- Nie rozmawialiśmy…
Harry skrył twarz w zagłębieniu szyi Louisa, który trzymał go mocno, starając się unormować oddech.
- Myślę, że to wszystko mówi za siebie, Harry. – uśmiechnął się dumnie Louis. – Spójrz tylko, do czego przed chwilą doszło.
- Jakbym mógł zapomnieć. – złożył miękki pocałunek na jego szyi i zamknął oczy. – Poukładałeś sobie to wszystko?
- Tak, Harry. Odkąd przyjechałeś do Lymington, zajmowałeś odrobinę miejsca w moim życiu każdego dnia, spędzonego razem. Ale wiesz co? Nie zamieniłbym ciebie na nikogo innego na świecie.
Louis spojrzał w sufit, uświadamiając sobie, co tak naprawdę się stało i co przed chwilą powiedział. Kochał Harry’ego i właśnie przeżył z nim najwspanialszą noc w życiu. Jego łóżko nie było już zwykłym łóżkiem, zaś pewnego rodzaju obłokiem, na którym leżał szatyn. Zmęczony, definitywnie, jednak nigdy nie czuł się lepiej.
- Powinieneś być szczęśliwy. – zaśmiał się Harry. – Zaopiekowałeś się mną.
- I będę robił to cały czas, jeśli mi na to pozwolisz.
Harry uniósł podbródek, skanując oczy chłopaka. Jego twarz pojaśniała i sam przytaknął po chwili.
- Wygram te zawody w poniedziałek, Harry. Wygram je dla ciebie. Pokonam Zayna. Ta nagroda będzie należeć do ciebie. – ucałował go w czubek głowy. – Obiecuję.
- Tak długo, jak będziesz czerpał z tego przyjemność, będzie to dla mnie wystarczające. Nie musisz się o nic martwić, Louis. O nic. Teraz już wszystko jest w porządku.
- Sprawię, że Zayn będzie jeszcze gryźć ziemię. – uśmiechnął się psotnie. – I zapłaci za to, co ci zrobił.
- Louis…
- Nie, posłuchaj. Chociaż raz mnie wysłuchaj. Mówię poważnie. Pierwszy raz od jakiegoś czasu nie żartuję. Pożałuje za wszystko, do czego się dopuścił. Przysięgam. I wszystko będzie dobrze, między nami będzie dobrze i nie będziemy musieli się więcej o nas martwić.
Harry ułożył dłonie na zarumienionych policzkach Louisa i pocałował go czule w usta.
- Pragnę być z tobą, Louis.
Przytaknął i przytulił go ciasno, trzymając go w ramionach i uśmiechając się, jak to miał w zwyczaju, będąc w jego towarzystwie.
- Myślę, że to oczywiste, ale także chcę być z tobą.
~*~
Louis poprosił go, by został u niego na noc, a Harry nawet nie miał serca mu odmówić. Prędko zadzwonił do mamy, by ją powiadomić i wyjaśnić, że wrócą do portu z samego rana tak, aby Louis nie opuścił dnia poświęconego treningom do zbliżających się wielkimi krokami regat.
- Nie mam pojęcia, co możemy zjeść – odparł Louis, przeszukując lodówkę, mając na sobie wyłącznie czarne bokserki. – I nie pozwolę ci niczego ugotować, jesteś moim gościem. Nie wspominając nawet, iż nie ma tu zbyt dużo jedzenia…
- Możemy zamówić jakąś chińszczyznę, czy coś w tym rodzaju – odpowiedział Harry, obserwując Louisa, podpierającego drzwi. – Nie? Mam ze sobą pieniądze.
- Ja też, tym się nie przejmuj. Mhm. – zachichotał Louis. – Brzmi świetnie. Już dzwonię.
Louis wyszedł z pokoju, zaś Harry uszczypnął go w pośladek, sprawiając, że ten zaśmiał się głośno i po chwili obaj zaczęli się ganiać po całym mieszkaniu.
Louis upadł na kanapę, a Harry usiadł na nim, na zmianę łaskocząc go i całując, usiłując przytrzymać chłopaka, gdy ten począł się ruszać.
- Harry! Muszę zadzwonić do restauracji!
- To dzwoń! Ktoś cię zatrzymuje?
- Mhmm, ty! Powinienem także wziąć prysznic. – Louis odwrócił się, ocierając się o Harry’ego i uśmiechając, gdy ten spojrzał na niego spod swych długich rzęs. – Więc…
- Dobrze. – Harry odsunął się i uśmiechnął. – Zadzwoń do restauracji. Będę spokojny, siedząc tuż obok ciebie.
- Na pewno?
- Obiecuję.
- Nie obiecuj czegoś, czego nie jesteś w stanie dotrzymać.
- W takim razie nie będę ci już niczego obiecywać.
Harry uśmiechnął się szeroko i Louis prędko zrobił to samo, zanim chwycił telefon i wybrał numer do znajomej mu od dawna chińskiej restauracji.
- Dzień dobry, tak, chciałbym zamówić obiad dla dwóch osób… - Louis trzymał słuchawkę, kiedy Harry usiadł przy nim, przejeżdżając palcami wzdłuż jego uda. – Tak, poprosimy kurczaka w migdałach z ryżem… w skrócie, wszystko, o co mamy w zwyczaju prosić. W imieniu Louisa Tomlinsona, proszę. Tak, tylko dwa razy. – Louis wywrócił oczami i spojrzał na Harry’ego, który wciąż nieznośnie głaskał go po nodze. – Mają państwo adres do mieszkania Tomlinsonów w Southampton? Dobrze, dziękuję.
Louis rozłączył się, lustrując twarz chłopaka.
- Wiesz, co byłoby zabawne?
- Co?
- Usłyszeć z twoich ust „dziękuję” po chińsku. Nie mógłbym wtedy opanować śmiechu.
- Och, zamknij się…
Harry zdławił śmiech, poddając się pocałunkowi, który Louis złożył na jego wargach, z dłońmi umieszczonymi na jego policzkach oraz zamkniętymi oczami.
~*~
Na stole znajdowały się już jedynie pozostałości po posiłku. Kilka pudełek po makaronie, chleb, krewetki oraz resztki…
Louis leżał na kanapie, w telewizji transmitowali jakieś show, które chłopcy niekoniecznie mieli ochotę oglądać. Harry położył się na nim, głowę opierając na jego klatce piersiowej, rozkoszując się uczuciem Louisa bawiącego się jego opadającymi loczkami.
- Kim my jesteśmy, Louis?
Louis zatopił nos w jego czuprynie Harry’ego, składając na niej czuły pocałunek.
- Nie wiem, Harry. Czymś, oczywiście. – wydał z siebie cichy chichot. – Myślałem, że wyraziłem się dość jasno; chcę być z tobą. Muszę tylko zerwać z Eleanor, chociaż przyznaję, że jestem tym przerażony.
- Dlaczego? – Harry uniósł go za podbródek, by na niego spojrzał.
- Ponieważ nigdy nie czułem się w ten sposób w towarzystwie chłopaka, Harry. Nigdy nie sądziłem, że mógłbym być z chłopakiem, a teraz… - westchnął. – Zaledwie kilka godzin temu kochaliśmy się, Harry, to szaleństwo. Słodkie szaleństwo.
Harry uśmiechnął się, słysząc te słowa wypływające z jego ust, gdyż on sam zawsze twierdził, iż bycie przy nim to nic innego, jak słodkie szaleństwo. Właściwie to był on już nieodwracalnie i bezsprzecznie w nim zakochany.
- No i…?
- Chcę, żeby wszystko dobrze się ułożyło, Harry. Nie chcę cię skrzywdzić, ponieważ jesteś jedną z tych osób na świecie, które zasługują na wszystko, co najlepsze. Zasługujesz na kogoś, kto będzie cię podbudowywał każdego dnia, a nie przyniesie ci rozczarowanie. To ogromna odpowiedzialność, a ja boję się, że nie będę dla ciebie wystarczająco dobry. Jestem przerażony.
- Będzie dobrze – odparł Harry – To dla mnie nowość, Louis. I tak, to szaleństwo, ale niezmiernie się cieszę z faktu, że chcesz to rozpocząć.
Harry uśmiechnął się szeroko i wtulił w szatyna, zamykając oczy, gdy Louis ponownie ujął w dłonie jego loczki, czule się nimi bawiąc.
W Southampton zapadała już noc, a księżyc schował się pod kocem błyszczących gwiazd. Harry’emu nie zajęło długo zaśnięcie na ciepłym ramieniu Louisa, zaś ten poczuł potrzebę wstania i doprowadzenia go do łóżka. Harry nie ważył zbyt dużo, więc dość łatwo było poprowadzić wzdłuż korytarza do pokoju, by ułożyć go na łóżku, przykrywając go kocem.
- Lou? – wymamrotał sennie, otwierając oczy.
- Tak?
- Zasnąłem?
- Owszem – przytaknął. – Właśnie dlatego cię tu przyniosłem.
- Położysz się przy mnie?
- Oczywiście.
Uśmiechnął się i przymknął zmęczone powieki. Louis uklęknął na łóżku i ułożył się obok niego, trzymając chłopaka w swoich ramionach i przysuwając się bliżej jego piersi. Dłoń Harry’ego prędko chwyciła dłoń szatyna, po chwili odpływając w krainę Morfeusza z myślą, że jutrzejszego poranka obudzi się ze słodkim uśmiechem na ustach.
„I love you because your mouth shows how to shout rebelliousness.” – Mario Benedetti.
Louis obudził się jako pierwszy. Pozwolił Harry’emu spać spokojnie, zaś sam udał się do łazienki, by wziąć prysznic. Spojrzał najpierw w lustro, poklepując się po policzkach i uśmiechając na widok odbicia, po czym zrobił krok w stronę kabiny.
Woda swobodnie spływała po jego ciele, gdy chłopak opierał się o zimne kafelki. Nie było nic lepszego niż zimny, orzeźwiający prysznic z samego rana, mimo że właśnie spędził ostatnią noc niedługo po przygodzie z Harrym.
Opuścił kabinę i owinął ręcznik wokół bioder, pozostawiając mokre włosy, czując, jak drobne kropelki spływają w dół jego ciała. Wszedł z powrotem do pokoju, widząc, że Harry wciąż był pogrążony we śnie, na co uśmiechnął się szeroko.
Otworzył szafę w poszukiwaniu czystej bielizny. Louis mógł słyszeć cichy oddech Harry’ego. Odwrócił się do niego i ujrzał go zaplątanego w pościeli z rozchylonymi wargami i loczkami, odpadającymi na jego twarz.
Louis przeczesał włosy palcami i potrząsając głową. Pozwolił, by ręcznik zsunął się w dół jego bioder, opadając cicho na podłogę, po czym chwycił czyste bokserki i założył je na siebie, uprzednio wrzucając wczorajsze do kosza.
Ponownie otworzył szafę, tym razem wyciągając parę krótkich spodenek i zwykłą i koszulkę. Chwycił to samo dla Harry’ego, w razie gdyby chłopak także zechciał się odświeżyć. Tuż po tym jak cichutko zatrzasnął drzwi do pokoju, wychodząc, skierował się do salonu i usiadł na taborecie naprzeciwko pianina.
Mieszkanie z Harrym byłoby cudowne. Doświadczanie tego rodzaju uczuć każdego dnia byłoby rodzajem spełnionego marzenia. Eleanor była całkiem inna, kompletnie inna i jakkolwiek nieprawdopodobne to było, Louis wiedział, że Eleanor nigdy nie będzie tak ważna dla niego, jak Harry. Harry był wyjątkowy. Bardzo wyjątkowy. A uczucie przywiązania do Harry’ego, jakkolwiek bardzo go to przerażało ponadto sprawiało, że czuł się o wiele silniejszy i pewniejszy siebie.
Uchylił pokrywę i westchnął, rozluźniając ramiona. Obudzenie Harry’ego w formie piosenki wydawało się być całkiem interesujące. Albo nie. Harry nie lubił być budzony. W każdym razie musieli wracać do Lymington. Za niecały tydzień rozpoczynają się zawody, zaś Louis musiał poprawić jeszcze kilka wyników, by stanąć na upragnionym podium. Szatyn uśmiechnął się do siebie. Nie miał żadnych wątpliwości na temat wygranej, ponieważ obiecał, iż trofeum będzie należało do Harry’ego. Obiecał mu to zwycięstwo.
I should ink my skin with your name and take my passport out again and just replace it.
Harry obudził się, słysząc dźwięk naciskanych klawiszy pianina, definitywnie mając niemałe problemy ze wstaniem z łóżka.
See, I could do without a tan, on my left hand, there my fourth finger meets my knuckle, and I should run you a hot bath, fill it up with bubbles.
Louis delikatnie przyciskał klawisze, odrobinę podnosząc głos, mając nadzieję na widok stojącego Harry’ego za rogiem w przedpokoju.
‘Cause maybe you’re loveable. Maybe you’re my snowflake. And your eyes turn from Green to gray, and in the winter I’ll hold you in a cold place.
Przymknął oczy, kiedy jego stopa spoczywała na pedale pianina.
And you should never cut your hair, ‘cause I love the way you flick it off your shoulder.
Harry powoli wstał, kierując się w stronę korytarza, słuchając subtelnego głosu Louisa, przerywającego ciszę.
And you will never know, just how beautiful you are to me.
Louis odwrócił głowę i spojrzał na Harry’ego, który uśmiechał się i zebrał w sobie na tyle odwagi, by móc dokończyć refren.
- But maybe I’m just in love, when you wake me up.
~*~
Harry siedział tuż obok Louisa. Muzyka wypełniała samochód i kiedy Louis trzymał rękę na lewarku, Harry położył dłoń na Louisa. Ich palce były splecione, zaś obaj czasem ukradkowo na siebie spoglądali.
- Jesteś zmęczony? Może powinieneś wrócić do domu i przespać się trochę – polecił Louis. – Nie martw się, ja jak zwykle będę w porcie.
- Nie, cały czas będę przy tobie – odpowiedział Harry – Wszystko w porządku. Mogę odpocząć później. Bycie w porcie i obserwowanie cię stało się już rutyną.
- Rutyną? Myślisz, że mógłbyś się do tego przyzwyczaić?
- Myślę, już się do tego przyzwyczaiłem, nie?
- To cudownie. Wiesz? Myślałem o czymś.
- Znowu? Ostatnim razem, kiedy zebrało ci się na przemyślenia, kochaliśmy się.
Louis zarumienił się, po chwili wybuchając śmiechem.
- Zamknij się, Hazza. Zwyczajnie obudziłem się, udałem się pod prysznic i – och – nie mam pojęcia, po prostu myślałem.
- I nad czym się tak długo zastanawiałeś?
- Myślałem o tobie. No wiesz, o nas. Mieszkanie z tobą podczas studiów także byłoby przyjemną rutyną. Mógłbym przyzwyczaić się do budzenia się przy twoim boku i wielu innych rzeczy, wiesz?
Harry potrząsnął głową i spojrzał na Louisa, który prędko uśmiechnął się, z powrotem skupiając się na drodze. Ponownie spletli ze sobą palce, nie mówiąc nic więcej.
~*~
Louis i Harry chcieli swobodnie trzymać się za ręce, jednak obaj wiedzieli, iż na razie nie jest to możliwe. Dzielili drogę nieśmiało się uśmiechając, zaś Louis po chwili odszedł, machając do swojego ojca, który spoczywał na zakotwiczonej łodzi.
Harry postanowił udać się do restauracji. Prawdopodobnie spotkałby tam Nialla, jednakże tajemnicza osoba zatrzymała go przed wejściem do środka.
Harry odwrócił się, wzrokiem napotykając uśmiechniętą Eleanor.
- Dzień dobry, Harry. Co tutaj robisz?
- Moja mama pracuje w restauracji – odparł, nie siląc się na uprzedni entuzjazm. Nie był pewien, czy powinien powiedzieć jej, iż był tu ze względu na Louisa, tak więc pominął ten fakt.
- Widzę – przytaknęła dziewczyna. – Jestem tu, by móc obserwować Louisa. I Zayna, szukał ciebie.
Harry zmarszczył brwi.
- Zayn pytał o mnie?
- Tak. Chodzi o coś związanego z tamtym wieczorem w barze. W każdym razie nie wiedziałam, że się znacie!
- Eleanor – przerwał jej – Przepraszam, ale mam mało czasu. Chciałem tylko zobaczyć się z mamą, napić się czegoś i wyjść. Gdybyś widziała się z Louisem, przekaż mu, że był świetny.
- Och, nie zostaniesz?
- Jak mówiłem, nie mam czasu.
Coś w jej oczach mówiło Harry’emu, iż Eleanor wiedziała więcej, niż mu się wydawało. Nie była naiwną osobą, ani też głupią. Wyglądała na jedną z tych zadufanych w sobie dziewczyn, jednak do pustej idiotki było jej daleko.
Eleanor zachichotała i uśmiechnęła się psotnie, przytakując.
- Rozumiem. Mam nadzieję, że wkrótce się spotkamy, Harry.
Harry uśmiechnął się delikatnie, po czym odszedł. Podszedł do baru, pytając o Anne, a kobieta prędko wyłoniła się zza kuchennego blatu.
- Witaj skarbie! Jak było z Louisem? Bawiliście się dobrze?
- Opowiem ci, jak wrócisz do domu – skinął. – Zayn pytał o mnie, mamo. Staram się go unikać. A, jeśli spotkasz Louisa, powiedz mu, że jestem w domu. Tak czy tak, napiszę do niego.
- Oczywiście, ale w domu czekam na wyjaśnienia. Naleśniki?
- Wystarczy sok. Razem z Louisem jedliśmy już śniadanie.
Anne uśmiechnęła się w wróciła z powrotem do kuchni, prosząc o szklankę soku pomarańczowego, a Harry w tym samym czasie czekał przy ladzie.
Jak co dzień, Niall zawitał w progi restauracji. Harry przywitał się i Niall usiadł na krzesełku obok. Złożył zamówienie, po czym obaj oddali się rozmowie.
~*~
- Przyszedł z Louisem, jestem tego pewna.
- Tak myślisz?
- I był tu specjalnie dla niego.
Niall trzymał w dłoniach telefon. Uważnie wsłuchiwał się w rozmowę, nagrywając ją. Zdał sobie sprawę, że jest wmieszany w tą całą sytuację, jednakże było zbyt wcześnie, by ujawnić całą prawdę.
- Mówiłam ci, że widywałam go wiele razy w klubie żeglarskim i wnioskując z tego sądzę, że powodem tych częstych odwiedzin jest tylko i wyłącznie Louis. Chociaż jest jeszcze jeden, ten blondynek, Niall, tak? Chyba się zaprzyjaźnili.
- Owszem, Niall. Ten, którego spotkaliśmy w barze.
- Nie wiem, co o tym myśleć.
Niall wciąż siedział na stoliku, wpatrując się w swoje śniadanie. Harry wyszedł, właściwie to uciekł tak szybko, jak tylko pozwalały mu na to własne nogi. Chciał z nim porozmawiać, dowiedzieć się, czy ten czas spędził w towarzystwie Tomlinsona, jednak nie było mu to na tę chwilę dane.
- Wiesz? Porozmawiam z nim.
- Powinieneś trzymać się z daleka. To by było zbyt oczywiste.
- To oni stali się zbyt oczywiści.
Niall wyciągnął słuchawki i ściągnął wargi.
Musiał poczekać.
„Zayn mnie szuka. Żałuję, że mnie tu nie ma. Jestem w domu, wiesz, gdzie mnie znaleźć. Mam nadzieję, że miło spędziłeś dzień, mój zwycięzco.”
Louis rozejrzał się. Przeczesał włosy i udał się do restauracji w poszukiwaniu czegoś zimnego do picia. Anne wyszła z kuchni napotykając Louisa i oboje uśmiechnęli się do siebie.
- Co słychać, skarbie? Bawiliście się dobrze?
Anne obserwowała Louisa, jak ten patrzył na nią wzrokiem podobnym do Harry’ego. Jego oczy zabłyszczały i niewinny uśmiech zagościł na jego twarzy.
- Bardzo dobrze. Uch, widziałaś Harry’ego?
- Tak, mówił, że Zayn go szuka, więc poszedł prosto do domu. Nie pisał ci o tym?
- Owszem, napisał, ale chciałem najpierw zapytać o to ciebie. Wszystko z nim w porządku, czy…?
- W porządku – przytaknęła Anne. – Nie martw się. Wyglądał na naprawdę szczęśliwego.
- Świetnie. Podałabyś mi wodę? Za moment wybieram się do Harry’ego.
- Oczywiście.
~*~
- Louis!
Chłopak trzymał w dłoniach butelkę wody mineralnej i właśnie wychodził z restauracji. Głos Eleanor sprawił, że się odwrócił.
- El? Co ty tutaj robisz?
- Co ja tu robię? To proste, Lou. Przyszłam cię zobaczyć. Jestem twoją dziewczyną, pamiętasz? Troszczę się. – westchnęła – Tęsknię za tobą… - spojrzała na niego i przygryzła wargę. Wiedział, co dziewczyna miała na myśli i prędko odsunął się od niej. – Odkąd Harry tu jest, rzadko się widujemy. Dlaczego mnie unikasz?
- Nie unikam cię, El. Słuchaj, nie mam czasu. Muszę się zająć siostrami, które zostały same w domu.
Było to wierutne kłamstwo. Eleanor wiedziała, było to oczywiste, gdyż Jay była z nimi domu, od kiedy przestała pracować w porannych godzinach.
Prędko odszedł, prawie biegnąc wzdłuż molo. Louis wiedział, że musiał z nią porozmawiać, musieli wyjaśnić sobie parę rzeczy, jednak teraz pragnął spotkać się z Harrym.
Stanął naprzeciw drzwi frontowych i zanim zdążył nacisnąć dzwonek, Harry otworzył je i rzucił się wprost w ciepłe ramiona Louisa.
- Shhh, jestem tutaj – wyszeptał.
~*~
- Hej, Niall.
Blondyn odwrócił się, napotykając Zayna, który uśmiechał się, podchodząc bliżej. Liam stał tuż za nim, którego Niall natychmiast rozpoznał. Jak mógłby wymazać z pamięci te piękne, złociste włosy i te czekoladowe oczy?
- Cześć, Zayn. – chłopak zmarszczył brwi, zaskoczony faktem, iż ten Zayn miał ochotę na rozmowę. – Mogę ci w czymś pomóc?
- Widziałeś Harry’ego? Wiem, że się przyjaźnicie.
- Coś w tym rodzaju. Uch, tak, widziałem się z nim z samego rana, ale wspominał, że ma parę rzeczy do załatwienia, po czym odszedł.
- Rozumiem.
- To coś ważnego?
- Chciałem tylko porozmawiać o kliku sprawach. Wiesz, o tym, co zaszło podczas wypadu do baru i takie tam. Nie, to nic takiego, nic się nie stało.
- Jesteście starymi znajomymi, prawda? – ton Nialla był niewinny, choć sam wiedział więcej, niż Zayn mógłby przypuszczać.
- Coś w tym rodzaju. Od tej pory go nie widziałeś?
- Przecież mówił, że nie – burknął Liam. – Dzięki za wszystko, Niall.
Irlandczyk wzruszył ramionami, obserwując jak wychodzą. Słyszał, jak obaj szepczą coś do siebie. Następnie postanowił o opuścić portu, udając się w drugą stronę.
~*~
- Mówiłeś, że porozmawiasz z nim i go przeprosisz – odparł Liam, idąc obok niego.
- Owszem – przytaknął Zayn.
- Obiecujesz?
- Ja nigdy nie obiecuję, Liam.
Zayn nie chciał niczego obiecywać z jednego powodu: nie miał zamiaru przepraszać. Zamiast tego w jego głowie kłębiły się całkiem inne myśli. Zwykłe „przepraszam” nigdy w życiu nie wypłynęłoby z jego ust, gdyby spotkał Harry’ego.
- Przynajmniej daj mi słowo.
- Nie zrobię tego.
~*~
- Uciekłem na widok zbliżającej się Eleanor. Wiem doskonale, że muszę z nią porozmawiać, ale nie jest to takie łatwe.
- Rozumiem – odparł Harry, spoglądając w jego tęczówki. – W porządku.
- Nie mam już żadnych wątpliwości co do moich uczuć względem ciebie, wiesz? – ułożył swoje dłonie na policzkach Harry’ego. – Po prostu nie chcę rozmawiać o tym w ten sposób. Chciałbym się z nią spotkać i opowiedzieć o wszystkim, co się stało w przeciągu ostatnich dni.
Harry uśmiechnął się czule i po chwili złożył słodkiego całusa na jego policzku.
- Nie oczekiwałem od ciebie, że mógłbyś zerwać z Eleanor dzień po tym, nie masz się czym przejmować. Wszystko jest okej, naprawdę.
Louis chwycił dłoń Harry’ego.
- Wciąż podtrzymuję to, o czym mówiłem poprzedniego wieczoru.
Harry uniósł podbródek, skupiając swój wzrok na oczach Louisa. Tuż potem uśmiechnął się, zaznaczając słodkie dołeczki i składając swoją dłoń z dłonią chłopaka.
- Wiem.
Obaj zaśmiali się i Harry zabrał rękę, wślizgując ją pod ramię Louisa.
- Zawody zaczynają się za trochę ponad tydzień. – przejechał palcami wzdłuż obojczyka, kierując się ku szyi szatyna. – Denerwujesz się?
- Nie całkiem. – Louis zwilżył usta i uśmiechnął się. – Wiem, że Zayn straci puchar i jedynym wygranym będę ja.
- No, no, pewny siebie Tomlinson. Podoba mi się.
Harry pochylił się i pocałował go delikatnie, napierając swoimi wargami na usta Louisa, czując przyjemny dotyk dłoni chłopaka na swoich udach.
~*~
Anne wróciła do domu, kiedy to Louis zdążył już wyjść. Odnalazła syna leżącego na kanapie, oglądającego telewizję. Chwilę wcześniej, zasnął. Wiedziała o tym, ponieważ Harry wciąż miał na twarzy ten senny uśmiech.
Przekroczyła próg pokoju i podeszła do niego, nachylając się, by złożyć całusa na jego czole.
- Spałeś?
- Trochę, ale teraz już nie… - potrząsnął głową, pocierając oczy, po czym spojrzał na matkę. – Jesteś głodna? Zrobię kolację…
- Nie, kochanie, jadłam tuż przed wyjściem. A ty?
- Też, przegryzłem coś całkiem niedawno. – wskazał na stolik, na którym znajdowało się kilka otwartych paczek chipsów. – Louis tu był, jednak już wyszedł.
- Louis… - Anne usiadła, gdy tylko chłopak podkulił nogi. – Powinnam o czymś wiedzieć? Jest jakaś przyczyna tego wielkiego uśmiechu, który nie schodzi z twojej twarzy od samego rana?
- Uch, nie wiem jak ci to powiedzieć… ale muszę to zrobić.
Źrenice Anne poszerzyły się, zaś sama kobieta czekała na wyjaśnienia.
- Odparł, że chce ze mną porozmawiać… - wymamrotał, bawiąc się palcami. – Zabrał mnie do swojego mieszkania w Southampton i zagrałem piosenkę, jedną z moich ulubionych.
- Przypuszczam, że była to miłosna piosenka.
- Dokładnie… - jego policzki przybrały kolor dorodnych buraczków. – I powiedział… zasugerował… że kiedy dostanę się do Southampton na studia, mógłbym zamieszkać razem z nim.
Anne przysunęła się bliżej.
- I…?
- Pocałowaliśmy się, mamo. Pocałowaliśmy – odparł. – Całowaliśmy się na kanapie i ja… nie wiem… nie mam pojęcia, w pewnym sensie, uch, daliśmy ponieść się emocjom i skończyliśmy w jego pokoju…
- Harry?
Policzki Harry’ego zaczęły niemiłosiernie go palić.
- Kochaliśmy się, mamo.
Anne nie mogła uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszała. Jej dziecko nie było już więcej dzieckiem. A ta sytuacja była nawet bardziej skomplikowana. Wydawało się jakby Harry nie był do końca świadomy tego, co tak naprawdę zrobił – biorąc pod uwagę, że Louis miał dziewczynę i zdradził ją z Harrym. Z drugiej strony widząc uśmiechniętego Harry’ego sprawiało, że jest serce topniało.
- Ale Louis? I Eleanor? Co z nią?
- Spokojnie. Wiesz, co? On chce być ze mną, mamo, a ja mu wierzę.
Anne bała się, że Louis mógłby złamać mu serce. Wiedziała, że był dobrym chłopcem, jednak to nie zapobiegało jej uczuciom, lękowi, stałemu niebezpieczeństwu, że Harry mógłby zostać zraniony po stracie ukochanego.
- W takim razie i ja mu wierzę.
Harry wtulił się w kobietę i skrył głowę w matczynej piersi, zamykając oczy, kiedy kołysała go w swych ramionach jak dziecko, sprawiając, że zasnął prawie natychmiastowo.
~*~*~
Nadszedł poniedziałek i od tego momentu został jedynie tydzień do oficjalnego rozpoczęcia regat. Louis i Harry utrzymywali, cokolwiek mieli, w tajemnicy. Harry cierpliwie czekał, aż chłopak postanowi porozmawiać o tym z Eleanor.
Tego ranka w porcie Harry spotkał Jay, idącą w stronę restauracji. Przywitali się serdecznie niemalże natychmiast.
- Przyszedłeś zobaczyć Louisa?
- Oczywiście – rzekł Harry, uśmiechając się. – Zawody już za tydzień i chcę, żeby wiedział, że będę mu wiwatować.
Jay położyła dłoń na jego ramieniu.
- Jesteś naprawdę dobrym przyjacielem, Harry. Przepraszam, ale nie mogę dłużej rozmawiać, szukam Marka. Mam nadzieję, że prędko spotkamy się ponownie.
- Oczywiście. Dziękuję bardzo. Pozdrów ode mnie bliźniaczki!
Harry nareszcie dotarł do restauracji, jak miał to zwyczaju robić codziennie, po czym usiadł przy stoliku tuż obok Nialla. Chłopak zdawał się słuchać muzyki, więc Harry szturchnął go delikatnie, napędzając mu niezłego stracha. Loczek zaśmiał się, ostatecznie witając go szerokim uśmiechem.
- Jak się masz, Niall?
- W porządku. Co z tobą? Minęło trochę czasu. Gdzieś się ukrywał?
- Nigdzie – odparł, uśmiechając się. – Czego słuchasz?
Harry wyciągnął rękę, by chwycić telefon, zaś chłopak w porę go zatrzymał.
- Nic takiego – odpowiedział nerwowo. – Nie sądzę, żeby ten rodzaj muzyki przypadł ci to gustu.
Harry wzruszył ramionami.
- Zdenerwowany przed zawodami?
Niall skupił swój wzrok na Harrym. Zdenerwowany przed zawodami? Niall wiedział, że był dobry i skutecznie dążył do postawionego przez siebie celu. Martwił się raczej o całkiem innego rodzaju rzeczy.
Wcisnął „play” i słuchał.
- Rozmawiałeś z nim?
- Nie, nie mam pojęcia gdzie się podział ten pedał. Wygląda na to, że ma zamiar przede mną uciekać.
- Louis nie odbiera moich telefonów.
Niall przejechał widelcem po talerzu, uprzednio biorąc kęs naleśnika.
- Nie przejmuj się, niebawem wszystko się zmieni.
- Co robisz?
- Ja…
Niall podskoczył na widok Harry’ego, stojącego naprzeciw niego, po czym westchnął, ściągając słuchawki.
- Odrobinę. Wiesz, to jedne z najważniejszych wydarzeń.
- Będzie dobrze.
- Tak, ale ty chcesz, żeby wygrał Louis, nie? – zamrugał.
- Och, Niall…
~*~
Harry wstał, kiedy Niall wyszedł i sam opuścił restaurację z rękoma w kieszeniach.
Eleanor kroczyła w jego kierunku i stanęła po środku, naprzeciwko chłopaka, krzywiącego się na jej widok.
- Eleanor, mogę ci w czymś pomóc?
- Nie do końca. Louis ciebie szuka. Jest tam. – Eleanor wskazała na drzwi. – W szatni, tuż za rogiem.
- Powiedział ci, dlaczego chce się ze mną tam spotkać? Widziałem jego łódź na morzu jakąś chwilę temu.
- Owszem, ale Lou jeszcze się przygotowuje. Najpierw chciał z tobą porozmawiać.
Obserwował jak dziewczyna wzruszyła ramionami, niespecjalnie tym zainteresowana. Harry wyszeptał krótkie „dziękuję” i odwrócił się w drugą stronę. Eleanor wywróciła oczami i założyła ramiona, usta formując w pół-uśmiechu, obserwując jak Harry odchodził w we wskazany kierunek.
- Teraz zagramy inaczej.
Harry wszedł do budynku. Było to niewielkie pomieszczenie, choć idealne dla zawodników. W środku znajdowało się wiele szafek, niektóre z nich były pootwierane, oraz kilka drewnianych ławek.
- Lou?
Podszedł bliżej, słysząc jak drzwi zatrzasnęły się z hukiem. Zanim zdążył się odwrócić, jego plecy uderzyły o jedną z szafek, zaś dłonie drugiego chłopaka trzymały go za kołnierz jego koszuli.
Zayn.
- Puść mnie! – krzyknął Harry, siłując się z Malikiem. – Mówiłem, puść mnie, Zayn!
- Nie puszczę cię, dopóki mnie nie wysłuchasz, zrozumiałeś? – jęknął, pchając go z powrotem o szafkę. – Nie mam pojęcia w co, do cholery, grasz z Tomlinsonem, ale rujnujesz mu tym życie!
- O czym ty w ogóle mówisz? Mówiłem już, puść mnie, Zayn, albo…
- Albo co? Nie mam zamiaru zrobić ci krzywdy, pedale, nie dam ci tej satysfakcji. To by było zbyt oczywiste. Wiesz, co zrobię? Masz jakiś pomysł, co? - dłonie Zayna trzymały go ciasno, zaś oczy Harry’ego, które starały się nie pokazywać bólu czy strachu, były skierowane na niego. – Poproszę cię, byś trzymał się z daleka od Louisa i przestał niszczyć jego pieprzone życie. Ma dziewczynę, ty jesteś jedynie jego zabawką. Czy może ty naprawdę myślisz, że on cię lubi? – zapytał Zayn. Harry stał cicho i spojrzał w drugą stronę, przygryzając wargę. – Myślisz, że cię lubi? Cholerna naiwność! Tak cholernie naiwny!
- Jesteśmy przyjaciółmi, Zayn – wymamrotał Harry. – Jest moim najlepszym przyjacielem. Nie przestanę się z nim widywać tylko dlatego, że jego dziewczyna jest zazdrosną suką, a ty jesteś znudzony z braku towarzystwa tutaj.
- Kutas z ciebie, Styles – warknął ponownie, popychając go i napierając na jego ciało. – Tylko przyjaciółmi? Pragniesz czegoś więcej, widać to w twoich oczach. Słuchaj. Jeśli nie zostawisz go w spokoju, nie będziesz jedynym, który na tym ucierpi. Louis straci więcej, niż myślisz. Właściwie to już stracił cudowną dziewczynę dla takiego idioty jak ty. Jeśli się nie usuniesz, postaram się, żeby wyleciał z klubu i został zdyskwalifikowany z zawodów. Wierz mi, jestem do tego zdolny. Zrobiłem to samo z tobą, prawda? Ach… - westchnął. – Pozwolisz, żeby twój ukochany Louis został wykluczony z zawodów, sportu, który jest całym jego życiem? Pozwolisz, by jego rodzina była wytykana przez wszystkich naokoło? Zostaw go w spokoju, a nic złego się nie stanie.
Oczy Harry’ego były na skraju wybuchnięcia płaczem. Zayn, uświadamiając sobie, do czego się przyczynił, zaczął się śmiać wprost w drżące wargi chłopaka.
Pedał – odparł niemalże szeptem.
Zayn odsunął się, zezwalając Harry’emu na stoczenie się na podłogę, po czym prędko opuścił szatnię tak, by nikt go nie zauważył. Harry został, leżąc na zimnych kafelkach, trzęsąc się ze strachu i niepohamowanie płacząc.
Jeszcze niedawno palcami dotykał nieba, zaś teraz, dzięki niemu, został brutalnie zrzucony na ziemię. Przeklął Zayna, przeklął Eleanor za to, że kazała mu tu przyjść oraz przeklął także siebie.
Powolutku wstał i podszedł do umywalki, aby przemyć twarz, lecz na próżno. Gdy tylko ujrzał swoje odbicie, uświadomił sobie jak bardzo był przerażony. Wciąż w samotności ronił łzy, było to jak odzwierciedlenie poprzednich lat. Harry wiedział, że powinien wyjść i nikt nie powinien go zobaczyć, jednak sam nie potrafił się nawet ruszyć.
Zayn był zdolny do wszystkiego, by tylko się jego pozbyć i sam bał się, że mógłby skrzywdzić również Louisa.
Był zmuszony poddać się i zrezygnować z osoby, którą kochał ponad swoje własne życie.
~*~*~
Harry opuścił szatnię niezauważony, tak, jak planował. Treningi właśnie się zakończyły – przynajmniej dla Louisa. Odnalazł go na końcu molo, rozglądającego się, jakby kogoś szukał.
Harry uśmiechnął się delikatnie i pomachał mu z daleka.
- Masz ochotę wypłynąć gdzieś po obiedzie? Możemy popływać, jeśli zechcesz, będzie fajnie.
- Nie czuję się zbyt dobrze, Lou. Pływanie mogłoby mi zaszkodzić.
- Co się stało?
- Chyba się zatrułem, nie wiem. Wolałbym wrócić do domu i odpocząć.
- Och – westchnął szatyn. – Jasne. Potrzebujesz czegoś?
- Nie… Uch, zadzwonię później, dobrze?
Louis nie miał czasu odpowiedzieć. Harry odwrócił się i odszedł, powstrzymując kumulujące się w oczach łzy, pozostawiając Louisa samego.
To dla jego dobra, pomyślał Harry, Louis ma swoje życie, a ja wepchałem się z butami do samego środka, wszystko rujnując.
Prędko otarł łzę, spływającą po jego policzku i skierował się do domu.
~*~
- Wiesz, co zrobię? To proste. Wyrażę się jasno, musi zostawić Louisa w spokoju.
- Ale… Zayn… Jak masz zamiar to osiągnąć?
- Harry i ja znamy się od jakiegoś czasu. Wiem jak sprawić, by zaczął się bać. Naprawdę bać.
Niall otworzył szeroko oczy i przełknął ciężko, siedząc na ławce naprzeciwko łodzi.
- Niall?
Chłopak zdjął słuchawki, kiedy zobaczył Louisa.
- Louis?
- Nie będziesz miał nic przeciwko, jeśli usiądę na moment?
Potrząsnął głową i Louis usiadł tuż obok blondyna, rozluźniając plecy i obserwując morze przez swoje okulary przeciwsłoneczne.
- Czego słuchałeś?
- Muzyki. Gdzie jest Harry?
- Źle się czuł i wrócił do domu. – wzruszył. – Chciał odpocząć, nie będę mu przeszkadzać.
- Rozumiem.
Niall zmarszczył brwi. Zapamiętał, że Harry czuł się dobrze przez cały dzień, więc co mogło się z nim stać? Potrząsnął głową i wzruszył ramionami. Owinął słuchawki wokoółtelefonu i spojrzał na Louisa, który wydawał się wpatrywać intensywnie w horyzont.
- Wszystko w porządku, Louis?
- Nie mam pojęcia, martwię się.
Niall chciał mu powiedzieć. Chciał mu pokazać wszystko, o czym wiedział. Z drugiej strony było zbyt wcześnie. Musiał zebrać wszystkie informacje, zanim mógłby mu o czymkolwiek powiedzieć.
- Z Harrym będzie dobrze.
~*~
- Co zrobiłeś?
Zayn zapalił papierosa i wypuścił dym z ust.
- Jest taki przerażony, powinnaś go zobaczyć. To było takie zabawne. Utrzymywał się na granicy płaczu i drżał niepohamowanie. Bardzo zabawne. Zadowolona?
Eleanor przeczesała palcami włosy i westchnęła.
- Po tym wszystkim zastanawiam się, czy będzie to potrzebne.
Odwrócił się i ponownie wypuścił dym. Na twarzy Zayna pojawił się figlarny uśmieszek, zaś sam spojrzał na dziewczynę spod swych długich rzęs.
- Może tak… może nie. Po prostu wiem, że ten pedał zasłużył na ostrzeżenie.
~*~
„Co słychać? Mam nadzieję, że czujesz się już lepiej. Tęsknię. Jeśli być czegoś potrzebował, zadzwoń.”
Harry był o włos od roztrzaskania telefonu o sąsiednią ścianę. Czy naprawdę odwróci się od niego? Czy pozwoli mu odejść w ten sposób?
Miał nadzieję, że pech nareszcie odwrócił się od niego na dobre. Pośród wszystkich miejsc na ziemi, Zayn musiał przyjechać właśnie do Lymington. I pośród wszystkich chłopaków na świecie, Harry musiał się zakochać w najlepszym przyjacielu jego największego wroga. Eleanor nigdy nie była problemem dla Harry’ego. Nie przejmował się nią, nie pałał do niej sympatią, a teraz wie, że i ona także go nie lubiła.
Jego ramiona były posiniaczone, a szyja obolała. Nie mógł przestać myśleć o ostatnim razie, kiedy Zayn tak go potraktował…
- Ty szumowino! Słyszysz mnie? Pierdolona szumowino! – wrzasnął na niego Zayn ze wzrokiem pełnym czystej furii.
Harry wyszedł, by kupić parę rzeczy dla matki. Rzeczy, które po chwili wylądowały na chodniku, stając się już całkowicie bezużytecznymi. Torby leżały, tak samo jak i Harry, który skulił się i zaszlochał, czując rozrywający ból w boku.
- Dlaczego stąd nie wyjedziesz? – zapytał jeden z nich.
- Dokładnie! Wynoś się! Nie chcemy tu takich jak ty! – odparł drugi.
Harry prosił ze łzami w oczach, by w końcu zostawili go w spokoju. Poczuł jak krew wypływa z jego ust, przez którą zaczął się krztusić.
- Oj! – ktoś krzyknął. – Co wy robicie? Dzwonię po policję!
- Cholera! Spadamy!
Zamknął oczy, jęcząc z powodu nasilającego się bólu. Tajemnicza osoba uklęknęła przed nim, powoli pomagając mu wstać
- Zadzwonię po pogotowie.
Harry nie był w stanie ujrzeć, kim był jego wybawiciel. Wszystko wokół niego było zamazane, chodnik był zimny, zaś sam chłopak nie był w stanie przestać się trząść ze strachu.
- Wszystko będzie dobrze, będzie dobrze.
Ukrył twarz w dłoniach, cicho szlochając. Chciałbym być odważny, odparł, chciałbym mieć odwagę, by stawić czoła Zaynowi, nie kończąc tym samym na oddziale. Po chwili wstał i udał się do łazienki. Chciałbym być na tyle silny, by móc walczyć bez ciągłego strachu o stratę Louisa. Spojrzał na swoje odbicie, dostrzegając zaczerwienione płaczu oczy.
- Ale nie jestem odważny, nie mam tyle siły, nie dam rady… - wymamrotał Harry, sięgając po telefon i pisząc wiadomość.
„Już wszystko w porządku. Mógłbyś przyjść do mnie na chwilę?”
Wymamrotał „Przepraszam, nie jestem tak silny, jak myślałeś”, zanim skulił się pod ścianą, pozwalając swoim niesfornym kosmykom opaść na zapłakaną twarz.
~*~*~
Louis otrzymał wiadomość właściwie będąc już w domu, zajmując się bliźniaczkami, gdy zaś rodzice relaksowali się w salonie, oglądając telewizję.
Daisy i Phoebe zawsze prosiły go o zabawę, gdy tylko ten miał odrobinę czasu dla siebie. Często można było go wtedy ujrzeć poprzebieranego za różne bajkowe postacie, siedzącego z nimi i pijącego popołudniową herbatkę.
- To Harry? – zapytała z ciekawością Phoebe.
- Zapytasz go, czy do nas przyjdzie? – Daisy podążyła za siostrą, zadając kolejne pytanie.
- Tak, to Harry, ale nie poproszę go o przyjście. Jest chory, jednak poczuł się już trochę lepiej i poprosił, żebym go odwiedził.
- Co się stało? Możemy mu przynieść ciepłą herbatę i ciasteczka!
Louis uśmiechnął się i potrząsnął głową.
- Nie martwcie się. Powiem mu, że troszczycie się o niego i przesyłacie mu miliony buziaków, okej?
Dziewczynki uśmiechnęły się i przytaknęły na raz, pozwalając bratu wstać i ruszyć w stronę drzwi, nie mówiąc ani słowa.
Louis zszedł na dół z rękoma w kieszeniach i zanim wyszedł, krzyknął coś w rodzaju „Będę u Harry’ego” z korytarza, po czym zamknął drzwi tuż za sobą.
W nie mniej niż pięć minut od wysłania wiadomości, Louis stał przed drzwiami Harry’ego, przyciskając dzwonek.
Kiedy Harry otworzył, Louis rzucił się na niego i wepchnął do środka, nogą zatrzaskując drzwi. Harry oddał uścisk, przymykając oczy, jęcząc cicho w bólu, kiedy Louis przytulił go z taką czułością.
Westchnął, gdy chłopak odsunął się od niego i spojrzał wprost w jego zielone tęczówki. Nachylił się, by go pocałować, jednak Harry prędko odwrócił się, zresztą wbrew swojej woli.
Louis zmarszczył brew.
- Haz?
Harry przygryzł wargę i zamknął oczy, potrząsając głową. Szatyn zmarszczył nos i była to rzecz, która sprawiła, iż chłopak zadrżał.
- Harry? – Louis starał się zbliżyć, jednak Harry powoli zaczął się cofać. – Coś się stało? Przerażasz mnie.
- Nie wiem, jak to ująć. – Harry przeczesał palcami włosy, poprawiając loczki. – Ale zdałem sobie sprawę… Dostrzegłem, że ty i ja… - postanowił zmierzyć się z nim, skupiając się na jego cudownych oczach, które obserwowały go z wyraźnym zmieszaniem. – To nie zadziała…
- O czym tym mówisz? – zapytał prawie szeptem. Jego serce biło z zawrotną prędkością, jakby za chwilę miałoby się zatrzymać.
- Masz swoją dziewczynę – wymamrotał Harry, spoglądając w dół. – Rodzinę, studia i sport, który kochasz. Szczerze nie sądzę, żebym wpasował się w twój styl życia.
- O czym ty mówisz? – odwrócił się, pytając ponownie, nic z tego nie rozumiejąc. – Nie chcesz być ze mną?
Oczy Louisa zaszły łzami, kiedy Harry z powrotem skupił na nim swój wzrok. Styles westchnął, przełykając i wzruszając ponownie.
- Nie.
Louis nie rozumiał. Próbował do niego podejść, jednak Harry uparcie stawiał kolejne kroki w tył, zanim ostatecznie nie został uwięziony pomiędzy zimną ścianą a napierającym na niego ciałem Louisa.
- Żądam wyjaśnień, Harry – poprosił, szepcząc. – Dlaczego mnie nie chcesz?
Chcę ciebie. Cholera, Lou. Kocham cię. W każdym tego słowa znaczeniu. I przysięgam, z sercem na dłoni, ale nie pozwolę, być musiał przechodzić przez to, przez co ja niegdyś.
- Nie chcę być z tobą. Uświadomiłem sobie, że nie tego pragnę. Masz swoje idealne życie, ja zaś do niego nie należę. To wszystko, co zaszło między nami w przeciągu ostatnich dni było pomyłką. Jedną, wielką pomyłką, Louis… - wymamrotał, zamykając oczy, czując oddech Louisa owiewający jego twarz.
- Kłamiesz…
- Nie…
- Kłamiesz, Styles. A ja nie rozumiem dlaczego. Chcę, żebyś mi spojrzał prosto w oczy i powiedział, że nic dla ciebie nie znaczę. – Louis chwycił jego nadgarstki i spojrzał w jego tęczówki. Oczy chłopaka wciąż były lekko zaszklone, a jego warga drżała delikatnie. – Powiedz, Harry. Powiedz, że po tym wszystkim znaczę dla ciebie tyle, co złamany grosz.
Jeżeli było coś, co naprawdę wstrząsnęło Harrym, to widok Louisa będącego na krawędzi wybuchnięcia niepohamowanym płaczem. Nienawidził siebie za to, co robił, za to, co robił Louisowi. Z drugiej zaś strony, nie miał innego wyjścia.
Harry uniósł podbródek i spojrzał szatynowi w oczy, skrywając uczucia tak, jak to nauczył się wiele lat temu.
- Nic dla mnie nie znaczysz, Louis – skłamał i każdy zakamarek jego serca wydawał się roztrzaskać na miliony malutkich kawałeczków. – Przepraszam. Nie wiedziałem, czego tak naprawdę chcę.
Louis walnął pięścią w ścianę, po chwili jęcząc z nasilającego się bólu i przykładając ją do warg, jakby to miało w czymś pomóc.
- To NIE prawda! – wrzasnął, a jego żyły były wyraźnie zaznaczone na wyciągniętej szyi. – To nie prawda! Kochasz mnie! Wiem to! – pierwsza słona łza spłynęła po jego policzku. – Kochasz mnie, Harry! A ja kocham ciebie, kurwa!
- Przepraszam! Przykro mi, jasne? Nie jestem tak wspaniały, jak myślałeś! Moja głowa to jeden, wielki, pieprzony bałagan. Zawsze czegoś pragnąłem, jednak potem zdałem sobie sprawę, że to nie to… przepraszam Lou, ale…
- Ale co? – Louis był wściekły i zarazem podatny na zranienie. – Spaliśmy ze sobą, Harry! Miałem dziewczynę, pamiętasz? Pieprzoną dziewczynę, kurwa! Ty zaś pojawiłeś się nie wiadomo skąd i zmieniłeś cały mój świat. Wywróciłeś wszystko do góry nogami, Harry, wszystko, a ja przez ciebie oszalałem. Doprowadziłeś mnie do jebanego szaleństwa! Oszalałem przez to, jak ze mną rozmawiałeś, uśmiechałeś się do mnie, zachowywałeś w ten cholernie uroczy sposób. Ale w porządku! Wiesz co?! To nie twoja wina… nie do końca! To moja wina, ponieważ walczyłem o ciebie, o nas. Myślałem… Myślałem, że ty też tego chciałeś, Harry. Ale nie, to moja wina, ponieważ bez pamięci zakochałem się w tchórzu!
Tchórz.
Jak wiele razy słyszał to słowo? O wiele za dużo. Zwłaszcza z ust własnego ojca za każdym razem, kiedy go bił, wypominając mu, że był zwykłym śmieciem. I oczywiście od Zayna oraz jego kumpli, wliczając także Liama, dających mu porządnie po dupie.
Tchórz.
Zabolało go, słysząc to z ust nikogo innego, jak Louisa, jednak jeszcze bardziej bolesny był fakt, iż Louis tak naprawdę o nim myślał. Harry otarł łzy i pociągnął nosem.
- Och, jeśli naprawdę tak sądzisz, Louis – wymamrotał, unosząc podbródek i spoglądając mu prosto w oczy. – Jeśli naprawdę tak sądzisz, proszę, wynoś się z mojego domu i już nigdy nie wracaj.
Niestety Louis nie zawahał się ani minuty. Pociągnął nosem i opuścił ramiona, spoglądając ostatni raz na chłopaka, po czym odwrócił się i prędko otworzył drzwi. Za progiem natknął się na Anne, która wpatrywała się w niego, widząc łzy swobodnie spływające po jego bladych policzkach. Louis, nie zwracając większej uwagi, odszedł, znikając za rogiem ulicy.
- Harry? – kobieta uniosła brew, zamykając drzwi i obserwując Harry’ego, który podszedł do niej i przytulił ją, cicho szlochając. – Harry, kochanie! Co się stało?!
- Kocham go, mamo – wyjąkał pomiędzy szlochami. – Kocham go tak mocno, że pozwoliłem mu odejść.
~*~
Louis trzasnął drzwiami, gdy tylko przekroczył próg domu. Prędko skierował się do swojego pokoju, mając nadzieję na przemknięcie się niezauważonym.
Odpadł na łóżko, kryjąc mokrą twarz w dłoniach. Przez całe życie nigdy nie płakał tak bardzo, jak teraz; nigdy wcześniej nie miał złamanego serca, a teraz wiedział, jak okropne jest to uczucie. Wzruszył ramionami, szlochając, zastanawiając się dlaczego. Dlaczego Harry się z nim zabawił? Dlaczego to zrobił? Może miał rację, może nie było dane być im ze sobą, jednak dlaczego nie chciał dopuścić do siebie myśli, że mogło się skończyć coś, co jeszcze na dobrą sprawę się nie zaczęło – przynajmniej oficjalnie.
Do pokoju weszła Jay, wyraźnie zmartwiona dźwiękiem zatrzaskujących się z hukiem drzwi, widząc na łóżku zapłakanego syna. Louis chciał to ukryć, jednak zdecydował się na całkiem żałosny sposób. Podeszła i przytuliła go ciasno, kiedy ten oparł się o jej pierś.
- Co się stało, skarbie? Pokłóciłeś się z Harrym?
- Nie mam ochoty o tym rozmawiać…
Kobieta zmarszczyła brwi.
- Już w porządku, kochanie. Shhhh. Mamusia jest tutaj, boo bear…
~*~*~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz