- Kochanie, masz ochotę na spacer wzdłuż portu?
Rodzice Harry’ego rozwiedli się już jakiś czas temu. Chłopiec nie utrzymywał żadnego kontaktu ze swoim ojcem i słyszał też, że i on nie był nim zainteresowany.
Według niego, jego rodzicielka była najwspanialszą matką na świecie. Opiekowała się nim cały ten czas, kiedy w ciągu swych osiemnastu lat przeżył istne piekło na ziemi.
Harry przytaknął.
Pragnął zobaczyć przystań, wchłaniać te uczucia, te same, których tak wszyscy pożądali. Dwójka gawędziła podczas spaceru, ciesząc się widokami oraz otrzymywanymi powitaniami.
Harry czuł się dobrze, wiedząc, że nikt go tu nie znał, nikt nie wiedział o jego przeszłości i nikt nie mógł go oceniać. Może gdyby miał wystarczająco dużo szczęścia, nikt w Lymington by go nie osądzał, niezależnie od znajomości jego przeszłości.
Przypadkiem usłyszał kliku mieszkańców rozmawiających o jednej i tej samej rzeczy: tegorocznych mistrzostwach. W rzeczywistości Lymington znany był z zawodów, jakimi były regaty. Im więcej widział o tym miejscu, tym więcej do niego przemawiało. Harry nie przejmował się tym, że znajdował się z dala od jego poprzedniego miejsca zamieszkania. Może i tak było lepiej.
_____
- Nadchodzące mistrzostwa są bardzo ważnym wydarzeniem, Louis. Poprzednim razem nie udało ci się wygrać, lecz co cię powstrzymuje od zgarnięcia pierwszego miejsca w tym roku?
Ojciec Louisa był całkowicie przekonany o tegorocznej wygranej syna, ponieważ widział, że chłopiec ciężko trenuje. W wieku dziewiętnastu lat, niespełna dwudziestu, Louis był młodym, utalentowanym mężczyzną z możliwością stania się poważnym, międzynarodowym i już nie wyłącznie krajowym zawodnikiem. Młodzieniec dumnie się uśmiechnął, zdając sobie sprawę, jak wielką nadzieję pokłada w nim ojciec.
- Nic. - pokręcił głową.
- Synu, ty już osiągnąłeś sukces - odpowiedział łagodnie. - Jedyne, czego potrzebujesz, to zwycięstwo. Sukces nie polega na ciągłym wygrywaniu, a doskonaleniu się przy każdej próbie. Tak, jak mówiłem, osiągnąłeś już sukces. Teraz musisz tylko i wyłącznie wygrać te zawody.
- Cieszę się, że we mnie wierzysz, tato.
- Wszyscy w ciebie wierzymy. Przede wszystkim Eleanor. Wiesz, że cię kocha?
Louis skinął w potwierdzeniu, odrobinę się rumieniąc.
- Wiem, tato. Ja ją również.
- Synu, masz wszystko. Rodzinę, przyjaciół, dziewczynę, a sam odnosisz sukcesy w tym, co robisz, w nauce i sporcie. Czego więcej potrzebujesz?
_____
Harry odwrócił się, spoglądając na łódkę z jego imieniem. Dlaczego ktoś nazwał ją Harry? Było to coś, czego chłopiec nie potrafił zrozumieć. Sam nawet nienawidził własnego imienia, pomyślał, że to dziwne… Każdy wołał w jego stronę: „Harry?! Jak Harry Potter!”, a tego miał już po prostu dość.
Mama Harry’ego zrobiła trochę zakupów zanim wróciła do domu wypełnionego stertą pudeł i kilkoma meblami, znajdującymi się na miejscu.
- Wszystko dobrze, kochanie?
Harry przytaknął na potwierdzenie.
- Jesteś zbyt cichy.
- Przepraszam, po prostu nie wiem, co powiedzieć. Naprawdę bardzo podoba mi się to miejsce, chciałbym się nim nacieszyć.
- Spodoba ci się, skarbie. Jestem tego pewna. Myślę, że mógłbyś chwilowo znaleźć jakąś pracę zanim udasz się na studia.
- Tak sądzisz? - zapytał marszcząc brwi.
- Dopóki to wszystko nie minie… A jeśli będzie to konieczne, możemy się znowu przeprowadzić.
- Nie - warknął Harry. - Nie będzie to konieczne, mamo. Nie zniosę kolejnej przeprowadzki.
_____
Louis wraz z ojcem spacerowali wkoło portu, kiedy zauważyli otwarte drzwi wejściowe, a w nich kobietę uprzątającą meble. Na jej widok na twarz starszego mężczyzny wkradł się niewielki uśmiech.
- Mógłbym w czymś pani pomóc?
Kobieta o ciemnych włosach i niebieskich oczach skinęła głową.
- No cóż, oczywiście! - uśmiechnęła się z ulgą. - Mój syn ustawia resztę rzeczy w środku, a ja muszę skończyć porządki tutaj…
- Spokojnie - odpowiedział mężczyzna. - Lou, synu, mógłbyś pójść na górę i mu pomóc.
Louis przytaknął, uśmiechając się na powitanie, następnie przekraczając próg mieszkania. Wydawało się ono całkiem przytulne, choć trochę zakurzone. Rozejrzał się wkoło, dostrzegając wysokiego, szczupłego chłopca, rozłożonego na wersalce. Z daleka mógł usłyszeć ojca rozmawiającego z matką ów chłopaka, lecz mógł się wyłącznie domyślać, co było tematem ich rozmów.
- Zamierzasz mi pomóc, czy będziesz się tak na mnie lampić w nieskończoność?
Harry uniósł delikatnie podbródek, zwracając się w jego kierunku. Obaj byli zakłopotani, nie wiedząc sami, dlaczego. Louis przyglądał się twarzy chłopaka, uświadamiając sobie, że to właśnie jego obserwował przez okno.
- Przepraszam - odparł. - Swoją drogą nazywam się Louis Tomlinson. - wyciągnął rękę by uścisnąć ją z Harrym. - A ty?
- Harry. Harry Styles, ale wszyscy mówią mi Harry.
Obaj złożyli ręce w uścisku. Harry szybko oderwał swoją dłoń od jego, gdyż nie czuł się z tym zbyt komfortowo.
- Mógłbyś mi pomóc przesunąć te dwa siedzenia? - wskazał Harry. - Powinny stać po obu stronach wersalki, skierowane w stronę telewizora.
- Jasne.
Pierwsze wrażenie Louisa o Harrym nie było zbyt dobre. Chłopiec wydawał się być odrobinę szorstki i za wszelką cenę starał się zachować między nimi co najmniej kilkukilometrową odległość. Jednakże nie bał się mu pomóc, głównie z uwagi na to, że od tej pory mieli być sąsiadami. Z drugiej strony, Harry po prostu nie wywarł na nim żadnego wrażenia.
- Podoba ci się w Lymington? - spytał Louis, próbując podtrzymać rozmowę.
- Tak, nawet bardzo. - przytaknął. - Mieszkasz tu od urodzenia?
- Tak, tak. Ojciec ma tu łódkę, a moja rodzina ma żeglarskie korzenie.
- Teraz rozumiem, dlaczego wyglądasz tak, a nie inaczej… - zaśmiał się. Nie była to obraźliwa uwaga a żart z powodu jego koszulki w paski. - Też się tym zajmujesz? Chodzi mi o to, czy łowisz… lub inne tego typu rzeczy?
- Nie, nie. - zaśmiał się Louis. - Po prostu w wolnej chwili pomagam ojcu. Prawdę mówiąc, zajmuję się czymś innym.
Harry chwycił jedno z krzeseł, po chwili opuszczając je w dół. Podnoszenie czegokolwiek sprawiało mu niesamowity ból podczas stałego przenoszenia mebli to w jeden, a to w drugi kąt. Louis złapał za krzesło, ustawiając je po drugiej stronie wersalki.
- To co ty robisz? Podnosisz ciężary? - Harry zaśmiał się ponownie, delikatnie pocierając bolącą rękę.
- Startuję w regatach. - skinął Louis. - Ponadto uczę się, ale na razie są wakacje, tak więc trenuję.
- Trenujesz - powtórzył cichutko, szeroko otwierając oczy.
Louis uniósł kąciki ust w półuśmiech ponownie przytakując.
- A ty, Harry, czym się zajmujesz?
- Wiesz… - Harry parsknął, opadając na kanapę. - Skończyłem liceum i takie tam. Niedługo otrzymam wyniki z egzaminów i myślę o pójściu na studia, lecz moja mama zasugerowała, że mógłbym najpierw znaleźć sobie coś dorywczego zanim zajmę się ponownie nauką.
- Tak więc masz osiemnaście lat?
- Tak. - skinął głową w potwierdzeniu. - A ty?
- Dziewiętnaście. Dwudziestka stuknie mi w grudniu. - Louis zajął miejsce na krześle, kładąc nogi osobno, zaś łokciom pozwolił spocząć na jego udach. - Co chciałbyś studiować?
- Och, nie mam pojęcia. Wiesz, zawsze chciałem być nauczycielem. Tak, nauczycielem literatury lub czegoś w tym stylu.
- Świetnie - odpowiedział Louis, uśmiechając się jak zawsze. - Uniwersytet Southampton nie jest zły, tam właśnie studiuję.
Lymington znajduje się na wchód od Lymington River w kanale między Wyspą Wighta a stałym lądem w New Forest, dzielnicy Hampshire w Anglii. Uniwersytet Southampton w Hampshire był położony dość daleko od Lymington.
- Naprawdę? Zawsze pokonujesz taką odległość z Lymington do Southampton?
- Nie. - chłopak pokręcił przecząco głową. - Mamy w mieście mieszkanie i zatrzymuję się tam w trakcie nauki, ale w weekendy zawsze wracam, żeby móc trenować do zawodów.
- Wydajesz się mieć wszystko.
Louis wzruszył ramionami. - A ty? Skąd jesteś?
Harry spiął się na samą myśl o przeszłości. Starał się nie myśleć o jego poprzednim mieście do czasu, gdy Louis przypomniał mu jego dawny dom, dawne życie, dawne… wszystko.
Przełknął ciężko, starając się uchylić od odpowiedzi. Jednakże coś mu mówiło, że nie będzie to wystarczające dla starszego chłopaka.
- Liverpool - rzucił Loczek.
- Serio, Liverpool? Przyjechałeś do Lymington z Liverpoolu? Nie przejmuj się, nie będę pytał, dlaczego, musiałeś mieć jakąś osobistą przyczynę, ale hej, cieszę się, że podoba ci się tutaj.
Po kilku minutach niezręcznej ciszy Harry postanowił wstać i dokończyć przesuwanie mebli. Louis był jak najbardziej chętny do pomocy. Ostatecznie Harry miał przeczucie, że wszystko mogło się w końcu ułożyć.
- Dziękuję za wszystko, panie Tomlinson - odpowiedziała matka Harry’ego, uśmiechając się ciepło.
- Cała przyjemność po mojej stronie, pani Styles. Mieszkamy tuż obok, więc jeśli pani by jeszcze czegoś potrzebowała…
Harry spojrzał na Louisa, który wzruszył ramionami, nie mówiąc nic więcej. Spoglądał na niego z zaciekawieniem, z łobuzerskim wyrazem twarzy, widząc jak miło i przyjaźnie się na niego patrzył. Obserwował go jak wychodził. Wzruszył ramionami i przymrużył oczy, wracając z powrotem do domu.
- Louis wydawał się byś miłym chłopakiem, prawda?
- Tak, mamo. Jest sportowcem, studiuje medycynę. Ten chłopak ma wszystko.
- Jego ojciec jest dobrym człowiekiem. Wydaje mi się, że będziemy mieli wspaniałych sąsiadów.
Harry był z tego nadzwyczaj zadowolony. Prędko wtulił się w matkę, która z miłością przyciskała go do swojej piersi, całując jego niesforne loki.
____
- Co z tamtym chłopcem?
Rodzice Louisa byli pochłonięci gotowaniem, zaś szatyn oparty o ladę bawił się jabłkiem.
- Wyglądał na dość przybitego, ale myślę, że jest nawet miły… Choć trochę dziwny. - skinął Louis. - Ale ma aspiracje, co mi się bardzo podoba.
- Jest zainteresowany zawodami?
- Wydawał się być zafascynowany, kiedy o tym mówiłem, ale nie sądzę, że jest taki jak ja. Przyjechał tu z Livepoolu, tato.
- Liverpoolu? - spytał, unosząc brwi. - Dlaczego ktokolwiek miałby przyjeżdżać do Lymington z Liverpoolu?
- Zapewne z osobistych powodów, nie pytałem.
- Wydają się być miłymi ludźmi - powiedziała mama. - Obserwowałam ich z okna. Może doświadczyli jakiejś straty. Samotna kobieta z synem tak daleko od domu, to musi być straszne.
- Dokładnie - odpowiedział Louis. - W dodatku Zayn jest z Liverpoolu i kiedy go spytałem, co sądzi o przeprowadzce do Lymington i wstąpieniu do klubu zawsze odpowiadał, że nigdy w życiu by tego nie zrobił i że Liverpool jest wspaniały.
_____
Minęło kilka dni od przyjazdu Harry’ego do Lymington. Chłopiec spędzał dużo czasu na zewnątrz, spacerując, wchłaniając spokojną atmosferę, jaka panowała w porcie.
Pewnego dnia jego matka wpadła do domu z ogłuszającym krzykiem radości.
- Harry! Haaaaaarry! Mam coś dla ciebie! Chodź tutaj!
Usłyszał z pokoju.
Siedział na łóżku, przeglądając strony internetowe i szybko zbiegł na dół do hallu, gdzie ujrzał swoją matkę z ciemnobrązowym pianinem.
- Mamo, co to tutaj robi?
- Kupiłam je dla ciebie, żebyś mógł się rozerwać. Minęło sporo czasu, odkąd przestałeś grać; uwielbiałeś to i jestem przekonana, że ci tego brakowało. Nie wypróbujesz?
Harry przejechał dłonią po pianinie, przyglądając się mu z uśmiechem.
- Jest nastrojone?
- Nie sądzę. - pokręciła głową. - Dlaczego nie zadzwonisz do Tomlinsonów? Louis mógłby ci pomóc wnieść je do twojego pokoju i zapytałbyś go, czy przypadkiem nie zna kogoś, kto mógłby się tym zająć.
- Może powinienem do niego pójść?
- Idź, nie krępuj się. Louis to świetny chłopak. Zapraszam ich w ten weekend na kolacja, nie masz nic przeciwko?
_____
- Harry! - krzyknął Louis i otworzył drzwi. Miał na sobie jedną z jego bluzek w paski, a jego włosy były w lekkim nieładzie. - Co słychać? Coś się stało?
- Nie nie, wszystko w porządku. Zajmę ci tylko chwilkę, jesteś zajęty?
- Moja dziewczyna, Eleanor jest tutaj. Mieliśmy iść na spacer. Wejdź, poznasz ją.
To był pierwszy raz, kiedy Harry przekroczył próg domu Tomlinsonów. Był podobny do jego, jednakże trochę inaczej skonstruowany. Spojrzał na bliźniaczki, które wnikliwie się w niego wpatrywały po czym ujrzał prześliczną dziewczynę z długimi włosami, prawdopodobnie najdłuższymi, jakie kiedykolwiek widział i ujmującym uśmiechem.
- Jestem Harry. Właśnie przyjechałem do Lymington.
- Cześć! - dziewczyna zbliżyła się do niego i uścisnęła w powitaniu. Poczuł się odrobinę niekomfortowo, jednak nie odsunął się od niej. - Jestem Eleanor, dziewczyna Lou.
Oboje trzymali się za ręce, na co Harry’emu zrobiło się niedobrze, patrząc na ten słodki obrazek.
- Jestem tylko jego sąsiadem. - chłopak wzruszył ramionami, na co Louis się zaśmiał. - Właściwie to przyszedłem prosić cię o małą przysługę.
- Oczywiście. - przytaknął - Tak więc, w czym mógłbym ci pomóc?
- Mama kupiła mi pianino, nie pytaj. Wydaje mi się, że jest używane, ponieważ jest trochę zarysowane i takie tam i potrzebuję wnieść je do pokoju, a ręka nadal niesamowicie boli.
- Naprawdę? Jasne, pomogę ci. - obrócił się w stronę Eleanor. - Będę za chwilę, zaczekasz?
- Nie przejmuj się. Miło było cię poznać, Harry!
- Mnie również, Eleanor.
_____
Louis ponownie przekroczył próg domu Harry’ego. Miał silne ręce i Harry domyślał się, że to zapewne dzięki intensywnym treningom i zawodom.
Obaj powoli wnieśli je po schodach, prosto do jego pokoju. Po chwili Louis westchnął zmęczony.
- Dobra sztuka. Drogie było?
- Nie mam pojęcia, moja mama po prostu się z nim pojawiła i tyle. Potrzebuję też stroiciela, znasz może jakiegoś?
- Mój ojciec umie stroić pianina.
- Czego twoja rodzina nie umie robić?
Chłopak zaśmiał się.
- Mówiłeś, że twoja ręka wciąż boli, tak? - zapytał Louis, a Harry skinął głową w potwierdzeniu. - Daj mi ją.
- Co robisz?
Louis wziął w dłonie obie ręce młodszego chłopaka.
- Która?
- Prawa.
Louis opuścił lewą rękę, po czym tą drugą zaczął łagodnie dotykać, naciskając palcami o skórę Harry’ego i masując ją delikatnie. Powoli jego dłoń wznosiła się do bicepsa Palce Louisa nie były miękkie czy coś, jednak uczucie było bardziej niż przyjemne.
Wzrok Harry’ego utkwił w dłoniach Lou, starając się złagodzić dyskomfort. Chłopak był dość zakłopotany, nie mogąc wydać z siebie ani jednego słowa.
- Masz naciągnięty mięsień, ale ból niedługo powinien minąć. Nie przenoś żadnych mebli i nie krępuj się prosić mnie, jak będziesz czegoś potrzebował.
- Tak, jasne - mruknął Harry. - Dziękuję, Louis.
- Nie ma za co. Sąsiedzi są po to, żeby sobie pomagać. - Harry uśmiechnął się ciepło. - Nie masz nic przeciwko, żebym wypróbował pianino?
- Proszę bardzo.
Louis posłał mu szeroki uśmiech i usiadł na taborecie. Otworzył pokrywę, po czym ostrożnie przejechał palcami po białych i czarnych klawiszach.
- Grasz? - zapytał zaciekawiony Harry.
- Mhm. - przytaknął. - Minęło trochę czasu od kiedy grałem ostatnim razem. Mam pianino w mieszkaniu w Southampton, nie w Lymington.
Nacisnął lekko palcami o klawisze, starając się rozpracować, czy było ono nastrojone, czy nie.
- Nie jest całkiem rozstrojone, ale powiem tacie, żeby wpadł i odpowiednio je ustawił.
Światło z okna oświetlało twarz Louisa sprawiając, że jego oczy stały się bardziej niebieskie niż zawsze, na co na twarz młodszego chłopaka wkradł się niewielki uśmiech.
- Jesteś bardzo miły. Ludzie w Liverpoolu są bardzo oschli, choć życie w mieście to nie to samo, co w małym porcie.
- Nigdy nie byłem w Liverpoolu, ale mam kolegę, który tam mieszka. Cieszę się, że czujesz się tu mile widziany.
- Dziękuję, naprawdę. A tak przy okazji, mama planuje kolację i chcielibyśmy was zaprosić. Możesz przyjść z Eleanor, jeśli zechcesz; wiem, że spędzacie ze sobą dużo czasu.
- Jak miło. - spojrzał na niego. - Oczywiście, powiem rodzicom i Eleanor. Dziękuję.
Mogłoby się wydawać, że ich rozmowy opierały się na ciągłym mówieniu „dziękuję”. Byli ze sobą blisko, choć nie tak, żeby można było powiedzieć, że są przyjaciółmi. Jednak Harry przyznał, że Louis był naprawdę miły… i jego rodzina także.
Harry nigdy nie czuł się tak dobrze z nikim innym. W Liverpoolu atmosfera była dość nieprzyjazna, lecz była ona spowodowana wieloma różnymi powodami.
- Odprowadzę cię do drzwi - powiedział Harry w pewnym stopniu zdenerwowany.
- Oczywiście, dziękuję.
Obaj zeszli w dół schodów. Nie była już potrzebna żadna wymiana zdań.
- Może któregoś dnia przyjdziesz zobaczyć mnie podczas treningów do regat… Chciałbyś?
- Nigdy na żadnych nie byłem. - Harry pokręcił głową. - Ale chciałbym cię zobaczyć, jeżeli jesteś tak dobry jak wyglądasz.
Louis zaśmiał się i przytaknął.
- Jasne.
Kilka dni później miała odbyć się kolacja wraz z Tomlinsonami. Louis powiedział Harry’emu, że Eleanor nie mogła przyjść, ale była zadowolona, że także została zaproszona. Harry nie dbał o to, że nie przyjdzie, ponieważ zaprosił ją tylko i wyłącznie z grzeczności.
Harry był już ubrany. Miał na sobie zwykłą koszulkę i marynarkę, a jego włosy były w lekkim nieładzie. Jego matka cały czas obdarowywała go całusami w kółko powtarzając, jaki jest przystojny.
Po chwili zjawili się Tomlinsonowie. Jay, miała na sobie elegancką sukienkę, przez którą mama Harry’ego nie czuła się wystarczająco piękna. Ojciec chłopaka miał na sobie marynarkę oraz zwykle spodnie. Bliźniaczki wyglądały tak samo, a Louis nigdy nie tracił swojego stylu.
Przywitali się życzliwie ze sobą, a Harry zaczął się śmiać ze starszego kolegi.
- Zaczynam myśleć, że nie masz w szafie innych rzeczy.
- Zamknij się… - zaśmiał się Louis i przybił piątkę młodszemu chłopakowi zaraz potem, jak ich ramiona zderzyły się w męskim powitaniu, do którego Harry nie był przyzwyczajony. - Bardzo mi się podoba sposób, w jaki urządziła Pani dom, Pani Styles.
- Dziękuję, Louis. - uśmiechnęła się. - Twoje słowa wiele dla mnie znaczą. Mam nadzieję, że kolacja także ci się spodoba, nigdy nie gotowałam dla tak wielu osób…
- Przynieśliśmy wino i ciasto. - skinęła Jay.
- Och! Nie trzeba było!
Rodzice toczyli ze sobą miłą konwersację, kiedy to Harry i Louis coraz bardziej się do siebie zbliżali i zaczęli rozmawiać na różne tematy.
- Jak tam pianino?
- Wspaniale! - odpowiedział Harry. - Masz ochotę coś zagrać?
- Jasne. - przytaknął. - Możemy iść na górę?
Opuścili ten rodzinny obrazek i poszli na górę do pokoju Harry’ego. Wyglądał trochę inaczej niż poprzednim razem, kiedy był tutaj Louis. Na ścianach wisiało kilka plakatów jakichś zespołów oraz zdjęcie jego mamy na komodzie. Louis chciał dowiedzieć się czegoś o jego ojcu, lecz nie był wystarczająco odważny, by o niego spytać.
- Podoba mi się twój pokój - powiedział Lou. - Wiesz, że mój jest tutaj? - wskazał przez okno. - Widzę cię, kiedy wyglądasz w stronę morza.
- Przynajmniej nie jesteś gwałcicielem. - zaśmiał się Harry.
- Hej, kto wie? - Louis uniósł brwi i zaczął się śmiać na równi z młodszym chłopakiem. - Nie miałbyś nic przeciwko, gdybym coś zagrał?
- Jasne, że nie. - Harry odsunął się i usiadł na brzegu łóżka, które było tuż obok pianina. - Swoją drogą dziękuję, że przyszliście. Mama miała wrażenie, że nie będzie do was pasować.
Louis odwrócił się w stronę Harry’ego z uśmiechem, który prawie nigdy nie schodził z jego twarzy.
- Rozumiem. A ty? Nie bałeś się, że nie będziesz pasować?
Harry zawahał się przed odpowiedzią.
- Każdy się o to boi.
- Racja. - przytaknął. - Tak czy inaczej dziękuję za to, że nas zaprosiliście. Bardzo was lubimy i myślę, że pozostaniemy z wami w dobrym kontakcie. A ty wiesz, że jeśli byś czegoś potrzebował, zawsze możesz przyjść i zapytać.
- Nie chcielibyśmy was wykorzystywać.
- Nie mów takich bzdur.
- Chcieliśmy wam coś zaoferować, ale nawet nie wiem co. Jedyne, w czym jestem dobry to gra na pianinie, czytanie i pisanie… nic więcej. - Harry wzruszył ramionami. Nie wspomniał o jeszcze jednej rzeczy, ponieważ nie był w tym wystarczająco dobry.
- Może coś na to zaradzimy, co?
Harry uśmiechnął się. Poczuł, jak jego policzki odrobinę się czerwienią. Louis zaczął grać wolną melodię, całkiem przyjemną, jednak jego głos był o wiele piękniejszy. On także śpiewa, pomyślał Harry, cholera, czego ten chłopak nie umie?
- Something in the way she moves, attracts me like no other lover - zaśpiewał, naciskając palcami klawisze pianina. Wsłuchując się w Louisa, gra na pianinie wydawała się być bardzo prosta. - Something in the way she woos me, I do not want to leave her now… - jego oczy były zamknięte i wyglądało na to, że piosenka całkowicie go pochłonęła. - You know I believe and how… somewhere in here smile, she knows that I do not need no other lover…
Harry był zaintrygowany, ciesząc się muzyką. Chłopak rozpoznał piosenkę, oczywiście, kto w Liverpoolu nie słyszał o The Beatles? W zasadzie kto na świecie o nich nie słyszał?
- Something in her style that show me - Louis spojrzał na Harry’ego, ponieważ powiedział „style”, które było jak jego nazwisko: Styles. Harry zaśmiał się i kontynuował słuchanie. - I do not want to leave her now, you know I believe and how.
Nie powiedział ani słowa. Ta wersja tej piosenki, grana na samym pianinie, była piękna. Może także brzmiałaby cudownie przy akompaniamencie gitary, ale i tak było pięknie… naturalnie, tak, brzmiała ona tak naturalnie i prawdziwie, co pozwoliło Harry’emu zakochać się jeszcze bardziej w tej piosence.
- You’re asking me, will my love grow? I do not know, I do not know… You stick around now, it may show, I do not know, I do not know… - Louis uniósł swój głos, powalając tym samym Harry’ego na kolana. - Something in the way she knows, and all I have to do is think of her. Something in the things she shows me, I do not want to leave her now, you know I believe and how.
Skończył piosenkę i odwrócił się. Harry klaskał jak małe dziecko, na co Louis uśmiechnął się, odrobinę się rumieniąc.
- Pomyślałem, że spodoba ci się ta piosenka. Jesteś z Liverpoolu, prawda? Sądzę, że lubisz The Beatles.
- Jasne, że lubię - odpowiedział. - A ta piosenka jest jedną z moich ulubionych.
- To świetnie! Jeden punkt dla Tomlinsona! Zagrasz coś dla mnie? Nigdy nie słyszałem, jak grasz. No dobra, raz usłyszałem cię z okna, ale chcę cię posłuchać teraz.
- Przerażasz mnie, Tomlinson! - zażartował Harry. - Słyszysz mnie ze swojego okna?
- Tak. - przytaknął Louis - No, zaskocz mnie.
Harry usiadł na taborecie. Zaczął wygrywać parę nutek, dopóki nie przypomniał sobie piosenki. Był to moment, w którym przeczyścił swoje gardło, a po chwili zaczął śpiewać i grać.
- I know your face, you eyes, your lips, your taste. I love the way you know just what to say - Harry rozpoczął powoli, lecz nieoczekiwanie zaczął mocniej naciskać klawisze tak, jakby ta piosenka dosłownie żyła i biegła wzdłuż jego żył. Louis otworzył szeroko oczy, widząc młodszego chłopaka w takim stanie, ponieważ nigdy nie widział go, jak śpiewał. - It was a Saturday, remember it like yesterday, she knew my name, imagine that! I know this road, the way one goes… - Jjgo głos chwilowo zamarł, dźwięk klawiszy stał się odrobinę głośniejszy niż jego własny głos. - So cold, so cold, baby, you’re so cold, so cold…
Lecz jeśli głos Harry’ego aktualnie był imponujący, to kiedy doszedł do refrenu był bardziej niż rewelacyjny.
- Take it easy baby, we can make it right. Girl, you know my love is always on your side. Rest your eyes tonight, you know that my love… - wziął głęboki wdech i kontynuował. - you know that my love is on your side.
Harry skończył grać i odwrócił się w stronę Louisa.
- Nie pamiętam więcej, nie grałem tej piosenki od wielu lat, ale poprosiłeś mnie, bym cię zaskoczył, więc…
- Wow, nie wiedziałem, że potrafisz śpiewać, Harry.
- Widzisz. - usiadł i spojrzał na starszego chłopaka. - Może jest jedną z tych rzeczy, w których jestem dobry.
Harry nabrał pewności siebie, czując się komfortowo u boku Louisa. Właśnie zdał sobie z tego sprawę i czuł się z tym naprawdę dobrze. Lubił patrzeć na Harry’ego wiedząc, co robi i jak podtrzymać rozmowę, nawet jeśli byłaby tylko o muzyce.
Louis zaśmiał się i uszczypnął go przyjacielsko w policzek. Policzki Harry’ego stały się czerwone, kiedy poczuł na nich dotyk dłoni Louisa i szybko się od niego odsunął.
- Przepraszam! - odparł Louis. - Zawsze się tak zachowuję w gronie moich przyjaciół i osób, z którymi dobrze mi się układa. Jestem całkiem przyjazny.
- Nie, nie, wszystko w porządku, naprawdę. Po prostu nie jestem przyzwyczajony do tego typu gestów.
W rzeczywistości przywykłem do innego rodzaju dotyku, wyznał w myślach chłopak.
- Ach, jasne. Nie chciałem cię przestraszyć, jestem niegroźny, po prostu… jestem wyjątkowo czuły wobec ludzi wkoło mnie.
- To dobrze, bardzo dobrze - podkreślił Harry. - I okazujesz to. Często widzę cię z twoimi siostrami.
- Obserwujesz mnie?
- Z okna z kuchni, gdzie rano jem śniadanie; mam stamtąd widok na całą ulicę i widzę cię, jak z nimi spacerujesz.
- I kto jest teraz straszny? - zaśmiał się Louis. - Nie przejmuj się, żartuję. Tak, to moje małe księżniczki. Nie wiem, co bez nich bym zrobił. A ty, masz jakieś rodzeństwo?
- Nie, nie. Jestem jedynakiem. Chciałbym mieć starszego brata, lub młodszą siostrę. Chciałbym poczuć tą miłość. To nie tak, że nie jestem kochany, ale wiesz, marzy mi się ktoś, kogo mógłbym chronić lub kogoś, kto chronił by mnie.
- To miłe uczucie, naprawdę - odpowiedział Louis. - Przyznaję.
Harry uśmiechnął się i spojrzał na swoje dłonie, które trzęsły się ze zdenerwowania. Loczek poczuł dłoń Louisa na swoich plecach i spojrzał na niego.
- Może nadszedł czas, by pomóc twojej mamie przy stole, nie sądzisz?
Wszyscy pili wino, które przynieśli Tomlinsonowie. Był to sympatyczny wieczór, podczas którego każdy miał okazję poznać siebie nawzajem. Louis nie przestawał chwalić Stylesów, a w szczególności Harry’ego.
Loczek cały czas się rumienił. Starał się myśleć, że Louis robi to tylko i wyłącznie z grzeczności. Wszyscy utrzymywali zdanie starszego chłopaka, a Harry jedyne co mógł powiedzieć to to, że Louis to naprawdę świetny chłopak.
Rodzice Louisa skorzystali z okazji bliższego poznania Anne. Wydawało się, jakby znali się całe życie, co sprawiało, że kolacja była o wiele bardziej przyjemna.
_____
Z piwem w dłoniach, obaj wrócili do pokoju Harry’ego, by móc znów zagrać na pianinie. Harry zdjął marynarkę, którą miał na sobie, po czym zaczął przeszukiwać nuty.
- Wydaje mi się, że coś znalazłem - odparł Harry, spoglądając na półkę. Podniósł rękę, by sięgnąć po książkę, unosząc przy tym w górę koszulkę.
Louis pijąc z butelki, dostrzegł bok Harry’ego. Chłopak otworzył szeroko oczy, widząc wielką blizną na jego ciele.
- Harry? Jak to się stało?
Odwrócił się przestraszony.
- Co?
- Masz ogromną bliznę na boku.
Harry chwycił książkę i podszedł do pianina, nie mówiąc ani słowa. Louis zmarszczył brwi wiedząc, że wszystko spieprzył, mówiąc o tym.
- Przepraszam, po prostu… jest naprawdę wielka.
- To po operacji. - skłamał Harry. - Zapalenie wyrostka robaczkowego.
- Serio?
- Tak. Po prostu nie lubię blizn; przeszkadza mi, kiedy ludzie o to pytają. - skłamał kolejny raz. Jedno kłamstwo po drugim, Harry chciał się zapaść pod ziemię. Louis przywrócił mu wspomnienia, które powinien wymazać z pamięci, ale swoją drogą to nie była jego wina.
- Rozumiem. Też mam kilka, lecz moje przypominają mi raczej zabawne momenty. Wiadomo, operacja… Nie jest to śmieszna sprawa.
- Po prostu nie lubię szpitali, mam z nimi zbyt wiele złych wspomnień.
Właściwie, to nie było kłamstwo, a gorzka prawda. Nie znosił szpitali, ponieważ spędził w nich zbyt dużo czasu. I każdy kolejny raz, nie był z jego winy.
_____
- Co przyniosło was do Lymington, jeśli można wiedzieć?
Bliźniaczki zasnęły na kanapie, a Tomlinsonowie mogli spokojnie porozmawiać z Anne.
- Rozwiodłam się z mężem mniej więcej pół roku temu - odpowiedziała. - Chcieliśmy zmiany, Liverpool nie był dla nas.
- Och, przepraszam. Może nie powinnam pytać - westchnęła Jay.
- W porządku, naprawdę. Martwiłam się o Harry’ego. Przeżywał trudne chwile, kiedy non stop się kłóciliśmy.
Mama Harry’ego nie wspomniała o większych detalach. W zasadzie ominęła główny powód przyjazdu do Lymington, lecz Tomlinsonowie nie zdawali sobie z tego sprawy.
_____
Harry grał jedną z jego ulubionych piosenek. Włożył wiele wysiłku i entuzjazmu i od czasu do czasu upijał łyk z butelki, zatrzymując melodię i kontynuując chwilę potem.
Louis pił, odczytując nuty i wsłuchując się w Harry’ego. W Harrym było coś, co go zaintrygowało. Był tajemniczą osobą i nawet gdyby to wyjaśnienie blizny po operacji byłoby prawdopodobne, to i tak by nie uwierzył. Miał bliznę po przeciwnej stronie od wyrostka robaczkowego; Louisowi nie umknął ten szczegół i udawał, że Harry nie skłamał.
Miał jedynie nadzieję, że Harry wyjawi mu prawdę prędzej czy później.
_____
- Wygląda na to, że Harry i Louis zostaną dobrymi przyjaciółmi - powiedział Mark, ojciec Louisa. - Miejmy nadzieję, że nie przeciwnie!
- Nie sądzę, żeby Harry miał ochotę na udział w zawodach. Jest jedną z tych osób, które czytają książki i oglądają telewizję, zaś nie jedną z tamtych, które zajmują się sportem. Choć wydaje się być tym zafascynowany za każdym razem, kiedy spacerujemy wzdłuż portu.
- Louis mówił mi, że zaprosił Harry’ego do klubu żeglarskiego, żeby zobaczył, jak to wszystko funkcjonuje. - Anne uśmiechnęła się szeroko.
- Cieszę się, że Louis utrzymuje tak dobre relacje z kimś, kto jest mniej więcej w jego wieku i nie spędza całych dni wyłącznie w klubie.
- Mają wiele wspólnych zainteresowań, może będziemy świadkami początków nowej przyjaźni - odpowiedziała Anne.
- Myślę, że już staliśmy się jej świadkami.
_____
Louis grał, śpiewając jedną z jego ulubionych piosenek jego ulubionego piosenkarza, Robbie’ego Williamsa. Starał się nie śpiewać zbyt wysoko, by nie obudzić reszty sąsiedztwa, lecz jego ton był tak intymny, że serce Harry’ego naraz zaczęło topnieć.
Harry miał wrażenie, że Louis wiedział, że skłamał, jednakże doceniał fakt, że o nic go nie pytał. Możliwe, że pewnego dnia powie mu, co się stało, lecz na pewno nie teraz. Było zbyt wcześnie, aby mógł się przed nim całkowicie otworzyć.
- Wybierzesz się ze mną w ten weekend do klubu? Chciałbym pokazać ci naszą łódkę, zapewne spodoba ci się jej nazwa.
- Jasne. Wystarczy tylko, że zapukasz, a będę gotowy do wyjścia.
Oczy Louisa wydawały się ciemniejsze, ponieważ w pokoju było jedynie przyćmione światło, a jego źrenice rozszerzyły się do maksymalnej wielkości.
Oczy Harry’ego wyglądały podobnie, choć już nie ze względu na światło, lecz z innych powodów. Harry obwiniał się za uczucia, które się w nim rozwijały. Powtarzał to tysiące razy, że było to zwykłe zadurzenie, ponieważ nawet go nie znał, ale przebywanie blisko Louisa sprawiało, że czuł się lepiej a także chciał być lepszą osobą. Może, nie było to złe, lecz mogłoby być, gdyby Louis bądź Eleanor dowiedzieli się o tym.
Jak wcześniej obiecał, Louis zapukał do drzwi Harry’ego. Otworzył je i uśmiechnął się nieśmiało, podczas gdy szatyn wydawał się być wyraźnie podekscytowany.
- Cześć Harry! Możemy już iść?
- Tak, tak. Mam coś ze sobą zabrać?
- Nie, nie trzeba. Mówiłeś mamie?
- Jeszcze nie, zaczekaj. - odsunął się w tył i krzyknął: - Mamo, wychodzę!
Kobieta podeszła do drzwi i uprzejmie się uśmiechnęła.
- Witaj Louis. - przywitała się z nim. - Bawcie się dobrze. Przekażesz moje pozdrowienia rodzicom?
- Oczywiście - odpowiedział. - Idziemy do klubu żeglarskiego, pokażę mu łódkę i takie tam inne.
- Mam nadzieję, że miło spędzicie ten czas. - Anne przejechała dłonią po plecach Harry’ego i ucałowała go w skroń. - Nie wracajcie zbyt późno. Zakładam, że zjecie coś razem, tak?
- Tak, w klubie jest restauracja. Nie martw się Harry, dzisiaj ja ciebie zapraszam.
- O nie, wezmę ze sobą pieniądze, mam-
- Shh - przerwał mu Louis. - Zapraszam. Do zobaczenia później, Pani Styles.
Anne poczuła się lepiej. Obserwowała chłopców z okna, jak znikają za horyzontem. Patrzenie na tak szczęśliwego syna dawało jej nadzieję, że może wszystko w końcu się ułoży.
_____
- Co u Eleanor?
Harry zapytał z grzeczności; szczerze, niezbyt był zainteresowany odpowiedzią.
- W porządku. Dzisiaj pojechała do miasta, ale jutro się spotkamy.
- Jak długo jesteście ze sobą?
- Och, jakieś pół roku, ale znamy się o wiele dłużej. - przytaknął. - A ty? Masz kogoś?
- Och…
Było to pechowe pytanie. W końcu Harry musiał mu jakoś o tym powiedzieć. Nie chodziło o to, że wstydził się tego, lecz miał trudności z otwieraniem się na ludzi, jeśli chodziło o tego typu wyznania. Jednakże Louis dał mu wystarczający powód, by mu ufać.
- Ja… Ja nie jestem zainteresowany dziewczynami - wyznał Harry. - Wolę chłopaków.
Louis spojrzał na niego. Właściwie nie oczekiwał takiej odpowiedzi, choć Harry od początku wydawał mu się być trochę inny od reszty. Uśmiechnął się szeroko i słuchał dalej.
- Ale nie przejmuj się, co? Nie lecę na ciebie czy coś - odparł Harry.
- Idiota z ciebie! - zaśmiał się Louis. - Nigdy nie pomyślałbym, że mógłbym ci się spodobać. Nie mówiłeś tego wielu osobom?
- Jeśli chodzi ci o to, czy ujawniłem się przed innymi to.. tak, tak, w zeszłym roku. Nie było to przyjemne. Poza tym przepraszam, ale nie jest to coś, o czym lubię rozmawiać.
- Nie przejmuj się. Nie będę cię zmuszał do mówienia o czymś, o czym nie masz ochoty. I chciałbym ci powiedzieć, żebyś się niczym nie przejmował. Cieszę się, że mi o tym powiedziałeś i wiedz, że niczego to między nami nie zmieni.
Coś mu mówiło, że Louis mówił to na poważnie i że razem będą naprawdę dobrymi przyjaciółmi; że będzie go szanował i mu pomagał. Chłopak poczuł ulgę, ponieważ nareszcie spotkał kogoś, kto będzie go wspierał i rozumiał – z wyjątkiem jego matki.
- Dzięki - westchnął z uśmiechem. - To wiele dla mnie znaczy, Louis.
- Nie masz mi za co dziękować.
Harry zamilkł. Nie miał pojęcia, o czym mógłby mówić dalej.
- Więc… miałeś kiedyś chłopaka?
- Nie, skąd. - Harry potrząsnął głową, śmiejąc się.
- Wiesz, w college’u jest wielu fajnych kolesi! - wykrzyknął Louis, doprowadzając tym młodszego kolegę do śmiechu. - Serio! Z pewnością któryś z nich przypadłby ci do gustu.
- Jasne, jasne - odpowiedział Harry, nie przestając się śmiać. - Nie będę się tym przejmować.
- Jasne, że nie!
- Swoją drogą, aktualnie nie szukam nikogo.
- Może i tak jest nawet lepiej! Jeśli jest coś komuś przeznaczone, nadejdzie to w odpowiednim czasie.
Louis czuł się komfortowo, rozmawiając z Harrym na takie tematy. Zaczynał traktować go jak przyjaciela i chciałby mu pomóc na tyle, na ile tylko byłby w stanie. Co więcej, zakładając, że byliby przyjaciółmi byłoby to najmniej, co Louis mógłby dla niego zrobić.
Harry ciągle się uśmiechał, gdy był w towarzystwie starszego chłopaka mimo, że uczucia co do niego nie chciały go opuścić. Harry zadurzył się w Louisie i mimo, iż wiedział, że to nie jest normalne, ponieważ ledwo się znali, to przerażała go myśl, że wszystko mogłoby się potoczyć w dużo szybszym tempie.
Chłopcy dotarli do klubu żeglarskiego. Louis wszedł tuż za Harrym, który był zdumiony wszystkim, co znajdowało się wokół niego, podczas gdy Louis opowiadał mu o rzeczach związanych z zawodami, które miały odbyć się w sierpniu.
- Chciałbyś zobaczyć naszą łódkę?
Harry skinął, po czym Louis poprowadził go na molo. Wskazał mu na jedną, o nazwie Harry. Chłopiec przypomniał sobie pierwszy dzień pobytu w Lymington, gdy zobaczył ją zakotwiczoną w porcie.
- Tak! Widziałem ją wcześniej! - zawołał.
- Zapewne w porcie, tata często jej używa. Nazywa się Harry; zakładałem, że ci się spodoba. Nadałem jej tą nazwę, ale nadal nie mogę sobie przypomnieć dlaczego. Zabawne, prawda?
- Raczej trochę dziwne.
_____
Anne siedziała w fotelu, czytając książkę. Rozważała wszystko, co dotyczyło kilku ostatnich miesięcy.
Właściwie rozwód z mężem nie był porównywalny z tym, przez co przeszedł jej własny syn.
Zbyt wiele zmian.
Zbyt wiele rzeczy, które nigdy nie powinny mieć miejsca.
Myślała o dniach, spędzonych w Lymington i na jak szczęśliwego wyglądał Harry. Bała się, by nikt go nie skrzywdził, lecz Louis był zbyt dobrym chłopcem, by mógł zadać mu jakikolwiek ból.
_____
Jak obiecał wcześniej, Louis zaprosił Harry’ego na obiad. W klubie mieściła się całkiem dobra restauracja. Harry wciąż nie czuł się zbyt dobrze, będąc zaproszonym lecz pomyślał, że mógłby go zaprosić następnym razem.
Usiedli naprzeciwko siebie przy stoliku obok okna, wychodzącego na port. Obaj się uśmiechali.
W głowie Harry’ego ciągle siedziały słowa Shahespeare’a
When I saw you I fell in love. And you smile because you knew.
Przeklął Shakespeare’a w myślach.
- Zapytam się pewnego dnia taty, czy moglibyśmy przepłynąć się łódką. Miałbyś ochotę? Nie jest zbyt duża, więc spokojnie poradzilibyśmy sobie sami.
- Jeśli się zgubimy, to będzie tylko i wyłącznie twoja wina! Nie znam jeszcze Lymington wystarczająco dobrze. Ciągle się uczę!
- Jeśli się zgubimy, to we dwoje. Razem coś wykombinujemy!
- Tak, jasne. - Loczek wywrócił oczami. - Skończymy jako zagubieni i głodni i będziemy musieli zjeść siebie nawzajem, jak kanibale.
- Okej, pierwszy, kto umrze, zje drugiego.
- Och, ta zasada jest… jest…
- Właściwie jest najbardziej logiczna, jeśli pomyślisz o tym w ten sposób.
- Niestety masz rację.
Louis był zabawnym chłopakiem, który dokładnie wiedział jak przełamywać pierwsze lody. Harry, z drugiej strony, był tym nieśmiałym. Przebywanie z Louisem sprawiało, że czuł się dobrze; tak, jak dawniej. Jak za dawnych, dobrych lat.
- Co zamawiasz?
- Ryba wygląda dobrze - odparł Harry. - A ty?
- Wezmę to samo. I masz rację, wygląda dobrze i także dobrze smakuje. - chwycił menu młodszego kolegi i złożył je ze swoim. - Czego się napijesz?
- Zwykła cola wystarczy.
Louis czuł w środku te uczucie opiekuńczości, które towarzyszyło mu w pobliżu jego sióstr. Przypomniał sobie, co mówił Harry, gdy rozmawiali w jego pokoju. Chciałby mieć kogoś, kto mógłby się nim zaopiekować bądź kogoś, kim to on mógłby się zająć. A Louis, wciąż zaintrygowany, jeszcze bardziej niż wcześniej pragnął dać mu szansę, by doznać tego uczucia od przyjaciela.
- Denerwujesz się wynikami z egzaminów?
Ach, tak, oceny. Harry spodziewał się wyników w sierpniu i jeśli wszystko by poszło po jego myśli, poszedłby na studia. Chłopak był pewny, że wszystko będzie dobrze. Zawsze był dobrym uczniem; bez względu na sytuację zawsze dawał z siebie wszystko, nawet w najtrudniejszych momentach.
- Trochę.
- Wydajesz się być inteligentny, Harry. Bardziej ode mnie.
- Ty studiujesz medycynę…
- To nic nie znaczy - przerwał mu. - Ja się uczę, ty zaś jesteś bystry.
Harry uśmiechnął się.
- Dzięki. Robię to, co umiem, serio.
- Nie bądź dla siebie taki surowy. Jesteś błyskotliwą osobą. Jednakże, moje pierwsze wrażenie o tobie nie było zbyt dobre… Byłeś stosunkowo niemiły, ale teraz zmieniłem o tobie zdanie.
- Przepraszam. Nie jestem zbyt dobry w poznawaniu innych ludzi.
- Nikt nie jest perfekcyjny! - zaśmiał się. - A ty? Co myślałeś o mnie?
- Nie miałem o tobie żadnego zdania, ponieważ nie nadawałem tobie żadnego znaczenia. Nie zrozum mnie źle, ale nigdy nie myślałem, że możemy być…
- Kim? Przyjaciółmi?
- Możemy być przyjaciółmi?
- Jasne.
- Więc, tak, przyjaciółmi. - zaśmiał się nerwowo Harry, lekko się rumieniąc. - Cieszę się, że tak dobrze się dogadujemy.
Louis uśmiechnął się ud ucha do ucha, po czym przytaknął. Spojrzał na chwilę na rozświetloną twarz młodszego chłopaka i westchnął.
- I tak już zawsze będzie.
Harry siedział w swoim pokoju, po tym jak spędził całe popołudnie z jego nowym przyjacielem.
Próbował skomponować piosenkę. Nie robił tego od dłuższego czasu, ale teraz Louis dawał mu inspirację, której zawsze potrzebował. Śpiewał delikatnie i ze strachem. To był jedyny sposób, by jego uczucia mogły „wypłynąć na powierzchnię”.
Przypomniał sobie wieczór, kiedy to Louis dostrzegł bliznę na jego boku. Miał szczęście, że widocznych było tylko kilka śladów po otrzymanych kopniakach, które zblakły po jednym lub dwóch tygodniach.
Ujawienie się w Liverpoolu nie było łatwe. Miał wielu kolegów i wciągu jednej chwili został sam. Ci, co trzymali jego stronę odwrócili się od niego. Dlaczego? Ponieważ nieuchronnie zakochał się w jednym z jego najlepszych przyjaciół.
Każdego dnia otrzymywał różne anonimy. „Jesteś wstrętny”, tak brzmiała większość z tych wiadomości. Nigdy nie sądził, że jest wstrętny, dopóki jego najlepszy przyjaciel nie powiedział mu tego prosto w twarz. Ten sam opowiadał każdemu, że Harry nękał go, śledził i mówił, że jest pedałem. Tak, był gejem, ale nie rozumiał, jak mógłby robić te wszystkie rzeczy.
Harry był jednym z najlepszych piłkarzy, kapitanem szkolnej drużyny footballowej. Dziewczyny za nim szalały, zaś dla chłopaków był osobą godną podziwu. Wszystko się zmieniło, kiedy to jego najlepszy przyjaciel oświadczył trenerowi, że Harry był zagrożeniem dla drużyny, co udowodnił nieprawdziwymi argumentami, lecz one wystarczyły, by został on z niej wyrzucony.
Harry czuł, że jego świat rozpada się na miliony kawałeczków tylko przez to, że był dumny z tego, kim tak naprawdę jest. A kiedy myślał, że to wszystko ucichło, zawsze była ta sama grupa uczniów, która czekała na niego, by go pobić, ponieważ według nich, zasługiwał na to. Harry zastanawiał się, czy było to prawdą, czy naprawdę zasługiwał na takie traktowanie.
Niezliczoną ilość razy kończył w szpitalu. Gdy jego matka pytała, co się stało, Harry wyjaśniał zaistniałą sytuację, jednakże nigdy nie wspominał, kto mu to zrobił. Był przerażony tym, co jeszcze gorszego mogłoby się stać.
Ale najgorszą rzeczą w tym wszystkim było to, że jego najlepszy przyjaciel był w to zaangażowany i jakkolwiek był on okrutny, nadal go kochał.
_____
Louis mógł usłyszeć Harrye’go ze swojego okna. Po poranku, był nawet bardziej zaintrygowany. Louis nie mógł się doczekać dnia, kiedy to Harry wyzna mu wszystkie swoje sekrety.
Usiadł przy oknie z małym sapnięciem. Zapisywał coś w swoim notatniku, słuchając gry młodszego chłopaka. Miał naprawdę cudowny głos.
Zastanawiał się, czy była to jego piosenka. Cokolwiek to było, było to pełne uczucia. Serce Louisa kurczyło się w takt piosenki.
But who do you think you are, leaving my body shattered, filled with your hate, covered in scars?
Blizny?
_____
Piosenka Harry’ego musiała zostać przerwana, ponieważ zadzwoniła jego komórka. Na ekranie wyświetlił się nieznany numer i mimo, iż wahał się, to zdecydował się odebrać połączenie.
- Tak?
- Harry?
Rozpoznał głos. Szybko opuścił okno i usiadł na łóżko, opierając się o ścianę.
- Liam?
Chłopak westchnął.
- Tak… to ja.
Harry mocno zacisnął oczy, przygryzając wargę.
- Słyszałem, że nie jesteś już w Liverpoolu, to prawda?
- To nie twoja sprawa, Liam - warknął Harry.
- Chciałbym wiedzieć, czy wszystko u ciebie w porządku - odparł chłopak. Wydawał się mówić szczerze, ale Harry był zmęczony ciągłymi gierkami. - Wiem, spieprzyłem, ale musisz mnie zrozumieć.
- Nie, Liam. Nie rozumiem. Byłem tam, kiedy robili to samo z tobą, ponieważ byłeś pucołowaty i nagle przyłączyłeś się do nich. Nie rozumiem tego całego gówna. Nie jesteśmy już przyjaciółmi.
- Harry… - Liam prawie szlochał. - Przepraszam.
To nie jest żadne usprawiedliwienie.
Zanim Liam zdążył coś powiedzieć, Harry odłożył słuchawkę. Chłopak poczuł ulgę. Był silny, ponieważ rozłączył się, nie mówiąc ani słowa o tym, gdzie się znajduje. Położył telefon na łóżko, po czym ponownie przysiadł do pianina.
But do not say you’re sorry ‘cause you’re not.
_____
Harry powrócił do gry. Louis był odrobinę zaniepokojony, gdy zauważył, że Harry na moment zaprzestał grę. Uśmiechnął się z ulgą, słysząc ponownie jego głos.
Słowa piosenki rozrywały go od środka, lecz kontynuował słuchanie.
Enough is enough, and it’s time for me to shine.
Telefon zawibrował w kieszeni Louisa. Eleanor wysłała mu wiadomość, że jest z powrotem w porcie i chce się z nim spotkać. Magia momentalnie zniknęła. Chłopak zgodził się na spotkanie, które miało odbyć się za pół godziny. Jednakże Louis pragnął posłuchać go jeszcze przez kilka minut.
Obiecał sobie, że wróci do domu aby ponownie wsłuchiwać się w piosenkę Harry’ego, oczywiście po kryjomu, by móc lepiej zrozumieć jej słowa i mu pomóc.
_____
I have met somebody who colors my soul, who owns my smiles and understands my world.
Melodia się zmieniła. Była słodka, a Harry uśmiechał się śpiewając.
And you can’t destroy my kingdom now.
Harry zamknął oczy i kontynuował, tym razem głośniej, prawie krzycząc, otwierając swoje serce na port Lymington.
No you can not destroy my kingdom now, he’s my savior, he’s my warrior. And you may have your solidiers but I’m brave enough to defeat them…
Czy Louis go słyszał? Coś w środku Harry’ego chciało wierzyć, że jest w swoim pokoju, słuchając przypadkiem jego piosenki.
He’s given me the strengh, he’s given me the passion, he’s given me a reason to fight. So why would I give up now?
Harry mocno nacisnął palcami o klawisze.
No, I will not come back to you. I’ve got my savior, I’ve got my warrior. You’ve got an empty battleground, and I’ve got the love.
_____
Louis cały czas słuchał piosenki. Była ona jedną z najbardziej zapierających dech w piersiach, jaką kiedykolwiek słyszał. Jakość muzyczna nie była najlepsza, jednak nie znaczyło to, że nie była wystarczająca, by jego serce zaczęło łomotać.
Musiał uciec od tych myśli, kiedy zobaczył Eleanor. Podarował jej czuły pocałunek w usta, gdy opuścili dom, udając się razem na kolację.
Byli na ulicy, przez co Louis nie był w stanie usłyszeć młodszego chłopaka. Brak nut, nawet brak jego głosu, stopniowo zanikającego w jego umyśle.
Chciał go lepiej poznać. Pragnął odkryć jego sekrety, rozwikłać tajemnicę.
- Wyszedłem dzisiaj z Harrym - odparł Louis, splatając palce z Eleanor. - Byliśmy razem na obiedzie.
- Naprawdę? Wydaje się być miłym chłopakiem.
- Jest - odpowiedział. - Nie przestaje mnie intrygować. Przeprowadził się tutaj z matką, kiedy to rozwiodła się z jego ojcem.
- Biedny chłopak. Ale teraz ma się dobrze, tak?
- Tak sądzę. Nie wiem, myślę, że będziemy dobrymi przyjaciółmi.
- Możemy kiedyś razem się spotkać - odparła dziewczyna. - Zadzwonię do którejś z moich koleżanek.
Louis chciał powiedzieć, że Harry nie jest zainteresowany dziewczynami, a wręcz przeciwnie. Jednakże, zachował milczenie. Wyznał mu swój sekret i Louis nie był pewny, czy mógłby powiedzieć o tym Eleanor. Po prostu przytaknął.
- Jasne.
_____
- To naprawdę piękna piosenka.
Matka Harry’ego pojawiła się z kubkiem w dłoni, który przyniosła dla niego. Usiadła i spojrzała na syna.
- Jest twoja, prawda?
- Oczywiście - odpowiedział chłopak.
- Kto dzwonił?
- Liam, ale nie mówiłem mu, gdzie jestem. - Harry podniósł kubek, upijając łyk gorącej czekolady. - Prosił o wybaczenie, ale to nie jest żadne usprawiedliwienie, mamo.
- Oczywiście, że nie, skarbie. Ale cieszę się, że czujesz się teraz silny. Jakiś szczególny powód?
- Słyszałaś piosenkę.
- Chcę, żebyś mi powiedział, Harry.
Chłopak zarumienił się i zaczął się jąkać. Wstydził się przyznać do tego, ponieważ wszystko działo się stanowczo zbyt szybko.
- Louis.
- Dobrze się dogadujecie, prawda?
- Powiedziałem mu, że jestem gejem.
Anne otworzyła szeroko oczy.
- I co powiedział?
- Zapytał mnie, czy interesuję się kimś, czy nie. - Harry zaśmiał się. - I że nie powinienem się martwić, ponieważ na studiach spotkam setki chłopaków, którzy na pewno będą zainteresowani mną.
Kobieta zaśmiała się dźwięcznie, upijając łyk gorącej cieczy.
- Nie wątpię w to, kochanie. Jesteś przystojnym chłopcem.
- Mamo…
- Ale to Louis ci się podoba, prawda?
- Jest przystojny. Zabawny. Sprawia, że się uśmiecham. Nie ocenia mnie, nie pyta o osobiste rzeczy. Szanuje moją przestrzeń. Opowiada mi o sobie wiele rzeczy i nie przejmuje się, że ja nie mówię mu wszystkiego.
- To cudowny chłopak, ale ma dziewczynę - westchnęła Anne. - Nie chcę cię zranić. Nie sądzę, żeby on chciał, ale boję się, że te uczucia mogą się rozwijać…
- Zadurzyłem się. - to było to, co mówił sobie przez kilka ostatnich dni. -Ale bycie przy nim sprawia, że czuję się dobrze, czuję się silny.
- Oczywiście, rozumiem cię, kochanie.
- Chcę być jego przyjacielem. Kiedy tylko poczuję, że przyjaźń przestanie mi wystarczać, powstrzymam się.
- To mi się podoba.
Harry skończył pisanie piosenki. Był dumny ze swojej pracy i z tego, jak się rozwinął. Chciał to zachować i prawdopodobnie nie grać tego tak często, jak mógłby przypuszczać. To mogłoby być jego małą tajemnicą.
Tego weekendu mieli iść na kolację do Tomlinsonów. Louis specjalnie odwiedził ich, by zaprosić Harry’ego i Anne. Kobieta była bardzo podekscytowana i miała zamiar upiec dla nich ciasto czekoladowe.
- Jesteś zdenerwowany?
Harry i Anne byli najlepszymi przyjaciółmi. Brunetka była z nim na dobre i na złe, co chłopak w niej uwielbiał.
- Troszeczkę - wyznał Harry. - Bardzo podoba mi się fakt, że to Louis nas zaprosił.
- To wspaniała rodzina. Często spotykam Jay w sklepie, wraz z jej córkami. Jest cudowną kobietą.
- Cieszę się, że tak dobrze się dogadujecie, mamo.
Kobieta ucałowała go czule w czoło.
- Co założysz? Kolacja jest dzisiaj wieczorem. Upiekłam ciasto i kupiłam butelkę wina. Musiałam zasięgnąć rady u twojego ojca.
- Nadal z nim rozmawiasz? - Harry był zaskoczony.
- To był wyjątkowa sytuacja, jeszcze nie wybaczyłam mu tego, co ci zrobił.
Harry po ciężkim dniu w szkole wrócił do domu. Był obolały na całym ciele po tym, jak to został pchnięty o szafki na korytarzu.
Wszedł do salonu, rzucając torbę na krzesło. Pragnął jedynie skulić się i wypłakać. Klapnął na kanapę i odetchnął z ulgą.
- Co robisz?
Jego ojciec był w domu, stojąc tuż przed nim.
- Wstawaj.
- Nie, tato. - zaszlochał. - Zostaw mnie w spokoju.
Minęły już około trzy miesiące, odkąd Harry wychodził ze szkoły i wracał do domu. Jego rodzice zawsze go wspierali.
Jednakże jego ojciec, kiedy Anne nie było w domu, wydawał się być kompletnie inną osobą.
- Wstawaj.
- Miałem zły dzień - warknął. - Nie dotykaj mnie.
Chwycił go za rękę, zmuszając go do wstania. Jego ramię było pełne siniaków, dlatego też chłopak zajęczał, czując jego dłoń na swojej skórze.
- Zły dzień? Tak? Miałeś zły dzień?
- Tak! - Harry stracił panowanie nad sobą. Byłeś kiedyś pchnięty o ścianę i pomiatany wokoło?! - odepchnął go od siebie. - Uszanuj moją przestrzeń.
- NIE mów tak do mnie, Harold! - jęknął. - Zastanawiałeś się kiedyś nad powodem, dlaczego tak się dzieje? Ponieważ na to zasługujesz. Tak więc, Haroldzie, zasłużyłeś na to.
Chłopak poczuł obrzydzenie, kiedy jego ojciec nazwał go Haroldem.
- Zasłużyłem na to, tato? Zasługuję na to, żeby inni traktowali mnie jak gówno tylko i wyłącznie za to, że jestem gejem? Czy zasługuję na to, by być wyrzuconym z drużyny footballowej, ponieważ jestem gejem? Czy zasłużyłem na bycie nazywanym prześladowcą, ponieważ mój najlepszy przyjaciel powiedział to, przez to ,że jestem GEJEM?!
- Zasługujesz na to wszystko, co teraz masz.
- Nie mam niczego!
- O to mi właśnie chodzi - odpowiedział, krzyżując ręce. - Czy kiedykolwiek pomyślałeś o tym, jak ludzie na nas patrzą? Twoja matka jest zdruzgotana.
- Nie prawda! Mama mnie wspiera! A ja myślałem, że ty robisz to samo!
- Jestem ojcem, który ma syna geja! Nie było to marzeniem mojego życia.
- Ja nadal jestem twoim synem, wiesz? A ty jesteś nadal moim ojcem, pomimo bycia pieprzonym, homofobicznym dupkiem. - Harry zaczął się rzucać, idąc w jego kierunku. - Sprawcą przemocy. - Harry zacisnął pięść, przygryzając wargę. - Bijąc własnego syna, kiedy tylko jego żona wyjdzie z domu. Twierdzisz, że to ja jestem wstrętny, ale ty jesteś najbardziej wstrętną osobą we wszechświecie.
- A ty jesteś pieprzonym tchórzem.
Jedno uderzenie pięścią za drugim. W wargi, kość policzkową, brzuch. Było to prawdą. Harry był tchórzem, nie mówiąc niczego swojej matce. Chłopak przyjmował kolejne uderzenia.
Harry splunął krwią, po czym kontynuował obrażanie go na wszelkie inne sposoby, podczas gdy otrzymywał następne ciosy.
- Bij mnie, ile chcesz; ja nadal będę gejem a ty nadal będziesz skurwysynem.
Kiedy przyszła Anne, ojciec Harry’ego powiedział, że zobaczył go już w takim stanie; i nikt niczego nie podejrzewał. Kto mógłby podejrzewać ojca rodziny, który pracuje i kocha swoją żonę? Oczywiście, że nikt. Nawet Harry nigdy by nie podejrzewał, że jego ojciec jest aż tak brutalny, lecz te zachowanie dawało mu moc bycia lepszym od niego.
Nietzsche powiedział to o wiele lepiej, co nas nie zabije, to nas wzmocni.
- Pytał o ciebie.
- Powiedz mu, że dla niego umarłem; jestem pewien, że będzie zadowolony.
Anne przytuliła go i ucałowała czule w policzek.
- Cieszę się, że nigdy cię nie uderzył, mamo. - Harry schował swoją twarz w piersi matki, starając się nie rozpłakać.
- Dziękuję ci za bycie takim odważnym. Jesteś moim małym superbohaterem.
- Kocham cię, mamo.
- Ja ciebie też.
Było to normalne, że Harry mógłby mieć myśli samobójcze, lecz chłopak zdecydował się być silny. Wiedział, że szkoła się kończy, że wyjedzie. I miał wyjechać daleko stąd, wraz ze swoją matką. I że wszystkie te rzeczy kiedyś się ułożą.
Wszystkie decyzje Harry’ego zakończyły się pomyślnie.
_____
Louis otworzył drzwi; miał na sobie białą koszulę i szelki, podtrzymujące spodnie. Uśmiechnął się od ucha do ucha widząc tuż przed nim Stylesów. Potem nie obyło się bez uścisków, pozdrowień, wielu „och, nie trzeba było zawracać sobie tym głowy”.
Włosy Harry’ego były w kompletnym nieładzie. Jego oczy mieniły się na widok starszego chłopaka. Harry uśmiechnął się widząc Louisa w innym stroju, niż widywał go codziennie. Louis nadal się uśmiechał, przyciskając Loczka do ciepłego uścisku, szepcząc mu do ucha.
Cieszę się, że ty tu jesteś, Harry.
Chłopak uśmiechnął się. Jego serce łomotało z podwojoną siłą. Harry przytrzymał się koszuli Louisa, podczas gdy nadal spoczywali w uścisku.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, mieszkając tutaj, Louis.
Obaj spoglądali na siebie, po czym się odsunęli. Louis uszczypnął młodszego chłopaka w policzek i zaśmiał się czule.
- Jaki z ciebie przystojniak!
- Cicho. - zaśmiał się, rumieniąc. - Gdzie podziałeś swój marynarski kostiumik?
- Założyłem to dla ciebie, Harry. Bądź miły!
Dla ciebie, powtórzył w myślach.
- Ach, przepraszam. Wyglądasz naprawdę seksownie.
- Wiele dla mnie znaczy, słysząc te słowa od ciebie - odparł Louis. - Przyniosłeś coś?
- Butelkę wina. Nie wiem, czy dobre, mama wybierała. - wzruszył ramionami i podał mu ją, u góry przyozdobioną wstążką.
- Nie musieliście.
- Shh. - uśmiechnął się czule Loczek.
_____
Harry i Louis zanieśli butelkę do kuchni. Kuchnia Tomlinsonów była odrobinę większa od nich, przynajmniej takie odniósł wrażenie. Była pięknie oświetlona, w której znajdowały się bardzo gustowne meble. Lodówka zaś cała była oklejona rysunkami bliźniaczek.
- Słyszałem jak grasz - wyznał Lou. - Bardzo podobała mi się ta ostatnia.
- Dziękuję. - zarumienił się Harry. - Cieszę się, że przypadła ci do gustu.
- Szczególnie ta, w której było coś w rodzaju, no you can’t destroy my kingdom now, he’s na savior, he’s my warrior. And you may have your soldiers but I’m brave enough to defeat them. - zaśpiewał Louis. - Przepraszam, nie wiem, czy zrobiłem to dobrze, ale te słowa chodzą mi po głowie już od kilku dni.
Harry rozpoznał piosenkę. Była tą, nad którą ostatnio pracował. Była jego piosenką. Jego serce zdawało się zaraz wyskoczyć z piersi.
Skup się, Harry.
- Jest moja - przyznał Loczek. - Naprawdę ci się podoba?
- Żartujesz? Jest cudna, uwielbiam ją. Jeśli byłoby możliwe, to chciałbym, żebyś kiedyś ją dla mnie zagrał. A może proszę o zbyt wiele?
- Nie, nie! Nie całkiem! Zagram, kiedy tylko zechcesz.
- Tak, tak, Harry - Louis uśmiechnął się wesoło. - Doskonale.
- Masz ochotę wpaść do mnie po kolacji? Być może, gdy rodzice zajmą się rozmową, a bliźniaczki pójdą spać…
Harry nagle uświadomił sobie, o co właśnie poprosił. Każdy mógłby to źle zrozumieć. Ale Louis był chętny udania się do jego domu, by móc posłuchać, jak gra.
Louis zaobserwował, jak oczy Harry’ego na nowo zabłyszczały, lecz sam nie zdawał sobie sprawy, że jego także świecą się tak samo. Przytaknął i nieświadomie przygryzł wargę, uśmiechając się.
- Z przyjemnością przyjdę do ciebie po kolacji, Harry.
Wiedział, że Louis będzie go pytał o piosenkę: pomyślał, że mógłby mu wszystko wyznać, bez uczuć, które towarzyszyły mu od pierwszego dnia, że będzie stopniowo ujawniał prawdę o tym, przez co przeszedł, odkąd postanowił ujawnić się ze swoją orientacją.
_____
Z piwem w ręku, obaj poszli do domu Harry’ego zagrać na pianinie. Rodzice zostali u Tomlinsonów rozmawiając, zaś bliźniaczki już dawno zasnęły.
Było późno, bardzo późno. Ale byli tam, spacerujący w ciemności, starający nie potknąć się o schody i nie wylewając piwa na podłogę.
Harry pierwszy wszedł do pokoju, zapalając światło; potem zaś Louis, który zamknął za sobą drzwi. Zdjął marynarkę, którą miał na sobie, a Lou poczuł tak jakby deja vu, będąc tu ostatnim razem. Harry poprawił włosy i usiadł na taborecie, otwierając pokrywę. Westchnął.
- Jesteś pewny, że chcesz mnie posłuchać?
- Mistrzu, proszę. - uśmiechnął się Louis, siadając na łóżku Harry’ego tak samo, jak poprzedniego razu.
Louis cieszył się chwilą. Harry zaczął grać najpiękniejszą melodię na świecie, opowiadającą historię jego życia. Był na drodze rozwiązania zagadki, czuł to, jednak nie było to dla niego wystarczające. Ciągle czegoś mu brakowało.
I’m the boy who receives what he deserves. Stick and stones will break me, and I’m screaming.
Louis kontynuował picie piwa, słuchając śpiewu młodszego chłopaka. Odbierało mu mowę przy każdym wersie czując, jak serce Harry’ego rozpada się na drobne kawałeczki.
But who do you think you are, leaving my body shattered, filled with your hate, covered with scars?
Przypomniał sobie te słowa. Przypomniał sobie to, nad czym wcześniej rozmyślał.
But don’t you say you’re sorry ‘cause you’re not.
Louis otworzył kolejne piwo. Czując gniew i złość w głosie Harry’ego zastanawiał się, co mogło wywołać w nim tak negatywne uczucia.
Enough is enough, and it’s time for me to shine.
Harry błyszczał i Louis o tym wiedział. Świecił jak maleńka gwiazdka.
I have met somebody who colours my soul, who owns my smiles and understands my world.
Harry grał miękko, jego głos prawie się załamywał. Bicie serca przyspieszyło, jak ostatniego razu.
And you can’t destroy my kingdom now.
I znowu siła, gniew.
No you can’t destroy my kingdom now, he’s my savior, he’s my warrior. And you may have your soldiers but I’m brave enough to defeat them.
Louis był dumny. Część jego marzyła, by to Harry śpiewał o nim.
He’s given me the strength, he’s given me the passion, he’s given me a reason to fight. So why would I give up now?
On. Możliwe było, że Harry był w kimś zadurzony, a Louis nie miał o tym pojęcia. W którymkolwiek przypadku, chłopak chciał wiedzieć wszystko.
No, I will not come back to you. I’ve got my savior, I’ve got my warrior. You’ve got and empty battleground, and I’ve got the love.
Louis był przekonany, że to ostatnie zdanie piosenki, ponieważ Loczek zaprzestał gry na pianinie, lecz po chwili Harry zaskoczył go swoim solo.
You wish you won, but, didn’t you know it’s time for me to shine? I’ve moved on and now I’m higher than the bluest skies, I’m all over you, and you can’t stop me from rising.
Louis spojrzał na niego oszołomiony.
Now I truly believe that I’m the boy who is receiving what he deserves.
Harry zniżył ton głosu. Piosenka stała się bardziej intymna, przez co przez ciało Louisa zaczęło niekontrolowanie drżeć.
I deserve my savior, I deserve my warrior, while you still have your empty battleground.
Harry powoli się odwrócił. Jego oczy błyszczały, a sam chłopak był na skraju wybuchnięcia niepohamowanym płaczem. Westchnął i zwrócił się w stronę przyjaciela.
- Chciałbyś znać powód, dla którego napisałem tę piosenkę?
- Tak.
Mimo, że mogliby tak rozmawiać Harry wstał i podszedł do łóżka, siadając tuż obok Louisa, zaś on ciasno objął go ramieniem.
- To, co widziałeś, nie było po operacji zapalenia wyrostka robaczkowego.
Louis przytaknął.
- Wiem, Harry, ale nie chciałem cie o to pytać. Zamierzałem poczekać do czasu, aż sam mi to wszystko wyjaśnisz. Widzę, że boli cię mówienie o tym.
Harry westchnął. Podwinął koszulkę i ponownie pokazał mu bliznę.
- Pchnął mnie nożem, chciał mnie zabić, przynajmniej tak mi się wydaje. Mama prędko zabrała mnie do szpitala. Był to ostatni raz, kiedy ojciec mnie dotknął. - przejechał powoli po ranie. - Ojciec znęcał się kilkakrotnie nade mną, podczas gdy mamy nie było w domu. Mówił, że jestem wstrętny i zasługuję na to wszystko. Straciłem przyjaciół, wsparcie, doszło nawet do tego, że zostałem wyrzucony ze szkolnej drużyny footballowej przez to, że mój najlepszy przyjaciel rozpowiadał, że jestem prześladowcą. - samotna łza spłynęła mu po policzku. - Wyznałem mu, że jestem gejem, a on rozpowiedział to wszystkim dookoła. To było piekło, Louis.
Harry oparł się o ramię Louisa, cicho szlochając. Louis tulił go, czule całując jego loczki, podczas gdy Harry opowiadał mu o wszystkim, co się wtedy przydarzyło.
- Przyjmowałem kopniaki i wszystko, co możesz sobie tylko wyobrazić prawie codziennie. A ja nigdy nic nie powiedziałem. Nigdy. Chciałem jedynie wyjechać z Liverpoolu.
Louis był przerażony tym, przez przeszedł.
- To dlatego tu jestem. Rodzice się rozwiedli, ojciec nie został oskarżony, po czym przyjechałem do Lymington, tam, gdzie inni nie będą nic o mnie wiedzieć. Potrzebowałem przeprowadzki. Mama rzuciła pracę…- odparł Harry, ciągle płacząc. - Nie byłem przygotowany na takie coś, Louis. Ja jedynie chciałem kochać i być kochanym.
Nawet Louis odczuł potrzebę płakania wraz z nim. Tulił go mocno, w końcu rozumiejąc zachowanie chłopaka.
- Jesteś moim jedynym przyjacielem od zaistniałej sytuacji. Nawet nie wiesz, jak bardzo doceniam fakt, że jesteś tu teraz ze mną.
Louis pocałował go w czoło i przymknął oczy, gdy jego usta spotkały się w jego ciepłą skórą. Nie wiedział, co mógłby w tej sytuacji powiedzieć; nawet nie był w stanie ułożyć tego wszystkiego w głowie.
Louis nie wierzył, że coś tak strasznego przydarzyło się Harry’emu. Wyobrażał sobie, że mogłoby to być powiązane z jego orientacją seksualną, ale nie to. Sama myśl o tym, wywoływała drgawki na całym ciele chłopaka. Louis rozwikłał tajemnicę jednak nie oznaczało to, że jego robota się skończyła. To był dopiero początek.
- Ja cię nie zostawię - wyszeptał. - Jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele chronią siebie nawzajem. Od kiedy jesteś w Lymington, nie, czekaj, od kiedy jesteś moim przyjacielem, będę się tobą opiekował być już nigdy nie musiał ponownie przez to przechodzić. Nie wierzę, że to spotkało właśnie ciebie.
Harry wzruszył ramionami. Gdyby nie obejmował teraz Louisa, chłopaka pełnego życia, nigdy nie uwierzyłby w taki obrazek.
- To właśnie dlatego nienawidzę swoich blizn. Pamiętam dosłownie wszystko, co wydarzyło się w Liverpoolu i nawet gdy staram się zapomnieć, ciągle miewam senne koszmary. To znaczy, miewałem. Kilka dni temu przestały mnie nachodzić. - Harry przetarł oczy i westchnął. - Pobyt w Lymington pozwolił mi wrócić do normalnego życia. Jestem szczęśliwy, Louis. Czuję się świetnie… no i komfortowo, mówiąc ci o tym bez obaw, że następnego dnia przestaniesz ze mną rozmawiać. Wyznałem ci, że lubię chłopców a ty…- zaśmiał się, przypominając sobie ten moment, a kolejna łza spłynęła po jego policzku. - Zapytałeś mnie, czy mam kogoś!”
- No jasne. - uśmiechnął się Louis i odważył się zbliżyć do Loczka. Bał się, że zostanie odrzucony; tak się jednak nie stało, po czym kciukiem przetarł łzę z twarzy młodszego chłopaka. - Jesteśmy przyjaciółmi i chciałem wiedzieć, czy twoje serce należy jest już zajęte.
- Więc, nie. - skłamał Harry, lecz nie czuł się winny. Było to niewinne kłamstwo, które nikogo by nie zraniło. Odrzucił w głowę w tył i zamknął oczy. - Ale jest w porządku, naprawdę.
- Jesteś najodważniejszą osobą, jaką kiedykolwiek spotkałem.
Harry spojrzał na niego, nie mówiąc ani słowa. Uśmiechnął się słodko i ponownie położył głowę na ramieniu Louisa. Był cudowną osobą i był jedynym, który tak naprawdę go zaakceptował.
- Chciałbym, żebyś coś dla mnie zagrał - wyszeptał mu na ucho. - Teraz twoja kolej, Lou.
- Nie mam tak dobrej piosenki, jak twoja.
- Nikt nie jest idealny. - zaśmiał się figlarnie Harry. - Po prostu zagraj dla mnie piosenkę, okej?
Jedynym wyjściem chłopaka w tej sytuacji mogło być tylko przytaknięcie na znak zgody. Wiedział już, co zaśpiewa i zadedykował mu tę piosenkę w myślach, nie chcąc mówić mu tego otwarcie.
Upił łyk z butelki, poczym zaczął grać dość wolną melodię. Harry, tak jak to zrobił wcześniej Louis, wypił swoje piwo i odłożył je na półkę.
Loczek był zauroczony głosem Louisa. Był tak osobliwy, znacznie inny, który sprawiał, że wszystko zdawało się być proste; nie sposób było nie kochać jego głosu.
Harry rozpoznał piosenkę. Jego policzki stały się czerwone jak pomidory, a sam chłopak pragnął podejść do niego i go przytulić. Przypomniał sobie, kiedy to wyznał Louisowi, że chciałby poczuć jak to jest mieć kogoś, kto mógłby się nim opiekować i Louis śpiewał dokładnie o tym.
Be my baby and I’ll look after you…
Harry przytaknął, a jego oczy zabłyszczały na nowo. Nieustraszona łza spłynęła po jego policzku, skapując z podbródka.
It’s always have and never hold…
Harry zamknął oczy i westchnął.
You’ve begun to feel like home…
Louis mógł poczuć Harry’ego blisko siebie, uśmiechającego się i było to coś, czego nigdy w życiu nie doświadczył.
What’s mine is yours to leave or take…
Nawet przy Eleanor.
What’s mine is yours to make your own…
Kiedy skończył piosenkę, odwrócił się i spojrzał na Harry’ego. Jego oczy świeciły się jak zawsze, a Louis uśmiechnął się widząc, jak twarz Loczka rozjaśniała.
- Mam nadzieję, że zrozumiałeś przesłanie - odparł Louis.
- Owszem - odpowiedział. - Dziękuję, Lou.
Louis skończył piwo, po czym otworzył kolejne. Był to sześciopak, z którego wypił już trzy, lecz nie bardzo się tym przejmował. Wszystko było pod kontrolą.
Zgasił światło i usiadł na łóżku tuż obok Harry’ego. Spojrzał na niego, próbując odkryć krawędzie jego policzków w przyćmionym świetle, które rozchodziło się przez okno.
- Mogę zadać ci pytanie? Jeśli nie chcesz odpowiadać, nie musisz.
- Dawaj - odparł Harry, upijając łyk z butelki.
- Skąd wiedziałeś, że jesteś gejem?
Harry był zadowolony, że Louis zadał właśnie to pytanie. Nikt wcześniej o to nie pytał. Mama po prostu się domyśliła, ojciec nigdy się nie przejmował, zaś innych nie bardzo to obchodziło.
- Zdałem sobie sprawę w chwili, gdy zakochałem się w najlepszym przyjacielu - odparł. - Całowałem się z dziewczynami, jednak nie czułem się z tym dobrze. Za to z nim było inaczej. Było mi z nim cudownie, uwielbiałem jego towarzystwo i zawsze sobie wyobrażałem, jak mogłoby z nim być. Nie mówię tu o seksie, tylko ogólnie. Kochałem go, wszystkie jego wady. I chociaż próbowałem temu zaprzeczyć, stwierdziłem, że nigdy nie czułem się dobrze wokół otaczających mnie dziewczyn.
- Leciały na ciebie, co?
- Nie dziw się, Tomlinson. Jestem pewien, że z tobą jest tak samo.
- Wiesz… - zaśmiał się Louis. - Nigdy mnie to nie obchodziło. Troszczyłem się o dziewczynę, która doprowadzała mnie do szaleństwa, czyli w tym przypadku Eleanor.
- Chodziliście razem do szkoły?
- Tak - odparł Louis. - Poznaliśmy się w wieku 12 lat i tak oto jesteśmy.
Harry uśmiechnął się, lecz nie odezwał się nawet słowem. Nie chciał drążyć tego tematu, ponieważ tak wiele razy powtarzał sobie, że zadurzył się w Louisie wiedząc, że ten jest szczęśliwie zakochany w dziewczynie, łamiąc mu tym samym serce na miliony kawałeczków.
Między obojgiem zapadła cisza. Harry zamknął oczy, opierając głowę o ścianę. Louis po prostu nie wiedział, co powiedzieć, lecz nie była to jakaś niekomfortowa sytuacja. Była to cisza, którą się napawał i bał się, że mógłby ją zepsuć.
- Dlaczego zgasiłeś światło?
- Pomyślałem, że tak będzie bardziej romantycznie - zażartował Louis, szturchając lekko Harry’ego. - Chcesz, żebym je zapalił?
- Nie, tak jest dobrze. Jak mówiłeś, bardziej romantycznie.
Śmiech Louisa był zaraźliwy, przynajmniej tak sądził Harry. Jego oczy spoglądały na sylwetkę przyjaciela. Mógł zaobserwować krzywiznę jego uśmiechu, która powiększała się coraz bardziej, zaś jego serce zamierało na widok starszego chłopaka.
- Co to było?
- Nic. - Loczek potrząsnął głową, dziękując ciemności za nieujawnienie go, ponieważ aktualnie się rumienił.
- Patrzysz na mnie. - uśmiech nie schodził z jego twarzy, a jego głos był słodki; nie było tak, że zarzucał mu gapienie się na niego, chociaż…
- Chcesz, żebym przestał?
- Idiota. - zaśmiał się ponownie. Nie musisz, nie zależy mi. Ja też to robię. To jak obserwowanie kwitnącego kwiatka. Zajmuje to wiele czasu, lecz jest tego wart.
- Mówisz, że patrzenie na mnie zajmuje ci czas, lecz jest tego warte? - Harry uniósł brew.
- Mówię, że wyglądasz piękniej za każdym razem, kiedy na ciebie patrzę.
Louis nie bełkotał, ale Harry zastanawiał się, czy nie był już przypadkiem pijany. Słowa opuszczały jego usta bez zgodności z jego umysłem. Jedyne, co Harry mógł teraz zrobić, to się śmiać.
- Jesteś dupkiem i za dużo wypiłeś - powiedział wciąż się śmiejąc. - Powinienem zabrać cię do domu.
- Psujesz całą zabawę, Hazza.
- Hazza?
- Tak, ty nazwałeś mnie Lou, a mi się podoba Hazza.
- Hazza - powtórzył. - No cóż, podoba mi się. Więc zamierzasz tu zostać?
- Jasne. Nie będę ci przeszkadzać?
- Oczywiście, że nie, Lou.
Lubię cię mieć blisko siebie, powiedział do siebie. Harry spodziewał się, że zostanie tutaj całą noc, jeśli będzie to konieczne.
Trzymali się blisko, jednak nigdy nie tak wystarczająco. Po trzech piwach Louis spodziewał się czuć równie dobrze, jednak prawdę mówiąc wszystko było jak kołowrotek i naprawdę potrzebował się położyć.
Harry zostawił go leżącego na łóżku i pomimo, że myślał o siedzeniu gdzie indziej, Louis poprosił go, by położył się obok niego.
- Jak się z tego wytłumaczysz?
- Jeśli ktokolwiek nas zobaczy to pomyśli, że dałeś mi coś, więc jeśli położysz się obok mnie to stwierdzą, że po prostu poszliśmy spać.
Powód Louisa był nie tylko absurdalny, ale też głupi. Harry wybaczył mu, ponieważ wiedział, że Lou był pijany.
Harry leżał tuż za nim i zauważył rękę na jego talii, która przyciągała go jeszcze bliżej niego. Loczek był odrobinę spięty, lecz słowa przyjaciela pozwoliły mu trochę ochłonąć.
- Odpręż się, Harry - odparł Louis, prawie szepcząc. - Nie skrzywdzę cię. Chcę tylko, żebyś leżał obok mnie.
Oddech Louisa był zabarwiony alkoholem, który uderzał o jego nozdrza, jednakże Harry starał się nie zwracać na to uwagi i pomyśleć o czymś całkiem innym bez zdawania sobie sprawy, że usta Louisa były niebezpiecznie blisko jego skóry.
- Chciałbyś tutaj przenocować?
Nie, Harry! Dlaczego go o to zapytałeś? Teraz musisz radzić sobie z pijanym, przystojnym chłopakiem, który ma dziewczynę i który zostanie i będzie spał z tobą w jednym łóżku! powiedział do siebie, przeklinając zaistniałą sytuację.
- Z chęcią.
Harry czuł blisko siebie ciepłe ciało Louisa i było to nawet komfortowe uczucie, właściwie bardzo komfortowe. Sądził, że mieszanka wina z trzema butelkami piwa będzie fatalną w skutkach u przyjaciela, jak również odrobinę u niego, jednak Harry nie miał na co narzekać.
- Niedługo zaczynam treningi - odparł Louis, spoglądając na Loczka. - Przyszedłbyś mnie zobaczyć?
- Jasne - odpowiedział, uśmiechając się. - Przyjdę także na zawody.
- Tak?
- Oczywiście. Z pomponami i całą resztą.
- Idiota…
Louis przygryzł wargę i uśmiechnął się, nawet na chwilę nie spuszczając z niego wzroku.
- Ale nie żartujesz, mówiąc, że chciałbyś być przy mnie na zawodach?
- Jeśli chcesz, abym był tam, będę. I będę ci wiwatować. - Harry uszczypnął policzek starszego chłopaka, jak ten miał w zwyczaju. - Może bez pomponów, ale bądź pewny, że z całego serca życzę ci wygranej.
- Jesteś cudownym przyjacielem, Hazza - odparł szczerze, wpatrując się w jego oczy. - Cieszę się, że cię spotkałem i jestem niezmiernie zadowolony, że mamy przed sobą jeszcze całe wakacje.
Harry zarumienił się i intuicyjnie zwinął się w kłębek tuż za nim i przymknął oczy, kiedy poczuł, że jego policzek znajduje się tuż przy klatce piersiowej chłopaka. Westchnął gdy dostrzegł, że Louis objął go od tyłu.
- Dziękuję za wieczór. Dziękuję, że mnie wysłuchałeś.
Louis ucałował czule czubek głowy Harry’ego, jedną ręką delikatnie bawiąc się jego loczkami, zaś drugą głaskał go po plecach.
- Śpiewałem o tym wcześniej, Hazza. Zajmę się tobą. Potrzebujesz kogoś, kto by się tobą zaopiekował, a tą osobą będę od dzisiaj ja. Jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele tak właśnie robią - wyszeptał Louis w jego loczki, wdychając zapach jego perfum.
Harry uniósł podbródek, by móc spojrzeć mu w oczy. Mógł czuć, jak jego przyjaciel uśmiechał się od ucha do ucha, zresztą jak zawsze, a jego oddech krążył niebezpiecznie blisko jego skóry. Dreszcz przeszedł przez całe jego plecy i gdyby był to wąż, jego brzuch przybrałby postać supła, którego w żaden sposób nie dałoby się rozplątać. Motylki, pomyślał Harry. Zabicie tych motylków było całkowicie niemożliwe, mając Louisa tak blisko siebie.
Louis przesunął palcami wzdłuż pleców młodszego chłopaka, zdając sobie sprawę z tego, co tak naprawdę robi. Potrzebował mieć go przy sobie, jednak nigdy wcześniej nie byli ze sobą tak blisko. Przygryzł wargę, wpatrując się w niego, nieświadomie dotykając czubka nosa przyjaciela.
Przyjaciel.
Przyjaciele tak się nie zachowują.
- Harry - wyszeptał Louis. - Chyba nie zasypiasz.
- Idiota z ciebie, Lou. Twoją twarz od mojej dzielą zaledwie milimetry, jak przypuszczasz mógłbym spać?
- Przerażam cię?
- Ja-jasne że nie! - wyjąkał Harry, omijając fakt, że uwielbiał, gdy Louis był tak blisko niego. Mógł poczuć rytmiczne bicia serca chłopaka, połączone z jego własnymi.
Louis uśmiechnął się usatysfakcjonowany i po chwili zaczął bawić się jednym z jego loczków, opadających na tył szyi chłopaka.
- Hej, Hazz?
- Tak?
- Całowałeś kiedyś kogoś?
- Więc… moją mamę. W policzek. Każdego dnia. Dlaczego pytasz?
Chłopak zaśmiał się dźwięcznie.
- Nie mam pojęcia, czy nabijasz się ze mnie, czy jesteś aż tak naiwny. - ton jego głosu brzmiał figlarnie, co nie pomagało Harry’emu w pozbyciu się tych pieprzonych motylków. - Chodziło mi o to, czy całowałeś się z chłopakiem?
- Nie… - pokręcił głową, wyznając, prawie zawstydzony, ponieważ jeszcze nie przeżył jeszcze pierwszego pocałunku. Pierwszego, prawdziwego pocałunku, ponieważ całował się wcześniej z dziewczynami, co pomogło mu w odkryciu, że jest gejem.
- Nie?
- Podobał mi się tylko jeden chłopak i wątpię, by jakikolwiek inny był mną zainteresowany w czasie pobytu w liceum. A nawet gdyby jakiś się znalazł, na pewno by się nie ujawnił. - Harry zamknął oczy, wzruszając ramionami.
- Prawda. - Louis uniósł palcami podbródek Harry’ego, po czym uśmiechnął się. - Nie ma powodu do obaw. Rzeczy układają się lepiej w najmniej oczekiwanym momencie…
- Co masz na my-
Nie był w stanie dokończyć zdania, ponieważ usta Louisa naparły na jego własne. Z początku nie zareagował, kiedy poczuł gorące uczucie skóry Louisa na swojej, jednak po chwili dał się ponieść emocjom. Czuł, jak usta Louisa całowały go z ogromną czułością, jak w filmach, a jego świat jakby zatrzymał się na te kilka sekund. Serce Harry’ego biło z zawrotną prędkością, które wydawało się za chwilę wyskoczyć z jego piersi.
Objął rękoma szyję Louisa, przyciągając go bliżej siebie. Nie mógł zrozumieć, dlaczego go pocałował, a nawet tego, co w tym momencie krążyło w jego umyśle. Louis miał dziewczynę, a teraz… To było szalone, słodkie szaleństwo.
Louis zachęcił go, by otworzył usta. Chciał mu pokazać, jak wygląda prawdziwy pocałunek. Loczek nieśmiało rozchylił wargi, ustępując jemu miejsca.
Harry wzdrygnął się, czując jego język, jednakże się nie wycofał. Intuicyjnie sam zaczął brać czynny udział w pocałunku.
Harry delikatnie muskał dłonią klatkę starszego chłopaka, która była niesamowicie umięśniona. Palce Louisa zaś przemierzały drogę po jego plecach, na co przez ciało Harry’ego ponownie przeszedł przyjemny dreszcz.
- Lou - wyszeptał Harry, wzdychając. Wiedział, że stracił nad sobą wszelką kontrolę. Czuł na sobie jego spierzchnięte wargi. Właśnie przeżył z Louisem swój pierwszy pocałunek i dosłownie pozostał bez tchu.
- Tak, Hazz.
Mógł poprosić go o jakiekolwiek wyjaśnienie, mógł wyznać mu, co do niego czuje, albo chociaż powiedzieć o jego piosence, albo o fakcie, że nie może przestać o nim myśleć od czasu, kiedy ujrzał go pierwszego dnia. Jednakże Harry zatrzymał swoje przemyślenia dla siebie, kręcąc jedynie głową.
- Nic… Myślę, że powinniśmy pójść spać.
Louis przytaknął.
- Dobranoc Harry. Dziękuję, że pozwoliłeś mi tu zostać.
Nie, Louis. Dziękuję, że dzięki tobie ten wieczór był tak magiczny, Harry odparł do siebie. Przytakiwał mu, próbując nie stracić spokoju.
- Dobranoc, Louis. Dziękuję za bycie tak dobrym przyjacielem.
Louis objął Harry’ego w talii, tuląc się do niego. Harry zdecydował się położyć głowę na klatce Louisa i zamknąć oczy, próbując w końcu zasnąć.
Próbując, ponieważ wiele myśli zaprzątało jego głowę. Nie mógł przestać myśleć o tym, co dosłownie przed chwilą zaszło. Bał się, że Louis nie będzie nic pamiętać, albo że to wszystko było jedynie snem lub głupim żartem. Harry był przerażony, jednak zmusił siebie spać w ramionach Louisa w razie gdyby taka okazja się już nie zdarzyła.
Louis obudził się pierwszy. Pamiętał, co stało się poprzedniej nocy i wciąż nie mógł zrozumieć powodu, który doprowadził do tej niezręcznej sytuacji lecz najmniej zrozumiałe było to, że nawet mu się podobało.
Był zdenerwowany. Niczego nie rozumiał. Nie potrafił zrozumieć jak zwykła przyjaźń mogła zajść tak daleko, na dodatek z chłopakiem! Louis nie był gejem. Louis wiedział, że podobał się dziewczynom. A jednak teraz siedział przy Harrym, tuż po tym jak go pocałował.
Mogli to zachować w tajemnicy, tak właśnie zadecydował Louis. Nie troszczył się o uczucia Harry’ego, ponieważ zakładał, że nie minęło wystarczająco dużo czasu, by między nimi rozwinęło się jakieś głębsze uczucie. Była to zła myśl, jednak Louis nie był tego świadomy.
- Louis?
Harry rozchylił powieki napotykając chłopaka siedzącego na łóżku. Bał się jego reakcji. On sam spodziewał się, że gdy Louis wstanie, to czym prędzej ucieknie i już nigdy nie będzie chciał z nim rozmawiać. Jednakże Louis spoglądał na niego, jakby próbował to wszystko sobie poukładać.
- Dzień dobry, Hazza. Dobrze ci się spało?
- Tak, tak. - przytaknął, powoli wstając. - A tobie?
- Bardzo dobrze, dziękuję - odparł. - Ech… Myślę, że powinniśmy… pogadać, prawda? - Harry był zdenerwowany, nie próbował temu zaprzeczać, więc pozwolił jemu mówić.
- Ech… O czym chcesz porozmawiać, Lou?
- O tym, co zaszło poprzedniej nocy - wyszeptał. - Nikt nie może się o tym dowiedzieć, Hazza. Byłem pijany, naprawdę nie powinienem cię pocałować. Nie chodzi mi o to, że nie jesteś przystojny, seksowny czy cokolwiek… - westchnął. - Podobają mi się dziewczyny a to, co zaszło między nami było dość nieodpowiednie, rozumiesz mnie? Przepraszam.
Harry był rozczarowany, jednak starał się to ukryć tak, jak było to tylko możliwe. Przytaknął, udając że nie miało to dla niego najmniejszego znaczenia, że to wszystko było idiotycznym żartem. Było mu przykro, słysząc przeprosiny Louisa, jednakże było to coś, czego mógł się spodziewać.
- Wszystko w porządku, Lou. Naprawdę. Nie musisz się o nic martwić. - przytaknął. - To była ciężka noc, wiesz, alkohol i te sprawy… Bądź pewny, że nic nikomu nie powiem, a ty dalej będziesz zachowywać się jak wcześniej.
- Serio? Nie jesteś na mnie wściekły, Harry? Zdaję sobie sprawę, mogłem cię urazić i byłoby ci z tym źle. Zachowałem się w dość podły sposób.
-Nie. - Harry potrząsnął głową. - Byłbym zmartwiony, jeśli tobie by się to spodobało, albo gdybym coś do ciebie poczuł… To był tylko zwykły pocałunek. Ty lubisz dziewczyny, jak lubię chłopców. Różnimy się. I tak jest dobrze. Nie ma o czym gadać.
Harry był zaś zmartwiony, ponieważ Louis mu się podobał i chociaż nie myślał, że jego pierwszy pocałunek tak właśnie będzie wyglądał, to stało się i nie mogło być to bardziej idealne, niż sobie wyobrażał. Było to cudowne uczucie, Louis był cudowny, jednak wiedział, że po tym wszystkim co się stało tamtego wieczoru, Louis nigdy nie będzie jego.
- Dziękuję Harry, jesteś wspaniały, naprawdę.
Louis objął go i westchnął. Harry z trudnością odsunął się od przyjaciela, doznając uczucia, jakby przez niego przejechał ogromny walec. Przygryzł wargę i postarał się ruszyć, jakby nic się nie stało, jednak za każdym razem gdy go będzie widywał, wspomnienia z poprzedniej nocy będą wracały.
_____
- Widziałam, że wczoraj Louis spędził u ciebie noc - odparła Anne gotując, zaś Harry na blacie kuchennym bazgrał coś w notesie. - Co się stało?
- Zagrałem dla niego piosenkę a on zrobił to samo.
- Jesteście dobrymi przyjaciółmi. Dlaczego nocował u ciebie?
- Wypił zbyt dużo i zasnął, więc pozwoliłem mu zostać.
Anne zrozumiała, że zaszło coś jeszcze o czym syn jej nie powiedział. Kiedy zauważyła Harry’ego śpiącego u boku Louisa, dostrzegła ich wtulonych w siebie nawzajem. Byłaby szczęśliwa, gdyby coś między nimi zaszło, ale smutna, gdyby zadziało się to tylko i wyłącznie pod wpływem alkoholu.
Harry wyrwał kartkę z notesu, po czym zgniótł ją.
- A więc wszystko w porządku, tak?
- Mhm. - przytaknął Harry. - Tak, prawdę mówiąc wszystko jest w idealnym porządku.
Gdybyśmy pominęli fakt, że Louis jest hetero, który nie zawahał się wepchnąć swojego języka do mojego gardła i teraz tego żałuje.
- Powinnam o czymś wiedzieć, Harry?
- Wiesz, że nie jestem zbyt rozmowny…
- Nie, Harry, nie jesteś - odparła czule, odwracając się przelotnie w jego stronę. - Wiesz, że możesz mi powiedzieć o wszystkim. Powiesz mi, co się stało?
Harry w końcu ustąpił.
- Zaśpiewałem piosenkę, którą napisałem dla niego. Wyjaśniłem mu wszystko, mamo, absolutnie wszystko, co stało się w Liverpoolu, ponieważ ostatniego razu zauważył na moim ciele ogromną bliznę - westchnął. - On też zagrał piosenkę. Była piękna. Powiedział, że była dla mnie. Śpiewał o tym, że się mną zaopiekuje, że będziemy na zawsze przyjaciółmi.
- To cudownie, kochanie - odparła, uśmiechając się. - Louis to wspaniały chłopak i jestem szczęśliwa, że połączyła was tak piękna przyjaźń. Jego rodzice też wydają się być bardzo opiekuńczy w stosunku do ciebie.
- Mamo, Louis mnie pocałował.
Twarz Anne pobladła. To nie tak, że nie podobało się jej to, jednak było to dla niej trochę dziwne. Kobieta nie wątpiła w wiarygodność Harry’ego, co bardziej ją przerażało.
- Ale jak?
- Właśnie nie rozumiem, jasne? Nie wiem jak, ale się całowaliśmy, po czym po prostu poszliśmy spać. A ja nic z tego nie rozumiem, kompletnie nic, ale kiedy się obudziliśmy powiedział, że to wszystko to był błąd, że był pijany, a ja się z nim zgodziłem i odparłem, że wszystko ze mną dobrze.
- Kochanie… - Anne odwróciła się od lady i przytuliła syna, całując go w czoło. - Dobrze się czujesz, skarbie?
- Louis mi się podoba, mamo, ale wiem, że to było zbyt piękne, aby było prawdziwe.
_____
Skup się, Louis, powtarzał sobie w myślach chłopak, biorąc prysznic. Woda spływała po jego ciele, zaś umysł ciągle odtwarzał obrazy z poprzedniej nocy.
Louis był świadomy tego, co zrobił, nawet gdy powiedział Harry’emu, że był pijany.
To bzdura. Louis nie był gejem, nawet odrobinę. Był szczęśliwie zakochany w dziewczynie, która doprowadzała go do szaleństwa. Oczywiście było to to, co aktualnie próbował sobie wmówić.
Ale gdy zamykał oczy, jedynym obrazem, który pojawiał się w jego głowie były jasne oczy Harry’ego, nie Eleanor. I ten zaraźliwy śmiech, który rozbrzmiewał w każdym zakątku jego umysłu. Ten jego dziecięcy uśmiech, który przenigdy nie schodził mu z twarzy.
Louis, nie jesteś gejem, pieprzyć to.
Bycie gejem nie było czymś złym, jednak dla Louisa było to całkiem nowe doświadczenie. Ta myśl paliła go od środka, jednak było to niemożliwe ze względu na to, że ma dziewczynę.
No, Louis. Przespałbyś się z chłopakiem? Byłbyś w stanie robić te wszystkie rzeczy z mężczyzną?
Niespodzianka.
Louis skinął głową i warknął. Jego ciało reagowało w zdecydowanie zły sposób. Przygryzł wargę, gdy zobaczył wyraźną erekcję, wahając się przed opuszczeniem ręki w dół.
Co to do cholery ma znaczyć?
Pomyśl o Eleanor.
Owinął palce wokół swojego „przyjaciela” i westchnął z ulgą. Miał w pamięci obraz jego na co dzień uśmiechniętej dziewczyny.
Uśmiechnął się przymykając oczy, podczas gdy woda uderzała o jego nagie ciało i westchnął głośno, kiedy zaczął poruszać swoją dłonią, pocierając go delikatnie.
Starał się skupić swoje myśli tylko i wyłącznie wokół Eleanor.
Przygryzł wargę z trudem łapiąc powietrze, kiedy przyspieszał ruchy. Jego dłoń zacisnęła się wokół jego członka, przesuwając się w górę i w dół coraz szybciej.
Eleanor. Eleanor. Elean. Elea. Elearry. Elarry. Harry.
W jego umyśle Eleanor nie była już więcej Eleanor. Teraz to Loczek wpatrywał się w niego, swoim głębokim głosem prosząc o więcej. Zamiast ciała dziewczyny w głowie miał nagi tors chłopaka, a do jego uszu ewidentnie dochodziły męskie westchnienia.
Jednak zanim zdążył zmienić obrazek, było już za późno. Louis odrobinę przesadził i całkowicie stracił nad sobą kontrolę, jęcząc i ledwo będąc w stanie się podnieść.
- Co ja robię?
_____
Harry wraz z rodzicielką złapał pociąg, tym samym kierując się bezpośrednio do Southampton. Anne pomyślała, że to dobry czas na zrobienie niewielkich zakupów oraz spędzenie miłego popołudnia z synem.
Harry był szczęściarzem mając matkę, która była dla niego także najlepszą przyjaciółką. Bardzo dobrze go zdała, zawsze dawała mu rady i zawsze wiedziała, czego mu potrzeba.
Chłopak choć na chwilę przestał myśleć o tym, co się wydarzyło. Przestał myśleć o Louisie, o poprzedniej nocy, o tym, jak się czuł, czy jak jego ciało zareagowało na to zbliżenie.
_____
- Jak minęła kolacja z Harrym i jego mamą?
Louis spędzał wolny dzień w kawiarni wraz ze swoją dziewczyną. Wyglądała cudownie, o czym chłopak nagminnie jej przypominał. Miała na sobie letnią sukienkę, którą kupiła podczas pobytu na Ibizie, zaś jej włosy luźno opadały na jej ramię.
- Świetnie - oparł Louis. - Po kolacji poszliśmy na górę pograć na pianinie.
- Naprawdę? Żałuję, że mnie tam nie było - odpowiedziała Eleanor. A tak poza tym słyszałam, że niedługo przyjeżdża Zayn.
- Tak? Ten gnojek o niczym mi nie mówi! - zaśmiał się. - Skąd o tym wiesz?
- Słyszałam! Przyjeżdża, by móc trenować do regat. Pewnego razu możemy wyskoczyć gdzieś razem, jak za dawnych czasów.
- Brzmi świetnie. Prawda jest taka, że ostatnimi czasy nie skupiałem się na zawodach, więc wkrótce znów zaczynam treningi.
- Mogłabym przyjść i cię zobaczyć…
- Ale tylko czasami - odparł Louis. - Wiem, że się nudzisz przesiadując w porcie całymi dniami.
- Nie nudzi mnie to, głupku. Uwielbiam patrzyć, jak trenujesz. Wyglądasz wtedy bardzo seksownie.
Louis chwycił dłonie dziewczyny, czule muskając je ustami.
- A ty ślicznie wyglądasz, gdy opuszczam łódź, widząc ciebie, jak czekasz na mnie przy molo.
_____
- Te koktajle są przepyszne - odparła Anne, siedząc przy bufecie w centrum handlowym.
- Jesteś pewna, że nas na to stać? Nadal nie znalazłaś tu żadnej pracy.
Kobieta uśmiechnęła się.
- I właśnie o tym chcę z tobą porozmawiać, kochanie. Tomlinsonowie pozwolili mi pracować jako kucharka w klubie żeglarskim. Mają tam pewne kontakty i szepnęli im słówko o mnie! Czy to nie fantastyczne?
Klub żeglarski. Tomlinsonowie. Fantastyczne.
Żadne z tych słów nie łączyło się ze sobą.
- Że co?
_____
- Louis! Eleanor! - ojciec Louisa zauważył ich siedzących na zewnątrz kawiarenki. - Jak miło wiedzieć was razem.
- Witaj Mark. - pomachała nieśmiało Eleanor.
- Coś się stało, tato?
- Nie, nie. Szukam mamy Harry’ego, nie ma ich w domu. Domyślam się, że świętuje z nim dobre wieści, tak więc jeśli spotkałbyś go to powiedz mu, że muszę się zobaczyć z jego mamą.
- Czekaj. - zatrzymał go. - Dobre wieści? O czym ty mówisz?
Mark uśmiechnął się szeroko.
- Nic nie wiesz? Harry o niczym ci nie wspomniał?
- Nie widziałem się z Harrym od rana - odparł Louis.
- Mama Harry’ego będzie pracowała w kawiarence, jako kucharka, w klubie żeglarskim. Musiałem im pomóc. Chłopak zaś może przechadzać się po klubie, kiedy będzie miał tylko ochotę. Czy to nie fantastyczne?
Fantastyczne.
Szczęście wydawało się dzisiaj od niego odwrócić. Anne będzie pracować w klubie, Harry tam będzie, będą widywać się podczas treningów – było to jednak nieistotne, ponieważ Louis pozwolił mu przebywać na terenie klubu, kiedy ten będzie zajęty przygotowaniami do zawodów.
Co to miały być za żarty?
- Wspaniale, tato. Jestem zadowolony, że mogłeś im pomóc.
- Twój ojciec jest naprawdę cudownym mężczyzną.
Louis był świadomy, mówiąc, że nie odwróci się od Harry’ego – i tego nie zrobi, jednak mając go tak blisko, prawie każdego dnia, czy chce, czy nie chce, dzisiaj, mogło być czymś, co sprawiałoby go w zakłopotanie.
Louis przeklął godzinę, w którym zdecydował się go pocałować.
Minęło kilka dni, od kiedy doszło do pocałunku między Harrym a Louisem. Mama Harry’ego, Anne, pracowała w kawiarence zaś Louis rozpoczął treningi do zbliżających się zawodów.
Harry starał się unikać Louisa. Prawdę mówiąc to umierał z tęsknoty, by go móc wreszcie zobaczyć, jednak był także niesamowicie przerażony.
Z drugiej strony, Louisowi także brakowało Harry’ego. Próbował się z nim skontaktować ale nie otrzymywał od chłopaka żadnej odpowiedzi. Jednakże po kryjomu i jak zawsze, mógł podsłuchiwać go, gdy ten grał na pianinie. Chłopak wydawał się być sfrustrowany, a to martwiło go najbardziej. Zauważył to, ponieważ za każdym razem, kiedy Harry starał się skomponować piosenkę, zawalał – albo było to tym, na co Harry narzekał, ponieważ w oczach Louisa on nigdy nie zawodził.
Słyszał go, a to łamało mu serce. Louis chciał się do niego zbliżyć, jednak Harry nie wydawał się chcieć mieć go blisko siebie już nigdy więcej.
To go zaskakiwało; wiele razy przypominał sobie, co się stało i nie potrafił zrozumieć, dlaczego to właśnie Harry się od niego odsunął, kiedy powinno być odwrotnie, prawda?
„Harry, mam dzisiaj treningi. Chciałbym, żebyś przyszedł. Mam nadzieję, że wkrótce się spotkamy. Tęsknię.”
Właśnie tak brzmiały wiadomości, które Louis wysyłał mu od dobrych kliku dni. Może nie brzmiały identycznie, ale „Tęsknię” zawsze w nich było. Louis tęsknił za nim, brakowało mu przyjaciela. Bycie blisko Harry’ego sprawiało, że czuł się dobrze, a teraz, bez niego, był jak samotny jak mrówka.
Bolało go iż wiedział, że go potrzebował, a wina rozchodziła się po całym jego ciele. Louis nie mógł zrozumieć, co tak naprawdę się stało.
Louis wszedł do klubowej kawiarenki, by zamówić kanapkę. Był zaskoczony widokiem Anne, machającej do niego z daleka.
- Louis! Cieszę się, że cię widzę, skarbie. Jak się masz?
- Bardzo dobrze, Pani Styles, a Pani?
- Mów mi Anne, kochanie. - przytaknęła. - Wszystko dobrze. Minęło sporo czasu od naszego ostatniego spotkania, wszystko w porządku?
- Tak, tak. Jestem dość zajęty, treningi i te sprawy. Wiele razy pisałem do Harry’ego. Na żadną wiadomość nie otrzymałem od niego odpowiedzi, chociaż… - westchnął i wzruszył ramionami. - Jak u niego?
- Jest zajęty. Całe dnie spędza na próbach skomponowania nowej piosenki, jednak wydaje mi się, że nie jest nic w stanie napisać.
- Tak, wiem. Czasami słyszę go z okna.
- Tak? Harry wie o tym?
- Wie, że go podsłuchuję, ale nie wie dokładnie kiedy - odparł Louis, wymuszając uśmiech. - Jego piosenki są dobre i ma cudowny głos. Jest jak tych letnich ptaków, śpiewających na gałęziach drzew.***
Anne uśmiechnęła się wesoło.
- Cieszę się, że masz takie zdanie o moim synu. Wie, że tak go oceniasz?
- Nie wspomniałem mu o tej części z ptakami. - zachichotał. - Ale wie, że lubię jego śpiew.
- Wiem, że powiedział ci o wszystkim, przez co przeszedł w Liverpoolu. Dziękuję, że go wysłuchałeś i dziękuję ci za to, że jesteś.
- Nie masz mi za co dziękować, Anne. Nie ma wielu osób podobnych do Harry’ego i on jest tu dla mnie, tak więc jest to najmniej, co mogłem dla niego zrobić.
- Zapewniam cię, że jest kilku takich jak ty czy Harry, z dobrymi intencjami, o czystym sercu. Szczęściarz z Harry’ego, że natrafił właśnie na ciebie. Chcę, żebyś o tym pamiętał.
- Wiem. - przytaknął Louis, uśmiechając się szeroko. - Dziękuję, Anne.
_____
„Widziałem się dzisiaj z twoją mamą. Rozmawialiśmy o tobie. Mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy. Tęsknię na tobą, kolego.”
Była to ostatnia wiadomość, jaką otrzymał od Louisa Harry. Nie odpowiedział na żadną, którą mu wcześniej wysłał, a nazbierało się przez to około dwudziestu wiadomości bez jakiejkolwiek odpowiedzi.
Chciał go zobaczyć. Czuł, że nie jest w stanie już niczego skomponować, ponieważ stracił inspirację. Louis zawsze dostarczał mu tą witalność i energię, witalność i energię, która zniknęła jak bańka mydlana.
Harry zrezygnował. Louis wysłał mu te wszystkie wiadomości, ponieważ chciał się z nim spotkać, tęsknił za nim, więc dlaczego miałby się go bać? Nie było niczego strasznego, nie?
„Jestem u siebie. Przyjdź, kiedy tylko zechcesz.”
Chłopak odłożył komórkę i odwrócił się w stronę pianina. Przesunął palcami po klawiszach, ogrzewając je i zanim zdążył coś zagrać, usłyszał pukanie do drzwi a po chwili krzyk.
- Harry! To ja, Louis! Otwórz drzwi!
Zszedł po schodach na dół tak szybko, jak tylko mógł, podekscytowany, ponieważ to właśnie Louis czekał na niego tuż pod frontowymi drzwiami. Wszedł w korytarz, po czym ostrożnie uchylił drzwi. Nie miał czasu, by jakkolwiek zareagować, gdyż ręka Louisa objęła go, trzymając go mocno w objęciu, które było bardzo dalekie od ulotnego przywitania.
Louis westchnął i przymknął oczy, czując przyjemne ciepło przyjaciela.
- Nigdy więcej nie waż się mnie ignorować, Harry. - wymamrotał Louis. - Przyjaciele się nie ignorują, jasne? Przyjaciele tak nie postępują.
Oczy Harry’ego były załzawione, zaś on sam mu przytakiwał.
- Przepraszam. Myślałem… może potrzebowałeś spędzić trochę czasu beze mnie.
- Przestać zakładać takie rzeczy, Harry. Myślałem, że wszystko między nami okej, było to coś, co się po prostu stało, jasne? Przepraszam, że cię pocałowałem.
- Przeżyłem z tobą swój pierwszy, prawdziwy pocałunek. Nie sądzę, że jesteś w pełni świadomy, co to znaczy.
- Tak… - Louis odsunął się, uśmiechając się figlarnie. - Nie wiesz, czy byłem dobry czy zły, ponieważ byłem pierwszy.
Harry wybuchnął niekontrolowanym śmiechem. Louis sprawiał, że ciągle się śmiał i tego mu brakowało. Chłopak przygryzł wargę, jego policzki odrobinę się zarumieniły, po czym podniósł wzrok, by móc spojrzeć na przyjaciela.
- Oczywiście… wiesz, jesteś lepszy od dziewczyn, z którymi wcześniej się całowałem?
- Idiota. - zaśmiał się Louis, uderzając delikatnie Harry’ego w ramię. - Wiesz, ty też nie byłeś zły.
- Zostaw mnie w spokoju. - zachichotał Harry, odpychając go od siebie. - Dupek z ciebie, Tomlinson. Nie chcę tego pamiętać!
Było to kolejne, niewinne kłamstewko. Harry nie czuł się niczemu winny, po prostu musiał skłamać, by móc utrzymać Louisa jako tylko i wyłącznie jego przyjaciela.
- Dlaczego nie? To było całkiem zabawne.
Louis zastanawiał się nad tym, co tak naprawdę robił. Dlaczego żartował z tego, co zaszło miedzy nimi ostatniego razu? Pragnął o tym jak najszybciej zapomnieć, a teraz żartowali sobie z tego jak dwójka zakochanych.
Dwójka. Zakochanych.
- Louis? Wszystko w porządku?
Louis wgapiał się w niego. Harry zaniepokojony podszedł do niego, kładąc swoje dłonie na jego ramionach.
- Powiedziałem coś źle?
- Nie - odparł chłopak, pokręcając głową. - Kręci mi się w głowie.
- Usiądziesz? Przyniosę ci coś za moment.
Louis obserwował, jak Harry odchodził w stronę kuchni. Minęło trochę czasu, odkąd myślał o tym wszystkim, co się wydarzyło i o tym zajściu w łazience. To był pierwszy raz, kiedy doszedł myśląc o facecie, przez co był okropnie zmieszany.
Podobał mu się ten pocałunek. Czuł się winny przyznając, że Harry całował lepiej niż Eleanor.
To jest niepoprawne, Louis, ponownie się zadręczał, nie możesz myśleć o Harrym w ten sposób.
- Przyniosłem mrożoną herbatę, już dobrze? - zapytał Harry, trzymając w dłoni szklankę.
- Tak… tak, Harry. Dzięki. - chwycił szklankę i powoli upił łyk. - Zapewne to skutek tych upalnych dni.
- Może…
Harry skrzyżował dłonie, bawiąc się nerwowo palcami. To Louis był zazwyczaj tym, który przerywał ciszę, jednak tym razem nie wydawał się być do tego zdolny.
- Żałuję, że nie przyszedłem na twoje treningi.
- Nic się nie stało. - Louis odłożył szklankę na stolik, po czym spojrzał na Harry’ego. - Rozumiem.
- Jutro też idziesz trenować. Myślę, że mógłbym ci potowarzyszyć.
- Tak. Jutro rano będę przy przystani. Możemy pójść razem, jeśli zechcesz. Mogę po ciebie wpaść.
- Byłoby świetnie.
Louis nie był do końca zgodny ze swoimi myślami. Czuł się winny myśląc, że mógłby być gejem, jednakże chciał być blisko Harry’ego a Harry zaś, zawsze mu będzie przypominać o tym wszystkim, co się wydarzyło. Co on chciał udowodnić? Nawet on sam tego nie wiedział.
- Nadal jesteś mi winny rejs swoją łódką. - przypomniał mu Harry. - Mam nadzieję, że niedługo mi to wynagrodzisz.
- Oczywiście, Hazza. Kiedy tylko będziemy mieli chwilę czasu albo ja nie będę musiał trenować, bądź po treningach, wypłyniemy w rejs. Musisz zobaczyć pewne miejsce, które chcę ci pokazać.
- Serio? Dlaczego?
To był słoneczny dzień w Lymington.
Rozmowy w porcie krążyły tylko i wyłącznie wokół zawodów i tego, jakie zyskają z tego korzyści. Niewątpliwie każdy zakładał, że tegorocznym zwycięzcą zostanie nie kto inny, jak Louis. Harry również miał taką nadzieję.
Mama Harry’ego była w trakcie przygotowywania śniadania, podczas gdy chłopak wybierał się na spotkanie z Louisem. Spędził wystarczająco dużo czasu, by wyglądać przy nim naprawdę dobrze. Czuł się śmiesznie, jednakże nie mógł się opanować.
- Jak wyglądam, mamo?
Wszedł do kuchni ubrany w koszulkę polo i krótkie spodenki. Anne nie mogła się powstrzymać, po czym zaśmiała się głośno, przyglądając się synowi.
- Tak, mamo. Dzięki, że wyraziłaś się tak jasno.
- Kochanie! Nie! Wyglądasz cudownie, podejdź. Bardzo podoba mi się ta koszulka… chodzi o to, że to trochę dziwne nie widzieć cię w workowatych spodniach i koszulach. Przystojniak z ciebie, naprawdę.
- Mhm… Czuję się głupio.
- Louis z pewnością pomyśli, że wyglądasz seksownie.
- On jest normalny, mamo! N-O-R-M-A-L-N-Y. Ile razy mam ci to powtarzać?
- Raz przyznał, że wyglądasz seksownie, więc dlaczego nie mógłby tego powiedzieć ponownie? - uśmiechnęła się łagodnie, podając mu śniadanie. - W dodatku całowaliście się.
- Mamo! - Harry czuł się okropnie zażenowany. - Mam nadzieję, że nikomu się nie wygadałaś!
- Kochanie, kto chciałby o tym wiedzieć? - zaśmiała się kobieta. - Byłoby dużo prościej, gdyby Louis też lubił chłopców. Tworzylibyście razem wspaniałą parę.
Harry usiadł na krześle, przyglądając się posiłkowi. Westchnął i wzruszył ramionami, wydymając wargi.
- Naprawdę ci się podoba, widzę to, a ty już mi o tym wspominałeś. Każdego dnia wydajesz się lubić go coraz bardziej. I byłabym szczęśliwa, gdyby on odwzajemniał to uczucie. - Anne usiadła tuż obok niego. - Jest dla ciebie idealny.
- Jest jedynym chłopakiem, który nie uciekł przestraszony, ponieważ wyznałem mu, że jestem gejem.
- Formalnie rzecz biorąc, to tak - przyznała Anne. - Ale kochanie, tamci nie zachowali się jak prawdziwi mężczyźni, zaś jak tchórze. Tchórze, którzy drżą, stojąc twarzą w twarz z realną sytuacją.
Harry zaśmiał się, słysząc te słowa.
- Co masz na myśli?
- Twardy chłopak zawsze ugania się za mądrymi dziewczynami, tymi cichymi i nieśmiałymi. Wybierają te tylko i wyłącznie w celu nabijania się z nich i utrzymania swojej „reputacji”, wiesz. To jest to samo. Prawdopodobnie większość z nich ogarnia zazdrość, ponieważ ty miałeś odwagę powstać i być dumny z tego, kim tak naprawdę jesteś. I z tego, skarbie, jestem najbardziej dumna. Fakt, że jesteś tym, kim jesteś i nie wstydzisz się wyznać tego całemu światu sprawia, że jestem najszczęśliwszą kobietą na ziemi.
_____
- O Boże, jestem spóźniony!
Louis biegał wokół pokoju, zakładając szorty i zataczając się w każdym kącie niewielkiego pomieszczenia. Po chwili upadł zmęczony na łóżko, warcząc pod nosem.
Bliźniaczki biegały po całym domu, bawiąc się i głośno śmiejąc. Louis był zestresowany myśląc, że jeśli się nie weźmie się porządnie w garść, to się spóźni.
- Wybierasz się gdzieś z Eleanor? - zapytała Phoebe, jedna z bliźniaczek.
- Nie, nie. Dzisiaj trenuję.
- Więc dlaczego jesteś taki zdenerwowany? I dlaczego się tak wystroiłeś? Będzie tam Eleanor? - zapytała druga, Daisy, śmiejąc się.
- Nie. Po prostu twój brat jest bardzo przystojny! I zawsze tak wyglądam, jasne? Nieprawdopodobne, że nigdy wcześniej tego nie zauważyłyście! - zażartował Louis, całując dziewczynki. - Zejdźcie na dół na śniadanie.
- Kiedy wróci Harry? - zapytała ponownie Phoebe. - Nie widziałyśmy go ostatnio w pobliżu
- Taaaaaaak! Gdzie Harry? Tęsknimy za nim! - Daisy wydęła wargi. - Jest super odjazdowy i bardzo podobają mi się jego loczki.
- Niedługo. A teraz idźcie zjeść, ja zejdę za moment.
Oczywiście bliźniaczki zeszły na dół tylko dlatego, ponieważ Louis je o to poprosił. Sam zaś skierował się w stronę łazienki, by móc dokończyć układanie włosów. Westchnął, spoglądając w swoje odbicie.
Nie wyglądam inaczej tylko dlatego, że umówiłem się z Harrym. Nie jestem zdenerwowany z powodu spotkania z Harrym. Zawsze się spóźniam. Zawsze się tak ubieram. Zawsze jestem zdenerwowany przed rozpoczęciem treningów.
Próbował przekonać sam siebie, że nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Opuścił łazienkę, udając się na dół do kuchni. Matka przypomniała mu o tym, by się pospieszył, ponieważ ojciec czeka już na niego w porcie. Wypił pospiesznie sok, gryząc kawałek tosta po czym wyszedł.
_____
Podczas gdy Harry kończył swoje śniadanie, w domu rozległ się znajomy dźwięk dzwonka do drzwi. Mama ucałowała go w policzek mówiąc, że pojawi się w klubie później.
Chłopak bawiąc się włosami, otworzył drzwi. Louis czekał na niego z na wpół nie zjedzonym tostem w buzi, na co Loczek zaśmiał się czekając, póki jego przyjaciel nie przełknie wszystkiego, by móc stosownie się z nim przywitać.
Obaj weszli na teren klubu żeglarskiego, rozmawiając praktycznie o wszystkim i o niczym. Louis stwierdził, że Harry wygląda naprawdę seksownie, co zdecydowanie nie mijało się z prawdą. Podobał się mu w zwykłej koszulce polo oraz spodenkach. Nie potrafił zaprzeczyć, iż Hazza był ewidentnie atrakcyjnym chłopakiem.
Atrakcyjnym.
- Pójdę trochę poćwiczyć. - przypomniał mu Lou. - Mam nadzieję, że nie zanudzę cię za bardzo.
- Nie sądzę. Będzie zabawnie, widząc, jak sobie przy mnie nie radzisz.
- Chciałbyś, co? - zaśmiał się. - Aktualnie jestem dość dobry w tym, co robię.
- Wiem, słyszałem, ale chciałbym zobaczyć to na własne oczy. - Harry położył dłoń na jego ramieniu, zbliżając usta do jego ucha. - Udowodnij, Tomlinson. Pokaż, że jesteś tak dobry, jak mówią.
- Nie pokażę ci wszystkiego, co potrafię podczas treningów. Jednakże sprawię, że zaniemówisz z wrażenia, nawet jeśli tylko dlatego, że jestem niesamowicie przystojny.
- Niezły dupek z ciebie, Louis. - zażartował.
- No nie? Też cię kocham, Hazza.
Louis delikatnie poklepał Harry’ego po twarzy. Nie było to jakieś uderzenie, czy coś, zaś jedynie subtelny dotyk. Chłopak zaśmiał się i zaczął mu dopingować obserwując, jak odchodzi.
Udał się do restauracji, w której od niedawna zaczęła pracować jego matka. Poprosił o drinka, po czym zajął miejsce tuż obok okna. Wpatrywał się w przyjaciela, który wydawał się z kimś rozmawiać, zmierzając w stronę swojej łódki.
Z jego ust wydobyło się ciche westchnienie.
- Harry!
Podniósł wzrok, natrafiając na postać Marka, ojca Louisa. Chłopak uśmiechnął się uprzejmie na powitanie.
- Pan Tomlinson, miło mi Pana widzieć. Usiądzie Pan?
Tym razem Mark, ukazując szereg białych zębów dosiadł się do Harry’ego.
- Cieszę się, że mogłem cię tu spotkać i proszę, mów mi Mark.
- Oczywiście. - przytaknął. - A, dziękuję. Ostatnimi dniami byłem bardzo zajęty, próbując coś skomponować…
- Ach tak, Lou coś wspominał, że nie widywaliście się przez ostatni tydzień. Co więcej, mówił, że komponujesz, to cudownie. Zakładam, że jesteś tu dla niego, a nie dlatego, że jesteś zainteresowany zawodami, mam rację?
- Dokładnie. Louis zaproponował, żebym pewnego dnia przyszedł go zobaczyć, tak więc jestem. Przyszedłem napić się czegoś, zanim będę wychodzić. A tak swoją drogą, to nie miałem okazji podziękować ci za to, co robisz dla mamy. Jestem ci ogromnie wdzięczny, Mark. Naprawdę doceniam twoją pomoc.
- Cała przyjemność po mojej stronie, Harry. Twoja mama jest uroczą kobietą i jesteśmy bardzo szczęśliwi, mając takich sąsiadów jak wy. Ponadto wygląda na to, że zostaniecie tu na dłużej, ty zaś przyjaźnisz się Louisem, więc było to najmniej, co mogłem zrobić dla ciebie i twojej matki. - przytaknął Mark. - Wracając do zawodów… Cieszę się, widząc cię tutaj. Wiesz, nawet jeśli nie jesteś żeglarzem, jesteś tu mile widziany.
- Dziękuję. Uwielbiam obserwować łódki, choć prawdą jest to, że nie jestem fanem tego typu sportu. Właściwie, nie interesuje mnie sport. Dawniej grywałem w szkolnej drużynie footballowej, jednak rzuciłem to.
- Nigdy nie oglądałeś meczu piłki nożnej? Naprawdę? W tych czasach jest to wręcz godne podziwu. Zapewne masz bardziej intelektualne i kulturowe aspiracje, niż ktokolwiek inny, co? To wspaniałe.
- Jeszcze raz dziękuję. Gdybym mógł, studiowałbym literaturę w Southampton. Nigdy w życiu nie chciałbym wrócić do Liverpoolu. Będę próbował dostać się na uniwersytet w Southampton.
- Widzę, że nie masz zbyt dobrych wspomnień powiązanych z poprzednim miastem.
- Mam tylko i wyłącznie złe wspomnienia, które pragnę jak najprędzej wymazać ze swojej pamięci - wyznał. - Ale już wszystko dobrze.
- Miło mi to słyszeć, Harry.
_____
Louis siedział na łodzi, starając się skupić uwagę na ćwiczeniach, jednakże uważał to za zbyt trudne w tym momencie.
Wiedział, że Harry będzie go obserwować. Nie mógł przestać rozmyślać o przyjacielu i jego niechlujnie ułożonych loczkach i tym, jaki był zmieszany podczas ich pierwszego spotkania.
Oczywiście o wszystko mógł winić jedynie siebie od momentu, kiedy to zaczął zastanawiać się czy może jest gejem, czy jednak nie.
Przypomniał sobie, kiedy Harry objaśnił mu w jaki sposób dowiedział się o tym, że nie jest hetero. Louis czuł się komfortowo w towarzystwie dziewczyn, a co ciągnęło się za tym, był szczęśliwie zakochany w jednej z nich. Jednakże, jego myśli sięgały coraz dalej. Tak więc, co by było, gdyby lubił i dziewczyny i chłopców. To byłoby szaleństwo. Biseksualizm? Totalne szaleństwo. Ciekawość? Ciekawość to pierwszy stopień do piekła…
- Tomlinson! Jesteś tu, czy cię nie ma? Weź się w garść!
_____
Harry wyszedł na zewnątrz, opierając się o ogrodzenie. Letni wietrzyk uderzał o jego miękką twarz, głaszcząc delikatnie jego policzki. Rozejrzał się wkoło portu, rozpoznając w oddali swój dom, lecz po chwili jego wzrok napotkał smukłą sylwetkę starszego chłopaka, który opuszczał molo, głupio się uśmiechając.
Uwielbiał Louisa. Uwielbiał jego figlarny uśmieszek i te niebieskie oczy. Tą miękką i opaloną skórę oraz jego zapach. Uwielbiał przebywać w jego towarzystwie. Uwielbiał jego włosy, które zawsze były ułożone w artystyczny nieład. Uwielbiał jego piskliwy głos, głośny śmiech oraz śpiew. Uwielbiał to, w jaki sposób spoglądał na niego spod tych swoich długich rzęs, a wtedy świat wydawał się jakby zatrzymywać.
Jednak jeśli byłaby to rzecz, którą w nim uwielbiał najbardziej i która uświadamia mu o jego silnych uczuciach do niego, to zdecydowanie byłby ten słynny wieczór, podczas którego się pocałowali.
Uwielbiał jego szepty po środku nocy, sposób, w jaki wydłużał sylaby, zwracając uwagę na jego ciepłe ciało i jego ręce, trzymające go w żelaznym uścisku.
Uwielbiał budzić się w środku nocy i móc wsłuchiwać się w jego rytmiczne bicia serca. Nawet podczas snu z jego twarzy nie znikał ten jego figlarny uśmieszek. To było jak słodkie szaleństwo, którego pragnął, potrzebował poczuć go ponownie w swych ramionach i nie ważne, w jakim stopniu było to niemożliwe.
Louis pomachał mu z daleka, na co Harry odpowiedział mu z uśmiechem. Z uśmiechem, który nie znikał z jego twarzy od kiedy zobaczył Louisa dzisiejszego ranka.
Louis.
Nawet samo jego imię, gdy je wypowiadał wywoływało na jego twarzy ten charakterystyczny uśmiech.
- Tomlinson.
Louis obrócił się, wzrokiem napotykając Harry’ego. Posłał mu szeroki uśmiech i uścisnął go mocno.
- Cześć! - Louis był podekscytowany widząc młodszego chłopaka, ponieważ nie był przyzwyczajony do jego widoku w porcie i był bardzo szczęśliwy mając swojego przyjaciela tak blisko. - Zapewne zanudziłeś się na śmierć, co?
- Aktualnie to wydawało się być nawet interesujące. - Harry intuicyjnie pocałował ramię chłopaka. - Nie potrafię ocenić, czy jesteś w tym dobry, czy nie, jednakże lubię cię obserwować.
Uśmiechnął się, powoli odsuwając się od przyjaciela. Louis uważnie się mu przyglądał. Miał uroczy uśmiech. Był figlarnym chłopakiem z prześlicznymi dołeczkami, wyraźnie wyróżniającymi się w cieniu jego policzków. Nieświadomie Louis stał w ciszy, wpatrując się w chichoczącego Harry’ego, który był z lekka nim przerażony.
- Lou?
Zamrugał, skupiając swój wzrok na twarzy Loczka. Przytaknął, po czym zaśmiał się.
- Przepraszam, zamyśliłem się. Masz może ochotę coś zjeść? Umieram z głodu.
- Nie powinieneś być teraz ze swoją dziewczyną, czy coś?
- Eleanor umówiła się z przyjacielem, tak więc i ja chciałbym gdzieś wyjść ze swoim. - uśmiechnął się. - Może pojedziemy do Southampton? Mam samochód.
- Proponujesz mi randkę? - Harry zgodził się, uderzając go delikatnie w ramię.
- No jasne, Hazza.
Louis ponownie nie pozostał spójny ze swoimi myślami.
_____
Anne wychodząc z kuchni minęła Marka, jedzącego wraz z żoną i bliźniaczkami. Uśmiechnęła się przyjacielsko na to spotkanie.
- Anne! Jak się masz? Ten kurczak wyszedł ci znakomicie, gratulacje - odparł życzliwie Mark.
- Świetnie, mam teraz przerwę. Bardzo dziękuję, cieszę się, że wam smakuje. - rzuciła okiem na dziewczynki i ponownie się uśmiechnęła.
- Gdzie jest Harry? - zapytała jedna z nich.
- Och, dobre pytanie. Nie mam pojęcia. Widzieliście go gdzieś w pobliżu?
- Widziałam go z Louisem. - uśmiechnęła się Jay. - Sądzę, że wyszli razem coś zjeść. Eleanor, dziewczyna Louisa, spotyka się dzisiaj ze swoimi przyjaciółmi i jestem pewna, że Lou wykorzystał ten wolny czas, by mile spędzić to popołudnie z Harrym.
- Zapewne. - zaśmiała się Anne. - Jestem zachwycona widząc, jak ich przyjaźń kwitnie z dnia na dzień. Harry potrzebował takiej osoby i cieszę się, że znalazł ją tak szybko.
- My też w to wierzymy. Louis także potrzebował takiego kogoś - odpowiedział Mark, wycierając usta serwetką. - On ma rywali, nie przyjaciół. Przyjaciół ma na wydziale w Southampton, zaś potem oni biorąc udział w zawodach stają się jego rywalami. Jednak cieszę się, że Harry i Louis tak dobrze się dogadują. Zyskali ogromną pewność siebie w tak szybkim tempie… Jestem naprawdę zdumiony.
Anne tylko przytaknęła, wzdychając wesoło.
- Obaj są wspaniali.
Po chwili kobieta uśmiechnęła się enigmatycznie, myśląc o uczuciach Harry’ego względem Louisa i jak bardzo pragnęła, by Louis mógł je odwzajemnić. Oni byli dla siebie stworzeni.
_____
Harry umieścił swoje stopy na siedzeniu i przyciągnął kolana do klatki piersiowej, bawiąc się pokrętłem od radia w poszukiwaniu jakiejś dobrej piosenki. Louis uśmiechnął się, po czym jedną ręką dotknął jego nóg.
- Zdejmij je, Hazza. Zabrudzisz mi siedzenie!
Uniósł brwi, obracając się twarzą do przyjaciela. Zawahał się, jednak po chwili opuścił stopy, nerwowo przygryzając wargę.
- Przepraszam, Panie Tomlinson - zwrócił się do niego z nieco snobistycznym tonem głosu, wywołując śmiech u starszego chłopaka. - Mam nadzieję, że teraz jesteś zadowolony.”
- Och, proszę. - Louis wywrócił oczami, posyłając mu uśmiech. - Chodzi o to, że nie tak dawno odkurzałem wnętrze samochodu i nie chciałbym, by na wykładzinie pozostał odcisk twojego buta.
- Och, złamałeś mi tym serce, Louisie Williamie Tomlisonie. Chciałem pozostawić ślad na twoim samochodzie, symbolizujące piętno na moim sercu! - kontynuował, wywołując tym kolejną salwę śmiechu.
- Czekaj! Skąd znasz moje drugie imię?
Harry zarumienił się. Dostrzegł je, wyszukując na stronie Royal Lymington Cup, starając się dowiedzieć czegoś więcej o sportowym profilu Louisa. Był jednym z wybitnych żeglarzy, nie tylko w wymiarze rejonowym, a także w ogólnokrajowym. Było to coś, z czego Harry był dumny.
- Widziałem na stronie Royal Lymington Cup - wyznał chłopak.
- Serio? Widziałeś też moje zdjęcie? Wyglądam okropnie.
Loczek dokładnie je zapamiętał. Louis miał proste włosy, odrobinę krótsze niż teraz i ten figlarny uśmiech przenigdy nie schodził mu z twarzy. Wyraz jego twarzy mówił coś w rodzaju „jestem najlepszy” i „pieprz mnie” jednocześnie.
Harry zapisał to zdjęcie na swoim komputerze.
- To zabawne, wyglądasz jak chłopak tych wszystkich dziewczyn na tym obrazku.
- Och, może powinienem ci podziękować, co?
- Oczywiście, to był komplement.
- Nie jestem do końca pewien. - Louis uśmiechnął się, odwracając się do Harry’ego, jednak po chwili znów odwrócił wzrok w stronę drogi. - Nazwałeś mnie kobieciarzem.
Śmiech Harry’ego wypełnił cały samochód. Louisa także poniosło, gdyż jego śmiech był o wiele bardziej zaraźliwy, niż myślał.
Harry lubił przejażdżki, a w szczególności tą. Siedział tuż obok Louisa, uśmiechając się, rozmawiając jakby znali się całe życie. Harry mógł wdychać woń jego perfum, które swoją drogą uwielbiał.
Przez drogę słuchali muzyki, co raz na siebie spoglądając. Louis stał się nie tylko chłopakiem, którego bardzo polubił, a nawet jego najlepszym przyjacielem.
Louis także lubił przejażdżki, a zwłaszcza ta była bardzo przyjemna. Harry opowiadał dowcipy, zaś on nie mógł przestać się śmiać. Był figlarnym, przyjacielskim i zabawnym chłopakiem. Był szczęśliwy i radosny za każdym razem, gdy miał przy sobie Louisa i był z tego zadowolony, ponieważ darzył go ogromnym uczuciem. Louis naprawdę sądził, że na zawsze pozostaną przyjaciółmi.
Louis utrzymywał te myśli w głowie zamiast tych, które poddawały wątpliwości wszystko to, w co do tej pory wierzył.
_____
Obaj spacerowali po Southampton. Zdecydowali się zjeść w dobrze znanej Louisowi restauracji, sławnego włoskiego właściciela z typowym wąsem i włoskim akcentem.
Harry trzymając dłonie w kieszeni, szedł powoli u boku starszego chłopaka. Rozmawiali o najgłupszych rzeczach, jakie aktualnie przychodziły im do głowy oraz zadawali sobie głupowate pytania i wydawało się, że wszystko między nimi jest idealne.
Przekroczyli próg owej restauracji, w której znajdowało się kilka rzędów stolików pokrytych obrusami w kratę, a zapach gorącej pizzy unosił się w całym pomieszczeniu.
- Signorino Tomlinson! Benvenuto!
Mężczyzna w średnim wieku zwrócił się do Louisa, całując go w policzek. Loczek zaśmiał się, będąc świadkiem tej jakże komicznej scenki.
- Grazie Luigi. Dawno mnie tu nie było, więc pomyślałem, że to odpowiedni czas, by cię odwiedzić. Chciałbym przedstawić ci mojego przyjaciela, Harry’ego Stylesa. Mieszka teraz w Lymington i aktualnie oczekuje na wyniki z jego egzaminów - odparł Louis dumnie się uśmiechając. - Liczę, że zda i będzie mógł rozpocząć tu studia na wydziale literatury.
- Piacere - odpowiedział Włoch, podając mu rękę. - Witaj w Southampton, Harry. Mam nadzieję, że spodoba ci się tutaj. Skąd jesteś?
- Z Liverpoolu.
- Bello Liverpool! Dlaczego przeprowadziłeś się na południe?
- Po prostu potrzebowałem zmiany. - uśmiechnął się ciepło Harry. - Muszę powiedzieć, że uwielbiam te okolice i bardzo mi się tu podoba.
Luigi poprowadził ich do stolika, znajdującego się tuż obok okna. Było to jedno z najlepszych miejsc w restauracji, albo tylko to, co Louis mu powiedział. Usiedli twarzą w twarz, uśmiechając się do siebie.
- Louis, io non sapevo che eri fidanzato!
Harry spojrzał ze swojego menu na Louigi’ego, mówiącego po włosku. Policzki Louisa nabrały czerwonego koloru i chłopak zauważył, jak ten stara się coś odpowiedzieć w jego języku.
- Harry non e il mio fidanzato, Luigi. Non ho fidanzato, senno fidanzata.
- Ahhh, vabbe. Scusami. Io pensavo che voi siete fidanzati! Lui e carino.
Louis spojrzał na Harry’ego, który wydawał się być zmieszany, słysząc swoje imię. Obserwował przyjaciela, który uśmiechał się od ucha do ucha, po czym odwrócił się i mówił dalej.
- Certo, lui e carino.
Mężczyzna odszedł, zaś Harry intensywnie wpatrywał się w Louisa. Czekał na wyjaśnienie, ponieważ był ciekawy z kilku powodów.
- Co? - Louis zaśmiał się, układając serwetkę na kolanach.
- Nigdy nie mówiłeś, że znasz włoski…
- Och. Tak, troszeczkę. Rodzice bardzo często tu przychodzili, więc podłapałem parę rzeczy.
- Czy mógłbym się dowiedzieć o czym rozmawialiście? Dlaczego wspominaliście o mnie?
Louis oblizał usta i spojrzał na menu. Chciał, żeby nie była to jakaś wielka sprawa, jednakże wcale tak nie było. Ta rozmowa przyniosła mu z powrotem myśli, których za wszelką cenę pragnął się pozbyć.
- Naprawdę chcesz wiedzieć?
- Oczywiście! - odparł Harry.
Louis zamknął menu, odkładając je na stół.
- Powiedział, że nie miał pojęcia, że spotykam się z kimś. Miał tu na myśli ciebie. Odpowiedziałem, że nie jesteś moim chłopakiem, ponieważ nie mam chłopaka, a dziewczynę. Prędko przeprosił za wszystko myśląc, że jesteśmy na randce i że jesteś niesamowicie słodki.
Pomijając niewielki szczegół. Kiedy Louis spoglądał na niego i mówił po włosku, zgodził się Luigim w kwestii tego, że Harry jest naprawdę słodkim chłopakiem. Jednakże, był to malutki detal, o którym niekoniecznie Loczek musiał wiedzieć.
Nadszedł poniedziałek, dwa tygodnie do zawodów.
Harry wrócił do klubu żeglarskiego, by móc oglądać treningi Louisa, które swoją drogą były nawet ciekawe mimo tego, iż kompletnie nic z tego nie rozumiał.
Odnalazł w sobie pragnienie skomponowania czegoś głębszego i wartego posłuchania, jednak większa część jego piosenek znajdowała się gdzieś w najgłębszym zakątku jego szafy. Harry stwierdził, iż może wyglądać to jak pamiętnik. Są ludzie, którzy zapisują w to, co się wydarzyło w notesach czy innych tego typu rzeczach, zaś on zamiast tego zapisywał to wszystko za pomocą nut. Była to stosunkowo skuteczna ucieczka.
Tego dnia chłopak udał się do portu. Skończył piosenkę, niecierpliwie oczekując jej pokazania, jednakże cały ten wysiłek prędko został zepchnięty na dalszy plan.
Louis był podniecony, ponieważ przyjechali jego przyjaciele. Oczywiście przyjaciele, którzy aktualnie stali się także jego rywalami.
Eleanor wróciła do Lymingtonu. Harry nie potrafił zrozumieć jakim prawem mogła tak znikać i wracać, kradnąc przy tym jego Louisa. Tak, dokładnie tak. Loczek spokojnie kroczył w ich stronę, grzecznie się uśmiechając. Louis przytulił go, a dziewczyna ucałowała go delikatnie w policzek.
- Cieszę się, że cię widzę, Harry!
Harry nie był hipokrytą , starając się ukryć brak entuzjazmu nad wyraz sztucznym uśmiechem.
- Och, wybieracie się gdzieś?
- Tak… przepraszam, Harry. Właśnie przyjechał jeden z moich najlepszych przyjaciół. Jest moim największym rywalem w zawodach i prawdą jest to, że minęło trochę czasu od naszego ostatniego spotkania. Ale czekaj, widzimy się później, prawda?
- Tak, jasne, nie przejmuj się. - odsunął się Harry. - W porządku. A tak między nami, byłeś dzisiaj świetny.
- Czekaj! Chciałbym cię komuś przedstawić. - Louis złapał go za nadgarstek, ciągnąc go za sobą. - Chcę, żeby cię poznał i zobaczył, jaką wspaniałą jesteś osobą.
"Chcę, żeby cię poznał, pragnę, żeby zobaczył jaki jesteś wspaniały. Jakbym był jego chłopakiem!" westchnął Harry.
Wysoka, ciemnoskóra postać o czekoladowych oczach pojawiła się w porcie. Ten ktoś miał na sobie bejsbolówkę, zbyt podobną do tej, która tak bardzo była mu znana, zaś jego ciemne włosy były przeczesane ku górze.
Eleanor złożyła na jego policzku czuły pocałunek, potem zaś przytulił go Louis. Twarz Harry’ego zbladła w momencie, gdy ujrzał jego twarz.
Chłopak spoglądał w oczy Harry’ego, uśmiechając się.
- Zayn, to Harry. Jak ty jest z Liverpoolu!
Harry był pośrodku najbardziej niekomfortowej sytuacji w całym swoim życiu.
Przełknął ciężko i przestraszony ścisnął dłoń z Zaynem. Udawał, że go nie zna. Harry był zraniony, nie mówiąc ani słowa po tym, jak Zayn pomachał mu na pożegnanie. Szybko opuścił to miejsce, kiedy nikt nie zdawał się zwracać na niego najmniejszej uwagi.
Zayn Malik.
Harry zdecydował, iż nadszedł dzień, by wyznać coś swojemu najlepszemu przyjacielowi. Tak, to zdawała się być najodpowiedniejsza pora.
Był zdenerwowany, jednakże znalazł chwilkę, kiedy mogli porozmawiać sam na sam, by w końcu wyjawić mu to, co ukrywał przez wiele miesięcy.
- Ej, możemy wygrać te tegoroczne mistrzostwa - odparł Mulat, przeczesując włosy. To był Zayn, jego najlepszy przyjaciel i ten sam, do którego w pewnym sensie coś czuł. - Nie cieszy cię to?
Harry zakluczył szafkę i przytaknął. Szatnia była prawie pusta, z wyjątkiem dwóch osób – jego i Zayna.
- To prawda, jesteśmy świetni. Możemy liczyć na stypendium Zayn. Stypendium!
- Jestem pewien, że ci się uda, Harry. Jesteś najlepszym kapitanem, poza tym drużyna cię uwielbia.
- Mhm…
Nie chciał mówi nic więcej, jednak Zayn rozpoznał, że coś jest nie tak.
- Coś się stało?
Harry westchnął. Jego dłonie pociły się, a serce biło z zawrotną prędkością. Wiedział, że to już czas.
- Jest coś, o czym chciałbym ci powiedzieć.
Gdyby Harry wiedział, że Zayn mógłby zgotować mu piekło na ziemi, nigdy by mu tego nie powiedział. Zabolała go myśl, że jego przyjaciel sprawił, że nie miał kompletnie życia i była to rzecz, o której myślał, że zdołał zapomnieć.
Wrócił do domu zdając sobie sprawę, że jest sam. Jego nogi się trzęsły. Próbował dotrzeć do swego pokoju, jednak upadł w połowie drogi, spoczywając na jednym ze schodków.
Harry przycisnął kolana do klatki, opierając o nie głowę. Ucieczka miała pomóc, jednakże to wszystko wróciło, przywołując ze sobą duchy z przeszłości.
Jego telefon zawibrował, dając sygnał o nowej wiadomości. Ostrożnie wyjął go z kieszeni, widząc sms’a od Louisa.
- Harry, jest mi naprawdę przykro, że nie możemy dzisiaj razem wyjść, ale wynagrodzę ci to, przynosząc kilka piw wieczorem.
_____
- Tego roku wydajesz się być naprawdę godnym rywalem, Louis.
Zayn, Eleanor i Louis spędzali czas w kawiarni w klubie żeglarskim. Wspominali stare czasy i przeróżne z nimi związane historie.
- Od zawsze byłem dobry, Zayn… a teraz jestem przekonany o swojej wygranej. Nie obchodzi mnie twoje zdanie, to ja wygram!
- Chłopcy, nie możecie rozmawiać tylko o zawodach. Nie po to tu jesteśmy! - wtrąciła się El, śmiejąc się. - Może skupilibyście się na fakcie, że nareszcie jesteśmy razem, co?
- Prawda. - zaśmiał się Lou. - A tak swoją drogą, co myślisz o Harrym? Jest odrobinę nieśmiały, wiem, choć naprawdę dobry z niego chłopak. Pewnego dnia możemy wyjść gdzieś we trójkę, wiesz… taki męski wieczór!
Zayn uśmiechnął się. To był miły zbieg okoliczności, widząc Harry’ego w Lymington, jednakże było to trochę trudne do rozpracowania, dlaczego są ze sobą tak blisko. Louis wydawał się chronić go, a Zayn potrzebował dowiedzieć się, co jest tego powodem.
- Brzmi świetnie.
_____
Harry podniósłł się powoli i udał się do pokoju. Usiadł przy pianinie, jak to robił niezliczoną ilość razy. Odczuwał potrzebę zagrania piosenki, którą napisał dla Louisa.
Jego oczy wciąż były zapłakane, jednakże nie stanowiło to dla niego jakiegoś większego problemu.
- Jasne, mów.
Harry wypuścił głęboko powietrze, spoglądając w oczy chłopaka. Będzie dobrze. Wiedział, że zawsze będzie go wspierać. Zayn był najlepszy, dlaczego miałoby się to zmienić?
- Nie dostrzegłeś niczego nadzwyczajnego w moim zachowaniu w ostatnich dniach?
Loczek śpiewał z rozdartym głosem, a łzy spływały powoli po jego policzkach. Był to jak uczucie, jakby „otworzyły” się wszystkie jego rany i blizny, a jego ciało krzyczało z bólu.
- Nic takiego, a co?
Bawił się nerwowo palcami, zanim zdecydował się mówić bez ogródek.
- Całkiem niedawno zdałem sobie sprawę, że podobają mi się mężczyźni… jesteś trzecią osobą, która o tym wiem, 2 z nich to moim rodzice. Musiałem ci powiedzieć. Nie mogłem trzymać tego w tajemnicy przed tobą, jesteś moim najlepszym przyjacielem i myślę, że powinieneś wiedzieć takie rzeczy.
Uderzając o klawisze, Harry tak naprawdę zaczął improwizować. Odczuwał złość, rozdrażnienie lecz nie strach. Minęło trochę czasu, odkąd czuł się podobnie.
- To jakiś żart?
Harry potrząsnął głową.
- Uświadomiłem sobie, że lubię chłopców, ponieważ… podobasz mi się, Zayn. Od zawsze mi się podobałeś. Wiem, że nie jesteś mną zainteresowany w ten sposób, ja to rozumiem, ale chciałem, żebyś wiedział. Przyjaźnimy się i wiem, że będziesz mnie wspierać, więc proszę… nie mów o tym nikomu.
Harry krzyczał. Słowa nie były ze sobą spójne, jednakże jego ton był niesamowicie cudowny.
Zayn cofnął się, przerażony całą sytuacją. Nie był w stanie uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszał. To nie było możliwe. Harry gejem? Romansował z dziewczynami, był z nimi, w jakimkolwiek słowa znaczeniu i teraz mówi, że podobają mu się mężczyźni, w szczególności Zayn.
Był zdezorientowany.
- Proszę, nie mów nikomu…
To było dla niego zbyt dużo.
Harry nie mógł powiedzieć Louisowi, że to ta sama osoba, która rozpętała mu piekło. Musiał być cicho. Nie chodzi o to, że był tchórzem, a dlatego, że powinien zachować to dla siebie, przynajmniej na razie. Tak, dokładnie. Musiał żyć wyobrażając sobie, że Zayna tu nie ma.
Jednakże jego blizny były metaforycznie otwarte i uniemożliwiały mu m racjonalne myślenie. Grał i śpiewał, improwizował, wykrzykiwał wszystkie swoje emocje światu.
Zabrałeś mi szczęście. Dlaczego do cholery mi to robisz?
Minęło trochę zanim Harry poczuł tą złość, jaka aktualnie go ogarniała. Louis wyszedł ze swoją nad wyraz cudowną dziewczyną i Zaynem. Jednakże Harry nie obwiniał o nic Louisa i nie miał żadnego prawa, które pozwalało mu mieć go bliżej i częściej niż inni. Choć teraz Harry go potrzebował.
- Zayn…
Mulat wzdrygnął się. Potrząsnął głową, w kółko powtarzając jedno słowo - nie.
- Proszę, Zayn…
Spojrzał na niego i westchnął. Chwycił swój plecak, po czym odszedł, ciągle myśląc, iż to nie prawda i że nie może mieć dłużej pedała za przyjaciela.
Harry ponownie został sam.
Louis stał przed drzwiami domu Stylesów z kilkoma butelkami piwa i paczką chipsów w dłoni, mając nadzieję, że Harry mu otworzy.
Ku zdziwieniu była to Anne, widocznie zaskoczona jego wizytą.
- Louis? Co tutaj robisz?
- Witaj Anne. - przywitał się uprzejmie.
- Jest Harry? Mówiłem mu, że wpadnę potem. Nie mogliśmy wyjść razem na lunch, ale obiecałem, że przyjdę wieczorem…
Kobieta zmarszczyła brwi i cmoknęła z niezadowoleniem.
- Harry w tej chwili nie chce nikogo widzieć.
Louis cofnął się. Był zmieszany i czekał na dalsze wyjaśnienie, jednakże owe nie nastąpiło.
- Wszystko z nim w porządku?
- Louis - westchnęła. - Harry szczególnie poprosił mnie, bym nikogo do niego nie wpuszczała i powiedział, że na razie nie wyjdzie. Musi pobyć trochę sam.
- Nie odpowiedziałaś mi, Anne - odparł chłopak. - Martwię się o niego, naprawdę. Czy zrobiłem coś źle?
Anne pogładziła podbródek, potrząsając głową.
- Nie, skarbie. Niczego złego nie zrobiłeś. Po prostu nie czuje się dobrze. Harry jest dość skomplikowaną osobą i nigdy nie wiesz, co może zrobić. Duchy z przeszłości wróciły, Louis, i nie jest on teraz zdolny do opuszczenia domu. Zrozum.
- Ale… było wszystko w porządku, kiedy… kiedy widziałem go rano…
- Przepraszam, Louis.
Przytaknął i odszedł jeszcze bardziej zmieszany. Wrócił do domu, po czym udał się na górę prosto do swojego pokoju, kładąc na biurku butelki. Może mógłby teraz się napić, może nie, jednak zdecydował się postawić je tutaj.
Usiadł na łóżku, czekając aż Harry coś zagra, jednakże nie zagrał. Louis wstał i podszedł do okna, opierając się o nie i czekając na jakiś znak od Loczka, nawet na dźwięk jego głosu bądź na jakąś rozmowę z matką. Cokolwiek. Potrzebował go.
Zdecydował się wysłać mu wiadomość. Tak, wiadomość będzie okej.
„Hej Harry. Byłem u ciebie, ale twoja mama powiedziała, że nie chcesz nikogo widzieć. Mam nadzieję, że jakoś się trzymasz.”
Usuń.
„Mam nadzieję, że wszystko dobrze. Twoja mama powiedziała, że nie mogę pójść na górę. Zobaczymy się później, okej?
Usuń.
„Podejdź do okna lub zagraj coś dla mnie. Jestem u siebie i tak bardzo potrzebuję cię usłyszeć.”
Wyślij.
Louis był na skaju szaleństwa. Nie obchodził go fakt, iż niedawno spotkał się z Eleanor, która większość czasu spędzała w Southampton, nie w Lymington. Miała swoich przyjaciół, a on miał Harry’ego, a posiadanie go było czymś więcej, o co mógłby poprosić.
Przygryzł wargę. Było mu przykro, że nie znał nikogo, kto jest gejem, z wyjątkiem Harry’ego, by ten ktoś mógł mu wyjaśnić, czy takie zachowanie jest stosunkowo normalne.
Chłopak oparł się o framugę okna i westchnął. Nie pojawi się, ani nie zaśpiewa.
Anne wspomniała, iż nawiedzają go duchy przeszłości. A co, jeśli zjawił się jego ojciec? Może jego dawni przyjaciele? To wszystko doprowadzało go do szału. Chciał go chronić, ale niestety w tym momencie nie wiedział jak.
_____
„Podejdź do okna lub zagraj coś dla mnie. Jestem u siebie i tak bardzo potrzebuję cię usłyszeć.”
To był dla niego trudny dzień, zaś owa wiadomość sprawiła, że nareszcie się uśmiechnął. Wiedział, że Louis będzie na niego czekać, jednakże nie był w stanie pokazać się mu ze swojej słabszej strony. Harry chciał pokazać mu swoją siłę, jednakże dzisiaj nie czuł się wystarczająco silny.
Jego oczy były czerwone od płaczu, jednak wiedział jak je skutecznie zamaskować. Kiedy jego mama wracała s pracy, każdą chwilę spędzał z nią, a ona pocieszała go, choć sam wiedział, że potrzebował czegoś jeszcze.
Wstał i powoli zbliżał się do okna, odwracając głowę w prawą stronę. Mógł ujrzeć przez nie stojącego Louisa.
A Louis jego.
_____
Louis zobaczył tą charakterystyczną czuprynę, odwracającą się ku niemu. Uśmiechnął się i pomachał mu na przywitanie, zanim krzyknął szybkie „cześć” tak głośno, by chłopak mógł go usłyszeć.
Louis dostrzegł jak Harry się uśmiecha i automatycznie wszystko wydawało się być tak piękne i proste. Cudowne było czucie w ten sposób. Louisowi ulżyło na ten widok.
Jego loczki poruszały się z delikatnym wiatrem, dochodzącym znad portu. Louis marzył o zrobieniu mu zdjęcia w tej chwili.
- Zagrasz coś? - zapytał Louis, podnosząc głos.
Harry pokręcił głową.
- Przynieś piwo i porozmawiamy.
Louis uśmiechnął się.
_____
Harry mógł odmówić. Wiedział, że Louis troszczył się o niego, a Harry pragnął być tylko z nim.
Chciał wrócić do poprzedniego samopoczucia, być zdolnym do pokonania gigantów, a do tego potrzebował jego uścisków oraz zachęcających szeptów.
Louis po chwili przyszedł ponownie, tym razem Anne otworzyła mu drzwi, wpuszczając go do środka. Wszedł na górę i teraz znajdował się po środku pokoju, tuląc i czule całując czoło Harry’ego.
Harry pocałował go w ramię, przymykając oczy gdy poczuł, jak jego ręce ciasno go oplotły. Stali tak przez chwilę, nie mówiąc ani słowa, zanim to Louis zdecydował się przerwać ciszę,
- Mówiłem ci, zaopiekuję się tobą - wyszeptał, bawiąc się jego loczkami i uśmiechając. - Nie oczekuję, że opowiesz mi o tym co się stało, jednak pamiętaj, że zawsze tu będę.
Harry marzył, by móc go pocałować, jednakże jedynie oblizał usta, nie mając odwagi na dalszy ruch.
- Kilka dni temu otrzymałem telefon od jednego z moich znajomych - wyszeptał Harry, wciąż tkwiąc w uścisku starszego chłopaka. - Od zawsze był należał do grupki moich najlepszych przyjaciół… był naprawdę cudowny, kiedy to wszystko się zaczęło lecz potem… potem sam był jednym z nich.
- To był jednorazowy telefon?
Harry potrząsnął głową.
- Harry?
Trzymał w ręku telefon. Sam nie wiedział, dlaczego odebrał to połączenie. Czasami zastanawiał się o swojej samo destruktywnej skłonności do wielu rzeczy.
- Liam, co się stało?
- Tęsknię, Harry. Wiem, że spieprzyłem i wiem, że okazałem się najgorszym dupkiem, ale teraz tego żałuję. Brakuje mi ciebie… jako przyjaciela. Przepraszam.
- Liam, teraz na to za późno.
- Posłuchaj, Harry. Nie miałem innego wyboru. Oni także zamienili moje życie w piekło, pamiętasz? Byłem w pułapce. Bałem się… bałem się o…
- Robili z tobą to samo, co ze mną… - uciął mu w pól słowa i warknął. - Spierdoliłeś wszystko, nie chcę cie więcej widzieć. Zostawiłeś mnie samego.
- Mogli zrobić to samo ze mną, Harry!
- Serio? Znęcali się nade mną z powodu tego, kim naprawdę jestem. Ty… - westchnął. - Ty przynajmniej mogłeś się zmienić, ponieważ gnębili się za to, że byłeś pulchny. A co ze mną? Czy przez chwilę zastanowili się nad tym, czy mógłbym ot tak przestać interesować się mężczyznami? Gówno prawda.
- Harry…
- Zostaw mnie w spokoju, Liam. Nie dzwoń do mnie. Przestań to robić. Nie powiem ci, gdzie jestem i nigdy więcej nie wrócę do Liverpoolu, rozumiesz?
Harry nie chciał mówić Louisowi, że Zayn był jednym z jego najlepszych przyjaciół. Miał zamiar nauczyć się, jak to jest żyć bez niego. Teraz miał Louisa i wiedział, że przy nim nic mu nie grozi, nie chcąc przy tym dopuścić, by ta piękna przyjaźń zaszła choć o krok dalej.
- Hej, może wypłyniemy jutro w rejs moją łódką, co? - uśmiechnął się Louis, spoglądając na Harry’ego. Uwielbiał jego oczy, nawet jeśli dzisiaj były czerwone i zapuchnięte od płaczu. - Nie patrz tak na mnie, nie żartuję… Może po treningach, pasuje?
- Masz dziewczynę. Powinieneś z nią spędzać większość swojego czasu - wypomniał mu Loczek swoim nad wyraz słodkim głosem. - Nie musisz zmuszać się do czegoś tylko i wyłącznie dlatego, iż jestem smutny.
- Harry. - Louis ułożył swoje dłonie na jego policzkach, wpatrując się w jego zielone tęczówki. - Zabiorę cię ze sobą, wypłyniemy gdzieś czy tego chcesz, czy nie.
- Masz zamiar mnie uprowadzić?
- Jeśli taka byłaby konieczność, to owszem.
Harry zaśmiał się. Jego policzki przybrały kolor buraczków, co nie umknęło uwadze Louisa. Był to jeden z obrazków, które chciałby zatrzymać tylko dla siebie. Jego dołeczki wyraźnie się odznaczały, przez co serce Louisa zaczynało topnieć. Louis zbliżył się do niego i ucałował go w policzek, oddechem muskając jego delikatną skórę.
- Jesteś szalony, Tomlinson - zamruczał Harry.
Louis odsunął się od Harry’ego i usiadł na taborecie.
- Pozwól, że zagram coś specjalnie dla ciebie. Chcę cię rozweselić.
Chłopak podniósł pokrywę pianina, rozpoczynając od wygrywania serii nut, zanim znalazł tę odpowiednią. Harry usiadł obok niego, bacznie go obserwując.
This is not gonna last forever, it’s that time when you must hold on.
Harry rozpoznał piosenkę, a jego serce zamarło. Głos Louisa wydawał się być tak niesamowity. Mając go przy sobie, grającego i śpiewającego tylko i wyłącznie dla niego było to coś, co było niemożliwe do opisania. Harry coraz mocniej się w nim zakochiwał. Tak, dokładnie, zakochiwał. Harry wiedział, że nie było żadnej możliwości, by jakkolwiek móc to zatrzymać.
And i will not let you surrender, and I’ll heal you if you’re broken.
Louis wyśpiewywał to, czego nie potrafił wyrazić słowami. Nie miał odwagi, by pokazać to uczucie, uczucie, którego nie doświadczył przy żadnym z chłopaków, a śpiewanie o tym sprawiało, iż wyzbywał się wszelkich obaw.
We can stand so tall together. We can make it through the stormy weather. We can go through it all together, do it all together, do it all.
Harry przytaknął. W pełni odebrał to, co Louis miał mu do przekazania.
I’ll be your strength. I will, I will, I will. I’ll be your strength. Yes, I will. Yes, I will.
Gdyby tylko Louis wiedział, że on już był.
Kontynuował słuchanie. Harry wiedział, że kochał Louisa. Nie tylko lubił, ale kochał. Kochał go w najczystszy sposób, na odległość z zamkniętymi oczami, a jego uśmiech pojawiający się jako jedyne światełko w ciemnościach jego umysłu.
Harry nie wiedział jak, ponieważ miłość jest niezmierzona, jednakże sama definicja nie bardzo go interesowała. Louis się nim opiekował. Louis chciał być przy nim. A Harry nie mógł prosić o nic więcej.
I will not sleep ‘till the sky is calmer, keep on searching ‘till I find you. And my love will be your armor, in this battlefield around you.
Odwrócił się, by spojrzeć na niego i uśmiechnął się. Chciał powiedzieć, że ta piosenka, zaś głownie te słowa są napisane z myślą o nim. Tylko o nim.
Hand in hand we will walk together. We can make it through the stormy weather. We can break down walls together, do it all.
Harry znowu poczuł się szczęśliwy. Ale teraz, razem z Louisem, Harry pomyślał, że był niezwyciężony.
Louis, z drugiej strony, nie myślał o tym w ten sposób. On twierdził, że Harry już był niezwyciężony.
Harry następnego ranka odważył się zawitać do portu. Usiadł przy stoliku, trzymając w rękach grillowaną kanapkę z serem oraz puszkę coli, co chwilę spoglądając przez okno.
Naraz podszedł do niego niewysoki blondynek o jasnej karnacji oraz nieprzyzwoicie niebieskich oczach. Przyglądał mu się wcześniej z daleka, więc postanowił z nim porozmawiać.
- Cześć. - przywitał się chłopak. Harry podniósł wzrok serdecznie się uśmiechając. „Widziałem cię tutaj kilka dni temu, włóczącego się wokół klub… nigdy nie zauważyłem, żebyś trenował. Nie bierzesz udziału w zawodach?
- Nie do końca. - potrząsnął głową. - Bywam tu ze względu na przyjaciela. Usiądziesz?
Chłopak uśmiechnął się szeroko. Oceniając po jego wyglądzie, w rzeczywistości wyglądał na jednego z rywali Louisa. Harry uniósł delikatnie kąciki ust, zajmując miejsce naprzeciwko nowo poznanej osoby.
- Jestem Harry. - wyciągnął swoją dłoń, by móc uścisnąć ją z blondynem. - A tobie jak na imię?
- Niall - odparł. - Niall Horan.
- Przyjechałeś tu na zawody, mam rację? - uśmiechnął się Harry, pakując do ust kawałek kanapki.
- Tak, tak. Jestem tu ze względu na mistrzostwa. To mój drugi rok tutaj. Nie zdarza mi się zbyt często rozmawiać z tutejszymi ludźmi, ponieważ bądź co bądź to moi konkurenci i koniec końców zapewne stałbym się bardzo nerwowy.
- Dlaczego?
- Nie mam pojęcia! - zaśmiał się Niall, wzruszając ramionami. - Tak więc wspominałeś, iż jesteś tu z powody pewnej osoby.
- Przyjaciela - odpowiedział Harry, zaś jego policzki automatycznie przybrały kolor dojrzałych buraczków.
- Palnąłbym gafę, gdybym założył, iż twoim przyjacielem jest niejaki Louis Tomlinson? Ostatnimi dniami widywałem was razem…
- Masz rację, Louis Tomlinson. Jesteś bardzo spostrzegawczy.
- Dokładnie tak - odpowiedział. - Wiesz, nie mam zamiaru kłamać, ale dziękuję. Tomlinson jest moim największym konkurentem. I jeszcze ten… Malik. To bardzo dobry kumpel Louisa, przynajmniej tak słyszałem.
- Też tak myślę. Nie znam Zayna zbyt dobrze, przeprowadziłem się tutaj całkiem niedawno.
- Serio? Skąd jesteś?
- Z Liverpoolu. A ty? Sądząc po twoim akcencie nie jesteś stąd.
- Z Irlandii. - zarumienił się Niall. - Och, to ten specyficzny akcent.
- Tak, to dlatego.
Chłopak uśmiechnął się. Harry pomyślał, iż widok młodzieńca z aparatem ortodontycznym na zębach był całkiem uroczy, co dodawało jeszcze więcej słodkości jego niewinnej buźce.
- Powinienem już iść. - chłopiec wstał, spoglądając na Loczka. - Miło było cię poznać Harry. Mam nadzieję, że niedługo spotkamy się ponownie.
- Zawsze możesz mnie znaleźć zajadającego się w restauracji, jakby jutro miałoby już nigdy nie nastąpić. - zachichotał Harry.
- Wiesz, co jest w tym zabawnego? Ty mnie też możesz spotkać w każdej jednej restauracji.
Obaj zaśmiali się dźwięcznie, zaś Harry uważnie obserwował jak jego towarzysz udaje się w stronę wyjścia.
Styles ponownie skupił swój wzrok na widoku z okna, cichutko wzdychając.
Chłopak powoli gubił się w swoich myślach, przywołując plany na dzisiejszy dzień. Razem z Louisem mieli wybrać się na krótką wyprawę. Nie mógł opanować szczerego uśmiechu, wyobrażając sobie nadchodzącą sytuację. Miał przed oczami obraz Lou w jego pospolitej koszulce w paski i tych specyficznych butach, do których nigdy nie miał w zwyczaju zakładać skarpetek. Promienie słońca oświetliły jego twarz, a w jego oczach pojawiły się niewielkie iskierki.
~*~
Louis nie był zadowolony z dzisiejszych wyników. To Niall miał najlepszy czas i chłopak był naprawdę wściekły, ponieważ był pewny, iż to on na niego zasłużył. Czasami Tomlinson oczekiwał zbyt dużo od samego siebie, co nie umknęło Harry’emu, jednak nie był to coś, co mogłoby mu zepsuć humor.
Twarz szatyna rozjaśniała, kiedy ujrzał Loczka po raz któryś z rzędu tego dnia. Ten zaśmiał się i delikatnie uszczypnął policzki przyjaciela. Słyszał, że treningi nie poszły mu zbyt dobrze, jednakże pragnął go w pewien sposób wspierać w tym, co chciał osiągnąć.
- No, Lou… Nie smuć się tak - odparł Harry. - Dla mnie i tak nadal jesteś najlepszy.
- Ponieważ nie masz bladego pojęcia o zawodach, inaczej byś wiedział, że nie jestem…
- Hej. - chwycił jego twarz w dłonie. - Jesteś najlepszy. I zawsze będziesz, nawet jeśli kompletnie nic o tym nie wiem. Już? A teraz uśmiechnij się dla mnie.
Harry opuścił dłonie, a Louis podarował mu najczulszy uśmiech, na jaki w tym momencie było go stać. Owinął ręce wokół ciała przyjaciela, ciasno go do siebie tuląc.
- Dziękuję, Haz. - chłopak oparł się o niego i westchnął. - Zawsze wiesz, co powiedzieć.
- Łatwo jest mówić o rzeczach, które są prawdziwe. - Loczek odważył się zrobić krok w przód i złożyć słodkiego całusa na policzku przyjaciela. Louis przez chwilę wydawał się być zaskoczony, lecz po chwili na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
Obaj weszli do restauracji, decydując o zakupie kilku przekąsek i napojów, które były specjalnie przygotowane przez mamę Harry’ego, pakując je do torby na czas ich wyprawy. W środku pomieszczenia spotkali Jay oraz Marka w towarzystwie bliźniaczek, które były zachwycone widokiem młodszego chłopaka.
Daisy jak i Phoebe wymieniały krótkie spojrzenia w stronę bruneta. On zaś zawsze posyłał im najsłodsze uśmieszki wypominając im, jakie to urocze z nich dziewczynki. Oczywiście żadna z nich nie przestała marzyć o nim, wyobrażając sobie go jako ich własnego księcia.
Chłopcy opuścili budynek, spacerując wkoło portu w poszukiwaniu łódki Louisa. Nie była ona jakiś ogromnych rozmiarów, jednakże idealna dla nich samych.
Weszli na pokład dzięki niewielkiej deseczce, którą wcześniej przygotował Tomlinson. Szatyn musiał pomóc Harry’emu, ze względu na jego obawy co do wpadnięcia do wody.
- Jesteśmy na łodzi o nazwie Harry, jest potrzeba mówić coś więcej? - zapytał Louis.
- Nigdy nie znalazłem w takiej sytuacji, więc czy oczekujesz ode mnie czegoś wyjątkowego?
- Proszę tylko o jedno. Chcę, żebyś się dobrze bawił, Harry.
~*~
Harry ze swoich obserwacji wywnioskował, iż Louis jest świetnym żeglarzem. Wszystko wydawało się być takie, jak sobie wyobrażał. Słońce delikatnie muskało jego twarz, jego oczy jak latarnie morskie spoglądały w stronę horyzontu. Włożył nawet kapitański kapelusz, wykrzykując słowa typowe dla żeglarza. Harry szczerzył się i śmiał jak idiota.
Chłopak wziął ze sobą aparat fotograficzny, pstrykając co raz to kolejne zdjęcie z przyjacielem.
- Co myślisz o zarzuceniu kotwicy i wejściu do środka?
- Do środka? - Harry uniósł brew.
- Jasne. Wewnątrz jest nieduże pomieszczenie. Choć nie jest to prom nie oznacza tego, iż to jakaś prymitywna łódeczka.
Chłopak opuścił kotwicę, a Harry po chwili wstał, podążając za Louisem w głąb łodzi, gdzie dotarli do malutkich rozmiarów pokoiku. Loczek dostrzegł, iż znajdowała się tu niewielka kuchnia z mini lodówką, kilkoma siedzeniami i umywalką.
- Przyjemnie tutaj, Lou…
- Podoba ci się? Otrzymałem licencję, by móc żeglować w wielu dwudziestu lat. Nadal jestem początkującym, ale ojciec nauczył mnie wszystkiego, co do tej pory wiem.
- To wspaniale. Jestem pewien, że mile spędzacie tutaj czas.
- Prawdę mówiąc… tak! - westchnął radośnie Louis. - Jestem głodny! Masz ochotę coś zjeść?
~*~
Wzrok Louisa ciągle spoczywał na Harrym. Za każdym razem, gdy ten starał się coś powiedzieć, brunet nie potrafił opanować śmiechu. Louis nareszcie zignorował fakt, iż dzisiejsze treningi nie poszły mu zbyt dobrze, wyraźnie całą swoją uwagę skupiając na myśli o miłym popołudniu w towarzystwie młodszego chłopaka
Spędzali fantastyczny czas na samym środku morza, relaksując się i rozmawiając o wszystkim i tak naprawdę o niczym. Usiedli, w rzeczywistości prawie leżąc na kanapie, zwróceni twarzą w twarz do siebie jak dwójka najlepszych przyjaciół.
Na stole znajdowało się kilka nadgryzionych kanapek, które kupili tuż przed wypłynięciem oraz kilka otwartych puszek po piwie. Jak już to Harry i Louis mieli w zwyczaju, zawsze pili w swoim towarzystwie.
- Spotkałem dzisiaj Nialla Horana - odparł Harry. - Fajny z niego dzieciak.
- Prawdę mówiąc, nigdy z nim nie rozmawiałem. No może raz, albo dwa, to wszystko. Mówisz, że jest miły?
- Tak, bardzo. Naprawdę go polubiłem. Na dodatek jest całkiem słodki. - przyznał Harry. - Ma cudowne oczy i ten uśmiech, który sprawia, iż chciałbym go przytulić i już nigdy go nie wypuścić!
Louis skrzywił się słysząc to, lecz po chwili zachichotał.
- Ekhem… Nie sądzę, że mógłby być gejem, chociaż…
- Nie? Szkoda. Jestem pewny, że wiele chłopaków by na niego leciało.
- A co z tobą? Lecisz na niego? - zapytał Lou. Coś w środku ostrzegało go, że Louis stawał się trochę za bardzo zazdrosny, jednak z drugiej strony inne coś utwierdzało go w przekonaniu, iż tak nie jest. Louis nie lubił Harry’ego w ten sposób, nie jest gejem, więc nie może być o niego zazdrosny.
- Wydaje mi się, że powinienem go najpierw odrobinę poznać. - Harry przysunął się bliżej chłopaka. - Tak czy inaczej, upatrzyłem już sobie kogoś, wiesz?
- Serio? - Louis zmarszczył brwi. - Opowiesz mi o nim, Harry?
- Dlaczego o to pytasz? - Harry posłał mu figlarny uśmieszek. - Naprawdę chcesz wiedzieć, jacy chłopcy mi się podobają, Lou?
- A dlaczego nie? Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, mam prawo wiedzieć takie rzeczy.
Harry zaśmiał się w zagłębienie szyi Louisa, zaś Louis po chwili zrobił to samo, gdy poczuł jak czubek nosa Harry’ego łaskocze jego delikatną skórę, a oddech otula jego szyję. Śmiali się, nie potrzebując wyrażać niczego słowami dopóki obaj się nie uspokoili, więc Harry kontynuował w takiej samej pozycji.
- Lubię chłopców, którzy sprawiają, iż potrafię się śmiać bez końca… - wyszeptał, składając miękki pocałunek na jego szyi. Louisowi na ten czuły dotyk momentalnie zrobiło się zimno. - I tych, którzy potrafią się mną zaopiekować. Takich, którzy sprawiają, że mój dzień staje się lepszy… - Harry zjechał w dół, wzdłuż jego ramienia i złożył kolejny, słodki pocałunek tuż przed pozostawieniem na jego aksamitnym ciele ciemnofioletowego znamienia. - Podobają mi się ci, których uśmiech rozświetla całe ulice i z tym głębokim i intensywnym spojrzeniem, przez które tracę kontrolę nad całym swoim ciałem…
Louis spojrzał na głowę Harry’ego, spoczywającą na jego ramieniu. Obaj wpatrywali się w siebie przez dłuższą chwilę, uśmiechając się, nie wypowiadając przy tym pojedynczego słowa.
Louis wiedział, że nie był pijany i w zasadzie nie powinien pić, ponieważ w przeciwnym razie nie byłby niezdolny do powrotu do domu. Z drugiej strony pragnął uczucia świadomości, iż to właśnie w tej chwili o tym wszystkim, co się działo decydował swobodnie płynący w jego krwi alkohol. Pomyślał o pocałowaniu Harry’ego. O jednym, zwykłym pocałunku. Krótkim, niewinnym w usta, nie takim, jak poprzednim razem. Prosił o tylko jeden.
- Sprawiam, że się śmiejesz - odparł Louis prawie szeptem. - Opiekuję i troszczę się o ciebie. Osobiście przyznam, że swoją obecnością czynisz mój dzień jeszcze lepszym, Hazza. - posłał uśmiech przyjacielowi. - Mam nadzieję, że robię dla ciebie to samo. Nie lubię swojego uśmiechu, nawet nie mój uśmiech… więc wątpię, iż to wszystko sprawia, że tracisz nad sobą wszelką kontrolę.
Harry wydał z siebie krótki, bliżej nieokreślony dźwięk. Nawet nie masz pojęcia, Lou, odparł do siebie, nie masz zielonego pojęcia, że to ty jesteś sprawcą tego wszystkiego. Tylko ty potrafisz doprowadzić mnie na skraj szaleństwa.
Chłopak tylko wzruszył ramionami.
- Więc może nie jesteś tym kimś, nie sądzisz?
Louis marzył o tym, by móc być tym szczęściarzem. Przygryzł wargę i przymknął oczy, by po chwili uśmiechnąć się z zaciśniętymi zębami. Harry, zmieszany, nie odrywał wzroku od chłopaka.
- Może. Jednakże ta tajemnicza osoba nawet nie zdaje sobie sprawy, jakie ma szczęście.
~*~*~
Louis i Harry dryfowali po środku morza. Obaj siedzieli na zewnątrz łodzi. Gdy Louis żeglował, Harry leżał tuż obok niego z parą okularów przeciwsłonecznych na nosie. Uwielbiał je, gdyż pozwalały one mu na obserwowanie chłopaka, gdy ten zwyczajnie nie miał o tym pojęcia.
- Wciąż nie wiem dokąd mnie zabierasz, Lou - wymamrotał Loczek, uśmiechając się.
- Naprawdę musisz wiedzieć?
- Wiedziałem, porywasz mnie.
Na twarzy Louisa pojawił się uśmiech.
- Nie byłbyś zadowolony? - westchnął. - Mógłbym wziąć cię, gdziekolwiek byś tylko zechciał. Mógłbym się tobą zaopiekować.
- Ty już się mną zaopiekowałeś. - Harry wstał i zrobił kilka kroków w przód, by po chwili stanąć tuż za Louis’m. Oplótł talię chłopaka swoimi rękoma, po czym kontynuował. - Nigdy nie przestajesz się mną zajmować. Zabrałeś mnie tutaj, bym przestał myśleć o tym, co było kiedyś i dzięki tobie tak właśnie jest.
- Zabrałem cię tutaj, ponieważ uwielbiam być z tobą. - odwrócił się do niego i uśmiechnął. - Lubię twoje towarzystwo. Ty rozumiesz mnie, ja zaś rozumiem ciebie. To właśnie kocham. Jesteś moim najlepszym przyjacielem, Harry.
Serce Harry’ego zamarło, słysząc te słowa i uśmiechnął się czule, opierając się na piersi chłopaka.
- A ty moim, Boo Bear… - wyszeptał, oblizując delikatnie usta, ostrożnie się w niego wpatrując. - Nie mam słów, by móc ci podziękować za to, co dla mnie robisz, gdy jesteś przy mnie.
- Za co dokładnie?
- Że jesteś ze mną i wspierasz mnie we wszystkim, co robię - westchnął Harry, składając słodkiego całusa na jego ramieniu. - Co więcej mógłbym chcieć?
Harry na ten czas wiedział, że bycie tylko i wyłącznie przyjacielem Louis’ego będzie najtrudniejszą rzeczą na świecie, biorąc pod uwagę uczucia, jakimi go darzy. Chciał być przy nim, przytulać go, lecz bardziej niż to, pragnął go pocałować.
Louis nic nie wspominał, choć jego serce biło z siłą huraganu. Kiedy Harry wypowiadał jego imię, nadając swojemu głosowi ten niesamowicie łagodny ton… Kiedy przytulał go, okazując mu tą miłość w formie gestów sprawiało, iż Lou zastanawiał się, co by było gdyby to wszystko odnosiło się do niego w całkiem innym kontekście.
Louis zarzucił kotwicę. Słońce zniżało się ku zachodowi, zaś chłopcy mieli być świadkami tego zjawiska. Niebo przyjmowało odcienie koloru pomarańczowego i fioletu. Obaj usiedli, by móc obejrzeć spektakularny pokaz Matki Natury.
Harry przejechał palcami wzdłuż swoich loków, ściągając po chwili okulary.
- Jesteśmy tutaj, byś mógł zobaczyć zachód słońca - odparł Louis.
- To będzie mój pierwszy raz.
- Naprawdę?
- Tak… - odpowiedział Harry, a jego policzki przybrały takiego samego koloru, w jakim w tym momencie skąpane było niebo. Louis zaśmiał się i słuchał dalej, kładąc rękę na jego ramieniu. - Z pewnością bywasz tu często z Eleanor.
Twarz Louis’ego pobladła. Odwrócił się do niego i przełknął, uświadamiając sobie, że coś ma zamiar dać mu podpowiedź w związku z sytuacją, którą wciąż próbuje zrozumieć.
- Eleanor nigdy tu ze mną nie było.
Obaj spoglądali w swoją stronę przez chwilę, która jakby zdawała się trwać wiecznie. Dłoń Louis’ego spoczywała na ramieniu przyjaciela, która głaskała je delikatnie, kiedy to on wciąż czule się w niego wpatrywał.
Słońce zaczęło powoli opadać w dół i kryć się za linią, oddzielającą niebo od tafli morza; linią, która często wydawała się zanikać i niebo jak i morze widocznie zlewało się, szczególnie nocą.
Harry pochylił się, jak robił to wcześniej i był zaskoczony, że Louis nadal całą swoją uwagę skupiał na jego oczach i jego częściach, jakby pozostając w bezruchu. Dostrzegł jego usta, ich kąciki, przypominając sobie pierwszy i ostatni raz, kiedy to mógł poczuć je na swoich.
Louis dokładnie wiedział, co robił, choć być może to miało się stać. Zmieszany, jak za każdym razem, intensywnie się w niego wpatrywał. Musiał wiedzieć, czy te motylki mogły pojawić się bez ingerencji nawet najmniejszej dawki alkoholu.
Był przekonany o swojej świadomości, jednakże ta atmosfera wprawiała go w stan zamroczenia. Harry siedział tuż przy nim, co jakiś czas się uśmiechając. Zatracił się w jego niebieskich oczach.
Kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa.
Harry zbliżył się do niego na tyle, ile było możliwe i przechylił głowę, składając na jego wargach czuły pocałunek. Przymknął oczy, gdy poczuł ciepło jego skóry, obawiając się przez chwilę, iż może zostać odepchnięty. Nie miał w zanadrzu planu B, nie myślał o możliwości bycia odepchniętym. Chciał być odważny, nieustraszony, by móc przestać się obawiać swoich uczuć. Teraz Harry całował Louis’ego po środku morza przy zachodzie słońca, co tylko stało się przysłowiową wisienką na torcie.
Louis był zaskoczony uczuciem napierających na niego ust, jednak jego pierwszą reakcją na ten dotyk było oddanie przyjemności. Szatyn nieco wyciągnął się i wśliznął swój język do jego wnętrza, składając dłonie na jego policzkach.
Słyszeli fale, rozbijające się o skały oraz odgłosy nadlatujących mew.
Serce Louis’ego wydawało się za moment wyskoczyć z jego piersi. Dłonie Harry’ego wędrowały po umięśnionym torsie Louis’ego, zaś łódka bezcelowo unosiła się na wodzie.
Harry poczuł się odważniej i delikatnie przygryzł dolną wargę Louis’ego, zmuszając go do pogłębienia pocałunku. Louis poddał się Harry’emu, wpuszczając go do środka. Po chwili jakby znikąd, wszystko się obróciło o 360 stopni. Była to trwała walka o dominację i wszystko działo się raz zbyt szybko, raz zbyt wolno. Louis’ego ogarnęła złość, kiedy to uświadomił sobie, iż stracił poczucie czasu przez zwykły dotyk, a Harry po prostu nie mógł uwierzyć, że Louis wciąż go od siebie nie odepchnął.
Louis nigdy nie doświadczył takiego czegoś. Nikt nigdy go tak wcześniej nie całował. Nawet Eleanor. Czuł się, jakby przeżył najbardziej namiętny pocałunek w całym swoim życiu. I to oczywiście sprawiło, że zaczął się ponownie zastanawiać. Mimo wszystko, wciąż był zmieszany.
Harry powoli się odsunął. Jego usta były zaczerwienione, zaś Louis’ego odrobinę opuchnięte. Po zakończeniu pocałunku, intensywnie się w siebie wpatrywali, co chwilę się uśmiechając.
Żadne słowa nie były potrzebne.
~*~*~
Louis i Harry przypłynęli do portu już po zmroku. Żaden z nich nie wspominał o pocałunku, chociaż obaj mieli na to ochotę. Louis nie czuł się aż tak winny, jak sądził, zaś Harry uśmiechał się jak głupek.
Spacerowali wzdłuż molo. Rozmawiali o wszystkim, byleby tylko uniknąć niezręcznego dla obojga tematu. Harry obawiał się tego, iż w końcu Louis się zatrzyma i powie coś, co mogłoby złamać mu serce. Jednakże Louis był zbyt zmieszany, by to zrobić. Jeśli miałby już komuś złamać serce, to tą osobą byłaby tylko i wyłącznie Eleanor. Louisowi naprawdę podobał się ten pocałunek i chciał to zrobić ponownie; chciał zobaczyć, jak daleko jest w stanie się posunąć, jednak nie wiedział jak ma to zrobić.
Stali naprzeciwko drzwi do domu Harry’ego; chłopak sięgnął do swoich kieszeni w poszukiwaniu kluczy. Uśmiechnął się, trzymając je zaplątane wokół palców.
- Dziękuję ci za ten dzień, Lou. - uśmiechnął się czule. - Cudownie spędziłem z tobą czas.
- Ja też. Było wspaniale. Chociaż… przegapiliśmy zachód słońca. - zarumienił się Louis, jak miał to w zwyczaju robić Harry. - A to właśnie chciałem ci pokazać…
- Żałujesz? - zaśmiał się Harry, unosząc brew do góry. - Daję ci zatem powód do kolejnej wyprawy.
Louis przygryzł wargę i westchnął.
- Z chęcią bym to powtórzył.
Louis intensywnie wpatrywał się w Harry’ego. Wciąż przygryzał wargę, zastanawiając się, czy złożyć delikatny pocałunek na jego ustach czy policzku, bądź po prostu odejść.
- Jutro też będę w porcie, by obserwować cię podczas treningu. Zapewne pójdzie ci o wiele lepiej, niż dzisiaj.
Chłopak przytaknął i wzruszył ramionami. Uwielbiał, gdy Louis pokazywał mu swą skromną i niewinną stronę. Stwierdził, że nie było nic piękniejszego od widoku nieśmiało się uśmiechającego się Louisa, z tymi wielkimi oczami oraz tym prostym gestem, kiedy to unosił ramiona, uświadamiając sobie, jaki jest dobry.
- Cieszę się, że tak mnie wspierasz, Hazza.
Harry ponownie się uśmiechnął.
- Chodź tutaj.
Louis rozchylił ramiona, tuląc go do siebie. Poczuł ręce Harry’ego, które ciasno go obejmowały. Louis otoczył go swoimi rękoma, czule przebiegając palcami wzdłuż jego pleców.
- Wygrasz te zawody, Lou - wymamrotał Harry. - Wygrasz. Wierzę w ciebie, wiesz? Dokładnie tak, jak ty wierzysz we mnie. Umiesz to i o wiele, wiele więcej. - złożył delikatny pocałunek na jego czole i westchnął. - Żaden z nich nie jest tak dobry, jak ty.
- Harry, ty zawsze widzisz mnie tak, jak chcesz, myśląc, że we wszystkim jestem najlepszy…
- Nie obwiniaj mnie za to.
- Nawet nie mam takiego zamiaru.
~*~
Tej nocy Louis nie mógł zasnąć. Motylki w brzuchu nie miały najmniejszego zamiaru stamtąd zniknąć.
Zdał sobie sprawę o wadze zaistniałej sytuacji. W końcu musiał coś z tym zrobić, porozmawiać z Eleanor, bądź nawet przekonać się, czy jest sens walczyć o te uczucia.
Stop. Jakie uczucia?
Louis był zaskoczony, uświadamiając sobie, że coś go łączy z Harrym. Nie miał pojęcia co i czy było to wystarczająco silne, by móc zdobyć serce chłopaka.
Nie było to zwyczajne uczucie wobec przyjaciela, nie była to także braterska miłość. Dwa razy się pocałowali, nie było to aż tak trudne do zrozumienia.
Louisowi podobał się Harry, chociaż w tym najmniejszym stopniu. Oczywiste było także, że Harry’emu podobał się Louis.
Louis uśmiechnął się na myśl o ostatniej rzeczy.
Z drugiej strony, Harry spędził pół nocy na rozmyślaniach nad tym magicznym wieczorem. Anne była tym niesamowicie podekscytowana. Wciąż jednak nie rozumiała, jak w tak szybkim tempie mogło rozwinąć się między nimi takie uczucie, choć była szczęśliwa, codziennie widując na twarzy Harry’ego tak ogromny uśmiech, na jaki było go tylko stać.
- Było wspaniale, mamo. Ja wciąż- wciąż nie mogę w to uwierzyć. A co jeśli on odwzajemnia moje uczucia? Tak, wiem. Wyglądam i brzmię jak jakiś trzynastolatek.
Anne ucałowała go w czoło, powoli przeczesując palcami niesfornie opadające loki.
- Kochanie, to normalne. Podoba ci się Louis, a to był wasz drugi pocałunek. Chciałabym mieć pewność, że on coś do ciebie czuje, ale wiedz, że Louis może czuć się przez to wszystko zakłopotany.
- Też tak sądzę.
- A ty pomożesz mu go uświadomić, prawda?
Twarz Harry’ego rozjaśniała. Uśmiechał się od ucha do ucha, zaś jego oczy błyszczały. Były jak dwie gwiazdy, przynajmniej tak stwierdziła Anne.
- Cierpliwości - poleciła. - Później będzie dobrze. Jeśli jest ci on przeznaczony, tak właśnie będzie.
Tego ranka, po wspaniałej wycieczce, Louis wraz z Harrym spotkali się na zewnątrz i udali się do portu. Uśmiechali się nieśmiało i Harry dostrzegł, że policzki Louisa przybrały wystarczająco czerwonego koloru, że nie trudno było tego nie zauważyć.
- Dzień dobry, Lou. - Harry podszedł do niego, tuląc go do siebie. - Jak się czujesz?
Lou westchnął. Przez moment pomyślał, że mógłby go pocałować i nawet przyznał sam sobie, że zrobił by to z ogromną chęcią.
Cholera, odparł Louis, czy ja właśnie zapragnąłem kolejnego pocałunku?
- Świetnie!
Nie przespałem ani minuty. Nic a nic. Zacząłem wszystko analizować. Nie przestałem myśleć o tym, do czego doszło na łodzi, nie przestałem myśleć o naszym pocałunku, cholera! Całowaliśmy się. Cholera. Mam dziewczynę, a teraz jestem tu i tracę dla ciebie głowę. To właśnie było to, co Louis chciał powiedzieć.
- A ty? Dobrze ci się spało?
Szatyn jedną ręką objął ramię Harry’ego, zaś drugą oplótł wokół jego bioder. Obaj skierowali się w stronę portu, w drodze rozmawiając.
Harry kroczył tuż przy Louisie, by móc napawać się zapachem jego perfum.
Kiedy pojawili się w porcie, przywitali się z Markiem, ojcem Louisa. Dzisiaj miały odbyć się jakieś badania lekarskie, które stanowiły część przygotowania do nadchodzących zawodów.
- To tylko zwykłe badania - odparł Louis. - Nie przypominam sobie, żebym wykonywał jakieś ostatnio. Są potrzebne, by móc sprawdzić, czy jestem w stanie wziąć udział w zawodach, zarówno jeśli chodzi o mój stan psychiczny, jak i fizyczny. Wykonujemy je tuż przed i po zawodach.
- Mogę z tobą zostać?
Louis ostrożnie obserwował Harry’ego. Uświadomił sobie, że on naprawdę chciał zostać, że naprawdę troszczył się o niego i doceniał każdą sekundę, spędzoną razem z nim. Eleanor zawsze gdzieś znikała, lub szła do jakiejś restauracji, ponieważ zwyczajnie była znudzona i wracała do portu, kiedy był tam już Louis. Z drugiej strony Harry poświęcał się całym sobą i dopingował go, by pokazać mu swoje wsparcie.
Przytaknął i położył dłoń na jego ramieniu, pocierając je delikatnie.
- Oczywiście. Nie możesz wejść do środka, tak sądzę, jednak możesz zaczekać na zewnątrz, jeśli nie pozwolą ci pójść ze mną.
~*~
- Louis Tomlinson.
Ktoś poprosił Louisa by wszedł, po czym Harry podążył tuż za nim. Mężczyzna, który wskazał na niego przytaknął, gdy Harry zapytał gestykulując, czy może wejść razem z nim.
Było to niewielkie pomieszczenie, znajdujące się wewnątrz klubu żeglarskiego. W środku można było dostrzec kilka urządzeń i innych rzeczy, z pewnością pochodzących z pobliskiego szpitala.
- Jak się miewasz, Louis?
- Całkiem dobrze, dziękuję. - uśmiechnął się. - Harry może zostać, prawda?
Doktor spojrzał na Harry’ego, który opierał się o sąsiadującą ścianę, delikatnie się rumieniąc. Było odrobinę zawstydzony, czuł się dziwnie, jednakże nie miał ochoty stąd wychodzić.
- Oczywiście. Jesteście przyjaciółmi?
- Tak, jest moim najlepszym przyjacielem. - Louis spojrzał na Harry’ego i uśmiechnął się dumnie. - Nie bierze udziału w zawodach, przyszedł tu tylko zobaczyć jak radzę sobie podczas treningów.
- Świetnie. Mam nadzieję, że wygrasz tegoroczne mistrzostwa, Louis. A teraz, proszę, rozbierz się od pasa w górę.
Louis powoli zdjął koszulkę, wykonując polecenie lekarza. Harry obserwował go, starając się nie stracić nad sobą kontroli. To był pierwszy raz, kiedy ujrzał Louisa bez koszulki. Na jego torsie widniały widoczne oznaki ćwiczeń, a także był on nad wyraz opalony. Przełknął i zerknął z powrotem w stronę chłopaka, mając nadzieję, że nie zorientuje się, że nie może oderwać od niego wzroku. Każda linia na jego ciele prowadziła ku o wiele bardziej interesującemu miejscu i coś w środku Harry’ego sprawiało, że pragnął dowiedzieć się dokąd te cudowne linie poprowadzą go w dół jego brzucha.
Skup się, Harry.
- Połóż się, Louis. Zaczniemy od USG, potem EKG, może być?
- To Pan jest lekarzem.
Louis zaśmiał się i po chwili odwrócił do Harry’ego. Poprosił go, by podszedł do niego. Nie musiał długo czekać, gdyż Loczek powoli skierował w stronę łóżka. W dłoniach trzymał jego koszulkę, przez co Harry mógł na nowo poczuć zapach jego perfum. Westchnął, obserwując szatyna.
Lekarz rozsmarował żel na klatce piersiowej chłopaka. Jego skóra momentalnie zareagowała na nieprzyjemny chłód stosunkowo gęstej cieczy. Harry zaśmiał się, zaś Louis nerwowo przygryzł wargę.
Mężczyzna zgasił światło, by precyzyjnie wykonać badanie. Harry odważył się przebiec palcami po jego luźno zwisającej ręce, kierując się ku jego dłoni. Louis spojrzał na niego, łagodnie ściskając jego dłoń, podczas gdy doktor kontynuował.
- To wszystko wygląda jakby sprawdzali, czy jestem w ciąży. - zaśmiał się Lou. - Spójrz, Harry! Będziemy rodzicami!
Mężczyzna uśmiechnął się, gdy wywnioskował, iż serce chłopaka jest w porządku. Dwie minuty później doktor z powrotem zapalił światło, podając mu ręcznik, by mógł oczyścić się z lepiącej mazi.
Harry także chwycił rąbek, pomagając mu z usunięciem żelu, dowodząc, że robi to źle, jednak prawdą było tylko i wyłącznie to, że chciał go jedynie dotknąć w jakikolwiek możliwy sposób.
- Teraz EKG- odparł lekarz. - Przyłożę ci przyssawki, dobrze? Zdejmij także buty i połóż się ponownie na łóżku. Zobaczymy, czy nie cierpisz na arytmię bądź nie masz żadnych nieprawidłowości. Prawdopodobnie nic ci nie dolega, ale wiesz… ostrożności nigdy za wiele.
- Niech robi Pan, co trzeba.
~*~
Oba badania zakończyły się kilka minut później. Jak oczekiwali, wszystko z Louisem było w porządku. Udali się z powrotem do portu, by Louis mógł dokończyć przygotowania do zbliżających się zawodów.
- Zobaczymy się, kiedy skończę - wymamrotał Louis.
- Widuję cię non stop. - uśmiechnął się Harry, sięgając do jego policzków i czule je pocierając. - A teraz idź, tygrysie.
- To ze… Spider-Man’a, racja?
- Racja!
Louis zaśmiał się.
- Do zobaczenia później, Hazza.
- Idź, idź, bo się spóźnisz.
Louis chciał go pocałować. Zresztą tak jak i Harry. Jeden, mały całus byłby wystarczający, nie musiałby być jakiś super romantyczny, czy namiętny. Zwyczajny pocałunek na do widzenia, który spowodowałby pragnienie ponownego spotkania. Louis po prostu zaśmiał się ponownie, jego policzki jak zwykle przybrały czerwonego koloru, gdy delikatnie pogładził go po ramieniu, zanim odszedł.
Harry westchnął i udał się do restauracji, by coś zjeść. Zwykła, codzienna rutyna. Krótkie „na razie” w stronę Louisa, wypicie ulubionej lemoniady, powrót do portu, by móc zobaczyć chłopaka podczas treningów i ponowne spotkanie tuż po ich zakończeniu. Nie było to takie złe.
- Harry?
Chłopak spojrzał w górę, wzrokiem napotykając Nialla. Uśmiechnął się na widok blondyna, zapraszając go do stolika.
- Ty także przyszedłeś coś zjeść?
- Oczywiście. - zaśmiał się Niall. - Poproszę kanapkę i coś do picia - odparł, przytakując, gdy dostał to, o co poprosił, po czym usiadł naprzeciwko Harry’ego. - Jak się masz?
- Świetnie. - uśmiechnął się szeroko. - A ty?
- Dobrze. Wracasz, żeby spotkać się Louisem?
- Tak, towarzyszyłem mu przez moment podczas wykonywania badań lekarskich. Skończyłeś już swoje?
- Tak, miałem wizytę rano - odpowiedział chłopak. - Więc, co nowego z Louisem?
Harry zmarszczył brwi, czekając aż blondyn powie coś jeszcze. Zamrugał, widząc na twarzy Nialla ten charakterystyczny uśmieszek.
- Mówiłem ci, jestem bardzo spostrzegawczy, Harry. Obserwuję cię, odkąd tylko się tu pojawiłem. - upił niewielki łyk chłodnego napoju, po czym kontynuował. - Podobają ci się faceci, tak?
- Skąd wiesz?
- Widzę w jaki sposób patrzysz na Louisa, Harry. Wiem o wszystkim. Lubię wiedzieć, co się wokół mnie dzieje. Jeśli myślisz, że rozpowiem o tym wszystkim dookoła, to jesteś w błędzie. Przyrzekam, że nie.
- Dzięki, Niall. - Harry odetchnął z ulgą. Nie chciał, żeby inni dowiedzieli się o jego odmiennej orientacji. Louis wiedział i to mu wystarczało. - Więc tak, podobają mi się chłopcy.
- Louis wyraźnie lubi też ciebie, Harry.
Oczy Harry’ego otworzyły się szeroko.
- Musi tak być, inaczej nie potrafiłbym zrozumieć tego, co się dzieje. Tenen sposób, w jaki patrzy na ciebie… Kiedy jest z tobą, nigdy nie przestaje się uśmiechać. Uwierz mi, byłem świadkiem takich sytuacji, sam je przeżyłem. Wiem, że ma dziewczynę, albo jest to coś, o czym słyszałem w porcie, jednak Louis wydaje się kompletnie nią nie przejmować, gdy tylko ty jesteś przy nim.
- Ty – szczerze – no wiesz, naprawdę tak myślisz?
- Tak, Harry. Podobasz mu się. Tak musi być i tyle. Nie zaszło nigdy nic między wami?
Jeśli byśmy pominęli fakt, że przez większość czasu jesteśmy sami i pocałowaliśmy się już dwa razy, to nic takiego się nie wydarzyło.
- Ja, och… Muszę do łazienki.
Harry wstał, prędko udając się w stronę toalet. Musiał zacząć myśleć trzeźwo. To było jedyne wytłumaczenie, Niall miał rację. Louis musiał coś do niego czuć, jednak jak miał zrobić krok do przodu i wyznać mu swoje uczucia?
Musiał coś z tym zrobić. Oczywiście musieli porozmawiać o tym, co zaszło wczorajszego wieczoru.
Spojrzał na swoje odbicie w lustrze i westchnął. Zrobi to. Tak, zbierze się na odwagę i wieczorem z nim porozmawia. To będzie najlepsze wyjście, by wyjaśnić sobie wszelkie wątpliwości.
~*~
Niall został sam, siedząc przy stoliku i uśmiechając się. Zauważył, że komórka Harry’ego wciąż leżała na stole i po chwili chwycił ją w dłonie. Przeglądał ją w poszukiwaniu numeru Louisa, lecz nie minęła minuta, a odnalazł swój cel, zatytułowany „Louis ;)”
Zapisał go u siebie, odkładając telefon w sposób, w jaki położony był wcześniej.
~*~*~
- Tomlinson.
Louis odwrócił się, spoglądając w stronę Zayna. Uśmiechnął się figlarnie, po czym przytulił go na powitanie.
- Minęło trochę czasu, co? Ledwo co cię widuję. Co u ciebie słychać?
- Byłem odrobinę zajęty.
- Chodzi o Eleanor.
- Nie, o Harry’ego. Eleanor spędza większość czasu w Southampton, rozmawiamy ze sobą wieczorami, jednak wiesz, to już nie to samo.
Nawet Louis wiedział, że to nie było już to samo. Nie spędzali już ze sobą tak wiele czasu, a rozmowy nie kleiły się jak dawniej. Nie tęsknił już za nią tak, jak kiedyś. Nie było to tak, że jej nie kochał, bądź znudziło się mu jej towarzystwo; nic się nie zmieniło, jednakże teraz Harry był tutaj i wydawał się być dla niego lepszym wsparciem, niż ona.
- Jesteście dobrymi kumplami, prawda?
- Jest moim najlepszym przyjacielem. Bez urazy. - zachichotał Louis. - Wiesz, przyjechał tu z Liverpoolu i zżyliśmy się trochę…
Właściwie, to trochę zbyt bardzo.
- Rozumiem. Wszystko okej - odpowiedział Zayn. - Obaj wydajecie się być ze sobą bardzo blisko.
- Bo tak jest, naprawdę - odparł. - W Liverpoolu stało się coś złego i odkąd opowiedział mi o wszystkim, wciąż jestem przy nim. Nie mam pojęcia, Harry jest naprawdę świetnym chłopakiem.
Oczy Louisa zabłyszczały na samą myśl o Harrym. Szczerze go podziwiał. Był cudowny w każdym calu, niesamowicie silny po tym, przez co przeszedł. Sam Louis nie był pewny, czy dałby sobie radę z tym wszystkim, znajdując się w podobnej sytuacji.
Był dumny z tego, że mógł nazywać Harry’ego swoim przyjacielem, nawet jeśli to słowo oznaczało dla niego zbyt mało.
- To się cieszę. A co się stało w Liverpoolu, jeśli mógłbym wiedzieć?
- Spotkał na swojej drodze nieodpowiednich ludzi, ale teraz wszystko już jest w porządku.
~*~
Spotkanie w porcie stało się już przyjemną tradycją, która kojarzyła się Harry’emu ze scenami z filmów romantycznych, które jego mama miała w zwyczaju oglądać w coniedzielny wieczór. Także sam Harry czasami rzucił na nie okiem.
Spotkali się i ciasno przytulili do siebie, dość szybko się do siebie odsuwając. Delikatny uścisk ramion, chichot, skryte spojrzenia oraz dotyk dłoni. Z daleka wyglądali jak sekretni kochankowie, jednakże tak na dobrą sprawę nawet ze sobą nie randkowali.
Mama Harry’ego pracowała do późnego popołudnia, tak więc Harry zaprosił Louisa do siebie na obiad. Mieli nadzieję przyrządzić jakieś spaghetti oraz deser, by później móc swobodnie obejrzeć telewizję, bądź po prostu porozmawiać. To właśnie Harry to wszystko zaplanował, zaś Louis nawet nie miał serca, by mu odmówić.
- Zauważyłeś, że nigdy się nie rozstajemy, nawet na moment?
Louis uśmiechnął się, słysząc to pytanie.
- Jesteśmy sąsiadami, czego się spodziewałeś?
- I najlepszymi przyjaciółmi - odparł Harry, przekraczając próg domu i zostawiając drzwi otwarte, by Louis także mógł wejść. - Więc, spaghetti może być?
- Jak najbardziej. Nie wiedziałem, że potrafisz gotować, Hazza.
Obaj udali się do kuchni. Harry uśmiechnął się i poprosił Louisa, by usiadł przy stoliku, przy którym sam w zwyczaju jadał codziennie śniadanie.
- Owszem, gotuję i nawet nieźle mi to wychodzi.
- Jestem szczęściarzem, mając do dyspozycji przy sobie kucharza. - zaśmiał się Lou, nerwowo przesuwając dłońmi po blacie. Miałem na myśli przyjaciela, który gotuje oczywiście.
Przyjaciela.
To brzmiało tak, jakbym był hipokrytą, stwierdził Louis.
Na twarzy Harry’ego pojawił się delikatny uśmiech. Po chwili chłopak rozpoczął poszukiwanie składników, w celu przyrządzenia dania. Louis zwyczajnie go obserwował. Od początku zauważył, iż Harry wkładał całe swoje serce we wszystko, co robił i było to coś, za co go podziwiał
- Sos Carbonara czy Bolognese?
- Carbonara - odparł Louis, długo się nie zastanawiając.
Chłopak odwrócił się w stronę Louisa, szukając śmietany, która była ostatnim brakującym składnikiem. Louis wydawał się być niezmiernie pomocny, siedząc z lekko rozpostartymi nogami i co chwilę nieświadomie przygryzając wargę.
- Myślisz, że moglibyśmy porozmawiać, gdy tylko skończymy jeść, Lou? - zapytał Harry, szczerze nie zastanawiając się nad tym, o co przed chwilą zapytał. - Sądzę, że powinniśmy – no wiesz – wyjaśnić sobie pewne rzeczy.
Louis zaczął się bać. Nie. Nie bać. Był przerażony, nie wiedząc tak naprawdę dlaczego.
- Oczywiście, Hazza. Możemy porozmawiać o wszystkim, o czym tylko zechcesz.
Harry zwrócił swój wzrok s stronę Louisa i jego niebieskich oczu i uśmiechnął się nieśmiało.
~*~
- Już jestem. - Harry usiał naprzeciw Nialla i spojrzał na niego.
- No i? Porozmawiasz z nim?
- I mam powiedzieć mu o tym, co do niego czuję i o całej reszcie?
Niall przytaknął.
- Nie jestem osobą, która powinna ci mówić co masz robić, a czego nie, jednakże widzę, że ty naprawdę na niego lecisz. Wracając do poprzedniego pytania… Jesteś pewien, że nie stało się nic, co by sprawiało, że myślisz, że coś między wami jest?
- On ma dziewczynę.
- Tak, tak, o tym już rozmawialiśmy. Dlaczego nie powiesz mu tego wprost? Po prostu to zrób, no nie wiem. Nie sądzę, że mógłbyś go stracić, jak mówiłem, myślę, że on także coś do ciebie czuje.
Harry był kompletnie zagubiony.
- Wiem, że ledwo się znamy, ale mogę cię zapewnić, że wszystko się ułoży.
Niall siedział na ławce na wprost portu, obserwując odpływające łódki. Przeglądał zdjęcia zapisane w telefonie, zerkając na numer Louisa.
To za mało, pomyślał Niall.
~*~
Na stoliku znajdowały się puste naczynia. Louis siedział na kanapie, zaś Harry leżał tuż za nim z nogami luźno opadającymi na uda starszego chłopaka. Spoglądali w swoją stronę, czekając, aż któryś zdecyduje się przerwać tą niezręczną ciszę.
- Całowaliśmy się, Louis. Musimy o tym porozmawiać - wymamrotał Harry, rumieniąc się.
- Wiem… - Louis przeczesał palcami niesfornie opadającą grzywkę, czując jak jego puls przyspiesza, a niepokój i zdenerwowanie powoli przejmują kontrolę nad całym jego ciałem. - Harry, muszę być z tobą szczery.
- Jasne, Lou. Śmiało.
Chłopak zastanawiał się nad doborem słów, które najlepiej opisałby to, co czuł w tym momencie. Nie znalazł jednak nic zgodnego, nic miłego, jedynie kilka przypadkowych wyrazów, które kończyły się w ten właśnie sposób:
- Nie potrafię przestać o tobie myśleć od chwili naszego pierwszego pocałunku. Przestałem interesować się Eleanor…. Jakby to ona zwyczajnie zniknęła, a ty zamiast niej, zająłeś całą moją uwagę.
- Och - to och było czymś, co dodawało mu w pewien sposób otuchy. W zasadzie czuł się wyjątkowo, wiedząc, że Louis też o nim myślał.
- Wiesz, ja – ja nie wiem, co powiedzieć. Nigdy w życiu nie całowałem się z chłopakiem i nigdy nie byłem całowany w sposób, w jaki zrobiłeś to ty. Ja… - westchnął. - Ja nie mam zielonego pojęcia, dlaczego o tobie myślę, Harry. Jesteśmy przyjaciółmi i powinno tak być, ale ja, no wiesz, ja…
- Ty?
- Ja – och – ja chyba czuję coś więcej…
Louis opuścił wzrok. To nie tak, że wstydził się swoich uczuć, przeciwnie, ale dlatego, iż był na drodze wyznania czegoś, czego bał się powiedzieć na głos nawet w pustym pokoju.
- Lou?
Uniósł swój podbródek i zwrócił swoje spojrzenie w stronę nieziemsko zielonych oczu Harry’ego, które tonęły w zmieszanym, choć wciąż odrobinę uroczym wyznaniu Louisa.
- Wiesz, podobasz mi się.
- Naprawdę? - serce Harry’ego biło z zawrotną prędkością, zaś Louis ostrożnie się w niego wpatrywał. - Naprawdę? - powtórzył, uśmiechając się.
- Nie śmiej się ze mnie, Harry, to poważna sprawa - wyjaśnił Louis, choć z jego ust także co jakiś czas wyrywał się cichutki chichot. - Mówię ci, że mi się podobasz, a ty śmiejesz się mi prosto w twarz, to niesprawiedliwe.
- Nie. - pokręcił głową Harry, poprawiając się. - Mówisz, że myślisz, że ci się podobam. Jedyna rzecz, którą robię w tym momencie, to słuchanie ciebie.
- Właśnie tak. Chciałbym to wszystko zrozumieć, jednak nie wiem jak - wyznał, czując się zażenowany, będąc tak podatnym na słowa Harry’ego. - Wiesz, ja – ja ciągle o tobie myślę i nie potrafię przestać. Nie wiem, co mam z tym zrobić. Uwielbiam być z tobą i myślę tylko o tym, kiedy spotkamy się ponownie, o przytulaniu ciebie, opiekowaniu się tobą…
- Myślisz o mnie tylko w ten sposób? Tylko? Nie myślisz o mnie w inaczej? - Harry uniósł brew i uśmiechnął się figlarnie, obserwując Louisa spod swych długich rzęs.
Louis przypomniał sobie incydent w łazience. Stało się to ponownie, jednak kolejnym razem było to całkiem dobrowolne. Nie dręczyło go nawet najmniejsze poczucie winy po tym, co się wydarzyło.
- Nie… - wymamrotał. - Dlaczego mam wrażenie, że masz ze mnie niezły ubaw, co? To jest straszne.
- Nie nabijam się z ciebie tak, jak ty sobie to wyobrażasz, Lou - wyszeptał, po czym złożył subtelny pocałunek na jego policzku. - Gdybyś wiedział jak się aktualnie czuję, byłbyś szczerze zaskoczony. Też mi się podobasz - odparł. Poczuł, jakby ten cały ciężar nareszcie spadł i uśmiechnął się po chwili. - Nie zaplanowałem tego, ale spójrzmy prawdzie w oczy, to się dzieje naprawdę. Ja też o tobie myślę. Właśnie dlatego pocałowałem cię na łodzi.
Myślę o tobie.
Louis poddał się. Uczucia zalały ogromną część jego umysłu jak i ciała. Harry spojrzał na jego usta, następnie oczy, po czym zwyczajnie się uśmiechnął.
- To szaleństwo - odparł Louis. - Dopiero co wyznaliśmy sobie nawzajem swoje uczucia, a jedyną rzeczą, którą jestem w stanie teraz zrobić, to się śmiać. Śmiać, ponieważ to jest niedorzeczne.
- Teraz to ja jestem tym, który powinien być urażony. - Harry zmarszczył brwi, nic z tego nie rozumiejąc. - Niedorzeczne?
- Nie zrozum mnie źle, Harry. Miałem na myśli, och, że to jest niedorzeczne. Ta scena. To wszystko. Niedorzeczne jest to, że wszystko wydaje się być normalne, jakbyśmy rozmawiali teraz o pogodzie – cholera, Harry, nigdy w życiu nie czułem czegoś takiego. Proszę cię tylko o to, byś zrozumiał to, co kłębi się w mojej głowie, ponieważ ja nie potrafię.
Harry nie mógł się powstrzymać i uśmiechnął się i przytulił go, palcami kreśląc niewielkie kółka na jego piersi. Czule ucałował go w skroń i ciasno trzymał w swoich ramionach.
- Louis - wyszeptał Harry. - Nic nie sprawi, żebym czuł się szczęśliwszy, słysząc, że mógłbyś odwzajemnić moje uczucia. Rozumiem cię, rozumiem i dziękuję ci za to, że powiedziałeś mi o tym wszystkim. Ja zaś bujałem w obłokach od chwili naszego pierwszego pocałunku.
Louis zatopił się w jego ciasnym uścisku, przymykając oczy. Nadal nie był niczego pewny, jednakże poczuł się odrobinę spokojniejszy.
- Co z tym zrobimy?
Harry przygryzł wargę.
- Sam chciałbym to wiedzieć - odparł. - Powinniśmy zobaczyć, co będzie się działo między nami, Louis. Jak daleko możemy się posunąć bez wymuszania niczego z żadnej ze stron. Ty masz dziewczynę, a ja…- Harry westchnął. - Chcę, żebyś przemyślał to wszystko, zanim będziesz czegoś żałować.
~*~*~
Harry i Louis zdecydowali się zachowywać tak, jakby ta cała sytuacja była czymś normalnym, jednak nie mieli zamiaru być tak nieśmiali względem siebie, gdy pozostawali sam na sam. Miało to na celu uświadomienie im, jak daleko mogą się posunąć. Louis wciąż czuł się zakłopotany, zwłaszcza dlatego, iż uwielbiał towarzystwo Harry’ego bardziej, niż mu się wydawało.
Na dzisiejsze treningi przyszła Eleanor. Oczywiście Harry odsunął się, kiedy tylko się o tym dowiedział. Ten prosty gest niejako zasmucił Louisa.
Gdy tylko Louis ujrzał piękną sukienkę dziewczyny oraz jak jej uśmiech poszerza się z każdą chwilą, nie potrafił się powstrzymać i pocałował ją pośrodku molo.
Harry odszedł wcześniej, nie będąc świadkiem tej jakże słodkiej sytuacji. Zamiast tego dobrze się bawił w towarzystwie jak zwykle skorego do rozmowy Irlandczyka, co go całkowicie odłączyło od realnego świata.
- Więc, jak tam sprawy z Louisem?
- Niall, proszę. – zarumienił się Harry.
- Rozmawialiście już ze sobą?
Westchnął, spoglądając na swój napój tuż po tym, jak zatracił się na moment w nieziemsko niebieskich tęczówkach Nialla i uśmiechnął się delikatnie.
- Miałeś rację.
- Mówiłem. – Niall wskazał na Harry’ego widelcem, po czym wepchnął do buzi kawałek naleśnika. Nalał odrobinę więcej syropu klonowego i uśmiechnął się. – To świetnie!
- Jadam to samo prawie każdego ranka.
- Przychodzisz tu codziennie, by zjeść śniadanie?
Harry zaśmiał się i pokręcił głową.
- Moja mama tu pracuje, Niall.
~*~
- Tak bardzo się za tobą stęskniłam – wymamrotała Eleanor, zatracając się w objęciach Louisa. – Jak się masz? Spędzałeś trochę czasu z Harrym?
- Też za tobą tęskniłem! – Louis złożył krótki pocałunek na czole dziewczyny i przytaknął. – Oczywiście, jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. To normalne, że spędzamy ze sobą większość swojego wolnego czasu.
Najlepsi przyjaciele. Cholera. Najlepsi przyjaciele nie zachowują się tak, jak oni, to jest pewne.
- Widzę – odparła, odsuwając się do szatyna. – A co z Zaynem? Widziałeś się z nim? Może spotkaliście się we trójkę, co?
Louis zamrugał. To prawda. Louis widział się z Zaynem dobre kilka dni temu, w dodatku nie było to nawet normalnie spotkanie, w pełnym słowa tego znaczeniu. Pomyślał o zaproszeniu Harry’ego i Zayna na kolację, coś w rodzaju męskiego wieczoru, jednak nawet jego wnętrze podpowiadało mu, że byłoby to stosunkowo niezręczne. Co by było, gdyby zdał sobie sprawę, iż nie mógłby oderwać wzroku od Harry’ego? Co by pomyślał o nim Zayn?
- Nie do końca. Ostatnio Harry nie czuł się zbyt dobrze, więc zostałem przy nim, by móc się nim zająć, wiesz… – odpowiedział Louis, nie zagłębiając się w szczegóły – Problemy rodzinne.
Eleanor przytaknęła i czule pogłaskała go po policzku.
- Jesteś wspaniały, Lou. Często myślę, że na ciebie nie zasługuję.
~*~
Harry spoglądał bokiem na Louisa i Eleanor, umierając z zazdrości. Nie mógł tego znieść, a tym bardziej ukryć. Niall, dostrzegłszy to podszedł bliżej, by móc podziwiać swoje spostrzeżenia. To sprawiło, iż zaczął się zastanawiać nad powinnością ukrywania swych uczuć przed ludźmi, by nie stać się przyczyną rozsiewania nowych plotek pośród mieszkańców miasteczka.
- Myślisz, że to rozwiąże sytuację, czy może skończysz ze złamanym sercem?
- Myślę, że to pomoże – odparł Harry.
- Chciałbym tak myśleć. – Niall spojrzał w stronę okna. – A co z tym chłopakiem, Zaynem?
Twarz Harry’ego pobladła.
- Co z nim?
- Zastanawiałem się, czy się za kumplujecie – odpowiedział Niall, wzruszając ramionami. – Nie jest on przypadkiem przyjacielem Louisa?
- Och – mhm – tak, chyba tak, widziałem się z nim raz, może dwa, więc… - Harry był z tego faktu niezmiernie zadowolony. Ledwie co widywał Zayna, ponieważ… - Spędzam z Louisem cały swój wolny czas.
Niall uśmiechnął się przez zaciśnięte zęby.
- Wiesz? Wiem, że ledwo się znamy, ale wyglądasz na wspaniałego chłopaka – odparł Niall. – Naprawdę.
- Schlebiasz mi, wiesz? Bardzo ci dziękuję, Niall, muszę powiedzieć, że myślę to samo o tobie.
~*~
Louis i Harry ponownie byli razem. Tym razem, dla odmiany, Harry udał się do domu Tomlinsonów, by zobaczyć się z bliźniaczkami, które były zaś niesamowicie tym podekscytowane.
- Harry, kochanie – przywitała go serdecznie Jay, całując chłopaka w policzek. – Miło cię tu widzieć. Jak się masz?
- Bardzo dobrze – przytaknął. – A ty?
- W porządku, skarbie. Wejdź, proszę. Zostaniesz z nami na kolacji?
Harry pokręcił głową.
- Obiecałem mamie, że przygotuję dzisiaj coś specjalnego, jednakże dziękuję za zaproszenie.
Bliźniaczki podbiegły do Harry’ego, uwieszając się na jego nogach. Louis wywrócił oczami, przyglądając się scence.
Obie trzymały w dłoniach kartkę papieru i Harry, gdy tylko dziewczynki poluźniły uścisk i puściły go całkowicie, przykucnął tuż przy nich, uważnie się w nie wpatrując.
- Jak się mają moje księżniczki? – Harry był pewny, że bliźniaczkom spodoba się sposób, w jaki się do nich zwracał; wiedział, że go uwielbiały i miały nadzieję, iż będzie on ich księciem z bajki, co w pewien sposób mu schlebiało. – Wyglądacie prześlicznie. Dostanę buziaka?
Phoebe i Daisy nieśmiało złożyły delikatne pocałunki na obu policzkach chłopaka. Louis z daleka obserwował to wszystko, spazmatycznie dotknięty na widok Harry’ego z jakby innej strony.
- Narysowałam coś dla ciebie – odparła Daisy, podając mu kartkę. Na obrazku Harry wyglądał jedna z wielu księżniczek.
- Ja też – wyznała Phoebe, dając mu kolejny, na którym widać było Louisa i Harry’ego, trzymających się za ręce.
- Artystki z was! – Harry spojrzał na rysunki, po czym czule ucałował dziewczynki. – Dziękuję wam bardzo, skarby.
Obie naraz uciekły w stronę swoich pokoi. Louis, który uważnie przypatrywał się wszystkiemu, co się tutaj działo, uśmiechnął się szeroko, gdy Harry odwrócił się i spojrzał na niego.
- Coś się stało?
- Widziałem cię z moimi siostrami. Kochają cię mimo to, że nie widują cię zbyt często.
- Są cudowne – westchnął Harry, wciąż trzymając w dłoniach rysunki. – To narysowała Phoebe. Jesteśmy tutaj, razem.
Louis zrobił krok w stronę chłopaka, po czym spojrzał na obrazki. Trzymali się za ręce. Harry miał na sobie niebieską koszulkę oraz zwykłe, dżinsowe spodnie, zaś Louis jak zwykle, cały w paski. Obaj śmiali się, a potem zwyczajnie się w siebie wpatrywali z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Twoje siostry są urocze, Lou. Nie zniósłbym myśli, że złamałbym im sercem mówiąc, że wolę chłopców. – zaśmiał się Harry.
- Nie będziesz miał takiej okazji, Harry. Nawet gdybyś wolał dziewczyny, nigdy nie pozwoliłbym ci umówić się z żadną z nich!
- Ani bym myślał! Są dla mnie o wiele za młode!
- Nigdy nie mów nigdy. Kiedy tylko skończą 18 lat, zobaczysz, że będą najpiękniejszymi dziewczynami w całym Southampton.
- Ja wolę chłopców, Lou. – uśmiechnął się figlarnie Harry. – Nie wątpię w to, a w szczególności dlatego, iż są twoimi siostrami.
Gdy Louis się zarumienił, Harry czule pogładził jego policzki, po czym złożył na nich subtelny pocałunek. Louis poczuł się jak małe dziecko. Był zdenerwowany, niezdolny do wyjaśnienia dlaczego. Harry stwierdził, że jest przystojny. Louis nigdy nie czuł się szczególnie atrakcyjny, nawet gdy mówił to dla żartów. Eleanor, jak i jego rodzina, miała odmienne zdanie; także dziewczyny na uniwersytecie sądziły inaczej. Jednakże sam fakt, że powiedział to właśnie Harry sprawiało, iż czuł, że naprawdę tak jest.
- Jak uroczo, Styles…
Posłał mu figlarny uśmieszek, a po chwili obaj wybuchli śmiechem, jak robili to wiele razy.
Jay wraz z Markiem przypatrywali się chłopcom z daleka, co chwila się do siebie uśmiechając. Mark wspominał coś o pięknej przyjaźni, jaka się między nimi rozwinęła. Jay przytakiwała, jednak kiedy Mark odszedł, przyznała do siebie, że to nie tylko przyjaźń.
Było to trudne do zrozumienia, sama była przekonana, że nawet jej syn nie był w stanie tego zrozumieć, niemniej jednak, Harry sprawiał, że Louis był szczęśliwy.
Bardzo, bardzo szczęśliwy.
~*~*~
- Tęsknię – odparła Eleanor po drugiej stronie telefonu. – Myślisz, że możemy niedługo się spotkać?
Louis westchnął i przytaknął.
- Oczywiście, El. Bardzo za tobą tęsknię, ale rozumiem, że chcesz spędzić trochę czasu ze swoimi przyjaciółmi.
- Jesteś pewien? Nie przeszkadza ci to, że nie ma mnie tu ostatnio tak często, jak kiedyś? Obiecuję, że wkrótce przyjadę. Pomyślałam, że może dzisiaj wieczorem spotkalibyśmy się w Southampton. Zayn, ty i ja. Jeśli Harry zechce, także może przyjść.
- A co z twoimi przyjaciółmi? Nie będzie ich razem z nami?
- Moi przyjaciele? Och, nie… Po ostatniej nocy dopadło ich zmęczenie. Bawiliśmy się wspaniale! Taki babski wieczór, rozumiesz, nic nadzwyczajnego.
Szatyn uśmiechnął się.
Louis nie był do końca pewien, czy zadzwonić do Harry’ego i zapytać go o wyjście. Harry mógłby czuć się niekomfortowo, a Louis nie chciał, by coś mu się stało, nie chciał go skrzywdzić. Jednakże kiedy tylko zakończył rozmowę z Eleanor, zdecydował się zadzwonić do chłopaka, pomimo bycia jedynie kilka metrów stąd.
- Louis? Tak prędko się za mną stęskniłeś? Nie sądziłem, że jesteś taki słaby.
Louis zaśmiał się dźwięcznie, jednak prawda była taka, iż tęsknił za nim ten cały, cholerny czas.
- Zamknij się, Harry – odparł Louis, śmiejąc się nieprzerwanie, co Harry mógł usłyszeć po drugiej stronie telefonu. – Słuchaj, dzisiaj wieczorem – och – więc Eleanor dzwoniła i zaproponowała spotkanie… Zayn także będzie i prosiła, żebym ci przekazał, czy… czy nie zechciałbyś wyjść razem z nami?
~*~
Harry był w swoim pokoju, siedząc na podłodze i opierając się plecami o zimną ścianę. Wypad z Zaynem? Co z Eleanor?, były to pytania, krążące po jego głowie. Nie był na to przygotowany.
- To nie moja sprawa, to twoi przyjaciele.
- A ty jesteś moim – wypomniał mu. – Przyjdziesz? Będzie dobra zabawa. Możesz wziąć ze sobą Nialla, jeśli zechce.
- Chcesz, żebym przyszedł, Louis? Naprawdę tego chcesz? Ponieważ jeśli chcesz, żebym tam był i patrzył na ciebie całującego się z Eleanor, jeśli naprawdę tego chcesz, przyrzekam, że będę, obiecuję.
Harry nie przygotowany by stawić czoła Zaynowi i jego aluzjom, ani wręcz do oglądania Eleanor, tracącej rozum dla chłopaka, w którym zakochał się na zabój. Nie był przygotowany na tego typu rzeczy, choć nie był wcześniej przygotowany także na miłość, którą obdarzył Louisa.
W każdym razie wiedział, iż zrobiłby wszystko dla Louisa.
- Z przyjemnością chciałbym cię spotkać dziś wieczorem, Harry. Wiem, że brzmi to dość egoistycznie i nie chciałbym cię skrzywdzić, ale zabiorę cię ze sobą. Jeśli to konieczne, weź ze sobą Nialla. Proszę?
~*~
To był cudowny wieczór w Lymington, jednakże w Southampton był jeszcze piękniejszy. Harry zaciągnął Nialla ze sobą, którego zżerała ciekawość na widok malutkiego romansu, tym razem osobiście.
Niall siedział na tylnym siedzeniu, rozmawiając z Louisem o zbliżających się zawodach. Harry uśmiechał się i starał nie myśleć o tym, co mogłoby się wydarzyć w ciągu następnych kilku godzin.
Louis mógłby wiedzieć, jak uchronić go od złego samopoczucia. Louis mógłby zwracać na niego większą uwagę, pomimo tego, iż Eleanor byłaby blisko. Louis mógłby robić to wszystko, ponieważ go kocha – albo było to coś, co starał sobie wmówić Harry.
Weszli do baru, który pomimo wczesnej pory był już stosunkowo zatłoczony. Zayn stał u boku Eleanor, co zaskoczyło Louisa, jednakże nigdy nie nadawał temu jakiejś ważności.
Zayn od samego początku obserwował każdy ruch Harry’ego, złośliwie się uśmiechając. Harry pragnął nie myśleć o tych prostych gestach i po prostu dobrze się bawić, zabawa była jego dzisiejszym postanowieniem. Był pewny, że potrafi wymusić na sobie takie rzeczy.
Niall został przedstawiony reszcie zebranego towarzystwa, nie pohamowując przy tym swojego uroczego, irlandzkiego uśmieszku, dzięki któremu doprowadzał wszystkich do obłędu.
Muzyka grała głośno, tuż obok stali Louis wraz z Eleanor, złączeni w nazbyt przesłodzonym pocałunku. Harry, przy pomocy Nialla, starał się nie zwracać na nich uwagi, za co prędko mu podziękował.
Drinki znikały jeden po drugim. Zayn spoglądał na Harry’ego, kiedy ten zajęty był rozmową z Eleanor. Zayn wciąż nie mógł zrozumieć tej bliskiej relacji łączącej go z Louisem oraz dlaczego Louis nie miał zielonego pojęcia o tym, do czego doszło w Liverpoolu. Chciał myśleć, iż miał Harry’ego owiniętego wokół małego palca, co na pewno w niedalekiej przyszłości by mu pomogło.
Louis spojrzał w stronę Harry’ego, tuląc do siebie Eleanor, pytając gestem, czy wszystko gra. Harry zwyczajnie przytaknął. Pij tyle, ile tylko mógł. To właśnie dzięki procentom był w stanie tu przebywać i znosić to wszystko.
Harry i Niall gawędzili ze sobą, podczas gdy Eleanor wraz z Louisem wymieniali nieskładne już zdania oraz gesty, na które chłopak odmawiał widoku.
- Harry?
Lokowaty odwrócił się, napotykając wzrokiem chłopaka o brązowych, niemalże złocistych włosach oraz czekoladowych oczach. Serce Harry’ego zamarło.
- Liam – sapnął, rozchylając powieki tak szeroko, jak tylko mógł.
Niall obrócił się, spoglądając na obojga. Zayn, co było dość oczywiste, rozpoznał Liama, zaś Louis prędko oderwał się od dziewczyny, by móc ujrzeć tajemniczą osobę.
- Mieszkasz teraz w Southampton? – zapytał Liam, unosząc brew ku górze.
- To nie twoja sprawa, Liam.
Louis, obserwując scenę, natychmiast podszedł do Harry’ego, kładąc wątłą rękę na jego ramieniu. Harry czuł się bezpieczniej, czując rękę chłopaka, spoczywającą na jego ciele, która w pewnym stopniu zapewniała mu swoiste ciepło. Zayn i Liam przywitali się ciepło, co spowodowało nutkę podejrzeń w głowie szatyna.
- Znacie się? – zapytał Louis, zwracając się w stronę chłopców. Zdezorientowani spojrzeli na siebie, zaś ich uśmiechy zaczęły powoli blednąć. – Znacie się? – powtórzył pytanie. Louisa zaczęła ogarniać złość, gdyż wiedział, że Liam wyrządził wiele krzywd Harry’emu, a jego opiekuńczy instynkt zaczął dawać się mu we znaki.
- Liam jest z Liverpoolu. To oczywiste, że się znamy – odparł Zayn. – Wszyscy mieszkańcy Liverpoolu są zakochaniu w Południu, nie prawdaż, Harry?
Harry spojrzał na chłopaka, ciężko przełykając. Przygryzł wargę, przytakując nieśmiało, zaś ręka Louisa, wciąż spoczywająca na jego ramieniu, jakby ochraniała go przed upadkiem bądź ucieczką z dala od tego wszystkiego.
- Teraz rozmawiacie ze sobą? – zapytał Liam z ciekawością. – Od kiedy?
Cholera. Była to pierwsza myśl, jaka przyszła Harry’emu do głowy. Chłopak wyrwał się z objęć Louisa, decydując się na ucieczkę. Eleanor starała się zatrzymać Louisa, podążającego za przyjacielem przez tłumy bawiących się ludzi.
Harry wyszedł, spoczywając na zimnym chodniku po drugiej stronie baru, chowając twarz w dłoniach. Było zbyt wiele zbiegów okoliczności. Sam zdał sobie sprawę, że cały jego świat zapada się dzięki nim, którzy sprawiali, iż czuł się tym samym, znienawidzonym przez wszystkich w Liverpoolu, pedałem.
- Harry! – Louis wybiegł na zewnątrz, podchodząc do chłopaka. – Harry! Wszystko w porządku?
Ale Harry nie mówił nic. W tym samym momencie wstał i pierwszą rzeczą, którą zrobił, było rzucenie się w jego ramiona, ciasno się do niego przytulając, z głową schowaną w zagłębieniu szyi szatyna. Powinienem był mu o tym powiedzieć, powinienem, powtarzał na około w myślach. Louis niczego nie rozumiał, jednakże to nie powstrzymywało go przed składaniem delikatnych pocałunków na jego skroniach, wcześniej głaskając go łagodnie po plecach.
- Jestem tutaj, Harry. Zaopiekuję się tobą.
~*~*~
- A to niespodzianka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz