaśmiał się cicho pod nosem i starł z jego policzka trochę białego serka. Niall Zawstydził się i dorodny rumieniec oblał jego policzki. Miał nadzieję, że ta kolacja nie okaże się kompletną katastrofą.



Wpadli do salonu oświetlonego bladym blaskiem księżyca. Ich usta łapczywie szukały się nawzajem, a dłonie błądziły bo miękkich materiałach ubrań. Ciche westchnięcia oraz sapnięcia ulatywał spomiędzy warg. Ubrania plątały się, gdy próbowali dosięgnąć klamki drzwi. Płaszcze opadły pod ich stopy, w które się zaplątali i z hukiem opadli na drewno.

Dłonie Zayna przebiegły po talii blondyna, po czym dosięgły jego zarumienionych policzków. Spojrzał prosto w błyszczące błękitem oczy, a kciukami zaznaczył kości policzkowe. Kilka jasnych kosmyków opadło mu na czoło, przysłaniając srebrzysty diadem. Niall wyglądał tak pięknie dzisiejszego wieczoru, tak cudownie, że pragnął go odkąd zobaczył go w pełnej krasie. W tych pięknych szatach. Z tymi cudownymi, chabrowymi oczyma.

To trafiło go jak grom z jasnego nieba. Gdy patrzył w te piękne oczy i miał na wyciągnięcie ręki lekko rozchylone, malinowe wargi. Wszystkie uczucia, które do tej pory w nim były nagle stały się tak jasne. Potrzebował zdecydowanie zbyt wiele czasu na to wszystko. I naprawdę nie rozumiał dlaczego stało się to dziś i właśnie w tej chwili.

- Niall? – odezwał się cicho, muskając jego delikatne wargi.

- Tak? – odszepnął, zarzucając mu ręce na szyję.

- Kocham Cię – odparł i złożył słodki oraz staranny pocałunek na jego ustach. – Kocham Cię tak bardzo. Ale… – złożył kilka, krótkich przenosząc się na jego szyję. – Ale nie każ mi zapominać o Peterze.

- Nie chcę żebyś o nim zapominał – sapnął Horan, przylegając ciasno do piersi księcia. – Chcę tylko żebyś kochał mnie, a nie fakt, że jestem podobny do niego.

- Ale ja kocham ciebie. Tylko ciebie – odparł i zachłannie wpił się w usta Skryby.

Niall odnalazł klamkę, nacisnął, a drzwi do jego komnaty ustąpiły. Wpadł do środka i gdyby nie silne ramię Zayna owijające się wokół jego talii, runął by na podłogę.

Na oślep dotarli do łóżka, po drodze tracąc pasy. Horan zsunął z ramion księcia jego czarną pelerynę, a ten odwdzięczył mu się tym samym, rzucając z niego granatowy kaftan. Oderwał się od jego ust tylko na krótką chwilę, by pchnąć blondyna na materac. Malik zdjął ze swoich stóp buty, po czym złapał chłopaka za kostkę. Powoli zsuną z jego stopy but, co spotkało się z cichym chichotem. Spojrzał na niego, uśmiechając się delikatnie i połaskotał swojego ukochanego w stopę. Ten zaśmiał się radośnie i zabrał nogę.

- Dawaj tutaj drugą – polecił mu z uśmiechem, zdejmując z głowy koronę i pozwalając jej potoczyć się w ciemny kąt. Chwycił za łydkę niebieskookiego i zdjął drugiego buta, który z hukiem spadł na podłogę za jego plecami. Pospiesznie rozpiął kilka guzików swojej tuniki i wsunął się między jego nogi i nachylił się do niego.

Książę przygryzł dolną wargę Horana, po czym wśliznął się językiem w ustach, penetrując każdy zakamarek. Jego palce zwinnie rozpinały guziki tuniki blondyna, on zaś wsunął swoje ręce na barki Zayna. Zacisnął dłonie, na szarym materiale, odchylając głowę do tyłu z cichym westchnięciem i pozwolił mu zaatakować jego szyję.

- Pragnę cię – wyszeptał i lekko uniósł biodra w górę, szukając przyjemnego tarcia. Przejechał dłońmi na przód i pospiesznie rozpiął resztę guzików przy tunice królewicza. – Kochaj się ze mną.

Nie trzeba było mu powtarzać dwa razy. Pozbył się jego szat, odrzucając je na podłogę. Chwilę potem zrzucił z siebie niepotrzebne materiały i spojrzał z góry na piękne ciało Nialla. Rozchylił usta na ten widok, a jego dłonie zacisnęły się na talii i powoli przejechały w górę. Jasna, mleczna skóra, tak bardzo kontrastowała z ciemną, co bardzo go zachwycało.

- Jesteś tak piękny – mruknął, zdejmując z czoła blondyna srebrny diadem i odkładając na szafkę nocną. – Mogę cię zatrzymać tylko dla siebie i nie dzielić się tobą z nikim?

- Masz mnie tylko dla siebie – odszepnął cicho, wplatając dłoń w ciemne włosy. Chwilę potem ponownie poczuł pełne usta królewicza na swoich, więc odwzajemnił pocałunek z niezwykła pasją, pozwalając powiekom opaść.

Ich oddechy zmieszały się ze sobą, kiedy oderwali się od siebie na chwilę i głęboko zajrzeli w oczy. Chwilę potem brunet zaczął składać pocałunki w dół jasnej szyi, dłużej zatrzymując się na dobrze zaznaczonych obojczykach. Kciukami malował koła na biodrach, schodząc pocałunkami w dół piersi, aż do brzucha. Pieścił jasną skórę Skryby, jakby to była najcenniejsza rzecz, przyprawiając go o dreszcze, gęsią skórkę i ciche westchnięcia.

Księżyc bezwstydnie przyglądał im się, oświetlając komnatę srebrzystym blaskiem, kiedy przeciągły jęk uleciał spomiędzy malinowych warg, a paznokcie delikatnie wbiły się w karmelową skórę, zostawiając czerwone ślady, gdy zjechały w dół. Jasne włosy rozsypały na poduszkach niczym aureola, a urywane jęki opuszczały rozchylone wargi.

Ruchy księcia były płynne oraz delikatne, pełne pasji oraz namiętności. Pragnął mu przekazać w tym zbliżeniu, tyle miłości do niego ile w sobie miał. Pokazać tę, którą do tej pory trzymał, nie pozwalając jej się uwolnić przez bolesne wspomnienia o Peterze. To one go powstrzymywały. Trochę zbyt długo pozwalał sobie by nim władały. Ale już koniec z tym. Postanowił by pozostały w nim tylko te dobre wspomnienia pierwszego ukochanego i pozwolił sobie na rozkwitnięcie nowego uczucia.

Delikatność w jego czekoladowych oczach zmieszała się z pragnieniem oraz pożądaniem. Patrzył jak drobniejsze ciało pod nim wije się i wygina z przyjemności, pokryte warstwą potu. Jego czarna grzywka, też już przykleiła się do czoła.

- Wyglądasz cudnie – szepnął mu na ucho i ucałował w policzek. – Pięknie z tymi włosami rozrzuconymi na poduszkach, zarumienionymi policzkami, pociemniałymi oczyma, pachnąc miodem i fiołkami.

- Zayn… Zaraz… – wysapał Niall, wbijając paznokcie w ciemną skórę na plecach. – Ja… Zayn…

Blondyn wyjęczał jego imię głośno i przeciągle, szczytując. Opadł na materiał, oddychając ciężko. Zajęczał cicho, kiedy brunet doszedł, po czym opadł na materac obok niego. Odwrócił głowę w jego stronę i posłał mu błogi uśmieszek. Chwilę potem poczuł jego miękkie wargi na swoich oraz ramię owijające się wokół jego talii. Ułożył się więc wygodnie w objęciach księcia i pozwolił sobie zasnąć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz